Pogorzelski: Hipokryzja krytyków hazardu

12 listopada 2009 Interwencjonizm komentarze: 9

Autor: Karol Lew Pogorzelski

Wersja PDF

Szerokim i wciąż niesłabnącym echem odbija się w Polsce tzw. afera hazardowa. Przypomnijmy pokrótce o co chodzi. Otóż biznesmeni związani z branżą hazardową stosowali nieformalne naciski na wysokich funkcjonariuszy państwowych, aby wykreśli z projektu nowej ustawy o grach i zakładach wzajemnych niekorzystne dla siebie zapisy. Innymi słowy, biznesmeni ci starali się uchronić swoje dochody od zwiększonych stawek podatkowych. Pewnie nie byłoby nawet o czym mówić,  (mnie swoją drogą znacznie bardziej niepokoją naciski firm farmaceutycznych na minister zdrowia, aby zakupiła w imieniu Polaków miliony szczepionek przeciwko świńskiej grypie), gdyby nie ogromny festiwal hipokryzji, jaki się teraz rozgrywa. Ni stąd ni zowąd, politycy wszystkich stronnictw, autorytety i dziennikarze zapałali zgodnie świętym oburzeniem przeciwko grom hazardowym i zastanawiają się, jak by tu tego procederu zakazać.

Pomijając już fakt, że zakazywanie hazardu, uprawianego przecież przez wolnych i dorosłych ludzi, jest bardzo dyskusyjne, ogromne zdziwienie musi budzić selektywność, z jaką do tego zjawiska podchodzą prawie wszystkie dyskutujące na jego temat strony. Jeśli bowiem uważamy hazard za coś złodziejskiego i moralnie złego, to powinniśmy zakazać jeśli nawet nie wszystkich jego przejawów, to przynajmniej tych, które są najmniej uczciwe. Tymczasem, oprócz propozycji wyrugowania automatów do gier o niskich wygranych, nie słyszałem nigdy, by ktoś chciał zmienić następujący zapis w ustawie o grach i zakładach wzajemnych (2004 r., rozdz. 1, ust. 4):  „Prowadzenie działalności w zakresie gier liczbowych, loterii pieniężnych, wideoloterii i gry telebingo stanowi monopol Państwa”. Innymi słowy, jednym z głównych „graczy” na rynku hazardowym jest Skarb Państwa. Wszyscy, którzy słyszeli o loterii Lotto, nie są zapewne tym faktem zdziwieni. Tym, co całej sprawie dodaje pikanterii jest fakt, że gry i zakłady prowadzone przez państwo charakteryzują się najniższymi współczynnikami wpłat i wypłat. Innymi słowy, bardziej opłaca się rzucić złotówkę jednorękiemu bandycie niż wydać ją na kupon Lotto. Kto nie wierzy, niech zajrzy do Informacji [Ministerstwa Finansów] o realizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Stoi w niej jak byk, że stosunek wypłat do wpłat w automatach o niskich wygranych wynosi ok. 70 proc., podczas gdy w loteriach pieniężnych jest to 46,6 proc. Swoją drogą, to właśnie wyższe prawdopodobieństwo wygranej i relatywnie mniejsze straty w przypadku przegranej, przyczyniły się do rozwoju rynku automatów o niskich wygranych.

Tym, którzy w imię zdrowia moralnego narodu i jego kondycji materialnej, chcieliby pozamykać jednorękich bandytów, należy więc powiedzieć: „Lekarzu, ulecz się sam”.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Karol Pogorzelski

Pozostałe wpisy autora:

9 Komentarze “Pogorzelski: Hipokryzja krytyków hazardu

  1. Będzie, będzie – od teraz eksperci IM będą co tydzień komentować wydarzenia związane z gospodarką/ekonomią, już ja tego dopilnuję 😉

  2. Może to nie jest ultrawolnościowy pomysł, ale z automatami można zrobić tak, jak z alkoholem w Czechach. Tam, żeby kupić piwo w automacie trzeba włożyć dowód osobisty, z którego sczytywana jest data urodzenia, dzięki czemu nieletni mają utrudnione korzystanie. Podobny czytnik można zamontować jednorękiemu bandycie. W ten sposób zwolennikom zakazu wytrąca się jedyny przekonujący argument odwołujący się do deprawacji dzieci.

  3. Ha! Władzuchna, korzystając z nastroju głupiej gawiedzi i chóru wujów, tzn. pożytecznych idiotów, wycina konkurencję… Ładnie, ładnie.

  4. no dobra, przyłączę się:D
    Jak dla mnie ciekawsze jest coś innego. Otóż zrobił się wielki szum, bo duży biznes hazardowy chciał przepchnąć korzystne dla siebie rozwiązania prawne. Tusk więc powiedział: „dobra, biznesy, zrobię wam na złość. Od tej pory tylko wy, duzi gracze, będziecie mieli prawo ustawiania automatów”.
    No sorry, czy tylko ja widzę komizm tej sytuacji?:)

  5. Biznes hazadrowy WYŁĄCZNIE dlatego został zaatakowany, że jest bardzo trudny do ugryzienia fiskalnie, a ma stosunkowo słabą „reprezentację” z racji tego, że legalnych jest mało, a reszta aktualnie jest ścigana za kryminalne czyny. Generuje za to znaczne przepływy finansowe – co nie umknęło oczom ministra finansów. Dlatego nagle hazard stał się „zły”. A że jest to hobby dodatkowo ryzykowne i niejedno nieszczęście spowodowało (jak i np. alpinizm) – to się wali argumentami „moralnymi”. Taka tam chwilowa biegunka emocjonalna rodzimych totalitarystów.

    Najsensowniej należałoby nałożyć na hazard niski podatek ryczałtowy – wtedy kasa płynęłaby strumieniem, ale tego excelowi idioci z rządu nie rozumieją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy