Chrupczalski: Podwyżki VAT

28 sierpnia 2010 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 21

Autor: Szymon Chrupczalski
Wersja PDF

W mediach powoli przycicha dyskusja o przyjętym przez rząd planie podwyżek podatku VAT od przyszłego roku, pomimo że skutki tych decyzji mogą być dotkliwe dla wszystkich mieszkańców Polski. Rządowy dział PR niewątpliwie powinien ogłosić sukces: realny problem nowych obciążeń fiskalnych zastąpiły tematy sezonu ogórkowego, a obywatele uwierzyli, że podwyżka podatków jest niewielka i działa na korzyść kraju, albo wręcz udało się zyskać poparcie części opinii publicznej, co zdumiewająco przypomina syndrom sztokholmski – odczuwanie przez ofiarę sympatii dla swojego oprawcy.

Polityczne obietnice

 

Wyborcze obietnice obniżki podatków i wprowadzenia ułatwień dla przedsiębiorców okazały się pustymi słowami, gdy tylko do rządzących dotarło, że nie można już dłużej ukrywać ogromnego deficytu budżetowego i rosnącego zadłużenia publicznego. Wedle rządowych szacunków w 2009 roku deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł ok. 7,1% PKB, podczas gdy Rada do spraw Gospodarczych i Finansowych – Ecofin (skład Rady Unii Europejskiej odpowiedzialny za kwestie finansowe) ustaliła cel dla krajów UE, który wynosi 3%. Tak wysoki deficyt przekłada się na rosnący dług publiczny Polski, który przekroczył już I konstytucyjny próg ostrzegawczy (50% PKB) i zbliża się do II progu ostrożnościowego (55% PKB):

2010 rok 2011 rok 2012 rok 2013 rok
739,1 mld zł 814,5 mld zł 878,7 mld zł 921,5 mld zł
54,7% PKB 54,4% PKB 54,6% PKB 53,7% PKB

Źródło: Wieloletni Plan Finansowy Państwa 2010-2013.

Jeśli przyjmiemy inne metody liczenia długu, okaże się, że statystyki i prognozy, nie tylko Polski, lecz niemal wszystkich krajów europejskich, napawają niekłamanym optymizmem.

Dwa oczywiste sposoby redukcji długu publicznego to zwiększenie dochodów budżetu państwa lub reformy i redukcja wydatków. Dlaczego rząd zdecydował się na zwiększenie dochodów budżetowych przez podwyżkę podatków?

Oficjalnym uzasadnieniem jest kategoria prawnie zdeterminowanych wydatków – sztywnych zapisów budżetowych stanowiących 74% ogółu wydatków budżetu państwa, których nie można zmienić bez zmian ustaw (innych niż ustawa budżetowa) i bez przeprowadzania reform.

Wystarczy jednak zauważyć, że rząd i samorządy dysponują dostatecznymi aktywami, aby po ich zwrocie prawowitym właścicielom oraz rzetelnej prywatyzacji móc spłacić całe zadłużenie kraju, zbilansować budżet i przeprowadzić reformę systemu ubezpieczeń społecznych. Zostałoby nawet jeszcze wystarczająco dużo na dożywotnie emerytury dla biurokratów, byle tylko przestali się mieszać do gospodarki. Jednak 20 lat po przemianach ustrojowych Skarb Państwa nadal jest właścicielem ponad 36% powierzchni kraju (dane Ministerstwa Skarbu Państwa na 2009 rok) oraz najważniejszych sektorów przemysłowych i największych przedsiębiorstw.

Nowe szaty VAT

 

W zastępstwie obiecywanych reform Rada Ministrów ogłosiła Wieloletni Plan Finansowy Państwa 2010-2013, w którym możemy między innymi przeczytać:

Od stycznia 2011 r. zakłada się tymczasowe, na okres 3 lat, podwyższenie stawek VAT o 1 pkt. proc.;

 

Oznacza to wzrost podstawowej stawki VAT z 22% do 23%.

Przy okazji podawania tej informacji niektórzy dziennikarze oraz posłowie popisali się niewiedzą, mówiąc o wzroście podatków o 1%, co oznaczałoby wzrost stawki podstawowej z 22% do 22,22%, podczas gdy przeskok z 22% do 23% to nic innego jak podwyżka podatku o 4,55%. Jeden punkt procentowy brzmi jednak niewinnie, prawda? Wprowadzając podwyżki VAT, Polska zbliża się do Szwecji, Danii i Węgier, gdzie obowiązuje maksymalna dozwolona w UE stawka – 25%, i dołącza do grupy krajów, które niedawno podniosły stawki VAT (Finlandia z 22% do 23%, Grecja z 21% do 23%, Portugalia z 20% do 21% i Rumunia z 19% do 24%).

Stawki obniżone będą wynosiły 5% i 8% (w miejsce dotychczasowych 3% i 7%), wygasa też wynegocjowana z UE tymczasowa stawka 0% na książki i czasopisma specjalistyczne (zostaną objęte stawką minimum 5%). Syndrom sztokholmski ma wzmacniać obniżka stawki VAT na podstawowe produkty żywnościowe z 7% na 5% (choć już produkty rolne – żywność nieprzetworzona – będą objęte stawką 8%).

Dzięki podwyżce VAT rząd planuje uzyskać dodatkowe 5 mld zł – to skromna kwota w porównani z wielkością zadłużenia.

Nie jest to koniec możliwych podwyżek. Jak czytamy w Wieloletnim Planie…:

 

Jako dodatkowy mechanizm zabezpieczenia finansów publicznych prowadzone będą warunkowo dodatkowe podwyżki stawek VAT. Tak więc jeśli relacja państwowego długu publicznego do PKB przekroczy 55% w 2011 r., nastąpią dodatkowe dwie podwyżki stawek VAT, każda o kolejny 1 p.p. Pierwsza z nich od lipca 2012 r., kolejna od lipca 2013 r. W przypadku gdy relacja państwowego długu publicznego do PKB przekroczy poziom 55% dopiero w 2012 r., wtedy nastąpią wyżej wymienione podwyżki. Pierwsza od lipca 2013 r., kolejna od lipca 2014 r. W każdym przypadku będą miały one 3-letni horyzont czasowy.

Perfidia tego rozwiązania opiera się na psychologicznej zagrywce – motywuje do naginania czy wręcz fałszowanie statystyk; kto bowiem weźmie na siebie odpowiedzialność za pogorszenie wizerunku kraju i jednocześnie kolejną podwyżkę podatków?

Zrozumieć podatki

 

Jednym z argumentów za podnoszeniem właśnie VAT, a nie innych podatków, były twierdzenia, że jest rzekomo (przynajmniej częściowo) neutralny dla przedsiębiorców oraz że ostatecznie jest płacony przez konsumenta. Obie te tezy są co najmniej nieścisłe.

Konsument płaci VAT tylko w tym sensie, że bezpośrednio przez jego ręce przechodzi strumień pieniędzy, w którym zawiera się kwota podatku. Jednak konsumpcja jako taka nigdy nie może być przedmiotem opodatkowania – aby podatek miał sens, za przedmiot może mieć wyłącznie wytwarzane na rynku dobra, które nie zostały jeszcze skonsumowane. Zatem opodatkowanie zawsze jest przymusowym przewłaszczeniem wartościowych dóbr od prywatnych producentów-właścicieli do instytucji państwowych lub ciężarem nałożonym na pracę. Kto zatem rzeczywiście będzie musiał więcej pracować na wyższy VAT? Jak pisze H. H. Hoppe:

Popularna teoria mówi, że ciężar podatkowy rozkłada się w zależności od elastyczności popytu na dane dobra i usługi bądź może być przerzucony z bezpośredniego płatnika na kogoś innego. W przypadku podatków pośrednich, jak podatek od wartości dodanej (VAT) czy akcyza, uzasadnia się, że jeśli tylko popyt na dobra jest wystarczająco nieelastyczny, obciążeni podatkiem zostaną konsumenci i pozostanie to bez wpływu na produkcję. Dla elastycznego popytu obciążeni zostaną producenci dóbr. Jest to błędny wniosek wynikający z prostej korelacji przy założeniach ceteris paribus[1].

 

Co jest błędnego w tym wniosku? Abstrahując od rozróżnienia dóbr na „reprodukowalne” i „niereprodukowalne”, można powiedzieć:

[…] dlaczego, jeśli przedsiębiorca mógłby rzeczywiście przesunąć dowolną ilość obciążenia podatkowego na konsumentów, nie zrobił tego do tej pory, nakładając dobrowolnie na siebie podatek, zamiast czekać, aż zostanie wprowadzone przymusowe opodatkowanie!? Odpowiedź jest prosta: w każdym czasie jego poczynania przy ustalaniu ceny są skrępowane istniejącym aktualnie popytem. Cena nadana przez przedsiębiorcę jest kształtowana zgodnie z oczekiwaniami, że cena wyższa niż aktualnie wybrana spowoduje zmniejszenie całkowitego dochodu. W innym wypadku, jeśli przedsiębiorca spodziewa się, że wyższa cena przyniesie większy dochód – podniesie ją. Tak długo jak przedsiębiorca przewiduje nieelastyczność popytu w dowolnym, branym pod uwagę zakresie cen, będzie zyskiwał na wyborze wyższych cen. Kończy jednak ich podnoszenie i poprzestaje na określonej, gdy jego oczekiwania odwracają się i przewiduje, że powyżej danej ceny krzywa popytu staje się elastyczna. Te oczekiwania przedsiębiorcy odnośnie nieelastycznej i elastycznej krzywej popytu nie zmieniają się ani trochę, gdy nałożony zostaje podatek. Wcześniej jak i w obecnej sytuacji przewiduje, że wyższe ceny będą przynosiły spadek dochodów.

Ten argument obala zatem rzekomą neutralność podatku VAT dla przedsiębiorców, czyli brak wpływu na produkcję i tworzenie dobrobytu. Jest oczywiście prawdą, że wyższy podatek VAT dotyka konsumentów, ponieważ będą musieli zapłacić wyższą cenę za te same dobra, co obniży ich standard życia i zmusi do rezygnacji z innej konsumpcji lub zmieni sposób osiągania dochodu.

Dla pracującego człowieka, zawsze występującego w podwójnej roli: konsumenta i producenta, wzrost opodatkowania nie oznacza jednak wzrostu ilości pracy spowodowanego tym, że chce sobie zapewnić standard życia sprzed podwyżki (efekt dochodowy), nie oznacza też zupełnej demotywacji i rezygnacji z pracy (skrajny efekt substytucyjny). Efektem jest wyższa preferencja czasowa – pojawia się chęć łatwego i szybkiego zdobywania wartościowych dóbr, tego, by czas oczekiwania był krótszy. Rozwój gospodarczy zawsze jednak implikuje tworzenie złożonych, zaawansowanych procesów produkcji; aby je uruchomić, ludzie muszą się powstrzymywać od konsumpcji, zacisnąć pasa i czekać na rezultaty swojej pracy (co odpowiada niskiej preferencji czasowej). Wzrost opodatkowania wiąże się z naruszeniem tych rynkowych procesów produkcji i zahamowaniem rozwoju gospodarczego. Motywuje do ucieczki w szarą strefę, sprzyja również tym zachowaniom, które pozwalają szybko i łatwo osiągać dochód: oszustwom, kradzieżom, nieuczciwości i nierzetelności.

Za podwyżkę podatku VAT zapłacą zatem wszyscy mieszkańcy kraju, poniosą oni konsekwencje słabszego wzrostu dobrobytu, zmniejszenia międzynarodowej konkurencyjności Polski oraz względnego rozrostu patologii. Zapewne najsilniej odczują podwyżki VAT najsłabiej zarabiający, nawet ci, którzy korzystają ze świadczeń socjalnych –siła nabywcza pensji spadnie.

Bohaterowie

Podwyżka VAT, skomplikowanego, trudnego do zrozumienia i obliczenia przez przeciętnego obywatela podatku, nie wywołuje tak negatywnych emocji, jak np. podwyżka PIT, jednak skutki podwyżki VAT, mimo że odłożone w czasie, są takie same. Tymczasem we wspomnianym Wieloletnim Planie… możemy przeczytać:

 

Głównym celem Strategii Rozwoju Kraju 2007-2015 jest podniesienie poziomu i jakości życia mieszkańców Polski: poszczególnych obywateli i rodzin.

To tak, jakby upuścić kowadło na nogę biegaczowi i twierdzić, że celem tego zabiegu jest poprawa wyników sportowych. A może dotychczasowe rządy hartowały polskich przedsiębiorców, zostawiając tylko elitę, najtwardszych i najbardziej niezłomnych – tych, którzy wytrzymują kontrole skarbowe, chaos przepisów, niepewność decyzji administracyjnych, korupcję i w końcu – podwyżki podatków? Patrząc na sukcesy polskich emigrantów, można śmiało powiedzieć: tak, nasi przedsiębiorcy są najlepsi. Może już najwyższa pora pozwolić na rozwój przedsiębiorczości także w Polsce?

Drogi rządzie, to opłaci się nawet tobie!


1 H. H. Hoppe, The Economics of Taxation, http://mises.org/daily/2061.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Szymon Chrupczalski

Pozostałe wpisy autora:

21 Komentarze “Chrupczalski: Podwyżki VAT

  1. W telewizji usłyszałem POlityków, którzy zapowiedzieli, że w nowym roku Wieloletni Plan będą nowelizować. „Tymczasowość” to jest tego planu, nie POdwyżek.

  2. Wydaje mi się, że w argumentacji Hoppe’go jest błąd. Przede wszystkim, prawdą jest, że przy nieelastycznej krzywej popytu opłaca się podnieść cenę (i obniżyć ilość), by zwiększyć przychód, aż do osiągnięcia jednostkowej elastyczności popytu. Nie oznacza to od razu, że popyt zawsze będzie doskonale elastyczny (jak w modelu konkurencji doskonałej). Podaż też zazwyczaj nie jest doskonale nieelastyczna, a tylko w takich warunkach wzrost stawek opodatkowania mógłby zostać w całości pokryty zmniejszeniem się zysków (jak postuluje Hoppe). Wystarczy, że podaż nie będzie całkowicie sztywna, a część podatków zapłaci w ostatecznym rozrachunku konsument. Z resztą, na to samo, zdaje się, zwraca uwagę Mateusz Machaj we wspomnianym przez Ciebie tekście dot. reprodukowalności dóbr i wpływu opodatkowania.

    Można próbować ratować argumentację Hoppe’go, mówiąc, że dotyczy ona okresu bardzo krótkiego, z usztywnioną podażą, która nie może się dostosować, nie ma więc możliwości wystąpienia efektu podażowego zmian ceny. Natomiast najprawdopodobniej nie to miał na myśli „niemiecki austriak z Las Vegas”, a wcześniej Rothbard (Ekonomia wolnego rynku t.3), od którego pochodzi jądro argumentacji Hoppe’go.

    Poza tym, nawet jeśli popyt na produkty poszczególnych producentów będzie elastyczny, nie oznacza to, że całkowity popyt na gałąź/branżę będzie elastyczny. Wystarczy opodatkować całą gałąź, co zmieni strukturę kosztów alternatywnych (a te niewątpliwie określają ceny). I już podatek może być nawet w całości przerzucony na konsumenta…

    Pozdrawiam serdecznie,
    Mateusz Wywiał

  3. Też mnie nie przekonuje argument Hoppego. Moim zdaniem, nie ma co walczyć z mainstreamową mikroekonomią, bo to paradoksalnie po prostu taka doskonalsza wersja prakseologii – jeszcze bardziej dedukcyjna i jeszcze bardziej apriori. Inna sprawa, że podwyżka VAT-u jest zła niezależnie od tego kto ten podatek zapłaci, ostatecznie będą to po trochu konsumenci, po trochu producenci.

  4. akapit: „dlaczego, jeśli przedsiębiorca mógłby rzeczywiście przesunąć dowolną ilość obciążenia podatkowego na konsumentów, nie zrobił tego do tej pory, nakładając dobrowolnie na siebie podatek, zamiast czekać, aż zostanie wprowadzone przymusowe opodatkowanie!? Odpowiedź jest prosta: w każdym czasie jego poczynania przy ustalaniu ceny są skrępowane istniejącym aktualnie popytem. Cena nadana przez przedsiębiorcę jest kształtowana zgodnie z oczekiwaniami, że cena wyższa niż aktualnie wybrana spowoduje zmniejszenie całkowitego dochodu. W innym wypadku, jeśli przedsiębiorca spodziewa się, że wyższa cena przyniesie większy dochód – podniesie ją. Tak długo jak przedsiębiorca przewiduje nieelastyczność popytu w dowolnym, branym pod uwagę zakresie cen, będzie zyskiwał na wyborze wyższych cen. Kończy jednak ich podnoszenie i poprzestaje na określonej, gdy jego oczekiwania odwracają się i przewiduje, że powyżej danej ceny krzywa popytu staje się elastyczna. Te oczekiwania przedsiębiorcy odnośnie nieelastycznej i elastycznej krzywej popytu nie zmieniają się ani trochę, gdy nałożony zostaje podatek. Wcześniej jak i w obecnej sytuacji przewiduje, że wyższe ceny będą przynosiły spadek dochodów.”
    ma dowodzić że przed podwyżką VAT ceny są już na odpowiednich poziomach względem elastyczności.

    Następnie autor pisze że: „Jest oczywiście prawdą, że wyższy podatek VAT dotyka konsumentów, ponieważ będą musieli zapłacić wyższą cenę za te same dobra”

    to w końcu producenci mogą zdaniem autora przełozyć podatek na konsumentów czy nie. wg elastyczności moim zdaniem nie ale dlaczego potem autor pisze że tak??

  5. Polecałbym całego Hoppego tu: http://mises.pl/blog/2008/02/09/hans-hermann-hoppe-ekonomia-opodatkowania/

    Wydaje mi się, że Hoppe (i chyba SzCh) mówi, że podatki zawsze uderzają w produkcję. Konsumenci zostaną dotknięci, jeśli produkcja się zmniejszy, bo ceny będą wyższe. Poziom zmiany ceny po wprowadzeniu podatku w zależności od elastyczności popytu będzie się różnił. Z tym Hoppe się zgadza. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy podatek zmniejsza krańcową użyteczność produktywnych działań (pierwotnych zawłaszczeń, wymian, przekształcania zasobów w nowe produkty) tworząc tendencję do zaprzestania takowych. Mniejsza konsumpcja jest tego efektem.

  6. Wszytskie wyzej zamieszczone komentarze zdają się nie brać pod uwagę jednego skromnego faktu. Nawet przy założeniu doskonałej nieelastyczności popytu (kiedy wydaje się że wzrost VAT może zostać w całości przerzucony na Konsumenta)rozważania mają sens tylko dla pojedynczego towaru. Wzrost dowolnego podatku zawartego w cenie oznacza oczywiste zmiejszenie możliwych wydatków na inne towary/usługi.
    Zakładając (może z pewnym uproszczeniem) że bardziej nieelastyczny jest popyt na towary/usługi z grupy „potrzeb” zwiększenie VAT powinno spowodować spadek popytu na konsumpcje „zachcianek” jako bardziej elastycznych. W rezultacie – jakby nie kombinować – jakość życia opisaną aktualna (konsumpcja) lub przyszłą (oszczędności) konsumpcją towarów i usług spada. I nijak nie chce rosnać!

  7. Być może w całym wywodzie Hoppe’go kryje się sprzeczność. Hoppe, owszem, w jakimś stopniu Hoppe uznaje, że „Poziom zmiany ceny po wprowadzeniu podatku w zależności od elastyczności popytu będzie się różnił”, chociażby pisząc, że:

    „Przesunięcie krzywej podaży w lewo spowoduje wzrost cen. Dotknie to oczywiście konsumentów, ponieważ będą musieli płacić oni wyższe ceny, albo będą mogli oni pozwolić sobie na mniejszą ilość dóbr po nowej cenie.[13] Przypomnijmy, że podatki zawsze szkodzą konsumentom i nigdy nie budziło to wątpliwości. Mylnie jest jednak sądzić, że owa wyższa cena stanowi przesunięcie ciężaru opodatkowania z producentów na konsumentów. Konsumenci są dotknięci „tylko” przez szkodę, jaką wyrządza się producentom, którzy pomimo wyższych cen nałożonych na ich dostawców, muszą udźwignąć ciężar opodatkowania.”

    Jednak przecież to, o ile podniesiona została cena i zmniejszona została ilość (przy niezmienionej krzywej popytu) decyduje o tym, kto ponosi ciężar opodatkowania. O ile w przypadku przedsiębiorców decydująca jest stopa zwrotu z kapitału i to ona powinna być w równowadze w każdym przedsiębiorstwie taka sama, o tyle w przypadku konsumenta decydującą rolę odgrywa wielkość wydatków i koszty alternatywne. Jeśli ostatecznie cena wzrośnie, to konsument też poniesie ciężar opodatkowania.

    Co więcej, analiza neoklasyczna idzie dalej, mówiąc, że w długim okresie (w którym stopy zwrotu się wyrównują i firmy produkują przy minimalnych kosztach przeciętnych) cały podatek przerzucany jest na konsumenta, gdyż podaż staje się doskonale elastyczna. W rzeczywistym świecie można po prostu zauważyć, że im dłuższy horyzont czasowy planów produkcyjnych, tym podaż staje się bardziej elastyczna, więc i mniejszy ciężar przypada na produkcję.

    Hoppe pewnie by to zakwestionował, gdyż stwierdza:
    „Jednakże, z czym stanowczo będziemy musieli się nie zgodzić, uważa się, że to, czy podatek przyniesie szkodę konsumentom w pierwszy, czy też drugi sposób, jest pytaniem empirycznym, na które odpowiedź zależy od elastyczności popytu na opodatkowane dobra. Jeśli popyt jest wystarczająco nieelastyczny, wówczas producenci przerzucą cały ciężar opodatkowania na konsumentów w postaci wyższej ceny. Jeśli jest bardzo elastyczny, producenci przejmą obciążenie podatkowe w postaci wyższych kosztów produkcji. Jeśli zaś jakaś część krzywej popytu jest nieelastyczna a inna elastyczna (co według badań empirycznych jest rzekomo najczęstszym przypadkiem), to wówczas ciężar podatku zostanie podzielony, część zostanie przerzucona na konsumentów, a część na producentów.”

    Na marginesie, w powyższym fragmencie zdaje się pojawiać poważny błąd. Wynika z niego, że (i) to czy podatek zostaje przerzucony, zależy wyłącznie od elastyczności popytu ,oraz (ii) to, czy krzywa popytu może mieć różne elastyczności jest kwestią empiryczną. Otóż , przerzucanie podatku zależy od elastyczności popytu i elastyczności podaży. Zaś elastyczność krzywej popytu jest elastycznością w punkcie (lub jeśli odrzucamy różniczkowalność, w pewnym przedziale). Dla większości (z niewieloma wyjątkami) krzywych popytu istnieje punkt jednostkowej elastyczności, przedział elastyczności i przedział nieelastyczności. To są tak trywialne rzeczy, że zastanawiam się, czy to nie drobny błąd tłumacza.

    “ (…) the imposition of a tax harms consumers in the former or in the latter way is an open empirical question, the answer to which depends on the elasticity of demand for the taxed products (…) If it is highly elastic, then producers will have to absorb the tax in the form of higher costs of production, and if some section of the demand curve is inelastic and another elastic (this allegedly being empirically the most frequent case) then the burden somehow will have to be shared, with part of it being shifted onto consumers and another falling on producers”

    Gdyby “Another” odnosiło się do “another curve”, w domyśle supply curve, co częściowo ratowałoby Hoppe’go, ale i tak nie byłoby poprawne. Jeśli „another curve”, krzywa podaży, byłaby elastyczna, a popytu nieelastyczna, większy ciężar spocząłby na konsumencie. Natomiast w polskim brzmieniu to jest raczej absurd. Za tym, że jest to tylko wieloznaczność tekstu polskiego tłumaczenia przemawia tylko to, że w drugim cytowanym przez Szymona fragmencie Hoppe explicite odwołuje się do różnych elastyczności dla różnych zakresów cen. Jednak nawet po angielsku powyższy fragment jest mocno niejasny (przynajmniej dla mnie). To jeszcze jeden argument, by stosować formalizm matematyczny. Przynajmniej wiadomo, o co chodzi…

    Podsumowując ten przydługi komentarz, Hoppe z jednej strony zauważa, że wzrost podatków prędzej czy później przyniesie wzrost cen, ale z drugiej strony trzyma się ślepo argumentu Rothbarda o tym, że ani złotówka z podwyżki podatków nie może dotknąć bezpośrednio konsumenta. Tym czasem jest zupełnie inaczej:
    – O stopniu przerzucalności podatków bezpośrednio decydują elastyczności popytu i podaży, i jest to jedyny mechanizm przerzucania opodatkowania (pomijam wpływ na całokształt gospodarki, efekty substytucyjne, dochodowe i preferencję czasową). Hoppe nie zauważa wpływu zmian podaży!
    – Im dłuższy okres planów produkcyjnych, tym elastyczność podaży wyższa, zatem większy ciężar spłynie na konsumenta
    – popyt na poszczególne branże bywa często wysoce nieelastyczny, więc nawet w okresie gdy stopy zwrotu nie zdążą się dostosować i tak nastąpią podwyżki cen (przykład: podwyżka akcyzy zazwyczaj szybko pociąga za sobą wzrost cen alkoholu/papierosów etc.).

    Pozdrawiam, MW.

    P.S. „Główny nurt” daleko lepiej sobie radzi z ekonomią opodatkowania niż się Hoppe’mu wydaje. Efekty substytucyjne i dohodowe zmiany cen (w ramach modelu wyboru konsumenta), analizuje się utracone przychody i nadwyżkę konsumenta (tzw. trójkąty Harbergera, http://en.wikipedia.org/wiki/Harberger's_Triangle) czy zewnętrzne efekty opodatkowania to tylko niektóre z narzędzi analitycznych.

  8. @2&3 Mateuszu i Karolu- cała argumentacja ma na celu wskazanie właśnie, że przerzucalność na konsumenta (jako koncepcja) jest absurdalna, ponieważ zawsze oznacza to uderzenie w produkcję. Polecam dokładne przetrawienie całego tekstu Hoppego

    @4 Marcinie – zacytowałeś kawałek zdania, teraz widzę że napisałem to niezręcznie, Hoppe: „Uznaje się – i oczywiście nie mam zamiaru kwestionować prawdziwości tego twierdzenia – że w pewnym sensie to konsumenci muszą ponosić koszty i tak faktycznie się dzieje. Abstrahując od szczególnych konsekwencji takiego podatku, to konsumenci będą musieli albo zapłacić wyższą cenę za te same dobra, przez co ich standard życia obniży się, albo podatek będzie oznaczał wyższe koszty dla producentów, a konsumenci zostaną dotknięci niższym poziomem produkcji.”
    @7 Co do tłumaczenia – przeczytałem to trzy razy (tak, mam przedziały elastyczności i nieelastyczności i neoklasyczne rysunki w głowie):
    1. „Another” odnosi się moim zdaniem do „section” i całość to „demand curve”, stąd polskie tłumaczenie. Jeśli jest inaczej, to proszę krzyczeć! 🙂 Hoppe wydaje się nie używać tu ścisłego i sformalizowanego języka, dlatego wymieniane przez niego przypadki to skrajności oraz „coś pomiędzy”, wszystko dotyczące elastyczności popytu i pomijając kategorię elastyczności podaży. Nie upieram się, ciekaw jestem Waszych opinii.
    2. Mateuszu – jakich zmian podaży? Hoppe przechodzi zbyt gładko nad problemem reprodukowalności – prawda, ale co masz na myśli mówiąc o zmianach podaży?
    „Im dłuższy okres planów produkcyjnych, tym elastyczność podaży wyższa, zatem większy ciężar spłynie na konsumenta” – rozumiem, ale ciężar nie spadnie na konsumenta (patrz punkt 3). Myślałeś o kopalni? 🙂
    3. Wróć od sedna problemu: czy możemy opodatkować konsumpcję jako proces? Przedmiotem opodatkowania będzie zawsze efekt produkcji – ta druga strona medalu. Czy człowiek, w więszości przypadków będący i producentem i konsumentem (chociaż państwowe sytemy redystrybucyjne z tym mocno walczą), może przerzucać z siebie na siebie ciężar opodatkowania?

  9. Najpierw od spraw w moim mniemaniu najprostszych (i najmniej istotnych): @7.1 Jeśli „another” odnosi się do „section” krzywej popytu, to moja krytyka jest chyba w pełni zasadna. Każda (prawie) krzywa popytu ma przedziały różnych elastyczności i nie tylko od nich zależy rozłożenie opodatkowania w analizie neoklasycznej. A już na pewno nie jest tak, że konsument i producent biorą po części obciążenia wówczas, gdy krzywa popytu jest w części elastyczna, a w części nie. Pomiędzy doskonałą elastycznością a doskonałą sztywnością jest jednostkowa elastyczność popytu (jako wyróżniający się przypadek) oraz cała gama „dość elastycznych” „dość nieelastycznych” krzywych. W tych pośrednich przypadkach rzeczywiście podatek byłby dzielony. Ale nie o to chodzi w tekście! Chodzi o krzywą, która jest elastyczna w pewnej części, a w innej nie (czyli o niemal dowolną krzywą)! Naprawdę, biorąc pod uwagę reputację ekonomii austriackiej, chciałbym, żeby się okazało, że jednak się niepotrzebnie czepiam i po prostu nie zrozumiałem tekstu.

    Teraz wyjaśnię o co chodziło mi ze zmianami podaży. Otóż przesunięcie krzywej podaży w górę (pod wpływem np. wzrostu opodatkowania) w przeważającej wielkości przypadków pociągnie za sobą nie tylko wzrost ceny, ale także spadek ilości oferowany przez producenta. Wyjątkiem jest tu np. doskonale sztywna podaż. Wówczas producent oferuje tą samą ilość produktu dla każdej ceny (np. sprzedawca łatwo psującego się towaru). W innej sytuacji przy nałożeniu opodatkowania producent reaguje zmianą ceny i zmianą ilości, co ma wpływ na koszty. O tej zmianie ilości zapomina Hoppe. Reprodukowalność dóbr, o której wspomina Mateusz Machaj, po prostu pozwala na dostosowanie np. przyszłej ilości produkowanych dóbr, dlatego zmienia proporcję obciążenia opodatkowaniem.

    Nie sądzę, aby to, że konsumpcja to proces, a nie dobra, miało jakieś znaczenie. To, w jaki sposób obciążenie jest rozkładane, widoczne jest nawet wówczas, gdy analizujemy człowieka jako producenta i konsumenta. Co więcej, przykładem takiej analizy jest wspomniany przeze mnie trójkąt Harbergera. Człowiek jako konsument i jako producent uzyskuje odpowiednio nadwyżkę konsumenta i zysk przedsiębiorcy (załóżmy że to przedsiębiorca, a nie pracownik). Jeśli pod wpływem zmian w opodatkowaniu idzie w górę cena i maleje ilość, to przy założeniu jednakowej stopy zwrotu (=doskonale elastyczna podaż) w gospodarce strata odbije się na nadwyżce konsumenta. Taki jest też wniosek z analizy Harbergera.

  10. Cyt. z karol pogorzelski
    „Moim zdaniem, nie ma co walczyć z mainstreamową mikroekonomią, bo to paradoksalnie po prostu taka doskonalsza wersja prakseologii – jeszcze bardziej dedukcyjna i jeszcze bardziej apriori.”

    Dobre sobie… 🙂

  11. @Mateusz Wywiał

    Szczerze mówiąc nie miałem „tórjkąta Harbergera” na swoich wykładach z mikroekonomii, ale z tego co piszą w internecie zakłada on konkurencję „doskonałą”, więc coś co jest kompletnie „nie z tego świata”, chyba, że w necie się mylą:). Co więcej, trójkąt Harbergera, (co go w necie znalazłem) nie dowodzi, że producent straty nie ponosi, a producentem po prostu się nie zajmuje.

    Mateuszu, popełniasz moim zdaniem błąd w tym momencie innego wywodu:

    „Otóż przesunięcie krzywej podaży w górę (pod wpływem np. wzrostu opodatkowania) w przeważającej wielkości przypadków pociągnie za sobą nie tylko wzrost ceny, ale także spadek ilości oferowany przez producenta. Wyjątkiem jest tu np. doskonale sztywna podaż”

    Błąd polega na tym, że „przesuwanie” krzywej podaży nie jest „w górę” tylko, jeśli już używamy dwuwymiarowego słownictwa to „w lewo/górę” i, co za tym idzie, odnosi się do każdego przesunięcia, każdej krzywej podaży. Termin „sztywna podaż” odnosi się do efektów ruchu krzywej popytu „po” krzywej podaży. Natomiast przesunięciu „w lewo i prawo” ulega nawet najsztywniejsza podaż.

    Co do reszty dyskusji o Hoppem, to wydaje się mylić, ale nie tam, gdzie krytycy piszą. Otóż nie raczyliście zauważyć, że krzywa popytu na dobro na rynku ogółem, to nie to samo co krzywa popytu na produkty danego producenta i nie to samo co krzywa popytu po wprowadzeniu podatku. W przypadku braku podatków sprzedawca nie podniesie ceny, bo nie podniosą jej inni producenci i popyt będzie elastyczniejszy(według „jeszcze bardziej dedukcyjnych” nazywa się to łamaną krzywą popytu). Po wprowadzeniu podatku wzrost kosztu uniemożliwi konkurencji walkę cenową co „usztywni” popyt na produkty konkretnego producenta.
    Odmienną kwestią jest jednak to, czy usztywni na tyle, aby producent nie zapłacił podatku z własnego dochodu. Ale teoretyczne dopuszczenie takiej sytuacji nie uzasadnia jeszcze całego argumentu o przerzucaniu podatków (tak jak szczególność teorii Keynesa nie czyni jej ogólną:)

    Tak więc nie chodzi nawet o elastyczność krzywej na wykresie – ale o elastyczność krzywych w czasie.

    Z kolei co do argumentu o zmianie krzywej podaży w długim okresie, to pomija on fakt, że krzywa dotyczy tylko tych producentów, którzy pozostają nimi w długim okresie. A co z tymi, których wzrost kosztów zmusi do zaprzestania produkcji? Aha, oni z definicji przestają być producentami, więc nie uwzględniamy ich w analizie?

    Pozdrawiam

  12. W pełni zgadzam się z Mateuszem. Ekonomia mainstreamowa ma bardzo dobre narzędzie do analizowania podatków – wspomniany trójkąt Harbergera. Moim zdaniem narzędzie to dostarcza znacznie bardziej przekonujących argumentów przeciwko podnoszeniu podatków niż ezoteryka Hoppego. Bo poza nieszczęsnym fragmentem z „Economisc of taxation”, to komentarz bardzo trafny.

  13. @sebastian:

    1. Analiza Harbergera nie zakłada konkurencji doskonałej, mówi o bezpowrotnej stracie społecznej z tytułu opodatkowania i rozkładzie ciężaru tej straty i samego podatku. Jeśli dołożyć do tego założenie, że w długim okresie produkcja jest bardzo elastyczna (muszą wyrównać się stopy zwrotu), to wniosek jest taki, jaki przedstawiłem – podatek obciąży nadwyżkę konsumenta. W krótkim okresie, gdy podaż jest mniej elastyczna, podział opodatkowania będzie inny.

    2. To, czy krzywa popytu przesuwa się w lewo, czy w górę, nie jest bez znaczenia. Przesuwanie się w górę często można przedstawić jako przesunięcie w lewo, gdyż zmiana cen pociąga też zmianę ilości. Ale „góra/dół” – to są zmiany cen; „lewo/prawo” – zmiany ilości. Sztywna podaż to inaczej „ilość oferowana nie zależy od zmiany cen”. Ilość oferowana naturalnie może się zmieniać w zależności od ilości oferowanej. Ale z definicji sztywna podaż nie zależy od zmiany cen. Polecam po prostu zajrzeć do podręcznika.

    3. Owszem, zauważyłem i co więcej, dwa razy to podkreślałem. Przeczytaj jeszcze raz moje komentarze. Popyt na branżę/gałąź zwykle jest nieelastyczny, na pojedynczego producenta – elastyczny. Zatem opodatkowanie całej branży raczej obciąży konsumenta. To samo można udowodnić patrząc na koszty alternatywne. A co najważniejsze – zakładamy, że popyt się nie zmienia! Jeśli chcemy rozważać wpływ podatków na strukturę i elastyczność popytu, to jest to kolejny temat.

  14. 1. „Analiza Harbergera nie zakłada konkurencji doskonałej”

    A jednak w samym linku, który podałeś jest napisane, że zakłada. Ale mniejsza o to.

    Strata, o której traktuje trójkąt Harbergera to strata użyteczności, po „zakładanej” podwyżce cen. Tego Hoppe nie kwestionuje.

    Jednak po dłuższej obserwacji modelu, (http://pl.wikipedia.org/wiki/Trójkąt_Harbergera) istotnie dowodzi on, że krzywa popytu ma wpływ na to, w kogo bardziej uderza podatek. Jednak nie ma w nim znaczenia elastyczność podaży. W modelu następuje przesunięcie krzywej podaży w górę. W przypadku sztywnej podaży, krzywa przesunęłaby się w lewo ( z pozycji B-oś q do pozycji E – oś q) efekt byłby identyczny. Istotny jest tylko ruch ceny z B do E.

    2”2. To, czy krzywa popytu przesuwa się w lewo, czy w górę, nie jest bez znaczenia. Przesuwanie się w górę często można przedstawić jako przesunięcie w lewo, gdyż zmiana cen pociąga też zmianę ilości. Ale “góra/dół” – to są zmiany cen; “lewo/prawo” – zmiany ilości. Sztywna podaż to inaczej “ilość oferowana nie zależy od zmiany cen”. Ilość oferowana naturalnie może się zmieniać w zależności od ilości oferowanej. Ale z definicji sztywna podaż nie zależy od zmiany cen. Polecam po prostu zajrzeć do podręcznika.”

    Widzę, że się nie rozumiemy. Piszesz o ruchach punktów po osiach układu współrzędnych, a mnie chodziło o przesunięcia krzywej, takie, o których pisze Hoppe w przytoczonym przez Ciebie Mateuszu cytacie w poście 7, oraz takie, jak widać w podręczniku Czarnego i Rapackiego „Podstawy Ekonomii” na stronie 500. Mamy tam przesunięcie krzywej sztywnej zagregowanej podaży w prawo. Co więcej, masz rację, że nie zależy ono od zmiany cen, ale gdzie ja pisałem, że zależy? Chodziło mi o to, że efektem wprowadzenia podatku będzie przesunięcie się nawet całkowicie sztywnej krzywej podaży w lewo(jak pisze Hoppe), co odbije się na wzroście cen.

  15. Ten pana artykul mozna „podpiac pod ,,,kazdy kraj na ziemi (oczywiscie zmieniajac dane-liczby)a to dlatego ,ze krzyzys ogarnal caly swiat,
    i n i e s t e t y,caly swiat za to zaplaci.
    Czy chce pan moze mi pokazac j e d e n,,,kraj co zyje bez podatku?,albo majac podatki n i g d y nie,nastepuje ich wzrost?
    Wiec pisanie takie jak pana nazwe pisaniem „pod publiczke’ obliczone na nierozgarnietych czytelnikow,z klapkami na oczach.

  16. @Yan Howah
    non sequitur – to ze wszystkie kraje maja podatki nie znaczy ze ten tekst pisany jest „pod publiczke”.
    ad hominem – zamiast krytykowac motywy pisania tego artykulu powinien skupic sie pan na krytyce jego zawartosci
    Co wiecej w zaleznosci od definicji pojecia „podatki” mozna argumentowac ze nie zawsze ida one w gore oraz ze w niektorych krajach niektore formy „podatkow” nie istnieja w ogole.

  17. Mateuszu – rozmawiałem z Jackiem (‚sebastian’) i sądzę, że Hoppe jest do obrony, jeśli wyjdzie się poza ekonomię neoklasyczną. Hoppe po prostu pomija kwestię podażową, ponieważ przesuwanie neoklasycznych krzywych podaży nie narusza całości wywodu i rozumowania.
    Argumentację zdążę napisać…pewnie dopiero na LSA.

    @15 – Interesujące, jaki kryzys?
    Kraje bez podatów: kilka krajów arabskich, których rządy utrzymują się z monopolu na ropę i opłat od zagranicznych koncernów za wydobycie.
    Kraje, gdzie nie następuje obecnie wzrost podatków: większość na świecie.
    Nigdy nie następuje wzrost: jaki okres mam wziąc pod uwagę?
    Jak powinien brzmieć zatem artykuł o podwyżkach podatku VAT nie pod publiczkę, dla rozgarniętych czytelników o szerokich horyzontach?

  18. Apropo podatków: „M. Faraday, genialny fizyk-samouk skonstruował pierwszy na świecie ręczny generator prądu (dynamo), lecz był zbyt pochłonięty odkrywaniem nowych faktów, by znaleźć praktyczne zastosowanie dla swojego wynalazku. W 1832 roku laboratorium Faradaya odwiedził brytyjski premier, a gdy zapytał do czego miałoby służyć owo urządzenie, Faraday miał odpowiedzieć „nie wiem, ale idę o zakład, że kiedyś pański rząd obłoży je podatkiem”. Rzeczywiście, podatek od wytwarzania elektryczności wprowadzono w 1880 roku.”

  19. @sebastian:

    Wikipedia nie jest ostatecznym źródłem informacji o ekonomii, o czym łatwo się przekonać szukając info o ekonomistach austriackich. Częstynm punktem odniesienia jest równowaga konkurencji doskonałej (z racji jej „efektywności w sensie Pareto”) natomiast trójkąt Harbergera można użyć dla każdego rynku.
    Tak samo, jeśli na wikipedii nie jest wspomniana krzywa podaży, nie znaczy, że nie jest równie istotna jak popyt.

    Ruch w lewo krzywej podaży oznacza, że zmiana wpływa na ilość oferowaną w sposób skokowy,. W przypadku nałożenia podatków producent („sztywnopodażowy”) będzie (powiedzmy…) próbował podnieść cenę by „przerzucić podatek”. Nie zmieni to jednak równowagi rynkowej. Koniec kropka.

    O ile nie popełniłem błędu, Hoppe pod żadnym względem nie jest do obrony:
    – pominięcie kwestii dostosowań podaży całkowicie zmienia wnioski z analizy Hoppe’go
    – analiza elastyczności popytu jest trywialnie błędna (jesli moja interpretacja jego tekstu jest poprawna, a wszystko wskazuje na to, że tak)

    Z przyjemnością dokończę polemikę na LSA 🙂

  20. Tu nie chodzi o to czy konkurencja jest doskonała czy nie lecz o to, że autor pomija ją całkowicie.
    I analizuje jedynie sytuację monopolisty który faktycznie kształtuje cenę swoich produktów na dowolnym poziomie takim, żeby uzyskać optimum zysków.
    Ale żeby na tej podstawie formułowali swoje wnioski ludzie mający Misesa za jakiś autorytet?
    Proponuję przemyśleć słowa Mateusza Machaja ze wstępu do książeczki Rothbarda „Co rząd zrobił z naszym pieniądzem” „Miejsce filozofii zajęły statystyka, ekonometria, matematyka i inne narzędzia nie przyjmujące wolności jako fundamentalnego założenia ekonomii”
    Następnie podnieść głowy znad książek i zerknąć chociażby na allegro i zastanowić się co wpływa na poziom cen towarów tam sprzedawanych.

    A że całość opodatkowania jest przenoszona na konsumenta to jest fakt, przynajmniej w gospodarkach wolnorynkowych, w socjalistycznych nie mam pojęcia te zwalczam.

  21. Z Mateuszem W. nie zgodziliśmy się co do sporej liczby punktów krytyki, ale było i tak ciekawie 🙂

    @20 Co do ponoszenia całości opodatkowania przez konsumenta, to jest to popularna koncepcja, wynikająca chyba z odmiennego rozumienia znaczenia niektórych słów. Jeśli faktycznie ja jako konsument mogę ponieść cały ciężar opodatkowania, to oznacza to zwiększenie pracy jaką wykonam jako producent, dla zaspokojenia wyższych roszczeń podatkowych (absolutnie dominujący efekt dochodowy). Oh wait, znów mówimy o produkcji! Zatem może tak: Jeśli faktycznie ja jako konsument mogę ponieść cały ciężar opodatkowania, to oznacza, że nie jestem producentem i utrzymuje mnie „społeczeństwo” (albo jeśli jestem dzieckiem, starcem, chorym, to korzystam z pomocy rodziny czy dobroczynności). Zatem to ktoś dostarcza mi środków na konsumpcję. Skoro to ja mam ponieść ciężar opodatkowania, to albo dostanę mniej, albo zapłacę więcej – w obu przypadkach moja konsumpcja będzie niższa/gorsza i (co szalenie ważne) nie poczynię żadnych oszczędności poprzez moją niższą konsumpcję. Skoro obracamy się już w tych klimatach, to prawdopodobnie spowoduje to podwyżkę stopy procentowej, co spowoduje wyższe dyskontowanie na każdym z etapów produkcji, co spowoduje niższą specjalizację produkcji, względną obniżkę złożoności procesów, pogroszenie jakości produkcji.Oh wait, znów ta wredna produkcja.
    W dodatku Rothbard też uważa, że podatku uderzają w produkcję. Zerkanie na allegro też prowadzi do tych samych wniosków.
    To co, może socjalizm zmieni prawa ekonomii?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy