Gregory: Zakaz posiadania broni palnej a wojna z narkotykami

5 marca 2010 Społeczeństwo komentarze: 27

Autor: Anthony Gregory
Źródło: www.fff.org
Tłumaczenie: Łukasz Buczek
Wersja PDF

Wielu przeciwników ograniczania dostępu do broni palnej popiera wojnę z narkotykami, z kolei krytycy i reformatorzy amerykańskiego prawa narkotykowego pokładają nadzieję w kontroli dostępu do broni. Konserwatystów można zaliczyć do pierwszej grupy a liberałów do tej drugiej.

W rzeczywistości te dwie sprawy mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się zdawać. Gdy prawo określa rodzaj broni, jaką można kupować, posiadać, nosić przy sobie lub rodzaj narkotyków, jakie można kupować, posiadać i zażywać, mamy do czynienia z przestępstwem posiadania: nieszkodliwym wykroczeniem, gdzie zaledwie posiadanie czegoś jest określane jako przestępstwo i jest karane grzywną oraz karą więzienia.

Oba te zakazy są wysoce niemoralne, ponieważ naruszają fundamentalne prawo wolności osobistej. W wolnym społeczeństwie wszystkie jednostki są właścicielami samych siebie oraz owoców swej pracy i wymiany. Mogą też robić co tylko zechcą, o ile nie naruszają wolności i własności innych ludzi. Aresztowanie, ściganie i więzienie ludzi za posiadanie broni lub konsumpcję narkotyków jest pogwałceniem prawa do samoposiadania, a w związku z tym do kontroli nad własnym ciałem i własnością.

Prawo do samoposiadania implikuje prawo do samoobrony oraz nabywania środków do jego egzekwowania. Zatem, wszelkie racjonowanie dostępu do broni jest niemoralnym naruszeniem prawa do samoobrony i samoposiadania.

Prawo do samoposiadania obejmuje prawo do leczenia we własnym zakresie, do wyboru tego, co się chce zażyć. Albo jesteś właścicielem samego siebie, albo nie.

Przepisy ograniczające dostęp do broni uczyniły bezbronnymi miliony Amerykanów. Przepisy dotyczące narkotyków pozbawiły tysiące chorych na raka, AIDS i jaskrę dostępu do marihuany i jej leczniczych właściwości. Ingerencja w prawo wyboru metod leczenia oraz ograniczanie prawa do samoobrony stały się sprawami życia lub śmierci dla zbyt wielu pokojowo nastawionych Amerykanów. Koronny argument przeciw tym przepisom jest natury moralnej: ludzie mają prawo do samoposiadania, samoobrony, posiadania własności oraz kontroli nad swymi ciałami. W praktyce, pogwałcenie tych praw prowadzi do katastrofy.

Ze względu na szczególną naturę przestępstw posiadania, podobieństw pomiędzy ograniczaniem dostępu do broni oraz wojną z narkotykami jest znacznie więcej.

Tworzenie szpiegów i niszczenie wolności osobistych
Przepisy dotyczące posiadania bardzo trudno zaimplementować w wolnym społeczeństwie. Skoro niczyje prawa nie zostały naruszone przez osobę posiadającą zabroniony rodzaj broni lub palącą marihuanę, nie ma też ofiary mogącej zawiadomić policję o tym „przestępstwie”. Osoby trzecie także jakoś nie kwapią się, by donosić na swych sąsiadów. Policja zatem musi aktywnie poszukiwać łamiących prawo. Podejście to w sposób nieunikniony prowadzi do pogwałcenia kolejnych swobód obywatelskich, takich jak prawo do prywatności, ochrony przed nieuzasadnionymi przeszukaniami i konfiskatami mienia. Podsłuchy, blokady dróg oraz szpiegostwo stają się codziennością.

Skoro niewielu ludzi ma naturalną skłonność do donoszenia na swoich sąsiadów w związku z ich nieszkodliwymi działaniami, rząd musi stworzyć zachęty, aby stali się stróżami prawa. Wojna z narkotykami oraz z Drugą Poprawką Konstytucji, zainspirowała rząd do wywarcia presji na nauczycielach i wychowawcach, by wypytywali dzieci o broń i narkotyki będące w posiadaniu ich rodziców. Winni przestępstwa posiadania broni lub narkotyków są często namawiani do zeznawania przeciwko innym przestępcom — często mającym znacznie mniejsze „występki” na sumieniu — w zamian za niższy wymiar kary. Niejednokrotnie prowadzi to do sytuacji, gdzie drobni przestępcy otrzymują dłuższe wyroki więzienia niż wielcy przemytnicy. Miejscem programów rządowego wspierania donosicielstwa są książki o historii Związku Radzieckiego, a nie wolne społeczeństwo.

Co więcej, ponieważ nieszkodliwe przestępstwa są trudne do udowodnienia na drodze właściwej procedury prawnej, ciężar dowodowy został drastycznie zaniżony. Jedyne czego potrzeba to obecność broni, narkotyków lub pieniędzy użytych w  nielegalnych transakcjach ­­— a w myśl niedawnych zmian w prawie wymagane jest nawet mniej. Często wystarczy zeznanie kogoś, komu prokurator zaoferował łagodną karę. Tym sposobem tysiące niewinnych ludzi — znacznie mniejszą liczbę uznano winną ponad wszelką wątpliwość — skończyło w więzieniu. Restrykcje wobec prowokacji policyjnej oraz podkładania dowodów zostały stopniowo rozmyte i zignorowane w majestacie prawa zakazującego posiadania kontrabandy.

Ponieważ miliony Amerykanów narusza prawa posiadania broni i narkotyków, a ze względu na ograniczenia logistyczne i finansowe niemożliwością jest zatrzymanie i ukaranie choćby części z nich — większość ludzi wolałaby raczej ukarać morderców — wyroki stają się niesprawiedliwe i nieproporcjonalne. Przestępstwo posiadania broni lub narkotyków jest jednym z niewielu wykroczeń, dla którego aparat rządowy ustalił dolną granicę wymiaru kary. Tymczasem prawdziwi kryminaliści, kradnący mienie lub dopuszczający się aktów przemocy, otrzymują wyroki znacznie krótsze i są uwalniani wcześniej ze względu na przepełnienie więzień. Więźniowie osadzeni za naruszenie zakazu posiadania broni lub narkotyków otrzymują dłuższe wyroki niż sprawcy napadów, morderstw, włamań, kradzieży oraz przestępstw na tle seksualnym. Ta przerażająca niesprawiedliwość jest nieunikniona, skoro zabrania się robienia czegoś, co ludzie chcą robić w pokojowych zamiarach.

Czarny rynek a przestępczość
Oczywiście wojna z narkotykami i zakaz posiadania broni prowadzą do powstania wielkich czarnych rynków. Ludzie decydujący się na nielegalny biznes są gotowi zaryzykować i złamać także inne zakazy. Przy braku prawnych mechanizmów arbitrażowych spory są rozstrzygane z użyciem przemocy. Im więcej pieniędzy wydanych na egzekwowanie prawa, tym bardziej biznes staje się lukratywny i ryzykowny, a to skutkuje wzrostem przemocy. Ekonomiści szacują, że wojna z narkotykami zwiększyła ilość zabójstw o 50 procent. Natomiast z wyliczeń Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że 2 miliony przestępstw rocznie jest udaremnianych przez uzbrojonych obywateli. Niewiele jest zakazów, po których zniesieniu przestępczość mogłaby się tak drastycznie obniżyć.

Przemoc wywołana wojną z narkotykami oraz z właścicielami broni prowadzi do zwiększenia wydatków publicznych oraz ilości drakońskich praw, a zatem do większej przestępczości i przemocy. Czarnorynkowe pieniądze pogłębiają także korupcję w policji i w systemie sądowniczym. Łapówkarstwo staje się chlebem powszednim, a w niektórych miejscach niebezpiecznie zaciera się granica pomiędzy zorganizowaną przestępczością a departamentami policji.

Ogromna ilość pieniędzy na czarnym rynku zainicjowała wprowadzenie konfiskaty majątku — nieamerykańskiego, niekonstytucyjnego pogwałcenia wolności i prawa własności, gdzie rząd może skonfiskować własność nabytą w drodze domniemanego „przestępstwa”, nawet jeśli nikomu nie przedstawiono formalnych zarzutów. W 80 procent przypadków nikt nie zostaje postawiony w stan oskarżenia. To prowadzi do jeszcze większej korupcji w policji, gdzie całe oddziały jak i pojedynczy funkcjonariusze mają motywację, by skonfiskować jak najwięcej majątku, żeby później zgarnąć je do swoich kieszeni. Konfiskata majątku miała być dobrym narzędziem walki z narkotykami i nielegalną bronią. Stała się jednak potworem, doprowadzającym do takich sytuacji, jak ta dotycząca zabicia milionera Dona Scotta. Zabójcy — agenci biura szeryfa w Los Angeles — wtargnęli do jego domu w środku nocy, ponoć poszukując marihuany, zaraz po tym, jak Scott odmówił rządowi sprzedaży swej cennej ziemi. Prokuratura okręgowa z Ventura County orzekła, że agenci kierowali się perspektywą zastosowania konfiskaty majątku względem jego posiadłości ziemskich.

Czarnorynkowe pieniądze pochodzące z handlu narkotykami i bronią indukują powstanie kolejnych praw, zwalczających inne nieszkodliwe „przestępstwa”, określane jako „pranie pieniędzy”. W wolnym społeczeństwie ludzie mogą robić ze swoją własnością, co tylko uważają za słuszne, o ile nie naruszają czyichś praw. Dotyczy to także przemieszczania jej, do innego kraju włącznie. Głównie przez niemożność wygrania przez rząd w wojnie z narkotykami i nielegalną bronią, prawo to także zostało drastycznie ograniczone.

Zamiast karać za sam akt popełnienia przestępstwa — i skończyć z prohibicją wywołującą te wykroczenia — politycy skupili się na broni i narkotykach, jakby te przedmioty były przyczyną gangsterskiej przemocy. Bez wojny z narkotykami i wywołanej przez nią przestępczości argumenty za ograniczaniem dostępu do broni byłyby znacznie słabsze. Bez wojny z narkotykami i idącymi z nią w parze atakami na Kartę Praw nawołujący do dalszych ataków na Drugą Poprawkę musieliby działać bez wielu istotnych precedensów.

Prohibicja
Związek pomiędzy prohibicją narkotykową a ograniczeniem dostępu do broni ma swe źródło daleko w historii. Zorganizowana przestępczość Ala Capone i mafii, która rozkwitła dzięki prohibicji alkoholowej, była uzasadnieniem dla pierwszego powszechnego ograniczenia dostępu do broni (National Firearms Act of 1934). Interesujące jest to, że zamiast oskarżenia Ala Capone o złamanie praw dotyczących trunków lub za akty przemocy, rząd oparł się o prawo podatkowe, a z czasem znalazł sposób na zabronienie posiadania broni używanej przez gangi. Zamiast skupić się na samym akcie przemocy — co jest trudne do wykonania, kiedy rozkwitający czarny rynek korumpuje wymiar sprawiedliwości oraz szerzy przestępczość — rząd zmienił pokojowe zachowania w nowe przestępstwa, co w dłuższej perspektywie jedynie pogorszyło sytuację. Złe prawa rodzą więcej złych praw.

Trzy lata po uchwaleniu National Firearms Act, władze federalne przeforsowały najszkodliwszą ustawę od czasów prohibicji alkoholowej, podatek od marihuany (Marijuana Tax Act of 1937), a rok później federalne restrykcje w dostępie do broni (Federal Firearms Act of 1938). Politycy rozszerzyli klauzulę handlową w konstytucji, aby wprowadzić oba te rażąco niekonstytucyjne prawa.

Szczególnie skandaliczne w obecnym prawie jest to, że za popełnienie przestępstwa związanego zarówno z posiadaniem broni, jak i narkotyków grozi wyższa kara, niż gdyby rozpatrywać obie te sprawy oddzielnie, a wyrok zsumować. Nawet posiadanie legalnej broni w czasie popełniania „przestępstwa” narkotykowego skutkuje wymiarem kary nie mniejszym niż pięć lat więzienia. Czasem wyroki są podwajane. Kiedy przestępcy narkotykowi są zwalniani z nadzorem kuratorskim lub warunkowo, pozbawia się ich wszelkich praw do posiadania broni. Ten okrutny atak na podstawowe prawa człowieka przestępców narkotykowych przyciąga niewiele uwagi. Częściowo powodem jest to, że wielu zwolenników swobodnego dostępu do broni nie solidaryzuje się z przestępcami narkotykowymi, zaś wielu pronarkotykowych reformatorów jest zbyt apatycznych wobec prawa do posiadania broni.

Tak długo jak zwolennicy powszechnego dostępu do broni nie dostrzegą zagrożenia dla naszej obywatelskiej i finansowej swobody płynącej z krucjaty przeciwko narkotykom — i tak długo jak przeciwnicy wojny z narkotykami nie zrozumieją zła płynącego z zakazu posiadania broni — Amerykanie będą świadkami powolnego obdzierania ich z praw przez te dwa niekonstytucyjne i niemoralne zakazy.

Z drugiej strony, jeśli obrońcy swobód obywatelskich staliby się bardziej pryncypialni wobec rządowych zakazów posiadania — albo jeszcze lepiej, jeśliby wstawili się za naturalnym prawem do posiadania broni w celu ochrony siebie, swych rodzin i własności, i za wszystkimi osobami mającymi prawo posiadać i zażywać co tylko zechcą — moglibyśmy się zjednoczyć przeciwko obu tym opresjom. Mielibyśmy szansę odtworzyć dwa fundamentalne prawa, które straciliśmy w tragicznych okolicznościach minionego stulecia. Ponieważ swobody te nierozerwalnie dotyczą tak wielu innych praw Amerykanów, oraz ze względu na ich związek z przemocą, przywrócenie prawa do posiadania broni i zakończenie wojny z narkotykami będzie skutkowało jednym z największych rozkwitów wolności i praworządności w historii Ameryki.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Anthony Gregory

Pozostałe wpisy autora:

27 Komentarze “Gregory: Zakaz posiadania broni palnej a wojna z narkotykami

  1. >Prawo do samoposiadania implikuje prawo do samoobrony oraz nabywania środków do jego egzekwowania.

    Nieprawda. Ono niczego nie implikuje.

  2. Ad. 1
    Skoro prawo do samoposiadania niczego nie implikuje, to jaki pożytek jest z własności jakiejkolwiek? Skąd zatem pochodzą prawa do korzystania z i obrony tejże? Z „umowy społecznej”? Odrzucamy postęp technologiczny z jego zaawansowanymi metodami obrony na rzecz czego? Państwowego monopolu na przemoc i przestępczej „szarej strefy” w tej dziedzinie? Jeżeli prawo do samoposiadania naturalnie nie przynosi ze sobą prawa do dowolnego użycia, z poszanowaniem praw pozostałych samoposiadaczy, to wracamy do barbarzyńskiego braku zrozumienia innej jednostki. Klasyczne „nadużycie rozumu”.

  3. Skoro prawo do samoposiadania niczego nie implikuje, to jaki pożytek jest z własności jakiejkolwiek? Skąd zatem pochodzą prawa do korzystania z i obrony tejże? Z “umowy społecznej”?

    a to tertium non datur?

  4. Zawsze rozumiałem owe „implikacje” jako skrót myślowy: nie możemy spójnie argumentować jednocześnie na rzecz X i Y, na rzecz i X i przeciwko Y, czyli X implikuje Y.

    Ale mogę się mylić:)

    Co do meritum, to polecam absolutnie re-we-la-cy-jne artykuły na ten temat filozofa Michaela Huemera, który nie tylko analizuje problem krok po kroku i rozważa argumenty za przeciw, ale też odwołuje się szeroko do badań empirycznych:

    http://home.sprynet.com/~owl1/guncontrol.htm
    http://home.sprynet.com/~owl1/drugs.htm

  5. Sorry, ale z racji studiowanego przeze mnie przedmiotu oraz po – z wierzchu przynajmniej – naukowej formie tekstów powołujących się na prawa wywodzone z „zasady samo-posiadania” przywykłem do w miarę ścisłego używania języka. :>

  6. Ja tam jestem przeciw powszechnej dostępności do broni palnej. Przede wszystkim jeżeli chodzi o mojego sąsiada, jak on by kupił to i ja bym był zmuszony, jakaś równowaga sił na granicy musi przecież być. A jeszcze koniecznie kamizelkę kuloodporną dla dziecka do szkoły. No chyba, że są wykrywacze metalu przy wejściu.
    A co z reklamą narkotyków np. w szkołach, zakazanie jej to też byłby chyba przykład ograniczenia wolności i tłumienia indywidualnej kreatywności.

  7. A ja jestem przeciwko prawu do posiadania mydła. Bo mój sąsiad by kupił, no i jak bym był zmuszony, dla zachowania równowagi. A potem jeszcze szampon dla dziecka i płyn do higieny intymnej dla żony. A tak dobrze jest, jak jest. Sąsiad nie ma, ja nie mam i tak sobie śmierdzimy razem.

  8. EDIT: do mojego poprzedniego komentarza (6.) wkradł się błąd, już poprawiony. Chodziło oczywiście o „jeżeli popierasz X, to implikuje to, że musisz popierać Y w tym sensie, że nie da się niesprzecznie popierać X i stać w opozycji do Y”.

    @9. Mergiel

    Kamizelkę kuloodporną dla dziecka do szkoły należałoby zakupić już teraz. Przecież wywołujący strzelaniny mają łatwy dostęp do broni. Zdobycie nielegalnej broni kiedy mieszka się np. na blokowisku nie stanowi wielkiego problem.

    Czy lepszy jest system w którym tylko ludzie łamiący prawo mają dostęp do broni? Polecam linkowany wcześniej tekst Huemera.

    @8. Łukasz Buczek

    spytaj sie Huemera o prawa autorskie i do pracy:)
    http://home.sprynet.com/~owl1/

  9. Ad Maciej Miąsik
    Analogia faktycznie uzasadniona. Wiadomo przecież od dawna, że
    Częste mycie skraca życie,
    a szczególnie
    mycie nóg, życia wróg.
    Ad Stanisław Kwiatkowski
    „Kamizelkę kuloodporną dla dziecka do szkoły należałoby zakupić już teraz. Przecież wywołujący strzelaniny mają łatwy dostęp do broni.”
    Stąd wniosek: dostęp do broni również dla osób poniżej 18 roku życia. Niech się małolaty same bronią. Przecież ten wiek został arbitralnie ustanowiony przez państwowy reżim.
    „Czy lepszy jest system w którym tylko ludzie łamiący prawo mają dostęp do broni? ” Rozumiem, że Polskie Wojsko ma problem z dostępem do broni, ale że policja, ABW itd. to pierwsze słyszę, chociaż jak pamiętam wydarzenia w Magdalence, to chyba to prawda.
    Równie dobrze w imię wolności można się domagać powszechnego dostępu do materiałów rozszczepialnych, wybuchowych czy silnych trucizn.
    A jak by to ułatwiło pracę rolnikom.Zamiast rozrzucać maszyną gnój na polu, robi się kupę na środku, potem laska trotylu i trach, wszystko rozrzucone, że hej, nawet sąsiadka z chałupy na przeciwko. Były takie numery koło Pionek ale to dawne dobre czasy.

  10. Ad Mergiel

    Każdej rzeczy można użyć mądrze lub głupio. Dotyczy to każdego użytkownika (policji, gangów, nastolatków). Co dzień miliony ludzi używają różnych śmiercionośnych przedmiotów: samochodów, noży, nożyczek, gazrurek (hydraulicy), gorących cieczy (kucharze), ognia (palacze), substancji łatwopalnych (takich jak gaz, benzyna), śmiertelnych trucizn (takich jak kleje, nawozy sztuczne) itd.
    Czy na prawdę tak częste są przypadki celowego użycia tych przedmiotów przeciw bliźnim? Czy tworzenie złudzenia, że policja i wojsko czuwają, nie osłabia tylko czujności i sprawności przeciętnego obywatela i zwykłego użytkownika samochodu, noża, ….etc.?

  11. Witam
    Ad WF
    Wszystkie przedmioty, które wymieniłeś mają pożyteczne i bezpieczne zastosowania i obejście się bez nich jest obecnie niemożliwe,(można do tego nawet dodać samoloty pasażerskie). Nie mniej zagrożenie z ich niewłaściwego stosowania jest faktem i państwo oraz obywatele dokładają wszelkich starań aby je zminimalizować np. budując odpowiednie drogi, ustanawiając przepisy ruchu drogowego, policję drogową, edukację, kontrolę na lotniskach itd.
    Inaczej jest z bronią palną, tutaj nie widzę możliwych zabezpieczeń, które jednocześnie nie osłabiały by znacznie jej obronnego celu, np. trzymanie pistoletu w sejfie aby nie dobrały się do niego dzieci. Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica pomiędzy załóżmy pistoletem i samochodem. Z samochodu korzysta w się najczęściej w stanie psychicznego spokoju.
    Pistolet do samoobrony jest używany w sytuacjach nagłych i w towarzystwie silnych emocji.Mają z tym problem nawet wyszkoleni policjanci i żołnierze. Przecież oni są wyselekcjonowaną grupą ludzi. Natomiast jeżeli chodzi o bandytów to też jest w pewnym sensie wyselekcjonowana grupa. Czy sądzisz, że w przypadku upowszechnienia posiadania broni oni porzucą swój proceder? Wezmą się za uczciwą pracę? Nic z tych rzeczy, zmienią tylko taktykę i metody działania. Okradają np. podróżnych w pociągu po wpuszczeniu usypiającego gazu do przedziału. Nie mam nic przeciwko pewnej wolności dostępu do broni w Teksasie, Arizonie itd, nie znam tamtejszych warunków, ale w Europie do istniejącego zagrożenia ze strony przestępców, doszłoby jeszcze zagrożenie z powodu niewłaściwego lub przypadkowego użycia broni przez obywateli ich dzieci, nie mówiąc już o chorych psychicznie.
    „Czy tworzenie złudzenia, że policja i wojsko czuwają, nie osłabia tylko czujności i sprawności przeciętnego obywatela” Jak sobie tą czujność wyobrażasz? Będziesz z odbezpieczonym rewolwerem szedł do drzwi po każdym pukaniu? A jak będziesz chory lub zmęczony czy nawet w dobrym nastroju po kilku głębszych? A jak będzie napad na bank to będziesz strzelał do bandytów? A wojsko to co, ma być powrót do pospolitego ruszenia?
    Ja czujność obywatelską rozumiem jako natychmiastowe informowanie odpowiednich władz o naruszeniu prawa, zagrożeniu życia itd. Z doświadczenia wiem, że lepsza jedna wścibska sąsiadka niż wielki i agresywny pies biegający po podwórku.
    Sory, nie umiem krótko
    Pozdrowienia Mergiel

  12. No to ja w miarę krótko:

    „inaczej jest z bronią palną, tutaj nie widzę możliwych zabezpieczeń, które jednocześnie nie osłabiały by znacznie jej obronnego celu”
    Jednym z takich zabezpieczeń jest właśnie „równowaga zbrojeń”, danie każdemu MOŻLIWOŚCI posiadania broni (bandyci już ją mają). Wcale nie każdy musi ją mieć, sama możliwość, że każda potencjalna ofiara jest uzbrojona, zwiększa respekt bandyty wobec tej ofiary.

    Nie wiem, na czym polega różnica między Texasem a Europą. Tam też już chyba zeszli z drzew?

    „Czy sądzisz, że w przypadku upowszechnienia posiadania broni oni [bandyci] porzucą swój proceder?”

    Niektórzy pewnie porzucą, inni w ogóle nie rozpoczną, a jeszcze inni pomyślą dwa razy, zanim kogoś napadną (teraz myślą tylko raz), albo będą unikać popełniania przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu (będą unikać kontaktu z ofiarami, a to już coś). To wynika z zasad kalkulacji ekonomicznej.

    „Jak sobie tą czujność wyobrażasz?”
    Mniej więcej tak jak Ty („natychmiastowe informowanie odpowiednich władz o naruszeniu prawa”), tylko z większą gwarancją skuteczności. Mając broń (albo jej atrapę!), mógłbym informować odpowiednie władze i trzymać bandziora na muszce, a nie przyglądać się bezradnie, jak kogoś maltretuje, albo znika za rogiem. Poza tym nic by się nie zmieniło, przecież powszechna dostępność broni nie zwalniałaby policji z czuwania nad bezpieczeństwem obywateli?

  13. Do każdego przeciwnika prawa do posiadania broni: proszę przeczytaj tekst Huemera. Jeżeli tekst jest za długi, proponuje sam rozdział 5. „Are gun rights overridden?”, jako że teoretyczny argument „za” bronią jest znany. A tu dane empiryczne na potwierdzenie.

    Żeby zakazać jakiejś formy własności (w tym przypadku prawa do posiadania broni), trzeba chyba udowodnić, że koszty dozwolenia tej formy własności są wyższe od korzyści z nich czerpanych. Nie widzę w argumentach przeciwników takiej analizy. Słyszę tylko: posiadanie broni może mieć negatywne skutki. Ani słowa o bilansowaniu tego z korzyściami.

    Bardzo niewygodne dane przedstawie Huemer dla przeciwników prawa do posiadania broni.

    http://home.sprynet.com/~owl1/guncontrol.htm

  14. ad Mergiel

    „Nic z tych rzeczy, zmienią tylko taktykę i metody działania. Okradają np. podróżnych w pociągu po wpuszczeniu usypiającego gazu do przedziału.”

    To teraz tego nie robią? Robią, robią.

    „doszłoby jeszcze zagrożenie z powodu niewłaściwego lub przypadkowego użycia broni przez obywateli ich dzieci, nie mówiąc już o chorych psychicznie.”

    Dzieci mogą też, wiem z własnego doświadczenia, użyć samochodu,traktora i narobić sporo szkód. Podobnie z nożem, zapałkami itd. Człowiek nie ma też napisu „uwaga jestem chory psychicznie” na czole, więc może zakażmy prewencyjnie sprzedaży noży(można rozrywać jedzenie), samochodów(jest publiczny transport z przebadanymi kierowcami- PKP,PKS, po co auta?). Czy aby w stanach USA o pełnym dostępie do broni więcej ludzi ginie od rejestrowanej broni(nierejestrowana i tak jest obecnie dostępna, tylko nieco trudniej) niż w wypadkach samochodowych?

    „Czy sądzisz, że w przypadku upowszechnienia posiadania broni oni porzucą swój proceder? Wezmą się za uczciwą pracę? ”

    Nie i właśnie DLATEGO chciałbym sobie kupić broń.

    „Wszystkie przedmioty, które wymieniłeś mają pożyteczne i bezpieczne zastosowania i obejście się bez nich jest obecnie niemożliwe,(można do tego nawet dodać samoloty pasażerskie).”

    Pomijając fakt, że można się obyć bez każdej z wymienionych rzeczy(„samochodów, noży, nożyczek, gazrurek (hydraulicy), gorących cieczy (kucharze), ognia (palacze), substancji łatwopalnych (takich jak gaz, benzyna), śmiertelnych trucizn (takich jak kleje, nawozy sztuczne) itd.”) to po pierwsze – broń używana do obrony to też pożyteczne zastosowanie, po drugie Twoje myślenie odnosiło się do broni powszechnie na świecie do XX wieku… Z wyjątkami dla władców i klas panujących, którzy chcieli spacyfikować swój lud, wtedy go rozbrajali:)

    Sorki za kolejny quasinepotystyczny wpis na linii Stanisław Kwiatkowski – ja, ale uwaga o konieczności wykazania korzyści z zakazu jest niezwykle(zwykle jak na Stanisława?:) celna.

  15. Mergiel „Ja czujność obywatelską rozumiem jako natychmiastowe informowanie odpowiednich władz o naruszeniu prawa, zagrożeniu życia itd.Z doświadczenia wiem, że lepsza jedna wścibska sąsiadka niż wielki i agresywny pies biegający po podwórku.”

    1. Jak ktoś Cię napadnie w środku nocy to zadzwoń na policję, straż, karetkę i pizze i zobacz kto szybciej przyjedzie.
    2. Policja ma obowiązek bronić społeczeństwa jako ogółu a nie jako jednostki, co zostało wiele razy udowodnione w sądach. Jak ktoś cie napada i zawołasz policjanta to on nie ma obowiązku zasłaniać Cię własną piersią od kul czy ciosów nożem. Właściwie policjant służy do odstraszania i prewencji. Dlatego najlepiej bronić się samemu, ponieważ nikt tego lepiej nie zrobi niż Ty sam.
    3. Powiedz szczerze jakbyś słyszał że ktoś ci wykopuje drzwi w domu i miałbyś do wyboru wyciągnąć z pod łóżka pistolet i zadzwonić na policję albo zadzwonić na policję i schować się pod łóżkiem to co byś wybrał?

  16. OK, wobec przewagi liczebnej, zmasowanego ataku i możliwości ciągnięcia przez obie strony kazuistyki i statystyki w nieskończoność i konieczność pójścia do pracy, za chlebem,
    poddaję się
    Pozdrowienia
    Mergiel

  17. Czy gbybys mial walczyc na smierc i zycie z bandyta, niebezpiecznie podobnym do Mariusza Pudzianowskiego, to wybralbys:
    1. ogryziona kosc kurczaka
    2. noz
    3. pistolet na wode
    4. pistolet
    5. piesci

  18. @21, Ów bandzior mógłby być nawet bezpiecznie podobny, a ja tak czy owak wybieram pkt 6. pluton komandosów! a w razie niedostępności(mogą być w Afganistanie) pkt 5, rzecz jasna…

  19. @22
    Łatwiej nauczyć się bezpiecznej obsługi pistoletu niż sztuk walki. Broń daje ci natychmiastowy efekt – nie trwonisz czasu na zajmowanie się bandziorami ani chwili więcej niż kurs obsługi a w razie niebezpieczeństwa sprowadzenie bandziora na ziemię.
    Według mnie jest to bardziej humanitarne niż bicie się bo nie masz fizycznego kontaktu z nikim, strzelać będziesz rzadko – tylko na wyraźną „prośbę” napastnika.

  20. Pytanie do artykułu, gdzie mogę zweryfikować liczby podane w artykule jak choćby: „W 80 procent przypadków nikt nie zostaje postawiony w stan oskarżenia.”?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy