Bitner: Dlaczego co roku są kłopoty ze służbą zdrowia?

15 stycznia 2010 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 62

Autor: Maciej Bitner

Wersja PDF

W styczniu trudno nie napisać na temat ochrony zdrowia. Nie tylko mając na uwadze zeszłotygodniową aferę z zamknięciem dostępu do nowoczesnych leków na raka, zakończoną żenującą „karą” dla szefa NFZ. Temat służby zdrowia wypełnia serwisy i komentarze ze względu na głośne podpisywanie i negocjowanie kontraktów na kolejny rok, z czym wiążą się strajki, protesty pacjentów i inne gorszące incydenty. Problem wydaje się być bardzo złożony, skoro od początku transformacji co najmniej 2/3 Polaków jest niezadowolonych z funkcjonowania służby zdrowia.

Największa jednak trudność bierze się z patrzenia na system ochrony zdrowia z jego wnętrza, gdzie widać jedynie tysiące nierozwiązywalnych dylematów. Niestety dotychczasowym reformatorom brakowało wyobraźni, albo odwagi, by rozprawić się z najważniejszym źródłem problemu. To zaś leży w funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia na zasadach centralnie planowanego socjalistycznego molocha. Niestety takie określenie jest jak najbardziej na miejscu – nie można inaczej nazwać instytucji, gdzie państwowy usługodawca (szpitale) dostarcza usług na zamówienie państwowego biura (NFZ) za państwowe pieniądze (przymusowa składka). Wyjęty wprost z koszmaru liberała (albo marzenia socjalisty) centralny urząd planowania zdrowia co roku rozdysponowuje pieniądze pomiędzy pacjentów „według potrzeb”.

Niestety taki system społecznej współpracy, jak od najmniej 90 lat przekonują przedstawiciele szkoły austriackiej, nie jest w stanie efektywnie funkcjonować. By rzeczywiście państwowa służba zdrowia zaspokajała potrzeby zdrowotne obywateli musiałoby dojść do spełnienia trzech warunków. Po pierwsze centralny planista i jego zespół musiałby być dobrze zmotywowany do realizacji tego zadania (działać bez zakłóceń związanych z procesem politycznym). Po drugie musiałby posiadać bardzo dobrą wiedzę na temat technologii medycznej. Po trzecie musiałby być w pełni świadomy społecznych potrzeb w zakresie ochrony zdrowia. W praktyce jednak żaden z tych warunków nie jest nawet bliski spełnienia.

Z tego powodu problemu służby zdrowia nie rozwiąże żadna reforma, nawet niby rynkowa, która pozostawia system de facto w rękach centralnego planisty. Co z tego bowiem, że sprywatyzuje się szpitale, jeśli ich klientem nadal nie jest pacjent, lecz NFZ? Z perspektywy pojedynczego chorego państwowy szpital może być nawet lepszy. W odróżnieniu od prywatnej placówki może się bez ograniczeń zadłużać, przez co ma więcej pieniędzy na leczenie, a w razie czego państwo i tak go uratuje. Złamanie monopolu państwowych klinik powinno pójść w parze z usunięciem monopolu po stronie biorcy usług, czyli wprowadzeniem konkurencji na rynku ubezpieczeń zdrowotnych.

Zrozumienie, jak z konieczności funkcjonuje system z jednym podmiotem zamawiającym usługi zdrowotne, jest kluczowe dla wyjaśnienia nieefektywności funkcjonowania służby zdrowia. Nawet jeśli zniknęłyby problemy motywacyjne, a kontrakty zawierałoby się wyłącznie z prywatnymi szpitalami, pod doradztwem najlepszych ekspertów od zdrowia, to i tak nie rozwiązałoby to istoty problemu – czyli tego że decyzje co do rodzaju usług (jakie choroby w pierwszej kolejności leczyć) nie są podejmowane w oparciu o ujawnione preferencje konsumentów. Chociaż prywatny ubezpieczyciel ma podobny problem (też musi „zgadnąć”, jak ludzie chcieliby się leczyć), to w systemie konkurencyjnym istnieje metoda jego rozwiązania. Konsument opieki zdrowotnej wyraża bowiem swoje preferencje poprzez zmianę ubezpieczyciela, w wyniku czego z czasem na rynku pozostają podmioty, które najefektywniej zaspokajają potrzeby chorych. Państwowy system zaś miota się jedynie od ściany do ściany odpowiadając wyłącznie na sygnały o charakterze politycznym (protesty społeczne) – nie ma innej drogi weryfikacji swoich prognoz na temat zakresu potrzebnej obywatelom ochrony zdrowia.

Choć prawdziwy liberał chciałby zapewne w całości pozbyć się państwowej triady finansowanie-zlecenie-wykonanie, w toku dyskusji często przychodzi mu bronić rozwiązania kompromisowego. Taki charakter w kwestii opieki zdrowotnej mają bony zdrowotne, czyli zachowanie państwowego finansowania, ale oddanie w prywatne ręce wykonania usługi oraz decyzji, na jakie choroby spożytkować z konieczności ograniczone środki. System, w którym obywatel mógłby zanieść bon do dowolnie wybranego prywatnego ubezpieczyciela, działałby z pewnością znacznie lepiej niż dzisiejszy socjalistyczny moloch. Co więcej, takie rozwiązanie mogłoby przekonać społeczeństwo, że ochrona zdrowia może być dostarczana również na w pełni wolnym rynku.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Maciej Bitner

Ekonomista, znawca rynków finansowych. Autor licznych artykułów publicystycznych na stronie mises.pl i wykładowca na konferencjach organizowanych przez Instytut Misesa w latach 2005-2013. Obecnie główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

Pozostałe wpisy autora:

62 Komentarze “Bitner: Dlaczego co roku są kłopoty ze służbą zdrowia?

  1. Co da oddanie w prywatne ręce wykonania usługi?
    Bo jeśli „konkurencję” a przez to brak kolejek to znaczy że nic.
    Dzisiaj w prywatnych firmach czeka się do specjalisty nie krócej niż w państwowym szpitalu z 1 prostego powodu – konkurencja nie rozwiąże problemu optymalizaji kosztów w placówce.
    Prosty przykład: jeśli ktoś jechał busem wie że zwykle jest w nim tłok. Czemu skoro jest konkurencja – drugi bus i trzeci? Bo żeby sie opłaciło każdemu z nich to musi zabrać tyle ludzi ile zabiera.
    Podobnie jest z prywatną placówką służby zdrowia. To że sie pójdzie gdzieś indziej to taki sam mit jak to że jak ci sie nie podoba w pracy to się zwolnij – to zwolnij sie 🙂

    O ubezpieczycielach nie chce mi sie nawet wspominać – jeżeli ktoś kiedykolwiek odbierał ubezpieczenie za cokolwiek to wie o czym mowa.

  2. Ciekawy pomysł z tymi bonami, ale wydaje mi się mało realny. Obecny system ochrony zdrowia funkcjonuje trochę jak uzupełnienie systemu emerytalnego. Ludzie pracujący opłacają składkę na leczenie najczęściej emerytów i rencistów, którzy nie opłacają składek. Rozumiem, że w systemie bonów leczenie przysługiwałoby tylko tym, którzy opłaciliby ubezpieczenie zdrowotne (za pomocą bonu). W związku z tym pojawia się pytanie: czy emeryci i renciści otrzymywaliby bony? Jeśli tak, to z jakich środków (przecież nie opłacają składek). Jeśli z podatków, to cały system bonów robi się potworni drogi. Obecne składki byłyby transferowane na ubezpieczenia zdrowotne ludzi pracujących. Ubezpieczenie emerytów i rencistów musiałby zostać opłacone dodatkowo z podatków. Cała operacja miałaby sens, gdyby znacznie zmniejszyć składki zdrowotne a koszty finansowania ochrony zdrowia przerzucić na podatki.

  3. „Dzisiaj w prywatnych firmach czeka się do specjalisty nie krócej niż w państwowym szpitalu ”

    czyli w państwowej służbie zdrowia nie ma kolejek. napewno piszesz o polsce?

    co do autobusów to możesz sobie zamówić na wyłączność i nie będziesz mieć tłoku.

    czy w prywatnej firmie nie zależy na sprzedawaniu towaru po jak najniższych kosztach? to się właśnie nazywa optymalizacja kosztów.

  4. “Dzisiaj w prywatnych firmach czeka się do specjalisty nie krócej niż w państwowym szpitalu ” – to zdanie oznacza że w prywatnej sie tak samo czeka nawet miesiąc do specjalisty; mysle że odwrotne zrozumienie wynika z silnego przeświadczenia że w prywanej służbie zdrowia nie ma kolejek ale życie pokazuje że są nie mniejsze
    Miałeś kiedykolwiek prywatne ubezpieczenie?

    „czy w prywatnej firmie nie zależy na sprzedawaniu towaru po jak najniższych kosztach?”

    Czy nie mylisz kosztów z ceną usługi? Warto pomyslec co tu jest kosztem i dla kogo…

    Poza tym jak napisano w artrykule płatnikiem pozostaje państwo więc przy takich samych nakładach od mieszania herbata się słodsza nie zrobi…

    Po najniszych kosztach właśnie busy jeżdżą – im więcej osób weźmie tym sie za paliwo zwróci szybciej i więcej zarobi

  5. W systemie bonów bony opłaca się z podatków. Ponieważ przekonuję, że system ten byłby pod każdym względem lepszy od obecnego (nie znaczy to, że w ogóle najlepszy), bony otrzymywaliby wszyscy – tak jak teraz wszyscy korzystają z bezpłatnej opieki zdrowotnej (ew. jeśli nie wszyscy, to ci, którzy dziś mają takie prawo).
    Całkowita suma składek (dziś ok. 50 mld zł) może pozostać na niezmienionym poziomie, choć można też (dla celów politycznych) trochę ją podnieść, bo ludzie korzystający dotąd wyłącznie z prywatnej opieki zdrowotnej i tak znacznie na tym skorzystają – nie będą musieli dwa razy płacić.
    Pozostaje problem jak dzielić bony. To już jest bardziej etyka niż ekonomia. By zachować dotychczasowy zakres usług dla każdego, trzeba wyraźnie zróżnicować świadczenia. Ponieważ stawka ubezpieczenia rośnie wraz z wiekiem, tak też powinna rosnąć kwota bonu. Oczywiście muszą być jakieś granice tego wzrostu – np. 1/3 całości składek nie może iść na 90 latków, którzy dzięki temu będą się leczyć za darmo.
    Oczywiście pozostaje jeszcze problem płacenia za leki. To powinni rozwiązać ubezpieczyciele – za drogie płacą oni, aspirynę pacjent kupuje sam. W całej reformie ważne jest to, by ludzie od razu odczuli poprawę, a nie tylko wzrost kosztów, stąd propozycja podniesienia składki. Pamiętać jeszcze należy, że w systemie tkwi ogromny potencjał ekonomii skali, który teraz w ogóle nie jest wykorzystywany (prywatne placówki są bardzo małe). Szpital na usługach NFZ nie może przynosić zbyt wysokich zysków, bo za rok dostanie mniejszy kontrakt. W takim systemie nie powstają wielkie przedsięwzięcia – dobre wzorce zarządzanie nie rozprzestrzeniają się po kraju.

  6. „System, w którym obywatel mógłby zanieść bon do dowolnie wybranego prywatnego ubezpieczyciela, działałby z pewnością znacznie lepiej niż dzisiejszy socjalistyczny moloch”

    Ja takiej pewności nie mam. Wszystko zależy od podejścia do fetyszu konkurencji – jednych to podnieca innych nie. Można założyć że socjalistyczne jest zle; ja mogłe założyć ze kapitalistyczne jest złe i wyniknie z tego tylko ideologiczny bełkot.

    A mertorycznie patrząc można zauważyć pewne problemy – wspomniane przeze mnie busy wskazują ze konkurencja nie równa się brak tłoku, a pozatym byłem w USA, by tam pojechać trzeba bylo wykupic prywatne ubezpieczenie i widziałem jakie problemy są z dostepem do opieki medycznej. Szpitalowi nie chce sie żreć z ubezpieczalnią o $100 – a to tylko jeden z problemów.

    Największą zaletą państwowej ubezpieczalni jest fakt, że system taki jest wrażliwy na opinię społeczną.

    Prywatna firma zawsze będzie dążyć do tego aby nie wydawać tego co jej sie udało zagarnąć i szukać powodów by nie leczyc kosztowniejszych chorób. (por. prywatne spółki zarządzające autostradą i naprawy).

    W państwowym systemie ubezpieczeń jeśli takie rzyeczy się dzieją to po wyjściu na jaw od razu sytuacja sie zmienia. Wystarczy wsponiec ostatni wyskok min. kopacz która kombinowała przy leczeniu raka i jak tylko wyszło na jaw dobry Tusek ją ustawił do pionu.

    Czy tez skandal jaki wybuchł gdy sie okazało ze szpital wysyłał R-ki do wożenia ludzi do sanatorium bo mu się lepiej opłaciło niż ratowanie ludzi.

    Pacjent jest tylko czasem dobrym klientem i vice versa.

  7. P.S
    „Szpital na usługach NFZ nie może przynosić zbyt wysokich zysków, bo za rok dostanie mniejszy kontrakt.”

    Chyba oczywiste że jak szpitalowi zostaje kasy to dostanei minejszy kontrekt – wtedy inny dostanie wiekszy.

  8. Witam. A ja nieco od innej strony. CO sądzicie o
    firmie [REKLAMA] działającej na polskim rynku
    usług medycznych we współpracy z [REKLAMA]. System skonstruowany na zasadzie MLM (marketing wielopoziomowy). Wersja ekspresowa tłumaczenia-wykupujesz pakiet w cenie 80-300zł/mies. i masz z pewien ustalony zakres usług prywatnej opieki medycznej. Za każdą osobę, która skorzysta z Twojego polecenia takiej opcji masz 20% kwoty pakietu jaki wybiera ta osoba plus % z tzw struktury,czyli grupy, którą utworzysz. Co nie jest wymagane,ale logiczne, bo skądś klienci się biorą, żeby system mógł zaistnieć i okazać się rentowny,opłacalny w praktyce. [REKLAMA]

    ps pracuję nad załozeniem bractwa piwnego.Ożywianie społeczności lokalnej,pokazanie ludziom , że bez państwa lepiej,zdrowiej i smaczniej. Zero akcyzy,podatków,HAACPów,etykiet o szkodliwości i innych socgadżetów. Zapraszam wszystkich zainteresowanych konkretami i pomocą.
    Współpraca: Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego, Sosnowiecki UPR,Dąbrowski i ludzie dobrej woli 😉

    [POST ZOSTAŁ EDYTOWANY PRZEZ ZESPÓŁ REDAKCYJNY MISES.PL – ZAINTERESOWANYCH REKLAMĄ NA PORTALU ZAPRASZAMY DO KONTAKTU Z REDAKCJĄ I WYKUPIENIA MIEJSCA NA BANER]

  9. „Chyba oczywiste że jak szpitalowi zostaje kasy to dostanei minejszy kontrekt – wtedy inny dostanie wiekszy.”

    No… i w tym cały problem? Że w działaniach obecnych menedżerów szpitali nie ma czegoś takiego jak dbanie o budżet, bo jak sam potwierdziłeś – nie warto, bo jak zadbają o budżet swojej jednostki to dostaną mniej. Mam wrażenie, że odwracasz kota ogonem i nie widzisz absurdów jakie wypisujesz 🙂

  10. Szpital nie jest po to by przynosić zyski tylko po to by leczyć.
    ” zakład opieki zdrowotnej jest wyodrębnionym organizacyjnie zespołem osób i środków majątkowych utworzonym i utrzymywanym w celu udzielania świadczeń zdrowotnych i promocji zdrowia”

    Zresztą pieniądzie nie podziewają sie byle gdzie nikt ich nie wydaje na krzywy ryj – wszystko jest zaksiegowane na jakie zabiegi na jakie leki ile komu kiedy itd.
    Przyjrzałbym się też na twoim miejscu z jakich pieniędzy szpital leczy, z jakich się remontuje, z jakich wypłaca wypłaty itd…

    Absurd to trakotwanie szpitala jak jakieś firmy – że są menedżerowie itp.

  11. Ja nie napisałem, że szpital musi przynosić jakieś wielkie zyski – jednak w działaniu każdego podmiotu na rynku, jakiekolwiek usługi by oferował, musimy brać pod uwagę rachunek ekonomiczny. Rachunek ekonomiczny i odpowiedzialne zarządzanie finansami nie jest równoznaczne z podążaniem tylko za zyskiem. Nie może być jednak tak, że system nie nagradza gospodarności dyrektorów poszczególnych jednostek (gospodarność to także lepsze usługi dla pacjentów).

    Masz strasznie zideologizowane podejście – dlaczego „coś”, co racjonalizuje swoje koszty i przychody musi być „krwiożerczym kapitalizmem” – bo mam wrażenie, że tak to widzisz 🙂 Nawet państwowa firma musi racjonalizować przychody i koszty.

    Proponuje wrócić do tematu bonów, o których pisał Maciek – bo to ciekawy pomysł, nierynkowy – ale nieco urynkawiający obecny system i wprowadzający do niego więcej odpowiedzialności (po stronie kierujących szpitalami i przychodniami).

  12. całe 6. napisałem o bonach i problemach z prywatnym ubezpieczycielem wziętych z prawdziewgo życia.
    Poza tym ja nie widze żadnej poprawy dzięki temu – za te same pieniądze prywatny ubezpieczyciel nie wykona więcej usług co państwowy. (chyba że ktoś z góry zakłada ze państwowe jest gorsze)

    A po drugie przytoczyłem problemy, które w państwowym systemie są rozwiązywane dzięki wrażliwości tegoż systemu na społeczne bodźce, a których konkurencja nie rozwiąże co też widać z życia (por. prywatne spółki zarządzające autostradą, busy itp.)

    jeśli chodzi o sam szpital to on jak dostaje pieniądze na określone usługi (od NFZ) to je wykonuje – dostaje pieniadze na remont (od powiatu) – to sie remontuje;
    Tyle co do szpitala – nie ma za zadanie zarabiać bo nie ma na czym zarabiać.

    Tak trąbisz o „menedżerach” szpitala że ja z kolei mam wrażenie że nigdy nigdzie nie pracowałeś.

  13. Ten 🙂 to jakiś kosmita.
    Nie wiem jak na twojej planecie ufoludku, ale u mnie na przykład busy jeżdżą co 30 minut i to punktualnie. W busie wszyscy siedzą (niektórzy zapinają pasy) bo nikt nie lubi ryzykować zdrowia. Bilet kosztuje tyle co autobusowy, ale mógłby kosztować jeszcze mniej gdyby menadżer nie musiał płacić ZUSu ani kupować licencji. Kierowcy są uprzejmi a klienci zadowoleni. Co najlepsze, kiedy nie używam busa to nie płacę – za autobusy miejskie płacę w podatkach choć ich nie potrzebuję.

    Bardzo dobrego przykładu się uczepiłeś. Jak dla mnie idealnie obrazuje różnicę między państwowym molochem a wolnym przedsiębiorcą. Mam wszelkie podstawy twierdzić, że mechanizmy z tego przykładu zadziałają w szpitalach i gdziekolwiek indziej.

    A na twojej planecie jak to jest? Wasz rząd wyznacza urzędasa aby ten z kolei przewidział czego zwykły ufoludek będzie potrzebował. I udaje mu się? Urzędas bezbłędnie ocenia indywidualną sytuację każdego z was, przewiduje czego potrzebujecie i czego będziecie potrzebować? Zrzucacie się wszyscy do jednego worka, przekazujecie go urzędasowi a on wie najlepiej jak rozdzielić pieniądze. Wierzycie mu że ich nie rozkradnie? Wierzycie, że on wie lepiej od was jak się leczyć, na co, jakim sprzętem i za jaką cenę?

    Nie dziw się memu zdumieniu. U nas na Ziemi to po prostu nie działa, nigdy nie działało. Ludzie czują, że są wolnymi istotami i nie cierpią gdy im się tę wolność zabiera. Mówię o wolności decydowania o sobie, wolności wyboru, wolności słowa, posiadania własności i nią wolnego dysponowania.

    Macie choć jedną z tych wolności na waszej planecie?

  14. Bony to dobry pomysł, ponieważ przekierowuje strumień publicznych pieniędzy w stronę racjonalnych przedsięwzięć. Połączony z koszykiem usług jest w zasadzie jedynym sposobem na wypłacalność i długoterminowe działanie służby zdrowia. Można nie chcieć publicznej służby zdrowia jako takiej – ale to już inna sprawa. Natomiast „oddanie” podatków obywatelowi jest jak najbardziej sensowne i zdecydowanie poprawi sytuację. Politycznie jednak trudne – ponieważ oznacza radykalne uszczuplenie czapy administracyjnej np. w szpitalach. Nie wspominając o NFZ.

  15. ad 13) mialem ma mysli busy kursujące miedzy miastami na krótkie odległości 45 – 80 km, zresztą to tylko przykład.

    Widze tu charakterystyczne cechy wypowiedzi – obrażanie, kpina – te argumenty przydają racji właśnie mnie. Plus bredzenie o wolności – wyborne. Typowe wolnorynkowe sekciarstwo – wróć do realu!

    Jeśli chcesz kogoś przekonać do swoich racji to odnieś się do merytorycznych argumentów. Przekoanie o tym że coś jest z góry dobre albo z gruntu złe wiedzie na manowce.

    Na stwierdzenie ze prywatne ZAWSZE jest lepsze wystatczy podać kontrprzykład i dla racjonalnego człowieka już jest ono obalone.

    Naucz sie studencie jakiegoś zawodu i idź do pracy to wtedy pogadamy. Ciekawe, że charaktrystyczną cechą wszystkich tych liberalnych think tanków jest uważanie wszystkich innych za debili. Jesli tak chcecie przekonywać do włąsnych racji to powodzenia. Ale ja widze jako waszą przyszłość tylko podniecanie sie sobą w gronie wzajemnej adoracji 🙂

  16. Z busami to oczywiście zupełnie nietrafiony przykład.

    Kilka osób z mojej rodziny korzysta z busa prywatnego na trasie ok. 100 km.

    Jest dużo szybciej, dużo punktualniej i zawsze na kilka godzin wcześniej można telefonicznie zamówić miejsce siedzące

  17. ja też jeżdże prywatną linią na większe odległości i nie jest to dla mnie argument że prywatne zawsze jest lepsze
    przykład zatłoczonych busów kursująych zwylke między miastem wojewódzkim a mniejszymi tylko pokazuje że konkurencja to nie jest argument
    wszyscy ubezpieczyciele by zarobić musieliby robić to samo
    jeżeli już dzisiaj jak napisałem w prywatnej opiece medyucznej są takie same kolejki jak w państwowej
    ekonomia skali nie ma tu nic do rzeczy – kolejki nie zmniejszą sie dlatego że światło się będzie rozkładało na więcej kilentów

  18. ad 🙂
    Może kolejki są m. in. dlatego, że państwo przeszkadza w zwiększaniu podaży pewnych usług (podatki, licencjonowanie etc.)?

  19. ad 22.
    Jak najbardziej godzien, jeśli go się potraktuje jako skrót myślowy. Rozwijam dla dociekliwych:
    Jeśli przyjmiemy, że prywatne firmy transportowe nie mogą dostarczyć usług transportowych na takim poziomie, jakiego oczekują konsumenci (jest za duży tłok)i że państwo zapewniłoby te same usługi na lepszym poziomie, to możemy też przyjąć, że państwo lepiej by się sprawdziło np. w pieczeniu chleba. I na takim założeniu opierał się system totalnego upaństwowienia gospodarki w latach 1945-1989 w Polsce.
    Ja bym jednak tego ślepo nie zakładał, tylko wyjaśnił racjonalnie powód, dla którego prywatnym operatorom linii autobusowych nie opłacają się kursy autobusów niezatłoczonych. Otóż wyjaśnienie jest proste: konsumenci-pasażerowie są z takich właśnie usług zadowoleni, a innych by nie kupili. Są gotowi płacić 2 zł za przejazd w tłoku, a nie są gotowi płacić 4 zł za przejazd w autobusie luźnym. Przyczyna? Prawdopodobnie są za biedni i wyżej sobie cenią zaoszczędzone 2 zł od wygody podróży.
    Świadectwem empirycznym niech będzie spostrzeżenie, że np. w Indiach warunki podróży autobusami są jeszcze gorsze niż na trasie Warszawa-Karczew itp. Bo tam ludzie są jeszcze biedniejsi i takiej właśnie usługi potrzebują – skrojonej na ich możliwości finansowe.
    Oczywiście najchętniej ludzie by jeździli luźnymi autobusami za 2 zł. To jednak wiązałoby się z koniecznością dopłacenia za usługę przez kogoś innego (nie-pasażerów), np. św. Mikołaja albo państwo, czyli podatników. Być może Pan, Panie :), uważa, że ktoś powinien dopłacać do Pana wycieczek za miasto. Ja tak nie uważam.
    Czy teraz argument jest godzien instytutu?

  20. Witam
    Pozwolę sobie na podstawie własnego doświadczenia skomentować powyższe opinie nt. tzw. służby zdrowia. Primo, szpital dobrze zarządzany niekoniecznie musi być dobry dla pacjenta. Najczęściej polega to na:
    1. nie przyjmuje lub szybko pozbywa się tych pacjentów, których leczenie jest nisko refundowane przez fundusz.
    2. likwiduje oddziały lub poradnie o nisko refundowanych usługach lub zawyżonych wymaganiach.
    3. posiada dobrą lokalizację np. sąsiadujące spokojne dzielnice mieszkaniowe zamieszkałe przez młodych zdrowych ludzi.
    4. posiada duże dofinansowanie od właściciela np. samorządu np. jedyny szpital w powiecie.
    5. dyrektor różnymi sposobami zmusza lekarzy aby przestrzegali limitów świadczeń bez względu na konsekwencje dla pacjentów
    6. wiele innych w tym np.różnego rodzaje sztuczki przy księgowaniu usług, kierowaniu pacjentów, stawianiu rozpoznań. Nawet poprawa funkcjonowania pogotowia ratunkowego w rejonie szpitala może się negatywnie odbić na jego finansach, bo szybko dowozi pobitych pijaków, najczęściej nieubezpieczonych, a wymagających kosztownej diagnostyki.
    Jak NFZ oszczędza na pacjentach:
    1.zaniża wartość kontraktowanych usług.
    2.obniża limity kontraktowanych usług i to często bardzo podstępnie np. dla oddz. ginekologiczno-położniczego obniża się liczbę zakontraktowanych operacji ginekologicznych, a podnosi się liczbę zabiegów położniczych, za które i tak NFZ musiałby zapłacić jako ratujących życie, tak że wysokość kontraktu dla mediów pozostaje ta sama ale w rzeczywistości szpital dostanie mniej pieniędzy.
    3.podnosi się wymagania dotyczące świadczonych usług zmuszając szpital do likwidacji poradni lub oddziału np. zatrudnienia w poradni psychiatrii dziecięcej psychiatry dziecięcego (pozornie wymaganie zasadne, tylko że jest to rzadka specjalizacja i porad w tym zakresie najczęściej udzielali psychiatrzy „ogólni” posiadając czasem duże doświadczenie w tej dziedzinie i oni faktycznie dalej leczą dzieci tylko, że już za pieniądze w swoich prywatnych gabinetach), wysokich wymagań dotyczących sprzętu lub ilości wykonywanych badań, na wschód od Wisły nie ma chyba żadnego laboratorium, które spełniałoby normy funduszu do zawarcia kontraktu na badania przesiewowe raka szyjki macicy(tutaj sami kontrolerzy funduszu naginają te wymagania bo się zorientowali, że program by wcale nie ruszył, a zaangażowały się w niego media)
    5.Obniżanie kontraktów z prywatnymi świadczeniodawcami i faktyczne zablokowanie podpisywania umów z nowo powstałymi prywatnymi jednostkami.
    6.Refundacja niektórych leków tylko w niektórych jednostkach chorobowych,czasem nawet specjalnie stworzonych do tego celu np. schizofrenia lekooporna u młodych ludzi.
    7.Refundacja leczenia dopiero po poddaniu się uciążliwemu i niebezpiecznemu badaniu np. leczenie infekcji HCV tylko po biopsji wątroby.
    CDN.

  21. najlepiej jak widze dyskutuje się ze samym sobą
    Gdzie napisałem że usługi transportowe powinny być pańśtwowe. Przyjąć można wszystko i potem sobie pisać nawet o tym referaty.

  22. Z czego to wynika
    1.brak pieniędzy.
    2.polityka.
    Ad.1 Nie wszyscy płacą składkę ubezpieczeniową, jeszcze mniej płaci ją w ustawowej wysokości.Jej bezwzględna wartość jest też niewysoka, biorąc pod uwagę rzeczywiste skromne w porównaniu z zachodem Europy zarobki Polaków. Leki, aparatura, odczynniki i itd. kosztuje u nas w zasadzie tyle samo co tam, a NFZ ma na to nawet 10x mniej pieniędzy.
    Ad.2 Rządzący nie zgodzą się wprowadzić bony – stałyby się szybko papierem bez pokrycia. Tak samo realny koszyk świadczeń gwarantowanych. Tylko, że wówczas stałoby się dla wszystkich jasne, kto za to odpowiada i konflikt pacjent – lekarz zmienił by się na pacjent – urzędnik lub pacjent – polityk. W chwili obecnej, większości obywateli wydaje się, że to lekarze celowo utrudniają dostęp do usług aby napchać sobie kieszenie w prywatnych gabinetach, a to jest skutek, a nie przyczyna obecnej sytuacji. Pieniędzy jest po prostu za mało. Sytuacja ze Służbą Zdrowia jest analogiczna do problemu zaopatrzenia w mięso w PRL. Były wówczas trzy możliwości: stać w kolejkach i jeść mięso, kupić drogo na czarnym rynku i nie jeść mięsa wcale. Była jeszcze czwarta możliwość: zaprzedać się władzy. Wprowadzono kartki na mięso, a i tak się okazało, że jest go za mało. To samo by było z bonami na leczenie. Sytuacja dopiero poprawiła się po zmianie ustrojowej. Mięsa jest w bród ale wszyscy muszą za nie płacić.
    Swego czasu zapoznałem się z dokumentami z negocjacji pomiędzy PIS i PO po wyborach do sejmu poprzedniej kadencji i w dziedzinie ochrony zdrowia różnice pomiędzy oboma partiami były kosmetyczne, dlatego nie należy się spodziewać żadnych rewolucyjnych zmian w tej dziedzinie.
    W-g mnie żadne rewolucyjne zmiany też nie są potrzebne aby stworzyć może nie idealną ale w miarę porządnie działającą ochronę zdrowia. Przede wszystkim składkę w pełnej wysokości powinna płacić jak największa liczba obywateli. Wszelkie grzywny i kary pieniężne szczególnie za spowodowanie po pijanemu szkody na zdrowiu i to bez względu na to cudzym czy własnym, powinny zasilać NFZ, bony mogą być ale tylko z realnym koszykiem świadczeń(tak jak pełna wymienialność pieniądza), pełna odpowiedzialność właścicieli państwowych szpitali za ich długi, częściowa nawet symboliczna odpłatność za usługi medyczne np. pierwsza wizyta w miesiącu u lekarza rodzinnego za darmo każda następna 5zł, pokrycie kosztów wyżywienia w czasie pobytu w szpitalu itd.Zmiany organizacyjne np. refundacja usług lekarzom rodzinnym od ilości wizyt, a nie od zarejestrowanych dusz,( obecnie lekarzom rodzinnym nie opłaca się leczyć, tylko kierować do specjalistów, a ponieważ tych nie ma w dostatecznej ilości to pacjenci leczą się prywatnie) itd. Wszystkich koniecznych zmian nie sposób tu wypisać. Na koniec pragnę podkreślić, że pełna prywatyzacja przy obecnym sposobie finansowania i niedoborze środków nic nie zmieni. Zwiększenie liczby firm ubezpieczeniowych również nie musi stworzyć idealnej sytuacji(patrz USA). Dlatego uważam, że obecny system z wymienionymi wyżej zmianami i uzupełniony sektorem prywatnym również ubezpieczeniowym mógłby zapewnić ochronę zdrowia na zadowalającym poziomie. Z obowiązkowych składek, według mnie nie można zrezygnować przede wszystkim ze względów humanitarnych. Pozdrowienia Mergiel

  23. To prawda – tylko zwiększenie składki jest rozwiązaniem.
    Od początku pisze że za te same pieniądze prywatny system nie wykona więcej świadczeń. Nawet mniej bo po 1 będzie chciał zarobić a po 2gie nie będzie się chciał zadłużać.

  24. Ad 25 Ok, rozumiem, że chodzi o to, iż konkurencja nie jest doskonała. Co do tego zgoda. Świat w ogóle nie jest doskonały.
    Rzeczywiście nie napisałeś, że usługi transportowe mają być państwowe, ale z zestawienia Twoich wypowiedzi można wywnioskować, że masz jakąś lepszą propozycję niż wolny rynek. Poproszę więc o kropkę nad „i” dla mało pojętnego dyskutanta: na czym właściwie polega ta propozycja. Składki na autobusy? A na służbę zdrowia jakie składki? Tak konkretnie w procentach lub kwotach.

  25. Lepiej dyskutować z wypowiedziami niż z tym co można wywnioskować z ich zestawienia, zwłaszcza że odnoszą się do tematu bonów a nie autobusów które są tylko przykładem.

    Skoro więc konkurencja nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów to odsyłam ponownie do 6. i 7. bo o tym cały czas mówie.

  26. Jest jeszcze jeden powszechny mit na temat ochrony zdrowia. Mianowicie chodzi o przeszczepy. Dlaczego w Polska jest w tej dziedzinie na końcu wśród wysoko rozwiniętych krajów. Powszechnie mówi się, że to wina świadomości społecznej. Ale świadomość społeczna przeciętnego Polaka nie różni się od tejże u Hiszpana czy Włocha, a tam pobiera się znacznie więcej przeszczepów. Jak zwykle chodzi o pieniądze.W Polsce transplantologia opiera się na pracy kilkudziesięciu entuzjastów tej dziedziny. Nie zapewnia ona im odpowiednich do ponoszonej odpowiedzialności i kwalifikacji dochodów. Jak łatwo to zniszczyć to przekonali się Polacy po akcjach Ziobry, które niemalże z dnia na dzień zahamowały Polską transplantologię. Po prostu doktorzy zaczęli czytać przepisy, a tam jest napisane, że nie wystarczy zbadać dawcę,sprawdzić w Poltransplacie czy nie wyraził sprzeciwu ale trzeba jeszcze zebrać wywiad czy nie wyrażał tego sprzeciwu przy świadkach ustnie lub na piśmie, trzeba wypytać rodzinę o narkotyki, choroby, o jego życie seksualne, ilu miał partnerów, czy stałych, był homo czy hetero? Sprawy dotyczące chorób, zachowań seksualnych i narkotyków są oczywiście bardzo ważne dla bezpieczeństwa biorcy, tylko kto to ma zbierać ten wywiad? Kto ma wypełniać setki formularzy? Lekarz, którego jeszcze czeka ciężka operacja i rozwiązywanie wielu innych problemów? Muszą to być ludzie na odpowiednim poziomie, przeszkoleni i aktywni całą dobę w większych szpitalach na terenie całej Polski. Tak jak to jest np. w Hiszpanii. To wszystko kosztuje, ale ich działalność spowodowała by znaczny wzrost liczby dawców.
    Dobrze to czy źle? Dla pacjentów dobrze, dla NFZ źle bo więcej dawców to więcej przeszczepów i więcej wydanych pieniędzy. Prościej jest mówić, że to społeczeństwo jest ciemne. Inną ściśle powiązaną z tym sprawą jest problem odpowiedzialności karnej lekarzy za tzw. błędy w sztuce lekarskiej. Żadne stosowane przy pobieraniu środki zapobiegawcze nie dają stuprocentowej pewności bezpieczeństwa biorcy, a za wszystko odpowiada lekarz prowadzący procedurę i jeżeli on widzi w mediach, że jego kolegę aresztowano i traktuje się tak jak by on celowo wszczepił temu pacjentowi nowotwór lub żółtaczkę, to zmusza go to do myślenia, czy faktycznie warto za te 300 czy 1000zł nie spać w nocy, trudzić się i ryzykować? Jeszcze inną sprawą ( ale już w skrócie)jest tzw. walka z rozprzestrzenianiem się chorób zakaźnych, w imię tzw. swobód obywatelskich zrezygnowano z przymusowego obowiązku leczenia gruźlicy, kto na tym zyskał? Na pewno nie społeczeństwo, rezerwuary tego groźnego i często śmiertelnego zarazka chodzą po ulicach.
    Piszę o tym wszystkim aby zwrócić uwagę czytelników tego bardzo cenionego przeze mnie portalu ekonomicznego, na złożoność problematyki ochrony zdrowia. W której aby osiągnąć dobre w skali społeczeństwa wyniki nie wystarczy aby stosować proste zasady ekonomiczne. Nawiązując tutaj do J.F.Nash można powiedzieć, że w ochronie zdrowia nie wystarczy aby jednostka robiła to co jest dobre dla niej, ale żeby robiła to co jest dobre dla niej i dla ogółu.

  27. Ad 29
    Twoje wypowiedzi nie odnoszą się tylko do bonów. Dyskutuję z wypowiedziami, których integralną warstwą semantyczną jest kontekst. Jeśli podajesz jakiś przykład, to nie ma powodu, żebym ten przykład uważał za nieistotny. Zresztą i bez przykładu Twoja wypowiedź jest dość kategoryczna:
    „Prywatna firma zawsze będzie dążyć do tego aby nie wydawać tego co jej sie udało zagarnąć i szukać powodów by nie leczyc kosztowniejszych chorób”.
    Wobec tego stwierdzenia muszę zadać pytania:
    1. Dlaczego w ogóle prywatne firmy działają, w szczególności firmy medyczne? Skąd się biorą ich klienci? Po co ktoś ubezpieczony w ZUS korzysta z usług prywatnej przychodni (znam wiele takich osób)?
    2. Jeśli prywatna firma „dąży do tego, aby nie wydawać tego, co jej sie udało zagarnąć”, to po zarobieniu pierwszych 100 zł powinna znikać z rynku. Dlaczego nie znika?
    3. Czy jest jakaś istotna różnica w funkcjonowaniu supermarketu spożywczego i szpitala jako organizacji świadczących niezbędne do życia usługi? Jeśli tak, to na czym ona polega?

  28. 1. Z prywatnej przychodni czy prywatnego ubezpieczenia – bo z prywatnej przychodni to i ja korzystam.

    2. Może chce zarobić drugie 100 zł. Myśle ze takie kategoryczne zdanie ma każdy kto wie jak działa rynek ubezpieczeń i po co się tam zatrudnia statystyków.

    3. Real real i jeszcze raz real – teoretyczny onanizm niczego nie wnosi. Różnica jest taka że sklep to nie szpital. KOŃ JAKI JEST KAŻDY WIDZI czy trzeba go opisywać? Nie dyskutuje z dziecinną erystyką bo nie warto.

    Równie dobrze mogę powiedziec jaka jest różnica między sercem a zegarkiem skoro jedno i drugie bije.

  29. P.S ale widze że do liberalnych m\yślicieli trzeba jak JKM:

    to odpowiadam na 3cie:

    Idź sie połóż do sklepu jak jesteś chory albo idź sie najejść do szpitala 🙂

  30. Prywatny świadczeniodawca zawsze będzie tak selekcjonował pacjentów aby mieć z tego wymierne korzyści. W Polsce z prywatnych jedynie lekarze rodzinni przyjmują jak leci,bo wynika to z ustawy ale i tak szybko pozbywają się zbyt czasochłonnych i wymagających badań dodatkowych pacjentów, chociaż ich kwalifikacje są wystarczające aby ich leczyć.To na płatniku (ubezpieczycielu) oraz władzy państwowej spoczywa obowiązek aby tak złagodzić rynkowe reguły gry aby skłonić prywaciarza czy państwowca do określonych zachowań. Z mojego doświadczenia wynika, że szpital odeśle pacjenta przynoszącego straty jeżeli ma taką możliwość. Te szpitale, które nie odsyłały mają teraz długi, w tym roku będzie to bardziej widać, bo wiadomo już, że NFZ nie płaci za nadwykonania.
    Pozdrowienia Mergiel

  31. Tylko że prywatny ubezpieczyciel – o czym mówie – działa na takiej zasadzie jak kasyno, dom maklerski czy bukmacher. W ostatecznym rozrachunku ma wygrywać – zatrudniają armie statystyków nie po to zeby było fajnie tylko w konkretnym celu.
    Bony to prywatni ubezpieczyciele – jestem pewien że nie chcieli by leczyć chorych np.na raka bo i tak umrą i już więcej składek za nich państwo nie zapłaci – a leczenie jest drogie. To SPOŁECZEŃSTWO powinno decydować a nie firmy żądne zysków kogo należy leczyć bo to ONO płaci. Jedyna możliwość to system który jest wrażliwy na bodźce społeczeństwa czyli państwowy a prywatyzując rynwk ubezpieczeń Państwo zrzuca z siebie cieżar tej odpowiedzialności. To może tylko pasować ludziom którzy mają w tym interes albo takim właśnie jak tu studentom którzy nie mogąc złożoności problemów rozumem – wybierają zasadę nic nie trzeba robić ani myśleć bo wolny rynek wszystko załatwi.

  32. Prywatni ubezpieczyciele… leczyć chorych na raka,bo i tak umrą i już więcej składek za nich państwo nie zapłaci…
    Wydaje mi się, że to nieporozumienie. Ja prywatne ubezpieczenie rozumiem w ten sposób: umawiam się z prywatnym ubezpieczycielem na dwie kwoty: składkę i koszt leczenia. Sam płacę składkę, a firma w razie mojej choroby opłaci moje leczenie do określonej w umowie kwoty. Państwo ustala ogólne warunki i pilnuje aby obie strony wywiązały się z umowy, tak jak w OC samochodowym. Jeżeli państwo będzie tu pośredniczyć to wyjdzie taka sama kicha jak z OFE. Państwo zapewnia ochronę w razie bankructwa firmy. Takie ubezpieczenie nie zastąpi jednak systemu państwowych ubezpieczeń wzajemnych, samochód można zezłomować lub sprzedać ale za coś trzeba leczyć ludzi o niskich dochodach, których nie będzie stać na typowe ubezpieczenie z oceną ryzyka itd. Uważam, że ludzkość stać na to i są sposoby aby to dobrze zorganizować, a nie odwoływać się do mechanizmów prosto z dżungli.

  33. Ad 32
    Brawo!
    Dla ułatwienia dodam, że nie próbowałem dyskutować, tylko zadałem pytania.

    Ad 33
    Dzięki za wskazówkę. Jeśli uważasz się za przedstawiciela SPOŁECZEŃSTWA, to zdecydowanie nie życzę sobie, żeby takie SPOŁECZEŃSTWO decydowało o moim leczeniu lub nie leczeniu.
    Tym bardziej nie życzę sobie, żeby ONO płaciło, albo wymagało ode mnie płacenia za jakiekolwiek usługi. Przy okazji bardzo proszę o adres SPOŁECZEŃSTWA, bo chciałbym mu to osobiście zakomunikować.
    I jeszcze raz: Brawo!

  34. ad 36.
    Sam płacę składkę, a firma w razie mojej choroby opłaci moje leczenie do określonej w umowie kwoty.

    Jak choroba przekroczy kwote a nie możesz pracować – to masz umrzeć?

    Wprawdzie państowe nakłady też nie są nieskończone ale problem w tym czy prywatnemu ubezpieczycielowi będzie się opłaciło zapewnić koszt leczenia przynajmniej taki jaki zapewnia państwowy.

    Ten ostatni ma taką przewagę że nie musi zarabiać co przy nie zmienionych nakładach na opiekę zdrowotną (ceteris paribus itd.) przemawia na korzyść państwowego.

    Oraz taką że pieniądze dostaje z budżetu od wszystkich i na wszystkich. Państo może zwiększać składkę, moze przeznaczyć na ochronę zdrowia inne środki, w róznych sytuacjach może elastycznie reagować, jesli tylko ochrona zdrowia jest dobrem publicznym.

    Umawianie sie na określony koszt pociąga za sobą określoną wysokość składki – patrząc na dzisiejsze stawki dla przeciętnej rodziny np. w Medicoverze nie są to pieniądze na którą byłoby ją stać – a warto też spojrzeć na zakres usług.

    Jaki koszt ponosi ubezpieczyciel wobec kogoś kto musi chodzić w kółko na dializy? Taki ktos musi ponosić w składce przynajmniej koszt takiej dializy albo ubezpieczyciel sie go pozbędzie – w którymś z następnych artykułów wolnorynkowi mądrale narzekają na system w USA że jest niewydolny m.in. dlatego że firma nie może odmówić ubezpieczenia – no jasne jak ludzie będą szybiej umierać na 100% będziemy zdrowszym spoleczeństwem. jak widać taki cyrk jak jest tam to jeszcze mało pazernym kapitalistom

    Leczenie niektórych chorób jest bardzo drogie. Zwłaszcza przewlekłych – czy ktoś taki nie mając wysokich dochodów ma sie zgłosić od razu do hospicjum kościelnego?

    Co do cywilizowanych sposobów to póki ludzkość nei wymyśliła jeszcze tych sposobów lepiej się trzymać państwowego i sypnąć jeszcze groszem niz zrobić dżungle rodem z USA (bylem tam). A co do dżungli to właśnie ona opiera się na konkurencji.

    Co do 37. -> idź do pierwszej pracy to ci przejdzie 😉 take it easy (ale dalej mnie martwi że nie wiesz czym się różni szpital od sklepu ??? i że dyskutujesz z samym sobą: „Jeśli uważasz się za przedstawiciela SPOŁECZEŃSTWA” itd itd itd )

  35. P.S. nawet jak takie bony są finansowane przez państwo to przecież nie ustali ono odgórnie stawek jakich ubezpieczyciele mieliby żądać za określony poziom ochrony taki bon może nie starczyć w róznych wypadkach…

    Chyba właśnie że państwo ustali ceny 🙂 jakież byłoby to nierynkowe fuj

  36. Dalej nie wiem czym różni się szpital od sklepu w kontekście: „skuteczność ich funkcjonowania w zależności od sposobu finansowania”. Bo, jak rozumiem, o to chodzi w tym sporze.

    Udawanie, że się nie wie o co chodzi, tylko komplikuje dyskusje. Nie ma chyba bardziej męczącego chwytu, niż zarzucanie chwytów erystycznych przeciwnikowi, samemu je stosując.

    Do rzeczy: dobra kapitałowe są heterogeniczne. Praca jest heterogeniczna. Pacjenta można obsłużyć na tysiące sposobów. Nie wystarczy porównać ILOŚCI nakładów monetarnych, żeby powiedzieć, że dwie organizacje (np. państwowa i prywatna) działają tak samo. Nakłady można marnować nie wiedząc o tym. Nie sposób z boku ocenić z absolutną pewnością, że gdzieś następuje marnotrawstwo, jeżeli nie ma się porównania.

    Skąd brać więć wiedzę o właściwym zastosowaniu kapitału? Ujawnia się ona w trakcie eksperymentu przedsiębiorcy, który obsługując klientów mniej skutecznie od konkurenta doświadczy odwracania się klientów od swojej usługi.

    Taki eksperyment zostaje stłamszony jeżeli uruchomić efekt wypierania i dostarczać jakąś usługę opłacając ją przymusowo z podatków. Nawet gorszej jakości usługa często będzie wybierana przez klienta, skoro i tak wcześniej został zmuszony do zapłacenia za nią.

    Powyższa krótka analiza dotyczy w tym samym stopniu sklepu spożywczego jak i szpitala.

  37. Ad 38
    Właściwie to szkoda czasu na zajmowanie się bełkotem autora o nicku :), więc tylko wyjaśniam, że wbrew jego sugestii nie ukrywam się pod dwiema postaciami i nie dyskutuję sam ze sobą. Nick „:)” nie jest mój.
    Ja też nadal nie rozumiem, czym różni się szpital od sklepu jako organizacje świadczące usługi o żywotnym znaczeniu. Nie rozumiem, dlaczego 🙂 nie chciałby upaństwowić budek warzywnych. Przecież tam też sprzedawca żądny zysku może zabić, np. sprzedając nieświeży albo wręcz trujący towar.
    Żeby wychwycić istotne w kontekście naszej dyskusji różnice i podobieństwa, trzeba posłużyć się umiejętnością abstrakcji, która zaiste nie każdemu jest dana.
    Zresztą koń jaki jest każdy widzi.

  38. ad 40.

    skąd więc taka pewność że w państwowym się marnują
    vide: „System, w którym obywatel mógłby zanieść bon do dowolnie wybranego prywatnego ubezpieczyciela, działałby z pewnością znacznie lepiej niż dzisiejszy socjalistyczny moloch.”

    bo niestety wszystkie wywody na tym portalu są oparte na właśnie takich głęboko merytorycznych przesłankach

    Patrząc na doświadczenia prywatnej służby zdrowia w innych krajach można dojść do przeciwnego wniosku jeśli się wie jak się tam leczy i traktuje pacjentów.

  39. Ad 40
    Sądzę, że problemem nie jest tylko „ocena skuteczności funkcjonowania w zależności od sposobu finansowania” tylko jak pogodzić powyższy problem z koniecznością dostarczenia usługi potrzebującym jej i którzy nigdy za tą usługę nie zapłacą, nie powodując jednocześnie wzrostu liczebności tej grupy. Chodzi dokładnie o to, żeby usługę otrzymała jak największa część obywateli. Analogicznie do sklepu spożywczego, trzeba wypracować taki system aby możliwie jak największa liczba klientów płaciła za towar, ale część towaru była rozdawana za darmo lub sprzedawana poniżej kosztów i to nie suche bułki w promocji ale prowiant pełnowartościowy. Taką chciałem zawrzeć ideę w swoich przydługich postach. Aby nie zdarzały się sytuacje, że człowiek nie był leczony i zmarł bo nie był ubezpieczony, tak jak w Bydgoszczy. Wydaje mi się, że sam system oparty tylko i wyłącznie na konkurencji przedsiębiorstw nie spełni tych oczekiwań, choć na pewno będzie wydajniejszy ekonomicznie. Zresztą nawet w takiej dżungli funkcjonuje coś takiego jak altruizm krewniaczy, który jest jednym z mechanizmów ewolucji. Nigdy nie udawałem, że wiem jak to zrobić. Znam trochę obecny system od frontu i od kuchni i opisałem co w nim można zmienić ale oczywiście i tak nie będzie idealny. Trzeba szukać kompromisu pomiędzy racjonalnością ekonomiczną, a humanitarną. I to w dobrze pojętym wspólnym interesie. Skutki braku poczucia bezpieczeństwa w tej dziedzinie przenoszą się łatwo na inne, i wtedy trzeba to kompensować wydatkami na pomoc społeczną lub nawet policję lub ochronę mienia.
    Jeszcze jedno, z wyciąganiem wniosków z pobieżnych obserwacji dotyczących prywatnej służby zdrowia w innych krajach trzeba być bardzo ostrożnym, szczególnie jeżeli nie jest się profesjonalistą. Jeżeli się ją porówna z naszą to efekty jej działania na pewno będą lepsze ale jeżeli weźmiemy pod uwagę poniesione koszty to już nie jest tak różowo. Pozory mogą być bardzo mylące, a na pewno takie obserwacje nie mogą być uznane za „prawdziwie merytoryczne przesłanki”.
    Pozdrowienia Mergiel
    Nie chcemy przecież budować państwa z enklawami dla bogatych, zaradnych i wykształconych oddzielonych zasiekami od ciemnego plebsu.

  40. ad. 42

    Wyjaśniłem to w akapicie trzecim i czwartym postu nr 40, w skrócie: system bonów umożliwia występowanie zysków i strat oraz porównywanie ich z konkurentami, które umożliwia wybieranie z heterogenicznych procesów produkcji usług tego, który jest najlepszy z próbowanych. Bez możliwości uzyskiwania wiedzy o tym, który proces jest mniej marnotrawny, nie może „nie-marnotrawić”.

    ad. 43

    Nie wiem czy do końca zrozumiałem, ale chodzi o przytułki dla ubogich, w których można otrzymać posiłek?

    Jeżeli tak, to jest istotna różnica między rozwiązaniem tym, a problemem szpitali: w celu dostarczania posiłków ubogim nie wprowadza się znacjonalizowanej sieci sklepów spożywczych, z których można skorzystać po odczekaniu kolejki, ale i tak opłaca się produkty przymusowym poborem.

    Jestem jak najbardziej za reformą idącą w kierunku prywatyzacji opieki zdrowotnej z pozostawieniem analogicznej do ilości przytułków ilości szpitali dla najuboższych. Upodobnienie systemu opieki zdrowotnej do „systemu opieki spożywczej” istniejącego obecnie jest naturalnym krokiem w dobrym kierunku.

  41. bardzo to naciągane oj bardzo – heterogeniczny, produkca, zyski, straty, brak informacji czy coś nie jest marnotrawione

    bardzo łatwo stwierdzić czy coś nie jest marnotrawione – wszystko jest na fakturach

    najlepszy z heterogenicznych procesów produkcji usług dla ubezpieczalni jest taki żeby najwięcej zarobiła a dla pacjenta taki zeby dostał jak najlepszą opiekę i dlatego pacjent jest dobrym klientem tylko jak jest zdrowy

    Nie jest problemem systemu zdrowia w Polsce akurat to, że nie daje zarobić prywatnym kasynom (bo tak trzeba nazwać ubezpieczalnie)

    Tylko na tym że nikt otwarcie nie mówi ile jest pieniędzy i na co to starczy.

  42. A jeśli chodzi o to:

    „Jestem jak najbardziej za reformą idącą w kierunku prywatyzacji opieki zdrowotnej z pozostawieniem analogicznej do ilości przytułków ilości szpitali dla najuboższych. Upodobnienie systemu opieki zdrowotnej do “systemu opieki spożywczej” istniejącego obecnie jest naturalnym krokiem w dobrym kierunku.”

    To wydaje mi sie że żeby popierać takie CHORE – tak CHORE pomysły trzeba być:

    a) bardzo bogatym
    b) bardzo naiwnym

    dlatego wnioskuje że mało kogo to przekona.

  43. Dla zainteresowanych odpowiadam, że na fakturach są tylko ceny, a nie dane o marnotrawieniu. Informacja o tym, że środek produkcji kosztował x złotych nie mówi nic o sposobie jego wykorzystania. Te same kwoty pieniędzy mogą być wydawane na różny sposób. Ale o tym już było, a jedyny zarzut to „naciągane” i „chore”. Do tego zdania wskazujące na niezrozumienie jak działają ubezpieczenia. Ponownie: dla zainteresowanych odróżnianiem kasyn od ubezpieczalni polecam artykuł na angielskiej wikipedii: http://en.wikipedia.org/wiki/Insurance

    Na podstawie powyższego stwierdzam, że egzamin z trollowania zdany na piątkę:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Trollowanie#Symptomy_trollowania

    Zgodnie z dobrym zwyczajem, przestaję karmić trolla:)

  44. „Jestem jak najbardziej za reformą idącą w kierunku prywatyzacji opieki zdrowotnej z pozostawieniem analogicznej do ilości przytułków ilości szpitali dla najuboższych. Upodobnienie systemu opieki zdrowotnej do “systemu opieki spożywczej” istniejącego obecnie jest naturalnym krokiem w dobrym kierunku”
    Zgoda co do idei, tylko jak finansować szpitale dla biedoty aby się nie stały hospicjami,gdzie postawić granicę pomiędzy biednym, a bogatym i kto lub co ma zdecydować o stanie opieki zdrowotnej dla tych biednych. Poza tym co z ustawą o zawodzie lekarza? Aby stwierdzić zagrożenie życia i nie odmówić pomocy pacjentowi w stanie zagrożenia życia trzeba go najpierw zdiagnozować co może kosztować bardzo dużo. Problemem nie jest państwowy szpital czy prywatny tylko jak finansowany.
    Głód można zaspokoić zwykłą bułką, nie da się natomiast wyleczyć zapalenia wyrostka aspiryną.
    Czym np. miało by się różnić leczenie niewydolności nerek w szpitalu dla bogatych i dla biednych. Jedni byliby dializowani częściej, a drudzy rzadziej albo wcale?

  45. „Na podstawie powyższego stwierdzam, że egzamin z trollowania zdany na piątkę:”

    Tak czytam tą dyskusję i na miano trolla bardziej zasługują oponenci kolegi „:)” niż on sam. Wszystkie ich argumenty można streścić w jednym zdaniu : rynek jest dobry , rynek wszystko załatwi i będzie super , bo rynek jest dobry i wszystko załatwi (Przy założeniu że aktorzy rynku – ludzie są super racjonalni , super poinformowani , super przewidujący , super zapobiegliwi itp ) Jak ktoś w ramach repliki poda przykład rynku ubezpieczeń medycznych w USA to się odzywają głosy że tam jest socjalizm bo są licencje. No ale jednak podmioty świadczące usługi są prywatne i logicznie rzecz biorąc można by wysunąć tezę iż im bliżej tego rynkowego ideału tym powinno być lepiej.

  46. Jeszcze kilka uwag. Wartości odżywcze posiłków w jadłodajni im. Brata Alberta i w Mariocie niewiele albo wcale się nie różnią, natomiast w przypadku leczenia i diagnostyki były by to różnice zasadnicze. Nie można na ochronę zdrowia patrzeć tylko na podstawie efektywności wydawanych pieniędzy i to z punktu widzenia 19-wiecznej ekonomii i w oderwaniu od polityki, socjologii i psychologii. Nawet gdyby się udało wprowadzić to o czym pisze Pan Kwiatkowski byłby to system ewolucyjnie niestabilny, bo sprowokowałby narodzenie nie jednego ale całej armii Lepperów i z przyczyn politycznych musiałby być zmieniony.
    I załóżmy przywożą do mnie dziecko z urazem wielonarządowym, sprawdzam ubezpieczenie: Sorry należy się tylko aspiryna.
    Za którymś razem zrozpaczony ojciec wrzuciłby na izbę przyjęć wiązkę granatów.
    Tak więc zgoda co do poprawy efektywności poprzez szersze wprowadzenie sektora prywatnego zarówno w obrębie ubezpieczeń jak i świadczeniodawców ale koniecznie ze stabilnym, przymusowym finansowaniem ubezpieczenia wzajemnego typu NFZ.

  47. Ad 49
    Mogę tylko zapewnić, że jestem otwarty na argumenty. Chętnie poznaję odmienne poglądy, zadaję pytania, jeśli czegoś nie rozumiem, próbuję ustalić, na czym polegają rozbieżności, a gdzie są elementy wspólne. I tego samego oczekuję od drugiej strony dialogu, bo tylko wtedy dyskusja ma sens. To nie ja uchyliłem się od odpowiedzi na pytania, to ja nie uzyskałem odpowiedzi na moje pytania.

    Ad 50
    To jest jakaś konkretna propozycja: „przymusowe ubezpieczenie wzajemne typu NFZ”. Wydaje mi się co prawda, że NFZ nie jest firmą ubezpieczeniową, a już na pewno nie jest systemem ubezpieczeń wzajemnych, ale nie musimy tu tego roztrząsać. Załóżmy, że chodzi po prostu o jakieś zapewnienie „stabilnego, przymusowego finansowania” ochrony zdrowia.
    Pojawiają się dwa pytania:
    1. Czy stabilne przymusowe finansowanie jest warunkiem wystarczającym dobrej opieki zdrowotnej, w szczególności czy gwarantuje, że „dziecko z urazem wielonarządowym” na pewno otrzyma właściwą pomoc?
    2. Co zrobić z ludźmi, którzy nie chcą korzystać z opieki zdrowotnej zorganizowanej w taki sposób? Czy jest sens i potrzeba zmuszania ich do ubezpieczania się w tym akurat systemie?

  48. pyt. 1. zawiera dwa pytania:Czy stabilne przymusowe finansowanie jest warunkiem wystarczającym dobrej opieki zdrowotnej?
    moim zdaniem nie. ponieważ jesteśmy zbyt biednym krajem aby zapłacić za wszystkie usługi i nie podnosić składki zbyt wysoko np. konieczny jest realny, a nie bez pokrycia koszyk świadczeń. Poza tym o czym już pisałem musi być pewien finansowy czynnik ograniczający nadużywanie pomocy. natomiast jak pisałem, nie wyobrażam sobie bez niej systemu ochrony zdrowia jako całości.
    czy gwarantuje, że “dziecko z urazem wielonarządowym” na pewno otrzyma właściwą pomoc? Już w chwili obecnej jesteśmy blisko spełnienia tej gwarancji w większości dużych miast, w moim 50000tys na pewno. Ostatnio bardzo poprawiła się organizacja i zaopatrzenie w sprzęt.
    W-g mnie właśnie na takie cele powinny iść głównie środki z obowiązkowej składki, bo są bardziej widoczne i można wskazać podatnikom, że za ich pieniądze wyleczono tyle, a tyle dzieci, przebadano X kobiet, itd. Natomiast drobniejsze usługi np. usuwanie znamion (każdy z nas może mieć ich kilkaset),porady lekarskie i podstawowe badania laboratoryjne powinny być za przynajmniej symboliczną odpłatnością, bo są bardzo często nadużywane. Rzadko robi się np. rtg klatki piersiowej bez istotnej potrzeby, natomiast morfologię i analizę moczu już tak. To samo dotyczy leków, których generalnie Polacy bardzo nadużywają (pozostałość po PRL). Na szczegóły tu nie ma miejsca.
    2. Co zrobić z ludźmi, którzy nie chcą korzystać z opieki zdrowotnej zorganizowanej w taki sposób? Czy jest sens i potrzeba zmuszania ich do ubezpieczania się w tym akurat systemie?
    Płacić muszą, a korzystać nie muszą. Tak jak jest dzisiaj. Inaczej była by stopniowa ucieczka z systemu najlepiej zarabiających i system by się załamał.Dlatego ubezpieczenie wzajemne, choć finansują je głównie zamożniejsi, a korzystają biedniejsi. Nie jest to na pewno sprawiedliwe ale w przyrodzie nie ma sprawiedliwości. Dla mnie ważny jest cel zdrowotny, a nie finansowy. Zresztą system oparty na dobrowolnych ubezpieczeniach też nie jest sprawiedliwy, co winne jest np. dziecko które ma rodziców alkoholików, którzy mu nie opłacili ubezpieczenia. Tak samo pełna prywatyzacja i szpitale dla biedoty na łasce filantropów też już były w zeszłych wiekach, jak to wyglądało można sobie poczytać. Trzeba pamiętać w jakim kraju żyjemy, jaka jest mentalność ludzi i jaka struktura zatrudnienia, średnia zarobków itd
    Pozdrowienia Mergiel.

  49. Ad 52
    Wynika z tego, że
    1. nawet stabilne przymusowe finansowanie nie uratuje i nie wyleczy wszystkich. Zawsze ktoś znajdzie się poza systemem, dla kogoś nie starczy leków, miejsca w szpitalu, lekarzy etc., bo „w przyrodzie nie ma sprawiedliwości”. Powstaje kolejne pytanie: kto ma decydować o tym, kogo wykluczyć z kręgu tych, którym opieka się należy? Minister zdrowia? Prezes NFZ? Poseł Chlebowski?
    2. Dziecko alkoholików jest oczywiście niewinne. Rodzi się pytanie: czy najefektywniejszym sposobem pomagania dzieciom alkoholików jest centralny monopolistyczny system stabilnego, przymusowego finansowania? Jeśli Pan i ja i zapewne jeszcze wielu innych ludzi uważamy, że takim dzieciom trzeba pomagać, to wiele wskazuje na to, że nie będą one zostawione samym sobie, nawet gdyby nie istniał NFZ.
    Co do tego, że opiekę zdrowotną finansują „głównie zamożniejsi, a korzystają z niej biedniejsi”, nie mam pewności. Ciekawą analizę tego problemu przeprowadza np. Rothbard w rozdziale „Opieka społeczna i państwo opiekuńcze” („Manifest libertariański”), w którym stwierdza m.in.: „Nie jest wcale prawdą, że „bogaci” płacą podatki na „biednych”.Redystrybucja odbywa się wewnątrz poszczególnych grup dochodów. Jedni ubodzy muszą łożyć na innych”. Analiza dotyczy wprawdzie ubezpieczeń społecznych, a nie zdrowotnych, ale zasada jest w obu wypadkach podobna. „Manifest” dostępny na naszej stronie: http://mises.pl/pliki/upload/Rothbard_manifest_libertarianski.pdf
    Pozdrawiam.

  50. Oczywiście, system nie będzie nigdy idealny i do tego nawet nie usiłuję nikogo przekonać ale nie potrafię sobie wyobrazić lepszego w warunkach RP.
    Nie jestem ideowcem, kiedyś tzn. 20 lat temu byłem pod dużym wrażeniem idei głoszonych przez JKM. Ale po tych 20 latach życia, pracy i obserwacji świata zmieniłem poglądy, ale to już inna dyskusja. W swoich postach starałem się przedstawić swoje obserwacje i poglądy na ochronę zdrowia, bo nią się zajmuję zawodowo. Jeżeli kogoś to przekonało lub przynajmniej skłoniło do myślenia to cel osiągnąłem.
    Z „Manifestem” się zapoznam, o tych tezach słyszałem już wcześniej, ale moim zdaniem nawet jeśli są prawdziwe to niewiele to zmienia.
    Pozdrowienia Mergiel

  51. Ad 54
    Bardzo chętnie poznam bliżej poglądy doświadczonego „praktyka” z branży medycznej. Przeczytałem Pana posty. Zapewne „trzeba pamiętać, w jakim kraju żyjemy, jaka jest mentalność ludzi…”, ale gdybyśmy od tego uzależniali wszelką analizę, to zawsze doszlibyśmy do wniosku, że stan obecny jest jedynym możliwym stanem.

    W Pana uwagach brakuje mi podstawowej analizy w rodzaju „co widać i czego nie widać”, tzn. uwzględnienia tego, co tracimy, narzucając monopolistyczny system stabilnego finansowania służby zdrowia. Brakuje mi refleksji, że zagwarantowanie świadczeń określonej grupie osób (np. „dzieciom z urazami wielonarządowymi”) prawdopodobnie jest równoznaczne z odebraniem takich gwarancji innej grupie (vide: różne choroby przewlekłe, za które nie ma żadnych refundacji) oraz odebraniem wszystkim pacjentom tej części pieniędzy, którą bezpowrotnie marnotrawi biurokracja. Brakuje też analizy kierunku przyczynowości, tzn. pytania, czy objęcie wszystkich przymusem ubezpieczenia nie powoduje powiększenia grupy osób niedbających o zdrowie, nieodpowiedzialnych, alkoholików etc.

    Mówiąc najkrócej: Skoro zgadzamy się, że „w przyrodzie nie ma sprawiedliwości”, to czy zmuszanie innych do jej czynienia (np. zmuszanie bogatych i zdrowych do płacenia na biednych i chorych) jest bardziej sensowne, niż pozwolenie, by ludzie rozwiązywali problemy zdrowia swojego i swoich bliskich według własnych preferencji, włącznie z pozwoleniem na powstawanie prywatnych organizacji charytatywnych, ubezpieczeń wzajemnych i 1000 innych inicjatyw, które z monopolem nigdy nie zwyciężą. Z kolei jeśli zgodzilibyśmy się, że taki przymus jest najlepszym rozwiązaniem, to czy nie powinniśmy również wprowadzić przymusu picia jogurtów albo spożywania jabłek w celach zdrowotnych?

    Proszę też zauważyć, że systemów państwowej opieki zdrowotnej jest wiele. Wśród państw, które mają takie systemy, są państwa duże, np. Polska (30 mln mieszkańców), i małe, np. Litwa (3,5 mln mieszkańców). Czy w małym państwie system opieki zdrowotnej działa z zasady gorzej niż w dużym? A jeśli nie, to czemu nie pozwolić, żeby w Polsce powstało np. 10 różnych systemów? Albo tyle ile jest województw? Z kolei jeśli wielkość systemu ma znaczenie, to może powinniśmy dążyć do stworzenia ogólnoświatowego ZUSu lub pankosmicznego NFZ?

  52. @ Adam (49)

    „Wszystkie ich [zwolenników rynku] argumenty można streścić w jednym zdaniu : rynek jest dobry , rynek wszystko załatwi i będzie super , bo rynek jest dobry i wszystko załatwi (Przy założeniu że aktorzy rynku – ludzie są super racjonalni , super poinformowani , super przewidujący , super zapobiegliwi itp)”

    Moje argumenty o heterogeniczności i zysku jako motywatorze i mechanizmie uzyskiwania wiedzy zakładały BRAK super informacji, BRAK super przewidywań, NIEMOŻLIWOŚĆ super zapobiegliwości i OGRANICZENIA potocznie rozumianej racjonalności.

    Proszę wczytać się w nie jeszcze raz. Polecam mechanizmy rynkowe jako ODPOWIEDŹ na problemy, na które obaj zwracamy najwyraźniej uwagę.

    Więcej na temat tego, jak prywatna własność umożliwia gospodarowanie, a jej brak je uniemożliwia tutaj: http://mises.pl/2319

  53. Ad 55
    Witam.
    Dużo cennych uwag, ale litości! Proszę ode mnie nie wymagać rzetelnych i szczegółowych analiz, nie mam na to czasu ani możliwości. Proszę mnie również nie posądzać o sympatię do monopolistycznego systemu. Zaczynałem pracę jeszcze w PRL i przechowuję do dzisiaj swoje kartki na mięso. Nigdzie nie napisałem, że państwowy ubezpieczyciel powinien być monopolistą na rynku ubezpieczeń. Zacytuję samego siebie „Tak więc zgoda co do poprawy efektywności poprzez szersze wprowadzenie sektora prywatnego zarówno w obrębie ubezpieczeń jak i świadczeniodawców ale koniecznie ze stabilnym, przymusowym finansowaniem ubezpieczenia wzajemnego typu NFZ.” Nie potrafię również stwierdzić czy grupa prywatnych ubezpieczycieli, która zastąpiłaby ewentualnie NFZ przy utrzymaniu przymusu składki, zachowywała by się od niego lepiej, śmiem wątpić.
    Teraz zacytuję Pana: „zagwarantowanie świadczeń określonej grupie osób (np. “dzieciom z urazami wielonarządowymi”) prawdopodobnie jest równoznaczne z odebraniem takich gwarancji innej grupie (vide: różne choroby przewlekłe, za które nie ma żadnych refundacji)” I o to właśnie chodzi w realnym „koszyku świadczeń”. Po to ma być ten koszyk aby finansować głównie leczenie urazów i chorób zagrażających życiu lub grożących trwałym kalectwem w krótkim okresie czasu oraz szeroką diagnostykę, która jest podstawą wszelkiej profilaktyki i wczesnego wykrywania chorób. Od tej całej reszty powinny być ubezpieczenia dobrowolne oczywiście bez żadnego udziału państwa. Podam dla przykładu np. choroba zwyrodnieniowa stawu biodrowego wymaga często w podeszłym wieku endoprotezoplastyki ale wskazania do tej operacji nie pojawiają się z dnia na dzień, nawet nieubezpieczony prywatnie pacjent ma czas aby zebrać fundusze czy poszukać sponsora itd. dlatego to nie powinno być opłacane przez przymusowego ubezpieczyciela. Co innego gdy do uszkodzenia stawu biodrowego dochodzi nagle np. złamanie szyjki kości udowej u starszej osoby, tu nie ma czasu na szukanie sponsorów bo pacjentka umrze z odleżyn i trzeba zrobić operację i taki zabieg musi być sfinansowany przez przymusowego ubezpieczyciela, tak samo w przypadku nowotworu biodra. Inny przykład: uszkodzenie więzadła krzyżowego przedniego kolana nie finansowany bo można z tym chodzić, nie można jeździć na nartach, uszkodzenie krzyżowego tylnego lub obydwu finansowane bo to już znaczne kalectwo. Wszystkie nowotwory złośliwe i choroby zakaźne oczywiście finansowane.
    Proszę się nie czepiać szczegółów bo przykłady podaję z pod czapki bez dokładnej analizy epidemiologicznej i kosztowej, którą należałoby przeprowadzić, chodzi mi tylko o ideę. Selekcja pacjentów który otrzyma świadczenie nie może polegać na tym (jak jest obecnie) kto pierwszy rano wstanie lub ma mocniejsze łokcie w kolejce.
    „czy objęcie wszystkich przymusem ubezpieczenia nie powoduje powiększenia grupy osób niedbających o zdrowie, nieodpowiedzialnych, alkoholików etc.”
    Nie spotkałem się ze statystykami, które by to potwierdzały, tego moim zdaniem nie można tak prosto powiązać z systemem ubezpieczeń. Np. stan uzębienia u Polaków, świadczy o tym, że nawet wysokie koszty leczenia nie skłaniają nas do dbania o zęby, Amerykanie dbają o zęby bo dla nich wygląd jest najważniejszy, a nie koszt plombowania zęba. Nie wiem jak można zmusić palacza do rzucenia palenia, mimo że jest świadomy czym to grozi, wielu moich kolegów lekarzy pali, ubezpieczenie nic do tego nie ma, tutaj karą jest kara śmierci, a nie koszty leczenia. Nie wiem również czy np. wprowadzenie NFZ do USA spowodowało by wzrost zachowań ryzykownych.
    Jeżeli chodzi o prywatne ubezpieczenia i organizacje charytatywne to nie mają one wygrywać z przymusowym ubezpieczycielem tylko wypełnić luki w których on nie działa lub robi to niedostatecznie dobrze. Tak jest i dzisiaj, tylko że przez brak „realnego koszyka” nie funkcjonuje tak jak powinno, bo wszystkim wydaje się, że im się wszystko należy, a to tylko pobożne życzenia.
    Co do wielu systemów w kraju, to tak jak pisałem, przymusowy ubezpieczyciel nie splajtuje tylko wtedy gdy wszyscy się będą na niego składać. Każda furtka spowoduje ucieczkę bogatszych i zdrowych bo to tylko oni będą łakomym kąskiem prywatnych ubezpieczycieli. Proszę się nie obawiać. na rynku zmieściliby się wszyscy i NFZ i prywatni ubezpieczyciele.
    Pozdrowienia Mergiel

  54. ad 57. Może wystarczy stworzyć koszyk i podnieść składkę na ubezpieczenie zdrowotne (oczywiście część płaconą przez pracodawcę).

  55. Właśnie to usiłowałem dowieść. Jest to po prostu minimum co można zrobić nie dokonując rewolucji, nie zmieniając pieczątek itd.
    Lepiej aby każdy płacił za siebie i swoją rodzinę, dzielenie tego na pracownik i pracodawca niepotrzebnie rozmywa odpowiedzialność.
    Resztę opisałem w poprzednich postach szczególnie nr26.
    Pozdrowienia Mergiel

  56. cóż ja również tak uważam czemu dałem wyraz w słowach

    Nie jest problemem systemu zdrowia w Polsce akurat to, że nie daje zarobić prywatnym kasynom […]

    Tylko na tym że nikt otwarcie nie mówi ile jest pieniędzy i na co to starczy.”

    ale niestety zostałem zbanowany za nierynkowe podejście do życia

    W każdym razie jest jakaś pozytywna konkluzja.

  57. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że komentarze na stronach Instytutu są moderowane pod kątem zasad współżycie społecznego.

    To, że cały czas możemy przeczytać zdanie „zostałem zbanowany” jest chyba na to najlepszym – i w dodatku dość humorystycznym – dowodem. Usunięty został tylko jeden komentarz tego Pana.

    Ten post jest jedynie informacyjny, komentarze dyskutujące jego treść nie będą zamieszczane.

  58. Moje doświadczenia ze służbą zdrowia:
    1. Prywatyzacja przychodni doprowadziła do poprawy jakości usług. W przychodni, do której chodziłem przez wiele lat, po prywatyzacji wykonano generalny remont i już nie siedziałem w obskurnych korytarzach. Wprowadzono też umawianie telefoniczne pacjentów na godzinę. Ponieważ był jednak ciągle tłok, przepisałem się do innej prywatnej przychodni, w której prawie nie ma kolejek do lekarzy.
    Nie wiem, jak oni to robią, ale ostatnio założyli nawet klimatyzację na korytarzu! 🙂
    2. Chciałem kiedyś wykonać pewien zabieg. Miałem skierowanie od lekarza specjalisty. Zgłosiłem się na oddział do szpitala, gdzie usłyszałem od ordynatora m. in. pytanie „W czym Panu ta dolegliwość przeszkadza?” i oświadczenie „żebym sobie nie myślał, że mnie położy na oddział”. Ogólnie spie…..j śmieciu. Pielęgniarka zasugerowała mi, że pan ordynator prowadzi prywatną praktykę.
    Zabieg wykonałem prywatnie U INNEGO SPECJALISTY w warunkach ambulatoryjnych za kilkaset PLN i w komfortowej atmosferze.
    3. Jeden z członków mojej rodziny miał mieć wykonaną operację w szpitalu. Anestezjolog nie chciał pozwolić na operację. Odwlekał sprawę przez kilka dni. Inny z członków rodziny poszedł do ordynatora i usłyszał, że potrzebna jest kasa. Po załatwieniu sprawy anestezjolog nie robił żadnych problemów.

    Kiedy policzyłem sobie, jakie składki płacę na „ubezpieczenie zdrowotne”, byłem przerażony.

    Ze „służbą zdrowia” i NFZ jest podobnie jak z płacą minimalną. Jest najbardziej potrzebna rządzącym, bo zwykli ludzie i tak muszą sobie radzić sami, a pieniądze przepływają poza oficjalnym obiegiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *