Kluz: Joseph Schumpeter a szkoła austriacka

9 czerwca 2010 Historia myśli ekonomicznej komentarze: 82

Autor: Sebastian Kluz
Wersja PDF

Teksty publikowane jako working papers wyrażają poglądy ich Autorów – nie są oficjalnym stanowiskiem Instytutu Misesa.

1. Wstęp

Joseph Schumpeter był myślicielem wyjątkowym. Zasłynął na polu ekonomii w szczególności za sprawą swoich dociekań nad istotą wzrostu gospodarczego, transformacji kapitalizmu w socjalizm oraz cyklów koniunkturalnych powstających wskutek przełomowych innowacji. Jednak to, co najbardziej uderza w dorobku Schumpetera to niebywała trafność z jaką przewidział rozwój gospodarczy w postaci, której jesteśmy dziś świadkami. Można odnieść wrażenie, że wiedziony intuicją wspartą na kontekstowym ujęciu ekonomii przewidział przed stu laty teraźniejsze wydarzenia. Pomimo tego, że nie dochował wierności metodologicznym rygorom Szkoły Austriackiej, z którą był mocno związany, zasługuje na uwagę z samego faktu trafnych prognoz, których był autorem.

Joseph Alois Schumpeter urodził się 8 lutego 1883 roku na Wysoczyźnie w  czeskim mieście Tresz. Studiował pod kierunkiem wybitnego ekonomisty austriackiego Eugeniusza von Bohm-Bawerka, ucznia założyciela austriackiej szkoły ekonomii — Carla Mengera. Od samego początku swojej kariery naukowej wyróżniał się kontekstowym ujęciem problematyki ekonomicznej, która wychodziła poza granice ortodoksyjnego ujęcia, obejmując swym zasięgiem także nauki pokrewne[1]. Źródłem niechęci do uprawiania naukowego przyczynkarstwa do przyjętej teorii był specyficzny klimat intelektualny, w jakim kształtowały się jego poglądy. Na owe ożywienie umysłowe wpływało w trakcie jego studiów doktoranckich ścieranie się ze sobą poglądów liberałów, socjaldemokratów, marksistów czy austromarksistów .

Podstawowym przesłaniem Schumpetera, ogniskującym wszystkie rozważania nad rozwojem społecznym jest przekształcenie się kapitalizmu w socjalizm mocą ogólnych praw rozwoju kapitalizmu. W odróżnieniu od rozpowszechnionych podówczas poglądów, wieszczących koniec kapitalizmu wskutek jego finansowej zapaści, Schumpeter dowodzi, iż stanie się tak w wyniku jego ekonomicznego sukcesu. To właśnie ujęcie stanowi o nowatorskim rozwiązaniu problemu, z którym mierzyło się i mierzy tak wielu myślicieli. Omówimy różnice stanowisk wobec postulatów K. Marksa, odmienne wizje przyszłości kapitalizmu i odmienne poglądy na demokrację i socjalizm.

 

2. Marksowskie inspiracje Josepha Schumpetera

 

Intelektualne związki Karola Marksa z Josephem Schumpeterem są bardzo widoczne. Marks w oparciu o prawa ruchu kapitalizmu rządzone materialną dialektyką przewidywał, iż system kapitalistyczny musi przekształcić się w socjalizm, a następnie komunizm. Teleologiczna koncepcja Marsa zakorzeniona była, jak można sądzić, w teorii stanu stacjonarnego kapitalizmu wyartykułowanego przez samego Dawida Ricardo. W ten nurt wpisał się również Schumpeter, jednak z wielką mocą starał się podkreślić, iż pomimo tego, że zgadza się z Marksem co do efektu finalnego rozwoju kapitalizmu, to różni go od niego opis procesów poprzedzających ów stan. Stara się ponadto, aby w obliczu przygniatającego autorytetu Marksa w tej dziedzinie nie został uznany za kolejnego epigona bezrefleksyjnie powtarzającego kazanie wybitnego myśliciela.  Bowiem jak twierdzi Schumpeter: „Zadaniem jest, otóż danie świadectwa niemarksistowskiemu przekonaniu o wyjątkowym znaczeniu tego przesłania, znaczeniu całkowicie niezależnym od akceptacji bądź odrzucenia”[2].

Schumpeter widział w Marksie wizjonera, socjologa, ekonomistę i nauczyciela. Był dla niego prorokiem, któremu udało się powołać do życia nową religię ze względu na szczególny czas w jakim tworzył Marks. Proroctwa jego padły na podatny grunt wyjałowionego ze wszelkich religijnych wartości ducha tamtej epoki. Okres głębokiego upadku burżuazji, wewnętrzna pustka człowieka wypełniona została wizją raju na ziemi, osadzoną na racjonalistycznym gruncie, tak mocno zakorzenionym w tamtych czasach. Kunszt z jakim Marks tego dokonał, uczynił z niego kogoś więcej niż naukowca. Ten racjonalistyczny ogląd sprawy wynikał z jego filozoficznego zacięcia. Był on heglistą, który ze względu na swoją ekonomiczną interpretację dziejów uchodzi za materialistę dialektycznego. To — według  Schumpetera — czyni z Marksa socjologa. Marks był jednak  również ekonomistą. Wiele miejsca w analizie ekonomicznego dorobku Karola Marksa Schumpeter poświęca kwestii natury wartości ekonomicznej. Marks jest w swych wywodach na temat natury wartości kontynuatorem w linii prostej ortodoksyjnej szkoły Adama Smitha i Dawida Ricardo. Ich poglądy na ten temat utrzymywały się w zasadzie do czasów J. S. Milla jako fundament okazałego gmachu ekonomii politycznej. Marks — zgodnie z przekonaniami klasyków — uważa, że wartość dóbr ekonomicznych jest oparta na pracy. Ta laborystyczna teoria wartości skompromitowana na gruncie teoretycznym jest atakowana przez Schumpetera w osobliwy sposób. Używa on w swojej krytyce całego arsenału znanych argumentów przeciw teorii wartości opartej na pracy takich, jak niżej wymienione:

  1. że ma ona zastosowanie jedynie w warunkach konkurencji doskonałej w stanie równowagi,
  2. że nie uwzględnia problemu kwalifikacji,
  3. że nie radzi sobie z wyjaśnieniem źródeł wartości usług czynników naturalnych,
  4. że nie rozwiązuje problemu procentu przy uwzględnianiu dóbr kapitałowych.

Wszystkie te uwagi są słuszne, lecz dla Schumpetera najważniejsza jest jednak inna kwestia. Pisze on: „Podstawowy problem nie polega na tym, czy praca jest prawdziwym źródłem wartości lub przyczyną wartości ekonomicznej. Pytanie tak postawione może interesować jedynie filozofów społecznych (…) Znacznie ważniejsze jest pytanie na ile teoria wartości opartej na pracy może być narzędziem analitycznym”[3]. Sprowadzenie przez autora rozważań nad istotą wartości do problemu analitycznej funkcjonalności pozostawia nierozstrzygniętą kwestię filozoficzną, która powinna być przedmiotem pierwszorzędnego namysłu. Takie postawienie sprawy pozwala mu bez koniecznego krytycyzmu postulować wprowadzenie podziału dochodu po uprzednim uspołecznieniu środków produkcji w oparciu o teorię wartości opartej o pracę.

Schumpeter omawia również inne przyczynki do teorii ekonomicznej Marksa, do których sam odwołuje się jednak w nieco zmodyfikowanej formie. Rozwija myśl Marksa zakorzenioną głęboko w tradycji angielskiej szkoły klasycznej o systematycznym zaniku zysków, opierając się na Marksowej teorii rosnącego udziału kapitału stałego w organicznym składzie kapitału oraz armii bezrobotnych. Pobieżnie zaś traktuje uwagi Marksa na temat koncentracji kapitału i cykli koniunkturalnych.

 

3. Stosunek Szkoły austriackiej do idei Karola Marksa

Rozważania Karola Marksa zajmowały centralną pozycję w szkole austriackiej. Był źródłem inspiracji dla takich ekonomistów jak Eugeniusz von Bohm Bawerk, Karol Menger, Ludwig von Mises czy Fryderyk August von Hayek. Schumpeter odnosił się do Karola Marksa z szacunkiem jednak nie znalazł zrozumienia w kręgach szkoły austriackiej, która uważała Marksa raczej za epigona Dawida Ricardo. Przedstawiciele szkoły austriackiej podzielali opinię Schumpetera na temat roli, jaką odegrał Marks w kształtowaniu się postaw społecznych. Widziano w nim również proroka, ekonomistę, socjologa i nauczyciela, ale w odmienny sposób. Austriacy atakowali Marksa w sposób bardziej zdecydowany, podkreślając te aspekty prac niemieckiego myśliciela, które umknęły uwadze Schumpeterowi. Marks jako prorok, socjolog i ekonomista był przez Austriaków krytykowany za to, że podważał zasady logiki i rozumu. Tak jak przez Hegla przemawiał duch (Geist), tak dla Marksa socjalizm miał się pojawić z nieuchronnością właściwą prawom natury. W odpowiedzi na miażdżącą krytykę ekonomistów, którzy w ramach żelaznej logiki zbijali jego argumenty, użył on wybiegu, kompromitując się do reszty w oczach Austriaków. Wybiegiem tym był polilogizm[4]. Marks uważał bowiem, że ludzie nie są zdolni poznać prawdy ze względu na różnice w logicznej strukturze ludzkiego umysłu  w zależności od ich przynależności klasowej. Nie inaczej było z burżuazją, która, krytykując Marksa, nie była w stanie wyjść poza obręb krępującej myśli ekonomii burżuazyjnej. Austriacy nie dowiedzieli się nigdy, dlaczego Marks — syn prawnika i zięć fabrykanta — oraz jego współpracownik Engels — fabrykant tekstyliów — nie podlegali temu prawu. Austriacy uznali zatem Marksa za samozwańczego proroka, przez którego przemawia „duch”, podobnie jak to było w przypadku Hegla. Atak na logikę był rozpaczliwą obroną swojego  stanowiska,  opierającego się w całości na klasycznej ekonomii brytyjskiej. Marks podważał ekonomię, w czasie, kiedy Karol Menger oraz Stanley Jevons sformułowali prawo malejącej użyteczności krańcowej. Ekonomia Marksa osadzona na laborystycznej teorii wartości opartej o pracę legła w gruzach. Wartość przestała być czynnikiem obiektywnym, istniejącym poza działającym człowiekiem, a stała się kategorią subiektywną. Cały dorobek myśli ekonomicznej — począwszy od Arystotelesa, uznającego, że  człowiek najpierw dokonuje pomiaru wartości dóbr ekonomicznych, a potem wymienia je na inne dobra o tej samej wartości — został zakwestionowany. Górę wzięła koncepcja nierównowartości dóbr ekonomicznych podlegających wymianie przez indywidualnie wartościujące jednostki.

Ostatnim aspektem obszaru badawczego Karola Marksa, który został zbagatelizowany przez Schumpetera była kwestia rzadkości ekonomicznej. Marks uważał, że rzadkość jest kategorią historyczną, która ustąpi wraz z nadejściem socjalizmu. Rzadkość organizująca nie tylko myślenie ekonomiczne, ale i działania ludzkie zniknie wraz ze zniesieniem własności prywatnej. Schumpeter przyznał rację Marksowi, co pozwoliło mu sformułować następujące założenie do projektu socjalistycznego. „Centralny zarząd wyraża gotowość do sprzedaży dowolnemu zarządowi branżowemu nieograniczonej ilości dóbr i usług produkcyjnych po ustalonych cenach”[5]. Mimo że  Schumpeter  zapewniał  o swoim niemarksizmie, to tak naprawdę podzielał jego punkt widzenia na wiele istotnych kwestii, odchodząc tym samym od tradycji szkoły austriackiej.

4. Rozwój kapitalizmu

Zanim omówimy kwestie dotyczące przyszłości kapitalizmu według Josepha Schumpetera oraz szkoły austriackiej warto przedstawić kontekst historyczny omawianego zagadnienia. Kwestię stopy zysków w czasie jako pierwszy z wielkich ekonomistów omawiał Adam Smith. Zakładał on, że stopa zysków w czasie będzie spadać z trzech powodów. Po pierwsze, ze względu na konkurencję na rynku pracy. Akumulacja kapitału doprowadzi do wzrostu popytu na siłę roboczą, podnosząc tym samym płace i obniżające zyski. Po drugie, dojdzie do konkurencji na rynkach dóbr wyższego rzędu. Intensyfikacja konkurencji na tych rynkach doprowadzi do spadku cen, co pociągnie za sobą spadek zysków. Jako trzeci argument za systematycznym spadkiem stopy zysków w czasie Smith podawał zanik możliwości inwestycyjnych. Rozważania Smitha nad interesującym nas zagadnieniem spotkały się ze zdecydowaną reakcją Dawida Ricardo. Potwierdzał on bowiem, że istotnie rozwojowi kapitalizmu będzie towarzyszył spadek stopy zysków, ale z powodów innych, niż przytoczone przez Adama Smitha. Pierwszy argument Adama Smitha obalił Ricardo powołując się na teorię ludnościową Malthusa, dwa pozostałe uznał zaś za niezgodne z prawem Saya. Nie ma zatem  powodu, aby sądzić, że wzrost konkurencji na rynku pracy doprowadzi do wzrostu wynagrodzeń, skoro pracownicy otrzymują płace realne na poziomie minimum egzystencji oraz aby nie można było sprzedać zwiększonej ilości produktu z nowych inwestycji po starych cenach. Proces obniżania się stopy zysku omawiał Ricardo w następujący sposób: młoda gospodarka odznacza się wysokimi zyskami, które są źródłem akumulacji kapitału. Coraz większa podaż kapitału implikuje wzrost popytu na siłę roboczą potrzebną do jego obsługi. Oczywiście na rynku pracy wzrasta popyt na siłę roboczą, co — zgodnie z teorią Malthusa — musi doprowadzić do zwiększenia się liczby ludności. To z kolei spowoduje wzrost popytu na żywność, który może być zaspokojony jedynie poprzez uprawę coraz mniej urodzajnych gleb. Taka ekspansja w rezultacie może doprowadzić tylko do spadku zarówno marż intensywnych i ekstensywnych, któremu to spadkowi towarzyszyć musi wzrost rent. Dochodzi do zastoju, przy którym zyski są zerowe, płace kształtują się na poziomie minimum egzystencji, a renty są bardzo wysokie. Na tym tle możemy przedstawić poglądy Josepha Schumpetera na sprawy dotyczące upadku kapitalizmu.

Pomimo przywiązania Schumpetera do deterministycznego ujęcia zagadnienia systematycznej atrofii kapitalizmu zmuszeni jesteśmy koniecznością metodologicznego rygoru uznać postulowane związki za zwykłe prawa tendencji[6]. Uważny czytelnik mozolnie wnikający w materię ekonomiczną twardego rdzenia teorii Schumpetera dostrzega jak w dalszej części książki autor podstępnie wprowadza hipotezy pomocnicze, które uginają się pod ciężarem teoretycznego absurdu. Absurd ten nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością gospodarczą na gruncie logiki ekonomicznej misternie tworzonej w duchu Schumpeterowskiej aksjomatyki,.

Schumpeter zadaje pytanie: „Czy kapitalizm może przetrwać? Nie, nie sądzę by mógł”[7]. Swoje wywody rozpoczyna od wyliczeń średniego tempa wzrostu produkcji od roku 1870 do mniej więcej 1930. Uwzględniając wszelkie niezbędne korekty dochodzi do wniosku, że tempo to kształtuje się na poziomie 2% rocznie, po czym zadaje pytanie, czy tempo to może utrzymać się przez następne kilkadziesiąt lat. Schumpeter docieka, czy przewidywany rozwój kapitalizmu wytraci swoją dynamikę w związku ze zmianami instytucjonalnymi, jakie w tym czasie zajdą. Wiedziony intuicją twierdzi, że właśnie tak się stanie. Postaram się przedstawić tok rozumowania Josepha Schumpetera.

Schumpeter rozpoczyna od omówienia problematyki modelu konkurencji doskonałej. Autor wprowadza nas w tajniki modelu konkurencji doskonałej Alfreda Marshalla i Knuta Wicksella, ekonomistów będących najbardziej znanymi przedstawicielami tej koncepcji. Po omówieniu założeń modelu oraz przedstawieniu wniosku, jaki z niego płynie (konkurencja doskonała to stan gospodarki maksymalizujący społeczną użyteczność, z uwagi na racjonalną alokację zasobów o alternatywnym zastosowaniu), Schumpeter przechodzi do uzasadnionej częściowo krytyki. Twierdzi bowiem, że model ten w żadnym stopniu nie przystaje do rzeczywistości i z gruntu powinien zostać odrzucony jako nierealistyczny. Jego stosowalność jest ponadto uzależniona od naturalnej tendencji gospodarki do ciążenia ku równowadze. Alternatywą dla tego modelu jest konkurencja monopolistyczna czy oligopol, w którym gama rywalizujących strategii przedsiębiorstw nie sprowadza się tylko do konkurencji cenowej, ale i do innych przewag powszechnie obecnych w działalności gospodarczej.

Następnie Schumpeter przedstawia  jedną z najbardziej obecnie znanych swoich  koncepcji: teorię procesu twórczego niszczenia. Odwołując się do już sformułowanej teorii monopolistycznej twierdzi, że gospodarkę charakteryzuje ciągła zmiana, turbulencja tak różna przecież od stanów stacjonarnych służących do opisu gospodarki przez klasycznych ekonomistów. W tej zmiennej gospodarce zachodzą rewolucje, przydając postępowi jakościowego wymiaru. Kapitalizm dokonuje przeskoku na wyższy poziom rozwoju, pozostawiając za sobą zgliszcza nie nadążających za konkurencją przedsiębiorstw. Schumpeter spodziewał się ataków na sposób, w jaki potraktował konkurencję monopolistyczną. Większość ekonomistów głównego nurtu twierdziła, że praktyki monopolistyczne są z punktu widzenia racjonalnego gospodarowania zwykłym marnotrawstwem. Jako że Schumpeter uznawał tendencje monopolistyczne za symptomy postępującego rozwoju cywilizacyjnego musiał odpowiedzieć na najbardziej klasyczne zarzuty. Odrzucił krytykę ekonomistów powołujących się na sztywność cen. Choć zgadzał się, że siła nabywcza konsumentów może zostać uszczuplona o wielkość zysku czerpanego ze sztywności w przypadku, gdy ludzie wydaja tyle ile mogą, a przedsiębiorstwa przechowują zyski netto w całości, uważał jednak taki scenariusz za mało prawdopodobny.[8] Twierdził on tak, pomimo tego, że był zwolennikiem prawa rynków Saya[9]. W przypadku natomiast ograniczenia produkcji przy zachowaniu cen skutkiem może być zwiększone bezrobocie, ale tylko przy założeniu ceteris paribus.[10] Zniesienie założenia o stałości cen i przyjęcie ich za bardziej elastyczne nie musi skutkować wzrostem sprzedaży. Argument ten odnosi się do zgubnego wpływu deflacji i „chaosu na rynku”. Przy okazji Schumpeter rozprawia się z doktryna głoszącą, że porządek kapitalistyczny hamuje postęp techniczny ze względu na przywiązywanie zbyt dużej wagi do zachowania wartości kapitałowych istniejących inwestycji, odwołując się do teorii zaktualizowanej wartości bieżącej netto przepływów pieniężnych. Kończąc swoje rozważania nad naturą monopoli, autor podaje dla porządku, że opierał się na teorii monopolu Cournota-Marshalla, zmodyfikowanej przez późniejszych autorów. Powyższa modyfikacja, dotyczy zawężenia znaczenia monopolu, jedynie do tych przypadków, gdzie pojedynczy sprzedawca obsługuje daną strukturę popytu niedostępną dla innych sprzedawców[11].

Postrzegając zatem świat przez okulary niedoskonałej konkurencji i odrzuciwszy ortodoksyjne paradygmaty o wyższości konkurencji doskonałej nad porządkiem monopolistycznym, przystępujemy do omówienia problemów zanikających możliwości inwestycyjnych i funkcji przedsiębiorcy. Schumpeter odrzuca ekonomiczne argumenty wskazujące na pojawienie się pierwszych symptomów krystalizującego się krajobrazu gospodarczego istotnie nacechowanego zanikającymi możliwościami inwestycyjnymi, które nieuchronnie rokują nadejście stanu stacjonarnego. Cechy, które enumeratywnie odrzuca, używając przekonującej argumentacji to stan nasycenia, spadające tempo wzrostu ludności, zanik nowych terenów, ograniczone możliwości techniczne oraz zaliczenie ich raczej do sfery inwestycji publicznych, a nie prywatnych. Następnie dokonuje bardzo zręcznego przeformułowania warunków implikujących pojawienie się stanu zanikającej funkcji przedsiębiorcy. Uchylając bowiem założenie o nienasyconości potrzeb, twierdzi, że

„Rezultatem tego będzie stan mniej lub bardziej stacjonarny. Kapitalizm, który z istoty jest procesem ewolucyjnym, ulegnie swoistej atrofii. Przedsiębiorcom nic już nie pozostanie do zrobienia”[12]. Lecz zdając sobie sprawę z nierealności opisanego scenariusza wplata myśl, która ma uprawdopodobnić jego tezę .”W dającej się obliczyć przyszłości wizja ta nie ma żadnego znaczenia, istotniejsze jest to, że wiele skutków…, których możemy oczekiwać od prawie pełnego zaspokojenia potrzeb…wystąpić może w trakcie rozwoju zmierzającego do takiego stanu”[13]. Zabieg ten odróżnia go od klasycznych poprzedników i zapewnia mu trwałe miejsce w panteonie najbardziej profetycznych ekonomistów, jacy kiedykolwiek tworzyli. Wszyscy jesteśmy bowiem świadkami coraz bardziej zautomatyzowanego i bezosobowego postępu gospodarczego, rola przedsiębiorcy jest systematycznie wypierana przez dobrze opłaconego menadżera, który zarówno w myśleniu jak i działaniu bardziej przypomina urzędnika państwowego niż przedsiębiorcę. Dwa filary, na jakich opiera się gospodarka kapitalistyczna  XIX w.: prawo własności oraz swoboda zawierania umów odchodzi niepostrzeżenie w niepamięć. Oddzielenie funkcji własności od kontroli jest najbardziej charakterystycznym rysem kapitalizmu wielkiego biznesu naszych czasów.

Upadek przedsiębiorcy jest potęgowany dodatkowo zniszczeniem warstwy ochronnej. Schumpeter wskazuje na proces historycznego umeblowania warstw społecznych, w których z racji subtelnych sojuszy opartych na wspólnocie interesów uprzywilejowaną pozycję zajmowała burżuazja. Wspierana początkowo przez monarchę i arystokrację w procesie historycznych przemian została zdana na łaskę własnej indolencji poprzez wyparcie osobistego protektora upadłego pod ciężarem mechanizmu ekonomicznego. Sukces warstwy burżuazji nadającej ton procesowi cywilizacyjnemu stał się jego porażką. Monarcha zakorzeniony w feudalizmie miał już pełnić jedynie rolę symboliczną. Schumpeter wskazuje ponadto na zniszczenie rodziny mieszczańskiej stanowiącej ludzki materiał konstytuujący warstwę burżuazji jako kolejną cechę ich autodestrukcyjnego usposobienia. Używając terminologii nauczyciela Schumpetera — Eugeniusza von Bohm Bawerka — stopa preferencji czasowej warstwy burżuazji wzrosła.

Jednak prawdziwą Nemezis dla warstwy burżuazji jest szeroko opisywana przez autora inteligencja. Inteligencja stanowi grupę społeczną wywodzącą się z wszystkich warstw społecznych, której zintensyfikowane działania przypadają w czasie  pojawienia się zjawisk dotychczas nieznanych: państwowej oświaty oraz ogólnodostępnej prasy. Publiczna oświata nieodpłatnie produkuje nadpodaż zawodowych myślicieli, którzy z właściwym sobie krytycyzmem zwracają się przeciw burżuazji, nie mogąc znaleźć zatrudnienia w zawodach, do których zostali przyuczeni. Owa frustracja wichrzycieli przeradza się w otwartą wrogość wobec kapitalizmu. Zainteresowani niepokojem społecznym intelektualiści zaludniają koncerny prasowe, antagonizując dotychczas pracujące w zgodzie grupy społeczne. Schumpeter przedstawia nam wywrotowe skłonności intelektualistów na przykładzie ruchu związkowego. „Związki zawodowe nigdy nie zabiegały o intelektualne przywództwo, ale intelektualiści masowo penetrowali politykę związkową. Czekał ich ważny wkład. Werbalizowali oni ruch, dostarczali mu teorii i haseł (walka klasowa jest doskonałym przykładem) (…) Rozwiązując to zadanie (…) naturalnie radykalizowali je (ruch robotniczy), w ostatecznym rezultacie nadając im rewolucyjne odchylenie.”[14] Schumpeter dowodzi ponadto, że inteligencja wchodząc do świata polityki ,odznacza się dużą zmiennością poglądów w zależności od bieżącej gry politycznej.

Konfrontując wizję przyszłego kapitalizmu Josepha Schumpetera z założeniami szkoły austriackiej, odnieść można się do trzech kwestii.

  1. metody liczenia tempa wzrostu gospodarczego,
  2. zaniku funkcji przedsiębiorcy,
  3. konkurencji doskonałej i monopolistycznej.

Schumpeter zakłada, że tempo wzrostu gospodarczego w badanym okresie jest dodatnie. Jednak metoda, jaką się posługiwał przez wielu ekonomistów austriackich zastała dawno zarzucona jako nieprawdziwa. Do ekonomistów tych zaliczają się Murray Newton Rothbard i Hans-Herman Hoppe. Niepoprawna metoda zakłada dodawanie do wartości dóbr i usług wytworzonych w sektorze prywatnym wartości dóbr i usług powstałych w sektorze publicznym. Ekonomiści austriaccy zgodni są co do tego, że wartość dóbr i usług wytworzonych w sektorze publicznym należałoby raczej odjąć od pierwszej wielkości. Jak dowodzi Hoppe, „Nikt nie kupuje wytwarzanych przez rząd
„dóbr” czy „usług”. Choć są one produkowane i choć produkcja ta wiąże się z kosztami, to nie są one sprzedawane ani kupowane (…) nie sposób sprawdzić ich wartości i sprawdzić, czy usprawiedliwia ona poniesione koszty”[15]. Takie arytmetyczne przemianowanie mogło by paradoksalnie dowieść, że w badanym okresie wzrost gospodarczy był ujemny, a nie dodatni ze względu na rozrost sektora państwowego.

Koncepcja zaniku funkcji przedsiębiorcy Schumpetera zasadza się na dwóch argumentach. Rozdziału własności od kontroli oraz ograniczenia swobody zawierania umów. Dla Austriaków jednak przedsiębiorczość jest czymś więcej niż tylko funkcją społeczną o znaczeniu historycznym. Jest ona wrodzoną cechą każdego człowieka, który działając w warunkach niepewności, używa środków do realizacji celu, jakim jest zaspokojenie ludzkich potrzeb. Wkraczając na rynek z wytworzonym dobrem, wymienia go na towary, które są dla niego bardziej wartościowe. Napędzany egoistycznym motywem szuka zysków, realizując przy okazji interes społeczny.  Wykorzenienie przedsiębiorczości wiązać by się musiało z zaprowadzeniem wojskowej dyscypliny — wbrew temu, co twierdzi Schumpeter. W praktyce ziszczenie się wizji zaniku cech przedsiębiorczych jest nierealistyczne ze względu na uprawdopodobniony scenariusz powstania czarnego rynku.

Krytyka koncepcji konkurencji doskonałej przez austriaków sprowadza się w istocie do wniosków Schumpetera, który —  podobnie, jak to było w przypadku zagadnienia rzadkości — nie uświadamiał sobie jednak fundamentalnych zarzutów kierowanych pod adresem modelu konkurencji doskonałej. Tym zasadniczym zarzutem był wniosek Izraela Kirznera, że konkurencja doskonała opisuje statyczne warunki równowagi rynkowej, w której konkurencja nie istnieje z definicji. Nawyk mylenia rynkowej konkurencji ze statyczną równowagą udzielił się także Schumpeterowi przy analizie projektu socjalistycznego, w którym wszelka zmiana ustaje, a wszystkie procesy gospodarcze zachodzą niczym w zaprojektowanym przez człowieka mechanizmie. Konkurencja monopolistyczna Austriaków jest bardzo zróżnicowana. Wielu autorów proponuje odmienne, a czasem wykluczające się koncepcje monopolistyczne. Ciężko jest zatem konfrontować teorię monopolu Austriaków jako jednolitej koncepcji z przemyśleniami Schumpetera na ten temat.

 

6. Socjalizm

Uzbrojeni zatem w wiedzę o instytucjonalnych uwarunkowaniach kapitalizmu wielkiego biznesu, nieuchronnie zmierzającego w kierunku samozagłady przystępujemy do omówienia funkcjonalności socjalizmu. Schumpeter w słynnej debacie nad teoretyczną możliwością istnienia socjalizmu stanął po stronie Pareto i Baronego, w sposób zdecydowany dowodząc funkcjonalności socjalizmu. W swoich rozważaniach  nad projektem socjalistycznym odnosi się do dwóch płaszczyzn, na jakich w drugiej dekadzie XX wieku toczono wielki spór. Pierwsza płaszczyzna dotyczyła zarzutów sformułowanych w 1920 roku w artykule Ludwiga von Misesa, dotyczących ładu socjalistycznego jako logicznej niemożliwości. Mises uważał, że ze względu na brak rynków środków produkcji, będący konsekwencją zniesienia prywatnej własności dóbr kapitałowych, nie mogą ustalić się ceny pieniężne, wykluczając tym samym możliwość przeprowadzenia kalkulacji ekonomicznej. Druga płaszczyzna odnosiła się do argumentacji Fryderyka von Hayeka, który uznawał ceny za obserwowalne manifestacje bardziej fundamentalnej kategorii jaką jest użyteczność. Stał zatem na stanowisku, że przynajmniej w sensie teoretycznym istnieje możliwość przeprowadzenia kalkulacji ekonomicznej w kategoriach użyteczności. W odróżnieniu od Ludwiga von Misesa, kładącego nacisk na rolę własności w rachunku ekonomicznym Hayek zwracał szczególną uwagę na znaczenie wiedzy. Schumpeter odrzuca dwie linie argumentacji, uznając socjalizm za usprawiedliwiony zarówno na gruncie logicznym, jak i co do stopnia jego złożoności. Jest rzeczą zastanawiającą, jak ekonomista dostrzegający z taką przenikliwością wady ortodoksyjnego modelu konkurencji doskonałej, podejmuje się próby zbudowania modelu socjalistycznego, obwarowanego założeniami dalece bardziej nierealistycznymi od założeń modelu Alfreda Marshalla i Knuta Wicksella.

Ustrój gospodarki socjalistycznej wedle Schumpetera definiowany jest jako taki stan, w którym środki produkcji są uspołecznione, a konkurencja dokonywa się jedynie w obrębie dóbr konsumpcyjnych. Autorowi „Kapitalizmu, Socjalizu i Demokracji” pomocna w tym opisie była koncepcja teoretyczna Lernera-Langego, którzy wraz z całym zastępem socjalistycznych ekonomistów stanęli na głowie, by odeprzeć argumenty Ludwiga von Misesa.

Przepis Schumpetera na gospodarkę socjalistyczną jest następujący: Po pierwsze, wartość wytworzonego produktu powinna zostać podzielona przez liczbę uprawnionych do konsumpcji. Otrzymuje się w ten sposób  udział zwany jednostką. Następnie, uprawnieni udają się z jednostkami, nabywając te dobra konsumpcyjne, którymi są zainteresowani. Dobra cieszące się największym zainteresowaniem znikają szybko z magazynów. Zarządy zgłaszają się z uzyskanymi jednostkami do centralnego zarządu po czynniki produkcji. Zarząd może dostarczyć im dowolną ilość środków produkcji — tak jednak, aby zwiększona ilość mogła być sprzedana bez uciekania się do opróżniania magazynów za mniejsza liczbę jednostek niż te, które trzeba oddać centralnemu zarządowi za dodatkowe czynniki produkcji. Innymi słowy, „cena” musi zrównać się z kosztami krańcowymi. Następnie, tak działający model dopuszcza zmiany w postaci postępu technicznego rodzącego „zyski”, które mogą być przeznaczone na nowe inwestycje.

Tak oto w skrócie ma wyglądać socjalistyczny raj. Oczywiście wszelkie uwagi na temat niemożliwego wręcz do ogarnięcia stopnia komplikacji kwitowane są przez Schumpetera uwagą o sprawności organizacyjnej państwowej administracji. Przewagą takiego ujęcia socjalizmu nad kapitalizmem ma być stabilizacja systemu eliminującego charakterystyczne dla gospodarki wolnorynkowej cykle koniunkturalne. Pojawia się zatem stawiany przez wszystkich reformatorów społecznych praktyczny problem przejścia od gospodarki wielkiego biznesu do socjalizmu. Schumpeter uważa jednak, że socjalizacja w stanie dojrzałości nie nastręcza większych trudności, ponieważ opór wymierającej burżuazji będzie niezauważalny, a społeczeństwo przyzwyczajone do oddzielenia funkcji własności od kontroli nie dostrzeże żadnej różnicy. Dodatkowo, w stanie dojrzałości wyszkolona administracja sprosta wymogom zarządzania. Wystarczy jeden zapis do konstytucji o wywłaszczeniu wywłaszczycieli. Co ciekawe, Schumpeter radzi, by wywłaszczenia dokonać metodami łagodnej polityki pieniężnej, wywołującej inflację twierdząc, że „(…) inflacja wywłaszcza posiadaczy aktywów pieniężnych i czyni to w sposób rozkosznie prosty”[16]. Cały wykład Schumpetera na temat socjalizmu może być zrozumiały w kontekście jego wcześniejszych wywodów jedynie jako intelektualne przejście od  indywidualizmu i subiektywizmu metodologicznego do podejścia holistycznego, które dodatkowo przeformułowuje naturę homo agens w homo oeconomicusa[17].

 

7. Josepha Schumpetera gospodarka oparta na wiedzy

Na koniec warto odnieść się do dającej się zaobserwować rewitalizacji poglądów Josepha Schumpetera na przykładzie tzw. gospodarki opartej na wiedzy. Każdy z nas spotkał się z pewnością z przywoływaniem Schumpetera przy okazji rozmaitego rodzaju dyskusji na temat Strategii Lizbońskiej czy Strategii 2020. Strategie te można streścić jako urzędnicze pomysły na zniwelowanie cywilizacyjnego dystansu, jaki dzieli Europę od Stanów Zjednoczonych.  Jak już wcześniej pisaliśmy, Joseph Schumpeter był zwolennikiem monopoli. Uważał, że jedynie koncentracja wielkiego biznesu dysponuje wystarczającym zapleczem kapitałowym zdolnym sfinansować najśmielsze innowacje. Nigdzie jednak nie twierdził, aby do takich innowacji trzeba było przedsiębiorcę szczególnie zachęcać. Przedsiębiorca zainteresowany chęcią zaspokojenia życzeń konsumentów robi wszystko co w jego mocy, aby w obszarach swojej aktywności gospodarczej dokonywać ulepszeń, których finalnym beneficjentem jest konsument. Wyrwane z kontekstu przemyślenia Schumpetera zostały zredukowane i przeinaczone w urzędniczej frazeologii do stwierdzenia, że trzeba wspierać innowacyjność drogą administracyjną. Jest sprawą zupełnie oczywistą i nie wymagającą szerszych wyjaśnień, że przymusowa alokacja ograniczonych zasobów nigdy nie spotkałaby się z akceptacją Josepha Schumpetera. Stanowisko Austriaków w tej sprawie jest klarowne. Porządek gospodarczy powinien opierać się na prawie własności, której jawnym pogwałceniem są inicjatywy finansowane z podatków. Gospodarka może — a nawet powinna — opierać się na wiedzy, której z uwagi na jej ukrytą i rozproszoną naturę nie da się  redystrybuować według planistycznego klucza.

 

9. Wnioski

 

W 1908 roku Schumpeter jako pierwszy użył sformułowania „indywidualizm metodologiczny”. I chociaż wywodzi się on ze szkoły austriackiej, dla której analiza ekonomiczna musi sprowadzać się do indywidualizmu metodologicznego w każdym aspekcie teorii (pojęcia socjologiczne i ekonomiczne powinny być redukowalne do poziomu działania ludzkiego), sam dość niechętnie stosował się do takiego wymogu. Schumpeter mawiał: „Dla wszystkich poza filozofami, dosłowny sens metodologicznego wyznania wiary jest mało interesujący (…) każda pojedyncza zasada metodologiczna jest pozbawiona treści dopóty, dopóki może zostać porzucona i nie zmusza nas to do rezygnacji ze wszystkich wyników analizy prowadzonej przy jej zastosowaniu”[18]. Zasada metodologicznego indywidualizmu Schumpetera rzeczywiście pozbawiona była treści przez jego wybiórcze i instrumentalne traktowanie. Schumpeter krytykował Ricardo za to, że odnosił do rzeczywistości najbardziej abstrakcyjne modele, sam jednak nie ustrzegł się tego błędu. Postulaty projektu socjalistycznego pisane są w duchu scjentyzmu[19], podejścia będącego według Hayeka niedopuszczalnym błędem przenoszenia metodologii nauk przyrodniczych na grunt nauk społecznych. Od akceptacji takiego podejścia metodologicznego jest już mały krok do formalizmu matematycznego, tak zwalczanego przez Austriaków. Wczytując się w Schumpetera widać wyraźnie, że uległ on oddziaływaniu matematycznych ekonomistów ze szkoły lozańskiej. Problemy ekonomiczno–społeczne wielokrotnie traktował jako matematyczne łamigłówki, polegające na maksymalizowaniu zadanej funkcji przy danych ograniczeniach. Schumpeter potrafił jednak również  omawiać zagadnienia społeczne w sposób kontekstowy właściwy Adamowi Smithowi. Jednak i tutaj rozmija się bardzo z zaleceniami Austriaków, którzy w sporze Metodenstreit uznawali, że prawa rządzące naukami społecznymi są uniwersalne i konieczne.

Pomimo metodologicznej przewrotności i niekonsekwencji Schumpeter zadziwia dzisiejszych filozofów społecznych swoim profetyzmem. W tym wymiarze należy oddać Schumpeterowi honor i przyznać, że wiele z jego przepowiedni sprawdziło się.

Schumpeter zakładał, że warunkiem sine qua non przejścia od kapitalizmu wielkiego biznesu do socjalizmu jest takie ukonstytuowanie struktury właścicielskiej, w której największe sektory gospodarki zostaną uspołecznione. Po pierwsze, jak twierdzi Schumpeter: ”(…) aparat bankowy jest bez wątpienia dojrzały do uspołecznienia. Bank Anglii niewiele się różni od departamentu skarbu, w rzeczywistości jest mniej niezależny niż organ finansowy, jakiego mogłaby sobie życzyć dobrze zarządzana społeczność socjalistyczna”[20]. Po drugie, gospodarka ubezpieczeniowa — jak dowodzi  — jest wystarczająco zmechanizowana, aby nadawała się do wywłaszczenia. Kolejne sektory gospodarki, w których lud nie robiłby wielkich kłopotów przy wywłaszczeniu to kolej i transport samochodowy, górnictwo, nacjonalizacja produkcji, przesyłu i dystrybucji energii elektrycznej, hutnictwo żelaza i stali oraz budownictwo i przemysł materiałów budowlanych. Każdy może samemuodpowiedzieć sobie na pytanie, jak dalece wizja Schumpetera wcieliła się w życie. Zanik funkcji przedsiębiorcy, płynność zmian kadrowych pomiędzy zarządami banków i wielkiego biznesu, a światem polityki narzuca spostrzeżenie, że ludzie ci są w istocie funkcjonariuszami publicznymi, zarządzającymi powierzonym kapitałem, nie odpowiadając — tak jak dawni przedsiębiorcy — całym swoim majątkiem za ponoszone straty. Skłania to do znanej w literaturze pod pojęciem „pokusy nadużycia” nieodpowiedzialności za wyrządzone szkody. Zanik rodzin mieszczańskich, odznaczających się wybitną skłonnością do oszczędzania i koncentrowania swoich działań na wychowaniu dzieci i utrzymaniu domu, różni się od dzisiejszego krótkiego horyzontu planistycznego rodzin. Cały ten obraz domyka przepotężny aparat państwowy z bankowością centralną na czele, zdolną  do wywoływania kryzysów gospodarczych poprzez finansowe wsparcie wybranych sektorów, stających się następnie przedmiotem podstępnego wywłaszczenia i uspołecznienia.

 

LITERATURA:

Landerth H., Colander. D.C., Historia Myśli Ekonomicznej, Warszawa 1998.

Schumpeter. J., Kapitalizm, Socjalizm, Demokracja, Warszawa 1995.

Mises L.M., Ludzkie Działanie, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2007.

Mises . L.M, Interwencjonizm, Warszawa 2005.

Mises . L.M, Planowany Chaos, Warszawa 2005.

Mises . L.M, Socjalizm, Warszawa 2009.

Blaug M., Teoria Ekonomii, Warszawa 2000r.

Blaug M., Metodologia Ekonomii, Warszawa 1995.

Hoppe H.H., Demokracja-bóg który zawiódł, Fijorr Publishing 2006.

Hayek F.A., Nadużycie rozumu, Warszawa 2002.

Spychalski G.B., Zarys historii myśli ekonomicznej, Warszawa 1999.

Berlin I., Cztery eseje o wolności, Warszawa 1994.

Rothbard N.M., O nową wolność. Manifest Libertariański, Fundacja Odpowiedzialność Obywatelska. Oficyna Wydawnicza Wolumen, Warszawa 2007.

Rothbard M., Ekonommia wolnego rynku, Warszawa 2007.


[1] Więcej na temat kontekstowego podejścia do ekonomii, H. Landreth, D.C. Colander, Historia Myśli Ekonomicznej, Warszawa 1998 r.

[2] J. Schumpeter, Kapitalizm Socjalizm Demokracja, Warszawa 1995, s. XXIII

[3] Ibidem, s. 28

[4] Czytelników zainteresowany problematyką polilogizmu Karola Marka zachęcam do lektury, L.Mises, Ludzkie Działanie. Traktat o Ekonomii, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2007 r.

[5] J. Schumpeter, op.cit., s. 219

[6] Więcej na temat praw obowiązujących w tendencji, M.Blaug, Metodologia Ekonomii, Warszawa 1995

[7]J. Schumpeter op.cit., s. 75

[8] Schumpeter twierdził, że możliwe jest pojawienie się zjawisk depresyjnych w gospodarce na skutek uszczuplonych łącznych wydatków, kiedy przechwycone zyski netto powstałe ze sztywności cen zostają zamrożone w postaci oszczędności.

[9] Na temat prawa rynków Saya pojawia się wiele nieścisłości w związku z nierozróżnianiem tożsamości Saya z równością Saya. W uproszczeniu przez prawo Saya rozumiemy to, że za produkty płaci się produktami.

[10] Więcej na ten temat można znaleźć w J. Schumpeter , Kapitalizm, Socjalizm, Demokracja, Warszawa 1995, s. 115

[11] Jako, że monopolista to jedyny sprzedawca w dosłownym znaczeniu tego słowa, każdy kto wyróżnia się pod jakimś względem na tle konkurencji zasługuje na miano monopolisty, choć nim nie jest.

[12]J. Schumpeter, op.cit., s. 161

[13] loc. cit.

[14] Ibidem, s. 190

[15] Hans –Herman Hoppe,  Demokracja- bóg,  który zawiódł, Fijorr Publishing 2006

[16] J. Schumpeter ,op.cit.s. 283

[17] Schumperter jako pierwszy rozdzielił indywidualizm metodologiczny od indywidualizmu politycznego. Ten pierwszy służył do analizy ekonomicznej, wychodzącej od zachowań jednostek, drugi natomiast oznaczał program polityczny, w którym ochrona wolności osobistej jest podstawowym kryterim.

[18] M.Blaug, Metodologia Ekonomii, PWN Warszawa 1995

[19] Wspaniałe dzieło traktujące o scjentyzmie i zgubnych skutkach fomalizcji w naukach społecznych znajdzie czytelnik w F.A. Hayek, Nadużycie rozumu, Volumen, Warszwa 2002 r.

[20] J. Schumpeter, op. cit., s. 287

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Sebastian Kluz

Pozostałe wpisy autora:

82 Komentarze “Kluz: Joseph Schumpeter a szkoła austriacka

  1. Bardzo ciekawy artykuł. Argumenty Pana Schumpetera są bardzo przekonujące. Atrofia kapitalizmu to naturalna kolej rzeczy, im szybciej tym lepiej. Oczywiście wszystko naturalnie, bez żadnych zrywów. Jest nadzieja!

  2. Zresztą, tak przy okazji przypomniało mi się jak ostatnio zapoznałem się z uzasadnieniem istnienia prawa własnoći prze Locke’a. Wydało mi się strasznie nie przekonujące, a przecież własność przyjumujemy jakoś coś oczywistego, okazuję się jednak że niewiele na rzecz jej istnienia przemawia…przynajmniej takie miałem wrażenie…. Może to jest dobrym temat na kolejny ciekawy artykuł…

  3. @Andy Czerniakov

    Niewiele przemawia na rzecz istnienia własności prywatnej? Toż to zgubna pycha rozumu jest. Rzeczywiście artykuł uzasadniający istnienie własności prywatnej byłby ciekawy – wszak trzeba by się powołać nie tylko na Locke’a, ale też na Hume’a, Misesa, Hayeka, Rothbarda, i tak dalej, i tak dalej.

    Polecam uzasadnienie Hayeka zawarte w książce „Zgubna pycha rozumu”. I to na początek…

    Warto też zobaczyć jak to wyglądało u Rothbarda, jest taki zbiór esejów – „Egalitaryzm jako bunt przeciw naturze ludzkiej” – w jednym z nich są opisane skutki porzucenia instytucji własności prywatnej. A jak poczyta się trochę o totalitaryzmach i klęskach głodu przez nie wywołanych… Naprawdę dużo przemawia za własnością prywatną.

    A artykuł ciekawy:)

  4. Dziękuję za wskazanie pozycji chętnię sięgnę:)

    Z tego co wiem to Schumpeter autorem tezy o postępującej transformacji kapitalizmu w socjalizm,co niesie ze sobą porzucenie idei własności prywatnej. Poza tym jak tak sobie pomyśleć że człowiek sobie przypisuje własność np. kawałka planety (ziemi) to jest takie troche komiczne…:) Poza tym ten argument z naturą ludzką jest nadużywany… a instytucja własności już napewno w naturze ludzkiej nie leży…z tego co wiem póki indianie nie zostali „poiformowani” albo można powiedzieć odpowiednio uwarunkowani nie wyobrażali sobie że kawałek ziemi można mieć na własność… tak jak w tym filmie „Avatar”:)

    Oczywiście uważam że porzucenie idei własności prywatnej od jutra (zmiana konstytucji itd.) zakończyłoby się katastrofą.

    Poza tym cywilizacja polega na tym żeby zmieniać naturę dążyć do wytyczonych przez rozum ideałów, a nie tworzyć zasady, które będą nas prowokować do działania zgodnie z „daną naturą”. Dlatego Schumpeter i np. JS Mill twierdzili że socjalizm jest jak najbardziej „do zrobienia”. Oczywiście nie żadną przemocą.

    Kurczowe trzymanie się tej nie do końca prawdziwej tezy o homoeconomicus to jest przejaw nieuzasadnionej niewiary w człowieka…

    Mówiąc niewiele przemawia na rzecz własności prywatnej chodziło mi raczej o argumenty płynące z rozumu, a nie różnych czasem iluzorycznych konieczności rzeczywistości w danym miejscu i czasie.

    Przepraszam za te moje może infantylne refleksję, mają one charakter bardziej intuicyjny…. Jak przeczytam wskazane pozycje może będę bardziej doinformowany.:) no i dziękuję za odpowiedź.

  5. @4
    „co wiem póki indianie nie zostali „poiformowani” albo można powiedzieć odpowiednio uwarunkowani nie wyobrażali sobie że kawałek ziemi można mieć na własność”

    własność pojawia się wtedy gdy mamy do czynienia z ograniczoną ilość danego dobra. w czasach dzikich Indian ziemi i darów natury było tyle że starczało dla wszystkich. Dlatego Indianie nie czuli potrzeby ustanawiania własności ziemi czy zwierzyny. Dzisiaj takim dobrem które nie ma właściciela jest powietrze, jest ono dostępne prawie w nieograniczonej ilość dla każdego.
    Jak myślisz co by się stało gdybyś spotkał Indianina który po raz pierwszy ma styczność z białym człowiekiem i próbowałbyś „pożyczyć” jego łuk. Nie trudno się domyśleć że boleśnie odczułbyś co to jest własność w rozumieniu Indian 🙂

  6. 🙂

    1. Nie wydaje mi się że brak pojęcia własności ziemi może indian może być tłumaczony tylko rzadkością.

    2. Casus z łukiem:) – racja tylko jakbym ewentualnie dostal w lepek, to mozlwie ze nie ze wzgledu przynajmniej w glownej mierze na to ze to jego luk, tylko dlatego ze sie po prostu przestraszyl uznał mnie za wroga itd.

  7. Oczywiście nie twierdze ze indianie nie uzywali sformułowania „moj luk” czy „moje cos tam”, odwołałem się do ziemi, w przypadku rzeczy może troche inaczej bylo… pewnie sa lepsze przykaldy spolecznosci na ziemi (terazniejszych albo bylych) na poparcie tej samej tezy. Generalnie chodziło o pokazanie uwarunkowania nazwijmy to niegenetycznego… bo ja ten argument ze lezy a naturze ludzkiej sprowadzamy do jakis genetycznych wlasciwosci, ktorych ludzie zmienic nie moga…

    🙂

  8. Poza tym ludzie tak w istocie to potrzebuja korzystac z rzeczy a nie je mieć – To znaczy tak korzystać albo miec i nie korzystac zeby inny nie mogl skorzystac.

  9. @6
    „Nie wydaje mi się że brak pojęcia własności ziemi może indian może być tłumaczony tylko rzadkością”

    z tego co wiem to indianie nie uprawiali ziemi, po prostu polowali i w ten sposób zdobywali żywność. gdyby jednak jakiś indianin obsiał pół hektara to sądzisz że pozwolił by komuś chodzić po tej ziemi? albo pozwolił by komuś innemu użytkować kawałek ziemi na którym przez cały rok uprawia zboże?
    Użytkowana/przerobiona ziemia staje się dobrem rzadkim.
    Czy potrafisz odpowiedzieć dlaczego powietrze do tej pory nie jest niczyją własnością?
    Gdybyśmy żyli na księżycu to czy powietrze nadal było by niczyje?
    Przyznałeś że łuk stał się własnością indiania. Co było gdyby łuków było w bród, gdzie się nie ruszysz tam pełno łuków, wystarczy schylić się i podnieść (analogicznie jak z powietrzem) Czy wtedy Indianin przejmowałby się że ktoś wziął łuk który przed chwilą używał?
    Według mnie rzadkość jest warunkiem koniecznym i wystarczającym do zaistnienia własności.

  10. 🙂

    Koniecznym to jasne i nie ma dyskusji. Wystarczającym – nie.

    Np. jakieś dobro jest bardzo rzadkie ale nikt go nie chce. Są miejsca gdzie określone rzeczy są okropnie pożądane i ludzie się dają zabić za to a w innym każdy ma je w nosie.

    Spróbuj np. te wszystkie rzadkie dobra zachodnie cały ten bezużyteczny stuff (telewizory, lokówki, wibratory etc.), sprzedać mnichom tybetańskim – będą mieli to gdzieś.

    Chodzi mi o to że jak coś masz, to nie jesteś szcześliwy (czy jakkolwiek nazwać ten stan) bo to masz. Jeżeli indianin ma łuk to chce mieć coś żeby strzelać, jak mam samochód to po to żeby jeździć etc.
    Te potrzeby mogą być zaspokojone teoretycznie bez istnienia „indywidualnej” własności prywatnej.

    Kapitalizm zrobił wiele dobrego i fajnie. Ale idealnie nie jest dzieci głodują a inni obok się kąpią w złocie, nierówności rosną etc. Trochę to populistyczne ale wiadomo ile jest paranoi i każdy to wie.

    Problem w tym że jedni myślą że tak musi być a inni że da się coś z tym zrobić.

    I ja się tu zgadzam z Schumpeterem i Millem i Marksem że ten naturalny mechanizm zostanie zastąpiony, bo po prostu jest głupi. Ludzie dorosną świat się zmieni. Nie mam pojęcia kiedy to będzie, ale będzie. Tak jak z szympansa ewolucja człowieka zrobiła.

    Jak się będziemy tak zdawać na naturę to czeka nas proces zezwierzęcenia a lepiej doświadczać odzwierzęcenia.

    Własność prywatna jest więc niczym więcej niż aktualną okolicznością, zmienną i ulotną i nie ma co tak się fanatycznie przywiązywać i snuć peanów o jej wiecznej konieczności.

    🙂

    Dziękuję za wypowiedź

  11. Gdybyśmy żyli na księżycu to czy powietrze nadal było by niczyje?

    Jesteśmy na księżycu. Powietrza jest określona ilość. Wtedy ustalamy jak z niego korzystamy biorąć po uwagę podpowiedzi rozumu. Nie ma własności prywatnej.

    Ta własnośc to jest na takiej zasadzie „moje nie dotykaj, nie obchodzisz mnie zbytnio, spadaj na szczaw”, w przeciwieństwie do sytuacji „ustalmy jakieś racjonalne zasady jak sobie poradzimy bo tego jest mało”. Pierwsze podejście wskazuje że mamy do czynienia z kimś mało rozgarniętym.

  12. Tak swoją drogą….Z tym powietrzem to nie wiadomo czy jakiś mocarny homoeconomicus wyposażony w odpowiednio silny zasysacz nie pozbawi nas całego powietrza żeby sobie zarobić, dozując potem tlen zgodnie z tym jak mu instynkt naturalny podpowiada:) Albo jakieś homoeconomicusy z innej planety.:)

    A tak już kompletnie puszczając wodze wyobraźni to wszystko jest ograniczone (wszechświat, czas etc.) więc w skali makrokosmicznej, to może właśnie nasz planeta jest właśnie przedmiotem jakiejś transakcji np. franchisingu!

  13. @10
    „Np. jakieś dobro jest bardzo rzadkie ale nikt go nie chce”

    to wtedy nie jest to dobro rzadkie 🙂 pojęcia rzadkości stosuje się wtedy gdy jakieś dobro jest w ilość niewystarczającej do zapotrzebowania.

    „Są miejsca gdzie określone rzeczy są okropnie pożądane i ludzie się dają zabić”

    Tam są wtedy dobrami rzadkimi.

    „za to a w innym każdy ma je w nosie”

    A w tych miejscach nie będą to dobra rzadkie.

    „Chodzi mi o to że jak coś masz, to nie jesteś szcześliwy ”

    Nie możesz w ten sposób generalizować bo szczęście jest pojęciem subiektywnym.

    „”Jeżeli indianin ma łuk to chce mieć coś żeby strzelać, jak mam samochód to po to żeby jeździć etc.” Te potrzeby mogą być zaspokojone teoretycznie bez istnienia „indywidualnej” własności prywatnej”

    Są to dobra rzadkie więc będzie potrzeba wprowadzić jakiś sposób racjonalizacji użycia. Tym sposobem jest właśnie prawo własności.

    „Kapitalizm zrobił wiele dobrego i fajnie. Ale idealnie nie jest dzieci głodują a inni obok się kąpią w złocie, nierówności rosną etc. ”

    W XVIII/XIX wieku było nie do pomyślenia aby ludzie biedni byli jednocześnie otyli. Dzisiaj w krajach rozwiniętych jest to zupełnie normalne. To pokazuje jak zmienił się standard życia przez ten czas w jako takim kapitalizmie.

    „Problem w tym że jedni myślą że tak musi być a inni że da się coś z tym zrobić.”

    Biedne kraje musza przejść podobną drogę jak kraje rozwinięte. Większość ludzi sądzie że ten proces da się przeskoczyć i tu się mylą.

    „Własność prywatna jest więc niczym więcej niż aktualną okolicznością, zmienną i ulotną i nie ma co tak się fanatycznie przywiązywać i snuć peanów o jej wiecznej konieczności.”

    Własność prywatna jest sposobem na racjonalizację użycia ograniczonych dóbr. W takim wypadku nie potrzeba żadnych centralnych systemów organizacji życia społeczeństwa, które zawsze będą naruszać wolność jednostki. A to ogranicza motywację ludzi do podejmowania wysiłku, ryzyka, pomysłowości itp.

  14. Dziękuję za odpowiedź. Później odniose się do całości.

    Teraz tylko jedno. Słowo rzadkie znaczy że coś jest rzadkie… to znaczy co innego niż: rzadkie w stosunku do potrzeb. Przynajmniej zgodnie ze słownikiem języka polskiego.

    To jest proste.

  15. „Własność prywatna jest sposobem na racjonalizację użycia ograniczonych dóbr. W takim wypadku nie potrzeba żadnych centralnych systemów organizacji życia społeczeństwa, które zawsze będą naruszać wolność jednostki. A to ogranicza motywację ludzi do podejmowania wysiłku, ryzyka, pomysłowości itp.”

    Istnieje cały szereg badań negujący zasadność tej tezy że motywy finansowe dają najlepsze efekty jeśli chodzi o efektywność. (Jakby co podam linki)

    Własność prywatna nie daje żadnej racjonalizacji.
    Jaka w tym racjonalność że jedni się kąpią w złocie i codziennie kupują złote widelce a 800 mln ludzi głoduje etc.(tutaj inne dane: http://www.globalissues.org/article/26/poverty-facts-and-stats) Kapitalizm i racjonalność nie mają ze sobą nic wspólnego, kapitalizm to zaprzeczenie racjonalności. Zgodzę się że natomiast w jakimś stopniu pomaga w maksymalizacji produkcji.

    Pozdrawiam

    Andy

    Póżniej dopiszę resztę.

  16. „Biedne kraje musza przejść podobną drogę jak kraje rozwinięte. Większość ludzi sądzie że ten proces da się przeskoczyć i tu się mylą.”

    Ta teza jest fałszywa, zgodnie z moją najlepszą wiedzą. Jest powszechnie uznana za nieprawdziwą. Nie będę tu dalej pisał, w razie potrzeby prześle lokalizacje literatury.

  17. „W XVIII/XIX wieku było nie do pomyślenia aby ludzie biedni byli jednocześnie otyli. Dzisiaj w krajach rozwiniętych jest to zupełnie normalne. To pokazuje jak zmienił się standard życia przez ten czas w jako takim kapitalizmie.”

    To pozostawiam bez komentarza. Ten argument mówi sam za siebie.

  18. Liczę odpowiedź. Proszę o odoszenie bardziej do tego co słowa mają przekazać a nie do samych słów. Wymiana myśli zawsze wskazana:). Szczególnie między osób o różnych poglądach. 🙂

    Pozdrawiam
    Andy

  19. „Nie możesz w ten sposób generalizować bo szczęście jest pojęciem subiektywnym.”

    To też nie wymaga komentarza.

  20. @Czerniakov
    „Własność prywatna nie daje żadnej racjonalizacji”

    dlaczego w takim razie świnie i krowy są zdaje się najczęściej zabijani zwierzętami przez człowieka a mimo tego nie grozi im wyginięcie? W przeciwieństwie do zwierząt takich jak np. tygrysy które są niczyją własnością. Naprawdę nie widzi Pan tu żadnej racjonalizacji?
    Istnieje taki termin jak tragedia wspólnego pastwiska.

    „Jaka w tym racjonalność że jedni się kąpią w złocie i codziennie kupują złote widelce a 800 mln ludzi głoduje”

    podaje Pan przykład miejsc gdzie występuje obfitość złotych widelców oraz miejsca gdzie brakuje jedzenia i wyciąga Pan z tego wniosek że ludzie źle racjonalizują złote widelce?

    „Biedne kraje musza przejść podobną drogę jak kraje rozwinięte. Większość ludzi sądzie że ten proces da się przeskoczyć i tu się mylą”

    „Ta teza jest fałszywa, zgodnie z moją najlepszą wiedzą”

    z czego w takim razie bierze się obfitość dóbr? Nie z akumulacji kapitału który zwiększa możliwości wytwórcze ludzi co prowadzi do większej obfitości?

    „W XVIII/XIX wieku było nie do pomyślenia aby ludzie biedni byli jednocześnie otyli. Dzisiaj w krajach rozwiniętych jest to zupełnie normalne. To pokazuje jak zmienił się standard życia przez ten czas w jako takim kapitalizmie.”

    „To pozostawiam bez komentarza. Ten argument mówi sam za siebie.”

    tego ja nie rozumiem. Czy w tamtych czasach ludzie biedni byli najedzeni?

    „Liczę odpowiedź”

    trudno odpowiadać na braki komentarzy i ignorowanie argumentów

  21. @15 “Własność prywatna nie daje żadnej racjonalizacji.”

    Trzeba odróżnić racjonalność, którą jesteśmy w stanie osądzić na podstawie naszej najlepszej wiedzy oraz takiej do której naszej wiedzy nie mamy, zatem nie mamy nawet możliwości wziąć pod rozwagę myśli, które w ogóle nam się w głowie nie pojawiły.
    Według wiedzy jaką mam, o swoje (przykładowo) narzędzia będę dbał tak jak mój rozsądek mi podpowie. Na bazie posiadanych informacji i znajomości rzeczy, będę postępował racjonalnie, będę chciał aby one były jeszcze kiedyś przydatne. Jeżeli nie zdaję sobie z czegoś sprawy, to i tak nie ma szans aby racjonalne było postępowanie według zupełnie nieznanych mi pobudek, jakkolwiek dla zmylenia uwagi nie nazywałbym ich “racjonalnymi”. Kiedyś, kiedyś ktoś by powiedział, że słyszał Wolę Boga i to by było wystarczająco “racjonalne”.

    Postępowanie wg zasad prywatnej własności, daje nam działać tak racjonalnie jak tylko jesteśmy w stanie. Z reguły nie jesteśmy samobójcami i nie niszczymy własnego mienia. Słuchanie woli Lepiej Wiedzącego, jest niczym innym jak powrotem do tych starych i mrocznych czasów, które nie wiele miały wspólnego z racjonalnością. Jedynie ze ślepą wiarą w właściwą ocenę jakiegoś autorytetu.

    Nie można opuścić dobrowolnej procedury akceptacji czyjegoś punktu widzenia. Robi się wtedy rzecz straszliwą, zmusza się człowieka do czynienia tego co jest dla niego dobre. Nie jest to w żadnym razie troska o los ludzki, raczej troska o odpowiedni bieg zdarzeń według własnej koncepcji, troska o własne ego, własną słuszność.

    Jeżeli ów pomysł naprawdę jest taki wartościowy, wystarczy innych do niego przekonać. Jak inaczej mielibyśmy weryfikować trafność naszych pomysłów jeśli nie przez dobrowolność wymiany myśli?

  22. @10 “Własność prywatna jest więc niczym więcej niż aktualną okolicznością, zmienną i ulotną i nie ma co tak się fanatycznie przywiązywać i snuć peanów o jej wiecznej konieczności.”

    Odrzucenie prywatnej własności oznacza nic innego jak niewolnictwo. To co będzie owocem Twojej pracy, nie będzie Twoje, będziesz miał znikome prawo decydować co chcesz osiągnąć, gdyż z definicji nic nie będziesz mógł osiągnąć. Bo do niczego nie będziesz mieć praw.
    Ignorowanie prawa własności jest cofnięciem się do barbarzyńskich czasów, gwałtem na człowieczeństwie.

    Jeśli Tobie bardzo leży na sercu los 800mln Głodujących Ludzi, zabierz się za realizację poprawy ich losu, utwórz albo przyłącz się do jakiejś organizacji. Człowiek gadający nie jest przedmiotem analiz ekonomicznych, a jedynie człowiek działający. Uzasadnienie zawsze można wymyślić, gorzej z realizacją konkretnych planów, bo tę żywność czy elektryczność trzeba jakoś tam doprowadzić, potrzeba na to niczego innego jak bardzo wiele ludzkiej pracy, która w żadnym razie nie może być niewolnicza.

  23. @23
    przesłuchałem pierwsze minuty tego nagarnia i stwierdziłem że to strata czasu. facet argumentuje że związek radziecki rozwijał się z sukcesem, podobnie jak usa(co jest kompletną bzdurą) i dziwi mnie że nie potrafi zauważyć przepaści obecnej między usa a rosją? gdzie podział się ten wspaniały wzrost gospodarczy związku radzieckiego? ten facet opowiada kompletne nonsensy.

  24. Hazlitt miał rację, wskazując na poważne trudności ze zrozumieniem ekonomii. Wykładają się na niej bowiem najwybitniejsze umysły świata nauki i to ledwo na przedpolu. Uważam, że nie byłoby rażącym nadużyciem stwierdzić, że jest to najtrudniejsza nauka na świecie.

    Einstein, Shaw, dzisiaj Chomsky.

    Szkoda gadać.

  25. Odzew. Dobrze:)

    Wywołany został Einstein, więc cytat z Einsteina:

    „The economic anarchy of capitalist society as it exists today is, in my opinion, the real source of the evil…. Private capital tends to be concentrated in few hands… [resulting in] an oligarchy of private capital, the enormous power of which cannot be effectively checked even by a democratically organized political society. This is true since the members of legislative bodies are selected by political parties, largely financed or otherwise influenced by private capitalists….

    The consequence is that the representatives of the people do not in fact sufficiently protect the interest of the underprivileged sections of the population. Moreover… private capitalists inevitably control, directly or indirectly, the main sources of information (press, radio, education). It is thus extremely difficult and indeed in most cases quite impossible for the individual citizen to come to objective conclusions and to make intelligent use of his political rights.

    The crippling of individuals I consider the worst evil of capitalism. Our whole educational system suffers from this evil. An exaggerated competitive attitude is inculcated into the student, who is trained to worship acquisitive success as preparation for his future career.”

    Tak zanim odniose się do meritum. Einstein nie był głupi… więc może warto wykorzystać jego autorytet do sprowokowania umysłów..czy pomylił się na poziomie dedukcji?

    Generalnie sądzę że im większa wiedza tym mniejsza skłonność do popierania kapitalizmu jako jednej z opcji … to tak jak z ludźmi nauki i ich poparciem dla idei osobowego Boga (są badania statystyczne) tzn. poparcia takiej idei nie ma praktycznie wśród tej społeczności w przeciwieństwie do ogółu społeczeństwa. Nie wyobrażam sobie że ktoś z odpowiednim zdolnościami intelektualnymi i po przeczytaniu określonego zbioru literatury (reprezentującj różne punkty widzenia i różne dziedziny – nie tylko ekonomiczne na Boga, i nie tylko „austriackie”) kapitalizm popiera. Może co najwyżej twierdzić że jest on tragiczny ze wszechmiar ale nie ma alternatywy.Ale to z rzadka. Może to argument na korelacje racjonalności i krytycznego stosunku do kapitalizmu.

    Co do trudności samej dziedziny ekonomii to wydaje się ona mniejszym wyzwaniem intelektualnym niż fizyka, matematyka, czy filozofia wie o tym każdy kto miał z tymi dziedzinami styczność.

    Taka wolna myśl.

  26. Poza tym jeśli chodzi o ekonomie jako naukę to jak wiadomo jest to nauka społeczna, społeczeństwo samo decyduje wedle jakich reguł chce żyć. Istnieją/istniały społeczności którym żyło i żyje się bez kapitalizmu dobrze.
    Ekonomia w przeciwieństwie do fizyki nie polega na odkrywaniu jakiegoś prawa i jego akceptowaniu ale wybieraniu drogi którą chcemy pójść, wybieraniu tego „prawa”.

    „Trzeba odróżnić racjonalność, którą jesteśmy w stanie osądzić na podstawie naszej najlepszej wiedzy”

    Jaka to jest ta racjonalność według naszej najlepszej wiedzy?

    „Słuchanie woli Lepiej Wiedzącego, jest niczym innym jak powrotem do tych starych i mrocznych czasów, które nie wiele miały wspólnego z racjonalnością. Jedynie ze ślepą wiarą w właściwą ocenę jakiegoś autorytetu.”

    To prawda. Tylko że bogiem może być tu system kapitalistyczny i działać na zasadzie objawienia.
    Równie dobrze Bogiem może być czczony nieomylny Mises i jego bracia w światopoglądzie.

    „Nie można opuścić dobrowolnej procedury akceptacji czyjegoś punktu widzenia. Robi się wtedy rzecz straszliwą, zmusza się człowieka do czynienia tego co jest dla niego dobre. Nie jest to w żadnym razie troska o los ludzki, raczej troska o odpowiedni bieg zdarzeń według własnej koncepcji, troska o własne ego, własną słuszność.”

    Ciekawe jaki ma punkt widzenia te 800 mln dzieci głodujących i czy ktoś je pytał o zdanie.

    Kapitalizm jest oparty na tym że ludzie troszczą o własne ego tylko i wyłącznie i te cechę promuję i uważa za cnotę.

    Jeżeli ktoś powie że to nie fair że jeden pławi się w złocie gdy drugi na jego oczach umiera z głodu to mamy mu zarzucić i powiedzieć że niech się nie wtrąca i niech nie stara się narzucić swojej słuszności?

    Poza tym istnieje coś takiego jak „compassion”, empatia, ludziom jest po prostu źle jak innym jest źle dlatego np. mogą się popłakać na filmie. Czy się popłakałeś na filmie kiedyś? Albo jak byś zobaczył umierające z głodu dzieci? To jest swego rodzaju zaprzeczenie że jesteśmy ograniczenie tylko do własnego ego. Ponad wszelką wątpliwość wielu ponad swoje ego może się wznieść, a wszyscy od czasu do czasu czego objawem jest np. to że ludzie szlochają na filmach albo nie są obojętni jak się innym źle dzieje.

    „Jeżeli ów pomysł naprawdę jest taki wartościowy, wystarczy innych do niego przekonać. Jak inaczej mielibyśmy weryfikować trafność naszych pomysłów jeśli nie przez dobrowolność wymiany myśli?”

    Jaki pomysł?

    „Ignorowanie prawa własności jest cofnięciem się do barbarzyńskich czasów, gwałtem na człowieczeństwie.”

    No ja sądzę że jest kompletnie odwrotnie, wystarczy się rozejrzeć dookoła i przejrzeć te zalinkowane statystyki czy to właśnie nie jest gwałt na człowieczeńśtwie?
    Kapitalizm ex natura rei to jest gwałt na człowieczeństwie. Utylitarstyczne traktowanie innych ludzi jako środków do celu i kierowanie się wyłącznie własnym ego (przyjmowanie takiego założenia w budpowie systemu) co jest rdzeniem kapitalizmu to jest dokładny gwałt na człowieku.
    Kapitalizm jako koncepcja uwłacza człowiekowi.

    „Odrzucenie prywatnej własności oznacza nic innego jak niewolnictwo.”

    To nie prawda. Fałszywość tego twierdzenia wynika z empirii. Obecny system ta jak najbardziej cechy niewolnictwa. Władza (Pan) jest po prostu inaczej ulokowana i bardziej wyrafinowana.

    Poza tym moin zdaniem nadejdzie moment kiedy ludzie dojrzeją (po względem mentalnym, duchowym, intelektualnym) i własności prywatnej nie będzie tak jak przewiduje to m.in. Schumpeter i wielu innych. Jest to też związane z postępem technologicznym który jest głównym motorem wzrostu produkcji, a nie kapitalizm.

    „To co będzie owocem Twojej pracy, nie będzie Twoje, będziesz miał znikome prawo decydować co chcesz osiągnąć”

    Przecież to jest opis aktualnego stanu rzeczy dla większości ludzi na planecie.

    „Jeśli Tobie bardzo leży na sercu los 800mln Głodujących Ludzi, zabierz się za realizację poprawy ich losu, utwórz albo przyłącz się do jakiejś organizacji”

    Chyba nikt normalny nie może patrzeć na to obojętnie. Trudno też chwalić system w ramach którego do takich rzeczy dochodzi. Poza tym oczywiśćie staram się wieść przyzwoity żywot, ale też od czasu do czasu chce coś napisać i wzbogacić swój punkt widzenia czyjąś wypowiedzią bez narażania się na zarzut braku czynnego działania.

    Z pozdrowieniem:)

  27. Hazlitt miał rację, wskazując na poważne trudności ze zrozumieniem ekonomii. Wykładają się na niej bowiem najwybitniejsze umysły świata nauki i to ledwo na przedpolu. Uważam, że nie byłoby rażącym nadużyciem stwierdzić, że jest to najtrudniejsza nauka na świecie.

    Einstein, Shaw, dzisiaj Chomsky.

    A w którym momencie sie wyłożyli? może to nie oni się wykładają, tylko Mises i przyjaciele (podejrzewam że takiemu Einsteinowi czy Chomskyemu intelektualnie ustępują). Nie wiem. Pytam.

    Co ciekawe ten problem kapitalizmu i edukacji uwypukla także (tak jak kiedyś Einstein) Robert Solow – można znaleźć na youtube.

    Poza tym ślepa wiara w autorytet Misesa i odrzucanie z automatu innych perspektyw może narazić członków „klubu”, na zarzut posiadania uprzedzeń, zacietrzewienia może nawet niektórzy użyli by tu sformułowania sekta działająca na zasadzie wiary w objawienie.

  28. przesłuchałem pierwsze minuty tego nagarnia i stwierdziłem że to strata czasu. facet argumentuje że związek radziecki rozwijał się z sukcesem, podobnie jak usa(co jest kompletną bzdurą) i dziwi mnie że nie potrafi zauważyć przepaści obecnej między usa a rosją? gdzie podział się ten wspaniały wzrost gospodarczy związku radzieckiego? ten facet opowiada kompletne nonsensy.

    Warto przesłuchać całość o dokładnie inaczej nie można się rzetelnie odnieść.

  29. a propo ekonomii jako dziedziny i jej „trudności” to znalazłem kiedyś ciekawą historię z Polskim wątkiem:):

    Stanislaw Ulam once challenged Samuelson to name one theory in all of the social sciences which is both true and nontrivial. Several years later, Samuelson responded with David Ricardo’s theory of comparative advantage: That it is logically true need not be argued before a mathematician; that is not trivial is attested by the thousands of important and intelligent men who have never been able to grasp the doctrine for themselves or to believe it after it was explained to them”

    Ta historia mówi coś o ekonomii jako dziedzinie nauki…:)

  30. „Jeśli Tobie bardzo leży na sercu los 800mln Głodujących Ludzi, zabierz się za realizację poprawy ich losu, utwórz albo przyłącz się do jakiejś organizacji. Człowiek gadający nie jest przedmiotem analiz ekonomicznych, a jedynie człowiek działający. Uzasadnienie zawsze można wymyślić, gorzej z realizacją konkretnych planów, bo tę żywność czy elektryczność trzeba jakoś tam doprowadzić, potrzeba na to niczego innego jak bardzo wiele ludzkiej pracy, która w żadnym razie nie może być niewolnicza.”

    A np. taka propozycja rodem z lasu Sherwood. Bierzemy 1000 ludzi najbogatszych na świecie, dokunujemy odpowiedniego uwłaszczenia części ich majątku (przypominam że uwłasczenie jest jak najbardziej dopuszczalne np w świetle polskiej konstytucji ze względu na mniej ważkie powody niż śmierć głodowa), oczywiście części takiej która umożliwi im dalsze dośmiertne życie w luksusie, i inwestujemy w infrastrukture, edukacje, kupujemy pożywienie w rejonach głodu itd.

    Czy taka globalna inicjatywa byłaby dobra?

  31. „dokunujemy odpowiedniego uwłaszczenia części ich majątku ”

    czytaj kradzieży, nie ma to jak dzisiejsze eufemizmy.

    „i inwestujemy w infrastrukture, edukacje, kupujemy pożywienie w rejonach głodu itd.”

    tak się właśnie składa że ci ludzie są bogaci właśnie dlatego że swój majątek zainwestowali, tworząc setki tysięcy miejsc pracy i dostarczając społeczeństwu produktów których potrzebują. np. tanią elektronikę dzięki której komputer nie jest już symbolem luksusu a także wiele przedsiębiorców może produkować taniej żywność, ubrania itd.

    „Jest to też związane z postępem technologicznym który jest głównym motorem wzrostu produkcji, a nie kapitalizm”

    przeszedłeś w tym zdaniu samego siebie. A skąd się bierze postęp technologiczny? Spada z nieba? Czy może wymaga wielomilionowych nakładów które pochodzą właśnie od tych bogatych firm takich jak IBM, Google, Microsoft, Intel i wiele innych. Takie firmy pompują kolosalne pieniądza właśnie po to aby osiągnąć postęp technologiczny.

  32. czytaj kradzieży, nie ma to jak dzisiejsze eufemizmy.:)

    No nie uwłaszczenia, tak to się w ustawie nazywa.
    Sposób akumulacji przez nich tego kapitału równie dobrze nazwać można kradzieżą.

  33. przeszedłeś w tym zdaniu samego siebie. A skąd się bierze postęp technologiczny? Spada z nieba? Czy może wymaga wielomilionowych nakładów które pochodzą właśnie od tych bogatych firm takich jak IBM, Google, Microsoft, Intel i wiele innych. Takie firmy pompują kolosalne pieniądza właśnie po to aby osiągnąć postęp technologiczny.

    Na ja się zgadzam że firmy wydają dużo pieniędzy na np. wyprodukowanie nowego iphona, niezawodnego systemu windows, laptopa, czy supernowoczesnej porno lalki, sam pamiętam jak byłem mały i nie mogłem wyjść z podziwu jak zobaczyłem zapalniczkę w samochodzie!:)
    tylko to w żaden sposób nie podważa tego co powiedziałem wcześniej.

  34. Rosjanie nie mieli kapitalizmu a pierwsi Sputnika zbudowali….:)
    Niemcy np. dużo wcześniej wybudowaliby np. bombę atomową niż USA gdyby Hitler sprawy nie olał a Hitler to narodowy socjalista przecież:)

    Można mnożyć.

    Ludzie powinni się wziąć do normalnej roboty a nie zasilać tzw. klasę próżniaczą !

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Klasa_pr%C3%B3%C5%BCniacza

    Słusznie Pan Robert Solow martwi się.

  35. „przeszedłeś w tym zdaniu samego siebie. A skąd się bierze postęp technologiczny? Spada z nieba? Czy może wymaga wielomilionowych nakładów które pochodzą właśnie od tych bogatych firm takich jak IBM, Google, Microsoft, Intel i wiele innych. Takie firmy pompują kolosalne pieniądza właśnie po to aby osiągnąć postęp technologiczny.”

    porównaj sobie nakłady na naukę a np. budźety jakiś badziewnych filmów w stanach albo programów rozrywkowych czy innych bzdur, zapoznaj się z opiniami naukowców amerykańskich itd. porównaj sobie wydatki na naukę i eduakace z wydatkami na zbrojenia – to jest obraz jakieś straszne kuriozum.

  36. tak się właśnie składa że ci ludzie są bogaci właśnie dlatego że swój majątek zainwestowali, tworząc setki tysięcy miejsc pracy i dostarczając społeczeństwu produktów których potrzebują. np. tanią elektronikę dzięki której komputer nie jest już symbolem luksusu a także wiele przedsiębiorców może produkować taniej żywność, ubrania itd.

    Tak to dzięki tym ludziom, dzięki tym wspaniałym jednostkom. Dlatego pewnie tacy wspaniali prezesi banków na Wallstrett zarabiają miesięcznie tylke ile Ty pewnie przez 3 życia nie zarobisz (z całym szacunkiem) za to że pierdzą w stołek (bo oni to właśnie robia). I nacjonalizują konsekwencje swoich błedów oczywiście (to jeszcze robią) a Ty jeszcze chcesz im laurkę z wdzięczności zanieść z uśmiechem na twarzy i wdzięcznością w sercu!:)

    Panie kolego!Litości!

  37. ad 40
    Większość czytelników tej strony jest przeciwnikami obecnego systemu bankowego. Nie trafił kolega tutaj z oskarżeniami. Radzę się zastanowić, czy wolny rynek mamy obecnie na Wall Street, czy to raczej jakiś socjalizm finansowy.

  38. „porównaj sobie nakłady na naukę a np. budźety jakiś badziewnych filmów w stanach”

    jeśli uważasz że to są zbędne wydatki to nie oglądaj tych badziewnych filmów. Jeśli większość ludzi ich nie będzie oglądać to nie będą na to wydawać pieniędzy. Miej pretensje do widzów że wydają na to pieniądze. Producenci robią tylko to czego chcą ich klienci.

    „porównaj sobie wydatki na naukę i eduakace z wydatkami na zbrojenia ”

    za to akurat możesz podziękować państwu które przeznacza na to pieniądze. Nie wiń za to firm.

    „to jest obraz jakieś straszne kuriozum”

    zgadzam się, państwo potrafi kuriozalnie wydawać pieniądze zrabowane obywatelom.

    „Rosjanie nie mieli kapitalizmu a pierwsi Sputnika zbudowali”

    i jaki mają poziom życia w porównaniu z usa?

    „Na ja się zgadzam że firmy wydają dużo pieniędzy na np. wyprodukowanie nowego iphona, niezawodnego systemu windows, laptopa, czy supernowoczesnej porno lalki, sam pamiętam jak byłem mały i nie mogłem wyjść z podziwu jak zobaczyłem zapalniczkę w samochodzie!:)
    tylko to w żaden sposób nie podważa tego co powiedziałem wcześniej.”

    no właśnie przeczy, bo niby skąd bierze się postęp technologiczny jak nie z akumulacji kapitału?

  39. @Andy Czerniakov
    Podałem przykład Einsteina i Shawa nie bez przyczyny. Obaj panowie należeli do tzw. towarzystwa przyjaciół Związku Radzieckiego, mimo że system ten zarówno w założeniach teoretycznych jak i w praktyce całkowicie rozmijał się z rzeczywistością. Dlaczego Mises a nie Einstein? Może dlatego, że Mises przewidział upadek socjalizmu w momencie, na który przypadał szczyt popularności tej ideologii. Nikt w naszej Szkole nie jest „ślepym ideologiem Misesa”, postulaty mają solidne zaplecze teoretyczne i zostawały wielokrotnie potwierdzane w praktyce i to w jednych z najważniejszych wydarzeń swojej epoki.

    Nie rozumiem natomiast co ma ilustrować przytoczony przez Pana tekst nt. Samuelsona. Ekonomia jak najbardziej jest nauką, natomiast kwestią sporu pomiędzy Szkołami jest metodologia, jaką należy przyjąć w badaniach (Austriacy np. bardzo ostrożnie podchodzą do metod matematycznych proponując w ich miejsce wnioski logiczne i dedukcyjne wynikające z prakseologii).

  40. Balcerek, postęp technologiczny zachodzi w dużym stopniu bez względu na dostęp do kapitału – na skutek po prostu rozważań teoretycznych. Szczególnie jaskrawe jest to współcześnie, gdzie znaczna część wzrostu gospodarki (gdzieś mi się obiło o oczy że szacuje się, że od lat 90 to 50 czy 75% wzrostu) jest wynikiem wyłącznie powstawania coraz lepszych technik komputerowych i algorytmów. Potrzeby kapitałowe profesora informatyki teoretycznej są, hmmmm, raczej skromne.

  41. @panika
    „Balcerek, postęp technologiczny zachodzi w dużym stopniu bez względu na dostęp do kapitału ”

    czy potsęp technologiczny opiera się na samych algorytmach czy ptorzebuje nowych maszyn na których będą one działać? zbyt wąsko postrzegasz postęp technologiczny.

  42. Dlatego powiedziałem 50-75%, a nie 100. Postęp w krzemie poza tym ma krótkie nóżki, już się kończy. Jeszcze 3-4 lata i zejdą do 12-16 nm, potem namnożą tylko trochę rdzeni (ale to już nie jest właściwie postęp, to postękiwania). Potem zostanie tylko czysty, intelekutalny, matematyczny rozwój 🙂

  43. Na “Soviet Story” widać jakie idiotyzmy wygadywał Shaw. Co do Einsteina, to śledziłem tylko jego osiągnięcia w fizyce, więc się nie wypowiem.
    Hayek pisał o scjentyzmie, o podchodzeniu do ekonomi, do nauk społecznych nie z tej strony. Dla różnych z nas różne rzeczy, wyglądające tak samo, mogą mieć zupełnie inny odbiór. Mogą być różne rodzaje termometrów, o różnych budowach.
    Różny ludzie różnie widzą swoje potrzeby, różnie widzą drogę do ich realizacji.
    Nie ma to miejsca w fizyce, no chyba, że kwantowej, bo tam to ostro jest wszystko porypane. Każdy z nas patrzy na świat na swój sposób, owszem bardzo podobny, a mimo to różny, co uwidacznia się w szczegółach. Każdy chce być zdrowy, jednak nie każdy biega co dziennie, uprawia sport, zdrowo się odżywia.

    Sowieci nie odbiegali od USA, ale nie dlatego, że byli kreatywni. Dzięki szpiegostwu wykradali cudze pomysły. Jak pisał wielokrotnie Mises, socjalizm sam w sobie nie ma mechanizmu kształtowania cen, dlatego korzystali z cen wykreowanych na innych rynkach. Gdyby wszędzie był komunizm, nie byłoby praktycznie żadnego postępu, nie byłoby od kogo ściągać. Siłą rzeczy wiele państw musiałoby się z powrotem nawrócić na kapitalizm.
    Sowieci nie byli konkurencyjni, byli jak łobuz ze szkoły, mający dobre stopnie, bo ściągający od tych co się faktycznie uczyli. Gdyby nikt się nie uczył, wszyscy mieliby słabe wyniki.

    Kompletnym nieporozumieniem jest też mówić, że dziś mamy kapitalizm. Trochę mamy, co ważniejsze jednak mamy również różnego rodzaju regulacje, interwencjonizm i protekcjonizm. Wracając do analogi z uczniami w szkole, nie jest winą tych uczących się, że próbują czasem nie dawać ściągnąć. Bezczelnie, nie chcą równości, można rzec. Może to będzie trochę wyidealizowane i może już tak nie jest w szkołach, trudno:) … nauczyciele starają się zapewnić aby każdy odpowiadał za swoją wiedzę, swoją pracę jaką włożył w przedmiot.
    Tymczasem w Świecie Ludzi Dorosłych, nie wiedzieć czemu ludzie stają się mniej odpowiedzialni za siebie. Ponieważ trzeba zapewnić każdemu emeryturę, opiekę zdrowotną, edukację, zasiłki itp. Słyszałem o prawu Murphy’ego(możliwe, że coś kręcę):
    „im bardziej starasz się aby pewna ewentualność się nie stała, tym mniej prawdopodobna się staje”.
    Odnośnie działalności rządu, to prawo powinno brzmieć:
    „im bardziej rząd stara się aby pewna ewentualność się nie stała, tym bardziej prawdopodobna się staje”.

    Pierwsza wersja zdaje się oczywista, wkładamy pewien wysiłek i jeśli jest od pożyteczny, to istotnie musi oddalić możliwość zaistnienia nie korzystnych sytuacji. Natomiast rząd, sam w sobie niczego nie robi kreatywnego co stanowiłoby jakąkolwiek pracę, która mogłaby tworzyć coś pożytecznego. To zawsze ludzie, jako jednostki określą co jest dla nich pożyteczne. Jednak rząd przedstawiając swoje plany, odpowiada za nich, będzie dobrze, zaufajcie nam. I ludzie po części ufają(a mają to inny wybór?). Mamy darmową opiekę zdrowotną, no mamy, więc teraz już nie musimy nic a nic robić aby tą opiekę mieć. Mamy ją jak mityczną kaszę mannę z nieba. Podobnie z emeryturami, edukacją i innymi sprawami. Co z tego, że ktoś naprawdę musi pracować jako lekarz i naprawdę leczyć.
    Państwo ze swojej natury zarządza biurokratycznie, nie kieruje się zyskiem. I to jest dobre, dla utrzymania jednolitego prawa dla biednych i dla bogatych, jednakowej ochrony, jednakowego sądzenia. Moim zdaniem można się jeszcze zastanawiać, czy aby między samymi państwami nie mogłoby dochodzić do rynkowej walki o obywateli, płatników podatków. Gdzie ludzie się przenoszą do rajów podatkowych. Ale to na marginesie.
    Każda inna dziedzina życia wiąże się z zyskiem, bowiem dotyczy rzeczy rzadkich. Gdy coś jest obfite, w ogóle nie przedstawia się jako przedmiot sporu. Jeśli więc mówimy o czymś rzadkim, musi istnieć mechanizm dla sprawiedliwego tym zarządzania. To daje nam wolny rynek, zupełnie za darmo. Zawsze będziemy niedostatecznie zadowoleni, bowiem ramy świata jakim jest zawsze będzie nam narzucać prawdziwie obiektywne ograniczenia. Gdy państwo się bierze za “rozwiązywanie” problemów, może zaoferować jedynie biurokratyczny porządek. Porządek w których wszystko może znaleźć swoje uzasadnienie, gdzie ocena zależy od “mądrej głowy”, nie od warunków.

    Załóżmy nawet istnienie takiej “mądrej głowy”, jak mielibyśmy my, “głupie głowy” rozpoznać tą jedną? Nie pomylić z demagogiem pierwszej wody, uwierzyć w rzeczy zupełnie nierealne lecz wyjące się właściwe? Czy “mądra głowa” miałby szansę w starciu ze sku******** do kwadratu, który powie wszystko jedynie dla realizacji własnej ambicji władzy? Gdy zaczynamy słuchać “mądrych głów”, gubimy związek z realnym światem, bowiem o słuszności naszych działań powiadamia nas ta głowa. Wszystko na niej pokładamy, że ona naprawdę wszystko rozumie. Spójrzmy sami na siebie, to w ogóle możliwe jest? Ile razy się sami mylimy?

    Wolny rynek nie pozwala na realizację jakiś projektów? A czy bardziej wiarygodne by było gdyby Szacowny Pan Minister nam obwieścił: „no panie i panowie, nie da rady”. Na wolnym rynku zupełnie nas nie musi interesować czyjś arbitralny osąd rzeczy. Idziemy w interes i pomimo wszystkich okoliczności albo nam wyjdzie albo nie. Jesteśmy wtedy powiązani odpowiedzialnością za nasze działanie. Jeśli byśmy tak ślepo wierzyli w autorytety, do dziś Ziemia byłaby płaska.

    Jeszcze dla przykładu o emeryturach, ostatnio trochę modne są rozmowy o OFE. Czy to kapitalizm jest winny fatalnego ich stanu? Czy jednak ingerencje rządowe. Kto nakazał OFE kupowanie bodaj 70% obligacji? Swoją drogą czyż to nie wygodne dla rządu, że dostał za friko tyle kasy, nie musiał szukać chętnych, którzy by to kupili. Wystarczy do tego zmusić przyszłych emerytur, by — o kuriozum — sami teraz płacili na obecne przez podwyższane podatki. To rząd powiedział, Polko i Polaku drogi, nie musisz się martwić o swoją starość, będziesz ją miał godną i szczęśliwą. Skoro zostaliśmy zobowiązani zaufać, to automatycznie przestajemy już dbać o własną przyszłość. Jedynie jacyś szaleńcy sami sobie odkładają, jak jeszcze im zostaje z czego. Skoro żyjemy w wirtualnym dobrobycie, to już nie musimy się starać o pokaźną grupkę dzieci, które by nas utrzymały na stare dni. Cóż za barbarzyńskie to czasy były: http://www.youtube.com/watch?v=cKCRHhmHvjg .
    Mimo to nasze emerytury w takim systemie jaki mamy zawsze będą wynikać z mocy przerobowej pracujących ludzi, jeśli ci będą mieli wszystko zapewnione, z bólem w końcu wszyscy zauważą, że nie ma komu robić prawdziwej pracy.
    Nasi włodarze, zachowują się jak taki “dobry” nauczyciel, który przyznaje wyłącznie dobre oceny i nie męczy uczniów materiałem. Ot mizerna obfitość wiedzy.

  44. Chęć wynajdowania tych dobrych algorytmów, jest też motywowana zyskami płynącymi z wdrażania tych technologii. Choćby to byli fascynaci, iphone’a czy innego xboxa sobie kupią. Jest chyba dość trudny do uchwycenia zysk. Wynajdę nowy sposób przechowywania danych, będzie można udostępniać Zetabajty danych -> obejrzę sobie więcej nowych filmów, seriali, gier, programów. Będę mógł jeszcze efektywniej się komunikować ze znajomymi i znajdować kolejnych na facebooku v2.0.

    Może przesadzam, trochę wątpliwe aby jakiś fascynat zastanawiam się nad tym wszystkim. Może nawet nie wiedzieć, że ktoś inny to wykorzysta w takim celu. Cóż co fascynatów, to i Mises lubił ich pomijać, gdyż kreują z wewnętrznej potrzeby, nie dla osiągnięcia dalszego celu.

    Tak czy owak, pozostaje się chyba tylko cieszyć, że część zagadnień jest sprawą algorytmów, zmniejsza to chyba koszty?;) Czasem lepszy wydajniejszy algorytm, niż 1000 maszyn. Czasem odwrotnie.

  45. Nowe technologie muszą powstawać w sprzyjających warunkach, żeby mogły się rozwijać. ZSRR miał istotne osiągnięcia w dziedzinie nauki, natomiast nie zmieniło to tragicznego obrazu jego gospodarki.
    A proszę zauważyć że o tym jest dyskusja.

    Inny przykład: internet. Powstał jako mało efektywny rządowy program – to, czym jest dzisiaj, jest wyłącznie zasługą przeznaczenia go do zastosowań komercyjnych i boomu nowych koncepcji, idei i rozwiązań które były tego efektem.

  46. @panika
    tu mowa jest o wszelkim postępie technologicznym a nie tylko w dziedzinie komputerów.
    nie ma firmy która wdrożyła by nową technologię bez jakichkolwiek nakładów a więc bez akumulacji kapitału.

  47. Andy Czerniakov
    masz całkowitą rację też jestem przeciwnikiem prywatnej własności. W moim wymarzonym świecie bez prywatnej własności gdzie był byś moim sąsiadem, chodziłbym do Ciebie się wypróżnić, a na obiad do sąsiada z góry.

    Ponieważ jestem z natury leniwy w moim wymarzonym świecie gdzie stosuje się zasadę „każdemu według potrzeb od każdego według możliwości” bumelowałbym w pracy, bo poco się wysilać skoro i tak dostanę tyle ile koledzy, którzy ciężej ode mnie pracują.

    PS. Precz z imperialistycznymi świniami i żydowską finansjerą z Wall Street.

  48. @piotrt, oczywiście celem finalnym jest konsumpcja (a jakże, a jakże), chciałem tylko zwrócić uwagę, że sam postęp nie musi się odbywać i współcześnie często się nie odbywa przy zaangażowaniu dużego kapitału. Oczywiście, że pozostaje się tylko cieszyć! To też jest nota bene jednym z powodów, dla których w ZSRR *był* niebanalny postęp gospodarczy (każdy kto temu zaprzecza po prostu mija się z historią) – matematyk, fizyk, chemik często potrzebuje tak mało kapitału do pracy, że najbiedniejszy władyka jest w stanie mu go doświadczyć.

  49. Ad 54 (ad 52)
    Ja też bardzo proszę o źródła. Jestem tym „każdym, który mija się z historią”. Może chodzi o budowę Kanału Białomorskiego, który więźniowie wykopywali gołymi rękami? A może o skradzione technologie produkcji samochodu pobieda http://www.fso_warszawa.republika.pl/historia.html lub bomby atomowej?

    Zgadzam się z tezą, że do postępu technologicznego nie trzeba wielkich nakładów materialnych, lecz przede wszystkim geniuszu i odwagi jednostek. Wolałbym jednak przykład Edisona lub któregoś z garażowych informatyków, a nie wątpliwej jakości przykłady „chlubnej” karty działań kolesi z NKWD.

  50. Adam, nie było mowy o rewelacyjnym postępie, coś źle przeczytałeś.

    wf, pierwszy przykład który mi przychodzi do głowy – pozyskiwanie lateksu z Taraxacum Kok-Sagyz (w obliczu wojennych problemów z dostawami lateksu z Hevea), opracowane i wdrożone (po wojnie zaniechane) przez radzieckich naukowców, potem skopiowane (z literatury publicznej) i obficie testowane (tysiące hektarów) przez ośrodki w USA. Ostatnio znowu się tym zajmują (zarówno w USA, jak i w RU, ale też we FR i IT) w związku z możliwością modyfikacji genetycznej TKS i uzyskania lepszych zbiorów, które dałyby ekonomiczną gumodajną roślinę rosnącą praktycznie wszędzie (Hevea to tylko Amer. Płd. i parę miejsc w Azji).

  51. Kapitalizm nie jest niezbędny do rozwoju technologicznego ale często go hamuje np. koncerny paliwowe hamują rozwój alternatywnych źródeł energii. Tutaj przykłady można mnożyć. Każde przedsiębiorstwo będzie bronić się przed technologią która wyrzuci je z rynku. Niewykluczone ze często przyczyni sie niejako rykoszetem do rozwoju technologii ale to zazwyczaj w jakis chory sposob np. wprowadzajac jakas super nowoczeszna porno lalke czy cos takiego. Celem kapitalizmu nie jest rozwój technolgii, nigdy tym celem nie był, technologia kapitalistą za tą często będzie zawadzać więc jej rozwój będą hamować.

    Jeśli chodzi o rozwój gospodarczy ZSRR to na przestrzeni jego istnienia miał on oczywiście różny poziom. Relatywnie wysoki był chyba w latach 50 (Jakimś wyrazem był Gagarin I Sputnik), mówił o tym Chomsky (nie zakładam że publicznie kłamał co do faktu który można sprawdzić) na załączonym filmiku, można wygooglować odpowiednie szczegółowe dane.

    W kwestii wypróżniania. Błędne jest rozumowanie że brak własności prywatnej prowadzi do takiego stanu rzeczy. Wcale nie musi. Wystarczy dwóch racjonalnych ludzi którzy między sobą ustalają jak chcą z niej korzystać.
    Ostatnio usłyszałem wywiad z takim Polskim raperem OSTR i pyta się go dziennikarz czy to prawda że on nie ma kontraktu ze swoim „managerem” on na to że on sobie tego kompletnie nie wyobraża bo to tak jak zakontraktować ich przyjaźn. Mimo to od wielu lat funckjonuje i nieźle się ma finansowo (wyniki sprzedaży płyt do sprawdzenia). Dogadali się. To się odnosi do kontraktu jako instytuci bezposrednio ale takze do instytucji własnosci. O tym tez mowi to prawo Ricarda o którym wspominal Samuelson w cyatacie powyzej – point w tym ze niektorzy nie potrafia wyobrazic sobie ze wspolpraca poplaca. To jest róznica w usposobieniu.

    Dodam jeszcze że w kapitalizmie w sposob naturalny powstaja wielkie korporacje ktore sa wzorowym poczatkowym przykladem centralnego planowania co wiaza sie tez ze stopniową monopolizacja. W tym tonie pisał Schumpeter oraz wspołcześni instytucjonaliści.

    A propo związku radzieckiego to warto się zastanowić jakie pozytywne zmiany przyniósł im kapitalizm. Nie negując ekonomicznej zawodnosci poprzedniego sysytemu. Po drugie jeśli chodzi o komunizm w Rosji to trzeba tu przypomniec że MArks prawdopodobnie bylby pierwszym krytykiem tego systemu w Rosji, m.in. dlatego ze twierdzil ze komunizm bedzie udziałem najpierw krajow najbardziej rozwinietych a nie zacofanych takich jak Rosja.

    „Hayek pisał o scjentyzmie, o podchodzeniu do ekonomi, do nauk społecznych nie z tej strony. Dla różnych z nas różne rzeczy, wyglądające tak samo, mogą mieć zupełnie inny odbiór. Mogą być różne rodzaje termometrów, o różnych budowach.
    Różny ludzie różnie widzą swoje potrzeby, różnie widzą drogę do ich realizacji.”

    Zgadzam się. Oczywiście subiektywizm istnieje (jak się okazuje nota bene także w naukach przyrodniczych te historie dotyczace wyniku eksperymentu determinowanego przez obserwatora).
    Niekórzy twierdzą że ten subiektywizm kończy się na uniwersalnym niezmiennym prawie natury inni twierdzą że na uniwersalnym zmiennym prawie natury. Trudno jednak znalezn jakos wartosc zasade czy wartosc ktora zawsze i wszedzie byla powszechna. Z tej obserwacji wynika ze porzadek spoleczny jest konsekwencje albo narzucenia jednym przez innych okreslonych zasad albo z przekonania jednych przez drugich do okreslonych zasad – zazwyczaj jest to mieszanka w okreslonej proporcji (trudno zeby wszyscy sie do czego zgodzili). To wszystko prawda tylko nie wiem jaki z tego wniosek wypływa bo Pan Piotr nie napisał.

    „Sowieci nie odbiegali od USA, ale nie dlatego, że byli kreatywni. Dzięki szpiegostwu wykradali cudze pomysły.”

    Pewnie wykradali nie oni jedni. Jednak jeśli chodzi o wykradanie ludzi i pomysłów to niekwestionowanym mistrzem są Stany chociażby wspomniana bomba atomowa – tu chyba trudno dyskutowac.

    „Tymczasem w Świecie Ludzi Dorosłych, nie wiedzieć czemu ludzie stają się mniej odpowiedzialni za siebie. Ponieważ trzeba zapewnić każdemu emeryturę, opiekę zdrowotną, edukację, zasiłki itp. Słyszałem o prawu Murphy’ego(możliwe, że coś kręcę):”

    Społeczeństwo działa na zasadzie kontraktu i współpracy. To że robimy składkę i budumjemy rozny systemy to po to zeby ograniczac bezwzgledna ilosc ryzyka w systemie. Nigdy nie wiadomo czy ci jutro czołg albo nie bedziesz miala wypadku nie spadnie na głowę, jest mnóstwo takich sytuacji na ktore nie masz zadnego wplywu: np. jakich masz rodziców, jakie masz geny, czy dostaniesz spadek czy nie, gdzie sie urodzisz, czy różne rzeczy w życiu na które nie masz żadnego wpływu. Skoro nie masz na cos wplywu i nie jest to efektem Twoich dzialan to dlaczego mialbys ponosic tego konsekwencje? Państwo powinno dążyć tu to promowania równości szans. Poza tym co to za wyscig kiedy 70 % wyniku nie zalezy od Ciebie.

    „Wolny rynek nie pozwala na realizację jakiś projektów? A czy bardziej wiarygodne by było gdyby Szacowny Pan Minister nam obwieścił: „no panie i panowie, nie da rady”. Na wolnym rynku zupełnie nas nie musi interesować czyjś arbitralny osąd rzeczy. Idziemy w interes i pomimo wszystkich okoliczności albo nam wyjdzie albo nie. Jesteśmy wtedy powiązani odpowiedzialnością za nasze działanie. Jeśli byśmy tak ślepo wierzyli w autorytety, do dziś Ziemia byłaby płaska”

    Takim samym autorytetem może być Mises to prowadzacy do nikad argument.
    Nie da sie uciec przed wladza ona w kapitalizmie istnieje tak samo jak w kazdym innym systemie nie popadaj w iluzje.

    Oczywiście uważam że ludzie powinni brać za siebie odpowiedzialnosc. Ale kapitalizm nie jest tu lekarstwem. To jak przechodzenie z uleczalnego raka w Aids. Poza tym ta odpowiedzialnosc tutaj sprowadza tylko do zgromadzenia srodkow do przezycia co tez jest splyceneim tematu.

    Podatki sa wyrazem dazenia do wspolpracy. Ciekawe ze wyoskie podatki maja kraje skandynawskie ktore sa bogate, maja najwyzszy indeks szczesliwosci oraz poziom kapitalu spolecznego. Dla mnie to jest wyraz dojrzalosci spoleczenstwa.

    Tutaj dodaje kilka pytan ktore znalazlem w necie dotyczacych utylitaryzmu czyli rdzenia kapitalizmu:

    1.

    Suppose we have to choose between building a new sports stadium and building a new hospital. Should we build the stadium if there are many more sports fans than sick people? What about the sick people? Aren’t we sacrificing their interests?
    2.

    Suppose we have $1 million of government money. We can use it either to build a new school for one thousand children, or to buy one million ice cream cones for one million children. Should we buy the ice cream cones, if that would produce the greatest balance of pleasure? Are all pleasures created equal?
    3.

    What if the majority of the members of a community derive pleasure from being racist? Should we let them be racist, if that would produce the greatest balance of pleasure? Are some pleasures objectionable?
    4.

    Suppose you have to move to Boston or to Las Vegas. If you move to Boston, you’ll fall in love and get married. If you move to Vegas, you’ll get rich but stay single. Should you move to Vegas, if being rich gives you more pleasure? Are all pleasures commensurable?
    5.

    John Stuart Mill, a utilitarian, says that we should protect individual rights because, in the long run, that is the best way to increase the sum of happiness. Is that true? Is that really the reason why you shouldn’t imprison and torture innocent people?

    Z pozdrowieniem

  52. @57
    „Kapitalizm nie jest niezbędny do rozwoju technologicznego ale często go hamuje np. koncerny paliwowe hamują rozwój alternatywnych źródeł energii.”

    po prostu alternatywne źródła są za drogie. bardziej opłaca się rozwijać to co jest dobrze znane i tańsze.

    „Celem kapitalizmu nie jest rozwój technolgii, nigdy tym celem nie był, technologia kapitalistą za tą często będzie zawadzać więc jej rozwój będą hamować”

    wystarczy popatrzeć na rozwój elektroniki żeby stwierdzić że z tą tezą jest coś nie tak

    „mówił o tym Chomsky (nie zakładam że publicznie kłamał co do faktu który można sprawdzić)”

    samuelson prognozował rok w którym ZSRR przegoni USA. Te niby wzrosty gospodarcze były tylko na papierze. Powoływanie się na to świadczy o niewiedzy.

    „Dodam jeszcze że w kapitalizmie w sposob naturalny powstaja wielkie korporacje ktore sa wzorowym poczatkowym przykladem centralnego planowania co wiaza sie tez ze stopniową monopolizacja”

    w wolnorynkowym kapitalizmie gdzie korporacje nie są chronione przez państwo, duże firmy mogą powstać tylko gdy jej produkty biją na głowę konkurencję. A więc wytarzają produkty które są dobrze oceniane przez konsumentów. Nie ma w tym nic złego.

    „Społeczeństwo działa na zasadzie kontraktu i współpracy”

    skoro ta współpraca jest korzystna dla wszystkich do dlaczego realizowana jest pod przymusem?

    „Podatki sa wyrazem dazenia do wspolpracy”

    oczywiście koniecznie poprzez przymus. Nie ma to jak przystawić komuś pistolet do głowy i stwierdzić że ofiara dąży do współpracy. Nie bądź hipokrytą.

    Wolnorynkowy kapitalizm nie opiera się na utylitaryzmie, wolny rynek opiera się na 2 zasadach: poszanowania życia, oraz praw własności a z tego wynika respektowanie umów między stronami.

    Ad 1,2
    problem raczej nie dotyczy wolnego rynku tylko rozdzielania środków za pośrednictwem państwa.

    Ad 3
    czy zakazanie czerpania satysfakcji z rasizmu spowoduje że ludzie przetną być rasistami? Zakaz niczego tu nie zmieni.

    Co do pozostałych punktów to nie rozumiem związku z tematem.

  53. Ad 57
    Cały post napisany bez ładu i składu ale to …
    „Jeśli chodzi o rozwój gospodarczy ZSRR to na przestrzeni jego istnienia miał on oczywiście różny poziom. Relatywnie wysoki był chyba w latach 50 (Jakimś wyrazem był Gagarin I Sputnik), mówił o tym Chomsky (nie zakładam że publicznie kłamał co do faktu który można sprawdzić) na załączonym filmiku, można wygooglować odpowiednie szczegółowe dane.”
    … było najlepsze.
    Co ma wspólnego opinia Chomskiego z gospodarką ZSRR w latach 50-tych XX wieku? Tu trzeba spojrzeć na dane statystyczne, a nie co się komuś wydaje. Einstein też był zagorzałym komunistą, a Lenin nazwał go „pożytecznym idiotą”. Mises miał rację pisząc w książce „Mentalność antykapitalistyczna”, że większość naukowców cierpi na kompleks Fouriera. Dobrze to widać, na przykładzie mikro i makroekonomii Fischera i Begga, gdzie autorzy żalą się, że muszą chałturzyć pisaniem książek dla studentów.

  54. Na litość Boską ….

    Niewygoglowałem tego bo nie miałem czasu, czy Ty niezrozumiałeś co jest tam napisane?

    Proponuje zamiast opowiadac o tym co bożek Mises powiedzial czy nie powiedzial oprzec sie na zdrowym rozsadku, a nie tylko powtarzac slowo objawione.

  55. samuelson prognozował rok w którym ZSRR przegoni USA. Te niby wzrosty gospodarcze były tylko na papierze. Powoływanie się na to świadczy o niewiedzy.

    a doczego mamy się odwoływać jak nie do danych statystycznych, mamy eurostat i gus zlikwidowac..

  56. oczywiście koniecznie poprzez przymus. Nie ma to jak przystawić komuś pistolet do głowy i stwierdzić że ofiara dąży do współpracy. Nie bądź hipokrytą.

    Do jakiegos stopnia zawsze bo zawsze się znajdzie ktos kto nie bedzie chciał wspołpracowac i pojsc sobie zyc sam w lesie z jeleniami i sarnami medytując…
    Ale generalnie im większa dojrzałość społeczeństwa i kapitał społeczny tym chętniej płaci się podatki.

    Przymus państwowy nie jest zły dzięki niemu np. ktoś kto Cie np. (z całym szacunkiem) zamorduje albo zgwałci poniesie kare… zadziała przymus. Dzięki wywłaszczeniu pod [przymusem możemy ulepszać infrastrukture i miec koniec koncow dodatni bilans uzytecznosci. Przymus to też do jakiegoś stopnia dyscyplinowanie siebie i niepodporzadkowywanie sie zwięrzecym instynktom.
    Zycie polega na dyscyplinoaniu sie i doskonaleniu.

  57. Czy ten klub polega na czytaniu Misesa i powtarzaniu tego co powidzial jak Mantry czy uzywaniu takze swojego rozumu?

  58. skoro ta współpraca jest korzystna dla wszystkich do dlaczego realizowana jest pod przymusem

    Bo przymus jest nieodłaczny i zawsze istnieje niezaleznie w jakim systemie, juz powyzej wspomnialem o przymusie.

    Poza tym sa ludzie ktorzy nie sadza ze podatki to kradziez i jest ich wielu, to jest tez problem wzniesienia sie ponad swoje ego – dla niektorych rzecz nie do osiagniecia.

  59. Wiadomo że jak się przeczyta tylko książki austriaków a pominie wszystkie inne to gwarantowany jest niepelny obraz.

  60. Wolnorynkowy kapitalizm nie opiera się na utylitaryzmie, wolny rynek opiera się na 2 zasadach: poszanowania życia, oraz praw własności a z tego wynika respektowanie umów między stronami.

    Wolny rynek nie opiera się na utylitaryzmie?

    Poszanowanie zycia? gdzie?

    Panie Balcerek…

  61. @57
    “Takim samym autorytetem może być Mises to prowadzacy do nikad argument.
    Nie da sie uciec przed wladza ona w kapitalizmie istnieje tak samo jak w kazdym innym systemie nie popadaj w iluzje.”

    Jest tutaj podstawowa różnica, Mises nie będzie Ci mówił co masz robić. Najlepiej wiesz to Ty. Nie żaden autorytarny rząd, czy uznany autorytet. Masz swoją głowę, swoje ręce i nogi i to w Twoim mózgu zachodzą impulsy elektryczne do nerwów na całym ciele, żebyś podjął taką a nie inną decyzję. Chcesz kogoś trzeciego obwiniać za konsekwencję własnego działania?

    Czyja władza w kapitalizmie? Policji i sądów respektujących poszanowanie prawa? Czy konsumentów nad producentami? Czy mówisz o wyjątkach, na podstawie, których chcesz budować jakieś reguły? Że przestępstwa się zdarzają, że są nieuczciwi politycy.

    Zawsze chodzi o minimalizację przemocy, nie jej całkowite wyeliminowanie. Jeżeli nie pozwala się ludziom decydować o sprawach w ich własnym życiu to jaka tu mowa o minimalizacji tejże przemocy? Wolny rynek, ogólnie liberalizm jest najpełniejszym wyrazem dążenia do minimalizacji przemocy. Związuje działanie człowieka, z człowiekiem, które je podejmuje. Pozwala rzeczom toczyć się własnym torem. Możesz podejmować w życiu zupełnie nieświadome decyzje, patrzeć jak się to wszystko potoczy albo przynajmniej próbować samemu nadać odpowiedni kierunek. Zawsze będą istnieć przeciwności i jedynie my sami możemy sprawdzić czy są one do pokonania. Żaden Einstein ani Mises.

    “Społeczeństwo działa na zasadzie kontraktu i współpracy. To że robimy składkę i budumjemy rozny systemy to po to zeby ograniczac bezwzgledna ilosc ryzyka w systemie. Nigdy nie wiadomo czy ci jutro czołg albo nie bedziesz miala wypadku nie spadnie na głowę, jest mnóstwo takich sytuacji na ktore nie masz zadnego wplywu: np. jakich masz rodziców, jakie masz geny, czy dostaniesz spadek czy nie, gdzie sie urodzisz, czy różne rzeczy w życiu na które nie masz żadnego wpływu. Skoro nie masz na cos wplywu i nie jest to efektem Twoich dzialan to dlaczego mialbys ponosic tego konsekwencje?”

    Z jednej strony ci rodzice mogli dobrze wychować swoje dzieci, dać im dobre wykształcenie itd. Z drugiej strony inni rodzice, mogli w ogóle o swoje nie dbać. Czy te dzieci mają nie ponosić konsekwencji działań swoich rodziców? Czy osoba niepełnosprawna może ponosić konsekwencje tego, że może być zatrudniona tylko w szczególnych zawodach? Każdy z nas jest do czegoś w jakimś stopniu predysponowany i do innych rzeczy kompletnie się nie nadaje. Taki jego szczęśliwy lub pechowy los na loterii życia. W wolnym społeczeństwie ten największy pechowiec może przynajmniej poprowadzić swoje życie jak będzie w stanie, jak mu pomogą najbliżsi. W ludziach uczucie współczucia, chęć pomagania rozwinęła się bez pomocy instytucji państwowych. Te ostatnie żerują na tym fakcie, że ludzie odczuwają empatię. Otóż nie można ustawowo zlikwidować ubóstwa i chorób. To zawsze ludzie będą musieli swoim działaniem urzeczywistniać te idee, które są jedynie na językach albo papierze.
    Dość wątpliwe aby pomogło by mu w tym mityczne państwo. Ono jedynie zdejmuje z nas niepisany obowiązek. Kompletnie nieracjonalne jest abyśmy nagle działali w interesie innych, bez oczekiwania jakiejś zapłaty. Pracownicy administracji znacznie chętniej wykonują swoją pracę, gdy wykonają ją prywatnie, nie publicznie. Człowiek zawsze chętniej wykonuje te prace, które są dla niego bardziej opłacalne, bardziej atrakcyjne. Opłacalne i atrakcyjne dla **niego**, nie dla abstrakcyjnego wspólnego dobra. Łapówkarstwo czy szara strefa to taka spontaniczna “tęsknota” za wolnym rynkiem, kiedy sami zbieramy profity z własnego działania.

    “Państwo powinno dążyć tu to promowania równości szans. Poza tym co to za wyscig kiedy 70 % wyniku nie zalezy od Ciebie.”

    Może być, że nawet 99.99% zależy od nastawienia człowieka. Jeden będzie jechał na nieświadomości tego co robi i jaki to ma wpływ na jego życie. Inny będzie próbować znaleźć jakieś prawidłowości. Na pewno będzie się wiele razy mylił, błądził bez sensu. To jest sprawa nieunikniona, skoro nie rodzimy się z pełną wiedzą o świecie jaki nas otacza to jesteśmy skazani na poznawanie go metodą prób i błędów.

    “Przymus państwowy nie jest zły dzięki niemu np. ktoś kto Cie np. (z całym szacunkiem) zamorduje albo zgwałci poniesie kare…”

    to z pewnością usprawiedliwia każdy rodzaj przymusu, również ten wujka Stalina…

    “…zadziała przymus. Dzięki wywłaszczeniu pod [przymusem możemy ulepszać infrastrukture i miec koniec koncow dodatni bilans uzytecznosci.”

    Nie za bardzo dla tych wywłaszczonych. Stosujesz popularną filozofię wróbelka co ma jedną nóżkę bardziej…
    Tylko bardziej niż co. Mówisz o infrastrukturze, którą widać, bo się ją wybuduje. Nic nie mówisz o tych co powstałoby gdyby tych pieniędzy nie przeznaczyć na ten “szczytny” cel. Może wybudowany szpital byłoby lepszy? Może lotnisko? A może po małym kawałeczku zakumulowanie kapitału w przeróżnych dziedzinach?
    W jaki to sposób stwierdzasz, że to daje dodatni bilans użyteczności? Jest autostrada – nie ma autostrady? Owa autostrada będzie tylko wtedy potrzebna, gdy będzie co nią transportować. Jednak część z pieniędzy, które poszły na autostradę, nie poszły w rozwój przemysłu czy rolnictwa, których to wyprodukowane dobra byłyby transportowane.

    “Przymus to też do jakiegoś stopnia dyscyplinowanie siebie i niepodporzadkowywanie sie zwięrzecym instynktom.”

    Uważasz, że to właśnie odgórnie narzucony przymus decyduje o naszym człowieczeństwie? Zatem tysiące tresowanych psów muszą być znacznie lepiej uczłowieczone niż my…

    “Zycie polega na dyscyplinoaniu sie i doskonaleniu.”

    Nie. Dyscyplinowanie pomaga nam osiągać zamierzane cele, zaspokajanie potrzeb. Powstrzymanie się od wzajemnej agresji pomaga nam tworzyć pokojowe i stabilne społeczeństwo. Nie dlatego aby to społeczeństwo było pokojowe i stabilne – lecz dlatego, że wtedy możemy się swobodnie skupić na tym co chcemy osiągnąć. To nie zdyscyplinowanie jest naszym celem, ale to co jakie korzyści nam przynosi to zdyscyplinowanie. Doskonalimy się po to aby w doskonalszy sposób spełniać własne marzenia i potrzeby. Nie dla samej doskonałości. Doskonalimy się, czyli najczęściej to oznacza wyrzeczenie się teraźniejszych dóbr w zamian za dobra w przyszłości. Gdybyśmy nie mieli widoku, że przyjdzie nam z tego korzyść (nie koniecznie pieniężna, materialna!) w ogóle byśmy tego procesu nie określali doskonaleniem. Byłby nam zupełnie obojętny, bez przypisanej wartości. Mimo to wartościujemy, doskonalimy, na swój sposób zbieramy zysk — gdy obecną sytuację (lub spodziewaną przyszłą) widzimy za lepszą niż poprzednią. Jak nic kapitalizm.

  62. Nie będę wtrącał się do dyskusji, natomiast mam jedną pożyteczną uwagę, panie Czerniakov: powtarzanie jak mantrę „wiadomo jak sie czyta tylko ksiazki austriaków to gwarantowany jest niepelny obraz”, „jakby sie sluchalo cos poza to co mowi bozek mises” nie dodaje Panu wiarygodności ani rozumu. Osobiście proponuję skupić się na argumentach merytorycznych.

  63. @Andy
    „Przymus państwowy nie jest zły dzięki niemu np. ktoś kto Cie np. (z całym szacunkiem) zamorduje albo zgwałci poniesie kare… zadziała przymus”

    to nie jest przymus o tylko ochrona drugiej osoby przed agresją. Jeśli ktoś pierwszy dopuszcza się przemocy to inny mają prawo bronić się używając siły. Widzę że próbujesz usprawiedliwić przemoc wobec pokojowo nastawionych jednostek, przywołując kompletnie nieadekwatny przykład.

    „Dzieki wywlaszczeniu pod [przymusem mozemy ulepszac infrastrukture i miec koniec koncow dodatni bilans uzytecznosci”

    To jest właśnie utylitaryzm, który jeśli się nie mylę, krytykowałeś w poprzednim wpisie.

    „Czy ten klub polega na czytaniu Misesa”

    Mi się wydaję że Ty stosujesz tą zasadę tyle że odwołujesz się do innych osób.

    „Bo przymus jest nieodlaczny i zawsze istnieje niezaleznie w jakim systemie, juz powyzej wspomnialem o przymusie.”

    Koniec kropka, teza udowodniona.

    „Poszanowanie zycia? gdzie?”

    Powtórzę to co napisałem wcześniej, jeśli ktoś nastaje na czyjeś życie/zdrowie lub własność to inni mają prawo bronić się używając siły. Na tym polega ta zasada.

  64. „Nie będę wtrącał się do dyskusji, natomiast mam jedną pożyteczną uwagę, panie Czerniakov: powtarzanie jak mantrę „wiadomo jak sie czyta tylko ksiazki austriaków to gwarantowany jest niepelny obraz”, „jakby sie sluchalo cos poza to co mowi bozek mises” nie dodaje Panu wiarygodności ani rozumu. Osobiście proponuję skupić się na argumentach merytorycznych.”

    Zgadzam się, napisałem tak raz bo wiele razy pojawiło się sformułowania typu „jak mówi Mises”, „jak słusznie zauważa Mises” itd. więc chciałem zasugerować samodzielność w obserwacji i w osądach bo sie to boje. Jednocześnie pojawiły się też komentarze iż nie wolno zbytnio ufać autorytetom, więc chciałem zaapelować o symetrię.

    Oczywiście nie było to ściśle merytoryczne ale bardziej proceduralne, tym nie mniej potrzebne. Może mogłem użyć bardziej subtelnego sformułowania.

  65. Panie Balcerek moim celem wypowiadając się tutaj nie jest polemika dla poelmiki tylko wzbogacenie mojej wiedzy uzupełnienie rozumowania o „perspektywę austriacką”. Nawet jeżeli po moich postach tego nie widac.

  66. Dziękuje za odpowiedź Panu Piotrowi. Pomyśle i się odniosę do calości.

    Teraz tylko ten fragment:

    „Doskonalimy się po to aby w doskonalszy sposób spełniać własne marzenia i potrzeby. Nie dla samej doskonałości. Doskonalimy się, czyli najczęściej to oznacza wyrzeczenie się teraźniejszych dóbr w zamian za dobra w przyszłości. Gdybyśmy nie mieli widoku, że przyjdzie nam z tego korzyść (nie koniecznie pieniężna, materialna!) w ogóle byśmy tego procesu nie określali doskonaleniem. Byłby nam zupełnie obojętny, bez przypisanej wartości. Mimo to wartościujemy, doskonalimy, na swój sposób zbieramy zysk — gdy obecną sytuację (lub spodziewaną przyszłą) widzimy za lepszą niż poprzednią. Jak nic kapitalizm.”

    To tu się różnimy w podejściu. Dla mnie celem jest doskonalenie się samo w sobie a nie podporządkoywanie życia jakiejś określonej potrzebie. Zresztą nie wiem czy miał Pan taką sytuacje kiedys w zyciu ze Pan do czegos strasznie dazyl potem to osiagnal i po minuci sie Pan nasycil i dalej ruszyl w droge (takie dzialania ludzi wynikaja z badan). Sensem jest sam proces. Tu nie chodzi żeby osiągnąć doskonałość ale żeby do niej dążyć.

  67. To się też łączy z tą tezą o subiektyzmie wartości o którym pan wspomniał.
    To znaczy różni ludzie różne wartości. Ale Pan dzisiaj i jutro to inna osoba więc system wartości też się zmienia. Szczególnie w ważnych życiowo momentach.

  68. @Andy Czerniakov

    „Dzieki wywlaszczeniu pod [przymusem mozemy ulepszac infrastrukture i miec koniec koncow dodatni bilans uzytecznosci”

    To jest myślenie w kategoriach utylitarnych, które są dla mnie nie do zaakceptowania z pobudek moralnych. Nawet jeśli przyjmiemy, że polityka „ulepszania infrastruktury” czy redystrybucji dochodu mogą dawać „dodatni bilans użyteczności” tudzież zwiększać bogactwo „netto” poprzez redystrybucję własności od A do B, to i tak nie jest to takiej polityki usprawiedliwieniem. Celem prawa jest sprawiedliwość, a nie maksymalizacja bogactwa. B może skorzystać „więcej” na redystrybucji niż straci na niej A, ale jak to usprawiedliwia szkodę wyrządzoną A? Idąc tokiem myślenia zwolenników utylitaryzmu, nie moglibyśmy jednoznacznie potępić każdego aktu kradzieży, gwałtu czy mordu. Musielibyśmy ocenić korzyści, jakie odnosi złodziej, gwałciciel czy morderca, w przeciwwadze do szkód poniesionych przez ofiarę, aby wyrokować, czy dana zbrodnia powinna być dozwolona. Bez wątpienia mamy tu do czynienia z kompletnym wywróceniem wszystkiego na lewą stronę.

    „Dodam jeszcze że w kapitalizmie w sposob naturalny powstaja wielkie korporacje ktore sa wzorowym poczatkowym przykladem centralnego planowania co wiaza sie tez ze stopniową monopolizacja”

    Nieprawda. Tzn. prawdą jest, że korporacje powstają w sposób naturalny. Reszta to już za przeproszeniem zwykłe pierdololo, które Pan sobie dośpiewał. Taki dla przykładu Standard Oil był oczywiście gigantyczną korporacją, ale nie był monopolem. Monopol sztucznie obniża podaż i podwyższa ceny. Standard Oil natomiast produkował coraz więcej, coraz lepiej i coraz taniej. To samo mogę powiedzieć o znakomitej większości XIX-wiecznych firm-gigantów. Jeżeli z czegokolwiek te firmy czerpały monopolistyczne zyski, to z taryf celnych, prawa patentowego i rządowej reglamentacji ziemi, która sprzyjała akumulacji kapitału w rękach nielicznych.

    Pozdrawiam i polecam zapoznać się z historią ameryki inną niż ta podawana do wierzenia w szkołach/mediach. Na początek: http://ecx.images-amazon.com/images/I/41skukBQw4L.jpg

    Nawet obecnie, gdy korporacjonizm jest silnie wspierany przez wewnętrzne i międzynarodowe regulacje państw i rządów, giganci padają częściej niż rzadziej. Kenneth Galbraith, lewak „walczący” z korporacjonizmem, napisał kiedyś książkę „Dostatnie społeczeństwo”. Był w niej rozdział pt. „Nowe państwo przemysłowe”. Galbraith postawił w nim tezę, że korporacje łatwo uodparniają się na kaprysy rynku (oczywiście wolnego – wiadomo), a mówienie o ryzykowności życia korporacyjnego jest kłamstwem zarządów wielkich korporacji. Galbraith, jak na typowego socjalistę przystało, zgodnie zresztą ze słowami wiersza Tuwima – „patrzył na lewo, patrzył na prawo, a patrząc – widział wszystko oddzielnie: że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…” Otóż dosłownie parę lat po tym, jak Galbraith napisał o General Motors, że jest dostatecznie wielki, by całkowicie kontrolować rynek, Toyota i Honda zaczęły stopniowo przejmować rynek amerykańskich samochodów. Do początku lat ’90 Honda produkowała najlepiej sprzedające się auto w USA, a Toyota produkowała w Japonii więcej aut niż General Motors w Stanach. Mało tego – od czasów radykalnych deklaracji Galbraitha na temat niezniszczalności korporacji czołowy ogólnokrajowy magazyn „Life” przestał się ukazywać, by później wrócić do żywych jako cień dawnej potęgi. Siec sklepów detalicznych WT Grant, niegdyś pionier w tej branży – przestała istnieć (podobnie jak jak Garflex Corporation, która przez lata dominowała na rynku dziennikarskich aparatów fotograficznych). Pan America była jedną z najbardziej znanych linii lotniczych, które musiały zwinąć interes. Korporacje Chlyslera od zguby uratowało od zguby jedynie wspaniałomyślne wsparcie finansowe rządu.

    I finał: BLISKO POŁOWA FIRM UWZGLĘDNIONYCH NA LIŚCIE 500 MAGAZYNU „Forbes” W ROKU 1980 NIE ZNAJDOWAŁA SIĘ JUŻ NA NIEJ 10 LAT PÓŹNIEJ.

    Oczywiście te i inne fakty ani trochę nie zaszkodziły reputacji pana Galbraitha – był on swego czasu jednym z najczęściej zapraszanych do rozmaitych telewizorni „ekspertów”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy