Machaj: W obronie rynków finansowych

21 stycznia 2009 Finanse komentarze: 8

Felieton został wyemitowany na antenie Radia Olsztyn – Tu można posłuchać.

Przez większość felietonów krytykujemy współczesne rynki finansowe i ich instrumenty. A to za socjalizm, a to za korupcyjne finansowanie, a to za brak odpowiedzialności. Dzisiaj jednak postaramy się powiedzieć kilka słów pochlebnych o rynkach finansowych, które w dużej mierze przyczyniły się do zaistnienia współczesnego dobrobytu. Dobrobytu, o którym przed czasami kapitalistycznymi ludzie nie mogli nawet pomarzyć. Gdy mówię o tych rynkach, mam tutaj na myśli szczególnie giełdę i instrumenty pochodne. Obecnie wylewa się na nie bardzo dużo jadu. Nie możemy jednak wylewać dziecka razem z kąpielą.

Przyjrzyjmy się chociażby instrumentom pochodnym. Posłużyły one rozprzestrzenianiu się choroby związanej z amerykańskim systemem finansowym. Zarówno na gospodarkę amerykańską jak również na cały świat. Nie należy jednak uznawać, że instrumenty pochodne per se są złem gospodarczym, które należy ograniczyć, lub zlikwidować. Instrumenty na przykład spełniają ważną rolę transferu ryzyka z osób, które nie chcą go ponosić. Jeśli rolnik chce upewnić się, że sprzeda zboże po z góry określonej cenie za rok, to może się ubezpieczyć i za pomocą instrumentów pochodnych przekazać ryzyko na kogoś innego. Nie jest więc tak jak niektórzy twierdzą, iż wszystkie te instrumenty są grą o sumie zerowej, na której każda wygrana oznacza taką samą przegraną kogoś innego. Ubezpieczenia przecież nie są procesem, w którym zawsze ktoś wygrywa w takim stopniu jak ktoś inny przegrywa.

Owszem, instrumenty pochodne stały się mechanizmem, za pomocą którego kryzys przeniósł się na cały świat. Ale tak samo podawanie ręki między ludźmi może stać się mechanizmem transmisji chorób, czy epidemii. Nikt jednak nie będzie obwiniał gestu podawania ręki za występowanie epidemii. Źródła problemów należałoby szukać w wirusie. Dokładnie tak samo jest z instrumentami pochodnymi – problemem jest to, czego te instrumenty dotyczą i co roznoszą po gospodarce. Dobrym potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że nie wszystkie instrumenty na rynku to finansowa broń masowego rażenia.

Analogicznie spółki akcyjne, czy giełdy, nie są złem. Ograniczona odpowiedzialność i współwłasność to dobre wynalazki tak długo jak opierają się na dobrowolnych kontraktach. Wtedy każda ze stron umowy zdaje sobie w pełni sprawę z tego, jaką ponosi odpowiedzialność. Inaczej jest jednak z obecnymi kołchozami na Wall Street, gdzie banki i spółki z nimi powiązane otrzymują puste pieniądze tworzone z powietrza przez System Rezerwy Federalnej, a także są w swojej działalności ochraniane przez parasol państwowy. W wyniku tego wykształca się konsumpcyjna klasa menedżerska, która może przejadać radośnie majątek spółki i nie przejmować się konsekwencjami. Te patologie nie są jednak rezultatem formuły spółki akcyjnej, ale chorego systemu monetarnego, który tak jak zakaził rynek instrumentów pochodnych, tak samo zakaża spółki akcyjne.

Bądźmy wobec tego ostrożni przy wylewaniu kąpieli i zwracajmy uwagę na dziecko. Obecny kapitalizm musi zostać zreformowany, bo w przeciwnym wypadku skończy się pełnym socjalizmem, który wkracza już wielkimi krokami na scenę. Ale jego reforma nie może opierać się na likwidacji rynku finansowego, spółek akcyjnych, czy instrumentów pochodnych. To są instytucje znane od dawnych lat i w ramach poszanowania swobody kontraktów i silnego rynkowego pieniądze działałyby jak należy.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

8 Komentarze “Machaj: W obronie rynków finansowych

  1. „Ograniczona odpowiedzialność i współwłasność to dobre wynalazki”
    Nie bardzo Szanownego Autora rozumiem: przecież co wspólne, to niczyje, więc czemu się dziwić, że menedżerowie sobie niczyje „zawłaszczają”?

  2. C.T.S. -> Mateusz pisał o współwłasności jako prawie(!) więcej niż jednego podmiotu do danej rzeczy, w tym przypadku najzwyklejszej współwłasności w częściach ułamkowych (np. akcje).
    „Wspólność” (np.commons) jest czymś kompletnie innym, to stan bez wykształconych zasad, gdzie nie wiadomo kto może dysponować przedmiotem wspólności i wyłączyć innych z jego korzystania.
    Rewolucja managerów polega na rozbiciu współwłasności i braku skoncentrowanej właścicielskiej siły. Jeśli to szkodliwy proces, to wolny rynek szybko rozprawiłby się ze źle zarządzanymi przedsiębiorstwami i premiował te, w których można wskazać właścicieli i przypisać im odpowiedzialność. Niestety tego nie możemy do końca poznać, bo teraz bankructwo jest passe, a bailout jest trendy 😉

  3. Jak rynek ma rozprawić się z korporacjami jak są one ciągle chronione i dotowane przez państwo.Zresztą sama obecna konstrukcja osoby prawnej nie jest rynkowym wynalazkiem – to wynik unormowań rządowych biurokratów , wątpię by na wolnym rynku takie instytucje przetrwały.

    „Nie bardzo Szanownego Autora rozumiem: przecież co wspólne, to niczyje, więc czemu się dziwić, że menedżerowie sobie niczyje “zawłaszczają”?”

    Kolega myli własność państwową z tą kolektywną – to są dwie różne rzeczy.

  4. wspólnota, wspólność, współwłasność okazuje się, że nie na darmo stalin nazwał się genialnym jezykoznawcą skoro przerobił pożytecznych idiotów na semantyków rozstrząsających i analizujących /już wtedy/ modulacje podwójnej moralności, która doprowadziła do politycznej poprawnośći, czy jak pisał Orwell /chyba ;-)/ jednomyślenia
    uff
    NIE PODDAWAJMY SIĘ MANIPULACJI

  5. Wyważona opinia. I sensowne wnioski.
    Formuła spółki akcyjnej (zresztą szczegółowo regulowana prawem)oraz giełdowy obrót rozmaitymi instrumentami finansowymi nie ponoszą „odpowiedzialności” za obecny „straszny” kryzys. Ekspansja monetarna, fiskalna plus powiązania personalne i rozmaite „bailouty” – oto przyczyny. Osławiona chciwość i brak odpowiedzialności są wyłącznie skutkami wymienionych wcześniej.
    System banków centralnych na wzór europejski okazał się dodatkowo znacznie bezpieczniejszym w porównaniu do FED, które oprócz cen (a więc hamowaniu dodruku pieniądza) musi brać pod uwagę również enigmatyczny „rozwój gospodarki”…tak więc Greenspan i Bernanke „troszczyli się” o wzrost, z widocznym skutkiem….

  6. Prawie mnie przekonaliście, ale jednak pozostało mi kilka wątpliwości.

    @ czytelnik!
    A gdzie to ja pisałem o własności państwowej, czy kolektywnej? W każdym razie na pewno nie na tym forum.
    Cytowałem jedynie Autora, a jest w tym cytacie o współwłasności bez wskazywania tych współwłaścicieli.

    @Szymon!
    Rozumiem. Wspólna własność, do której ja należę, to wynalazek wspaniały. Natomiast wszelka inna wspólna własność to ta niesłuszna, którą można sobie zawłaszczać. Co nie?!
    Tylko zapewne jeszcze niedostatecznie przeniknął mnie duch libertarianizmu, bo tak sobie myślę, że tamci z tych niesłusznych wspólnot uważają swoją współwłasność, za tą słuszną, a tą moją za niesłuszną i będą co się da z niej zawłaszczali. Co nie?!

    @ Thome!
    Ciebie jednak nie rozumiem.
    Kupując akcje spółki akcyjnej zawierasz DOBROWOLNĄ UMOWĘ na otrzymanie prawa własności jakiejś jej części.
    Jeśli masz zapisane w umowie, że s.a. w określonym terminie odkupi od Ciebie akcje po cenie dowolnej lub konkretnie ustalonej, ale wyższej od tej, którą zapłaciłeś, a tego nie robi, to zgoda, że postępuje nieetycznie.
    Ale jeśli kupiłeś akcje po cenie obowiązującej w danym momencie i ich wartość w momencie, gdy chcesz je sprzedać, jest znacznie niższa lub równa się 0, to przecież s.a. nie dają Ci gwarancji zarobku. Nawet mogą, co udowodniło życie, zbankrutować.
    Jeśli masz tyle samo akcji, ile kupiłeś, to gdzie tutaj można mówić o „przekręcie”? Co nie?!

    @ Marek Świerk!
    Słuszna uwaga! Kradzież zawsze pozostanie kradzieżą, nawet gdy nazwiemy ją „zawłaszczeniem”.

  7. Spodziewałem się odpowiedzi, szczególnie po informacji, ze mój post jest „moderowany”.
    Pewnie nie jestem libertarianinem, bo myślałem, że oznacza to „cenzurowanie”, ale spodziewałem się odpowiedzi wyjaśniających moje wątpliwości.
    Czyżbym miał przyjąć, że moje wątpliwości są zasadne? Co nie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *