Wozinski: Etyka jako kodeks prawa własności w ujęciu Hansa-Hermanna Hoppego

15 listopada 2009 Etyka komentarze: 10

Etyka jako kodeks prawa własności w ujęciu Hansa-Hermanna Hoppego

 

AutorJakub Wozinski

Kształt współczesnych teorii etycznych wyznaczony jest przez spór rozmaitych kierunków, takich jak: eudajmonizm, deontologizm czy też personalizm. Bardzo często można też spotkać się z postulatem braku jakichkolwiek norm, który ma być rezultatem niewspółmierności ludzkich siatek pojęć oraz mnogości narracji. Jednym słowem, współczesna etyka naznaczona jest chaosem i jawnymi sprzecznościami. Jak dowodzi Hans-Hermann Hoppe, dzieje się tak w wyniku oderwania dyskusji etycznych od prawa własności.

Pytanie o kształt etyki było obecne wśród ekonomistów od samych jej początków. Jednakże, od czasów przynajmniej Adama Smitha, ekonomiści przybierali postawę najbardziej wówczas modną – czyli akceptowali pozytywistyczny dogmat o nienaukowości zdań orzekających powinność. W praktyce oznaczało to, że ekonomista będąc w pełni świadomy skutków np. całkowitej nacjonalizacji gospodarki przez bolszewików mógł jedynie wydawać sądy omawiające rezultat takiego posunięcia, ale już nie mógł orzekać, że jest to skrajnie niemoralne. Tego typu myśleniem naznaczony jest także wielki traktat ekonomiczny Ludwiga von Misesa „Ludzkie działanie”, w którym autor wiele razy zaznacza, że ekonomista powinien być jedynie bezstronnym obserwatorem. Jako przykład takiej postawy niech posłuży nam poniższy cytat:

Ekonomia nie głosi, że (…) rządowa ingerencja w ceny tylko jednego towaru (…) jest nieuczciwa, zła lub niewykonalna. Mówi ona, że pogarsza warunki, a nie polepsza z punktu widzenia rządu i osób wspierających jego interwencję.[1]

Podejście „bezstronnego obserwatora” zostało poddane surowej krytyce przez Murraya Rothbarda. I nie chodziło mu bynajmniej o wymuszenie etycznego zaangażowania z racji światopoglądowych, lecz wykazanie sprzeczności zawartej w samym postulacie ekonomii wolnej od wartościowania. W błyskotliwej analizie poglądów Misesa[2] oraz charakteru wynalezionej przez niego prakseologii, Rothbard wykazuje sprzeczność utylitarystycznego poglądu o niemożliwości zaistnienia racjonalnej etyki:

(…) jest on [Mises] skłonny wydać jeden sąd wartościujący, mianowicie, dołączając do większości osób w preferowaniu powszechnego pokoju, dobrobytu i obfitości. W ten sposób jako przeciwnik obiektywnej etyki oraz (…) zgodnie ze swoim utylitarystycznym stanowiskiem, wydaje sąd wartościujący o zaletach spełniania subiektywnie pożądanych celów większości społeczeństwa.[3]

Cechujący niemal wszystkich współczesnych ekonomistów utylitaryzm zostaje więc zidentyfikowany jako wewnętrznie sprzeczny i dlatego Rothbard proponuje na jego miejsce obiektywną etykę wolnego rynku opartą na prakseologii. Zręby tej etyki powstały w cytowanej powyżej Etyce wolności, gdzie Rothbard opiera cały gmach swej nauki na teorii własności czerpiącej z dorobku Johna Locke’a.[4] Ta teoria własności oparta jest na koncepcji posiadania swojego ciała oraz rzeczy zawłaszczonych w sposób pierwotny lub uzyskanych od innych na drodze dobrowolnej wymiany.

Rothbard rozpatrywał swą teorię jako część powszechnego prawa naturalnego. Jego analizy dążyły do wykazania spójności etyki wolnego rynku z długą tradycją teoretyków broniących fundamentalnych praw jednostek wobec uzurpacji reszty społeczeństwa. Całkowicie nową interpretację myśli Rothbarda zaproponował dopiero Hans-Hermann Hoppe. Korzystając z teorii argumentacji a priori, która na co dzień służy do celów znacznie odbiegających od tych proponowanych przez ekonomię austriacką[5], ukazał argumenty Rothbarda w zupełnie odmiennym świetle. Jak wskazuje Hoppe:

Pomimo swej formalnej wierności tradycji praw naturalnych, Rothbard, w czymś, co uważam za jego najważniejszy argument w obronie etyki prywatnej własności, nie tylko obiera ten sam punkt wyjścia – argumentację – lecz także podaje uzasadnienie przy użyciu rozumowania a priori.[6]

Przypomnijmy, argumentacja a priori oparta jest o podstawowy sąd, który Hoppe formułuje w następujący sposób: „ludzie są zdolni do argumentacji, a przez to znają znaczenie prawdy i jej obowiązywanie”.[7] Sądowi temu nie sposób zaprzeczyć bez jednoczesnego popadania w sprzeczność, gdyż sama próba byłaby przecież przejawem argumentacji oraz przekonania o znajomości prawdy. Aprioryczność argumentacji powiązana jest z apriorycznością kategorii działania. Tak jak nie sposób zaprzeczyć twierdzeniu, że ludzie są zdolni do argumentacji, tak też nie sposób zaprzeczyć, że ludzie działają.

Będąc wyposażony w mechanizm argumentacji, która poprzez aksjomat działania ugruntowała całą ekonomię w rzeczywistości pozaumysłowej, Hoppe podjął refleksję nad kształtem etyki jako takiej. Kluczowym stwierdzeniem okazuje się uwaga, iż „ekonomia i etyka są potrzebne tylko o tyle, o ile rzadkie są dobra„.[8] Do uzasadnienia tak postawionej tezy Hoppe posłużył się metaforą rajskiego ogrodu, w którym, nawet mając pod dostatkiem wszelkich dóbr, należałoby ustalić zasady korzystania z ludzkich ciał. Podstawowym więc źródłem wszelkiego konfliktu są dobra rzadkie. Rzadkości ciał nie sposób zaprzeczyć, gdyż samo podjęcie dyskusji wymaga przecież wyłącznej kontroli nad własnym ciałem. Gdy zaś idzie o rzadkość pozostałych rzeczy, to znajduje ona swoje uzasadnienie w zbudowanym na aksjomacie działania prawie własności Rothbarda.

Dalszym krokiem w kierunku ustalenia obiektywnej etyki wolnego rynku jest konstatacja o naturze wszelkich twierdzeń etycznych. Hoppe precyzuje to w sposób następujący:

Można więc orzec, że kiedykolwiek jakaś osoba twierdzi, że pewne zdanie może być uzasadnione, przynajmniej domyślnie zakłada, że uzasadnić da się także następującą normę: <<nikt nie ma prawa dokonywać agresji na ciele żadnej innej osoby, a przez to ograniczać lub zawężać jej kontroli nad swoim ciałem>>.  Zasadę tę pociąga za sobą koncepcja argumentacyjnego uzasadnienia. Uzasadniania, czyli nieopierania się na przymusie. W rzeczywistości, gdyby sformułować przeciwieństwo tej zasady (tj., że każdy ma prawo nieproszony dokonać agresji na innych [przy okazji, zasady, która formalnie przeszłaby test uniwersalizacji!], łatwo dostrzec, że nie broni się ono ani nie da się go obronić w ramach argumentacji. Uczynienie tego zakładałoby ważność czegoś zupełnie przeciwnego (tj. powyżej wspomnianej zasady nieagresji).[9]

Hoppe dociera w ten sposób do samego rdzenia etyki. Jeżeli jakiś sąd ma zostać uznany za integralną część etyki, musi spełnić prakseologiczno-argumentacyjny wymóg samo- odnośności. Rozwijana m.in. przez Rothbarda etyka wolnego rynku spełnia ten wymóg, gdyż wszelkie jej twierdzenia nabudowane są na aksjomacie działania. Tak więc, przykładowo, gdy Rothbard omawia podatek od nieruchomości[10] i wskazuje, że jest on kradzieżą, wypowiada tym samym sąd utworzony dzięki zastosowaniu aksjomatu działania do uzasadnienia własności swojego ciała oraz jego rozwinięcia na rzeczywistość znajdującą się poza naszym ciałem.[11]

Ktoś mógłby wyrazić wątpliwość, czy takie postawienie sytuacji nie byłoby zabiegiem redukującym etykę do sfery rzeczywistości „namacalnej.” Jak wiadomo bowiem, własnością może być jedynie rzecz o wyraźnych kształtach i granicach. Jednakże poprawność tego rozumowania wyznacza nam działanie, które w sposób konieczny zespolone jest ze światem materialnym. Prakseologia i metoda argumentacji a priori ukazały nam roszczenia wielu dotychczas uprawianych kierunków etycznych jako oderwane od rzeczywistości.

Nowe światło na etykę rzuciła już sama prakseologia w wydaniu Ludwiga von Misesa. Pokazał on dobitnie, co można i czego nie można orzec o działaniach innych osób. Ludzie działają zawsze tak, by maksymalizować swoją korzyść psychiczną. Mając do wyboru przynajmniej dwa działania, wybierają to, które odpowiada ich preferencji. O tym, co dla nich jest korzystne, można orzec jedynie po zaistnieniu działania. Zaś uniemożliwiając komuś działanie lub przymuszając go do czegoś, zawsze działamy na jego niekorzyść. W świetle tego, nie sposób nie uznać prawa własności jako podstawowego wymiernika całej teorii etycznej.

Hoppe zadaje ostateczny cios współczesnym teoriom etycznym poddając analizie etykę prawa własności z punktu widzenia problemu dychotomii bytu i powinności:

Prakseologiczny dowód libertarianizmu posiada zaletę kompletnie wolnego od wartościowań uzasadnienia. Pozostaje całkowicie w sferze sądów o charakterze „jest” i nigdy nie próbuje zaczerpnąć „powinności” z „bytu”. Struktura argumentu jest następująca: (a) uzasadnienie jest uzasadnieniem propozycjonalnym – zdanie o charakterze „jest” prawdziwe a priori; (b) argumentacja zakłada własność swojego ciała oraz zasadę zagospodarowania mienia – zdanie o charakterze „jest” prawdziwe a priori; oraz (c) zatem, nie można argumentacyjnie uzasadnić żadnego odejścia od tej etyki – zdanie o charakterze „jest” prawdziwe apriorycznie.[12]

Będąc wyposażony w podwójną broń: aksjomat działania oraz argumentację a priori Hoppe wykazuje dobitnie, że etyka możliwa jest jedynie na zasadzie rozwinięcia prawa własności. Ekonomia i etyka okazują się zatem rozwinięciami prakseologii w dwóch odmiennych kierunkach. Pierwsza z nich kładzie nacisk na badanie przyczyn, kontekstu i następstw wszelkich ludzkich działań. Etyka, z kolei, orzeka o tym, które działania są dobre, a które złe. Ludwig von Mises pragnął, by prakseologia ograniczona była jedynie do ekonomii, lecz zupełnie pominął zespolony z nią aspekt etyczny. Jak wykazali jednak Rothbard i Hoppe, etyka jest tak naprawdę możliwa jedynie jako kodeks prawa własności.

Zapewne wielu osobom takie sformułowanie charakteru etyki może wydać się mylne i nazbyt wąskie. Jako przykład może zostać podana, np. działalność prostytutek lub szantażystów.[13] Jednakże przekonanie o złu tego typu czynności pochodzi u człowieka ze sfery własnych przekonań, które nie mają ugruntowania w aksjomatach działania i argumentacji. Na dodatek, etyka wolnego rynku nie zakazuje nikomu nazywania czegoś dobrym lub złym. Nie rości sobie także pretensji do orzekania, iż żywione przez kogoś przekonania o dogłębnej szkodliwości prostytucji są kompletnie bezzasadne. Nie mogą jednak funkcjonować na zasadzie racjonalnej teorii etycznej, która jako podstawowy wymóg posiada aksjomat nieagresji wobec ciała drugiej osoby.


[1] L. von Mises, Ludzkie działanie, tłum. Witold Falkowski, Instytut Misesa , Warszawa 2007, s. 607.

[2] M. Rothbard, The Ethics of Liberty, New York University Press, New York 1998, s. 206 – 214.

[3] Tamże, s. 210-211.

[4] J. Locke, Dwa traktaty o rządzie, tłum. Z. Rau, PWN, Warszawa 1992.

[5] K.O. Apel, Transformation der Philosophie, M.Suhrkamp,  Frankfurt , 1973; J. Habermas, Zur Logik der Sozialwissenschaften, M. Suhrkamp, Frankfurt, 1970.

[6] H-H. Hoppe, The Economics and Ethics of Private Property, Ludwig von Mises Institute/Auburn 2006, s. 321. Entuzjastycznie o teorii Hoppego wyrażał się nawet sam Rothbard:

Hansowi Hoppemu udało się ustalić dowód na anarchokapitalistyczno-locke’owskie prawa w bezprecedensowy sposób, który czyni moje własne prawno-naturalne stanowisko niemal miernym w porównaniu do jego. (M. Rothbard, Beyond ‘Is’ and ‘Ought’, „Liberty”, November 1988, s. 44)

[7] H-H. Hoppe, The Economic Science and Austrian Method, Ludwig von Mises Institute, Auburn 1995, s. 8.

[8] H-H. Hoppe, The Economics and Ethics … , dz. cyt., s. 333.

[9] Tamże., s. 318

[10] M. Rothbard, Interwencjonizm, czyli władza a rynek, Fijor publishing: Warszawa 2009, s. 161-65.

[11] Dokładną analizę czytelnik znajdzie w: M. Rothbard, The Ethics …, dz. cyt., s. 21-35.

[12] H-H. Hoppe, The Economics and Ethics … , dz. cyt., s. 345.

[13] Szerzej o tym, a także o innych tego typu problemach wypowiada się prof. Walter Block w swej książce Defending the Undefendable, Ludwig von Mises Institute: Auburn 2008.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jakub Wozinski

Pozostałe wpisy autora:

10 Komentarze “Wozinski: Etyka jako kodeks prawa własności w ujęciu Hansa-Hermanna Hoppego

  1. „Rzadkości ciał nie sposób zaprzeczyć, gdyż samo podjęcie dyskusji wymaga przecież wyłącznej kontroli nad własnym ciałem.”

    To niewolnicy nie mogli dyskutować?

    W ogóle nie wiem czy rozumowanie Hoppego nie opiera się jednak na jakimś pomieszaniu porządków. Bowiem twierdzenie: „człowiek działa” według niego nie może być zaprzeczone, albowiem zaprzeczenie byłoby również działaniem. Ale działanie jest z innego porządku, z porządku „realnego”, nie zaś z porządku „pojęciowego”.
    Prosiłbym o rozwinięcie tego zagadnienia.

    Co zaś do etyki wolnego rynku, to choć jak najbardziej słuszna, nie może chyba jednak pretendować do miana kompletnej. Nie odpowiada na wiele pytań: np.: czy można okłamać bliźniego w imię jakiegoś szlachetnego celu?.

    Pozdrawiam.
    Arkazy.

  2. @Arkazy
    1. Dlatego niewolnikom nie wolno było uprawiac nauki i łamiąc ich samoposiadanie zmuszano do pracy kneblując im usta. Gdyby niewolnik mógł choc raz przedyskutowac swoje niewolnictwo ze swoim panem, wtedy przyznanoby mu, skromny bo skromny, ale jednak – obszar wolności.
    Nie inaczej zresztą rzecz się ma z nami w trakcie tej dyskusji. Na co dzień zniewoleni przez państwo, siadamy przed komputerem i prowadzimy dyskusje na temat, któremu władza nie pozwoli nigdy wybrzmiec na zbyt szerokim forum. My też jesteśmy częściowymi niewolnikami.

    2.Specyfika działania właśnie na tym polega, że łączy sferę pojęciową ze sferą realną. Stąd kluczowa rola prakseologii. Hoppe mówi, że aksjomat działania wypełnia lukę między pojęciami i rzeczywistością. W odróżnieniu od, np. Kanta, który istnienie zdewaluował i uważał, że nie ma różnicy między talarem w kieszeni, a talarem w umyśle, Mises uważał, że aksjomat działania zapewnia nam „łącznośc” z rzeczywistością.
    Nazwa „a priori” jest więc mylna. Lepsze jest tu sformułowanie Gordona: sądy koniecznościowo prawdziwe.

    3.Bardzo długo nad tym myślałem i zastanawiałem się, czy rzeczywiście etyka może byc aż tak skąpa. Jednakże moje rozważania doprowadziły mnie do tego, że człowiek rozpięty jest między dwoma punktami. Pierwszy z nich, to uzasadniona apriorycznie formuła: „Czyń dobro” (nie można uzasadnic formuły przeciwnej, bo to zakładałoby preferencję mówiącego do przerwania ciszy. Innymi słowy: lepsze dla niego jest powiedzenie czegoś, niż nieprzerwane milczenie). Drugim punktem jest prawo własności, które mówi o tym, czego robic nie można.
    Kwestia okłamania bliźniego może miec rozmaity kontekst: mogę go okłamac i złamac przez to kontrakt i wtedy jest to bezwzględnie złe. Mogę też okłamac ciotkę na imieninach, że bardzo mi smakuje jej ciasto, ale tego wymaga kurtuazja. Mogę wreszcie okłamac żonę i wyrządzic jej przykrośc. Pierwszy przypadek jest zły etycznie, gdyż niszczę cudze prawo własności. W pozostałych zaś przypadkach wszystko zależy od moralności mojej / mego otoczenia. Ta zaś jest już kwestią osobistych przekonań, które można wprawdzie uporządkowac w pewien system reguł (np. etyka chrześcijańska), ale nie mogą one funkcjonowac na zasadzie racjonalnej teorii etycznej.

    Pozdrawiam

  3. 1. Tak, rozumiem, ale wydaje mi się, iż zwyczajnie twierdzenie: “Rzadkości ciał nie sposób zaprzeczyć, gdyż samo podjęcie dyskusji wymaga przecież wyłącznej kontroli nad własnym ciałem.” nie ma absolutnej mocy dowodowej.
    Zamiast niewolników można sobie wyobraźić np.: bliźnięta syjamskie. Dyskusja nie wymaga wyłącznej kontoli nad własnym ciałem. Wymaga tylko i wyłącznie chwilowej możliwości posługiwania się mową.

    2. Cały czas nie jestem przekonany. Wydaje mi się, iż zdanie logiczne winno być prawdziwe (lub fałszywe) niezależnie od tego kto i jak je wypowiada. Twierdzenie Pitagorasa nie wymaga istnienia żadnych realnych trójkątów prostokątnych.
    Wyobraźmy sobie twierdzenie: „Człowiek mówi”. Idąc za Hoppem nie można owemu twierdzeniu zaprzeczyć USTNIE, gdyż równołoby się to jemu „realnemu” potwierdzeniu. Jednak PISEMNIE już można było spokojnie temu twierdzeniu zaprzeczyć. A dane zdanie, jeśli chce pretendować do roli prawa logicznego to winno być zawsze prawdziwe.
    Podobnie, gdzieś czytałem o następującej krytyce Hoppego: może i racja, że cżłowiek nie może zaprzeczyć twierdzeniu: „człowiek działa”, ale mogłaby tego dokonać jakaś hipotetyczna obca cywilizacja, gdyby pewnego dnia chciała się zjawić na naszej planecie.

    3. „Pierwszy z nich, to uzasadniona apriorycznie formuła: “Czyń dobro” (nie można uzasadnic formuły przeciwnej, bo to zakładałoby preferencję mówiącego do przerwania ciszy. Innymi słowy: lepsze dla niego jest powiedzenie czegoś, niż nieprzerwane milczenie).”

    Tutaj, wydaje mi się, myli Pan, subiektywnie odczuwany „lepszy stan” od „obiektywnego dobra” (znów jest pomieszanie porządków i tym razem, według mnie, prowadzi to do bardziej widocznego absurdu, albo ja czegoś naprawdę nie rozumiem). Idąc Pana tokiem rozumowania, zabójca mordujący staruszkę również jakoś zgadza się z formułą „czyń dobro”, gdyż jego morderstwo ujawnia preferencją zabicia kogoś niż nie-zabicia (a więc jest to dla niego lepsze).

    Pozdrawiam.
    Arkazy.

  4. 1.Rozumiem, ale się nie zgadzam. Bardzo często twierdzi się, że Hoppe udowadnia jedynie posiadanie swoich ust, uszu, mózgu lub jeszcze kilku innych części ludzkiego ciała. Nie w tym jednak rzecz. Jeżeli przedstawiłem ci swój argument, to z pewnością nie uczynił tego za mnie nikt inny (zasada niesprzeczności). Jestem więc „kimś” i mogłem się z tobą porozumiec jedynie za sprawą czegoś materialnego. Mogę nie miec nóg i rąk, byc niewidomy , ale z pewnoscią jest we mnie coś, co sprawia, że mogliśmy się porozumiec. Mam więc ciało (nie ważne ile ma kończyn i jak bardzo jest ułomne). A jeżeli uważasz, że moja prawa noga jest mi niekonieczna do argumentacji, to już nie ma większego znaczenia. Nie próbuj mi jej zabrac, bo już została przeze mnie zawłaszczona.

    2.Rzecz w tym, że cała arytmetyka i geometria funkcjonują wedle Hoppego na zasadzie rozwinięcia aksjomatu działania. Przykładowo, liczby są przez nas rozumiane jako powtórzenia działań.
    Zdania (sądy) są fałszywe wtedy, gdy mylnie łączą pojęcia „zaczerpnięte” z rzeczywistości. Ich prawdziwośc jest więc cechą uzgodnienia z rzeczywistością. Prawda Tw. Pitagorasa jest zatem cechą rzeczywistości,z którą mamy kontakt przez działanie.

    „Człowiek mówi” – ten sąd już aksjomatem argumentacji nie jest. Argumentacja polega na jakimkolwiek działaniu umysłowym. My również argumentujemy bez użycia słów. Teoria Hoppego byłaby prawdą nawet, gdybyśmy posługiwali się pismem węzełkowym.

    Aksjomat działania nie jest prawdą logiczną, ale rdzeniem prakseologii. W ogóle, cała prakseologia nie podlega przekładowi na język logiki formalnej. Gdybyśmy bowiem chcieli takiego przekładu dokonac, musielibyśmy przystac na arbitralne i oddzielone od działania reguły, np. „Niech Y oznacza relację działania” itd.

    3. Niestety do takich wniosków prakseologia dochodzi, że człowiek wybiera zawsze najbardziej preferowane przez siebie rozwiązanie sytuacji, które utożsamia z „dobrem”. Tak, nawet morderca, mimo iż intelektualnie może rozpoznawac dany czyn jako skrajne zło, wykonuje je w przekonaniu, że to i tak jest „w jakimś sensie” dobro. (np. Raskolnikow). Przyczyną tego jest zawodnośc ludzkiego intelektu oraz „nadgorliwośc” woli.

    Pozdrawiam

  5. 1. Termin rzadkość został tu użyty w znaczeniu ekonomicznym, a nie potocznym. Oznacza to, że wszystko to, co jest przedmiotem działania ‚osoby’, jest rzadkie. Zatem używanie ciała w dyskusji pociąga za sobą jego rzadkość.

    „Niewolnik” w chwili brania udzialu w dyskusji posiada WYŁĄCZNĄ kontrolę nad własnym ciałem.

    A teraz ja mam pytanie. Czy zdanie „ludzie są zdolni do argumentacji, a przez to znają znaczenie prawdy i jej obowiązywanie”, zakładające istnienie prawdy w myśl zasady, że nie można powiedzieć, że prawda nie istnieje, bo wtedy zakładamy prawdziwość tego zdania, czyli przeczymy samemu sobie w działaniu(popełniamy performative contradiction) nie jest przypadkiem paradoksem, takim jak paradoks kłamcy, bo orzekamy w nim o języku za pomocą tego samego języka? Czy tutaj(tak jak mi podpowiada wikipedia 😛 ) nie trzeba się odwołać do jakiejś teorii typów?

  6. 1. Ależ oczywiście, zgadzam się, iż ciała są rzadkie. Nie zgadzam się z tezą, iż prawo do „samoposiadania” (lub ogólniej: etyka) wynika z ludzkiego działania. Moim zdaniem Hoppe błądzi, próbując połączyć dwie różne nauki (a jak pokazuje jego pogląd na matematykę pragnie on podciągnąć niemalże wszystko pod prakseologie, co moim zdaniem jest nieuzasadnione).

    Więzień nie ma wyłącznej kontroli nad swoim ciałem, gdyż nie może go przemieścić poza teren więzienia. Jednak może dyskutować. Zdaję się, że abyśmy mogli dojść do porozumienia należałoby pierwej zdefiniować „kompletną kontrolę nad swoim ciałem”, gdyż chyba inaczej rozumiemy tę kwestię.

    2. „Prawda Tw. Pitagorasa jest zatem cechą rzeczywistości,z którą mamy kontakt przez działanie.”

    O ile wiem, ludzie działają w rzeczywistości posiadającej więcej niż dwa wymiary. W takim świecie nie ma trójkątów. Twierdzenie Pitagorasa jest prawdziwe na mocy niesprzeczności z przyjętymi aksjomatami Euklidesa, a nie na mocy zgodności z rzeczywistością.

    3. Nie zgadzam się. To, że człowiek zawsze preferuje stan lepszy nad gorszy (bo działa), nie oznacza, iż uważa ten preferowany stan za „obiektywnie dobry”, a już kompletnie nie oznacza tego, iż taki czyn jest zaiste „obiektywnie dobry”. Część morderców doskonale zdaje sobie sprawę, iż postąpiła źle (moralnie).

  7. 1. Dla mnie zarówno „w chwili” jak i „w kontekście” nie oznacza WYŁĄCZNEJ kontroli nad swoim ciałem. Jeśli zaznacza się, iż kontrola ta ma miejsce w jakimś kontekście, to znaczy, że w innych jej nie ma. A to wyklucza absolutną kontrolę. Tak ja to przynajmniej rozumiem.
    Pozdrawiam. Arkazy.

  8. @ fender
    Prakseologia jest autonomiczna i nie można jej sformalizować. Tak więc omawiane w logice formalnej schematy paradoksów nie mają tu zastosowania.
    Poza tym, paradoks kłamcy (czyli zdanie: To zdanie jest prawdziwe”) nie ma odniesienia do działania i jako takie w prakseologii nie pełni żadnej roli.

    @ Arkazy
    1. Jak starałem się pokazać powyżej, na pewno posiadamy ciało, bo inaczej nie byłoby faktu dyskusji. Posiadanie reszty oparte jest na reductio ad absurdum jedynego sensownego przeciwieństwa wyłączności posiadania, czyli wspólnej własności całej ludzkości.
    Gdy zaś idzie o metodę Hoppego, to na razie zastosował ją jedynie do pkilku dziedzin. Swoją drogą, ciekawe byłoby rozszerzenie jego wniosków na całą filozofię. Na razie wykorzystał ją jedynie do odrzucenia, np. pozytywizmu, empityzmu, relatywizmu etycznego, hermeneutyki, lecz nie rozwinął swego własnego systemu.

    2. Tw. Pitagorasa to odczytany z rzeczywistości pewien stały stosunek miedzy jednostkami, który łączy się z określonymi działaniami. Tak np. producent okien do swego działania musi korzystać z geometrii euklidesowej, a nie Łobaczewskiego. Innego typu działania, np. przekazy satelitarne, wymagają posługiwania się innymi geometriami. Geometria jest zatem zrelatywizowana do działania.

    3.Dlatego właśnie odwołałem się do woli. Człowiek może mieć 100% świadomość tego, że czyni straszne zło, a mimo to jego wola i tak narzuci nieraz przebieg zdarzeń z sobie tylko znanych racji. Jako zewnętrzni obserwatorzy nigdy nie jesteśmy w stanie rzetelnie i naukowo orzec co akurat w danym działani wzięło górę: wola i intelekt. Dlatego jesteśmy zmuszeni uznać, że człowiek zawsze działa dla maksymalizacji psychicznego zysku rozumianego jako subiektywnie rozumiane dobro. Nawet jeśli wydaje nam się, że robimy źle z premedytacją, i tak nigdy tego nie będziemy wykazać w racjonalny sposób, gdyż wiążą w tym nas zasady argumentacji.

    Pozdrawiam

  9. „Przypomnijmy, argumentacja a priori oparta jest o podstawowy sąd, który Hoppe formułuje w następujący sposób: <>.[7] Sądowi temu nie sposób zaprzeczyć bez jednoczesnego popadania w sprzeczność, gdyż sama próba byłaby przecież przejawem argumentacji oraz przekonania o znajomości prawdy. Aprioryczność argumentacji powiązana jest z apriorycznością kategorii działania. Tak jak nie sposób zaprzeczyć twierdzeniu, że ludzie są zdolni do argumentacji, tak też nie sposób zaprzeczyć, że ludzie działają.”

    A mi się nadal wydaje, iż Pan HHH pobłądził w swoim podejściu do rozważań etycznych nie rozróżniając porządku pojęciowo-logicznego od porządku rzeczywistości, i nawet w tym pierwszym nie był do końca ścisły.

    1. Co to znaczy, że „ludzie są zdolni do argumentacji”? Że potrafią argumentować? Nie można być zdolnym do argumentacji, to błąd językowy. Zdolnym można być do wydawania lub tworzenia argumentacji.
    2. Zaprzeczając, iż ludzie są zdolni argumentować, nie popadam w żadną sprzeczność, gdyż nie nawet nie argumentuję, a po prostu neguję ten fakt. Czy go uzasadniam, to inna w ogóle sprawa.

    „Rozwijana m.in. przez Rothbarda etyka wolnego rynku spełnia ten wymóg, gdyż wszelkie jej twierdzenia nabudowane są na aksjomacie działania.”

    Z którego logicznie NIE wynikają!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy