Sanaullah: Przyszłość złota

21 lutego 2009 Pieniądz komentarze: 5

Naufal Sanaullah1
Tytuł oryginalny: The Future of Gold
Tłumaczenie: Jan Lewiński

przyszłość złotaHistoryczne już dziś zniszczenie mienia, które było nam dane obserwować w ubiegłym roku, miało wyraźnie deflacyjny charakter. Na deklaracje niewypłacalności, oznaczające zabranie komuś własności, instytucje finansowe odpowiedziały sprzedażą aktywów, dzięki czemu miały nadzieję zebrać potrzebny im kapitał. Powszechne delewarowanie doprowadziło do ekspansji podaży aktywów oraz skurczenia się akcji kredytowej i podaży pieniądza. Deflacja.

Tak czy inaczej, odpowiedź systemu przekroczyła wszystko, czego dotąd doświadczyliśmy. Dług publiczny rządu Stanów Zjednoczonych, wynoszący jeszcze we wrześniu 2008 roku 5,51 biliona dolarów, z końcem roku wzrósł do 6,37 biliona. Wzrost zadłużenia skarbu państwa o bilion dolarów zapewne po części da się wytłumaczyć deficytem budżetowym w wysokości 438 miliardów dolarów. Ale co z drugą połową biliona?

17 września Skarb Państwa ogłosił utworzenie „Pomocniczego Konta Finansowego” (Supplementary Financing Account) na rachunkach Rezerwy Federalnej. Ta rezerwa kapitałowa zasilana jest przez sprzedaż nowego długu przez Skarb Państwa, jednak nadwyżka środków jest „uwięziona”, nie wchodząc od razu do obiegu. Jeszcze 2 stycznia na tym koncie znajdowało się 259 miliardów dolarów, a 365 miliardów na „Koncie Ogólnym” Skarbu. Środki te to ni mniej, ni więcej, jak pieniądze pożyczone od podatników, więc bezpośrednim skutkiem netto jest deflacja.

Co więcej, Fed zrobił rzecz niespotykaną, zachęcając banki oprocentowaniem do zwiększania depozytów rezerw dodatkowych2, doprowadzając do wpędzenia płynności w pułapkę. Rzecz w tym, że Fed tworzy dług, a banki wchodzą w coś, co można określić jako dolarowe carry trade („transakcje przenośne”)3, przeciwstawiające oprocentowanie na rachunku w Fed stopie międzybankowej. Banki zaciągają w Fed pożyczkę, którą następnie składają na rachunku Fedu jako depozyt, ciągnąc zyski z różnicy między oprocentowaniem środków federalnych a stopami O/N (overnight). Utrzymywane przez Fed depozyty rezerw dodatkowych, których rozmiary jeszcze przed rokiem wynosiły nie więcej niż 40 miliardów dolarów, nadmuchano do wartości 860 miliardów. Depozyty te są kolejnym w bilansie Fedu źródłem dodatkowej płynności, która nie wpływa bezpośrednio do obiegu pieniężnego.

Kolejną stworzoną przez Fed pułapką pieniężną jest wzmożenie operacji warunkowej sprzedaży (reverse REPO, reverse repurchase agreement), których wolumen wzrósł do 88 miliardów dolarów. Operacje warunkowej sprzedaży to oferty zabezpieczenia w zamian za pożyczkę gotówkową. Fed używa tych operacji w celu zwiększenia płynności banków, skupując toksyczne aktywa za gotówkę4, którą natychmiast odbiera, sprzedając bankom bony skarbowe. Aby opłacić te bony, Fed wydrukował pieniądze – zatem mamy tu dodatkową płynność uwięzioną w uwarunkowanym czasowo długu (ang. time-sensitive debt).

Cały transfer ryzyka na barki podatników Fed pogarsza tylko brakiem przejrzystości swoich działań. 2 biliony dolarów pożyczek otrzymują nieznani odbiorcy, udzielając niewiadomych zabezpieczeń. Skłania mnie to do wniosku, że Fed ostatnimi czasy był po uszy ubabrany w skupowaniu wszelkich toksycznych aktywów banków. Wyjaśniałoby to, dlaczego nie protestował, gdy fundusze z planu ratunkowego przegłosowanego w Kongresie przeznaczono na wykup akcji, a nie toksycznych aktywów. Dzięki temu znaczne zakupy toksycznych aktywów – za które Fed zapłacił drukiem pieniędzy – pozostają ukryte w zakamarkach jego bilansów. Niedawno Bloomberg, powołując się na ustawę o dostępie do informacji (Freedom of Information Act), zażądał szczegółowego rozliczenia zakupów dokonanych w ramach bailoutu, ale Fed odmówił podporządkowania się ustawie, za co zresztą został pozwany. Skrywający Fed woal tajemnicy chroni inflacyjnej natury ryzyko, które ten podejmuje, zawłaszczając pieniądze podatników dla wykupu najpewniej bezwartościowych zabezpieczeń pożyczek.

Bilanse Fedu wskazują na to, że jego drukarnie zużywają papier w szalonym tempie. Jego wierzytelności wzrosły do 2,26 bilionów, czyli o ponad 140% od września. Jednakże podaż pieniądza w obiegu wzrosła w tym samym czasie jedynie o 7%. Gdzie więc podziało się to „uwięzione” 1,37 biliona dolarów? W tymczasowych funduszach gotówkowych Pomocniczego Konta Finansowego, depozytach rezerw dodatkowych lub uwarunkowanych czasowo bonach skarbowych. Wydaje się, że System Rezerwy Federalnej składa te pieniądze na wyodrębnionym koncie, kupując Skarbowi Państwa czas na dokończenie finansowania wybranych instytucji.
Kto zapłaci za tę ekspansję długu skarbowego? Amerykańskie społeczeństwo zbankrutowało, nie może sobie pozwolić na użyczenie swojego kapitału w zamian za kiepski procent. Zagranica nie ma ani środków, ani ochoty na finansowanie amerykańskich długów. Ceny na rynku towarowym załamały się, poważnie ograniczając przychody zagranicznych eksporterów. Ceny ropy naftowej spadły dramatycznie – ze 150 dolarów za baryłkę w lecie do obecnych 40 dolarów za baryłkę.
W listopadzie Chiny ogłosiły, że w ramach pakietu stymulującego gospodarkę zainwestują do końca 2010 roku 585 miliardów dolarów. Według zapowiedzi tylko 170 miliardów z tej kwoty pochodzić będzie od chińskiego rządu. Skąd jednak Chiny wezmą pozostałe 415 miliardów? Z całą pewnością w obliczu kryzysu takiej kwoty nie będą w stanie zebrać samorządy, banki prywatne czy prywatni przedsiębiorcy.

Jedyną szansą na sfinansowanie tego pakietu będzie skorzystanie z 1,9 biliona dolarów w rezerwach dewizowych, z czego 585 miliardów to amerykańskie obligacje skarbowe. Opłacenie pakietu będzie więc oznaczało sprzedaż tych obligacji, choć bycie sprzedawcą netto amerykańskiego długu może się dla Chin okazać katastrofalne w skutkach gospodarczych, politycznych, czy nawet wojskowych. Obserwacja dalszych wydarzeń będzie zatem nadzwyczaj interesująca. Wydaje się jednakże pewnym, iż Państwo Środka nie będzie w stanie prowadzić dalszych zakupów długu Stanów Zjednoczonych, utrzymując Skarb Państwa USA (a tym samym Fed).

W podobnej sytuacji znajduje się reszta wielkich wierzycieli Ameryki, czyli Japonia, Wielka Brytania, karaibskie centra bankowe i kraje OPEC. Wraz z załamaniem się popytu na nastawiony na wysoką jakość japoński eksport, nad krajem tym zaczynają zbierać się burzowe chmury. W 2008 roku Japonia była sprzedawcą netto amerykańskich obligacji, i nie wygląda na to, aby miało się to wkrótce zmienić. Brytyjski popyt na papiery dłużne Stanów Zjednoczonych wynikał z bliskowschodnich inwestycji podtrzymywanych dzięki pieniądzom ze sprzedaży ropy naftowej. Lecz gdy ceny ropy spadają na łeb na szyję, dalsze skupowanie amerykańskich długów przez brytyjskiego pośrednika okaże się praktyczną niemożliwością. Z kolei zapotrzebowaniu banków karaibskich, wynikającemu z tamtejszych przepisów podatkowych, zagraża prowadząca do utraty płynności zapaść rynku kredytowego. Przypadek popytu krajów OPEC ma podobną naturę do brytyjskiego, będąc uzależnionym od przychodów ze sprzedaży ropy naftowej. Wraz ze spadkiem cen ropy znajdujący się w coraz gorszej sytuacji ekonomicznej Bliski Wschód utraci możliwość fundowania opłacanej długiem konsumpcji paliw w Stanach Zjednoczonych.

Bernie Madoff jest powszechnie uznawany za organizatora największego, rozmiarów około 50 miliardów dolarów, schematu Ponziego w historii. Śmiem nie zgadzać się tym poglądem. USA długiem opłacały dług już od końca lat ’80, aż do momentu, gdy wielkość ich zagranicznych zobowiązań przekroczyła wskaźnik PKB (i tak już sztucznie rozdęty przy pomocy hedonistycznie zmanipulowanych miar inflacji) i rosła do obecnego poziomu 13 bilionów dolarów. To dopiero bańka finansowa! I jak przy tym wygląda Bernie?

Jednakże bańka długu może pęknąć w dowolnym momencie. Amerykańskiej piramidzie finansowej zagląda w oczy brak inwestorów, a wiele spośród rządowych funduszy notowanych na giełdzie, tzw. funduszy ETF (jak SHY, TLT, IEF i IEI), zaczyna zachowywać się zgodnie klasycznym wzorem szczytu trendu parabolicznego. Moje podejrzenia w tym względzie powinny się potwierdzić (lub nie) w ciągu kilku następnych tygodni. Co do stóp procentowych, to, jako że spadły już na samo dno, do zera, mogą już tylko wzrosnąć. Dlatego też ceny bonów skarbowych muszą spaść, wywołując dalszą wyprzedaż tych instrumentów aż do momentu deflacji bańki finansowej długu, gdy wszelkie wydatki będą opłacane za pomocą polityki monetarnej tzw. poluzowania ilościowego (quantitative easing)5. Sądząc po backwardation (patrz niżej) na rynku handlu złotem6 oraz negatywnych sentymentach na rynku bańki finansowej funduszy dłużnych ETF, uzasadniona wydaje się teza, że monetyzacja długu i dewaluacja dolara rozpoczną się w ciągu następnych sześciu tygodni7. Zapaść rynku długu można dobrze wykorzystać grając za pomocą instrumentów takich jak ProShares UltraShort Lehman 20+ Year Treasury Bond ETF (TBT) i ProShares UltraShort Lehman 7-10 Year Treasury Bond ETF (PST).

W sytuacji niewypłacalności obywateli i śmierci zagranicznego popytu na obligacje skarbowe, System Rezerwy Federalnej zacznie monetyzować dług w celu zasilenia w środki kolejnych pakietów stymulacyjnych i planów ratunkowych. Wykreowana w ten sposób podaż pieniądza zostanie wpompowana wprost do systemu finansowego. Dla Fedu nie będzie to nic nowego – przez ostatnie dwie dekady zaniżał stopy procentowe i tworzył atrapę własności, służącą do opłacania nietrafionych inwestycji i długu. Do niedawna instytucji tej udawało się przenosić inflacyjne skutki jej ekspansywnej polityki monetarnej na wartości kapitałowe spółek za pomocą niskich stóp procentowych, zniechęcających do oszczędzania i wywołujących coraz to kolejne bańki finansowe. Dodatkowa płynność przelewała się przez giełdę, dając wrażenie wzrostu gospodarczego. Wraz z inflacją nadmuchującą przez ostatnie dwadzieścia lat wartości kapitałowe firm i rynek nieruchomości, wzmacniała się iluzja dobrobytu, która skryła przed społeczeństwem ryzyka inflacyjne i pogłębiającą się przepaść między dochodami nominalnymi a realnymi.

Wraz z nadciągającym w końcu upadkiem „bańki sztucznego dobrobytu”, stajemy w obliczu realizacji dwóch możliwych scenariuszy: anihilacji kapitału lub siły nabywczej. Zniszczenie kapitału następuje na skutek deflacji monetarnej, która ma miejsce, gdy instytucje oraz osoby prywatne wyprzedają swoje aktywa dla opłacenia długów i kosztów niewypłacalności, czyli wraz z postępującym delewarowaniem. Oszczędzanie wypiera konsumpcję. Deflację tę szybko zauważa wtedy społeczeństwo, odczuwając redukcję płac i znikanie funduszy na rachunkach akcji i kontach oszczędnościowych. Rezerwy Federalne nie patrzą na deflację przychylnie, gdyż spadek cen zwiększa prawdopodobieństwo panicznych wyprzedaży i runów na banki, a spłaty nominalnych wartości zadłużenia powodują realne straty.

Dewastacja siły nabywczej jest dla Fedu znacznie bardziej korzystna, gdyż jej skutki są do pewnego stopnia „ukryte”. Opinia publiczna nie doświadcza żadnych nominalnych strat – narażona jest jedynie na niszczenie mienia za sprawą niezbyt wyraźnego wzrostu poziomu cen. Inflacja tworzy miraż mocnej pozycji gospodarczej, przeciwnie niż w przypadku deflacji, która narzuca obraz przesadnej słabości ekonomicznej. Zwykle podatnicy boją się spadku poziomu swoich oszczędności o, dajmy na to, 20%, natomiast prawie nie reagują nawet na znaczną ekspansję monetarną, o ile wzrost cen nie będzie tak wysoki jak miało to miejsce w kryzysowych latach siedemdziesiątych. Ponadto rząd może nominalnie spłacić swój dług publiczny dewaluując walutę, powodując redystrybucję mienia podatników na swoją rzecz. W rzeczy samej, inflacja nie jest niczym innym niż regresywnym podatkiem konsumpcyjnym, pożądanym przez władzę i „ukrywanym” skrzętnie przez Fed. Inflacja nie tylko zmniejsza dług Skarbu Państwa, ale też powoduje wzrost przychodów podatkowych rządu.

Starając się zminimalizować widoczność inflacji, przez ostatnie dwie dekady Fed wspierał zajmowanie krótkich pozycji na złoto bez gwarancji pokrycia (naked gold shorts)8 na nowojorskiej giełdzie towarowej COMEX, aby sztucznie zaniżyć ceny złota. Akcja ta, prowadzona wraz z europejskimi bankami centralnymi, miała służyć wywołaniu deflacji cenowej9 i ukryciu inflacji. Przez te działania zysk z zajmowania krótkich pozycji był „gwarantowany”; przez zachodnie banki centralne, oferujące w dowolnym momencie gigantycznych rozmiarów sztuczną podaż złota. To z kolei, wywoławszy żądania uzupełnienia depozytów na rachunkach maklerskich (tzw. margin calls od maklerów10) i doprowadziwszy do strat, spowodowało wyparowanie z rynków długich pozycji na złoto.
Teraz, gdy gospodarka znajduje się odwrocie, Fed nie będzie w stanie dalej wstrzykiwać dodatkowej płynności w akcje i inne tego rodzaju aktywa. Nie może sobie też pozwolić na to, aby płynność ta wpłynęła bezpośrednio do gospodarki, gdyż bezpośrednim skutkiem tego byłaby bardzo poważna inflacja. Z czysto technicznego punktu widzenia ponad trzykrotny wzrost podaży pieniądza przy niezmienionej ilości dóbr prowadziłby do 300% inflacji cenowej – i są to dane oparte jedynie o aktualny spieniężony poziom wierzytelności Fedu, pomijające wszelkie przyszłe wydatki oparte na deficycie (który z pewnością będzie rósł w dramatycznym tempie, szczególnie jeśli zrealizowane zostaną propozycje Baracka Obamy), zagranicznym długu Stanów Zjednoczonych, czy nieopłaconych programach socjalnych, za które przyjdzie zapłacić, gdy na emeryturę odejdzie wyż demograficzny.

Starając się skierować dodatkową płynność na mniej szkodliwe aktywa, Fed wydaje się porzucać swoje wsparcie dla otwierania krótkich pozycji bez pokrycia, przez co sprowadza na głowy sprzedawców maklerów dzwoniących z margin calls, co powoduje gwałtowną ekspansję cen złota. 2 grudnia, po raz pierwszy w historii, na rynku złota miało miejsce backwardation. Ponieważ złoto raczej nie służy konsumpcji, lecz jest przechowywane, więc zwykle znajduje się na tzw. rynku contango11, czyli cena jego przyszłej dostawy jest większa od ceny spotowej (czyli do natychmiastowego rozliczenia). Nic dziwnego, skoro ze złotem wiąże się pewien koszt magazynowania i ubezpieczenia, odzwierciedlony w premiach kontraktów terminowych (futures) na złoto. W przypadku backwardation sytuacja jest odwrócona – cena w spocie jest wyższa niż cena przyszłej dostawy.

2 grudnia ceny spotowe złota na rynku COMEX były o 1,99% wyższe niż grudniowe kontrakty terminowe z dostawą 31 grudnia. Stanowi to silne wsparcie tezy o tym, że Fed zarzuca dalsze manipulowanie przy krótkich pozycjach na złocie. Rynek uznał – na co wskazuje właśnie backwardation – że mamy do czynienia ze zbyt niską podażą złota (a w tym przypadku brakiem pozornej podaży, której istnienie w kluczowych momentach symulował dotychczas Fed), przez co inwestorzy zmuszeni są płacić marże za gwarancje dostawy. Uważam, że backwardation to główny indykator czekającego nas niebagatelnego wzrostu cen złota. Zauważmy, że ostatnie backwardation ropy naftowej miało miejsce w sierpniu 2007 przy cenie 75 dolarów za baryłkę, poprzedzając radykalny wzrost cen w ciągu następnych dziewięciu miesięcy, aż do 133 dolarów za baryłkę w contango.

Lecz dlaczego Fed miałby przestać wspierać takie krótkie transakcje bez pokrycia? Szczególne właściwości złota sprawiają, że staje się ono dla Fed bardzo przydatnym instrumentem. Złoto nie ma wielkiej wartości użytkowej, jest natomiast, w odróżnieniu od większości towarów (jak ropa naftowa, konsumowana zaraz po jej wydobyciu i rafinacji), znakomitym magazynem wartości o niepowtarzalnych relacjach podaży i popytu. Cena większości zwykłych towarów i aktywów spada w warunkach utraty kapitału przez społeczeństwo, które wydaje wówczas mniej pieniędzy na konsumpcję. Skutkiem spadku popytu jest deflacja cen. Złoto nie podlega bezpośredniej konsumpcji i w stosunku do innych dóbr nie jest tak wykorzystywane w przemyśle.

Z tych przyczyn złoto jest względnie „odporne” na inflację, co zresztą pokazał 2008 rok. Ceny złota wzrosły wtedy o 1,7%, co jest świetnym wynikiem, jeśli weźmiemy pod uwagę równoległe spadki wartości kapitałowych o 39,3%, wartości nieruchomości o 21,8% i cen towarowych o 45% (wg notowań odpowiednio S&P 500, Case-Shiller Composite i S&P Goldman Sachs Commodity Indices). Ze względu na niski wpływ wydatków konsumpcyjnych na złoto, mocny wzrost cen w jego przypadku nie szkodzi w żaden bezpośredni sposób społeczeństwu i stanowi dobry sposób na ulokowanie dodatkowej płynności bez wywoływania ekonomicznego zamieszania.

Przewodniczący Systemu Rezerwy Federalnej Ben Bernanke jest wielkim fanem dewaluacji dolara względem złota i takiejże decyzji prezydenta Franklina Delano Roosevelta z 1934 roku. W przeszłości zaniżanie cen złota złotem przynosiło korzyść, uniemożliwiając szkodliwą dla produkcji, inwestowania i konsumpcji ucieczkę kapitału do tak bezproduktywnego towaru jak złoto (i skutkowało finansowaniem nietrafionych inwestycji i konsumpcji bez pokrycia).

Kontynuowanie przez Bernankego polityki aktywnej supresji cen złota musiałoby doprowadzić do wszechobecnych spadków cen, uderzając w wartości kapitałowe spółek i wywołując powszechne bankructwa i upadłości. Niewypłacalność ubezpieczycieli likwiduje uruchamiane w sytuacjach krytycznych „rezerwy”, umożliwiające nieodpowiedzialne pożyczanie i wydawanie pieniędzy, prowadzące do pewnego upadku gospodarczego. Wydaje się, że plan Bernankego polega wykorzystaniu znacznej ekspansji monetarnej do zdewaluowania dolara względem złota celem nominalnego podpompowania wartości kapitałowych firm. Według części szacunków masowe straty, które poniosą ubezpieczyciele i banki w razie spadku indeksu Dow Jones Industrial Average (DJIA) poniżej granicy 7500 lub 8000 punktów, wywołają powszechne upadłości w tym i w innych osłabionych sektorach, takich jak rynek nieruchomości komercyjnych, co doprowadzi do definitywnej zapaści gospodarczej.

Uruchomiony przez wyciskanie krótkich pozycji (short squeeze12) wzrost cen złota będzie postępował aż do momentu, gdy ceny te zaczną odpowiadać podaży złota i wierzytelnościom Systemu Rezerw Federalnych znajdującym się w obiegu. Bieżąca „wewnętrzna” wartość złota (nazywana Shadow Gold Price), obliczana jako stosunek całkowitych wierzytelności rządu do oficjalnych rezerw złota, wynosi około 9600 dolarów za uncję, podczas gdy spotowa cena złota wynosi obecnie 850 dolarów za uncję13. Kalkulacja ta zakłada gwarantowaną przez amerykańską konstytucję i egzekwowaną w przeszłości wymienialność dolara na złoto.

Siła dolara w czasie załamania rynków akcji i towarowego wynikała ze zniknięcia podaży dolarów wskutek delewarowania oraz tymczasowego ściągnięcia tej waluty z rynku przez Fed. To już jednak za nami. Notowania ropy naftowej wydają się znajdować tuż przed odbiciem od dołka przy silnych obrotach, na rynku nie ma już nabywców skarbowych papierów dłużnych, a złoto zapowiada się bardzo zwyżkowo.

Dobry spekulant zawsze stara się rozważyć wszystkie ewentualności. Nawet jeśli będziemy mieli deflację, co moim zdaniem jest prawie niemożliwe, to cena uncji złota powinna i tak w następnym roku osiągnąć poziom 1500 dolarów ze względu na jego względnie mocną pozycję jednego z najbardziej stabilnych aktywów, w które można jeszcze zainwestować. Co więcej, short squeeze na złocie da znaczną techniczną możliwość ekspansji jego ceny, nawet jeśli dewaluacja dolara nie nastąpi. Wzrost wartości nominalnych w warunkach deflacji to nawet większy wzrost wartości realnych – dlatego też uważam, że wzrost realnych cen złota będzie praktycznie taki sam czy przy inflacji, czy deflacji.

Sądzę, że rynek załamie się, spadając do niskich poziomów z listopada, a pierwsze będą akcje takich firm zajmujących się nieruchomościami komercyjnymi jak Simon Property Group (SPG), Vornado Realty Trust (VNO) i Boston Property Group (BXP), a także detalistów w rodzaju Sears Holdings (SHLD). Polecam zajmowanie krótkich pozycji (w tym lewarowanych niedźwiedzich funduszy ETF, czyli Leveraged Bear ETFs) na krótki czas przeciw tym akcjom. Jeśli rynek faktycznie się załamie, ale indeks Dow Jones będzie się odbijać lub umacniać w okolicach granicy 7500-8000 punktów, to będę się mógł umocnić w przekonaniu, że Fed stara się za pomocą inflacji wyjść z kryzysu – wtedy sprzedam swoje „niedźwiedzie” pozycje i wejdę na rynek byka kupując pozycje w złocie.

Ze względu na to, że podczas inflacji dolar podlega dewaluacji, skłaniam się ku zakupowi bulionu i unikaniu ETF złota. Wierzę jednak, że złoto i akcje kopalni złota będą przynosiły dobre zwroty przez najbliższe kilka lat. Moimi faworytami na tym wczesnym etapie są Royal Gold (RGLD), Iamgold (IAG), Jaguar Mining (JAG), Anglogold Ashanti (AU), Newmont Mining (NEM), Randgold (GOLD), Goldcorp (GG) i Barricks (ABX).

Na koniec przywołam słowa przewodniczącego Fed Bena Bernanke dotyczące rooseveltowskiej Ustawy o rezerwach złota z 1934 roku, czyli największej grabieży mienia w dziejach Stanów Zjednoczonych Ameryki:

Z całą pewnością doświadczenia USA potwierdzają odkrycie, że porzucenie standardu złota było kluczem do wyjścia z Wielkiego Kryzysu. Jedną z pierwszych decyzji prezydenta Roosevelta było wyeliminowanie narzuconego przez standard złota ograniczenia możliwości prowadzenia przez Stany Zjednoczone polityki monetarnej, wpierw przez uwolnienie kursu dolara, następnie przestawienie jego wartości do poziomu o wiele niższego (…). Gdy ograniczenie standardu złota zniknęło, a system bankowy został ustabilizowany, podaż pieniądza i poziom cen zaczęły rosnąć. Od dojścia Roosevelta do władzy w 1933 do recesji w latach 1937-1938 gospodarka silnie się rozwijała.

Moje przewidywania: cena uncji złota na poziomie 2000 dolarów do końca roku, 10000 za uncję do 2012 roku, natomiast srebro po 30 dolarów za uncję do końca roku i 130 dolarów za uncję do 2012.


1 Naufal Sanaullah studiuje na University of Michigan i zajmuje się handlem na rynku instrumentów pochodnych. Obecnie jest na wczesnym etapie budowy Dorm Room Derivatives, blogu o tematyce giełdowej z newsletterem i codziennymi informacjami o giełdzie.
2 Czyli rezerw bankowych powyżej poziomu wymaganego – przyp. J.L..
3 Strategia spekulacyjna polegająca na zaciąganiu długu w walucie niżej oprocentowanej i lokowanie tak uzyskanych środków w walucie bądź instrumencie finansowym oprocentowanych wyżej. Patrz też http://pl.wikipedia.org/wiki/Carry_trade [dostęp 17.02.09] – przyp. J.L..
4Prawdopodobnie pomyłka Autora, który opisuje tutaj działanie operacji warunkowego kupna (REPO, repurchase agreement), w których bank centralny kupuje od banków komercyjnych (również toksyczne) papiery wartościowe, zobowiązując się ich późniejszej sprzedaży przed terminem ich zapadalności i po określonej wyższej cenie. Operacja ta oznacza udzielenie sektorowi bankowemu kredytu i poprawia jego płynność. Tymczasem wspomniane przez Autora operacje warunkowej sprzedaży (reverse REPO, reverse repurchase agreement) oznaczają sprzedanie przez bank centralny papierów wartościowych bankom komercyjnym, które jednocześnie zobowiązują się odsprzedać te aktywa bankowi centralnemu w określonym terminie po określonej cenie. Takie operacje oznaczają bezpośrednie uwięzienie płynności banków w aktywach i kredyt gotówkowy udzielony przez banki komercyjne bankowi centralnemu – przyp. J.L..
5 Polityka ta sprowadza się de facto do druku pieniędzy i wstrzykiwania nowej podaży pieniądza do systemu finansowego. Patrz także http://en.wikipedia.org/wiki/Quantitative_easing – przyp. J.L..
6 Czyli ujemnej różnicy pomiędzy notowaniami złota w transakcjach terminowych a tymi w transakcjach natychmiastowych; w przypadku backwardation złoto dostarczone zgodnie z transakcją terminową za kilka miesięcy będzie tańsze niż złoto dostarczone natychmiast – przyp. J.L..
7 Angielski oryginał artykułu datowany jest na 26 stycznia 2009 – przyp. J.L..
8 Ryzykowna praktyka spekulacyjna, oznaczająca zajmowanie krótkich pozycji bez pewności, że w momencie rozliczenia transakcji terminowej dostawca instrumentu bazowego (tutaj: złota) będzie w stanie go dostarczyć. W odpowiednich warunkach, tj. np. przy wsparciu interwencji banków centralnych, rzucających na rynek swoje rezerwy złota, umożliwia wykreowanie z powietrza niemal dowolnej ilości tak „sprzedawanych” aktywów. Patrz także http://en.wikipedia.org/wiki/Naked_short_selling i http://pl.wikipedia.org/wiki/Futures – przyp. J.L..
9 Autor używa terminów deflacja i inflacja w znaczeniu odpowiednio spadku i wzrostu poziomu cen. W swoim tłumaczeniu staram się wyodrębnić te pojęcia od deflacji i inflacji rozumianych jako zmiana poziomu siły nabywczej (albo podaży), stosując terminy „inflacja (deflacja) cenowa” czy „deflacja (inflacja) cen” – przyp. J.L..
10 Margin call to sytuacja, w której makler dzwoni do klienta, informując o niekorzystnej dla tego ostatniego sytuacji na rynku wywołującej potrzebę uzupełnienia zabezpieczenia (w depozycie) prowadzonych przezeń za pośrednictwem biura maklerskiego operacji. Gdy klient zajmuje pozycję krótką, musi wówczas kupić dodatkową ilość aktywów zabezpieczających operację, natomiast w przypadku pozycji długiej makler informuje go o potrzebie ich sprzedaży. Jeśli klient nie podporządkuje się w odpowiednim terminie temu żądaniu, operacja zostanie zamknięta ze szkodą dla klienta – przyp. J.L..
11 Odwrotnie niż w przypadku backwardation (patrz przyp. 6), contango oznacza dodatnią różnicę między notowaniami (w tym przypadku) złota w transakcjach terminowych a jego notowaniami w transakcjach natychmiastowych – przyp. J.L..
12 Short squeeze to, wywołany zamykaniem przez dużą liczbę inwestorów krótkich pozycji, wzrost cen danego aktywa, wskazujący na to, że jego podaż nie wystarcza do zaspokojenia popytu – przyp. J.L..
13 W chwili, gdy tłumaczę te słowa, cena uncji złota w spocie na New York NYMEX wg notowania ze strony http://www.kitco.com/charts/livegold.html wynosi już 978,40 dolara – przyp. J.L..

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Naufal Sanaullah

Naufal Sanaullah studiuje na University of Michigan i zajmuje się handlem na rynku instrumentów pochodnych. Obecnie jest na wczesnym etapie budowy Dorm Room Derivatives ( http://dormroomderivatives.com/ ), blogu o tematyce giełdowej z newsletterem i codziennymi informacjami o giełdzie.

Pozostałe wpisy autora:

5 Komentarze “Sanaullah: Przyszłość złota

  1. Witam,

    Mam pytanie. Gdzie mogę znaleźć (publikacja, książka) informację jak Austriacy podchodza do kursów walutowych i ich fluktuacji (jaka jest ich przyczyna, co antycypują etc.)?

    Pzdr,
    Onoko

  2. Szanowny Panie Tłumaczu! Zapewne nie jest Pan fachowcem z dziedziny finansów, a tymczasem wziął się Pan za tekst z tej dziedziny. Otóż wśród wielu fatalnych wręcz potknięć merytorycznych, chciałem zwrócić uwagę, że nie ma pojęcia „krótka sprzedaż” w stosunku do kontraktów terminowych, bo takie miał autor na myśli pisząc o giełdzie COMEX. Krótka sprzedaż dotyczy tylko akcji. Dodatkowo brnął Pan w złym kierunku dalej dając nie pasujący do tego przypis nr 8. Kompletne pomieszanie pojęć. Na Comexie są notowane kontrakty futures i jeżeli mówimy o czymś krótkim, to o „krótkiej pozycji”. A to w porównaniu z krótką sprzedażą jest coś innego. I nie ma w tym przypadku ograniczeń, o których Pan pisze w przyp. 8. W efekcie wprowadził Pan wielu nieznających tematu czytelników w błąd. Proszę już lepiej tłumaczyć beletrystykę.

  3. Bardzo dziękuję za uwagi dotyczące mojego tłumaczenia artykułu. Zapewniam, że w swoim tłumaczenia starałem się dołożyć wszelkiej staranności, aby uniknąć jakichkolwiek potknięć. Sprawdzałem wszystkie użyte terminy zarówno pod kątem innych dostępnych tłumaczeń, jak i ich zawartości merytorycznej. Zapewniam, że wszystkie moje wyjaśnienia w przypisach opierają się na wytłumaczeniach znacznie ode mnie mądrzejszych specjalistów. Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy gdzieś wkradnie się chochlik.
    Dlatego z uwagą i należytą starannością przyjrzałem się wskazanej przez Pana sytuacji.
    Rzeczywiście, pomyłka jest i zostanie niezwłocznie poprawiona. Wynikała ona z użycia przez Autora pojęć ze slangu giełdowego, które są często stosowane są jako synonimy tych użytych przeze mnie. W przeglądanych przeze mnie materiałach giełdowcy ze znacznym doświadczeniem również, z braku ostrożności, używali zamiennie pojęć „shorts” i „short selling” czy „short positions” ze względu na ich bliskoznaczność. Slang ten powiela też, przykładowo, polska wikipedia:
    „Inwestor może dokonać krótkiej sprzedaży (zająć krótką pozycję) (…)”
    Tyle różnic natury semantycznej.

    Merytoryczna zawartość tekstu zmienia się na szczęście niewiele. Porównajmy:
    1) Krótka sprzedaż – w terminologii giełdowej, pożyczanie papierów wartościowych (głównie akcji) od biura maklerskiego, w celu ich sprzedaży. Inwestor może dokonać krótkiej sprzedaży (zająć krótką pozycję) jeśli przewiduje, że kurs danego instrumentu finansowego będzie spadać.
    2) Osoba otwierająca pozycję krótką (sprzedająca kontrakt) zobowiązuje się do sprzedania w przyszłości określonej ilości instrumentu bazowego po określonej cenie. Sprzedawca kontraktu liczy na spadek ceny instrumentu bazowego w przyszłości.
    Jak widać, różnica praktyczna jest niewielka, choć oczywiście bardzo istotna, bo odnosi się do innych instrumentów.
    Jeszcze raz bardzo dziękuję za cenną uwagę i natychmiast zaczynam nanosić poprawki w tekście, jednocześnie przepraszając za chochlik, który wkradł się do tekstu.

  4. Panie Tłumaczu. Niech się Pan nie tłumaczy. Jesli Panu Lewińskiemu nie odpowiada ten tekst to niech czyta sobie w oryginale. Życzę powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *