DiLorenzo: Nasza totalitarna biurokracja regulacyjna

20 września 2010 Interwencjonizm komentarze: 5

Autor: Thomas J. DiLorenzo
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Grzegorz Jaeger
Wersja PDF

W piątym rozdziale Drogi do zniewolenia („Planowanie i demokracja”), F. A. Hayek ostrzegł, że państwo nie musi bezpośrednio kontrolować wszystkich lub nawet większości środków produkcji, by sprawować totalitarną kontrolę nad życiem gospodarczym narodu. Przywołuje przy tym przykład Niemiec, gdzie już w 1928 r. „centralne i lokalne władze bezpośrednio kontrolują podział ponad połowy dochodu narodowego… 53 procent” (jako pierwszy dyrektor Austriackiego Instytutu Badań Cykli Koniunkturalnych, Hayek był zorientowany w takich statystykach).

Poza tym, jak napisał Hayek, sektor prywatny w Niemczech był tak mocno regulowany, że państwo kontrolowało pośrednio „prawie całe życie gospodarcze kraju”. Przez taką totalitarną kontrolę nad gospodarką Niemcy, podążając drogą do zniewolenia, stoczyły się na dno. Jak później stwierdził Hayek:

 

Trudno wówczas wskazać taki cel jednostkowy, którego realizacja nie byłaby zależna od działalności pastwa, zaś „społeczna skala wartości”, nadająca kierunek tej działalności, musi obejmować praktycznie wszystkie cele jednostek.

 

Innymi słowy, rządowa regulacja była tak wszechobecna, że dążenie do zysku, napędzane upodobaniami konsumenta, zostało w znacznej mierze zastąpione przez widzimisię biurokratów. Ludwig von Mises, w swojej książce Biurokracja, uznał to za jedną z największych wad regulacji. Im więcej czasu przedsiębiorca poświęca wypełniając nakazy i wymagania urzędników państwowych, tym mniej ma czasu na obsługiwanie swoich klientów, by osiągać zyski i pozostać na rynku.

Niektórym może się to wydać szokujące, ale współcześnie w Ameryce mamy do czynienia z większym zakresem ingerencji i kontroli działalności gospodarczej niż w faszystowskich Niemczech w 1930 r. Przede wszystkim wydatki rządowe na wszystkich szczeblach administracji stanowią około 40 procent dochodu narodowego. Liczba ta waha się z roku na rok o kilka punktów procentowych, jednak w ostatnich kilku latach pozostawała w obrębie 40 procentowego udziału. Dane te nie obejmują wszystkich pozabudżetowych agencji rządowych, które funkcjonują na federalnych, stanowych i lokalnych szczeblach władzy, co wspólnie z Jamesem Bennetem udokumentowaliśmy w naszej książce Underground Government: The Off-Budget Public Sector. Jeśli uwzględnić te agencje, wydatki publiczne stanowiłyby co najmniej 45 procent dochodu narodowego, co nie jest tak dalekie od 53 procent w nazistowskich Niemczech, o których wspominał Hayek.

Ponadto, jak George Reisman wskazał w „Micie odpowiedzialności leseferyzmu za nasz obecny kryzys”, mamy dziewięć rządowych organów wykonawczych, które mają na celu regulowanie, kontrolowanie i organizowanie budownictwa mieszkaniowego, transportu, opieki zdrowotnej, edukacji, energetyki, górnictwa, rolnictwa, pracy i handlu. Zakres regulacji obejmuje zatem praktycznie całą gospodarkę.

Według strony internetowej Białego Domu, funkcjonują też setki federalnych agencji i komisji regulacyjnych, spośród których bardziej znane są Korpus Inżynieryjny Armii, Biuro ds. Alkoholu, Tytoniu, Broni Palnej i Materiałów Wybuchowych, Korporacja ds. Kredytów Towarowych, Komisja ds. Obrotu Towarowymi Kontraktami Terminowymi, Komisja ds. Bezpieczeństwa Produktów Konsumenckich, Departament Spraw Weteranów, Urząd do Walki z Narkotykami, Urząd ds. Zatrudnienia i Szkolenia, Urząd ds. Standardów Zatrudnienia, Agencja Ochrony Środowiska, Komisja Równych Możliwości Zatrudnienia, Urząd ds. Kredytów Rolnych, Federalny Zarząd Lotnictwa, Federalna Komisja Łączności, Federalna Korporacja Ubezpieczenia Depozytów, Federalna Komisja Wyborcza, Federalna Komisja Regulacji Energetyki, Komisja Efektywności Energetycznej oraz Energii Odnawialnej, Federalny Zarząd Dróg, Federalna Komisja Handlu, Komisja Regulacji Energetyki Jądrowej i inne. Nowe „komisje” tworzone są cały czas, a ich budżety i obowiązki ciągle się poszerzają. To tylko ich skrócona lista. Na dodatek, mamy obecnie ponad 73 000 stron zapisanych drobnym drukiem regulacji w Rejestrze Federalnym, informujących wszystkich Amerykanów, w jaki sposób ich życie regulowane jest przez te biurokratyczne monstra.

Jakby tego było mało, stanowe i lokalne władze dysponują dosłownie tysiącami agencji i komisji regulacyjnych, które normują wszystko, od alergii po ogrody zoologiczne. Podam tylko jeden przykład, zaczerpnięty ze statelocalgov.net: stan Alabama posiada agencje i komisje regulujące systemy emerytalne, służby geologiczne, zdrowie publiczne, edukację, ochronę zasobów naturalnych, relacje przemysłowe, rolnictwo, sprawy seniorów, turystykę i podróże, sprawy weteranów, zarządzanie środowiskiem, nauki sądowe, rozwój biznesu, rehabilitację, bankowość, ubezpieczenia, pracę, transport, młodzieżowe usługi, sprawy dzieci, kinematografię, porty, niepełnosprawność, sztukę, nieruchomości, ropę naftową i gaz, lasy, etykę, górnictwo odkrywkowe, napoje alkoholowe, licytatorów oraz „inicjatywy oparte na wierze”. A trzeba dodać, że Alabama jest względnie konserwatywnym stanem, z niewielkich rozmiarów administracją w porównaniu z, powiedzmy, Nowym Jorkiem, Kalifornią czy Waszyngtonem. Lokalne władze również są aktywne w normowaniu większości spraw, które leżą w kompetencji stanu Alabama.

Na dodatek mamy Fed. Poza tym, że ustala ceny (stopy procentowe), a swoimi zabiegami wywołuje nieustające cykle koniunkturalne, Fed pełni wiele funkcji regulacyjnych. Zgodnie z publikacją Fed-u, zatytułowaną The Federal Reserve System: Purpose and Functions, Fed reguluje holdingi bankowe, banki zakładane przez państwo, zagraniczne oddziały banków członkowskich, instytucje działające na podstawie Edge Act i Agreement Act, licencjonowane przez państwo oddziały, placówki oraz przedstawicielstwa banków zagranicznych, niebędące członkami Systemu Rezerwy Federalnej, banki zależne od bankowych holdingów, procedury sprawozdawczości finansowej, zasady rachunkowości banków, „ciągłość” działalności w razie katastrofy gospodarczej, prawa ochrony konsumenta, obrót papierów wartościowych przez banki, stosowaną przez banki technologię informacyjną, inwestycje zagraniczne banków, pożyczki zagraniczne banków, oddziały bankowe, fuzje i przejęcia banków, kwestię tego, kto może być właścicielem banku, „normy adekwatności” kapitałowej, przedłużenia kredytu na zakup papierów wartościowych, pożyczki na równych zasadach, ujawnienie informacji hipotecznych, rezerwę obowiązkową, elektroniczne przekazy pieniężne, zobowiązania międzybankowe, wymagane przez Community Reinvestment Act kredyty subprime, wszystkie międzynarodowe operacje bankowe, leasing konsumencki, informacje finansowe na temat prywatności konsumentów, płatności z tytułu depozytów płatnych na żądanie, sprawozdawczość „godziwego kredytu”, transakcje pomiędzy bankami członkowskimi i ich filiami, jawność warunków umów kredytowych i depozytowych.

Hayek napisał, że przez nieuniknione błędy rządowego planowania i demokracji:

Narasta przeświadczenie, że jeśli planowanie ma być efektywne, zarządzanie należy „odebrać polityce” i oddać w ręce ekspertów, etatowych urzędników lub niezależnych, autonomicznych ciał.

Co więcej:

 

Domaganie się dyktatora gospodarczego stanowi charakterystyczny etap drogi ku planowaniu.

Charakteryzuje to wyraźnie wiele z wymienionych wyżej agencji i komisji, ale w szczególności odpowiada opisowi wszystkich „carów” centralnego planowania, którzy sprawują obecnie urząd w rządzie federalnym. Ich lista, na lipiec 2010 r., obejmuje carów zajmujących się: Afganistanem, AIDS, ożywieniem branży motoryzacyjnej, sprawami granicznymi, gospodarką wodną Kalifornii, przemysłem motoryzacyjnym, obszarem Bliskiego Wschodu, Zatoki Perskiej, Afganistanu, Pakistanu i Południowej Azji, zmianami klimatycznymi, przemocą domową, narkotykami, polityką antynarkotykową, gospodarką (Paul Volcker), energią i środowiskiem, wiarą, wydajnością rządu, Wielkimi Jeziorami, „zielonymi miejscami pracy”, zamknięciem Guantanamo, opieką zdrowotną, technologiami informacyjnymi, wywiadem, nauką, nadzorem nad pakietem stymulacyjnym, wynagrodzeniami w dofinansowywanych firmach, regulacjami, Sudanem, Programem Ratowania Zagrożonych Aktywów (TARP), technologią, terroryzmem, sprawami miejskimi, systemem zaopatrzenia w broń, bronią masowego rażenia, sprawami wojennymi, wyciekiem ropy, przemysłem, cyberbezpieczeństwem, bezpieczeństwem w szkołach, Iranem, pokojem na Bliskim Wschodzie.

Reasumując, trudno nie zgodzić się z tezą, że obecnie gospodarka Stanów Zjednoczonych jest jeszcze bardziej kontrolowana, regulowana i nadzorowana przez państwo niż Niemcy w czasach, kiedy Hayek napisał Drogę do zniewolenia. Amerykanie przemierzyli wiele mil tą drogą, łudząc się, że bóg demokracji jakimś cudem uratuje ich przed państwowym niewolnictwem. Jednak, jak już 56 lat temu ostrzegał Hayek:

Bezzasadny jest pogląd, że dopóki władza jest ustanawiana w wyniku użycia demokratycznej procedury, nie może być arbitralna…

Sprawowanie arbitralnej i dyktatorskiej władzy jest oczywiście głównym celem i przyczyną funkcjonowania wszystkich tych agencji, komisji i carów.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Thomas DiLorenzo

Pozostałe wpisy autora:

5 Komentarze “DiLorenzo: Nasza totalitarna biurokracja regulacyjna

  1. No, Ameryka to chyba cywilizacja łacińska. Trudno stwierdzić czy kryzys i tragedia gospodarcza są wystarczające do powstania faszyzmu.
    Ale warunki ekonomiczne są. Jeszcze może się wydawać, że nie, ale są.
    „Późny Lozańczyk” Friedman twierdzi, że pusty pieniądz rozłazi się po kościach jakieś 1,5 – 2 lata. TARP-y już czujemy a „poluzowanie” poczujemy.

  2. no to się chyba wybiorę!

    ale wracając do tekstu. ja bym go doprecyzował, a raczej – cofnął się nieco w przeszłość, gdyż dopatrywanie się przyczyn kolektywizacji tylko i wyłącznie w okresie pomiędzy 1928-39 może być zwodnicze.

    otóż pierwszy krok w stronę kolektywizacji tej części Europy uczynił nie kto inny jak Otto Eduard Leopold von Bismarck-Schönhausen. wprowadził on „gwarantowaną” przez państwo emeryturę dla wszystkich ubezpieczonych pracowników, którzy ukończyli 70 lat. do sfinansowania tego systemu służyły składki potrącane z pensji. średnia długość życia wynosiła wtedy 45 lat, a robotnicy rozpoczynali pracę i opłacanie składek już w wieku kilkunastu lat. Bismarck doskonale znał te dane. jego system emerytalny był niczym innym jak tylko socjalistycznym oszustwem, opartym o kontrakt, jaki administracja zawierała z obywatelami, zdając sobie z góry sprawę, że wobec większości nie będzie musiała się z kontraktu wywiązywać (bo mało kto dożyje 70 lat), zaś wszyscy obywatele wobec administracji będą musieli świadczyć usługi polegające na oddawaniu pod przymusem określonej części swojego dochodu. co warte podkreślenia, zdzierane pod przymusem z poddanych składki służyły finansowaniu aparatu administracyjnego oraz rozbudowie zaplecza militarnego Rzeszy – była to zatem jedna wielka hucpa – instrukcja dla złodziei, sankcjonująca łupienie własnego narodu przez administracyjną kastę – i taką hucpą pozostaje po dziś dzień. w tym samym czasie kwitła tzw. „niemiecka szkoła ekonomii”, będąca niczym innym jak ekonomiczno-społeczną nadbudową dla nazizmu (narodowego socjalizmu, przy czym jeśli nie lubicie słowa „socjalizm”, to mogę używać staropolskiego zamiennika „zamordyzm”). w tej „szkole ekonomii” nie chodziło bynajmniej o nauczanie ekonomii, ale o skoszarowanie społeczeństwa na potrzeby państwa, tj. nieuchronne, totalne podporządkowanie jednostki państwu (administracji).

  3. @ Bartosz

    Nie sądzę, żeby DiLorenzo czy F. Hayek widzieli przyczynę kolektywizacji w latach 1928-1939. Tekst jest jedynie porównaniem tego okresu z aktualną sytuacją w Stanach.

    Ale oczywiście tendencje do zniewalania w całej historii, i to na różnych szerokościach geograficznych pojawiały się wielokrotnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy