Machaj: Nowe parytety

28 lutego 2010 Komentarze komentarze: 11

Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

Niedawno rozgorzała w Polsce dyskusja na temat wprowadzenia nowego układu parytetów. Sprawa dotyczy zmiany obowiązujących parytetów na listach wyborczych do polskiego parlamentu. W samym parlamencie parytet ma pozostać niezmieniony. Obecnie wynosi on 100% dla ludzkiej rasy, części polskiego społeczeństwa powyżej określonego roku życia, bo polski dorosły człowiek jest (póki co) jedyną istotą żywą, która ma prawo dostać się do parlamentu. Analogicznie do tego wygląda parytet na listach wyborczych – tutaj również obowiązuje taka sama zasada, czyli sto procent miejsc, których liczba w przeciwieństwie do parlamentu nie jest ograniczona, jest przyznanych dorosłym Polakom.

Aktualnie dyskutuje się nad tym, aby obecny stuprocentowy parytet przyznany ludziom na listach wyborczych rozbić na dwie grupy. Kilkadziesiąt procent miejsc ma być zagwarantowane jednej z płci.

Sama koncepcja parytetu jako taka nie budzi radykalnych kontrowersji, ponieważ parytety są wszędzie. Zgodnie z prawem polskim w instytucji małżeństwa mamy ustanowiony parytet 50% dla każdej z płci. Wśród zawodników koszykówki męskiej stuprocentowy parytet jest przyznany mężczyznom. Klub kobiet w ciąży szczyci się stuprocentowym parytetem płci żeńskiej. W powołaniu kapłana w Kościele katolickim stuprocentowy parytet został przyznany nieżonatym mężczyznom. Podobne przykłady można by mnożyć bez trudu. Kontrowersją pozostaje jednak sprawa, jakie parytety i gdzie powinny być ustanowione, a przede wszystkim kto powinien o tym decydować.

W trakcie obecnej dyskusji na temat zmiany parytetów na listach wyborczych pojawia się kilka istotnych faktów, na które warto zwrócić uwagę. Pierwszy z nich to naiwna wiara, o dziwo wyznawana w niektórych ruchach feministycznych, w to, że demokracja jest systemem, w którym rządzi większość. Niestety jest to tylko przesąd, mający niewiele wspólnego z prawdą. To, czy parytet płci zostanie wprowadzony, czy nie, najprawdopodobniej nie będzie miało większego wpływu na faktyczny podział władzy i rozkład sił w polskiej polityce. Karty w demokracji będą nadal rozdawać najmocniejsi i najsprytniejsi gracze, dobrze nam znani politycy, wśród których zresztą już teraz jest wiele kobiet. Jeśli zmiana parytetów wprowadzi kogoś do władzy ustawodawczej, to będą to zapewne przeciętne etatowe posłanki, którym wcześniej brakowało po prostu ikry, zdolności lub determinacji, by wspiąć się wyżej w partyjnej hierarchii i którym dopiero nowe regulacje utorują drogę na ciepłą państwową posadkę finansowaną z pieniędzy podatników. W sejmie i senacie nie będą znaczyły nic w zestawieniu z cwanymi, zaprawionymi w bojach koleżankami, które awansowały do pierwszej politycznej ligi wyłącznie o własnych siłach.

Dużo ważniejszy od samych parytetów jest system społeczno-gospodarczy, który panuje obecnie w Polsce, ponieważ celem ustrojowym nie powinna być liczba osób określonej płci per se. Jeśli Kazimiera Szczuka przekona nas, że kobiety mają wyraźnie większe (i przekładane na rzeczywistość) inklinacje do wprowadzenia leseferyzmu w Polsce, to ja pierwszy będą postulował stuprocentowy płciowy parytet w sejmie i zakaz kandydowania mężczyzn do parlamentu.

Po trzecie, co związane z powyższym, niestety kobiety raczej nie będą wykazywały takich inklinacji (chociaż z radością bym taką wiadomość powitał), więc fakt jest taki, że zmiana parytetów poprowadzi do mocniejszej „polityzacji” kobiet w rozumieniu wepchnięcia ich w aparat roszczeniowo-administracyjny. W porządnym systemie natomiast taki aparat powinien być jak najbardziej zredukowany. Taka „polityzacja” wcale nie jest dobra, ponieważ wbrew mitologii politologii polityka nie jest dziedziną, która ma rozwiązywać konflikty. Polityka jest dziedziną, która konflikty produkuje. Wyodrębnienie spośród społeczeństwa kolejnej polityzowalnej grupy nacisku wcale nie poprawi ładu społecznego. Widać to na każdym przykładzie takiej „polityzacji”.

Niestety cała dyskusja dotyczy znowu sfery publicznej. Tymczasem problemów parytetów najlepiej rozwiązać na poziomie własności. Niech każdy prywatnie decyduje, kogo chce wpuszczać do swojego domu, albo kogo na jakich warunkach zatrudniać i jakie parytety przyjmować. Dzięki temu mechanizm rynkowy będzie eliminował dyskryminację, ponieważ przedsiębiorca, który nie zatrudni produktywnej kobiety i wybierze gorszego mężczyznę, zostanie z rynku wyparty przez konkurentów, którzy wybiorą lepszego pracownika. Nie ma lepszego egzekutora trwałej integracji społecznej i eliminującego nieuzasadnionych uprzedzeń niż mechanizm rynkowy.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

11 Komentarze “Machaj: Nowe parytety

  1. „Jeśli Kazimiera Szczuka przekona nas, że kobiety mają wyraźnie większe (i przekładane na rzeczywistość) inklinacje do wprowadzenia leseferyzmu w Polsce, to ja pierwszy będą postulował stuprocentowy płciowy parytet w sejmie i zakaz kandydowania mężczyzn do parlamentu.”
    – mistrzostwo!

  2. Wszyscy dobrze wiemy, o co tu chodzi, więc zróbmy to raz a dobrze. Niech parytet wynosi 100% kobiet w Sejmie, Senacie i rządzie. Przecież gorzej niż teraz być nie może, więc nic nie ryzykujemy. A szansa jest duża, bo kobiety mają czasem doskonałe pomysły.

  3. Jeśli (…) kobiety mają wyraźnie większe (i przekładane na rzeczywistość) inklinacje do wprowadzenia leseferyzmu w Polsce, to ja pierwszy będą postulował stuprocentowy płciowy parytet w sejmie i zakaz kandydowania mężczyzn do parlamentu.
    (…) co związane z powyższym, niestety kobiety raczej nie będą wykazywały takich inklinacji.

    Do tej pory wydawało mi się, że Pan jest zdania, że nic nie jest zależne od płci. Ale wyżej przytoczony fragment obala moje myślenie o Pańskich poglądach. Spodziewałam się także argumentów odnośnie krytyki samych parytetów, a nie przepychania się płytkimi argumentami, tj. że kobiety w sejmie, które dostałyby się po wprowadzeniu parytetu, by nic nie znaczyły. A uważa Pan, że obecnie 460 osób, które zasiada z sejmie coś znaczy?

    Oczywiście jestem przeciwko parytetom w polityce, ale nie takimi argumentami, proszę Pana…

  4. „Niech parytet wynosi 100% kobiet w Sejmie, Senacie i rządzie. Przecież gorzej niż teraz być nie może, więc nic nie ryzykujemy.” – czasami odnoszę wrażenie, że niektórzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Autor tekstu dowodzi, że odgórne narzucanie ludziom pewnym wzorców nie prowadzi do niczego dobrego, gdyż jedynie mechanizm rynkowy wyłania najlepszą jakość. Zatem, jeśli szansa na dobre rządy kobiet byłaby taka duża, to już dawno wyborcy wybraliby (bez przymusu) wyłącznie kobiety do sprawowania władzy. Tak się jednak nie dzieje, więc szansa nie jest duża.

  5. ad 5

    „jeśli szansa na dobre rządy kobiet byłaby taka duża, to już dawno wyborcy wybraliby (bez przymusu) wyłącznie kobiety do sprawowania władzy. Tak się jednak nie dzieje, więc szansa nie jest duża.”

    Myślę, że to nie do końca tak. Co-cztero-letnie wybory to nie rynek. Poza tym nawet w teorii ekonomii Pan Machaj nie jest zwolennikiem pełniej informacji i obiektywnej racjonalności konsumentów, tym bardziej raczej wątpi w racjonalność i mądrość wyborców. W przeciwnym wypadku bowiem, co z tezą, „że skoro wolny rynek jest taki dobry, to dlaczego libertarianie przegrywają wybory?”…

  6. Ad 5
    Trochę przeceniasz znaczenie mojej ironicznej wypowiedzi. Zresztą sam autor nie tyle „dowodzi, że odgórne narzucanie ludziom pewnych wzorców nie prowadzi do niczego dobrego”, ile wskazuje, że „dużo ważniejszy od samych parytetów jest system społeczno-gospodarczy”. A wybory do Sejmu mają niewiele wspólnego z zagadnieniem wolnego rynku. Myślę, że Sejm „narzucony” albo wyłoniony w losowaniu mógłby być znacznie pożyteczniejszy niż Sejm wyłoniony w wyborach powszechnych.
    Autor być może między wierszami odwołuje się do słynnej Misesowskiej metafory głosowania na wolnym rynku: ludzie codziennie głosują swoimi złotówkami, dolarami itd. na najefektywniejszych przedsiębiorców. To jednak jest zupełnie inne głosowanie, bo tu każdy głos zwycięża, a w wyborach do Sejmu zwyciężają tylko głosy oddane na kandydatów, którzy zostaną ostatecznie posłami. Reszta się nie liczy.

  7. @ MD

    „Do tej pory wydawało mi się, że Pan jest zdania, że nic nie jest zależne od płci.”

    Nic nie jest zalezne od plci? Jak nic moze nie byc zalezne od plci? Nie rozumiem – plec to niezwykle wazny czynnik i zawsze jakos o czyms decyduje i na cos wplywa.

    „Spodziewałam się także argumentów odnośnie krytyki samych parytetów, a nie przepychania się płytkimi argumentami, tj. że kobiety w sejmie, które dostałyby się po wprowadzeniu parytetu, by nic nie znaczyły.”

    Nie beda znaczyly „nic” w porownaniu do ich kolezanek, ktore dostaly sie do wladzy bez parytetow.
    Co nota bene nie swiadczy o nich zle. Znam wielu ludzi, ktorzy nie byliby w stanie odniesc sukcesu w polityce i nie traktuje tego jako wade. Osobiscie to wprost przeciwnie, traktuje to jako zalete.
    Ten fragment mojego tekstu nie byl ani argumentem na rzecz, ani argumentem przeciwko parytetom i nie nalezy go tak traktowac. To byla czysta obserwacja – w KONTEKSCIE obecnej walki politycznej parytety beda promowac slabeuszy. Byc moze to dobrze, byc moze zle. I wlasnie o CELU promowania takich „slabeuszy” nalezy dyskutowac.

    „Oczywiście jestem przeciwko parytetom w polityce”

    A ja wlasnie nie jestem, bo dla mnie liczy sie cos innego niz parytety. Dyskusja o parytetach to dyskusja o nozach. Nie mozna mowic, ze noz jest zly, lub dobry. Jedynie cel, jakiemu sluzy, jest dobry lub zly.

    Tak, czy inaczej, piszac ten komentarz doszedlem do wniosku, ze pewnie potrzebowalbym z 4 razy wiecej przestrzeni, zeby krok po kroku dokladnie wyjasnic moj punkt widzenia tak zeby nie rodzic kolejnych kontrowersji i w miare w pelni wyczerpac temat. Mam nadzieje, ze ten komentarz chociaz troche rozjasnia sprawe.

  8. Widzi Pan, a ja uważam, że nóż jest dobry albo zły, zależności jakim celon służy (krojeniu chleba czy zabijaniu). I tak samo parytet, nie rozumiem, jakim słusznym celom miałby przyświecać, skoro tylko i wyłączni ogranicza.

    I skoro od płci tak wiele zależy, to proszę mi powiedzieć, jak przekłada się to na poglądy społeczno-ekonomiczne kobiet i mężczyzn?

  9. Nie twierdze, ze plec sie przeklada na poglady, ani nie to bylo celem mojego tekstu.

    Nie mam zadnych powodow A PRIORI, zeby uwazac, ze plec jakos decyduje o tym, czy ktos ma poglady leseferystyczne, czy nie. Jesli mialbym ZGADYWAC, czy plec decyduje o stopiu pogladow wolnorynkowych, to bym zgadywal, ze nie.

    Natomiast o co mi chodzilo z inklinacjami? Chodzilo mi o to, ze odstawiajac zgadywanki a priori na bok, moglibysmy zrobic jakies badania dotyczace pogladow liberalnych. I moje twierdzenie bylo takie: JESLI by sie okazalo, ze STATYSTYCZNIE (na podstawie badan czysto empirycznych) kobiety bardziej popieraja leseferyzm niz mezczyzni, to chetnie wprowadzilbym parytet 100% dla kobiet.

    A na koniec moj komentarz, ze wydaje mi sie, ze taka zaleznosc statystyczna by sie nie pojawila i ze rozklad pogladow politycznych nie jest statystycznie zalezny od plci. Choc z radoscia bym powital zaleznosc, ze kobiety to ogolnie rzecz biorac leseferysci, a mezczyzni to socjalisci.

    Co z powyzszego jest tak bardzo kontrowersyjne?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy