Bitner: Poczta 2013

4 lutego 2010 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 19

Autor: Maciej Bitner
Wersja PDF

Odkąd ktoś uświadomił mnie, co ma stać się z początkiem 2013 roku, pocieszałem się tą myślą po każdej, drogo mnie zwykle kosztującej wizycie na poczcie. „Poczekajcie wy! Jeszcze trzy lata i będzie tu kawiarnia albo sklep spożywczy, a usługi pocztowe będą wreszcie dostarczane w ludzki sposób” – myślałem. Taki wniosek wydawał się oczywisty – likwidacja monopolu na rynku drobnych przesyłek, którym cieszy się wciąż Poczta Polska, mająca nastąpić w wyczekiwanym 2013 roku odetnie państwowemu molochowi główne źródło zysków i doprowadzi go do bankructwa. Wydaje się, że wszystko skłania do przypuszczeń, iż w segmencie listów stanie się to, co w przypadku przesyłek kurierskich – jak tylko pojawi się konkurencja poczta zostanie natychmiast zmarginalizowana. Jak ktoś w ogóle mógłby przypuszczać, że stanie się inaczej?

Poczta Polska zatrudnia ok. 100 tys. pracowników, czyli 100 razy więcej niż największy konkurent. Przy tak dużej liczbie zatrudnionych nie ma co się dziwić, że działa tam 45 organizacji związkowych, które robią co mogą, by nie doszło do prawdziwej restrukturyzacji. Jedyne, co udaje się zrobić, to kolejne odsłony tzw. komercjalizacji – począwszy od sprzedaży na poczcie gier planszowych i rajstop, skończywszy na uruchomieniu sklepu internetowego dla filatelistów. Poczta Polska zaś, by przetrwać potrzebuje naprawdę epokowych przemian.

Państwowy parasol jaki przez wieki roztaczano nad tym przedsiębiorstwem doprowadził do wytworzenia się skansenu o rozmachu niespotykanym w jakiejkolwiek innej branży (może za wyjątkiem rolnictwa). Odkąd dowiedziałem się o wspomnianej dacie końca monopolu pocztowego, bacznie zacząłem przyglądać się funkcjonowaniu placówek. Za 10 lat młodemu pokoleniu trzeba będzie bowiem z drobnymi szczegółami (inaczej nie uwierzą) opowiadać, jak na początku XXI wieku działało przedsiębiorstwo zorganizowane na modłę XIX-wieczną. Ktoś mógłby zaprotestować, że takie określenie poczty jest jednak przesadą. Faktycznie korespondencji nie rozwożą już konne dyliżanse, ale poza tym rzeczywiście niewiele się zmieniło.

Nadal w użyciu są znaczki, które trzeba, za przeproszeniem, ślinić, by wysłać list. Jak 150 lat temu sprzedawane są w okienkach – próba wprowadzenia automatów zakończyła się bardzo szybko fiaskiem i nie zdziwiłbym się, gdyby powodem tej porażki okazała się „ochrona miejsc pracy”. Ciągle powiadamianie o przybyciu paczki na pocztę odbywa się poprzez awizo wrzucane do skrzynki. Nie ma widoków, by zastąpiły je emaile czy SMS-y. Zamiast jednego komputera wysyłającego elektroniczne wiadomości jest zatrudnionych kilkadziesiąt tysięcy listonoszy, którzy wrzucają codziennie do skrzynek papierowe świstki. Na znanych wszystkim zielonych karteczkach znajduje się dawno już zbędny napis, że listonosz nie zastał adresata o takiej i takiej godzinie. Zbędność jego polega na tym, że nikt nawet nie sprawdza, czy adresat jest w domu – po co wręczać mu zielony świstek, skoro może sam go sobie wyjąć ze skrzynki. Przesyłek listowych zaś oczywiście nikt nie nosi ze sobą – jak czarna skórzana torba miałaby pomieścić setki przesyłek z Allegro, Ebay czy Amazon, którymi bezlitośnie zalewana jest poczta?

Całkowite nieprzystosowanie poczty do epoki Internetu i związanej z nim sprzedaży wysyłkowej widać jak na dłoni w każdej placówce. Sortowanie przesyłek odbywa się ręcznie, a docelowo listy lądują w plastikowych koszyczkach poustawianych na przygodnie zebranych meblach. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że całkiem sprawnie to sobie zorganizowali – gdybym w ciągu doby musiał w swoim mieszkaniu zorganizować punkt odbioru przesyłek, to pewnie wyszłoby mi coś podobnego. Niestety jednak, jak na dzisiejsze możliwości, jest to szczyt tego, co może osiągnąć organizacja czysto przypadkowa i amatorska. Po profesjonalnym przedsiębiorstwie należałoby się spodziewać znacznie więcej. Gdyby pralnia była zorganizowana tak, jak odbiór przesyłek na poczcie, to odbieranie z niej ubrań przypominałby sytuację, w której chcemy wcześniej opuścić imprezę i musimy przegrzebać stertę ciuchów, w celu odnalezienia naszej kurtki czy płaszcza.

Wyglądało więc, że tego typu kuriozalne sytuacje od 2013 roku będą tylko wspomnieniem. Tak jednak było do momentu ogłoszenia szczegółów zapowiadanej reformy. W „Rzeczpospolitej” w ostatnią sobotę stycznia ukazała się notka:

Od 2013 r., kiedy monopol zniknie, finansowanie usług powszechnych przejmie państwo.

Do tego dołączony był komentarz wiceministra infrastruktury:

W drodze konkursu będziemy chcieli wybrać firmę lub konsorcjum firm, które się tym zajmą. Państwo będzie dotować koszty działania na tych terenach, na których obsługa przesyłek nie będzie rentowna, wypłacać też będzie zwycięskiej firmie zapisany ustawą zysk.

Niestety wygląda na to, że zamiast konkurencji na rynku pocztowym będziemy mieli monopol prywatny dotowany przez państwo. Łatwo przy tym zgadnąć, kto zastąpi państwową Pocztę Polską. Będzie to oczywiście, sprywatyzowana w ciągu dwóch najbliższych lat, Poczta Polska S.A. Tylko ona bowiem jest przygotowana do absurdalnego zadania, które ma wykonać laureat konkursu. Chodzi o utrzymywanie 8240 placówek w całej Polsce. Dziś jest to ustawowe zadanie Poczty, które finansowane jest z renty monopolowej. Niestety dogmat o prawie do świadczenia usług pocztowych do głębi przeniknął umysły posłów, przez co wszystko wskazuje na to, że absurdy poczty pozostaną z nami jeszcze przez długie lata.

Rzekome prawo do opieki zdrowotnej czy nawet do minimum socjalnego, choć nie cieszy się sympatią liberałów, to przynajmniej dotyczy jakiś fundamentalnych dla ludzi spraw. Prawo do urzędu pocztowego nie bliżej niż … (tu wstawić pożądaną odległość od okienka w kilometrach) jest za to jednym z bardziej absurdalnych praw pozytywnych, jakie funduje nam za nasze pieniądze współczesne państwo dobrobytu. Zamiast pogodzić się z tym, że z mieszkaniem na odludziu łączą się nie tylko zalety takie jak tańsza ziemia czy czystsza woda i powietrze,  subsydiuje się łączące się z tym wady. Z takiego myślenia powstają nie tylko świecące pustkami oddziały poczty, ale i puste pociągi czy drogi prowadzące donikąd. Subsydiowanie miejsc zamieszkania, które utrudniają współpracę z resztą społeczeństwa, sprzyja tylko wychowywaniu kolejnych pokoleń klepiących biedę i czekających, że cywilizacja przyjdzie do nich.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Maciej Bitner

Ekonomista, znawca rynków finansowych. Autor licznych artykułów publicystycznych na stronie mises.pl i wykładowca na konferencjach organizowanych przez Instytut Misesa w latach 2005-2013. Obecnie główny ekonomista Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych.

Pozostałe wpisy autora:

19 Komentarze “Bitner: Poczta 2013

  1. Niestety, jak wielu innych autorów, tak i ten operuje wieloma schematycznymi uproszczeniami. Np. wysyłanie maili lub sms-ów zamiast awizo byłoby możliwe gdyby każdy adresat był uzbrojony w odpowiednie środki techniczne, a dodatkowo każdy list/przesyłka oprócz adresu zwykłego miał nadrukowany adres e-mail czy numer telefonu komórkowego. Czy już jesteśmy na to gotowi od strony klientów firm pocztowych? Chyba niekoniecznie…
    Ostatni akapit tego artykułu to już kwestia pewnych strategicznych wyborów, których zapewne sam autor nie będzie w stanie narzucić demokratycznemu społeczeństwu, które musi się z tym samo uporać. Z punktu widzenia opłacalności wiele rzeczy należałoby już dawno zlikwidować, tylko że nie sama opłacalność jest dla społeczeństwa najistotniejsza.
    Dlatego cały artykuł wydaje się jedynie pustym narzekaniem bez podania jakichś bardziej konkretnych sposobów rozwiązania tego typu problemów.

  2. Kompletna ignorancja i brak znajomości tematu- wypociny bogatego klienta z pozycji końca własnego nosa- dawno tak mi nie podniesiono ciśnienia . Taaa- żyjemy w kraju gdzie każdy obywatel ma dostęp do internetu, posiada telefony komórkowe a na odludziu mieszka ze względu na czystą wodę i tanią ziemię. Proszę zaznajomić się z usługami jakie świadczy PP S.A, nikt nie jest zmuszany do lizania znaczka ( frankownice na urzędach) , automaty istnieją ( a że klienci z nich nie korzystają- wina Poczty?), istnieje e-przesyłka, a wysyłanie de facto paczek jako przesyłki listowej, które nie mieszczą się z powodu swoich gabarytów do skrzynki pocztowej to też wina PP- poprostu stek bzdur i bezkrytyczne powielanie wielu niesłusznych, steoretypowych opinii o PP. Dyżurny temat- Poczta Polska- czy to naprawdę taka strategiczna firma w Polsce aby wiecznie na nia pomyje wylewać???? Tak bardzo często Pan liże znaczki, odbiera przesyłki na Poczcie, tak bardzo to Panu utrudnia życie???? No to gratuluję beztroskiego życia- bo zapewniam autora- pocztowcy naprawdę mają o wiele cięższe życie niż to się innym wydaje.

  3. To wspaniale, że zabrali głos obrońcy poczty. Czy mogłaby Pani (ad 2) podać adres urzędu pocztowego, na którym są frankownice? Wybiorę się tam z przyjemnością, nawet jeśli to jakiś odległy punkt Polski.

    Chciałbym zauważyć, że autor nigdzie nie sugerował, iż pocztowcy mają lekkie zycie. Przeciwnie, mozna się domyślać (i to chyba sugeruje autor), że ich życie byłoby znacznie przyjemniejsze, gdyby wyszukiwanie np. awizowanej przesyłki nie zajmowało każdorazowo 10 minut. Klientom też byłoby od tego lżej. I chyba nie byłoby w tym nic złego, bo nawet jeśli już niektórzy z nich mają życie beztroskie, to nigdy dość lekkości i beztroski, co?

    Zresztą taka poczta, jaka jest, być może jest szczytem naszych marzeń. Ale dlaczego nie pozwolić powstawać innym pocztom? Niech sobie powstaną i padną. Czy na prawdę zmuszanie konkurencji do doklejania kawałków blachy do listów (żeby przesyłka przekroczyła określoną wagę zarezerwowaną dla PP) to jest pomysł na miarę XXI wieku? I czy to pomaga znosić trudy życia mieszkańcom odległych wsi i miasteczek?

    W moim urzędzie (podkreślam: urzędzie) pocztowym załatwienie prostej sprawy trwa przeciętnie 15 minut. Kto da więcej?

  4. Mnie szlag trafia, jak muszę się wybrać na pocztę. Jak już widzę awizo, to zaczynam się denerwować. Załatwienie prostej sprawy zajmuje mi średnio 20 minut do pół godziny.

  5. Ja przedwczoraj wysyłałem list polecony równe 40 minut, a i tak należałem do szczęściarzy, co zdążyli zanim panienka z okienka wyszła na przerwę.

    Jednak konkurencja też nie jest święta. By dostać przesyłkę z InPostu, trzeba się sporo namęczyć, bo ich doręczyciele też nie sprawdzają czy adresat jest w domu. Może to wina nawyków ex-listonoszy PP?

  6. Niestety InPost to żadna konkurencja. Klient detaliczny im się nie opłaca i go olewają. A nie opłaca im się, bo monopolista ma za duży komfort (nie mylić monopilisty z pracownikami monopolisty, którzy wcale nie muszą się czuć komfortowo).

  7. A nie opłaca im się, bo monopolista ma za duży komfort ?

    Jak widać to przez Pocztę Polską prywatny InPost olewa klientów detalicznych – jakby poczta byla prywatna to by nie olewał 🙂
    W kółko to samo…

  8. Pocztowcy mają ciężko? Proszę wybaczyć, ja też do jasnej cholery mam ciężko! Kim pani jest, żeby zabierać moje ciężko zarobione pieniądze i dotować nimi niewydajną firmę?

  9. Faktycznie InPost też nie jest bez winy – jak się pojawi ktoś lepszy to InPost szybko padnie…

    I tak w kółko to samo…, ale z każdym upadkiem mamy coraz lepszą pocztę.

    Podobno ewolucja ma więcej zwolenników niż kreacjonizm. Ale i tak państwo musi wszystko zaplanować zamiast zostawić to ewolucji.

  10. Sebastianie?
    kto z Poczty zabiera Twoje cięzko zarobione piniądze i co nimi dotuje?
    Poczta nie dostaje żadnych dotacji

  11. Zwracam uwagę, że PP to prawny monopolista nie tylko na przesyłki do 50g, ale również na korespondencję urzędową i sądową (zachowanie terminów liczy się datą stempla PP i tylko PP ma takie uprawnienia), do tego kwestia podatów – PP ma łatwiej choćby z VAT.

  12. Tekst dobry i zabawny!

    Całkowicie potwierdzam tezy autora dotyczące awizo. Co więcej, przekonałem się o tym na własnej skórze w sposób następujący. Niegdyś długo oczekując na przesyłkę z Allegro a nie dostając o niej żadnych informacji, postanowiłem wreszcie sam udać się na pocztę i czegoś dowiedzieć. Okazało się, że przesyłka czekała na mnie, więc ją odebrałem. Gdy zadowolony wróciłem do domu, znalazłem w skrzynce awizo. To mi dało do myślenia: „czy to jakaś inna przesyłka do mnie, czy może chodzi o tą co ją właśnie odebrałem?”. Wróciłem się na pocztę. Odczekałem swoje, oddałem awizo pani w okienku i gdy okazało się, że paczki żadnej dla mnie nie ma, rozpocząłem rozmowę z panią kierowniczką. Zaczęło się od pretensji do mnie, jak mogę wymagać od nich przesyłki, którą sam wcześniej odebrałem (!). Jednak zaraz kierowniczka przeprosiła mnie, bo zrozumiała, że awizo to ewidentny dowód na to, że listonosz nawet nie zabrał paczki z poczty. Czy to wynika z „ciężkiego życia pocztowca” ? To jest przecież skrajnie niemoralne niewywiązywanie się z najoczywistszego obowiązku jaki ma listonosz i w dodatku kłamanie, że „nikogo nie zastał”.

    Poza tym istnieje też problem skrzynek pocztowych (już luźniej zw. z Pocztą) „zgodnych z normami UE” (skrzynki te są dość obszerne, więc myślę, że argument o tym, że przesyłki listowe są za duże jest niesłuszny), które zamontowano likwidując stare. Osobiście, mnie się one nie podobają, raz dlatego, że każdy człowiek z ulicy może mi tam wrzucić ulotkę; dwa, że mój kluczyk pasuje do kilku skrzynek sąsiadów (więc możliwe, że sąsiad ma dostęp i do mojej); trzy, bo słabo widać, czy coś w niej jest, czy nie. Nie wiem na ile te skrzynki się rozpowszechniły do dzisiejszego dnia, ale wnioskuję, że skoro są „zgodne z normami UE”, to pewnie wszyscy mamy takie same.

    Chciałbym tu zaznaczyć, mając na względzie opinie obrońców Poczty Polskiej, że do pań w okienkach i kierowników placówek, w zasadzie nie należałoby mieć pretensji, bo oni postępują na podstawie regulaminu. Wyobrażam sobie też, że wdrożenie dowolnej innowacji wiąże się z długotrwałą i niepewną w wynikach procedurą biurokratyczną. Istnieje jednak sposób ‚walki’ z niedoskonałościami Poczty Polskiej. Zdecydowanie polecam pisać podania/wnioski/skargi/pytania do Generalnej Dyrekcji Poczty Polskiej. I to pisać cierpliwie, nieustannie, systematycznie. Urzędnik pracuje tak, że ma na biurku X pism do rozpatrzenia i czuje się odciążony gdy upora się z każdym. Nieustanne i cierpliwe kierowanie pism w tej samej sprawie spowoduje, że urzędnik stale, miesiąc w miesiąc, będzie miał tą jedną sprawę na biurku. Wciąż będzie musiał na nią odpowiadać. Aż w końcu, za którymś razem, nabierze przekonania, że tylko gdy naprawdę skutecznie załatwi sprawę, to pozbędzie się problemu. Zwłaszcza jeśli petent wykaże się, oprócz cierpliwości, także znajomością regulaminu obowiązującego urzędnika, wskaże konkretne kroki, które ten powinien podjąć i uzasadni, że jak najbardziej może je wykonać, aby skutecznie rozwiązać sprawę.

    Urzędnik po prostu nie ma innych bodźców, ze strony petenta, do tego aby być efektywnym. Nie płaci za błędy ze swojej kieszeni, ani nie dostaje nagród za wyjątkowo sprawną i miłą obsługę. Wyznacznikiem jego działań jest wyłącznie regulamin i tylko w oparciu o niego można urzędnika skłonić do działania. Dlatego polecam nie ‚machać ręką’ kiedy po raz kolejny dostajemy awizo, albo przesyłka nie dotrze na czas, ale z miejsca pisać skargę. Sam dostałem kiedyś odszkodowanie od Poczty, z powodu niedostarczenia telegramu na czas, które kilkakrotnie przekraczało poniesiony przeze mnie koszt (‚zarobiłem’ kilkadziesiąt zł). Zatem pisać warto.

    A co do braku profesjonalizmu i amatorki, o której pisał autor, to właśnie ci co mają innowacyjne pomysły na to jak usprawnić działanie Poczty Polskiej, skrócić czas w kolejkach itp., mogą śmiało je zgłaszać, bo zostaną rozpatrzone. Na przykładzie ZTMu, wiem, że jeden przystanek autobusowy w Warszawie powstał na wniosek mojego znajomego – studenta transportu. Przedstawił ZTMowi pewną argumentację, którą ZTM, widać, zaakceptował. Także nie jest tak, że my, obywatele, mamy niewielki wpływ na cokolwiek i możemy jedynie narzekać.

    Wobec głównej tezy artykułu (dość pesymistycznej) – czy jest inna droga aby ‚walczyć’ o większą efektywność Poczty Polskiej?

  13. @ abecede Says:
    > kto z Poczty zabiera Twoje cięzko zarobione > piniądze i co nimi dotuje?
    > Poczta nie dostaje żadnych dotacji

    Chyba jakaś kpina. A monopol to co? To nie dotacja???

    A ze statutu Poczty Polskiej taki fragmencik
    „§ 26. 1. Poczta Polska otrzymuje z budżetu państwa:
    1) dotację podmiotową, jeżeli działalność Poczty Polskiej jest nierentowna w wyniku ponoszenia strat związanych z prowadzeniem działalności polegającej na świadczeniu powszechnych usług pocztowych.”

  14. Najbardziej podoba mi sę ten komentarz z pierwszego z powyższych wątków:

    „Na szczęście Inpost wymyślił PACZKOMATY.

    PACZKOMAT ma następujące zalety w stosunku do Poczty Polskiej:

    1. odbierasz paczkę w miejscu, które sam sobie wybierzesz, a nie na jedynej
    poczcie przy dworcu Kaliskim

    2. o tym, że paczka nadeszła, powiadamia Cię email i SMS, a nie awizo zostawione
    przez listonosza, który będzie Ci wmawiał, że na pewno nie było Cię w domu

    3. paczkomat jest czynny całą dobę, a nie np. do 18

    4. do paczkomatu raczej nie ma kolejki

    5. paczkomat nie robi sobie przerwy na malowanie paznokci, drugie śniadanie albo
    stemplowanie papierków, tak jak panie na poczcie

    6. paczkomat wyda Ci Twoją przesyłkę na podstawie kodu z SMS-a bez zbędnych
    pytań, na przykład bez konieczności pokazywania dowodu, upoważnienia od żony,
    KRSu firmy, pieczątki

    7. paczkomat nie będzie robił głupich komentarzy przy wydawaniu przesyłki
    nadanej przez sex-shop 🙂

    8. za przesyłkę do paczkomatu zapłacisz w sklepie internetowym co najmniej
    połowę mniej niż za przesyłkę Pocztą Polską

    Howgh. „

  15. to ja wam opowiem swoją historię z PP:)
    Otóż kiedyś coś sobie przez allegro zamówiłem. Tak się jakoś złożyło, że cały dzień siedziałem chory w domu i wieczorem, kiedy ktoś już raczył wrócić z pracy, uczelni itp., wręczył mi avizo, które leżało w skrzynce. Pamiętam dobrze, że był to czwartek. Poszedłem więc na maxa wku*****y na pocztę i zrobiłem im wielką aferę. Pani naczelniczka, czy kto tam dowodzi, od razu chciała, żebym sobie odebrał przesyłkę i uprzejmie mnie zaczęła przepraszać, że pocztowcy mają ciężkie tormy itd. Więc równie uprzejmie jej zwróciłem uwagę, że przecież ich torby mają kółka po to, żeby nie zap*******ć z nimi na ramieniu. Powiedziałem jej też, że jutro (w piątek) chcę żeby mi listonosz przyniósł tę paczkę do domu w zębach, jak mu w rękach za ciężko. I wróciłem do domu. W piątek nikt mi nie przyniósł przesyłki, więc poczekałem do poniedziałku. We wtorek z rana wziąłem z domu tamto czwartkowe avizo i poszedłem na pocztę, żeby odebrać przesyłkę. Okazało się zaraz, że przecież odebrałem, no bo u nich tej przesyłki nie ma. Strasznie się wku*****m wtedy i zażądałem wykazu tego ich zeszytu z podpisami przy odbiorze przesyłek. Okazało się, że jakiś c**j-wie-kto podpisał sobie odbiór i wziął moją przesyłkę. Zrobiłem więc jeszcze większą aferę. Szybko okazało się, że listonosz już nie jest listonoszem i musiał sobie poszukać innej pracy. A teraz wszystkie przesyłki dostaję do rąk własnych.

    Ps. przepraszam za słownictwo, ale na samo wspomnienie się we mnie gotuje..

  16. jednym z koronnych argumentów za utrzymaniem PP jest przekonanie że poprzez demonopolizację zabraknie usług pocztowych na wsiach, jakoby nie będzie się to opłacać itp. A przecież brak poczty to cofnięcie się do średniowiecza
    ciekawe że w każdej wsi jest przynajmniej jeden sklep mimo ze nie ma prawa które gwarantuje wszystkim równy dostęp do sklepów?
    Być może poczta a sklep to dwa różne biznesy? Ale przecież opłacalność usługi zależy od ceny. Jeśli koszty wysłania listu z małej wsi są większe to za odpowiednią kwotę zawsze znajdzie się firma która podejmie się takiego zadania.
    Można sobie wyobrazić że po listy kurierzy będą przyjeżdżać co drugi trzeci dzień, albo jeszcze lepiej, sklepikarz może nawiązać współprace z firmą pocztową i na swoim lokalu wywiesi skrzynkę na listy, w drodze do miasta po towar będzie zawozić i przywozić listy. Koszt transportu praktycznie zerowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy