Pogorzelski: Problem krzyży

9 stycznia 2010 Komentarze komentarze: 11

Autor: Karol Pogorzelski

Kontakt: kliknij, by zobaczyć e-mail ; tel: 606 36 87 30

Wersja PDF

Debata publiczna żyje rytmem sporów światopoglądowych. To one skłaniają do pisania niezliczone rzesze dziennikarzy i publicystów i to one podsycają niekończące się dyskusje między nami. Zanim jeszcze umilkną spory o małżeństwa homoseksualne, to już rozpętują się krucjaty o refundację środków antykoncepcyjnych. Jeszcze nie ucichną dyskusje na ten temat a już podnoszony jest problem edukacji seksualnej nieletnich. Ostatni spór, którym żyją Polacy, rozpoczął niedawno Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekając, że powieszenie krzyża w publicznej szkole jest niedopuszczalne. W większości państw Europy wyrok ten nie wzbudził żadnych emocji. Na Zachodzie już dawno symbole sakralne zniknęły ze szkół i urzędów. Nawet na Boże Narodzenie wysyła się kartki z sezonowym, nie świątecznym pozdrowieniem. Do Polski tradycja ta (na szczęście) jeszcze nie dotarła i wciąż możemy kłócić się o krzyże.

Pierwsi, na wszelki wypadek, odezwali się katolicy wydając z siebie liczne, ale raczej niemrawe głosy oburzenia. Chwilę później, jak można się było się spodziewać, wybuchł „bunt” grupki uczniów domagających się zdjęcia krzyży wiszących w ich szkole. „Buntowników” nie było wprawdzie zbyt wielu, czyba czterech, ale nie trzeba przecież dużej liczby, żeby zasłużyć na miano „mniejszości”. A od „mniejszości” niedaleka droga do „ciemiężonej mniejszości”, o której prawa wstyd się przecież nie upomnieć. Kilka dni temu, głośno było także o pewnym mieszkańcu Szczecina, który zażądał (na drodze sądowej) usunięcia krzyży z miejscowego magistratu. Tym razem buntownik był tylko jeden, ale i tak usłyszał o nim cały kraj. Podobnych historii możemy się jeszcze spodziewać wielu. Będą się one odbywać nieustannie, bo problem którego dotyczą jest w istocie nierozwiązywalny.

Wbrew pozorom nie chodzi wcale o kwestie światopoglądowe. To nie krzyże są problemem. Nie udawajmy, że ktokolwiek może być urażony ich widokiem. W dzisiejszych czasach, kiedy przyzwyczailiśmy się oglądać dosłownie wszystko w całej dosłowności na ekranach kin i telewizorów, niewielu ludzi jest jeszcze w stanie czuć się czymkolwiek urażona (o odniesieniu szkody moralnej nie wspominając). Prawdziwy problem dotyczy sfery publicznej. Jako że należy ona, z założenia, do wszystkich, to każdy chciałby mieć wpływ na to, jak będzie urządzona. Jedni chcą mieć tradycyjnie, inni awangardowo. Wszystkich, jak to zwykle bywa, pogodzić się nie da. Nawet salomonowa (z pozoru) neutralność światopoglądowa państwa zadowala tylko neutralnych światopoglądowo. Sfera publiczna po prostu musi budzić nieustanne spory, niezależnie od tego, czego będą dotyczyć.

Czy istnieje jakieś rozwiązanie tego problemu? Owszem, choć rzadko się o nim wspomina. Zasada jest prosta: im mniejsza sfera publiczna, tym mniej miejsc, za które nie wiadomo kto odpowiada a urządzać chcą wszyscy. W przestrzeni prywatnej nie ma sporów światopoglądowych. W szkołach i szpitalach kościelnych wiszą krzyże i nikomu to nie przeszkadza. W świetlicach ludzi niewierzących nie wiszą krzyże i również nikomu to nie przeszkadza. Problem krzyży to tak naprawdę tylko odłamek innego, większego problemu, jakim jest sfera publiczna, która najzwyczajniej w świecie powinna być sprywatyzowana. Zapewne nigdy nie uda się tego dokonać w pełni. Zawsze zostanie pewna wspólna przestrzeń, którą jakoś trzeba będzie uregulować. W takiej sytuacji, najlepszym wyjściem jest decentralizacja. Im mniej ludzi musi się porozumieć, tym łatwiej dojdą do kompromisu a i poszkodowanych będzie niewielu.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Karol Pogorzelski

Pozostałe wpisy autora:

11 Komentarze “Pogorzelski: Problem krzyży

  1. Dobry tekst!
    Tylko nie wiem, dlaczego nie mogłaby kiedyś mieć miejsca pełna prywatyzacja? Skąd ten pesymizm? 🙂

  2. Czemu dziś dyrektor szkoły, w porozumieniu z rodzicami/uczniami, nie mógłby decydować o krzyżach? Jeśli połączyć to z bonami edukacyjnymi to mamy konkurencję, a każdy wysyła swoje dzieci do szkoły o takiej ilości krzyży, jaka mu się podoba :> to taki krok w dobrym kierunku…

  3. Regulamin szkół powinien ustalać ich właściciel, albo osoby przez niego wskazane. Jeśli nie właściciel, to powinien to być dyrektor w porozumieniu z rodzicami. Zresztą obecnie tak to się chyba dzieje, prawda? Jeśli chodzi o bony edukacyjne, to też jestem za. Zresztą od bonów do prywatyzacji droga niedaleka.

  4. O tym, czy w danej placówce, wiszą jakieś znaki lub symbole religijne, mogą decydować uczniowie.

    Całkowicie legalnie i zgodnie z prawem! 😛

    Jako ciekawostka podaję.

  5. Kolejny glupiutki tekscik. Najpierw „eksperci” IM nie wiedza czy jest, czy nie ma globalnego ocieplenia, a teraz chca wyeliminowac „przestrzen publiczna”, zeby zlikwidowac niewygodne krzyze. Panowie, jak nie macie nic do powiedzenia na jakis temat, to lepiej nie piszcie…

  6. Panie Ontario Przechera,

    Proszę sobie przeczytać własny komentarz, a następnie zwrócić uwagę na radę zawartą w ostatnim zdaniu – i najlepiej się do niej zastosować. Nie ma potrzeby dla tak bezsensownych postów narażać nastawionej na wolność słowa redakcji strony na rozterki moralne, związane z przepuszczeniem jakiegoś komentarza lub nie.

    Pozdrawiam.

  7. Panowie,

    spokojnie – wycieczki ad persona nie mają tutaj żadnego sensu. Chciałbym tylko zauważyć Drogi Ontario Przechera, że Karol Pogorzelski w swoim tekście wcale nie wypowiada się przeciwko krzyżom w miejscach publicznych. To, że Twoim zdaniem wypowiada się przeciwko jest jedynie Twoją interpretacją (może podświadomie chcesz, żeby ten komentarz miał taką tezę? Zastanów się proszę nad tym :)).

    Pozdrawiam,
    Dominik Jaskulski

  8. Ja tam uważam, że każdy komentarz powinien być przepuszczany, o ile tylko nie zawiera wulgaryzmów. Tak więc rozterki moralne są tu raczej zbędne.

    Pan Ontario Przechera sam wystawia sobie świadectwo swoim formułując trzy banalne nieprawdy w trzech krótkich zdaniach, co jest godne pewnego podziwu.

    Po pierwsze, wcale nie proponuję wyeliminowania przestrzeni publicznej tylko jej ograniczenia a tam gdzie pozostanie zdecentralizowania.

    Po drugie nigdzie nie proponowałem zlikwidowania niewygodnych krzyż, tylko wieszanie ich tam, gdzie życzą sobie tego ludzie – właściciele i użytkownicy szkół, szpitali, itp.

    Po trzecie, Maciej Bitner w swoim ostatnim komentarzu dość niedwuznacznie opowiedział się za istnieniem globalnego ocieplenia i skrytykował libertarian, którzy bezkrytycznie jemu przeczą.

  9. a ja chciałem zwrócić uwagę na inny aspekt sprawy, mianowicie narzędzia, jakimi wszyscy chcą przestrzeń publiczną urządzać. młodych ludzi uczy się demokracji, a jednocześnie podsuwa się im wyroki jakiegoś odległego Trybunału do wykorzystania. a potem dyrektor, który rozważał referendum uczniowskie w tej sprawie, wycofuje się z tego pomysłu i opiera się na ustawach („wyrokach”) równie odległego parlamentu. ludzi uczy się w ten sposób, że taka przepychanka to jest właśnie demokracja. że demokracja opiera się na instytucjach, których administratorzy organizują nam życie, a my mamy demokratycznie się spierać, która z nich ma rację. że ludzie dzielą się na tych, co organizują życie innym zawodowo, i na tych, których życie jest organizowane.

  10. Panie Ontario, rozumiem ze Pana ulubieniec Tomasz T. zna sie na efekcie cierplarnianym i klimacie. Jak Pana boli, ze eksperci IM odzegnuja sie od wyrokowania w sprawach, w ktorych nie sa ekspertami, to niech Pan pojdzie na inne strony robic wpisy uwielbienia dla kogos zamiast obrzucac kogos innego blotem, znajdujac upust swojej frustracji. Lepiej wyrazac milosc niz nienawisc. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *