Rockwell: Czy współczuć BP?

26 maja 2010 Ekonomia środowiskowa komentarze: 11

Autor: Llewellyn H. Rockwell Jr.
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Tomasz Jetka
Wersja PDF

Minęło 21 lat od czasu, gdy uszkodzony tankowiec Exxonu spowodował poważny wyciek ropy i rozpętał ekologiczną histerię. Trafnie skomentował całą sytuację Rothbard w tekście: „A dlaczego nie współczujecie Exxonowi?”.

Po tym jak wybuchła wynajmowana przez British Petroleum platforma wiertnicza, ekolodzy ponownie wywołali panikę. Wykorzystują okazję, by pogrążyć prywatne przedsiębiorstwo i lamentować nad problemami, przed którymi stoi ekosystem (który jednak zdołał przetrwać i dalej funkcjonuje po wypadku tankowca Exxonu).

Porównanie jest o tyle bardziej złożone, iż obecne wydarzenie jest bardziej tragiczne w skutkach. Zginęło 11 osób, akcje BP spadają, a każdego dnia wycieku BP traci od 5000 do 10000 baryłek ropy.

Ponadto, BP będzie odpowiedzialne za koszty związane z oczyszczeniem środowiska, które zdecydowanie przekraczają rządowy limit 75 milionów dolarów odpowiedzialności za szkody. Co najmniej przez najbliższą dekadę wizerunek BP będzie budził w opinii publicznej negatywne skojarzenia. Ostatecznie koszty mogą sięgnąć 100 miliardów dolarów, rujnując nie tylko BP, ale i wiele innych przedsiębiorstw.

Powinno być więc oczywiste, że to BP jest główną ofiarą tego wypadku. Jednakże jeszcze nikt nie wyraził cienia smutku z powodu strat firmy. W rzeczywistości słowa nienawiści w stosunku do BP wykraczają poza jakiekolwiek granice. „DailyKos” w swych komentarzach nie szczędziło wulgarnych epitetów, zaś rzecznik administracji Obamy, Robert Gibbs, zapewnił iż „rząd przydusi BP” w tej sprawie.

Jak jest w rzeczywistości? Ten wypadek jest tragedią dla BP i wszystkich podwykonawców. Cała ta sytuacja prawdopodobnie zrujnuje firmę, która od dawna dostarcza paliwa, napędza nasze samochody oraz przemysł i sprawia, że współczesny świat sprawnie funkcjonuje. Przekonanie, iż BP powinno zostać powszechnie znienawidzone i potępione, jest niedorzeczne.

Przecież BP nie zarabia na wyciekach ropy, nikt też nie znajduje przyjemności w wylewaniu cennego surowca do oceanu. BP nic na tym nie zyskuje. Prezes zarządu firmy przez lata robił wszystko, by uniknąć właśnie takich zdarzeń. Czynił to jednak nie z pragnienia dostosowania się do regulacji, ale ponieważ jest to dobra, biznesowa praktyka. W przeciwieństwie do tych, którzy opłakują to, co się stało, możemy zastanowić się, kto cieszy się z tego nieszczęścia:

  1. ekolodzy, rozsiewający strach i nienawiść do współczesnego świata
  2. rząd, który stara się obskubać każdego przedsiębiorcę z pieniędzy.

Ekolodzy są podekscytowani, ponieważ mają kolejny pretekst do opłakiwania ich ukochanych bagien i innych „wrażliwych” terenów. Strata ryb i innych morskich stworzeń jest smutna, jednak nie straciliśmy ich bezpowrotnie: po wypadku tankowca Exxonu połów ryb był rekordowy już w następnym roku.

Główną korzyścią dla ekologów jest kolejny argument w ich propagandowej krucjacie przeciwko złu producentów ropy i oceanicznym odwiertom. Jeżeli osiągną to, do czego dążą, ceny ropy będą dwukrotnie lub trzykrotnie wyższe. Nigdy już nie zostanie wybudowana żadna rafineria, zatrzymany zostanie także rozwój wszelkich ludzkich przedsięwzięć prowadzonych na oceanach, a wszystko to w imię „ochrony” czegoś, co ani trochę nie liczy się z dobrem istot ludzkich.

W zasadzie ekonomiczna kwestia związana ze środowiskiem naturalnym dotyczy tak naprawdę odpowiedzialności za szkody. W świecie prywatnej własności, jeżeli niszczysz własność innej osoby, ponosisz odpowiedzialność. Jednak jak przedstawia się sprawa w świecie, w którym rząd posiada rozległe połacie ziemi, a oceany uznawane są za wspólne dobro wszystkich? Niezwykle trudne staje się wtedy oszacowanie jakichkolwiek szkód wyrządzonych środowisku.

Mamy tutaj do czynienia również z innym poważnym problemem — rządowych limitów odpowiedzialności za szkody. To jest prawdziwa niedorzeczność etatyzmu. Odpowiedzialność za szkody powinna sięgać co najmniej 100% ich wartości. Tylko taki system zmusiłby przedsiębiorstwa do działań, które brałyby pod uwagę faktyczne ryzyko strat. Mniejsze limity skłaniają firmy do przywiązywania mniejszej, niż powinny, uwagi do wyrządzanych przez nie zniszczeń. Znajdują się one wtedy w takiej samej sytuacji, jak firmy posiadające rządową gwarancję pomocy — ulegają one pokusie nadużycia, by być mniej efektywnym, niż musiałyby być na wolnym rynku.

Jednak powyższa zasada odpowiedzialności zakłada przede wszystkim istnienie własności, tak iż właściciel sam mógłby domagać się zadośćuczynienia za powstałe szkody. Nie ma szans na obiektywne rozstrzygnięcie takiego sporu, jeżeli oceany są własnością wspólną i gdy ogromne tereny należą do rządu.

I to właśnie rząd i administracja prezydenta Obamy zyskuje na tym wypadku. Otrzymali oni kolejną „szansę od życia”. Wysyłają tysiące ludzi, by „ratowali” region. Cytując Obamę: „każdy Amerykanin dotknięty tym wyciekiem powinien wiedzieć, że jego rząd zrobi wszystko, co tylko konieczne i jak długo będzie trzeba, żeby powstrzymać ten kryzys”.

Czy naprawdę powinniśmy wierzyć, że rząd poradzi sobie z tym problemem lepiej niż prywatne przedsiębiorstwo?

W międzyczasie, administracja Obamy zapewne cieszy się z tej nagłej zmiany tematu, która sprawiła, że nie zauważa się tego, że każdy kolejny dzień pokazuje kompletną porażkę rządowego pakietu stymulacyjnego, który wcale nie powstrzymał rosnącego bezrobocia i nie przerwał trwającej depresji.

Nawiasem mówiąc, gdy mamy do czynienia z klęską żywiołową, to keynesiści zawsze podkreślają jej stymulujące dla gospodarki efekty związane z odbudową. Obecnie zaś nikt nie formułuje podobnych opinii — ciekawe dlaczego?   Przynajmniej raz straty naprawdę są traktowane jako straty.

Abstrakcyjny byt, określany „ekosystemem” — który zdaje się nigdy nie dotyczy ludzkości czy cywilizacji — uczynił dla nas znaczniej mniej niż przemysł naftowy i wszystkie fabryki, samoloty, pociągi czy samochody, które napędza. Ten wypadek to przede wszystkim tragedia dla BP i wszystkich zależnych od niej spółek oraz innych prywatnych przedsiębiorstw, które poniosły z tego powodu straty. Jeżeli konsekwencją tego wydarzenia będzie zamknięcie platform wiertniczych i kolejne regulacje prywatnych przedsiębiorstw, pozwolimy tym samym, by wygrał z nami wyciek ropy.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Llewellyn H. Rockwell

Llewellyn H. Rockwell, Jr. (ur. w 1944 r.) - amerykański publicysta, teoretyk libertarianizmu i zwolennik szkoły austriackiej w ekonomii, założyciel i prezes Ludwig von Mises Institute.

Pozostałe wpisy autora:

11 Komentarze “Rockwell: Czy współczuć BP?

  1. „Abstrakcyjny byt, określany „ekosystemem” — który zdaje się nigdy nie dotyczy ludzkości czy cywilizacji — uczynił dla nas znaczniej mniej niż przemysł naftowy”
    Kompletnie nie rozumiem, dlaczego ludzie inteligentni i tak biegli w ocenie zjawisk ekonomicznych wypisują takie bzdury.
    Dlaczego libertarianin musi najczęściej się kojarzyć z ekologicznym i w ogóle przyrodniczym analfabetą?
    Wielokrotnie już pisałem, że kwestie ochrony środowiska i libertarianizm nie są ze sobą sprzeczne, tylko się uzupełniają. Tenże ekosystem jest odpowiednikiem wolnorynkowej gospodarki i człowiek nic tu nowego nie wymyślił, a zawdzięcza jemu swoje istnienie (drobiazg).
    Tekst ten bardzo mi przypomina retorykę komunistów z ich wrogami ludu i szkodnikami, którzy się cieszą jak spadają nieszczęścia na komunistyczne społeczeństwo. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że niektórzy ekolodzy czasem zachowują się podobnie. Jedni i drudzy powinni się dokształcić. Żenada.
    Zwalczacie filozofię Keynesa w gospodarce, a proponujecie ją w stosunku do środowiska. Eksploatacja środowiska to nic innego jak zaciągany bezustannie dług.
    Chociaż u ekologów czytając wypowiedzi Billa McKibbena zauważyłem pewien postęp, bo zauważają, że de facto największym szkodnikiem są władze rządowe przez dofinansowywanie rolnictwa, rybołówstwa i górnictwa.
    Pozdrowienia Mergiel

  2. @1. Szanowny Panie nie wiem kto Panu naopowiadał takich sloganów że „filozofia Keynesa” to „bezustanne zaciąganie długu”. Proszę się lepiej zapoznać ze stanowiskami rożnych szkół – to że ktoś Panu wytłumaczył jak działają banki to nie znaczy ze ma monopol na prawdę.

    Trudno mi uwierzyć że jest pan przekonany że tak jak pisze jeden dyskutant pod artykułami o taksówkach – przewoźnicy nie oszukiwaliby gdyby nie było licencji (bo niby klient wierzy ze ktoś czuwa – byłby niby „wolniejszy” rynek a jaki jest teraz skoro i tak jeździ kto chce?).

    Uważam ze kwestia wadliwości rynków jest bardziej złożona – to tylko jeden przykład różnic w podejściu pomiędzy umiarkowanym keynesizmem a wszelkiej maści „liberałami” – który dla mnie wypada na korzyść „keynesizmu” a przynajmniej na niekorzyść takich sofizmatycznych wytłumaczeń jak przytoczone przeze mnie powyżej…

  3. Przede wszystkim sam piszesz Mergiel, że „zdaję sobie sprawę, że niektórzy ekolodzy czasem zachowują się podobnie. Jedni i drudzy powinni się dokształcić. Żenada.”

    Więc dlaczego nie zastosujesz interpretacji, że Rockwellowi właśnie o takich ekologów chodzi? O takich, którzy za główny problem ekosystemu uważają de facto każdą działalność człowieka. Libertarianin taki jak Rockwell nie chce zniszczenia środowiska, tylko zwraca uwagę na nonsensowne regulacje i nonsensowne reakcje ludzi na takie katastrofy. Rockwell nie neguje, że była to katastrofa, tylko podkreśla jej wagę dla ludzi, a nie tylko środowiska.

    A co do Twojej wypowiedzi Mergiel – co to znaczy:

    „Eksploatacja środowiska to nic innego jak zaciągany bezustannie dług.”??????

    Wobec kogo ten dług? Matki natury, gai, czy innej quasi-organiczno-duchowo-newageowej istoty? Bo przecież nie wobec Boga, który kazał nam czynić sobie Ziemię poddaną, ani wobec naszych dzieci bo też dla nich środowisko eksploatujemy.

    No, chyba, że pisząc o „eksploatacji” masz na myśli „niszczenie”, no ale to już dług wobec nas samych i naszych dzieci, a minimalizacji takiego długu ma służyć właśnie system praw własności, który postuluje Rockwell.

    A co do „zawdzięczania ekosystemowi istnienia”, to nie przypominam sobie, żeby wody Zatoki Meksykańskiej mnie spłodziły, tamtejsze kraby wychowały, lub orki zapewniły edukację. Ekosystem to niezbędny warunek ludzkiego dobrobytu i należy o niego dbać, ale bez przesady z tą wdzięcznością. Równie dobrze mógłbym dziękować autu, że mnie podwiozło.

    Pozdrawiam.

  4. Ad 🙂
    Zdaję sobie sprawę, że politycy potrafią wypaczyć każdy nawet najlepiej pomyślany system ekonomiczny i pisząc o keynesizmie miałem na myśli jego wprowadzoną w życie wersję i zasadę życia na koszt przyszłych pokoleń.
    Pozdrowienia Mergiel

  5. @2

    „Filozofia Keynesa”, czy poprawnie – jego polityczno-gospodarcze zalecenia – to w istocie zaciąganie długu jedynie w czasie niepełnego wykorzystania podczas kryzysu. Nie zmienia to jednak faktu, że w praktyce przekłada się to na niemal bezustannie rosnące zadłużenie państw.

    🙂 robi ten sam błąd, który zarzuca Mergielowi. Bierze wypowiedź komentatora, a potem przypisuje dany pogląd całej „wszelkiej maści liberałów”. Proszę zapoznać się z poglądami liberałów, a potem pisać, że mówią, iż bez licencji taksówkarze by nie oszukiwali.

    Inną sprawą jest, że przyzwyczajanie ludzi do opieki ze strony państwa czyni ich względnie mniej samodzielnymi, a więc także mniej ostrożnymi w kontaktach z kontrahentami.

    „byłby niby “wolniejszy” rynek a jaki jest teraz skoro i tak jeździ kto chce?”

    Czy mam rozumieć, że zabójstwa są dozwolone, bo się zdarzają? „Wolniejszy rynek” to sytuacja, w której obowiązujący system prawny nie wymaga licencji, a nie stan faktyczny, gdzie każdy olewa prawo(to się nazywa anomia).

  6. @1. P.S. Jeżeli pan naprawdę chce coś wiedzieć o ekonomii to w pierwszym rzędzie radzę sięgnąć do podręczników, i poważnych prac.
    Czynie zauważa Pan jak żałosne jest wykazywanie że więcej byłoby ubezpieczonych w USA gdyby ubezpieczyciele mieli prawo odmawiać. Albo proszę chociaż wspomnieć naszą dyskusję pod artykułem dot. ubezpieczeń prywatnych medycznych.
    Również wykazywanie że kryzys powstał przez państwo to już szczyt śmieszności. Oczywiście stałe argumenty – gdyby nie było agencji to wolny rynek by wszystko załatwił.
    W takim razie proszę się wysilić i poszukać raportu powstałego na zamówienie Państwa na temat jak to się stało że firmy dały się naciąć na słynne opcje („zarazić wirusem” AZIP). Okazuje się że „menedźerowie” nawet NIE WIEDZIELI co podpisują!!! Wszystko działo na zasadzie akwizytorów wciskających kit.
    Może więc warto też prześledzić dlaczego w USA firmy pozwoliły wyswapować do siebie toxyczne długi.
    Czy badając jakąś rzeczywistość warto wychodzic od ideologii zakładając że ziemia jest płaska i lepić sofistyczne modele – może warto wyjść od realiów.
    Czy uważa Pan że prawo że wolność moja kończy sie na twoim nosie należy odnosić do systemu gospodarczego. Niech pan jest próbuje najpierw odnieść do ruchu drogowego który jest niepomiernie mniej skomplikowany…

  7. @4. Przedstawianie zaciągania długu jako życie na koszt przyszłych pokoleń jest niedopuszczalnym uproszeniem – niech Pan głębiej wejdzie w temat a nie jak to pisał Tuwim „że koń że Stasiek że dom że drzewo”.

  8. Ad 3 Istniejemy bo produkcja O2 i absorpcja wszelkich naszych wydalin i odpadów.
    Jak ktoś myje ręce w ciepłej podgrzanej gazem wodzie lub wyrzuca na śmieci plastikową torebkę to zaciąga dług energetyczny wobec środowiska i przyszłych pokoleń.
    Porównanie do auta jest Ok tylko, że nie można z niego wysiąść ani się zatrzymać, a to zmienia perspektywę. Osobiście zaś nie uważam za słuszny taki antropocentryzm, naszym braciom mniejszym też się coś od życia należy.
    Ad 6
    Sorry trochę nie rozumiem, to wszystko do mnie?? chyba nie. Nie jestem libertarianinem.
    Ad 7
    Oczywiście to jest udramatyzowane uproszczenie. Byłoby nie właściwe gdyby przyszłe pokolenia miały z tego korzyści proporcjonalne do zaciągniętych zobowiązań, ale tak przecież nie jest.
    Miłego dnia Mergiel

  9. Mergiel – popieram Cię, Ekosystem to wolny rynek dla wszystkich bytów, a odpowiedzialny świadomy biznes jest równowagą która jak wolny rynek nie powinna być regulowana ani też eksploatowana bez opamiętana – inaczej opamiętanie przyjdzie (tak jak sie tego należy spodziewać) w sposób wolnorynkowy tzn. będzie w stanie skrajnego wyczerpania z którego już nić się ekonomicznie nie wyciśnie. Liberalne podejście moim zdaniem jest podejściem równowagi sił (a nie protekcjonizmu). Wobec środowiska też musi być prezentowane podejście równowagi a nie eksploatacji.

  10. „Ekosystem to wolny rynek dla wszystkich bytów” 😀 skąd wy się bierzecie?!

    ADMIN: Panie „:)” albo posty merytoryczne albo brak postów – kolejne posty nic nie wnoszące do dyskusji będą usuwane.

  11. „Ponadto, BP będzie odpowiedzialne za koszty związane z oczyszczeniem środowiska, które zdecydowanie przekraczają rządowy limit 75 milionów dolarów odpowiedzialności za szkody. Co najmniej przez najbliższą dekadę wizerunek BP będzie budził w opinii publicznej negatywne skojarzenia. Ostatecznie koszty mogą sięgnąć 100 miliardów dolarów, rujnując nie tylko BP, ale i wiele innych przedsiębiorstw.”

    Chyba coś się panu Rockwellowi pomyliło.
    Limit 75 milionów dolarów oznacza, że BP może być zmuszone do zapłacenia maksymalnie takiej sumy na odszkodowania (ponad koszty oczyszczenia plamy).
    Jest tak dzięki Oil Pollution Act z 1990 r. Teraz niektórzy chcą ten limit podnieść (nawet do 10 mld), ale od chęci do realizacji długa droga. Być może BP zapłaci coś więcej z własnej woli, ale tego nie wiadomo. Gdyby BP musiało zapłacić całość odszkodowań, to wtedy mogłoby to przekroczyć 100 mld… ale wtedy nie byłoby już BP.
    A to, że wiele innych przedsiębiorstw zostanie zrujnowanych, to oczywiście prawda, ale właśnie dlatego, że nie będą one mogły uzyskać odszkodowań od BP. Chyba że zamiast BP zapłaci rząd, czyli podatnicy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwolnij
KRS: 0000174572
 
KRS: 0000174572