Iwanik: Widmo nadal krąży nad Europą

29 listopada 2008 Filozofia polityki komentarze: 15

W tym roku minęło 160 lat od kiedy Marx i Engels dojrzeli widno krążące nad Europą. Chcąc uczcić tę piękna rocznicę, chciałbym podzielić się przemyśleniami na temat Manifestu komunistycznego i jego elementów wciąż żywych w programach dzisiejszych socjaldemokracji i w programach gospodarczych stronnictw o narodowej proweniencji.

Główna myśl Manifestu to teza o walce klas. Pomijając pradzieje, historia zaczyna się od tego, że klasą dominującą jest arystokracja, która uciska i wyzyskuje chłopów. Narzędziem tego ucisku jest bezpośrednia przemoc fizyczna usprawiedliwiona panującym porządkiem religijnym. Z czasem różnego rodzaju przemiany społeczne powodują wykształcenie się klasy burżuazji, czyli właścicieli środków produkcji przemysłowej i handlu: fabryk, maszyn, sklepów itd. Nowo powstała burżuazja toczy zwycięski bój klasowy o dominujące miejsce w społeczeństwie z arystokracją i staje się sama klasą uciskająca. Ponieważ religia nie jest już opium dla mas, narzędziami ucisku stosowanym przez burżuazję jest przewaga ekonomiczna i dominacja polityczna. Ofiarami wyzysku są robotnicy. Kolejny etap nieustającej walki klas to zjednoczony front robotniczy w boju klasowym z burżuazją. Zwycięstwo doprowadzi do tryumfu demokracji i stworzenia homogenicznego społeczeństwa, które nie będzie się już dzieliło na klasy, a więc nie będzie już żadnego ucisku, a ludzie będą w końcu wolni.

Idea walki klas jest boleśnie prawdziwa. W czasach Marksa klasa społeczna miała kluczowe znaczenie ze względów prawnych, politycznych, tradycyjny i obyczajowych. Niektóre innego rodzaju podziały były z kolei relatywnie mniej wyraziste. Na przykład w połowie XIX wieku nie istniał tak zawansowany, jak dzisiaj, podział pracy i specjalizacja w społeczeństwie, nie istniał tak zaawansowany system handlowy, a więc i gospodarcza specjalizacja różnych regionów. Także wykształcenie miało znacznie mniejszy wpływ na karierę młodych ludzi niż na to miejsce dzisiaj, kiedyś większą rolę odgrywała przynależność klasowa.

Uaktualnić Marksa

Aby uaktualnić marksistowską teorię walki klasowej, należało by zmienić słowo „klasa”, które jest trochę mylące w dzisiejszym kontekście, na właściwszy zwrot „grupa interesu”. Z resztą Manifest sam czyni w pewnym miejscu takie uogólnienie tam, gdzie mówi:

Historia całego dotychczasowego społeczeństwa poruszała się w sprzecznościach klasowych, które rozmaicie kształtowały się w najróżniejszych epokach. Jakąkolwiek formę przyjmowały, jeden fakt był wspólny wszystkim ubiegłym wiekom: wyzysk jednej części społeczeństwa przez inną.

A więc walka klas to walka grup interesów, „które rozmaicie kształtowały się w najróżniejszych epokach”. Historia ludzkości jest historią walki grup interesów. W XVIII wieku była to walka grupy burżuazji przeciw grupie arystokratów, w XIX wieku grupa robotników przeciw grupie burżuazji. A obecnie? Marksistowska zasada walki grup interesów pozostaje niezmieniona.

Weźmy za przykład polskie społeczeństwo. Można wyróżnić w nim takie przykładowe grupy interesów:

  • osoby w wieku poprodukcyjnym i zbliżające się do emerytury – w ich interesie jest, aby państwo zapewniało wczesne i wysokie emerytury oraz wysoką jakość usług medycznych, nawet kosztem zadłużenia państwa i wysokich podatków
  • osoby w wieku produkcyjnym – w ich interesie jest, aby państwo nie zadłużało się i nie opodatkowywało nadmiernie ludzi w wieku produkcyjnym nawet, jeśli pogorszy to jakość usług medycznych dla ludzi starszych
  • rolnicy – ich interes to utrzymanie i podnoszenie przez państwo / UE subsydiów rolnych i ceł na produkty rolne
  • nie rolnicy – ich interes to zlikwidowanie subsydiów rolnych i ceł na produkty rolne
  • wykwalifikowani pracownicy – w ich interesie jest wysoka płaca minimalna, która usuwa z rynku mniej wykwalifikowaną konkurencję, a w konsekwencji podnosi wynagrodzenia
  • niewykwalifikowane osoby poszukujące pracy – w ich interesie jest brak lub bardzo niska płaca minimalna
  • właściciele nieruchomości – im zależy, żeby wartość ich domów nie spadała
  • ludzie, którzy nie posiadają nieruchomości – im zależy, żeby ceny nieruchomości spadały
  • inteligencja i ludzie dobrze wykształceni – w ich interesie jest przyjazna polityka imigracyjna, większe wydatki państwa na programy badawcze i „programy badawcze” oraz państwowe finansowanie wyższej edukacji
  • osoby niewykształcone – w ich interesie jest nieprzyjazna polityka imigracyjna i prywatne finansowanie wyższej edukacji
  • osoby utrzymujące się z zasiłków i świadczeń społecznych – w ich interesie są wysokie podatki
  • osoby utrzymujące się z pracy – w ich interesie są niskie podatki
  • eksporterzy – w ich interesie jest słaba złotówka
  • importerzy – w ich interesie jest mocna złotówka
  • zawody regulowane – w ich interesie jest utrudnianie przez państwo dostępu do tych zawodów
  • przedstawiciele innych zawodów – w ich interesie jest zwiększenie liczby osób wykonujących zawody regulowane
  • banki – w ich interesie jest istnienie państwowego banku centralnego, papierowy pieniądz i łatwość prowadzenia ekspansji kredytowej
  • osoby nie związane z bankami – w ich interesie jest istnienie wiarygodnego i stabilnego pieniądza niemanipulowanego przez bank centralny i przez sztuczną ekspansję kredytową

Tak, jak zauważyli Marks i Engels, grupa interesów może być zarówno mniejszościowa, jak i większościowa. Zdaniem Marksa, w boju klasowym niektóre grupy interesu będą się zwalczać, inne zaś będą zawierać strategiczne lub taktyczne sojusze. Część sojuszy oparta jest na trwałej wspólnocie interesów, a część na obłudnym przymierzu – tak jak tymczasowe i fałszywe porozumienie arystokracji i robotników, zawarte przeciw burżuazji, wyśmiewane przez Marksa i Engelsa.

Przykładem przymierza jest poparcie części inteligencji dla niektórych idei związków zawodowych. Na przykład obie te grupy są tradycyjnie zwolennikami wysokiej płacy minimalnej. Dla inteligencji poparcie dla wysokiej płacy minimalnej wynika z odruchu serca i ludzkiej wrażliwości. Dla związków zawodowych poparcie dla wysokiej płacy minimalnej oficjalnie też wynika z odruchu serca i ludzkiej wrażliwości, ale przy okazji eliminuje też z rynku pracy konkurencję w postaci pracowników, którzy nie przeskakują wyższej poprzeczki.

Poziom uświadomienia politycznego różnych grup interesu jest oczywiście różny. Jedne grupy otwarcie lobbują na swoją korzyść, np. rolnicy, czy górnicy, a inne nie są do końca uświadomione klasowo. Nawet najmniej uświadomione grupy interesu wyczuwają jednak zwykle intuicyjnie skąd płyną dla nich korzyści i też biorą udział w walce grup interesu, choć czasem wmawiają sobie, że kierują się innymi, bardziej szlachetnymi, motywacjami.

Ostatecznym celem walki grup interesu jest zwycięstwo w celu zdobycia władzy politycznej, o której Manifest mówi

Władza polityczna, właściwie rozumiana, jest to zorganizowana przemoc jednej klasy w celu uciskania innej.

Ta wizja władzy politycznej jest identyczna wizji libertariańskiej! Jedyna różnicą jest, że libertarianie nie robią wyjątku od tej zasady dla przywódców zwycięskiej klasy robotniczej.

Co do tego, że wyzysk jednych grup interesu przez inne jest możliwy przede wszystkim poprzez narzędzia władzy politycznej (a nie np. poprzez mechanizmy rynkowe), libertarianie zgadzają sie z Marksem i Engelsem. Faktycznie, bez prawnej dyskryminacji chłopów i niewolnictwa nie byłoby wyzysku feudalnego, ani ucieczki umęczonych chłopów do miast i do fabryk, bez systemu państwowych koncesji nie byłoby monopolu w kopalniach i prostej drogi do wyzysku, bez państwowych licencji na prowadzenie handlu nie byłoby monopolu na szlakach transportowych, bez rynku państwowych obligacji nie byłoby połowy wojen, bez państwowych subsydiów rolniczych nie byłoby transferu pieniędzy od pani sklepowej do pani farmerowej ani przerażającej nędzy w trzecim świecie. Władza polityczna, właściwie rozumiana, jest to zorganizowana przemoc jednej klasy w celu uciskania innej. Libertarialną receptą na opresje władzy politycznej jest zmniejszenie zakresu władzy politycznej. Socjalistyczną receptą na opresje władzy politycznej jest zwiększenie zakresu władzy politycznej.

Rewolucja ciągle (częściowo) aktualna

Nie ma raczej potrzeby dyskutować postulatów Manifestu o całkowitym zniesieniu własności prywatnej, zakazu zawierania małżeństw, tworzenia przymusowych hufców pracy oraz likwidacji podziału pomiędzy wsie i miasta. Wiele mniej radykalnych myśli pozostaje jednak obecnych w dyskusji publicznej.

Warto omówić program dochodzenia do komunizmu zaproponowany w Manifeście. Wart jest on uwagi, bo część z tych postulatów jest nadal obecna w programach socjaldemokracji i sił narodowych, choć raczej jako cel sam w sobie, a nie środek do osiągnięcia komunizmu. Wiele z tych postulatów ma się całkiem dobrze. Niestety, jak pokazują niedawne wydarzenia, upieranie się przy niektórych postulatach, np. o państwowym kredycie, pociąga nas w kierunku nieuniknionej implementacji kolejnych postulatów, np. o państwowych środkach produkcji.

Z dziesięciu postulatów Manifestu nadal żywe lub częściowo obecne w dyskusji politycznej są nr 2: wysokie i progresywne podatki, nr 5: centralizacja i nacjonalizacja polityki pieniężnej i kredytowej, nr 6: centralizacja i nacjonalizacja sieci transportowych i komunikacyjnych, nr 7: ekspansja bezpośredniego udziału państwa w prawach własności do przedsiębiorstw i innych środków produkcji oraz nr 10: bezpłatna państwowa edukacja w szkołach publicznych i zakaz pracy dzieci w fabrykach.

Postulat nr 2 o wysokich i progresywnych podatkach jest oczywiście sztandarowym projektem socjaldemokracji na każdym kontynencie. Przeciwko wysokim marginalnym podatkom przemawiają wielokrotnie przytaczane elementarne argumenty ekonomiczne. Takie podatki prowadzą ponadto do arbitrażu podatkowego poprzez inwestycje kapitałowe, co powoduje z kolei większą niż naturalną chęć inwestowania w nieruchomości czy rynek akcji. Nie wspominam już nawet o tym, że w efekcie podatków progresywnych przy takich samych dochodach brutto, pracownicy płacą znacznie większe podatki niż właściciele firm, co jest chyba największą ironią. Moim zdaniem najmocniejszym argumentem przeciw progresywnym podatkom jest jednak fakt, ze nakładanie na kogoś, kto i tak płaci więcej złotówek podatku z powodu wyższych dochodów, dodatkowej daniny jest zwyczajnie nieuczciwe. Argumenty za wysokimi i progresywnymi podatkami opierają się na poczuciu grupowej zazdrości.

Centralizacja i nacjonalizacja kredytu postulowana w Manifeście (postulat nr 6) to temat rzadziej podnoszony, ale nadal bardzo aktualny w ideologii narodowców i socjaldemokratów. Warto zauważyć, że w Ameryce mamy do czynienia z częściowo państwowym kredytem of roku 1913, kiedy to założono FED (były też wcześniejsze próby utworzenia banku centralnego). W Polsce państwowy bank centralny – odziedziczona z rozbioru niemieckiego Polska Krajowa Kasa Pożyczkowa – działał od 1918 roku i był autorem hiperinflacji lat 20.

Amerykański bank centralny FED odpowiedzialny jest, jak przyznał sam Bernanke – prezes FED i znawca historii monetarnej – za Wielką Depresję lat 30. FED ma też ogromny wkład w aktualne wydarzenia na rynku, czego Bernanke nie przyzna, choć może zrobi to jego następca za 70 lat. Tak jak wiele instytucji państwowych, FED służy realizacji interesów tych przedsiębiorców, których rzekomo ma regulować. Jego rolą jest ratowanie banków, gdy klienci zwrócą się do nich po zwrot depozytów. Tak więc główny element naszego systemu bankowego jest w rękach państwa i cały czas realizuje postulat Manifestu komunistycznego. W konsekwencji reszta systemu wpada w ręce państwa od czasu do czasu. Państwowy i niestabilny pieniądz prowadzi do nacjonalizacji systemu bankowego ku uciesze wielu.

Ponieważ banki pozostające w rękach państwa będą przez polityków używane do realizacji „polityki socjalnej i gospodarczej”, zbliżamy się do częściowej realizacji postulatu nr 7 o bezpośrednim zaangażowaniu państwowa w gospodarkę, transport, „branże strategiczne” itd. O ile zawiłości polityki pieniężnej nie są dla każdego zrozumiałe, to fakt, że państwowa własność fabryk, kolei, gospodarstw rolnych, sklepów, betoniarek i wiertarek nie jest dobra, powinien być oczywisty dla każdego. 160 lecie Manifestu komunistycznego jest zbyt ważną okazją, żeby powtarzać od nowa tę dyskusję. W każdym razie wśród ekonomistów w tej sprawie panuje raczej consensus, może z pewnym wyjątkami uczynionymi np. dla infrastruktury drogowej lub przedsięwzięć o charakterze obronnym. Nie przeszkadza to jednak politykom socjaldemokracji i narodowym fetyszystom sreber rodowych głosić dobrodziejstw oświeconego planowania inwestycji „strategicznych” i wspierania „kluczowych” branż i przedsiębiorstw. To dziedzictwo Marksa i Engelsa pozostanie z nami na dłużej.

Postulat nr 10, ten o prawach dzieci, to jedyny postulat programowy Manifestu, z którym należy się zgodzić w większej części. Nie można oczywiście kwestionować zakazu ciężkiej pracy dla dzieci ani idei powszechnej edukacji, choć państwowy system szkolnictwa nie jest raczej optymalnym rozwiązaniem. Mam wrażenie, że w libertariańskiej dyskusji często nie poświęca się wystarczająco miejsca sprawom dzieci. W myśl zasady, że byt kształtuje świadomość, także inne prądy ideologiczne – rozwijane w końcu przez dorosłych – też winne są tego zaniedbania. W końcu dla Marksa i Engelsa troska o dzieci też jest ostatnim z dziesięciu postulatów.

Za dzieci nie zawsze najlepiej decydują rodzice. Rodzice mogą być np. samolubni lub niemądrzy i z obserwacji wiadomo, że nie jest to takie znowu bardzo rzadkie. Sprawiedliwie jest, aby każdy cierpiał za swoją głupotę czy lenistwo, ale nie ma nic sprawiedliwego w cierpieniu za głupotę ojca czy matki. Prawo dziecka do życia, pewnego zakresu wolności i do rozwoju zasługują na ochronę państwa tak samo jak na tę ochronę zasługują prawa dorosłego do życia, wolności i dążenia do szczęścia.

Mimo tych uwag, warto dodać, że libertarianie mają spore osiągnięcia na polu propozycji reform szkolnictwa. To od nich pochodzą propozycje bonów edukacyjnych mających na celu oddzielenie publicznego finansowania edukacji od państwowego monopolu szkolnego. Bony edukacyjne to prawdopodobnie dobry sposób na poprawienie żenującego poziomu edukacji w szkołach podstawowych, gimnazjach i liceach. Libertarianie powinni o tych pomysłach mówić głośniej i częściej!

Dlaczego było to możliwe

To co najbardziej uderza w lekturze Manifestu, to jak bardzo musiało autorom brakować wiedzy ekonomicznej, żeby byli w stanie przedstawić tak bardzo nierealną propozycję. Powód, dla którego tylu ludzi uwierzyło w Manifest komunistyczny, pełen trafnych obserwacji historycznych i politycznych, ale wyciągający z nich fatalne wnioski na temat programu ekonomicznego, jest tan sam – większość ludzi nie rozumie najbardziej elementarnych praw ekonomi.

Jestem przekonany, że w Polsce, lub dowolnym innym kraju, większość osób z wyższym wykształceniem nie rozumie np. koncepcji przewagi konkurencyjnej i myli to pojęcie – które jest przecież kluczowe dla zrozumienia pożytków z handlu międzynarodowego i handlu w ogóle – z ideą zwykłej, absolutnej przewagi produkcyjnej. Jestem całkiem pewien, że mieliśmy nawet jednego ministra finansów, który miał(a) z tym kłopoty. To swoją drogą jest to kolejny argument, dlaczego społeczeństwo musi zapewnić dzieciom dobrą edukację. Inaczej dyktatura klasy głosującej wszystkich nas pogrzebie.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jan Iwanik

Pozostałe wpisy autora:

15 Komentarze “Iwanik: Widmo nadal krąży nad Europą

  1. mam mieszane uczucia po przeczytaniu tego tekstu…nowa lewica równiez posługuje sie tym zmodyfikowanym terminem . Zamiast klasy robotniczej na grupy uposledzone wybrała kobiety mniejszości seksualne czarnych , żydów.itd..Sam Mises krytykował ta teirie..co oczywiscie nie znaczy że jest nieomylny..To że istnieja grupy specjanych interesów to fakt..jesyne rozwiązanie tego problemu to pozwolić działać naturalnym procesom rynkowym.. co do dziecite wzruszające uwagi sa niebezpieczne..próba ograniczenia władzy rodzicielskiej żle sie skończy..trzeba pogodzic sie z tym że ludzie nie sa równi i nie maja równego startu w zycie…chyba że uwazamy jak słusznie zauważył S. MIchalkiewicz , że Pan Bóg nie jest dość pobozny

  2. Takie dzielenie ludzi na klasy jest sztuczne i robione strasznie na siłę. Zauważcie, że cała ta wątpilwej jakości teoria zupełnie nie radzi sobie z sytuacją, gdy ktoś występuje w jednocześnie dwóch rolach – np. jako pracownik i jako przedsiębiorca (udziałowiec/właściciel), albo jako chcący sprzedać mieszkanie i kupić inne, albo jako płacący za usługi TPSA i posiadający akcje tej spółki.

    Warto zwrócić jeszcze uwagę na fakt, że skategoryzowanie ludzi tworzy bariery, przez co utrudnia zmianę stanu rzeczy. Można więc powiedzieć, że podział na klasy sam je utrwala.

  3. Zauważmy, że obecnie wentylem bezpieczeństwa jest
    demokracja. Teraz możemy w jakis sposób wpływać na to
    co robią rządzący, czyli kreować „klasę rządzącą” która
    stała się zlepkiem przedstawicieli różnych grup
    społecznych.

    Niewątpliwie więc libertariańska demokracja to najlepsze
    mozliwe wyjście – minimalizacja roli państwa przy daleko
    posunietej kontroli obywatelskiej tego co pozostaje jego
    domeną.

  4. „inteligencja i ludzie dobrze wykształceni – w ich interesie jest przyjazna polityka imigracyjna, większe wydatki państwa na programy badawcze i “programy badawcze” oraz państwowe finansowanie wyższej edukacji”
    Wieksze wydatki panstwa na programy badawcze?? I to ma być w interesie ludzi inteligentnych i dobrze wykształconych? Chyba jedynie tak „dobrze” wykształconych jak autor!
    Nie spodziewałem się publikacji tak żenujących wpisów na mises.pl

    Mao

  5. „Zauważmy, że obecnie wentylem bezpieczeństwa jest
    demokracja. Teraz możemy w jakis sposób wpływać na to
    co robią rządzący, czyli kreować “klasę rządzącą” która
    stała się zlepkiem przedstawicieli różnych grup
    społecznych.”

    Nie ma większej iluzji.

  6. Podatek progresywny jest niesprawiedliwy z jednej prostej przyczyny. Jest wbrew zasadzie „nic o nas bez nas”

  7. Nigdy nie było ani nie ma żadnej walki klas w sensie jak to opisała spółka Marks&Engels, to kolejna bzdura na którą ludzie dają się cyklicznie nabierać. Nie zaprzeczam że istnieje rywalizacja między ludźmi w wielu odmianach i na wielu płaszczyznach. Intuicyjnie nikt w to niewierzy, to jest teoria jątrząca, mit, zabobon. Faktycznie wszyscy którzy przyjmują fałszywą koncepcję człowieka, tzn taką która jest niezgodna z prawdą. Na gruncie arystotelesowsko tomistycznej myśli podstawowym i jednocześnie centralnym elementem społeczeństwa jest rodzina, nie jednostka ani państwo. Rodzina rozwiązuje w tej koncepcji wszystkie problemy ekonomiczne jednostki, nie państwo. Pomysł z klasami ma zatrzeć tą naturalną hierarchię jaka istnieje w społeczeństwie. Należysz do klasy, nalepiej jeszcze jak to jest klasa pokrzywdzona! wołają ci oszuści, czy jeszcze wierzycie?. Robią z Was chłopów, pedałów, proletariat, kobiety albo dzieci, wszystko zależy od tego jaka jest ich aktualna koncepcja „walki”. Zachęcam wszytkich którzy to czytają do studiowania np. Hoppego, u niego zamyka się najdojrzalej polityczna koncepcja austrijaków. Nie piszcie o demokracji, zastanówcie się co będzie potem, dla tego pracujcie, właśnie po raz kolejny to złudzenie niszczy ludzkość, nie jest żadnym wentylem bezpieczeństwa tylko bombą z opóźnionym zapłonem. Wbrew temu co pisze autor tego artykułu jak do tej pory tylko średniowieczy system feudalny był oparty na naturalnej hierarchi społecznej najbliższej koncepcjom libertariańskim, warto to przemyśleć i nie kierować się propagandą głównie z okresu rewolucji francuskiej, żywą do dnia dzisiejszego zwłaszcza w marksistowsko pisanych podręcznikach, nie odcinajmy się od własnej historii! Zresztą nigdy w dziejach Europy po narodzeniu Chrystusa nie było takiego wyzysku (podatki, wojny totalne, komunizm) jak w czasach współczesnych!

  8. mam podobne odczucia, co Mao. jest to w zasadzie pierwszy taki artykuł na tej stronie(który przeczytałem) sprawiający wrażenie napisania na kolanie.

  9. Mao i fndr chyba opacznie zrozumieli intencje autora, który opisuje s u b i e k t y w n i e pojmowane korzyści określonych grup z określonych działań rządu. Nie ma to nic wspólnego ze stanem obiektywnym ani tym bardziej z poglądami Jana Iwanika czy stanowiskiem Instytutu Misesa. A może sam autor się wypowie?

  10. Napisalem, ze wieksze wydatki panstwa na wyzsza edukacje i badania sa w interesie inteligencji z dwoch powodow.

    Po pierwsze zarobki w swiecie akademickim sa w prosty sposob zalezne do wydatkow panstwa na wyzsza edukacje. Dodatkowo wraz z panstwowymi pieniedzmi zwykle nie ida w parze wymagania dotyczace jakosci tworzonej pracy naukowej. Dlatego wieksze wydatki sa w interesie naukowych pracownikow uczelni. A ci sa przeciez trzonem „klasy inteligenckiej”.

    Drugi powod, dla ktorego w interesie inteligecji jest popieranie wydatkow panstwa na wyzsza edukacje, jest, ze ludzie z wyzszym wyksztalceniem maja zwykle ambicje, by swoje dzieci takze wyslac na uniwersytet. Inteligenci sa konsumentami edukacji i w ich interesie jest by ktos inny (panstwo) zaplacil rachunek, nawet jesli czesciowo bedzie trzeba do tego rachunku sie dolozyc.

    Takze podtrzymuje swoja opinie i bylby ciekaw poznac argument, na ktorym Mao opiera swoje zarzuty.

  11. @jas

    Większe wydatki państwa na programy badawcze, oraz finansowanie wyższej edukacji, wbrew temu co pisze Autor, nie są w interesie ludzi inteligentnych i dobrze wykształconych.
    Ludzie inteligentni, to tacy, którzy w przeciwieństwie do ludzi nieinteligentnych, rozumieją, że wzrost wydatków publicznych jest jedynie w interesie tych, co te finanse publiczne dzielą.
    Jeśli ktoś nie jest dzielącym pieniądze publiczne, bądź nie działa z tymże dzielącym w zmowie, a jednocześnie nie przeszkadza mu to uważać, że wzrost wydatków publicznych jest w jego interesie, to znak że jest po prostu głupcem.

    Swoją drogą artykuł przepełniony jest mocno chybionymi spostrzeżeniami. Weźmy np to: „wykwalifikowani pracownicy – w ich interesie jest wysoka płaca minimalna, która usuwa z rynku mniej wykwalifikowaną konkurencję, a w konsekwencji podnosi wynagrodzenia”.
    Kolejna bzdura! Wysoka płaca minimalna oznacza wzrost bezrobocia, które to powoduje wzrost ilości pieniędzy przeznaczanych na zasiłki dla bezrobotnych. To z kolei implikuje większe obciążenia podatkowe i para-podatkowe, którymi są obciążani wykwalifikowani pracownicy.
    Zatem rozumując zgodnie z autorem łatwo dochodzimy do wniosku że wyższe obciążenia podatkowe są w interesie ludzi pracujących! Żenada.

    Mao

  12. > Większe wydatki państwa na programy badawcze,
    > oraz finansowanie wyższej edukacji, wbrew temu
    > co pisze Autor, nie są w interesie ludzi inteligentnych
    > i dobrze wykształconych.

    Owszem, takie wydatki sa w interesie pracownikow naukowych
    polskich uczelni. Znani mi pracownicy uczelni popieraja
    zwiekszenie wydatkow „na nauke”. Pododnie jak pracownicy kazdej
    innej branzy popieraja oni dotacje dla swoich zakladow pracy.
    Czy to jest dobre dla spoleczenstwa to inna sprawa.

    > Wysoka płaca minimalna – Kolejna bzdura!

    Mysli sie Pan. Pracownicy wykwalifikowani i pracownicy mniej wykwalifikowani
    czesto sa dla siebie konkurencja na rynku pracy. Aby
    wytworzyc mebli za 100.000 PLN miesiecznie, fabryka moze wybrac
    proces produkcyjny, w ktorym zatrudnia
    100 osob stukajacych mlotkami. Wklad kazdego z nich w wartosc produkcji to
    1000 PLN i to jest maksimum, ktore oplaca sie im zaplacic
    (pomijam koszt materialu, podatki, inne koszta i zysk).

    Drugi mozliwy proces pradukcyjny to kupic / wynajac lepsze maszyny
    za 30.000 PLN i
    zatrudnic 50 wykwalifikowanych pracownikow do ich obslugi za 1400 PLN.
    Im bardziej placa minimalna zbliza sie do 1000 PLN tym mniejszy sens ma
    pierwszy proces produkcyjny i tym wiekszy popyt na pracownikow
    wykwalifikowanych.

    Tak mozna wytlumaczyc, dlaczego zwiazki
    zawodowe (zwykle skupiajace wykwalifikowanych pracownikow) chca wysokiej
    placy minimalnej, mimo ze wiekszosc ich czlonkow zarabia znacznie powyzej
    minimum, wiec nie powinni miec w tym interesu.

    Fakt, ze ci bezrobotni trafia pozniej na zasilek to problem drugorzedny, a
    byc moze nawet warto poniesc taki koszt – to juz zalezy od tego jak dziala system
    zasilkow. Poza tym taki argument to troche tak, jakby przekonywac pracownika, ze
    nie opaca mu sie brac lewej renty, bo sam bedzie musial ja potem finansowac
    jako podatnik.

  13. @jas
    „Znani mi pracownicy uczelni popieraja
    zwiekszenie wydatkow “na nauke”.”

    Najbardziej popierają zapewne ci pracownicy naukowi uczelni, którzy otrzymują największe dofinansowania. A to zapewne są ci, którzy mają dobre układy z dzielącymi pieniądze. Istotnie, tym ludziom zależy na wzroście ilości cudzych pieniędzy, które będą rozdzielane pomiędzy nimi. Jest to po prostu grupa działająca w zmowie z dzielącymi pieniądze, o której pisałem w poprzednim wpisie.
    Zbaczamy jednak od głównego nurtu.

    Teza stawiana przez Autora brzmi:
    „Większe wydatki państwa na programy badawcze, oraz finansowanie wyższej edukacji są w interesie ludzi inteligentnych i dobrze wykształconych.”

    Próbując bronić tej tezy pisze Pan, że znani Panu pracownicy naukowi uczelni popierają większe wydatki na naukę.
    Przecież ludzie inteligentni i wykształceni to nie to samo co pracownicy naukowi uczelni.
    Zapewne część tych pracowników naukowych (być może duża część) to ludzie inteligentni i dobrze wykształceni, ale jestem pewien, że większość spośród ludzi inteligentnych i dobrze wykształconych to jednak ludzie nie będący pracownikami naukowymi żadnej z uczelni.
    Zatem w interesie tych ludzi n ie jest zwiększanie wydatków na omawiane cele.

    @płaca minimalna
    Ciekaw jestem na jakiej podstawie twierdzi Pan że związki zawodowe zwykle skupiają wykwalifikowanych pracowników, a nie tych, którzy są najmniej przydatni dla firmy jak to się zazwyczaj okazuje w praktyce?

    Co pozwala zakwalifikować Panu problem zasiłków dla bezrobotnych jako drugorzędny?

    Pozdrawiam, Mao

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy