Wywiad z Janem Iwanikiem dla mojeopinie.pl nt. systemu emerytalnego w Polsce

4 września 2010 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 6

Rozmowa Pawła Bernaciaka z Janem Iwanikiem, ekspertem Instytutu Misesa na temat reformy systemu emerytalnego w Polsce została opublikowana w serwisie mojeopinie.pl 28.08.2010.

1.Czy należy zmienić system emerytalny obowiązujący obecnie w Polsce? Jeśli tak to jak tego dokonać ?

Podstawowym problemem systemu emerytalnego w Polsce jest jego obowiązkowość. Przymus uczestnictwa w powszechnym systemie emerytalnym narusza wolność jednostek do dysponowania wypracowanym przez siebie majątkiem, bo zmusza do oszczędzania jego części w określony sposób. W moim przekonaniu najwyższym celem politycznym jest wolność jednostek i dlatego należy znieść przymusowość uczestnictwa w systemie emerytalnym i przymusowość finansowania go.

Z perspektywy technicznej, obecny system emerytalny w Polsce jest mieszaniną systemu pokoleniowego (ZUS, KRUS, FUS) i kapitałowego (OFE). W praktyce oznacza to, że łączy on wady obu rozwiązań: sam się nie finansuje, niesprawiedliwe obciąża młodych kosztem utrzymania starszych, jest narzędziem przymusowej redystrybucji pomiędzy poszczególnymi grupami zawodowymi, a na dodatek jest skomplikowany i kosztowny.

Nie jestem pewien czy w demokracji, przy jednocześnie niskim poziomie świadomości szkodliwości przymusowych kolektywnych rozwiązań, da się radykalnie zreformować redystrybucyjny system ubezpieczeń społecznych. Przypuszczam, że aby taka reforma była możliwa trzeba najpierw podnieść świadomość ludzi. Alternatywnym rozwiązaniem jest czekanie na bankructwo systemu.

Drobne zmiany w systemie są natomiast możliwe i powinny zmierzać w kierunku jego minimalizacji. Na przykład do ograniczenia obowiązkowości systemu tylko do świadczeń minimalnych.

2.Jak Pan zatem ocenia pomysły zmian w emeryturach, które ostatnio pojawiają się wśród członków rządu?

Trójka ministrów Rostowski-Pawlak-Fedak proponuje przesunięcie części środków z kapitałowej do pokoleniowej części systemu. Ten pomysł samodzielnie i nieskutecznie minister Rostowski zgłaszał już w listopadzie 2009.

System kapitałowy działa tak, że płacone do niego składki inwestowane są w imieniu ubezpieczonych. Około połowy tych inwestycji to pożyczki przymusowo udzielane skarbowi państwa w postaci obligacji skarbowych. Te pieniądze stoją do natychmiastowej dyspozycji ministra finansów.

Dla ministra finansów system taki ma poważną wadę. Pieniądze pożyczane od OFE są dobrze udokumentowane poprzez obligacje skarbowe i z tego powodu powiększają udokumentowany deficyt publiczny. Z pieniędzmi pożyczanymi od ZUS nie ma takich ceregieli. Większe wpływy do ZUS można wydać natychmiast (odpowiednio zmniejszając dotacje do FUS), a zaciągnięty wobec ubezpieczonych dług z konkretnej sumy figurującej w budżecie państwa zamienia się w mgliste „zobowiązanie społeczne”.

Ze względu na naturę proponowanych zmian, które są próbą ukrycia rosnącego zadłużenia państwa, propozycje ministrów Rostowski-Pawlak-Fedak należy odrzucić.

Nieco przewrotnie pomysł zawiera jednak jeden dobry element. Jest to umożliwienie uczestnikom systemu kapitałowego wycofanie swoich wkładów i przeznaczenie ich na dowolny cel. Ta propozycja jest dobra, bo zmniejsza stopień przymusowości systemu emerytalnego. To samo warto by było zrobić także z „wkładami” w systemie pokoleniowym.

 

3. Czyli jest Pan całkowitym przeciwnikiem przymusowych systemów ubezpieczeń?

Przymusowość systemów ubezpieczeń emerytalnych wynika w dużej mierze z przekonania, że niektórzy ludzie są zbyt nieodpowiedzialni, by samodzielnie i dobrowolnie zadbać o swój długofalowy interes. Nie przymuszenie ich do oszczędzania sprawi, że nie będą mieli wystarczających środków na starość. Istnieje też zagrożenie, że ciężar utrzymania tych ubogich spadnie na resztę społeczeństwa.

Ten argument jest jednak błędny jeśli uznać, że życie w wolnym społeczeństwie, odrzucającym przemoc jako sposób rozwiązywania problemów, ma wyższą wartość niż podniesienie finansowego bezpieczeństwa seniorów.

Ludzie, którzy uznają prawo seniorów do „godnego życia” za wartość ważniejszą od wolności i rezygnacji z przemocy, powinni sami dobrowolnie składać się na finansowanie swojej wizji, a nie narzucać ją osobom, dla które nie akceptują tego systemu wartości,

4. Czy nie obawia się Pan jednak, że w Polsce przy niskich płacach, wiele ludzi w ogóle nie oszczędzałoby na swoją emeryturę?

Zniesienie obowiązku ubezpieczeń spowodowałoby, że ludzie zarabialiby więcej, bo praca nie byłaby obciążona podatkiem emerytalnym. Ten mechanizm jest niezależny od poziomu zarobków. Tę właśnie nadwyżkę każdy mógłby zaoszczędzić na emeryturę, gdyby miał taką ochotę. Mógłby też ją wydać, gdyby to mu bardziej odpowiadało.

Usunięcie klina podatkowego spowodowałoby też spadek bezrobocia, a więc poprawiłoby sytuację finansową osób o najniższych – zerowych – płacach.

5 Czy należy podnieść w Polsce wiek emerytalny?

Polski system emerytalny wymaga zmian bardziej radykalnych niż podniesienie wieku emerytalnego. Jednak jeśli inne zmiany nie byłyby możliwe, to podniesienie wieku emerytalnego, bez korekty wysokości świadczeń, jest najprostszym sposobem zmniejszenia deficytu FUS i KRUS.

Samo istnienie przymusowego wieku emerytalnego jest niepotrzebne i szkodliwe. Dlaczego dorosły i świadomy obywatel nie ma prawa przejść na bardzo wczesną i bardzo niską emeryturę, na przykład w wieku 35 lat, jeśli ma na to ochotę? Albo dlaczego nie miałby pracować do 80 roku życia jeśli jemu i jego pracodawcy to odpowiada? Zarówno system kapitałowy jak i pokoleniowy powinny dawać taką możliwość. Oczywiście świadczenia powinny być wypłacane w odwrotnej proporcji do oczekiwanej dalszej długości życia.

W pewnych przypadkach, np. osób śmiertelnie chorych, które nie mają szansy dożycia 65 roku życia, istnienie minimalnego wieku emerytalnego sprawia, że nigdy nie będą one miały dostępu do własnych oszczędności emerytalnych. Takie rozwiązanie wydaje mi się niehumanitarne.

Warto też pamiętać, że wiek emerytalny w Polsce nie zmienił się od dekad, choć średnie dalsze trwanie życia 65-latka przedłuża się z roku na rok. Oznacza to, że system emerytalny w coraz większym stopniu staje się system długotrwałych wakacji dla seniorów będących w stanie pracować zawodowo jeszcze przez wiele lat.

6. Co Pan sądzi o przywilejach emerytalnych takich grup zawodowych jak: pracownicy służb mundurowych, sędziowie, górnicy?

Do listy tej należy dodać oczywiście rolników.

W zróżnicowaniu świadczeń dla różnych grup zawodowych nie ma nic złego. Bez działających mechanizmów rynkowych trudno jest powiedzieć, jaki dokładnie stopień zróżnicowania świadczeń emerytalnych najbardziej odpowiada społeczeństwu. Można jednak przyjąć, że przedstawiciele różnych zawodów mają różne preferencje czasowe oraz preferują różne struktury świadczeń. Różne świadczenia emerytalne mają jednak różny koszt. Gdyby poszczególne grupy zawodowe miały swoje własne, niesubsydiowane, lub nawet subsydiowane, ale w równym stopniu, systemy emerytalne, to zróżnicowanie świadczeń byłoby na miejscu.

Problemem polega na tym, że nie-rolnicy i nie-górnicy są przymuszani do finansowania świadczeń rolników i górników (i innych politycznie silnych grup). Na przykład do każdego 1000 PLN rolniczej emerytury pracujący podatnik dopłaca 700 PLN podczas gdy do każdego 1000 PLN nierolniczej emerytury dopłaca „tylko” 70 PLN. Oznacza to, że każdy rolnik, gdy przejdzie na emeryturę, otrzymuje z nie-rolniczej puli emerytalnej 630 PLN na każde 1000 PLN swojej emerytury.

Takie między-zawodowe subsydia to zalegalizowany rabunek jednej grupy zawodowej przez inną i dlatego należy je wyeliminować. Najlepszym sposobem byłoby obniżenie składek grup subsydiujących do poziomu, przy którym poziom średniego dofinansowania na jednego emeryta wyrównuje się pomiędzy poszczególnymi grupami zawodowymi.

7. Wiele mówi się na temat wysokości naszych przyszłych świadczeń emerytalnych. Czy rzeczywiście musimy się obawiać niskich emerytur?

 

 

Nie da się łatwo przejść z systemu pokoleniowego do systemu kapitałowego, a taką właśnie próbę podjęli twórcy reformy z 1999 roku. Mimo, że dzisiejszy system kapitałowy jest tylko cząstkowy (większość pieniędzy nadal zbiera ZUS), dzisiejsi składkowicze mają wyjątkowo ciężko. Muszą jednocześnie oszczędzać na własną starość (OFE) i płacić świadczenia dzisiejszym emerytom (ZUS). Są więc obciążeni podwójnie.

Taka sytuacja musi doprowadzić do zwiększenia składek (zamiennie: podatków, zadłużenia państwa) albo do zmniejszenia świadczeń ZUS. Który scenariusz jest najbardziej prawdopodobny to pytanie z dziedziny teorii politycznej. Osobiście, tak jak minister Rostowski, obstawiam, że będzie to zwiększenie nieudokumentowanego zadłużenia.

Nie potrafię natomiast przewidzieć, co będzie z systemem emerytalnym za 30 lat. Fakt, że system emerytalny jest w katastroficznej sytuacji finansowej nie musi koniecznie być zmartwieniem dla emerytów. W demokracji każda zwarta grupa interesu może przez całe pokolenia żyć na koszt reszty społeczeństwa.

Emeryci są taką grupą. Przymusowy transfer zasobów od ludzi młodych do ludzi starszych może trwać stulecia, a nawet się pogłębiać. Można przecież wydawać jeszcze mniej na sądy, edukację, opiekę medyczną i wojsko, a pieniądze te kierować do ZUS. Starzenie się społeczeństwa w pewnym stopniu zmniejszy zyskowność tego procederu, bo będzie mniej zasobów do przekazania emerytom. Nie oznacza to jednak, że ciężar nakładany na młodych się zmniejszy. Raczej będzie odwrotnie.

8. Czy istnieje jakiś łatwy sposób na podwyższenie naszych emerytur? Co sami możemy zrobić?

Istnieją tylko dwa etyczne rozwiązania: pierwszy to więcej (lub lepiej) oszczędzać. Drugi to dłużej pracować. To nie jest jednak „łatwy” sposób w tym sensie, że wymaga on wysiłku.

Łatwe jest natomiast rozwiązanie nieetyczne: wzmacniać polityczne lobby emerytów np. wspierając polityków utrwalających istniejący system.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jan Iwanik

Pozostałe wpisy autora:

6 Komentarze “Wywiad z Janem Iwanikiem dla mojeopinie.pl nt. systemu emerytalnego w Polsce

  1. Cześć Janku,
    W komentarzu do mojego artykułu http://mises.pl/blog/2010/02/23/witold-falkowskiczyzby-zgubna-pycha-rozumu/
    napisałeś:
    „Prof. Otto ma racje. Jesli nie bedzie przymusu, to wielu glupoli sie nie ubezpieczy. Mysle, ze spieranie sie o to faktycznie nie jest warte czasu pana Otto i nie ma sensu toczyc tej walki”.

    Jak to się ma do pierwszych słów Twojego wywiadu:
    „Podstawowym problemem systemu emerytalnego w Polsce jest jego obowiązkowość. Przymus uczestnictwa w powszechnym systemie emerytalnym narusza wolność jednostek do dysponowania wypracowanym przez siebie majątkiem”
    ?
    Pozdrawiam
    WF

  2. Prof. Otto ma racje w sprawie oceny sytuacji. W wielo milionowym spoelczenstwie wielu ludzi sie nie ubezpieczy lub ubezpieczy niedostatecznie.

    Troska o te najmniej przezorne osoby nie powinna jednak byc glownym zalozeniem systemu emerytalnego.

  3. „Przypuszczam, że aby taka reforma była możliwa trzeba najpierw podnieść świadomość ludzi. Alternatywnym rozwiązaniem jest czekanie na bankructwo systemu.”

    Wątpię, by to cokolwiek zmieniło. Ludzie dzisiaj wiedzą znacznie więcej niż załóżmy 2000 lat temu, a mimo to klasyczna, czy to Platońska czy Arystotelesowska krytyka demokracji jest wciąż aktualna. Nie da się stworzyć „nowego człowieka”.

  4. Pawlak miał zupełnie inny pomysł niż Fedak i Rostowski. Chciał zostawić minimalną składkę na ZUS, która zapewniłaby emeryturę na poziomie minimum socjalnego, a resztę zostawić dobrowolności i wolnemu rynkowi. Dlatego nie można go wrzucać do jegnego wora z Fedakową i Rostowskim.

    A do nierolniczych emerytur dopłacamy trochę więcej z podatków niż 7%. W 2009 roku do działalności ZUSu dopłacono z budżetu państwa 52 miliardy złotych. Na 1000 zł emerytury wyszłoby zatem około 600 zł.

  5. System emerytalny to oczywiście kolejny podatek.
    Państwo na wszystkich nakłada 50% podatek. To oczywiście daje możliwość przeżycia tym którzy zarabiają powyżej 3000PLN a stawia w bardzo trudnej sytuacji tych poniżej 3000PLN (powiedzmy na rodzinę).
    Niestety panuje przekonanie, że środki z grupy powyżej 3000 trafiają za pośrednictwem państwa do grupy poniżej 3000.
    Z tym mitem trzeba się rozprawić w pierwszej kolejności. Inaczej nic nie zmienimy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *