Chrupczalski: Nowe oblicze Szwecji

2 października 2010 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 9

Autor: Szymon Chrupczalski
Wersja PDF

W wyborach parlamentarnych w Szwecji 19 września po raz drugi z rzędu zwyciężyła koalicja Sojusz dla Szwecji (49,2% głosów), kierowana przez premiera Fredrika Reinfeldta. Oznacza to kolejną porażkę Partii Socjaldemokratycznej, dominującej w życiu politycznym przez 65 z ostatnich 78 lat. Te polityczne zmiany zostały określone przez niektóre media jako koniec państwa dobrobytu i wyzwanie rzucone modelowi szwedzkiemu. Czy rzeczywiście państwo opiekuńcze zmierza ku końcowi?

Reformy czy facelift dobrobytu?

W 2006 r. premier Reinfeldt obiecywał zmiany i słowa dotrzymał: obniżono podatek od dochodów osobistych (w tym od najniższych dochodów ‒ z 30,7% do 17,1%), część podatku od wynagrodzeń obciążającego pracodawcę, podatek od dochodów przedsiębiorstw (z 28% do 26,3%), podatek od nieruchomości oraz zniesiono podatek od majątku (podatek spadkowy wycofano w 2005 r.). Dzięki rozsądnej polityce wydatkowej w latach 2006-2008 udało się wygospodarować całkiem pokaźną nadwyżkę budżetową, co z kolei przyczyniło się do zmniejszenia długu publicznego (rządowego) z 45,7% PKB w 2006 r. do 38,3% PKB w 2008 r. Zapowiadana jest również dalsza sprzedaż posiadanych przez rząd akcji kilku dużych spółek (m.in. banku Nordea, operatora TeliaSonera), a państwowe monopole są prywatyzowane.

Mimo że PKB Szwecji spadł aż o 5,1% w 2009 r., głównie przez załamanie eksportu, na którym opiera się połowa szwedzkiej gospodarki, deficyt budżetowy wyniósł tylko 0,5% PKB – najmniej wśród krajów UE. W tym roku planowany jest wzrost PKB o 4,5% przy deficycie 2,1%.

Wbrew prasowym doniesieniom takie reformy nie oznaczają jednak automatycznie odejścia od państwa opiekuńczego. Bardziej przypominają pakiet ratunkowy podobny do tego, jaki wdrożono w Szwecji w drugiej połowie lat 70. i na początku lat 90., kiedy kraj pogrążał się w gospodarczej ruinie. Po każdym z tych okresów następowała deregulacja, obniżano podatki, prywatyzowano spółki państwowe, reformowano sektor publiczny, co umożliwiało dalsze trwanie szwedzkiego modelu. Jak zapowiedział w 2006 r. Reinfeldt:

Model szwedzki jest dobry pod wieloma względami, ale ludzie potrzebują w nim więcej wolności wyboru,

oraz:

Mamy silną gospodarkę, ale nie powstają miejsca pracy, których potrzebujemy. Chcemy szybszego powstawania miejsc pracy.

By osiągnąć ten drugi cel, obniżono zasiłki dla bezrobotnych i są zapowiadane dalsze zmiany w systemie świadczeń społecznych, dzięki czemu podjęcie pracy ma się stać bardziej opłacalnym wyborem niż życie z rządowych zasiłków. Obecnie oficjalna stopa bezrobocia wynosi ok. 8%, ale niezależne źródła mówią o dużym ukrytym bezrobociu, co w sumie daje ok. 15-20% bezrobotnych w kraju. Minister finansów, Anders Borg, podkreśla jednak, że zachęty do pracy pozwolą w końcu na stworzenie miejsc zatrudnienia Jest to rzeczywiście nowość — od 1950 r. nie przybyło w Szwecji miejsc pracy netto w sektorze prywatnym. Wystarczy spojrzeć na liczby: w 1950 r. Szwecja miała 7 mln mieszkańców, w 1969 r. — 8 mln, obecnie — nieco ponad 9 mln. W tym czasie znacząco spadła liczba osób aktywnych zawodowo, a sektor publiczny rozrósł się do ogromnych rozmiarów i dzisiaj zatrudnia ok. jednej trzeciej wszystkich pracujących.

Model szwedzki wiecznie żywy

Trudno przewidzieć, czy reformy szwedzkiego modelu, dokonywane przez ekipę premiera Reinfeldta, okażą się trwałe, gdy do władzy powróci Partia Socjaldemokratyczna. Jest duża szansa, że tak — szwedzcy socjaliści demokratyczni zrozumieli, że gdy posuną się za daleko (np. w przypadku 102% efektywnego podatku dochodowego, jaki musiała zapłacić Astrid Lindgren w latach 70.), po jakimś czasie gospodarka staje się całkowicie niewydolna. Nie ma wówczas zasobów, by utrzymać aparat opiekuńczy, partia traci społeczne poparcie i przegrywa wybory. Wydaje się, że polityczni pragmatycy zaakceptowali twierdzenie Misesa o niemożliwości kalkulacji w socjalizmie i (parafrazując Marksa) utrzymują wydajną kapitalistyczną bazę, na której jest tworzona nadbudowa dobrobytu.

Dlatego obecnie we wszelkich rankingach wolności gospodarczej Szwecja plasuje się całkiem wysoko wśród krajów świata, wyraźnie wyprzedzając Polskę. W prestiżowym indeksie amerykańskiej fundacji Heritage Szwecja zajęła 10. pozycję w Europie i 21. na świecie, Polska — odpowiednio 33. i 71. pozycję (na 179 sklasyfikowanych krajów). W rankingu kanadyjskiego Instytutu Frasera Szwecja otrzymała 38. pozycję, Polska — 68. (na 141 krajów). Obciążenia podatkowe i wydatki rządowe w Szwecji należą, co prawda, do najwyższych na świecie, lecz kraj jest otwarty na handel (w ramach polityki UE) i inwestycje zagraniczne, zakładanie firmy nie jest skomplikowane, regulacje finansowe są przejrzyste, prawo własności jest dobrze chronione, a administracja uchodzi za wolną od korupcji.

W rankingu konkurencyjności gospodarki The Global Competitiveness Index Szwecja zajęła 2. miejsce, Polska 39. (na 133 kraje). W rankingu Doing Business, sporządzanym przez Bank Światowy i mierzącym łatwość prowadzenia biznesu, Szwecję sklasyfikowano na 18. miejscu — odstaje od czołówki światowej głównie przez rozbudowane regulacje rynku pracy. Polska dostała dopiero 72. pozycję (na 183 kraje). To oznacza, że prowadzenie biznesu w Szwecji jest stosunkowo prostsze niż w Polsce, a pod pewnymi względami, jak w przypadku dużych firm produkujących na eksport, bardzo korzystne podatkowo. Oczywiście, gospodarka państwa opiekuńczego ma swoją specyfikę: silny jest korporacjonizm i rola związków zawodowych (należy do nich ok. 80% pracujących Szwedów), przepisy faworyzują duże firmy, trudno też sobie wyobrazić zrobienie amerykańskiej kariery — od pucybuta do milionera.

Mit trzeciej drogi

Czy zatem Szwedzi odkryli mityczną trzecią drogę, urzeczywistniając korporacjonizm oraz łącząc własność prywatną i system rynkowy z elementami socjalnej redystrybucji i bezpieczeństwa? Wystarczy się odnieść do historii: Szwecja po II wojnie światowej była bardzo bogatym krajem, bez zniszczeń wojennych, z rynkową gospodarką i niskimi podatkami, a dochód na głowę przeciętnego Szweda pod względem wysokości klasyfikowano na drugim miejscu na świecie, zaraz po dochodach mieszkańców USA. Wraz z rozwojem państwa opiekuńczego Szwecja stopniowo traciła swoją pozycję gospodarczą na świecie, wypadając poza dziesiątkę czy — wedle innych obliczeń — poza dwudziestkę najbogatszych i praktycznie tracąc dwie dekady rozwoju — lat 70. i 80. Dziś standard życia przeciętnego Szweda nie różni się od tego, jaki jest udziałem mieszkańców Europy Zachodniej, co — biorąc pod uwagę statyczną strukturę społeczną — stanowi oczywistą porażkę szwedzkiego modelu.

Wydaje się jednak, że dopóki model dobrobytu można ratować regularnymi korektami w wolnorynkowym kierunku, Szwedzi nie zdecydują się na głębokie reformy w stylu anglosaskim albo takie, które przeprowadzono 20 lat temu u bliskiego sąsiada — w Estonii. Idea państwa opiekuńczego stała się w Szwecji elementem codziennego życia i częścią myślenia; pokazuje to nawet przypadek ministra Borga, który jako młody student powiedział w 1988 r. w programie telewizyjnym (zachowało się nagranie: www.youtube.com/watch?v=-g51NFNlJQI), że aby decydować o własnym życiu, nie jest potrzebny ustrój polityczny, oraz że gdyby został premierem, pozwoliłby ludziom na pełną swobodę działania. Wtedy nazwano go niebezpiecznym rewolucjonistą, obecnie kilka razy dystansował się od swoich wypowiedzi, uznając je za młodzieńczy wybryk.

Dzięki pracowitości poprzednich pokoleń gospodarczo Szwecja może sobie pozwolić na socjalne eksperymenty, pomimo że przegrywa z bardziej wolnorynkowymi krajami. Obecne zmiany są jednak świetnym dowodem na to, że państwo opiekuńcze jest utopią, i gdy zaczyna się rozpadać społeczna współpraca, jedyny ratunek to powrót do kapitalizmu.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Szymon Chrupczalski

Pozostałe wpisy autora:

9 Komentarze “Chrupczalski: Nowe oblicze Szwecji

  1. Co prawda, już na ten temat wspominałem przy okazji innego tekstu traktującego o tzw. „szwedzkim cudzie”, ale nie zaszkodzi wspomnieć raz jeszcze.

    Odpowiadając na pytanie, dlaczego w Szwecji socjalizm ma się tak dobrze, trzeba zbadać wiele przyczyn ich obecnego dobrobytu. Dobrobyt jest bowiem wynikiem nie tylko pracowitości ostatnich pokoleń czy faktu, że Szwecja przeszła przez II wś praktycznie bez szwanku, w dodatku ze sporą nadwyżką handlową.

    Żeby rozdawać, trzeba mieć co. Socjalizm sam z siebie niczego nie wytwarza, bo jest systemem absurdalnym. Jak Bastiat pisał: „To naprawdę zdumiewające, że ludzie nadal utrzymują, że wszystko, co jednostka ukradnie ze wspólnego funduszu, stanowi ogólny zysk.”

    Do rzeczy: PKB Szwecji to 373,200,000,000 USD. Spłacenie zobowiązań wynikających z długu publicznego zajęłoby Szwedom, przy ich obecnej nadwyżce budżetowej, około 16 lat. Da się to więc zrobić bez żadnych wyrzeczeń. Co innego jeśli idzie o dług zagraniczny. Wynosi on 598,200,000,000 USD. Znacznie więcej, niż roczne dochody państwa. Każdy spośród 9,031,088 Szwedów ma zatem do spłacenia 66,238 USD długu zagranicznego. Ponieważ w tej liczbie Szwedów są też niepracujący (dzieci, emeryci, itd.), to tak naprawdę każdy pracujący Szwed wisi zagranicznym wierzycielom najnowszego, najbardziej wypasionego Mercedesa klasy S – jeśli założymy, że pracuje co trzeci Szwed, a kurs USD = 2,80 PLN, to każdy z pracujących ma do spłaty 556,399 PLN. Dalej: zakładając, że metr kwadratowy mieszkania w Szwecji można wybudować za 3000 euro, i że 1 euro = 3,80 zł, to powyższa suma wystarczy na ponad 48-metrowe mieszkanie, z którego pracujący obywatel będzie musiał zrezygnować, bo kasę trzeba będzie oddać innym krajom. Potężne obciążenie. Spłacenie tego z samej nadwyżki budżetowej zajęłoby 55 lat – wątpię, aby wierzyciele chcieli tyle czekać.

    Ważne jest, aby sobie uzmysłowić przyczyny obecnego rzekomego bogactwa Szwecji. Szwedzi zbudowali swą obecną potęgę na zadłużeniu zagranicznym. Gdyby Polska zadłużyła się tak samo jak oni, a za te pieniądze pobudowała 48-metrowe mieszkania w Europie i wynajmowała je po średnio 400 euro miesięcznie, to na każdą 3-osobową polską rodzinę przypadałoby dodatkowo 1520 zł miesięcznie. Wzrost poziomu życia byłby olbrzymi. Tyle, że ktoś kiedyś musiałby to wszystko oddać.

  2. Dzięki Bartku za tę celną uwagę (@3)

    O patologii wiem – podróżowałem po Szwecji, ale to temat na nieco inną historię i nie za bardzo nadaje się na nasz cotygodniowy komentarz. W każdym razie to był duży szok.
    Nie chciałbym mieszkać w Szwecji, oj nie.

  3. Ukryte bezrobocie, to na przykład renty chorobowe dla alkoholików, stypendia na edukację zawodową, czy inne zasiłki zmieniające status osoby z niepracującej na niezdolną do pracy czy przejściowo zmieniającą pracę. To także różne fikcyjne zajęcia, jak np. inspektor drogowy, który ma obowiązek być przynajmniej raz dziennie na autostradzie i sporządzić protokół z przebegu tego zdarzenia. To także praca związana z działaniami, które są kompletnie bezużyteczne, zbędne czy wykonywane przez większą ilość osób, niż pootrzeba.

    Ukłony

  4. A jednak ciągle się słyszy o tęsknocie za ową mityczną szwedzką trzecią drogą w Polsce, ale przetłumaczcie ludziom, że w sumie to oni suną po takiej trzeciej drodze już teraz, tylko w wydaniu polskim, zatem z dziurami i koleinami, kapitalizm to u nas może był przez moment dzięki Wilczkowi. Ale osobiście stwierdzam, że socjalizm to już nie kwestia dowodów lecz wiary. Ostatnio z takim różowym sobie dyskutowałem, jego argumenty pod względem logicznym kontra moje to coś a’la Gołota kontra Lewis, a mimo to jakoś mu humoru nie popsułem:(

  5. Kiedyś rozmawiałem z jakimś niewielkim przedsiębiorcą, który zaczynał gdzieś w połowie lat 80-tych kupując od wojska na lewo jakieś części do ciężarówek na wagony a później je sprzedawał. Powiedział on w sumie coś dosyć frapującego, że pomimo tej absurdalności jakoś to funkcjonowało. I chyba przykład Szwecji jest nieco analogiczny – niby to absurdalne ale realne – nie fikcyjne.

  6. Bartosz napisał:
    Szwedzi zbudowali swą obecną potęgę na zadłużeniu zagranicznym. Gdyby Polska zadłużyła się tak samo jak oni, a za te pieniądze pobudowała 48-metrowe mieszkania w Europie i wynajmowała je po średnio 400 euro miesięcznie, to na każdą 3-osobową polską rodzinę przypadałoby dodatkowo 1520 zł miesięcznie. Wzrost poziomu życia byłby olbrzymi.

    A skąd wiesz, że Szwedzi nie nabudowali także domów za te pieniądze. Pamiętaj, że dług zagraniczny to nie to samo co dług publiczny, to znaczy jest on długiem publicznym tylko w takim stopniu w jakim odpowiedzialne są za niego władze bo na dług zagraniczny składa się nie tylko dług rządu ale także banków, firm a także osób prywatnych, za nich podatnicy nie będą płacić. Poniżej masz link do struktury zadłużenia zagranicznego Szwecji:
    http://www.riksbank.com/swedishstat/link19_en.html
    Jak widać rząd centralny odpowiada za mniej niż 10% długu zagranicznego i nie jest to dodatkowy dług rządu ale liczony jest jako część długu publicznego, reszta to banki i inne instytucje. To oznacza, że dług zagraniczny będą spłacać w dużej mierze kredytobiorcy a nie podatnicy bo to dla nich zadłużali się banki.
    Napisałeś:
    Potężne obciążenie. Spłacenie tego z samej nadwyżki budżetowej zajęłoby 55 lat – wątpię, aby wierzyciele chcieli tyle czekać.

    Zgodnie z umową będą czekać to jest tylko kwestia zdolności kredytowej firmy, która zaciągnęła za granicą dług lub osoby, która zaciągnęła dług w banku, który finansuje kredyty z kapitału zagranicznego. Nie wiem dlaczego piszesz o jakiejś nadwyżce budżetowej, przecież to nie rząd i podatnicy będą się składać na kredytobiorców, oni będą płacić tylko za tą część długu zagr., który stanowi część długu publicznego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy