Finegold Catalan: Afganistan – naród zrujnowany

6 maja 2010 Polityka współczesna komentarze: 3

Autor: Jonathan M. Finegold Catalan
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Maciej Mrug
Wersja PDF

Celem amerykańskiej operacji w Afganistanie było obalenie reżimu Talibów oraz schwytanie przywódcy Al-Kaidy, Osamy bin Ladena. Nie udało się go osiągnąć: choć Talibowie utracili kontrolę nad Kabulem, ich panowanie w innych rejonach kraju pozostało w dużej mierze niezagrożone. Po ponad ośmiu latach od rozpoczęcia działań wojennych Stany Zjednoczone nie dążą już do realizacji swoich pierwotnych zamiarów. Osama bin Laden zapadł się pod ziemię, a przyczółki Al-Kaidy powstają w innych miejscach.

Jako że misja rozbicia Al-Kaidy zakończyła się porażką, Stany Zjednoczone postanowiły odbudować afgańską państwowość. Okazało się to sprzeczne z drugim pierwotnym zamierzeniem, tzn. zakończeniem rządów Talibów. Powszechnie uważa się, że wojska koalicji prowadziły ośmioletnią kampanię przeciwko powstańczym watażkom w różnych regionach kraju, do której zalicza się niedawna operację w Marjah[1], jednak za kulisami amerykańscy decydenci blisko współpracowali z niektórymi członkami ruchu Talibów w celu ustabilizowania sytuacji w państwie[2].

Rząd USA stara się najwyraźniej odzyskać swoją wiarygodność jako „budowniczego państwowości”, zanim opinia publiczna ostatecznie opowie się za wycofaniem wojsk z Afganistanu. Aktualna amerykańska polityka nie różni się zbytnio od polityki Richarda Nixona, która miała na celu „pokojowe i honorowe” zakończenie działań w Wietnamie. „Budowanie państwowości” to jedynie przykrywka dla operacji stworzenia silnego rządu w Kabulu, która daje obywatelom złudzenie pokoju i stabilizacji, niezależnie od losu, jaki ostatecznie czeka Afgańczyków i ich szanse na długofalowy dobrobyt.

Prawdę mówiąc, nie każdy, kto wierzy, że scentralizowany rząd może zapewnić pokój, jest z gruntu nieuczciwy. Od zawsze istniało silne przekonanie o związku, który łączy rozbudowaną administrację z politycznym unormowaniem, co z kolei ma umożliwić stworzenie warunków korzystnych dla społecznego i gospodarczego rozwoju. Społeczeństwo podlegające jednej centralnej władzy będzie miało niewątpliwie większe szanse na rozwój od społeczeństwa nękanego wewnętrznymi konfliktami. Afgański rolnik, który nie będzie musiał się zastanawiać, czyje wojska zniszczą mu tegoroczne plony, będzie miał większe szanse na wzbogacenie się.

Takim sposobem rozumowania kierowała się zapewne prof. Sheri Berman w trakcie pisania artykułu dla dwumiesięcznika „Foreign Affairs” pt. „Od króla-słońce aż do Karzaja”[3]. Zwraca w nim uwagę na proces objęcia rządów przez króla Francji Ludwika XIV, któremu udało się odsunąć francuską arystokrację od władzy i ustanowić monarchię absolutną. Autorka sugeruje — na drodze analogii — że najlepszym rozwiązaniem dla Afganistanu będzie utworzenie silnego, centralnego rządu w Kabulu kosztem lokalnych przywódców. Berman najwidoczniej wierzy, że silny, afgański rząd centralny jest kluczem do zapewnienia długotrwałego rozwoju i dobrobytu. Jeśli skupienie władzy w jednym miejscu doprowadziło do rozwoju nowożytnej Francji, podobne działania przyniosą ten sam efekt w Afganistanie.

Jakkolwiek kusząca może wydawać się ta koncepcja, argumenty przemawiające za silnym rządem centralnym nie są pozbawione uchybień. Z historycznego punktu widzenia, niektóre scentralizowane rządy były „silne” nie dlatego, że były rozbudowane, ale dlatego, iż sprzyjające warunki gospodarcze umożliwiły ich powstanie. Można zatem powiedzieć, że polityczny ład wynika z bogactwa. Jeśli ludzie będą mogli się bogacić, przestanie zależeć im na destabilizowaniu rządu. Władze centralne będą zatem mogły formować się bez zbytnich głosów sprzeciwu ze strony obywateli, nad którymi mają zamiar panować.

To tłumaczy, dlaczego większość państw niestabilnych politycznie jest równocześnie bardzo biedna. Akumulacja bogactwa jest warunkiem koniecznym ukształtowania się władzy centralnej. Tak więc nawet jeśli próba ustanowienia centralnego rządu w Afganistanie się powiedzie, nie doprowadzi to do społecznego i gospodarczego rozwoju tego kraju.

Historia uczy nas, że silne władze centralne w krajach biednych to opresyjne dyktatury, czego przykładem był choćby Irak przed inwazją wojsk amerykańskich. Żaden „silny, scentralizowany rząd” nie zapewnił stabilności na długo. Nawet podczas panowania Ludwika XIV wybuchały regularne powstania w latach 1630-70[4]. Rozwój Francji nastąpił dopiero wówczas, kiedy władca zrezygnował z polityki wysokich podatków i zastąpił system merkantylistyczny systemem wolnorynkowym[5]. To właśnie wolność, a nie rozrośnięta biurokracja, jest katalizatorem bogactwa.

Bieżąca polityka Stanów Zjednoczonych w Afganistanie z pewnością doprowadzi do powstania dużych struktur biurokratycznych, których celem będzie utrudnianie życia obywatelom. Członkini afgańskiego parlamentu, Malalai Joya (której odebrano później mandat), głośno krytykowała amerykańską politykę wobec jej zniszczonego wojną kraju. Zwracała uwagę na fakt, że duża liczba członków rządu Hamida Karzaja to watażkowie i religijni ekstremiści, spośród których wielu winnych jest popełnienia zbrodni wojennych podczas konfliktu w latach dziewięćdziesiątych[6]. W rzeczywistości Stany Zjednoczone dążą do przywrócenia w Afganistanie stanu sprzed inwazji — zamiast Talibów władzę mają przejąć „watażkowie i gangsterzy”[7].

Rozwiązania proponowane przez prof. Berman wróżą Afganistanowi jedynie katastrofę. Merkantylistyczna polityka XVII-wiecznej Francji rządzonej przez Ludwika XIV upadła wyłącznie dzięki wysiłkom sporej grupy zamożnych kupców, którym zależało na walce o wolność. Biedne afgańskie społeczeństwo nie dysponuje luksusem w postaci licznej klasy średniej, która zechciałaby wymusić na rządzących bardziej prorynkowe reformy. Stąd też strategia proponowana przez prof. Berman przyniesie raczej kolejną dyktaturę niż długotrwały pokój i rozwój gospodarczy.

Brak łatwego rozwiązania

Rozwiązanie „afgańskiego problemu” na pewno nie jest prostym zadaniem. Bez względu na obrany kierunek zmian, najbliższa przyszłość będzie bolesna i niepewna. Obalenie opresyjnego rządu — czy to kabulskiego, czy jakiegokolwiek innego — nie dokona się bez rozlewu krwi.

Interwencja obcych wojsk na pewno nie polepszyła sytuacji. Sprawiła za to, że biedni ludzie są jeszcze ubożsi, ponieważ ich zakłady i przydomowe gospodarstwa zostały zniszczone, a lokalna władza otrzymała wsparcie w postaci siły militarnej. Afganistan potrzebuje reform wewnętrznych.

Oczywiście samo mówienie o „wewnętrznych przemianach” jest prostsze niż faktyczne działanie w tym kierunku. Większość bogatych krajów północy musiało doświadczyć całych stuleci wojen i politycznych zawirowań, aby móc osiągnąć dzisiejszy poziom stabilizacji. Stany Zjednoczone zamierzają przeprowadzić podobną transformację w Afganistanie w przeciągu kilku lat.

Niestety, osiągnięcie tego celu może okazać się po prostu nierealne. Każdy scentralizowany rząd ustanowiony w Afganistanie siłą jest dużym kompromisem. Afgańskie kompromisy prowadzą z reguły do powstawania niewolniczych reżimów. Władza, która nie bierze pod uwagę interesów ludności, musi siłą rzeczy działać na ich szkodę.

Z historycznego punktu widzenia, państwa, które mają już za sobą okres tyranii i które rozpoczęły proces pomnażania bogactwa, są zdolne kontynuować zwyżkowy trend jedynie wtedy, kiedy kompetencje władzy się zmniejszają. Przywoływany już przykład XVII-wiecznej Francji pokazuje, że dopiero u schyłku interwencyjnej polityki rządu Ludwika XIV społeczeństwo francuskie zaczęło się bogacić. Sprawa wygląda podobnie w Afganistanie. Prawdziwy wzrost gospodarczy nastąpi wtedy, kiedy rządy — bez względu na swój lokalny czy scentralizowany charakter — przestaną naruszać prawo  obywateli do własności.

Sformułowanie planu, który miałby krok po kroku przeprowadzić Afganistan przez proces „budowania państwowości”, może okazać się niemożliwe. Prawdę mówiąc, nie ważne, jak dobrze zna się historię i realia polityczne tego państwa. Żaden pojedynczy plan nie będzie dobrym rozwiązaniem. Jeśli doświadczenia krajów bogatej północy miałyby posłużyć tutaj za wskazówkę, Afganistan będzie zmuszony przejść bolesną ewolucję  polityczną, podczas której Afgańczycy — jako pojedynczy obywatele — wyznaczą rządowi granicę, co w konsekwencji będzie oznaczać zmniejszenie zakresu kompetencji władzy. Ten ciąg przyczynowo-skutkowy należy jednak zapoczątkować od wewnątrz i przeprowadzić go musi dobrowolnie samo społeczeństwo, przy czym jego rezultaty będą w dużej mierze nieprzewidywalne.

W swoim artykule dla czasopisma „International Security” Kimberly Marten przedstawia interesującą analizę procesu, który doprowadził do ukrócenia rządów feudałów w średniowiecznej Europie:

Szybki wzrost gospodarczy, który nastąpił w Europie pod koniec pierwszego tysiąclecia, stworzył możliwość handlu na dużą odległość. W interesie kupców leżało obniżanie kosztów transakcyjnych związanych z prowadzeniem działalności. Nieodzowne w feudalizmie nakładanie się podatków i różniące się od siebie systemy monetarne dawały im powód, aby szukać miejsc, w których ingerencje panów feudalnych nie mogłyby zakłócać ich pracy. Szansą na rozwój dla kupców było zakładanie wolnych miast lub osiedlenie się w nich. Ustanawiane tam prawo nie zależało od woli pojedynczych osób i zapewniało ochronę własności oraz utrzymanie przewidywalnych stawek podatkowych. Rozwój gospodarczy stwarzał możliwość budowania własnych armii, które były konieczne dla obrony mieszkańców przed bandyckimi atakami. Ponadto siła wojskowa stanowiła kartą przetargową w negocjacjach z władcami, którzy obiecywali miastom ochronę oraz rozszerzali powszechnie obowiązujące prawo handlowe, które zaczęło obejmować coraz to większe obszary[8].

Ten przykład historyczny jest bardzo wymowny. Europejski dobrobyt  zaczął się tworzyć dopiero od momentu, w którym kupcy przejęli inicjatywę w sprawie swoich interesów i obeszli ograniczenia nałożone na nich przez lokalne władze. Nie dziwi fakt, że szybszy rozwój nastąpił wtedy, kiedy handlarzom udało się złamać monopol państwa na użycie siły. To właśnie kodeksy praw spisywane przez samych kupców, powstające na zasadzie dobrowolnie zawieranych umów, zapewniły stabilność konieczną do stworzenia warunków sprzyjających inwestycjom i rozwojowi gospodarczemu. Z europejskiego doświadczenia wynika, że władza nigdy nie odgrywała żadnej roli w procesie stabilizacji.

Stworzenie takich warunków w Afganistanie jest istotnie bardzo trudne z powodu panującej tam sytuacji. Klasa kupiecka praktycznie nie istnieje[9], a wszelkie sposobności do wykształcenia się tej grupy interesów są mocno ograniczane przez obecność amerykańskich i NATO-wskich wojsk. W efekcie zagranicznych interwencji władze lokalne zyskały na sile, ponieważ stały się częścią nowego rządu w Kabulu i otrzymały wsparcie militarne. Ten proces powinien wyglądać zupełnie odwrotnie. W pewnym sensie rozwój wypadków w Afganistanie jest podobny do tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby Stany Zjednoczone zapewniły pomoc militarną takim dyktatorom, jak Hugo Chavez w Wenezueli czy Fidel Castro na Kubie[10].

Bezpośrednie wsparcie w postaci siły wojskowej okazało się tragiczne. Bezpośrednie wsparcie w postaci rządowej redystrybucji kapitału może również nie być dobrą receptą. Biorąc pod uwagę potencjalnych beneficjentów takiej pomocy, nie wydaje się prawdopodobne, aby środki zostały właściwie spożytkowane[11]. Jedynej sensownej pomocy zagranicznej mogą udzielić Afganistanowi przedsiębiorcy, którzy zechcą inwestować na terenie kraju. Aby można było przeprowadzić inwestycje, musi nastąpić okres pokoju, a to z kolei wymaga wycofania obcych wojsk z Afganistanu oraz podjęcia przez obywateli działań zmierzających do zredukowania kompetencji ich własnego rządu.

Globalizacja znacznie ułatwiła przedsiębiorcom handel towarami, co umożliwia przeskoczenie dziesięcioleci potrzebnych na akumulację kapitału[12]. Dzięki temu proces tworzenia się względnie bogatej klasy średniej w Afganistanie powinien się skrócić, a co za tym idzie, zmniejszy się też czas potrzebny na dokonanie niezbędnych politycznych reform. Obecność obcych wojsk posiadających monopol na użycie siły przeciwko klasie średniej lub tym, którzy do niej aspirują, stwarza silną barierę dla rozwoju. To jest właśnie powód, dla którego obce wojska muszą się wycofać z Afganistanu.

Przedsiębiorczość kontra rząd

Sytuacji w Afganistanie nie da się polepszyć na drodze przymusowej budowy wielkich, scentralizowanych struktur biurokratycznych. Związek przyczynowy istniejący pomiędzy silnym rządem, stabilnością i przedsiębiorczością opiera się na fałszywym założeniu. Faktyczna relacja jest całkowitym zaprzeczeniem założeń prof. Berman i jej podobnych analityków.

Przedsiębiorcom udało się obejść prawne ograniczenia, dzięki czemu dokonała się akumulacja kapitału, która z kolei umożliwiła powstanie stabilnego rządu centralnego. „Silne” rządy centralne były albo niewielkie, albo zmniejszyły się z czasem, przez co możliwy był wzrost gospodarczy. Ich stabilność i siła nie wynikają z ich omnipotencji czy rozmiaru, ale z faktu dowodzącego, że im mniejszy wpływ wywierają na życie jednostki, tym rzadziej ktokolwiek będzie podważał ich prawo do istnienia.

Tego rodzaju polityczny rozwój nie zachodzi z dnia na dzień i nie można przeprowadzić go siłą. Siły koalicji były skazane na porażkę, ponieważ przedłużały ubóstwo Afgańczyków. Niezbędnym elementem jest stworzenie względnie bogatej grupy obywateli, którym zależeć będzie na walce z rządem, dzięki czemu wszyscy mieszkańcy kraju będą mogli korzystać ze sprzyjających dla rozwoju warunków. Tym samym najlepszym rozwiązaniem dla państw interweniujących w Afganistanie jest wycofanie się.

Intelektualiści, którzy szukają rozwiązania dla zaistniałej sytuacji poprzez wynajdowanie historycznych analogii, muszą zrozumieć, że społeczny i ekonomiczny rozwój jest zawsze dobrowolny i zależy tylko i wyłącznie od ducha przedsiębiorczości obecnego w narodzie afgańskim[13]. Rozbudowana biurokracja i inżynieria społeczna są jedynie obciążeniem hamującym rozwój przedsiębiorczości. Przykład narodów, które cieszą się stabilnością i dobrobytem, niezmiennie pokazuje, że ingerencje rządu powinny być maksymalnie ograniczone lub że rząd nie powinien w ogóle istnieć.


[1] Ghosh, Bobby, Taking It To the Taliban, „TIME”, 8 March 2010; s. 24–31.

[2] Gall, Carlotta, As U.S. Weighs Taliban Negotiations, Afghans Are Already Talking, „New York Times”, 11 March 2009.

[3] Berman, Sheri, From the Sun King to Karzai, „Foreign Affairs”, Volume 89, Number 2, 1 March 2010; s. 2–9.

[4] Rothbard, Murray N., An Austrian Perspective on the History of Economic Thought: Economic Thought Before Adam Smith, Ludwig von Mises Institute: 2006; s. 225.

[5] Ibidem, s. 257–274.

[6] Joya, Malalai, The Big Lie of Afghanistan, „Guardian”, 25 July 2009.

[7] Joya, Malalai, A Troop Surge Can Only Magnify the Crime against Afghanistan, „Guardian”, 30 September 2009.

[8] Marten, Kiberly, Warlordism in Comparative Perspective,  „International Security”, Vol. 31, No. 3: Winter 2006/2007; s. 60.

[9] Ibidem, s. 69.

[10] Należy pamiętać, że Stany Zjednoczone aktywnie wspierają opresyjne i zbrodnicze reżimy na całym świecie. Sam ten fakt sugeruje, że Amerykanie nie są wcale zainteresowani realnym budowaniem narodu w Afganistanie.

[11] Ogólna rozprawa na temat negatywnych skutków pomocy zagranicznej: Moyo, Dambisa, Dead Aid: Why Aid is Not Working and How There is a Better Way for Africa, Farrar, Straus and Geroux: 2009.

[12] Reisman, George, Globalization: The Long-Run Big Picture, 17 November 2006.

[13] Finegold Catalán, Jonathan, Passion Comes From Liberty, Mises Daily: 9 February 2010.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jonathan M. Finegold Catalan

Pozostałe wpisy autora:

3 Komentarze “Finegold Catalan: Afganistan – naród zrujnowany

  1. Duch przedsiębiorczości… Tak! Tylko trzeba pamiętać, że są na świecie miejsca, np. Afganistan, w których najszybciej i najskuteczniej można „wzbogacić się / polepszyć swoją sytuację” zabijając w imię Boga i ginąc – otwierając sobie w ten sposób bramy raju o wiele wspanialszego niż cokolwiek, co można *tam* osiągnąć na ziemi. „Ludzkie działanie”… 🙁 Jedynym rozwiązaniem dla tego typu miejsc jest jak najszybsze „skierowanie do raju” wszystkich, którzy marzą o nim goręcej niż o życiu na ziemi…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *