Carden: Dlaczego płace w krajach rozwijających się są tak niskie?

31 sierpnia 2010 Ekonomia pracy i demografia komentarze: 12

Autor: Art Carden
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Daniel Głowiński
Wersja PDF

Niskie płace w krajach rozwijających się są ponoć jednym z głównych grzechów światowego kapitalizmu. Jednak niewielu ludzi zastanawia się, czemu płace w krajach rozwijających się są tak niskie.

Bryan Caplan w swojej książce The Myth of the Rational Voter proponuje interesujący eksperyment myślowy, w którym sugeruje, że ludzie domyślnie akceptują wyniki konkurencji rynkowej. Caplan zadaje pytanie, czy ci, którzy krytykują firmy za płacenie niskich pensji w krajach rozwijających się, uważają, że mogliby się szybko wzbogacić inwestując swoje środki w zagraniczne  przedsiębiorstwa, w szczególności w te działające w biednych krajach. W końcu jeśli pracownicy w krajach rozwijających się są zbyt nisko opłacani i wykorzystywani, to biznesmen, który szukałby zysku, mógłby natychmiast zacząć zarabiać, zatrudniając tych pracowników we własnym przedsiębiorstwie za nieco większą pensję.

Jeśli ludzie nie chcą skorzystać z takiej okazji,  oznacza to, że domyślnie akceptują tragiczny, lecz prawdziwy fakt, iż pracownicy w krajach rozwijających się nie są zbyt produktywni. W takim wypadku niewielkie płace nie są spowodowane chciwością międzynarodowych korporacji, ale niską produktywnością pracowników. Dla tych, którzy troszczą się o los biednych, zasadniczą kwestią nie jest to „w jaki sposób przekonać (lub zmusić) międzynarodowe korporacje, aby płaciły więcej” ale „jak możemy poprawić wydajność pracowników w najbiedniejszych krajach świata?”.

W tym wypadku istnieje możliwość poprawy i ta poprawa powinna pojawić się dzięki instytucjom strzegącym własności prywatnej i dotrzymywania umów w biednych krajach. Nie mam dokładnej wiedzy na temat kultury czy warunków lokalnych, aby wiedzieć, jak dokładnie instytucje te wyewoluują, ale świadomi społecznie inwestorzy lub aktywiści powinni próbować wspierać rozwój instytucji, których zadaniem byłoby ograniczanie przymusu i oszustw.

Wystarczy powiedzieć, że strategia blokowania inwestycji zagranicznych jest w najlepszym wypadku nieefektywna, a w najgorszym szkodliwa. Mógłbym nawet przyjąć założenie, że światowe rynki pracy są raczej monopsonistyczne [jest to rodzaj rynku, na którym istnieje tylko jeden kupujący — przypis tłumacza] niż konkurencyjne, ale przepływ międzynarodowego kapitału sugeruje, iż nie jest to prawdą.

Podczas badań nad płacami i warunkami pracy w krajach rozwijających się ekonomiści Benjamin Powell i David Skarbek odkryli, że fabryki odzieżowe z  biednych krajów wyszydzane przez bogatych mieszkańców zachodu jako rzekomo wyzyskujące pracowników, oferują wyższe płace oraz lepsze warunki pracy niż konkurencyjne firmy działające na tym samym obszarze. W takim razie ludzie w krajach rozwijających się potrzebują raczej więcej takich wytwórni niż mniej.

Wielu ludzi opowiada się za wolnym handlem i jednoczesnym podwyższeniem standardów ochrony środowiska. Dzięki temu wyzysk pracowników w biednych krajach ma się skończyć, a ich środowisko będzie odpowiednio chronione przed gospodarką rabunkową. Jednakże przy takich regulacjach biedni pracownicy tracą swoją konkurencyjność, spadają ich potencjalne zyski z handlu, a część ludzi zmuszona jest do szukania pracy na czarnym rynku bądź do zajęcia się prostytucją lub zbieraniem śmieci.

Regulacje nie zmienią produktywności ubogich pracowników. Zmienią one tylko motywacje inwestorów i prawdopodobnie będą miały one jakieś niepożądane konsekwencje. Regulacje środowiskowe oraz uciążliwe prawa pracy zmienią bodźce inwestycyjne w taki sposób, iż zwiększy się opłacalność omijania tych regulacji, przechylając równowagę konkurencyjności na stronę tych z mniejszymi skrupułami.

Ludzie mogą odpowiedzieć, że „nawet jeśli jest to prawda, to czy bogate korporacje międzynarodowe nie mogą pozwolić sobie na płacenie większych stawek? Czy to nie oburzające, że dyrektorzy korporacji zarabiają miliony, podczas gdy ich pracownicy w biednych krajach zarabiają zaledwie kilka centów na godzinę?”.

Czy jest to smutne? Tak. Czy jest to oburzające? Nie. Czy firmy są w stanie płacić więcej? Znowu odpowiedź brzmi: „nie”. Przedsiębiorstwa mogą płacić powyżej  płacy rynkowej tylko na krótką metę, ponieważ oprócz tego, że działają one na konkurencyjnym rynku pracy, operują one również na konkurencyjnych rynkach kapitałowych i towarowych. Firma, która poświęca zyski, aby płacić wyższe pensje, zmniejszy swoją zdolność generowania zysku, przyciągnięcia kapitału czy rozwoju w przyszłości. Na krótką metę możemy polepszyć standard życia niektórym ludziom. Jednak w dłuższym okresie kosztem tego złudnego dobrobytu jest zwiększenie się ubóstwa w przyszłości.

Obecny kryzys, z którym zmagają się amerykańscy producenci samochodów, dostarcza bardzo użytecznego, ale i tragicznego dowodu na wysuniętą przeze mnie tezę. Koncerny samochodowe mogły przez lata płacić niektórym pracownikom związkowe stawki razem z dodatkami, co ograniczyło ich zdolność do dalszego rozwoju. Przez ten czas zostali oni prześcignięci przez konkurencję, która nie była obciążona tymi dodatkowymi kosztami. Jak się okazuje, teraz nie ma już nic do rozgrabienia.

Kiedy rozpatrujemy decyzje o produkcji podejmowane przez firmy, płace nie są rzeczą najważniejszą. Przedsiębiorstwa będą inwestować w czynniki produkcji — „w niewykwalifikowanych pracowników” oraz w „wykwalifikowaną siłę roboczą” — dopóki proporcje produktu krańcowego czynników produkcji w stosunku do ich cen nie będą równe dla wszystkich czynników. Jeśli amerykański pracownik zarabia 30 dolarów na godzinę, a chiński pracownik dostaje tylko jednego dolara na godzinę, to nie jest to wystarczające samo w sobie, aby wykazać, iż inwestowanie w Chinach jest bardziej opłacalne. Jeśli amerykański pracownik potrafi wyprodukować w ciągu godziny 120 jednostek, gdy w tym samym czasie chiński pracownik może wyprodukować tylko dwie jednostki, wtedy to produkcja w USA okazuje się  tańsza. Każda jednostka produkowana w USA kosztuje 25 centów, podczas gdy koszt jednej jednostki produkowanej w Chinach wynosi 50 centów.

Twierdzenie, że integrujący i rozszerzający się światowy rynek wykorzystuje biednych, jest mitem niepotrzebnie powodującym niedolę, której można by uniknąć. Próby spowolnienia postępu globalnego kapitalizmu nie są rozwiązaniem. Rozwiązanie leży we wspieraniu instytucji, dzięki którym ubodzy tego świata mogą zwiększyć swoją wydajność.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Art Carden

Art Carden jest pracownikiem naukowym w American Institute for Economic Research. Jest również profesorem nadzwyczajnym ekonomii na Uniwersytecie Samforda w Birmingham, AL oraz analitykiem w Independent Institute.

Pozostałe wpisy autora:

12 Komentarze “Carden: Dlaczego płace w krajach rozwijających się są tak niskie?

  1. Autor chyba (niepotrzebnie) zabrnął w ślepą uliczkę i nieco myli porządki. Jednym z (ale niejedynym i nie najważniejszym) powodów relatywnie niskich płac w tzw. krajach rozwijających się jest oczywiście niższa produktywność (choć Chinczyk klejący trampki wydaje się lepszy od leniwego Francuza). Ale czy dominującym nie jest inny czynnik? Np. popyt na zatrudnienie ze strony…..pracowników? Prowokacyjnie można powiedzieć, że pracownik w kraju często zniszczonym konfliktami, zapóźnionym i uniemożliwiającym akumulację kapitału często przez wieki – wyżej ceni samo zatrudnienie niż płacę. Tym samym jego wymagania są mniejsze. I tu dochodzi do gry rynkowej pomiędzy „złymi” korporacjami i milionami pracowników, którzy tak wzruszają dobrze odżywionych studentów z Europy – na początku pracowity biedak bardziej ceni stałą więź i możliwość choćby skromnej, ale konsekwentnej akumulacji kapitału, a dopiero potem przy rozwijającym się rynku podaż pracy spada, wymagania płacowe rosną (dawny grosz znaczy mniej) i następuje zmiana warunków.

  2. ad 1
    Popyt na pracę zależy od spekulacji dotyczących krańcowej produktywności pracy. Chęć pracy za daną stawkę to podaż pracy. Jeśli wzrośnie produktywność to nawet przy dużej podaży stawki plac wzrosną.

  3. Dlaczego pracodacwa miałby podnosić stawki płac przy dużej podaży pracy? Jest to jego dodatkowy zysk. Za niską kwotę wyjściową i tak znajdzie chętnych do pracy. Sytuacja może ulec zmianie dopiero przy niedoborze pracowników

  4. Czemu w ogóle nie bierzecie pod uwagę czynników społeczno-politycznych takich jak obecność i pozycja związków zawodowych czy zwykła możliwość pracownika do dochodzenia swych praw w sądzie?
    Tak się składa, że tam gdzie praca jest bardzo tania władza trzyma z biznesem. W Chinach państwowa milicja i ub pilnuje aby ludzie nie buntowali się.
    Czystego wolnego rynku pracy nie ma chyba nigdzie. Chińczyk jest 10x bardziej produktywny od Francuza, a zakłady w Chinach to już nie manufaktury.
    Pozdrowienia Mergiel

  5. ad Cezary Bialik
    Bo istnieje konkurencja.
    ad Mergiel
    Myślę, że twoje zarzuty są nieuczciwe. Carden wyraźnie pisze: „w tym wypadku istnieje możliwość poprawy i ta poprawa powinna pojawić się dzięki instytucjom strzegącym własności prywatnej i dotrzymywania umów w biednych krajach”. Przestrzeganie umów o pracę jak najbardziej się w to wlicza. Skąd wiesz, że Chińczyk jest 10 razy bardziej produktywny od Francuza? Sądzę, że wbrew pozorom bliższe prawdy jest twierdzenie odwrotne. Wydaje mi się, że mylisz fizyczną uciążliwość pracy, jaką są w stanie znieść chińscy pracownicy, z dochodem, jakiego przedsiębiorca spodziewa się z zatrudnienia kolejnego pracownika (marginalną produktywnością pracy), o której mowa jest w artykule. Związki zawodowe mogą wynegocjować wyższe płace, ale będzie się to wiązało z utratą pracy przez krańcowych pracowników.

  6. Ad MB
    „Skąd wiesz, że Chińczyk jest 10 razy bardziej produktywny od Francuza?”
    Bo już chyba Napoleon mawiał, że wojny się wygrywa pustymi brzuchami.
    Chińczyk musi się starać bo będzie przymierał głodem, a Francuzowi co najwyżej obniży się stopa.
    Poza tym ten kto studiował w towarzystwie skośnookich ten widział jak potrafią pracować.
    Gdyby Chińczycy byli mniej wydajni od Europejczyków mało kto by przenosił tam produkcję.
    Co obywatelowi po przestrzeganiu umów, jeżeli on podpisze każdą, bo innej mu nie przedstawią, wszyscy pracodawcy mają podobne, a wyjechać nie może bo mu państwo nie pozwala? Sekretarz jedynej słusznej organizacji partyjnej baluje przecież nie z nim tylko z szefami firm. U nas mieliśmy namiastkę tego w postaci spółek nomenklaturowych w PRL, teraz wyobraź sobie taką spółkę jak KGCHM,Orlen,kopalnie i jeszcze coś tam razem wzięte i to wszystko w jednej prowincji i największy pracodawca. Zawojujesz coś?
    Pozdrowienia Mergiel

  7. ad Mergiel
    Oj, dalej o czymś innym mówimy. Jestem w stanie się zgodzić z tym, że Chińczycy są ‚bardziej pracowici’ a kosztem alternatywnym dla pracy zarobkowej jest w Chinach często przymieranie głodem. Nie znaczy to jednak, że zatrudnienie Chińczyka wiąże się z wyższym krańcowym przychodem. Wyposażenie kapitałowe jest tam przeciętnie ciągle znacznie niższe niż we Francji, stąd płace są wyższe w tym drugim miejscu. Nie negowałem nigdzie, że związki wielkiego biznesu z rządem mogą zakłócić procesy rynkowe i wpłynąć na to, że płace będą niższe niż na wolnym rynku. Tu zgoda pełna. Nie wiem na ile efektywna jest ta współpraca biznesu i rządu w Chinach, nie znam statystyk dotyczących liczby przedsiębiorstw tamże, prawnych barier wejścia na rynek, ograniczeń w możliwościach migracji ludności. Jeśli takie bariery istnieją, to rynkowe kształtowanie się płac jest zaburzone i mogą one być gdzieniegdzie niższe, niż byłyby na wolnym rynku. Dalej jednak nie widzę, gdzie niby Carden miałby się mylić lub czego nie widzieć, twierdząc, że płace zależą od krańcowej produktywności (w ekonomicznym rozumieniu), która zależy od wyposażenia kapitałowego, którego wzrost najskuteczniej zapewniony jest wprowadzeniem systemu prywatnej własności i swobody umów w ramach tej własności.

  8. Ad MB
    Jak ktoś przenosi linię produkcyjną z Francji do Chin to nie staje się ona nagle manufakturą, tylko dalej jest to ta sama albo jeszcze unowocześniona linia produkcyjna, przy której robotnik chiński otrzymuje znacznie niższe wynagrodzenie niż francuski, przy takiej samej wydajności pracy, bo inaczej te przenosiny nie miały by sensu, przy obecnych kosztach transportu. Przecież produkt chiński jest często ponad dwukrotnie tańszy niż europejski. Ja często kupuję elektronarzędzia chińskie, to nie jest ręczna robota tylko obrabiarek cyfrowych. Twierdzenie, że płace zależą od krańcowej produktywności jest prawdziwe w całości tylko w warunkach wolnego rynku. W rzeczywistości jest różnie.
    Pozdrowienia Mergiel

  9. ad Mergiel
    Przenoszą produkcję, bo tam zarobki kapitalistów są wyższe. Zarobkiem kapitalistów jest procent, wynagrodzenie za oszczędzanie. W Chinach kapitał jest relatywnie rzadszy niż we Francji toć i procent jest wyższy. Płace (poza socjalizmem) zawsze zależą od krańcowej produktywności, z tym, że jest to pewna tendencja. Płace byłyby równe zdyskontowanym krańcowym przychodom w jakimś stanie równowagi. Konkurencja sprawia, że płace zmierzają w tym kierunku, choć powiedzieć, że są zawsze równe krańcowej produktywności, byłoby pewnym nadużyciem, czymś w rodzaju myślenia o doskonałej konkurencji.

  10. Ad MB
    „Zarobkiem kapitalistów jest procent, wynagrodzenie za oszczędzanie” ale ten zarobek w którymś momencie i tak zależy od tego ile bierze za wkręcenie śrubki czy złożenie układu scalonego robotnik i ile jest ich w stanie zrobić na godzinę.
    „Konkurencja sprawia, że płace zmierzają w tym kierunku”
    Właśnie chodzi o to, że warunki społeczno-polityczne sprawiają, że tej konkurencji w pewnych krajach nie ma i trudno się więc dziwić, że są tacy którzy to wykorzystują.Nie ma też swobodnego przepływu siły roboczej pomiędzy Chinami i Europą. Prezentowane w tekście twierdzenia są prawdziwe ale w warunkach laboratoryjnych, idealnych i obawiam się, że są wykorzystywane do uspokojenia sumień lub wpływania na opinię publiczną. Ja nie kwestionuję austriackiej myśli ekonomicznej ale nie można zawężać problemu.
    Pozdrowienia Mergiel

  11. @MB, czyli jeśli krańcowa produktywność Chińczyka i Francuza zrównała się, teoretycznie powinni mieć taką samą pensję?

  12. Ja przypominam, że na w FOXCONN przez ostatnie 3 lata płace wzrosły z 400 rmb do 900 rmb a już jest prawie pewne, że będzie to 1200 rmb
    Nawet jeśli ci ludzie zarabiają w przeliczeniu na Euro po 120 – 150 euro to przypominam, że zjedzenie czegoś sensownego w takich miejscach to 6-10 rmb u nas 20-30 PLN czyli 1 euro do 8 euro :+)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *