Hülsmann: Polityczne zjednoczenie – uogólniony teoremat progresji

26 października 2010 Filozofia polityki komentarze: 10

Autor: Jörg Guido Hülsmann
Źródło: Journal of Libertarian Studies
Tłumaczenie: Katarzyna Siluk
Wersja PDF

Cechą charakterystyczną współczesnej cywilizacji jest stałe umacnianie się rządu[1]. Proces ten odbywa się w sposób dwojaki: albo poprzez zwiększone opodatkowanie obywateli, albo poprzez objęcie kontrolą większej liczby ludzi. Innymi słowy, umacnianie się rządu może przybrać formę „wzmocnienia” lub „rozrostu” jego hegemonii. Ponieważ oznacza to większe od dotychczasowego pogwałcenie praw własności, podstawowym problemem pojawiającym się przy próbie objęcia kontrolą większej liczby ludzi jest możliwy opór ze strony niektórych z nich. Jakie czynniki wpływają na ten opór? Jak to się dzieje, że czasami rząd jest w stanie przejąć kontrolę nad ludźmi z danych terytoriów, a w innych przypadkach nie jest to możliwe? Wreszcie, dlaczego każdy taki przypadek umocnienia władzy rządu idzie w parze z podwyższeniem podatków? W poniższej pracy chciałbym zaproponować dalsze wyjaśnienie procesu rozrostu rządu poprzez zbadanie, jaką rolę w usprawnieniu tego procesu odgrywa polityczne zjednoczenie.

PRZYCZYNY POLITYCZNEGO ZJEDNOCZENIA

Granice usprawiedliwiania rozrostu rządu

Problemem w ekspansji rządowych działań poprzez zwiększone opodatkowanie jest potencjalny opór ze strony podatników. Pomimo tego rządy odnoszą od czasu do czasu sukces. Jednym z powodów jest fakt, że każdy opór jest dla obywateli kosztowny, czasem nawet bardzo kosztowny, co jednak ważniejsze opiera się na założeniu protestujących, że ich sprawa jest słuszna. Jeśli ludność nie wierzy, że ma prawo stawiać opór, a przynajmniej jeśli nie jest o tym przekonana większość, wtedy wybuch jakiegokolwiek buntu jest mało prawdopodobny, nie mówiąc nawet o jego ewentualnym powodzeniu. Rządy, nieprzerwanie i we wszystkich miejscach, próbują zatem przekonać swoich obywateli co do dwóch kwestii: po pierwsze, że nie mają oni prawa do stawiania oporu, a po drugie, że zwiększenie opodatkowania jest dla nich niezbędne lub korzystne. Starają się sprawić, by zmienione podatki były akceptowalne przez większość[2].

W powyższych staraniach rządy zawsze mają dużą przewagę. Otóż na ich korzyść działa przekonanie większości obywateli, że rząd jest niezbędny do zapewnienia pewnych konkretnych usług. Innymi słowy, sądzą oni, że nie we wszystkich przypadkach mogliby zorganizować społeczeństwo, polegając jedynie na dobrowolnej współpracy jego członków. W ich przekonaniu, w niektórych przypadkach dozwolone jest stosowanie siły wobec ludności, tj. gwałcenie ich praw własności. Jeśli jest to jednak niezbędne w jednym przypadku, dlaczego nie miałoby tak być i w innych przypadkach? Zatem opór przeciwko rządowi nie jest zazwyczaj kwestią zasad. Opór nieoparty na zasadach jest jednak oporem słabym. Od samego początku potwierdza się główne założenie, tj. że istnienie rządu jest uzasadnione[3]. Dyskusja dotyczy więc wskazania sfer życia, do których to założenie się odnosi. Jest to mniej lub bardziej kwestia osobistych preferencji czy opinii.

Umacnianie się rządu można zatem wytłumaczyć zmianą poglądów wśród rządzonych. Dawniej wierzono, że rząd był potrzebny do spełniania bardziej ograniczonej funkcji, na przykład do zapewnienia bezpieczeństwa. Obecnie istnieje przekonanie, że rząd powinien również wziąć na siebie także i inne obowiązki, takie jak produkcja skarpetek czy ochrona drzewek owocowych. Jakim sposobem rząd wpływa na zmianę przekonań wśród społeczeństwa? Musi on znaleźć powody, dzięki którym większość obywateli zaakceptuje jego rozszerzoną działalność. Problemem, przed jakim stoi rząd, jest odkrycie lub, w razie konieczności, stworzenie wspólnego celu, który zjednoczy rządzonych pod rządami władcy oraz skłoni ich do oddania mu większej niż poprzednio władzy.

Historia zna przykłady dwóch idei, wystarczająco silnych i rozpowszechnionych, by jednoczyć ogromne rzesze ludzi dla wspólnego celu: chrześcijaństwo i nacjonalizm. Żadna z nich nie była jednakże wystarczająca do celów ekspansji władzy. Problem z religią polegał na tym, że w przeciwieństwie do siły militarnej, władza świecka nie miała na nią monopolu. Przez wieki, quasi-monopol na władzę znajdował się w rękach Kościoła Katolickiego i tylko w nielicznych przypadkach w interesie Kościoła leżało zwiększanie władzy książąt. Najlepszymi tego przykładami są krucjaty przeciwko „poganom” panującym w Ziemi Świętej. Okazje te nie zdarzały się na tyle często, by zaspokoić książęcy apetyt na wojnę. Kościół Katolicki stanowił poważną przeszkodę w realizacji ich ambicji, sam stanowiąc swoistą władzę świecką. Książęta mieli zatem poważny powód do tego, by złamać monopol tej potężnej międzynarodowej organizacji. Wielu z nich z chęcią powitało reformację, ponieważ pod względem organizacyjnym kładła ona nacisk na parafię i jednostkę, a nie na silną, ponadnarodową hierarchię. Oczywiście, reformy te nie mogły być wprowadzone w życie bez brutalnego oporu ze strony katolików i ich sojuszników. Wojna trzydziestoletnia, będąca skutkiem tego oporu, doprowadziła do zniszczenia Niemiec i zmniejszenia liczby ludności o jedną trzecią, ale przyniosła większą władzę niemieckim książętom.

Problem z nacjonalizmem polega na tym, że sam w sobie nie jest on w stanie wesprzeć w konkretny sposób rozrostu rządu, przynajmniej nie w rozwiniętym społeczeństwie. Silniejsza władza nigdy nie leży w interesie wszystkich członków danej nacji, ponieważ rzadko kiedy istnieje kwestia, w której wszyscy się zgadzają. W procesie akumulacji coraz większej ilości kapitału i coraz bardziej rozwiniętego podziału pracy, interesy jednostek stają się bardziej zróżnicowane, a czasem wręcz antagonistyczne. O ile więc książę zawsze był w stanie zjednoczyć część prywatnych interesów tak, by wspierały one jego zamierzenia, o tyle niezwykle rzadko udaje się zapewnić wsparcie ze strony wszystkich ludzi. Aby nacja była bardziej skłonna do agresji, muszą istnieć zatem dodatkowe idee. Najbardziej efektywną z nich okazała się marksistowska teoria walki klasowej. Nie tylko była ona świetnym nośnikiem wzmocnienia władzy rządu w imię rzekomej potrzeby arbitrażu pomiędzy kapitalistami a klasą robotniczą, ale okazała się również wyśmienitym usprawiedliwieniem dla wojen przeciwko innym[4]. W zabezpieczeniu rozrastania się rządu, oprócz problemu natury intelektualnej w opracowaniu warstwy ideowej, istnieje problem natury technicznej w rozpowszechnianiu tych myśli. Ze strategicznego punktu widzenia najważniejszym zadaniem rządu jest zatem przejęcie kontroli nad jak największą liczbą ośrodków edukacyjnych. Rząd musi do państwowego aparatu wcielić nauczycieli, wykładowców, personel uniwersytecki etc.[5]

Zanim jednak nadeszła era demokracji, strategia ta nie odnosiła większych sukcesów. W znakomitej większości ludzie byli w pełni świadomi, że cała władza ich władcy musi być im najpierw zabrana. Wiedzieli oni, że każde możliwości rządzących oznaczało zmniejszenie ich własnych wpływów, oraz że rozrastanie się tej władzy poprzez wojnę musi najpierw zostać przez nich sfinansowane. Innymi słowy, rzadko kiedy istniała między władcą a poddanymi duchowa więź łącząca ich w dążeniu do tych samych celów. Wprost przeciwnie, rząd i poddani każdego kraju posiadali inną „świadomość klasową”. W normalnych czasach, świadomość klasowa obywateli jednoczyła ich i zapobiegała nagłemu lub znaczącemu rozrostowi rządu. Ludzie wiedzieli, że w większości przypadków nawet wojny obronne prowadziły ostatecznie jedynie do wymiany obecnego władcy na innego, a było im w zasadzie obojętne, kto będzie nimi rządził. W demokracji rządzenie stało się dla rządu łatwiejsze. Dzieje się tak dlatego że, z jednej strony, w rządach demokratycznych zacierają się różnice pomiędzy rządzącymi a rządzonymi. Z drugiej strony, demokracja niszczy przekonanie, że opór jest usprawiedliwiony. Z tych powodów tylko rządy państw demokratycznych odniosły sukces w utrzymaniu stałego wojska i w rozwinięciu ideologicznego poparcia dla wojen[6].

Niezależnie od panującego reżimu politycznego oraz rządowych sukcesów w zdobywaniu poparcia faktem jest, że wydatki rządu ktoś musi pokryć. Podatki mogą być rozłożone mniej lub bardziej sprawiedliwie, nie mniej jednak płacone być muszą. Im więcej obywatel musi płacić, tym bardziej prawdopodobny jest jego opór i wyższe prawdopodobieństwo, że „zagłosuje nogami”, czyli wycofa się ze strefy wpływów danego rządu. Z powodu tych ograniczeń, żaden rząd nie może w nieskończoność umacniać swojej władzy jedynie za pomocą podatków. Musi zatem uciec się do innych metod.

Długi i inflacja

Najpopularniejszymi metodami zwiększania władzy rządu, poza jawnym opodatkowaniem, są długi i inflacja, jako że mają one jedną wspólną zaletę: pozwalają na uniknięcie jawnego opodatkowania. Pozwalają one zatem zapobiec oporowi, który zazwyczaj wiąże się z każdorazowym wzrostem rządowej władzy. Nie mniej jednak, środki te nie stanowią trwałego rozwiązania. Problem z długami polega na tym, że wierzyciele ostatecznie zażądają swoich pieniędzy. W takim wypadku zadłużony rząd zmuszony jest do nałożenia wyższych podatków i, prędzej czy później, musi stawić czoła oporowi, którego starał się uniknąć poprzez zaciągnięcie długów, co wydaje się normalnym stanem rzeczy. Jednak politycy myślą, że mogą „rozwiązać” ten problem w prosty sposób — poprzez zaciągnięcie jeszcze większych długów. Jednak, prędzej czy później, wierzyciele będą niechętnie patrzeć na przedłużający się okres kredytu[7]. Konsekwencje zadłużenia są zatem dwojakie: z jednej strony rząd może zwiększyć swoją władzę wykraczając poza ograniczenia związane z jawnym opodatkowaniem. Jego aktywność jest wciąż ograniczona, ale odbywa się na wyższym poziomie. Z drugiej, bardzo ważnej, strony, rząd uzależniony jest od dobrej woli dużych wierzycieli, tj. w szczególności od banków i innych instytucji finansowych. Problem z tymi instytucjami polega na tym, że nie da się przejąć ich własności tak łatwo, jak ma to miejsce w przypadku zwykłych ludzi. Pieniądz jest ruchomy i jak długo istnieją inne rządy, tak długo właściciele pieniędzy mogą się do nich przenieść, aby ratować swoje bogactwo.

W przypadku inflacji jest podobnie. Rząd może podnieść swój udział w produkcie narodowym poprzez dewaluację pieniądza kruszcowego lub poprzez dodrukowanie pieniądza papierowego. Nie może się to jednak odbywać w nieskończoność, ponieważ doprowadzi to w końcu do hiperinflacji, a w konsekwencji do zupełnego zaprzestania używania pieniądza rządowego. Jednakże nawet jeśli inflacja utrzyma się na umiarkowanym poziomie i tak spowoduje niechciane reperkusje, jako że dłużnicy będą wywierać presję na otrzymywanie wpłat w bardziej stabilnej walucie, a zatem inni uczestnicy rynku zaczną pozbywać się złego pieniądza[8].

Z powyższych rozważań nasuwają się kolejne wnioski. Ustaliliśmy, że wewnętrzne umacnianie się rządu poprzez podatki, długi i inflację jest ograniczone. Rzecz w tym, że jednym ze wspomnianych ograniczeń jest samo istnienie innych rządów. Zatem w momencie, gdy rząd osiąga granice zadłużenia i inflacji, tj. granice wewnętrznego wzmocnienia, jedynym wyjściem jest zdobycie kontroli nad innymi terytoriami, tj. poprzez rozrastanie się. Zachęcają do tego dwa czynniki. Pierwszy z nich to dość oczywista wizja objęcia kontrolą większej liczby ludzi, co oznacza większe wpływy z podatków na dany poziom stawianego oporu, a zatem większą władzę. Drugi to chęć zapobieżenia politycznej konkurencji. Sąsiadujące rządy są szczególnie chłonne na bogactwa, zarówno intelektualne, jak i materialne, przynoszone przez ludzi z innych terytoriów. Zatem dla każdego rządu wysoce korzystne byłoby wyeliminowanie konkurencji. To zwiększyłoby koszt wymykania się spod rządowej kontroli, a zatem więcej ludzi zostałoby w kraju i płaciło wyższe podatki. Jest to powód, dla którego wzrost politycznej kontroli zawsze idzie w parze z umacnianiem się rządu. W miarę jak rośnie zakres władzy, polityczna konkurencja zmniejsza się, a to podnosi koszt emigracji. Podatki mogą zatem stać się wyższe niż dotychczas.

Jak rząd może rozszerzyć swoją kontrolę na inne terytoria? Istnieją na to zaledwie dwa sposoby: dojdzie do tego albo na drodze wojny i krwawego podboju, albo pokojowej umowy z innymi rządami, czyli politycznego zjednoczenia. Wojna, rzecz jasna, jest przedsięwzięciem bardzo drogim i ryzykownym, którego w normalnych warunkach nie da się przeprowadzić bez zwiększonego opodatkowania obywateli. Jest to powód, dla którego rozrastanie się rządu często nie następuje przy użyciu podboju czy też innej brutalnej metody obejmowania kontrolą nowych terytoriów (i ludzi). W tym wypadku pozostaje jedynie mało widowiskowy sposób politycznego zjednoczenia.

Widzimy zatem, że istnieją dwie przyczyny politycznego zjednoczenia. Z jednej strony, występują ograniczenia w wewnętrznym wzroście rządowej władzy. Z drugiej strony, wojna jest kosztowna i niesie ze sobą ryzyko oraz trudność w uzasadnieniu konieczności jej prowadzenia. Spójrzmy teraz, w jaki sposób dochodzi do politycznego zjednoczenia, tj. jakie siły działają w tym procesie.

DROGA DO POLITYCZNEGO ZJEDNOCZENIA

Polityczne zjednoczenie w ustrojach starożytnych

W czasach starożytnych standardową formą politycznego zjednoczenia było zawieranie małżeństwa. Nie można jednak pomijać faktu, że małżeństwo samo w sobie nie było wystarczającym środkiem do budowania wielkich imperiów, jako że kontrola polityczna wymaga również odpowiedniej organizacji. Wszystkie prymitywne imperia prędzej czy później rozpadały się, ponieważ ich stolica znajdowała się po prostu zbyt daleko, aby kontrolować prowincje. Książętom i królom brakowało środków do egzekwowania rozkazów na peryferiach imperium. W rezultacie to wasale byli faktycznymi, niezależnymi władcami prowincji[9]. Małżeństwo rzadko skutkowało zatem zbudowaniem ogromnego imperium. Służyło ono raczej potwierdzeniu ustanowionych więzi politycznych i to był zazwyczaj szczyt jego możliwości. Tylko wraz z gospodarczym postępem w społeczeństwie i wynikającym z tego wzrostem podatków książęta mogli przezwyciężyć te trudności, ponieważ dysponując większymi środkami gospodarczymi mogli oni panować nad bardziej rozległym imperium. Tak więc to postęp gospodarczy przyczynił się do powstania warunków niezbędnych dla politycznej koncentracji. Polityczne zjednoczenie poprzez małżeństwo stało się możliwe na szerszą skalę dzięki rozwojowi kapitalizmu[10].

 

Polityczne zjednoczenie w ustrojach demokratycznych: problem prywatnych interesów członków rządu

Wyjaśnienie politycznego zjednoczenia w nowoczesnych ustrojach demokratycznych jest nieco bardziej skomplikowane. Podczas gdy w przypadku małżeństw pomiędzy arystokracją każda rodzina korzysta bezpośrednio z nowych rodzinnych układów, nie da się tego powiedzieć o współczesnych biurokratach czy politykach. Problemem nie jest, rzecz jasna, wytłumaczenie, dlaczego dla każdego z nich korzystne jest posiadanie większej władzy. Problematyczne jest raczej wytłumaczenie, dlaczego są oni gotowi do oddania części władzy na rzecz politycznego zjednoczenia. Jak już wspominaliśmy, rząd, który ostatecznie wyłoniłby się ze wspomnianego zjednoczenia, miałby perspektywę wyższego łącznego wpływu z podatków, niż dwa tworzące go rządy miały wcześniej. Powodem byłaby obniżona konkurencja polityczna — wzrósłby koszt emigracji. Mało prawdopodobne jest, aby te zjawiska przyniosły prywatne korzyści zaangażowanym w sprawę politykom i biurokratom. „Rząd” zyskałby na tej politycznej fuzji, tylko że to nie jest prawdziwy „rząd”; są to raczej jednostki będące członkami aparatu, który nazywamy Państwem[11]. Najważniejszym pytaniem jest zatem to, czy istnieje jakiś mechanizm, który systematycznie prowadzi do tego, że nowoczesne rządy szukają politycznej unii, nawet jeśli zmniejsza to osobistą władzę biurokratów i polityków.

Faktycznie, taki mechanizm istnieje. Najlepiej będzie przeanalizować go na analogicznym przykładzie z teorii monetarnej. Teoremat progresji[12] pozwala spojrzeć na banki centralne jako rezultat założeń, które stanowią podłoże bankowości opartej na rezerwie cząstkowej.

Bankowość oparta na rezerwie cząstkowej i teoremat progresji

Bankowość oparta na rezerwie cząstkowej oznacza, że banki komercyjne podejmują się zobowiązań, których z założenia nie mogą dotrzymać. Obiecują one zrealizować każdy substytut pieniądza, tj. banknot czy depozyt, jego właścicielowi zawsze wtedy, kiedy chce on otrzymać swoje pieniądze. Banki jednak emitują substytuty pieniądza w ilości znacznie przekraczającej ilość pieniędzy będących w ich posiadaniu. Nie mogą zatem realizować swoich obietnic w przypadku, gdy pojawi się większa niż oczekiwana liczba żądań do realizacji zobowiązań. Żądania te, rzecz jasna, pojawiają się regularnie na skutek takiego sposobu prowadzenia bankowości. Banki zdają sobie doskonale sprawę z tego, że nie mogą przesadnie zwiększać emisji, ale nie wiedzą one dokładnie, które emisje byłyby jeszcze zaakceptowane, a które już przesadzone. Konkurencja ze strony innych banków zmusza je do dość zuchwałej polityki w tym aspekcie. Kryzysy płynności i tzw. „runy na banki” pojawiały się od zawsze i ma to miejsce po dzień dzisiejszy[13].

Kryzysy te są, rzecz jasna, bardzo niebezpieczne dla banków. W czasie poważnej zapaści finansowej  wiele z nich traci płynność, nawet jeśli  ich wyniki nie były w tak opłakanym stanie co banków, które upadły jako pierwsze — zjawisko to nazywane jest „efektem domina”. Zależy im zatem bardzo na uniknięciu takich kryzysów. Z jednej strony, nie chcą one jednak porzucić przynoszącej zyski praktyki utrzymywania rezerw cząstkowych, a z drugiej strony, konkurencja zawsze doprowadzi je do następnego kryzysu. Co więc robić? Problem znalazł rozwiązanie w istnieniu banków centralnych. Nie ma znaczenia, czy są one własnością prywatną czy publiczną. Czasami wyłaniają się z prywatnych izb rozrachunkowych, ale w większości przypadków od samego początku ich właścicielem jest Państwo. Jest rzeczą oczywistą, że banki centralne mają ogromną władzę nad bankami komercyjnymi. To one decydują, kto otrzyma dodatkowe kredyty, który bank może rozszerzyć swoją działalność oraz, w czasach kryzysów płynności, to one podejmują ostateczną decyzję o tym, który bank przetrwa.

Rzecz w tym, że mimo swojej zależności od banku centralnego, bankom komercyjnym zależy na istnieniu tej instytucji, przynajmniej w momencie jej powstania, jako że połączenie rezerw przynosi chwilową ulgę. To pozwala bankom centralnym na uratowanie banków komercyjnych, które bez ich obecności byłyby zgubione. Banki, świadome istnienia tej siatki bezpieczeństwa, stają się jednak bardziej zuchwałe w swoich praktykach i udzielają kredytów, których inaczej nie zaryzykowałyby zaoferować. Innymi słowy, dalej pomniejszają swoje rezerwy. W rezultacie, prędzej czy później, ten sam problem, który to bank centralny miał rozwiązać, pojawi się ponownie. Z tą różnicą, że odbędzie się to na szerszą skalę.

Kiedy do tego dojdzie, pozostają już tylko dwa wyjścia. W pierwszym z nich, bank centralny połączy się z innymi bankami formując centralną mega-instytucję. To oczywiste, że w tym przypadku, każdy bank centralny stałby się zależny od tej nowej instytucji. Podobnie jednak, jak wcześniej z bankami komercyjnymi, każdy z nich odnosi korzyść na skutek rezygnacji ze swojej niezależności, gdyż chwilowo pozwala to na przetrwanie. Drugie wyjście to otrzymanie od rządu pozwolenia na nierealizowanie wydanych przez banki substytutów pieniądza, czyli pozwolenie na złamanie umów[14]. Oczywiście, banki centralne rezygnują w tym przypadku ze swojej niezależności i zależne są teraz od dobrej woli rządu, aby ten nie ścigał ich za popełnienie tego przestępstwa. Podobnie jak wcześniej, banki centralne odnoszą korzyść w wyniku oddania rządowi władzy nad nimi, jako że chwilowo pozwala im to na przetrwanie.

Oto co sugeruje teoria monetarna. Można podsumować teoremat progresji mówiąc, że każdy krok w kierunku większej zależności ma swoje źródło w zbankrutowanym reżimie. Banki komercyjne oparte na rezerwie cząstkowej są z natury bankrutami i, prędzej czy później, staje się to oczywiste. Następnie zrzekają się one zobowiązań i ich rolę przejmują banki centralne. Ponieważ one również są bankrutami, jest tylko kwestią czasu aż i one dobrowolnie zrzekną się swoich zobowiązań.

Ogólny teoremat progresji

Przypadek współczesnego politycznego zjednoczenia jest dokładnie analogiczny. Zasadnicze znaczenie ma fakt, że większość współczesnych rządów jest wysoko zadłużona. Nie może być mowy o spłaceniu tych długów, gdyż wymagane do tego podniesienie podatków jest rozwiązaniem bardzo niepopularnym. Istnieją zatem zaledwie trzy wyjścia, a mianowicie: inflacja, odmowa spłaty długów oraz polityczne zjednoczenie. Omówię je kolejno.

Żaden ze współczesnych rządów nie lubi rozwiązywać problemu zadłużenia poprzez dodruk pieniądza, gdyż prowadzi to do politycznej i gospodarczej rewolucji. Należy zdać sobie sprawę z tego, że inflacja zawsze oznacza redystrybucję dochodów. Służy ona rządowym interesom dopóty, dopóki jest umiarkowana i w pierwszej kolejności przechodzi przez ręce rządu i jego sojuszników. Natomiast inflacja na wymaganą skalę nie mogłaby być umiarkowana i w większej części musiałaby przejść najpierw przez ręce zwykłych pożyczkodawców, a to powoduje trzy zjawiska. Po pierwsze, będąca skutkiem inflacji ogromna redystrybucja dochodu jest niekontrolowana, a to bezpośrednio zagraża rządowi i jego gospodarczym sojusznikom. Po drugie, inflacja może wywołać cykl koniunkturalny, który kończy się kryzysem gospodarczym. Wydarzenia takie podwyższają prawdopodobieństwo politycznej reorientacji wśród obywateli. Po trzecie, taka polityczna rewolucja zostałaby wsparta przez kompletny upadek systemu monetarnego spowodowany porzucaniem objętej hiperinflacją waluty.

Drugim rozwiązaniem jest odmowa spłaty długów. Ponieważ banki są głównymi pośrednikami finansowymi, doprowadziłoby to do błyskawicznego upadku systemu bankowego. Jako że współczesne banki komercyjne działają w oparciu o system rezerwy cząstkowej, podaż pieniądza i system cenowy również błyskawicznie upadłyby. Czy rząd jest w stanie zapobiec takiemu scenariuszowi? Nie ma, rzecz jasna, sensu „zapobiegać” upadkowi systemu kredytowo-płacowego poprzez jednoczesną inflację, jako że może to doprowadzić do społeczno-politycznej rewolucji. Jednym z wariantów mogłaby być odmowa spłaty długu zagranicznym wierzycielom. Rzeczywiście, osiągnięto by w ten sposób względne uspokojenie nastrojów (jeśli pominiemy, na potrzeby tej dyskusji, wpływ działań odwetowych ze strony zagranicznych rządów i pożyczkodawców). Działania takie pozostawiają jednak rząd na łasce zagranicznych rządów w kwestii przyszłych kredytów. Żadna osoba prywatna nie byłaby skłonna przyznać takiemu rządowi żadnych nowych kredytów; mogą sobie na to pozwolić jedynie inne rządy. To prowadzi nas do trzeciego wyjścia z zadłużenia.

Trzecie wyjście polega na dostarczeniu płynności przez inne rządy, które jeszcze nie zbankrutowały. Ceną za tę pomoc są, rzecz jasna, polityczne przysługi. Podkreślmy tutaj po raz kolejny, że podobnie jak w bankowości opartej na systemie rezerwy cząstkowej, każdy rząd korzysta w tym układzie. To oczywiste, że zbankrutowane rządy mają motywację do zapłaty politycznej ceny. Te, które jeszcze nie zbankrutowały, ale są już wysoko zadłużone, również mają motywację do ich wykupienia. W rezultacie wysokiego stopnia międzynarodowego podziału pracy, bankructwo jednego rządu błyskawicznie odbija się na budżetach wszystkich innych rządów. Wysoko zadłużone rządy korzystają zatem na uniknięciu najmniejszego nawet zachwiania na międzynarodowych rynkach finansowych, gdyż to mogłoby doprowadzić do ich własnego upadku. Bankructwo nawet małego rządu mogłoby im zagrozić[15]. Tego należy uniknąć. Jakikolwiek upadek lub niekontrolowane, nagłe zmiany stanowią poważny problem dla establishmentu. W najwyższym interesie dzisiejszych polityków i biurokratów leży więc sprawienie, by to przedstawienie jakoś trwało[16]. Zbankrutowane rządy chcą zatem być wykupione, a te jeszcze funkcjonujące są gotowe im pomóc. Wynikiem tego podejścia jest polityczne zjednoczenie.

Taki jest mechanizm inicjujący polityczne zjednoczenie we współczesnych demokracjach. Siłą napędową jest konieczność i chęć rządów do rozszerzania swojej władzy i przetrwania w czasach kryzysu. Siła ta prowadzi do politycznego zjednoczenia, ponieważ zarówno te zbankrutowane, jak i jeszcze nie zbankrutowane rządy mają wspólny cel w wynegocjowaniu pomocy finansowej w zamian za wpływy polityczne[17].

Konkretne warunki, na podstawie których zawierana jest umowa, zależą od negocjacyjnej pozycji każdego z rządów. Te z kolei zależą od stopnia ich zadłużenia. W zależności od konkretnych okoliczności danego przypadku, możliwe są różne instytucjonalne rezultaty. Przykładowo, mały zbankrutowany rząd może zostać wchłonięty przez większy, nieposiadający żadnych długów rząd, a kilka wysoko zadłużonych rządów może stworzyć oddzielną instytucję po to, aby uniknąć wysokich kosztów wielostronnych negocjacji. W następnych podrozdziałach omówię krótko dwa przykłady niedawnych, instytucjonalnych rezultatów politycznego zjednoczenia, ilustrujące nasze teoretyczne rozważania.

 

Przykład I: zjednoczenie Niemiec[18]

Przypadek Niemiec jest prawdopodobnie najlepszym przykładem jednostronnego podporządkowania zbankrutowanego reżimu. Faktycznie, rząd Niemiec Wschodnich był nie tylko finansowym bankrutem, był bowiem kompletnie zbankrutowany — moralnie, politycznie, kulturowo. Czterdzieści lat socjalizmu zniszczyło naród. Dyskusja publiczna skupiła się na wewnętrznych warunkach, w których musieli żyć obywatele Niemiec Wschodnich, a była to tylko gospodarcza strona katastrofy. Z kilkoma nielicznymi wyjątkami, eksperyment wschodnioniemiecki zakończył się kompletnym fiaskiem na wszystkich poziomach. Przez moment wydawało się, jakby nic ze starego systemu nie było warte ocalenia. Obywatele Niemiec Wschodnich wołali o zjednoczenie i każdego dnia od upadku muru berlińskiego w listopadzie 1989 publicznie wyrażali głęboką pogardę dla władzy.

W marcu 1990 przegłosowano komunistów ogromną większością głosów. Establishment zachodnioniemiecki nie miał zatem praktycznie żadnych przeszkód w objęciu swoimi rządami całego kraju i narzuceniu tam swoich struktur władzy. Z Zachodu przywędrowały również systemy ubezpieczeń społecznych i świadczeń dla bezrobotnych, a także system podatkowy. Co więcej, cała administracja polityczna i publiczna zostały zbudowane od podstaw według zachodniego schematu.

Obywatele Niemiec Wschodnich nie wiedzieli, rzecz jasna, jak zarządzać tymi nowymi instytucjami oraz jak radzić sobie z nieznanymi zasadami administrowania. Siła robocza musiała być zatem sprowadzona z Zachodu. Osoby, które normalnie latami czekałyby na awans w administracji publicznej, mogły teraz zrobić błyskawiczną karierę. Prawie wszystkie stanowiska kierownicze w gospodarce, administracji publicznej, nauce i kulturze oddane zostały obywatelom Niemiec Zachodnich. Lata 1990-1993 były zatem złotym okresem dla zachodnioniemieckiego establishmentu. Było to najłatwiejsze przejęcie, jakie można sobie wyobrazić.

Nie tylko, jednakże, przejęto Niemcy Wschodnie, ale również podniesiono udział państwa w produkcie narodowym. W rzeczywistości Niemcy Wschodnie skorzystały na ogromnej fali patriotyzmu, która przetoczyła się przez Niemcy Zachodnie. Obywatele Niemiec Zachodnich wierzyli bowiem, że reforma wschodnich landów jest zadaniem rządu. Zaakceptowali zatem ogromne podwyżki podatków. Rok po roku, ponad 140 miliardów marek zostało przetransferowanych z Zachodu na Wschód[19]. Niemcy zaakceptowali również ogromny wzrost zadłużenia publicznego. Ta wyjątkowa sytuacja, według oficjalnej argumentacji, wymagała wyjątkowych nakładów. Nikt nie słuchał ekonomistów, którzy sprzeciwiali się temu, mówiąc, że środki te odbierane były reszcie społeczeństwa. Obecnie dług publiczny Niemiec jest w rezultacie prawie dwukrotnie wyższy niż w połowie lat osiemdziesiątych.

Reprywatyzacja wschodnioniemieckich przedsiębiorstw nie spełniała nawet zachodnioniemieckich standardów. Policja, sądy, transport, edukacja i łączność pozostały rządzone twardą ręką państwa. Generalny skutek zjednoczenia Niemiec to ogromny wzrost władzy państwa. Przez dekady po zakończeniu II Wojny Światowej Niemcy cieszyły się, na poziomie gospodarczym, najwyższym poziomem wolności spośród największych narodów Europy. Teraz kraj ten szybko dogania pod tym względem Francję i Włochy, czyli jest na najlepszej drodze do bankructwa.

Przykład II: Unia Europejska

Przypadek Unii Europejskiej jest świetnym przykładem centralnej instytucji, która pomaga obniżyć koszty koordynacji kilku głęboko zadłużonych i zagrożonych „efektem domina” rządów. Niektóre z krajów Unii Europejskiej — Belgia, Włochy i Grecja — są praktycznie bankrutami. Inne kraje, takie jak Austria, Portugalia, Irlandia, Hiszpania i Szwecja są na progu bankructwa, a jeszcze inne mają się niewiele lepiej[20]. Innymi słowy, coraz więcej członków Unii Europejskiej wymaga wykupienia długów[21]. Nie minie wiele czasu, zanim nie znajdzie się już żaden prywatny inwestor chętny udzielić im nowych kredytów. Jako że rządy są tego świadome, zaczęły poważnie negocjować z innymi rządami. To przyspieszyło negocjacje prowadzące do umocnienia centralnej biurokracji w Brukseli. Większość rządów zaczęła coraz bardziej interesować się kwestią koordynacji spraw finansowych i gospodarczych. Potrzebowały narzędzia, które ułatwiłoby te skomplikowane, wielostronne negocjacje. Komisja Europejska chętnie się w to, rzecz jasna, zaangażowała. Obecnie jest ona na służbie naszych rządów. W przyszłości może stać się ich panem.

Najważniejsze warunki umowy ujawniły się w latach 1993-1997. Niemcom kazano porzucić swoją walutę, markę niemiecką. W zamian rząd niemiecki uzyskał wdrożenie na skalę europejską standardów społecznych, środowiskowych i technicznych. Zobaczmy, co to oznacza.

Marka niemiecka była jedną z najbardziej stabilnych europejskich walut. Dla zbankrutowanych europejskich rządów stanowiła ona znienawidzony symbol „opresji”, jak bywa to nazywane. W rzeczywistości był to symbol narzucanych im przez rynek ograniczeń. Dla Niemców, marka niemiecka jest symbolem stabilności i pewności siebie. Porzucenie marki jest zatem wysoką ceną, jaką zmuszeni byli zapłacić Niemcy.

Niektórzy Niemcy otrzymują jednak coś w zamian. Na przykład, standardy społeczne są ustępstwem na rzecz potężnych niemieckich związków zawodowych, które chcą zapobiec napływowi na niemiecki rynek pracy taniej, zagranicznej siły roboczej.

Standardy środowiskowe są z kolei ustępstwem na rzecz silnego ruchu ekologicznego w Niemczech. Są one również prezentem dla niemieckiego przemysłu, jako że Niemcy i tak mają już najbardziej surowe w tym zakresie prawo w Europie. W wielu przypadkach pozbawiało to niemieckie firmy konkurencyjności na rynkach zagranicznych. Teraz producenci zagraniczni ucierpią przynajmniej w tym samym stopniu, co ich niemieccy koledzy. Wreszcie, standardy środowiskowe są ofertą dla niemieckiego przemysłu ochrony środowiska, który dzięki specjalnym ustawom należy do najbardziej rozwiniętych tego typu gałęzi gospodarki w Europie.

Standardy techniczne stanowią kolejny prezent dla wielkiego przemysłu niemieckiego, który zamierza prześcignąć rywali z innych europejskich krajów poprzez uznaną wyższość w produkcji produktów wysokiej jakości, nawet gdy technicznie niższa jakość byłaby wystarczająca. Narzucenie tych standardów musiałoby zostać, rzecz jasna, przekazane Komisji Europejskiej w Brukseli lub jej ewentualnemu następcy. Bez wątpienia przyczyniłoby się to do wzrostu całkowitego udziału rządu w produkcie krajowym[22].

Podsumowanie

Jeśli dąży się do ograniczenia rządu, należy zlikwidować warunki sprzyjające jego centralizacji, a zatem ostatecznie i istnieniu samego rządu. Najważniejszy wniosek, jaki nasuwa się z powyższych rozważań jest taki, że źródeł współczesnych politycznych zjednoczeń należy szukać w bankrutujących ustrojach. Dwa pośrednie cele pojawiające się na drodze ku wolnemu społeczeństwu okazują się zatem najważniejsze. Pierwszy z nich to obalenie bankowości opartej na rezerwie cząstkowej oraz banków centralnych. Drugi z nich to delegalizacja długów publicznych. Gdy oba te cele zostaną osiągnięte, zarówno wzmocnienie, jak i rozrastanie się rządu stanie się trudniejsze, a zatem zachowanie ideałów wolnościowych będzie łatwiejsze.


[1] Na temat mierzenia rządowych interwencji i umacniania się rządu zobacz America’s Great Depression Murraya N. Rothbarda, edycja 4., Richardson and Snyder, New York 1983, s. 296. Krytyczna analiza konwencjonalnych statystyk kryjących skutki rządowych działań zawarta jest w Eigentum, Anarchie und Staat Hansa-Hermanna Hoppe Opladen 1987, s. 27. Świetną książką ilustrującą sposób, w jaki rządy umacniają się w nagłych sytuacjach jest Crisis and Leviathan: Critical Episodes in the growth of American Government, Oxford University Press, New York 1987.

[2] Można stwierdzić, że rządy większości funkcjonują we wszystkich formach rządu, zobacz: De la servitude volontaire ou Contr’un Étienne de la Boétie Gallinard, Paris 1993 [1562] (w:) On the First Principles of Government Davida Hume in Essays, Liberty Classics, Indianapolis 1987 [1777].

[3] Ten pogląd był poddany, delikatnie mówiąc, poważnej krytyce. Na temat bezpieczeństwa, jako dobra niewymagającego rządowej interwencji zobacz The Production of Security Gustava de Molinari w tłumaczeniu J. Huston McCullocha, Occasional Paper Series #2,(red.) Richard M. Ebeling, Center for Libertarian Studies, New York 1977; Power and Market Murraya N. Rothbarda, edycja 2., Sheed Andrews and McMeel, Kansas City, Kansas 1977, rozdział 1.; For a New Liberty Macmillan, New York 1973, rozdział 12.; Hoppe, Eigentum, Anarchie und Staat, s. 106. Miażdżąca krytyka dóbr publicznych zawarta jest w Man, Economy, and State Murraya N. Rothbarda, Nash Publishers, Los Angeles 1962, tom 2., s. 883-90; A Theory of Socialism and Capitalism Hansa-Hermanna Hoppe, Kluwer Academic Publishers, Boston 1989, s. 211; The Economics and Ethics of Private Property: Studies in Political Economy and Philosophy Hansa-Hermanna Hoppe, Kluwer Academic Publishers, Boston 1993, rozdział 1. Teza, że rząd, wśród wszystkich możliwych instytucji jest najmniej zdolny do wytwarzania dóbr publicznych, jest świetnie omówiona w artykule National Goods Versus Public Goods: Defense, Disarmament, and Free Riders, (w:) Review of Austrian Economics 4 (1990), s. 88.

[4] O konsekwencjach marksistowskiej idei walki kalsowej pisał Ludwig von Mises w Die Gemeinwirtschaft, edycja 2., Jena 1932; Liberalism: In the Classical Tradition, Irvington-on-Hudson, Foundation for Economic Education, New York 1985; Omnipotent Government: The Rise of the Total State and Total War, New Rochelle, Arlington House, New York 1969 [1944].

[5] Na ten temat zobacz: S. Blankertz Legitimität und Praxis, Büchse der Pandora, Wetzlar 1989, s.130; Rothbard For a New Liberty, s. 119; E.G. West Education and the State, Institute of Economic Affairs, Londyn 1970.

[6][6] Zobacz Bertrand de Jouvenel On Power: its Nature and the history of its Growth, Viking Press, New York 1949; Hoppe The Economics and Ethics of Private Property; Hoppe Eigentum, Anarchie und Staat, s. 152 i 182; Hans-Hermann Hoppe The Political Economy of Monarchy and Democracy, and the Idea of a Natural Order (w:) Journal of Libertarian Studies 11, numer 2. (1995); Hans-Hermann Hoppe Time Preference, Government, and the Process of De-Civilization z From Monarchy to Democracy (w:) Journal des Economistes et des Etudes Humaines 5, numer 4. (1994).

[7] Z życia wzięty przykład ekstremalnych konsekwencji takiego działania przedstawiony jest w Macroeconomic Features of the French Revolution Thomasa J. Sargenta i Francois R. Velde (w:) Journal of Political Economy 103, numer 31, (1993), strony 474-518. Autorzy stawiają fascynującą tezę, że głównym powodem Rewolucji Francuskiej był powracający deficyt budżetowy rządu francuskiego oraz jego niemożność wywiązania się z obowiązku spłaty obligacji rządowych.

[8] Zobacz Theory of Money and Credit Ludwiga von Misesa, trzecia edycja angielska, tłumaczenie: H.E. Batson, Liberty Classics, Indianapolis 1981; Logik der Währungskonkurrenz Jörga Guido Hülsmanna, Management Akademie Verlag, Essen 1996, strona 269.

[9] Zobacz Der Staat Franza Oppenheimera, Libertad Verlag, Berlin 1990 [1907]. Oppenheimer opisuje powstawanie i upadek imperiów feudalnych jako „błędne koło” (Hexenkreis), strona 96. Jego zdaniem, użycie pieniądza przerywa to błędne koło. O problemach organizacyjnych rządów feudalnych pisze też Ludwig von Mises w Bureaucracy, Center for Futures Education, Cedar Falls, Iowa [1944] 1983, rozdział drugi, paragraf pierwszy.

[10] Historyczny imperializm można tłumaczyć faktem, że wewnętrzny kapitalizm pozwalał na stosowanie agresywnej polityki zewnętrznej. Zobacz: Walter E. Grinder I John Hagel III „Toward a Theory of State Capitalism: Ultimate Decision-Making and Class Structure” (w:) Journal of Libertarian Studies 1 (1977); Hoppe, The Economics and Ethics of Private Property, rozdział 3; Murray N. Rothbard, Wall Street, Banks, and American Foreign Policy, Center for Libertarian Studies, Burlingame, California 1995.

[11] Rządowi oficjele mają wspólny interes klasowy z ogółem społeczeństwa tylko poprzez znajdowanie się w opozycji do niego. Przewidując główne założenia anlizy społecznych wyborów, H. Spencer trafnie zauważył: „Relatywnie niewielka, spójna grupa oficjeli mająca wspólny interes i działająca w ramach scentralizowanej władzy może pochwalić się ogromną przewagą nad niespójnym społeczeństwem, które nie ma żadnej ustalonej polityki, i które można doprowadzić do wspólnego działania jedynie za pomocą silnego impulsu”. H. Spencer, The Man Versus the State, Cambridge University Press, New York 1994 [1884], strona 47. Również Albert Jay Nock, Our Enemy, The State, W. Morrow, New York 1935, strony 8, 30, 66, 75 (12). Wszystkie poszczególne elementy społecznych wyborów zawarte są w tej znakomitej analizie. Zobacz również pierwsze rozdziały Macchiavelli The Prince.

[12] Autorem tego terminu jest Profesor Joseph Salerno. Zobacz: „Two Traditions in Monetary Theory,” Journal des et des Études Humaines 2, numer 2/3, 1991: 371.

[13] Aby zrozumieć rozmiar problemu, wystarczy wspomnieć chociażby liczne przykłady upadku amerykańskich towarzystw oszczędnościowo-kredytowych (S&L) na przestrzeni lat 80 i 90 XX wieku. Ogólnie na ten temat pisze Rothbard w Man, Economy, and State i w What Has Government Done to Our Money, czwarta edycja, Praxeology Press, Auburn, Alabama 1990 oraz w “The Case For A 100% Gold Dollar” (w:) In Search Of A Monetary Constitution pod redakcją Lelanda B. Yeagera, Harvard University Press, Cambridge, Massachusets 1962. Zobacz również: Hans-Hermann Hoppe, “How is Fiat Money Possible?” lub “The Devolution of Money and Credit,” Review of Austrian Economics 7, numer 2 (1994); Jörg Guido Hülsmann, “Free Banking and the Free Bankers,” Review of Austrian Economics 9, numer 1 (1996); Jose Huerta de Soto, Estudios de Economia Politica (Madrid: Union Editorial, 1994), strona 138.

[14] Oczywiście nieprawdą jest, ściśle mówiąc, że rząd może w ramach prawa wydać takie pozwolenie, jako że może być ono wydane jedynie na rzecz czyjejś własności, własność pozarządowa jest tu jednak zagrożona.

[15] Oraz, rzecz jasna, jakiegokolwiek większego prywatnego uczestnika rynku. To tłumaczy gorliwą gotowość wysoko zadłużonych rządów do subsydiowania wielkich firm.

[16] Z tych powodów keynesizm, ideologia długu i inflacji „stała się czystą ekonomią władzy, zaangażowaną wyłącznie w utrzymanie Establishmentu, czyniąc marginalne poprawki, aby „przelulać” jakoś sprawy jeszcze przez kolejne wybory.” Murray N. Rothbard, „Keynesianism Redux” (w:)The Economics of Liberty, pod redakcją L.H. Rockwella, Ludwig von Mises Institute, Auburn, Alabama 1990, s. 30.

[17] Ogólnie rzecz biorąc, potęga zawsze zależy od zdolności do spełniania pewnych potrzeb. Na ten temat pisze Arnold Gehlen w „Soziologie der Macht” (w:) Handwörterbuch der Staatswissenschaften, Tübingen 1961, tom 7, s. 77. Zobacz również: Jörg Guido Hülsmann, Kritik der Dominanztheorie, R.G. Fisher, Frankfurt n/Menem 1993, s. 48. Zastosowanie tej teorii w dziedzinie stosunków międzynarodowych, tj. stosunków między rządami, zobacz: B. Herz i J. Starbatty, „Zur Frage internationaler Dominanz- beziehungen – Eine Analyse der Machtverteilung auf Weltwirtschaftsgipfeln,” (w:) Kyklos 44, 1991, s. 35.

[18] Zobacz również: Hans-Hermann Hoppe „De-Socialisation in a United Germany,” Review of Austrian Economics 5, nr 2, 1991; Roland Baader, From Socialism to Welfarism: Reflections on a German Experiment, Foundation for Economic Education, Irvington on Hudson, New York 1995.

[19] Równowartość 300 miliardów dolarów wypłacanych corocznie przez Stany Zjednoczone Meksykowi.

[20] Dług publiczny najbardziej zadłużonych krajów Unii Europejskiej wyrażony jako procent od produktu narodowego brutto: Belgia – 132; Dania – 80; Niemcy – 60; Grecja – 112; Hiszpania – 74; Francja – 60; Irlandia – 82; Włochy – 123; Holandia – 79; Portugalia – 72; Szweca – 83. W znacznie lepszej sytuacji znajduje się jedyny europejski kraj będący monarchią, Luksemburg – 8.

[21] Jest to, rzecz jasna, jeden z głównych powodów przyłączania się do Unii Europejskiej. „Fundusz regionalny” subsydiujący „zacofane regiony” Unii Europejskiej znacznie się zwiększał ilekroć przyjmowano do wspólnoty nowego członka. Podobnie, „fundusz spójności” odgrywał ważną rolę w promowaniu Traktatu z Maastricht. Zobacz, na przykład: Roland W. Waniek, Die Regionalpolitik der Europäischen Gemeinschaft: Eine kritische Bestandsaufnahme, Essen: Ruhr-Forschungsinstitut für Innovations–und Strukturpolitik 5, nr 1, 12, 1992; Klaus Peter Schmidt, „Zuviel des Guten: Viele europäische Länder kommen mit dem Ausgeben der riesigen Brüsseler Subventionen nicht mehr nach”, Die Zeit, 3, Marzec 1996: 31.

[22] Północnoamerykański Układ Wolnego Handlu (NAFTA) bardziej przypomina zjednoczenie Niemiec niż Unię Europejską. Rząd Meksyku jest kompletnie zbankrutowany i negocjuje pomoc finansową, by uniknąć polityczno-gospodarcze nacisków ze strony Waszyngtonu i Wall Street. Zobacz: The NAFTA Reader, Ludwig von Mises Institute, Auburn, Alabama, a także: Wall Street, Banks, and American Foreign Policy Murray. N. Rothbarda.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jörg Guido Hülsmann

Jörg Guido Hülsmann (ur. w 1966 r.) jest profesorem ekonomii na University of Angers we Francji.

Pozostałe wpisy autora:

10 Komentarze “Hülsmann: Polityczne zjednoczenie – uogólniony teoremat progresji

  1. Smutne, ale prawdziwe. Czytalem jakis czas temu (w „Nonzero” Wrighta lub „Rynkowym umysle” Shermera), ze od starozytnosci ilosc panstw zmienjszyla sie ze stu kilkudziesieciu tysiecy panstw (panstewek) do stu kilkudziesieciu w czasach wspolczesnych. Chodzi o fakt, nie o dokladne liczby. Dlatego tez stwierdzenie Herberta Spencera jest szczere do bolu: „Relatywnie niewielka, spójna grupa oficjeli mająca wspólny interes i działająca w ramach scentralizowanej władzy może pochwalić się ogromną przewagą nad niespójnym społeczeństwem, które nie ma żadnej ustalonej polityki, i które można doprowadzić do wspólnego działania jedynie za pomocą silnego impulsu”.

  2. Przeraża mnie ta wizja. Pesymistyczny scenariusz prowadzi do globalnego systemu opartego na pełzającym lub cyklicznym kryzysie, centralnym sterowaniu, totalnej kontroli i propagandzie, braku wolności…

  3. Nie rozumiem, co ma istnienie kilkunastu tysięcy państewek do poszanowania idei wolnościowej?

    Zgadzam się, to strasznie smutne, że na przestrzeni wieków odeszliśmy od feudalizmu, gdzie z całą pewnością durny chłop/niewolnik miał bardzo wiele do powiedzenia w kwestii równowagi rynkowej.

    Tekst z dużą ilością przypisów by sprawiać wrażenie poważniejszego. Szczególnie zabawne jest dodanie pierwszego (M.N.Rothbarda) już w PIERWSZYM zdaniu! Więcej nie skomentuje.

  4. @Łukasz Piechowiak:
    A co Pan sądzi o publikacjach prof. Hoppe?

    Mam parę pytań:
    – Czy ten tekst popiera feudalizm?
    – Co do powiedzenia ma w kwestii równowagi rynkowej np. klient Poczty Polskiej lub odbiorca gazu, którego cena jest uzależniona od decyzji UE?
    – Czy dla ludzi mieszkających w byłym ZSRR byłoby lepiej, gdyby mogli wyjeżdżać na zachód bez ograniczeń?

  5. Nie wydaje mi się by moja opinia o publikacjach HHH miała jakiekolwiek znaczenie dla oceny tego tekstu.

    Nie popiera feudalizmu. Poprzedni wpis był komentarzem do postu Marcinach, z którego, naturalnie mogę się mylić, zrozumiałem, że im większe rozdrobnienie na mapie politycznej tym lepiej. Nie jestem zwolennikiem tezy przeciwnej, po prostu wydaje mi się, że nie ma absolutnie żadnej możliwości weryfikacji – porównania jednego z drugim.

    Pozostałe dwa pytania są nieprecyzyjne, ale intencje autora są dla mnie jasne.

    Zawsze gdy się pewne rzeczy upraszcza, powołuje na w zasadzie homogeniczne źródła, istnieje ryzyko niezadowolenia czytelnika. Ja jestem niezadowolony, więcej, jestem zły, że przeczytałem takie o to zdania;

    1. W powyższych staraniach rządy zawsze mają dużą przewagę. Otóż na ich korzyść działa przekonanie większości obywateli, że rząd jest niezbędny do zapewnienia pewnych konkretnych usług.

    – kuglarstwo, czy walka klas?

    2.Jakim sposobem rząd wpływa na zmianę przekonań wśród społeczeństwa? Musi on znaleźć powody, dzięki którym większość obywateli zaakceptuje jego rozszerzoną działalność.

    – bez komentarza.

    3.Problem z religią polegał na tym, że w przeciwieństwie do siły militarnej, władza świecka nie miała na nią monopolu.Przez wieki, quasi-monopol na władzę znajdował się w rękach Kościoła Katolickiego i tylko w nielicznych przypadkach w interesie Kościoła leżało zwiększanie władzy książąt. Najlepszymi tego przykładami są krucjaty przeciwko „poganom” panującym w Ziemi Świętej. Okazje te nie zdarzały się na tyle często, by zaspokoić książęcy apetyt na wojnę (..)

    – Usta ze zdziwienia otworzyłem jak to przeczytałem.

    Historia jest dostępna dla wszystkich, ale nie można jej używać tak jak się komu żywnie podoba.
    Proszę, błagam, apeluje. Jak do czegoś jest dużo przypisów ulubionych autorów, to nie znaczy, że jest warte i godne uwagi. Pokora, nie więcej.

    Pozdrawiam

  6. @Łukasz Piechowiak:
    Nie będę polemizował, wydawało mi się tylko, że Hoppe popiera koncepcję wielu małych państw, co ma prowadzić do dużej konkurencji między rządami i przeciwdziałać ich rozrastaniu się.

  7. @6
    Moja bystrość umysłu się trochę przytępiła, mógłbyś rozwinąć co takiego niespójnego jest w 1. albo 2.?

    Bo co do 1., to nieprawdą jest, że powstają państwowe twory wiedzące lepiej i będące obowiązkowymi?
    Bo co do 2., to też się zgadzam, że nie wymaga komentarza, po pierwsze w ogóle nie wymaga cytowania.

    W jakim to stopniu, kwestionuje to sam tekst? W czym się myli? Więc jeśli to jest jedynie tekst, którego walory polegają na dołączeniu w przypisach Rothbarda i Hoppe, to chyba łatwo będzie obnażyć jego słabość.
    Proszę, apeluję o nie zadowalanie się wyłącznie taką przypisową krytyką;) Błagam o rozwinięcie myśli:)

  8. @Łukasz Piechowiak

    „zrozumiałem, że im większe rozdrobnienie na mapie politycznej tym lepiej. Nie jestem zwolennikiem tezy przeciwnej, po prostu wydaje mi się, że nie ma absolutnie żadnej możliwości weryfikacji – porównania jednego z drugim.”

    zależność jak najbardziej istnieje. zawsze lepsza jest decentralizacja niż centralna superstruktura planująca. jak powstanie supermocarstwo, to trudno będzie nawet wyemigrować do jakiegoś innego państwa, gdzie poziom zamordyzmu i fiskalnego terroru (że się tak emfatycznie wyrażę) byłby dla jednostki znośniejszy.

    istnienie setek czy tysięcy mniejszych ośrodków, wolnych miast itp – leży w moim prywatnym interesie.

  9. @ Łukasz Piechowiak

    W bardzo małych krajach cywilizacji zachodniej opartych na rządach prawa (Hong Kong, Lichtenstein, Luxemburg, Singapur, raje podatkowe itd.), siła rządu jest dużo mniejsza niż w pozostałych, bo male panstwo musi bardziej opierac sie na wolnym handlu i niskich podatkach przyciagajacych kapital.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *