Rajsic: Mierzenie niemierzalnego

2 sierpnia 2010 Teksty komentarze: 12

Autor: Predrag Rajsic
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Grzegorz Jaeger
Wersja PDF

Wielu teoretyków próbowało wytłumaczyć, dlaczego niektóre narody są bogatsze od innych. Jedno z ostatnich wyjaśnień — zaproponowane przez psychologa Richarda Lynna — jest jednocześnie niezwykłe i zatrważające. Jest niezwykłe ze względu na swoją metodę, zatrważające zaś z powodu niejasnej motywacji leżącej u jego podstaw. Uważam, że chociaż wzbudziło ono sporo kontrowersji nie wiążą się z nim żadne istotne implikacje ani dla ekonomii, ani dla etyki.

W swojej książce IQ and the Wealth of Nations profesor Uniwersytetu w Ulster zestawia produkt krajowy brutto na osobę z wynikami testów na inteligencję w poszczególnych krajach. Zauważył znaczącą korelację pomiędzy średnim ilorazem inteligencji a PKB per capita. Dowodzi to według niego, że różnice w inteligencji pomiędzy narodami są ważnym czynnikiem dobrobytu gospodarczego.

Logika Lynna jest w rezultacie następująca: osoby uzdolnione umysłowo są lepsze zarówno w koordynowaniu poszczególnych działań, jak i w rozwijaniu i wdrażaniu nowych technologii od tych mniej uzdolnionych. W wyniku tego zjawiska kraje zamieszkiwane przez umysłowo uzdolnionych są bogatsze. A ponieważ inteligencja jest w dużej mierze determinowana genetycznie, nasza możliwość poprawy tej sytuacji poprzez lepsze odżywianie i edukację jest poważnie ograniczona. Lynn sugeruje natomiast, że eugenika mogłaby być wykorzystana do rozwiązania tego problemu[1].

Wnioski z książki Lynna po części dotykają mnie osobiście, ponieważ przypomniała mi się pewna antropologiczna książka, którą gdzieś zgubiłem. Wydana w 1941 r. pod patronatem nazistowskiego reżimu operującego na Bałkanach, pełna rysunków, pomiarów ludzkich czaszek i porównań różnych „cech rasowych”. Była bardzo podobna do wydanej w 1921 r. książki autorstwa Hermana Lundborga, która posłużyła za podstawę szwedzkiego rządowego programu eugeniki — programu, przy pomocy którego w latach 1935-1975 wysterylizowano osoby z „negatywnymi” cechami genetycznymi.

Obaj moi dziadkowie byli wśród nielicznych osób ocalałych z nazistowskich obozów koncentracyjnych znajdujących się na terenie Jugosławii. Zarządzali nimi ludzie, którzy przeczytali zbyt wiele „antropologicznych” książek, takich jak te wymienione wyżej. Oczywiste jest więc, że czułem pewien dyskomfort, czytając prace profesora Lynna. Zwłaszcza wiedząc, że jedynym powodem, dzięki któremu mogę teraz czytać cokolwiek jest fakt, że wysiłki radykalnych praktyków eugeniki nie były wystarczające do oczyszczenia puli genetycznej ludzkiej rasy.

W tym artykule nie zamierzam jednak rozwodzić się nad kwestią prawdziwości twierdzeń Lynna. Zamiast tego załóżmy, że wszystko, co mówi o korelacji IQ-PKB różnych narodów jest prawdą, a następnie sprawdźmy jej wpływ na naukę ekonomii oraz etykę.

Czy ustalenia Lynna są w jakikolwiek sposób pomocne w ocenie działania jednostek w różnych krajach? Czy tworzą miernik ekonomicznego sukcesu tych jednostek? Czy mają jakiekolwiek znaczenie etyczne?

 

Wartość, bogactwo i sukces gospodarczy

Bez idei wartości bogactwo jest jedynie pozbawionym znaczenia terminem. Jeżeli wiemy, że celem ludzkiego działania jest zaspokajanie potrzeb, to majątek rzeczowy dwóch osób (pozostawmy na boku takie abstrakcyjne byty jak naród) nie jest w stanie powiedzieć nam zbyt wiele o zaspokojeniu ich potrzeb. Potrzeby są subiektywne, nieznane i niemierzalne przez zewnętrznego obserwatora.

Powinniśmy więc zachować ostrożność przy interpretacji empirycznych obserwacji dotyczących ilości dóbr i usług wytworzonych w gospodarce. Nie oznacza to, że PKB nie może nam powiedzieć niczego na temat regionu. Oznacza to po prostu, że PKB nie może nam powiedzieć zbyt wiele o  najważniejszych pojęciach ekonomicznych, takich jak wartość i sukces gospodarczy.

Większość współczesnych ekonomistów popiera subiektywną teorię wartości. Według tej teorii wartość istnieje tylko w umyśle człowieka. Zatem wartości posiadane przez dwie osoby nie mogą być porównane inaczej niż podczas aktu wymiany. Chociaż nawet wtedy możemy sformułować jedynie oczywiste stwierdzenia — na przykład, że w trakcie wymiany Jim ceni dobro A bardziej niż x dolarów, podczas gdy Janis ceni dobro A mniej niż x dolarów. Jeśli pójdziemy krok dalej i stwierdzimy, że Jim ceni dobro A bardziej niż Janis, to nasze rozumowanie nie będzie poprawne logicznie.

Nie istnieje żadna jednostka miary wartości ani narzędzie porównujące jak wiele coś jest warte dla dwóch różnych osób. Tak brzmi zasada międzyosobowej nieporównywalności użyteczności. Wartości postrzegane przez poszczególne jednostki nie mogą być sumowane i porównywane ilościowo. Skoro subiektywna wartość nie może być obiektywnie mierzona, nie może być też obiektywnie dodawana, dzielona czy mnożona przez osoby. Dlatego też PKB nie jest miernikiem „zagregowanej” wartości.

Dla przykładu, jeśli dochód Jima wynosi 4 000 dolarów a dochód Janis 1 000 dolarów, czy oznacza to, że potrzeby Jima są zaspokojone w większym stopniu niż potrzeby Janis? Nie wiemy. Podobnie jeśli Jim mówi, że w skali od jednego do pięciu jego poziom szczęścia wynosi trzy, a Jenis mówi, że jej poziom szczęścia osiąga poziom czwarty nie oznacza to, że Jim jest mniej szczęśliwy od Jenis — ponieważ poziom trzeci Jima i poziom trzeci Jenis nie są tym samym subiektywnym stanem umysłu.

Każde porównanie subiektywnych stanów wymaga wspólnych ram odniesienia. Nawet jeśli wiemy, że dana osoba może zakupić więcej dóbr za swój dochód niż ktoś inny, to nie wynika z tego możliwość porównania ich satysfakcji. Nie tylko nie wiemy, co każde z nich chce kupić, ale nawet gdybyśmy to wiedzieli, nie mamy sposobu na zmierzenie, jak wielkie zadowolenie odczuliby, kupując te dobra (jeden z podstawowych postulatów neoklasycznej ekonomii, formalnie przedstawiony przez Carla Mengera w jego traktacie Zasady ekonomii).

Wątpliwa natura pomiarów wartości staje się jeszcze bardziej widoczna, gdy zauważymy, że wiele dobrowolnych wymian nie może być uwzględnionych w PKB. Na przykład przyjaźń jest bezpośrednią wymianą bardzo charakterystycznych usług, która nie wiąże się z wymianą pieniędzy (nie może więc być zarejestrowana, opodatkowana ani w jakikolwiek sposób zmierzona w wartościach pieniężnych)[2]. Jednak świadczenie przyjaźni jest działaniem produktywnym, tak jak każde inne. Usługa jest świadczona ludziom, ponieważ cenią oni jej wartość w taki sam sposób, w jaki cenią jedzenie jabłek czy oglądanie filmu. A czy jest ktoś w stanie podać łączną wartość przyjaźni wytworzonej w Argentynie w 1998 roku?

Innym, jeszcze bardziej oczywistym przykładem jest ten artykuł. Wymiana pomiędzy autorem a Ludwig von Mises Institute nie angażowała wymiany pieniędzy, nie będzie też ujęta jako działalność produkcyjna ani w kanadyjskim, ani w amerykańskim PKB. Obie strony skorzystały jednak na produkcji i wymianie tego artykułu (mam nadzieję, że jest trzecia strona, która także skorzysta — czytelnicy).

Jeśli założyć, że zaspokojenie potrzeb jest podstawowym celem ludzkiego działania, to sukces ekonomiczny danego działania można jedynie zmierzyć, ustalając stopień, w jakim zaspokoiło ono czyjeś potrzeby. Ale ponieważ satysfakcji nie da się zmierzyć bez odniesienia do konkretnej osoby, powodzenie działań nie może być oceniane przez nikogo innego niż przez osobę, której działania są przedmiotem oceny.

 

Traktowanie innych

Kolejnym pytaniem, które możemy zadać jest to, jakie konsekwencje mogą mieć wnioski Lynna dla traktowania innych ludzi. Przecież może być bardziej „wydajne” wsparcie mniejszymi datkami osób, które nie są zdolne do wydajnego ich użycia, a większymi datkami tych, którzy potrafią je wykorzystać efektywnie. Jest to w istocie jedna z subtelnych wiadomości wysyłanych przez Lynna — mówię „subtelnych”, ponieważ nie mamy 1941 r. i wiadomości takie jak ta wymagają pewnego stopnia subtelności.

Na przykład Lynn i jego północnoamerykańscy odpowiednicy Philippe Rushton i Arthur Jensen sugerują, że wysiłki na rzecz zwiększenia sukcesu akademickiego Afroamerykanów doprowadzą do ograniczonych rezultatów ze względu na rzekomo z natury niskie IQ tej populacji[3]. Podobnie Lynn argumentuje, że pomoc dla Afryki zaowocuje niewielkimi efektami[4]. To oznacza, że zagraniczna pomoc jest zła nie dlatego, że stanowi wymuszenie miłości czy nieuzasadniony transfer bogactwa, ale dlatego, że zgodnie ze standardami Lynna odbiorcy na nią nie zasługują.

Twierdzi on również, że polityka imigracyjna państw zachodnich powinna być albo bardziej izolacjonistyczna, tak by chronić IQ krajowej populacji, albo też powinna skupić się na przyciągnięciu ludności wschodniej Azji obdarzonej wysokim IQ, a zniechęcić do przybycia (między innymi) mało inteligentnych Afrykanów (na szczęście, kanadyjscy urzędnicy imigracyjni nie spojrzeli na pracę Lynna i Rushtona przed tym, jak pozwolili mojej rodzinie przekroczyć granicę).

Te argumenty są stonowane, ale ich przesłanie jest  wyraźne: Lynn ma swoje standardy i chce, by były zrealizowane instytucjonalnie.

 

Niestosowność wniosków Lynna

Nawet w mało prawdopodobnym wypadku potwierdzenia prawdziwości wyników Lynna, nie jestem przekonany przez jego normatywne wnioski. Po pierwsze, zasada przewagi komparatywnej mówi nam, że w tym świecie — w którym nie ma dwóch identycznych osób — możliwości wzajemnej współpracy są wszechobecne. W przeciwieństwie do tego, co przedstawiają niektóre zbiorcze modele, prawdziwa natura przewagi komparatywnej nie jest narodowa czy rasowa, ale indywidualna[5]. Jedynie jednostki znają swoje możliwości produkcyjne i preferencje, które wyrażają poprzez dobrowolne transakcje na rynku. Oto dlaczego ani „naród”, ani „rasa” nie są odpowiednimi kategoriami ekonomicznymi w świetle subiektywnej teorii wartości.

Opieranie polityki gospodarczej na poziomie IQ pomija unikalny wkład, jaki wielu członków społeczeństwa ma do zaoferowania. Być może profesor Lynn nie czytał nigdy bajki o myszy i lwie. Bycie „lwem” nie jest wystarczającym powodem do ignorowania czy znęcania się nad „myszą”.

Co więcej, z opinii na temat „wydajności” nie wynika, że nie powinno się być dobroczynnym w stosunku do osób z mniejszymi umiejętnościami od innych. Wyobraź sobie, że masz upośledzone umysłowo dziecko albo rodzeństwo: czy odmówiłbyś współpracy, ponieważ jest ktoś, kto skorzystałby z takiej pomocy „bardziej wydajnie”?

Ale czy choć niektóre z ogólnych osądów nie są trafne? Jeden ze zwolenników Lynna pyta:

Kto mógłby twierdzić, że woli chorobę od zdrowia czy głupotę od geniuszu? Jest to przypadek relatywizmu moralnego posunięty do skrajności.

 

W odpowiedzi powinniśmy przede wszystkim zauważyć, że „choroba” i „zdrowie” nie są dokładnymi i bezwzględnymi określeniami; są one raczej abstrakcyjnymi pojęciami. Z drugiej strony ludzie mają wyraźne, szczegółowe preferencje wyrażane w działaniu, które często mogą być sprzeczne z bardziej teoretycznymi osądami. Przykładowo mogę uważać — i w dalszym ciągu czekam, by ktoś wskazał mi, co w tym złego — że wolę być chory, a jednocześnie żyć zgodnie ze swoją wolą niż być zdrowy, ale zmuszony przemocą do postępowania według woli innej osoby.

Myślę, że najbardziej wartościowym wykorzystaniem mojego czasu i zasobów jest współpraca z moim dzieckiem, rodzeństwem, sąsiadami czy nawet człowiekiem o imieniu Jim, który mieszka dziesięć tysięcy mil stąd, gdyż nie ma badań mogących udowodnić, że zamiast z nimi powinienem współpracować z Janis, bo uzyskała wysoki wynik w jakimś teście. Ostatecznie, preferencje Lynna w sprawie genetycznej charakteryzacji ludzkości nie nadają się jako uniwersalne zasady normatywne. W rzeczywistości to tworzenie uniwersalnych, normatywnych zasad na podstawie preferencji jednej osoby powinno być uważane za „relatywizm moralny posunięty do skrajności”.

Zasada, aby być uniwersalną, z definicji musi jednakowo odnosić się do wszystkich. Polityki eugeniczne z początków dwudziestego wieku były postrzegane jako sposób usprawnienia naturalnej ewolucji ludzi. Jednak prawa „czystości genetycznej” wybrali nieliczni, by narzucić je wszystkim. Osób narzucających owe standardy — co oczywiste — prawa te nie obejmowały w takiej samej mierze, co pozostałych, na których te prawa nałożono.

Taka jest różnica w idei pomiędzy selekcją naturalną a praktyką eugeniki — selekcja naturalna dotyczy w takim samym stopniu wszystkich ludzi. Nie została powołana do życia przez ludzi; dlatego, w przeciwieństwie do przepisów czystości genetycznej, dobór naturalny jest wolny od wartościowania, przez co każda analogia pomiędzy tymi dwoma jest nieuzasadniona.

Immanuel Kant, a ostatnio Murray Rothbard i Hans-Herman Hoppe podają przykłady ludzkiego poszukiwania zasad etycznych spełniających wymóg powszechności, gdzie powinno i jest logicznie się ze sobą łączą. W taki sam sposób, w jaki nauki przyrodnicze pokazują, jak powinniśmy spoglądać na świat, odkrywając czym ten świat jest, nauki etyczne uzmysławiają nam, jak powinniśmy patrzeć na innych ludzi, odkrywając jacy są.

Ekonomia mówi nam, jacy są ludzie w obszarze, na którym działają. Według Lynna moglibyśmy stać się bardziej „wydajni”, jeśli zaczęlibyśmy zachowywać się inaczej. Nikt nie jest jednak w stanie udowodnić tego stwierdzenia, ponieważ papierek lakmusowy ekonomicznej efektywności istnieje tylko w umyśle danej osoby. W rzeczywistości cały czas widzimy przykłady współpracy ludzkiej przeciwnej zaleceniom Lynna: nie sposób zaprzeczyć, że ludzie dobierają sobie przyjaciół i współpracowników w oparciu o przeróżne kryteria, nie tylko o poziom IQ czy cechy rasowe.

Wartość jest w umyśle jednostki: jest subiektywna. Wartość poszczególnych celów może jedynie zmierzyć osoba, której cele są przedmiotem pomiaru, i nie da się jej porównywać między osobami. Błędem byłoby sądzić, że metoda i ustalenia Lynna mogą być jakąkolwiek interpretacją w dziedzinie ekonomii, nauki o ludzkim działaniu czy etyki, nauki o ocenie ludzkiego działania.

Tak jak IQ nie jest miarą umiejętności zaspokajania czyichś potrzeb, tak też i PKB nie jest miarą ich zaspokojenia. W rzeczywistości taka miara nie istnieje: nie możesz zmierzyć niemierzalnego.


[1] Richard Hoste, The Coming Chinese Superstate: Richard Lynn’s Eugenics, „The Occidental Quarterly Online” (July 2009). Eugenika jest oczywiście niepopularną i politycznie niepoprawną ideą. Lynn optuje za nią dla zasady, w praktyce popiera jedynie łagodne instytucjonalne metody jej stosowania.

[2] Pieniądz nie jest niezbędny przy wymianie przyjacielskich usług, ponieważ warunek wzajemnej zbieżności potrzeb jest spełniony. Na przykład Jim oferuje swoje przyjacielskie usługi Janis w zamian za jej przyjacielskie usługi. Zachodzi  bezpośrednia wymiana.

[3] Richard Lynn i Tatu Vanhanen, IQ and the Wealth of Nations (Praeger Publishers, 2002), s. 194; J. Philippe Rushton i Arthur Jensen, Wanted: More Race Realism, Less Moralistic Fallacy, „Psychology, Public Policy, and Law”, 11, nr 2 (2005): 328–36.

[4] Lynn, IQ and the Wealth of Nations, s. 192–94.

[5] Predrag Rajsic, Comparative Advantage: From an Individual to the Economy (dokument zostanie przedstawiony na corocznym wspólnym spotkaniu Agricultural and Applied Economics Association 2010 AAEA, CAES, i WAEA, Denver, Colorado, 25–27 lipca, 2010).

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Predrag Rajsic

Pozostałe wpisy autora:

12 Komentarze “Rajsic: Mierzenie niemierzalnego

  1. „Niemierzalny” – słowo to jest okropną zbrodnią na języku polskim! Sprawia też, że zupełnie straciłam ochotę na przeczytanie wpisu natychmiast po zapoznaniu się z tytułem.

  2. Z tego co wiem teraz uważa się że bogactwo (narodu) ma wpływ na IQ a nie na odwrót (upraszczając – jak jest więcej pożywienia to u dzieci mózg ma większe możliwości się rozwinąć). W USA zauważono powolny ‚wzrost’ IQ[1] szczególnie wśród tych o najmniejszym współczynniku.

    [1] Z powodu definicji IQ średnia to zawsze 100 ale gdyby dzisiejsze testy zastosować kiedyś ale dawne teraz to zauważono by wzrost.

  3. Drodzy koledzy misesowcy! Czy Wy naprawdę tak uważacie?

    „Na przykład przyjaźń jest bezpośrednią wymianą bardzo charakterystycznych usług, która nie wiąże się z wymianą pieniędzy (nie może więc być zarejestrowana, opodatkowana ani w jakikolwiek sposób zmierzona w wartościach pieniężnych)[2]. Jednak świadczenie przyjaźni jest działaniem produktywnym, tak jak każde inne. Usługa jest świadczona ludziom, ponieważ cenią oni jej wartość w taki sam sposób, w jaki cenią jedzenie jabłek czy oglądanie filmu.”

    Osobową relację z człowiekiem cenicie tak samo (nie mam na myśli tak samo wysoko tylko w ten sam sposób) jak jedzenie jabłek?

    Ten artykuł jest najczystszej próby przykładem ekonomizmu, czyli stosowania pojęć ekonomicznych tam gdzie one są nieodpowiednie. Przypomina mi się historia fizyka, który traktował swoją żonę jako wyjątkowo niestabilny układ cząsteczek elementarnych. Jak się domyślacie to nie było bardzo szczęśliwe małżeństwo.

    Każda teoria, oprócz konstytutywnych twierdzeń, ma zakres swojego stosowania poza którymi staje się pokraką.

  4. @ Ziri – wielka szkoda, bo tekst ma kilka interesujących tez 🙂

    @ Krzysztof – tak, na prawdę uważamy, że wartość jest subiektywna 🙂 Przytoczony przez Ciebie cytat jest oczywiście nieco kontrowersyjny, bo wydawać by się mogło, że autor próbuje przyrównać wartość uczuć do dobra materialnego. Moim zdaniem próbuje raczej pokazać, że wartości tych rzeczy nie da się przyrównać i obiektywnie oszacować ile są „warte”. Myślę, że bardziej zadowalające przykłady znajdziesz w komentarzu Szymona Chrupczalskiego (http://mises.pl/blog/2010/07/20/chrupczalski-ciemna-strona-statystyki/) lub mojej pracy dyplomowej (http://mises.pl/blog/2010/04/22/jaskulski-rachunek-dochodu-narodowego-a-pozostaly-produkt-prywatny-na-przykladzie-gospodarki-polski-w-latach-1995-2007/).

    Generalnie chodzi o to, że używanie PKB do pokazania bogactwa ludzi często mija się z celem, ponieważ z powodu tego że wartość jest subiektywna nigdy nie stworzymy obiektywnego miernika wartości (mówiąc inaczej: zaspokojenie potrzeb i satysfakcja z posiadanych dóbr może być większa w państwie X, które ma mniejsze PKB per capita niż państwo Y). Autor powyższego tekstu starał się przedstawić tę tezę w nieco inny, dosyć ciekawy sposób. To nie jest oficjalne stanowisko polskiego Instytutu Misesa – po prostu przetłumaczyliśmy ten tekst bo jest ciekawy i pokazuje w łatwy sposób kilka ważnych prawd 🙂

  5. @ Ziri
    Dlaczego słowo „niemierzalny”, występujące ostatecznie w internetowym słowniku pwn, miałoby być zbrodnią na języku polskim?

    @ Krzysztof

    Generalnie, każde działanie oznacza wybór (tego, co jednostka będzie robić), czyli w pewnym sensie wymianę (działamy – czyli wymieniamy nasz czas i energię na satysfakcję z osiągniętego rezultatu bądź z samego działania).

    Tak więc każde działanie, nawet te związane z osobowymi relacjami można analizować pod względem prakseologicznym/ekonomicznym.

    Powód Twojego oburzenia wynika zapewne z tego, że niektórzy być może poprzestaliby wyłącznie na takiej analizie. A to rzeczywiście trochę bez sensu, gdyż nie uwzględnia wielu pięknych aspektów przyjaźni i miłości, jednak prakseologia – jako nauka o ludzkim działaniu – niejako z definicji musi odnosić się do wszystkich możliwych przejawów ludzkiej aktywności.

    Tak więc nie chodzi o to, że nie można analizować osobowych relacji pod kątem ekonomicznym, tylko o to, że nie można na tym poprzestać!
    Przynajmniej tak ja to widzę 🙂

    Pozdrawiam.
    Arkadiusz Sieroń

  6. @ Ziri
    Może nie warto się tak szybko zniechęcać? Co jest tak bulwersującego w tym słowie?

    @ Maciej Piechotka
    Takie już „piękno” ekonometrii – autor modelu zakłada, że dane zjawisko jest wtórne w stosunku do innego a w istocie większy sens może mieć relacja odwrotna.

    @ Krzysztof Nędzyński
    Pojęcia ekonomiczne odnoszą się do każdego działania.
    Czy konsumujemy jabłko czy wchodzimy w relację z drugim człowiekiem, robimy to bo odczuwamy taką potrzebę. Maslov nawet wyróżnił potrzebę przynależności w swojej piramidzie.

  7. Poza tym wysokie IQ nie gwarantuje wcale danej jednostce ani sukcesu ekonomicznego ani rozrodczego, nie mówiąc już o tym, że dziedziczenie w tym przypadku nie przebiega prosto, bo zależy od wielu genów bezpośrednio związanych z tworzeniem synaps w mózgu, a także od wielu dodatkowych cech np. genów odpowiedzialnych za naszą emocjonalność, interakcje społeczne, itd.
    Tak, że cała ta eugenika oparta na IQ jest nie tylko ekonomiczną ale także biologiczną bzdurą.

  8. Jaeger jest ekonomistą a krytykowany Lynn psychologiem. To tak jakby o historii ekonomii rozprawiał, historyk, ekonomista, psycholog, i polityk- każdy ma na sprawę inne spojrzenie.

    Co do tezy Lynna to ja osobiscie jestem skłonny bardziej ku teorii geograficznym uwarunkowaniom i dostępności do zasobów naturalnych, ukształtowaniu terenu itp itd.

    Natomiast to czy bogactwo „narodów” jest nie do zmierzenia dyskutowałbym… Bogactwo oczywiscie jest subiektywne i w oczach kazdego czlowieka wyglada inaczej, ale ilość i jakość (a przede wszystkim technologiczne zaawansowanie) nie może być w 100% subiektywne. I tak np subiektywnie indianin z puszczy amazońskiej posiadając łuk, przepaske na biodra itp itd będzie tak samo bogaty jak człowiek z samochodem, domem, komputerem, komórką itp itd.
    Subiektywnie oboje mogą czuć się tak samo „bogaci”. Ale chyba nikt mi nie powie że plemię indiańskie jest tak samo bogate jak chociażby najbiedniejsza polska rodzina.

    Może wyłamie się spośród subiektywnego odczucia wartości, ale uważam że bogactwo można zdefiniować obiektywnie jako możliwość nabycia jak najbardziej wszechstronnych, użytecznych, wielofukncyjnych i zaawansowanych technologicznie.
    Pewnie zaraz posypia sie posty o tym że użyteczność i wszechstronność jest dla każdego czymś innym – ale wiadomo że dla każdego rolnika lepszy będzie kombajn niż kosa..

  9. ad 1

    NIEMIERZALNY to slowo, ktore jest coraz czesciej uzywane i bardzo dobrze, ze tak sie dzieje (czy nawet slowniki nie pozwalaja na uzycie tego slowa?). To bardzo zle swiadczy o jezyku polskim, ze mase slow musi tlumaczyc z uzyciem slowa „mozliwy”; zwlaszcza, ze nauki ekonomiczne i matematyczne potrzebuja JEDNEGO slowa, a nie zlepku.
    Bo dlaczego mam DISPUTABLE tlumaczyc jako „mozliwy do przedyskutowania”? Wole „dyskutowalny”, skoro istnieje przymiotnik „podwazalny”.

    Na szczescie jezyk polski zyje i przelamie skostniale schematy armii normatywistow lingwistycznych.

  10. Ad Krzysztof Rozbicki
    Bogactwa materialne, technologiczne, informacyjne itd. można oczywiście porównywać, ale nie o to tutaj chodzi. Nie każdy stawia sobie za cel akumulację określonych dóbr czy informacji i nie musi to mieć związku z jego inteligencją. Był jeden taki filozof co mieszkał w beczce. Egipcjanie budowali piramidy, a Żydzi,lud koczowniczy, napisali Biblię i jak to porównać, PKB??. Każdy może mieć inne priorytety, dla jednej kultury życie pozagrobowe będzie ważniejsze od teraźniejszości, a dla innej na odwrót. Chińskie odkrycia geograficzne były wcześniejsze od europejskich, ale im wystarczyła tylko informacja, że są inne lądy i kultury i w przeciwieństwie do Europejczyków nie zamierzali ich podbijać. To może zależeć np. od poziomu agresji w danej populacji. Nie można tego porównywać ani mierzyć jednym parametrem. Nie można zakładać, że jedyną normą jest wykorzystywanie inteligencji do akumulacji bogactwa. Rolnik, który używa kosy nie musi być mniej inteligentny od tego co ma kombajn, tylko np. w warunkach polskich nie akumulował tylko przepijał.
    Pozdrowienia Mergiel

  11. wszystkim zacietrzewionym w swoich opiniach proponuje zapoznać sie z tekstem Bylunda z 28 lipca, który być może nie do końca w temacie, ale jednak odnosi się do ważkiego problemu – co zrobić, żeby ludziiom chciało się tworzyć…a nie tylko konsumować, w tym kontekście, teza Lynna może mieć uzasadnienie – jednostki ambitne i twórcze uciekają migruja tam, gdzie ich cechy charakterologiczne i możliwości kreacyjne są pożądane i wykorzystywane, tam płodzą dzieci i tam tworzą dochód narodowy.
    Ja odczytuje Lynna zupełnie dosłownie – bieda rodzi biedę, a głupota głupotę

    http://mises.pl/blog/2010/07/28/bylund-jak-panstwo-opiekuncze-zdeprawowalo-szwecje/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Uwolnij
KRS: 0000174572
 
KRS: 0000174572