Machaj: Legalizacja związków partnerskich

6 lutego 2009 Ekonomia rodziny komentarze: 4

Felieten został wyemitowany na antenie Radia Olsztyn – Tu można posłuchać.

Obok słynnego od niedawna sporu o zapłodnienie in vitro i sporu o aborcję kwestia tak zwanej „legalizacji związków partnerskich” jest jednym z czołowych elementów prowadzonej w Polsce (jak i na świecie) wojny ideologicznej między lewicą i prawicą. Przy terminie „legalizacja” posłużyłem się stwierdzeniem „tak zwana”, gdyż tak naprawdę nie sposób tu mówić o legalizacji, ponieważ aby coś zostało zalegalizowane musi być wcześniej nielegalne. A związki partnerskie nie są w Polsce nielegalne. Są legalne, więc nie powinniśmy mówić o kwestii ich legalizownia. Mają natomiast inne uprawnienia niż sankcjonowane przez państwo małżeństwa. Spór wobec tego winien dotyczyć przyznawanych uprawnień, a nie mówienia o jakiejś „legalizacji”, która z logicznego punktu widzenia nie może mieć miejsca.

Prawica swoje prawie nieskazitelne i prawie bezgrzeszne usta wypełnia górnolotnymi frazesami dotyczącymi wspierania rodziny, dlatego odmawia konieczności wprowadzenia tej swoistej „legalizacji” związków partnerskich. Lewica natomiast odurzając się opium progresywizmu i rzekomego zmodernizowanego spojrzenia na problemy społeczne mówi o swobodach obywatelskich i wolności wyboru.

Obydwie grupy wykazują się przy tym dużą dozą hipokryzji. Prawica robiła i robi bardzo wiele szkody dla instytucji rodziny, wzmacniając interwencjonizm państwowy i wypierając państwową biurokracją jej podstawowe funkcje. Dotyczy to podatków, polityki edukacji, służby zdrowia, ZUSu, państwowej emisji pieniądza i tym podobnych. Nie inaczej jest z lewicą, która wielokrotnie przykładała rękę do tego, aby ograniczać swobody obywatelskie i zmniejszać zakres wolności.

Odpowiedź dla lewicy na kwestię tej koślawo zwanej „legalizacji związków partnerskich” brzmi następująco: w porządku, wprowadźmy takie prawo, ale bądźmy konsekwentni. Po pierwsze, nie ograniczajmy pojęcia „związek” do dwóch osób i pozwólmy zakładać dowolnie duże wspólnoty, które będą się rejestrowały jako związki partnerskie. Jeśli zgadzamy się na takie związki w przypadku dwóch mężczyzn, czy kobiet, doprawdy nie do obrony jest propozycja ograniczenia tego do dwóch osób. Zgódźmy się na pięć, dziesięć, albo i czterdzieści tysięcy.

Rzecz jasna na to politycy nie będą się chcieli zgodzić. Dlaczego? Odpowiedź nie jest zbyt trudna. Otóż stanowiłoby to duże zagrożenie dla dochodów oraz władzy państwa. Wspólnoty zakładaliby przyjaciele, przyjaciółki, krewni, rodziny i w ten sposób mogłyby tworzyć enklawy wyłączone spod państwowego prawa. Ta futurystyczna wizja powinna być pociągająca dla prawdziwego prawicowca, któremu ponoć ma bardzo zależeć na wzmacnianiu rodziny. Ale jednak prawica za tym rozwiązaniem zapewne również się nie opowie. Dlaczego? Ponieważ ma tak samo nieodparty apetyt na opodatkowywanie ludzi i biurokratyczną kontrolę jak mająca równie mocną obsesję władzy lewica.

Lewica ma rację pytając prowokacyjnie prawicę, dlaczego mielibyśmy wspierać państwową regulacją monogamiczne związki damsko-męskie. Ja tylko kontynuuję tę linię rozumowania i stąd pytanie, dlaczego mielibyśmy wspierać państwową regulacją dwuosobowe związki, które scalane są współżyciem seksualnym. Porzućmy w tej kwestii nie tylko ideę prokreacji, ale seksu w ogóle, a przez to umożliwmy kontraktową wspólnotę majątkową rodzeństwu, rodzinom, przyjaciołom, kolegom, wspólnikom, firmom, kontrahentom, blokom, osiedlom i miastom. Z możliwością intercyzy rzecz jasna. I skutecznego dzięki temu unikania opodatkowania.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

4 Komentarze “Machaj: Legalizacja związków partnerskich

  1. Całe te państwowe śluby cywilne to przecież francuski, rewolucyjny wynalazek. Dogmat, że dla przetrwania rodziny niezbędne jest aktywnie działające państwo, jest, niestety, jednym z najbardziej szkodliwych i zarazem najgłębiej zakorzenionych…

  2. Pomijając kwestie ideologiczne czy etyczne (tradycyjna rola rodziny, małżeństwa etc.) – to skąd u Autora wniosek, że stworzenie nowych instytucji („kontraktową wspólnotę majątkową rodzeństwu,rodzinom, przyjaciołom, kolegom, wspólnikom, firmom, kontrahentom, blokom, osiedlom i miastom”) ma oznaczać ich wyłączenie spod imperium państwowego?

    „Wspólnoty zakładaliby przyjaciele, przyjaciółki, krewni, rodziny i w ten sposób mogłyby tworzyć enklawy wyłączone spod państwowego prawa”

    ??? A na podstawie jakich przepisów byłyby one zakładane? Czyż nie na podstawie uchwalonych przez…..parlament państwa?;)

  3. @Thome:

    Raczej POMIMO przepisów uchwalanych przez parlament państwa. Istnieją przepisy, które są kompletnie martwe. Niektóre z zasad prawa funkcjonowałyby podobnie bez udziału państwa.

  4. Przed kodeksem Napoleona, który wprowadził śluby cywilne, były tylko śluby kościelne. Państwo się w to nie wtrącało i było dobrze.

    Wprowadzenie związków poligamicznych to kolejna lewicowa rewolucja. Nie wypali jak poprzednie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy