Iwanik: Solvency 2 – co widać i czego nie widać?

29 października 2010 Ekonomiczna analiza prawa komentarze: 18

Autor: Jan Iwanik
Wersja PDF

Parę dni temu przeczytałem „Co widać i czego nie widać” Fryderyka Bastiata. Dzięki lekturze inaczej spojrzałem na trwające prace nad kompleksową reformą europejskiego rynku ubezpieczeniowego Solvency 2.

 

Co widać

Celem Solvency 2 jest utworzenie „wspólnego europejskiego rynku ubezpieczeniowego”. Dla Brukseli oznacza to, że wszyscy europejscy ubezpieczyciele będą podlegać podobnym regulacjom. Teoretycznie jednolitość regulacji może ułatwiać firmom eksport usług do innych krajów europejskich i poprawić funkcjonowanie wspólnego rynku. Jeśli ten zabieg się uda, będzie to widoczny sukces reformy.

Dodatkowo Solvency 2 wprowadza europejskie wymagania kapitałowe oparte na indywidualnej ocenie ryzyka ubezpieczycieli. Zamiast stosować sztywne współczynniki, europejscy ubezpieczyciele będą mogli zarządzać ryzykiem za pomocą tzw. modeli wewnętrznych. Są one skomplikowanymi programami komputerowymi wyznaczającymi minimalny poziom kapitału wymagany dla firmy na podstawie jej sytuacji finansowej oraz ekspozycji na ryzyko. Wyposażenie wszystkich europejskich ubezpieczycieli w wyrafinowane systemy analiz to widoczna zmiana na lepsze.

 

I czego nie widać

Ponieważ analityczne zasoby firm ubezpieczeniowych są ograniczone, wdrożenie Solvency 2 oznacza odwrócenie uwagi firm od tradycyjnego zarządzana ryzykiem i szczegółowego underwritingu. W ten sposób podstawowa funkcja towarzystw ubezpieczeniowych zostaje w wielu firmach zaniedbana.

Rynek ubezpieczeniowy ciągle się zmienia, pojawiają się na nim nowe zjawiska i problemy. Na przykład w ostatnim czasie zwiększa się aktywność kancelarii odszkodowawczych. Oznacza to, że niektóre grupy kierowców w niektórych obszarach kraju  będą otrzymywać wyższe odszkodowania oraz częściej popełniać niektóre oszustwa ubezpieczeniowe. Dobre zarządzanie ryzykiem wymaga dogłębnego zrozumienia tego zjawiska i obmyślenia strategii obronnej.

Niestety najlepsi analitycy ubezpieczeniowi są w tej chwili zajęci Solvency 2. Zrozumienie zawiłości modeli Solvency 2: scenariuszy ekonomicznych, rozkładów zmiennych losowych, estymacji współczynników korelacji i struktury kopuł w modelach wewnętrznym, wymaga od analityka ubezpieczeniowego wiele czasu. W tym samym czasie analityk ten nie może zająć się realnymi problemami zarządzania ryzykiem.

Także zarządy i rady nadzorcze firm ubezpieczeniowych mają ograniczone możliwości. Czasu poświęconego na pilnowanie projektów Solvency 2 nie można wykorzystać do nadzoru nad tradycyjnym zarządzaniem ryzykiem i szczegółowym underwritingiem.

Zastosowanie nowych regulacji wymaga także ogromnego nakładu pracy organów nadzoru[1],[2]. Brytyjskie Financial Services Authority (FSA) nałożyło w tym roku na ubezpieczycieli dodatkowy podatek w wysokości 16 mln funtów[3]. Te pieniądze posłużą w 100% do sfinansowania atrakcyjnego wynagrodzenia dla setki analityków, którzy podejmą pracę w FSA. W ten sposób doświadczone zasoby analityczne zostaną odciągnięte z firm ubezpieczeniowych. Cenny czas tych osób nie będzie mógł być poświęcony na tradycyjne zarządzanie ryzykiem i underwriting.

Solvency 2 wprowadza nowy, centralnie zaprojektowany system monitorowania ryzyka. To widać. Jednocześnie osłabia sprawdzone, zdroworozsądkowe mechanizmy zarządzania ryzykiem i underwritingu. Tego nie widać na pierwszy rzut oka. Przynajmniej na razie.


[1] http://www.insuranceday.com/insday/news/ceiops-under-staffed-to-assess-solvency-ii-equivalence/255775.htm

[2] http://www.insuranceerm.com/news-comment/insurance-regulators-face-staffing-crisis.html

[3] http://www.insuranceerm.com/news-comment/fsa-to-charge-firms-29m-for-solvency-ii.html

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jan Iwanik

Pozostałe wpisy autora:

18 Komentarze “Iwanik: Solvency 2 – co widać i czego nie widać?

  1. Narzucenie jednolitego prawodawstwa we wszystkich państwach członkowskich jest logiczną kontynuacją idei stworzenia z UE jednego państwa. Jeżeli podatki będziemy płacić do wspólnej europejskiej kasy, sady będą wydawać takie same wyroki według spójnego europejskiego prawa, Interpol będzie mógł aresztować poszukiwanego w dowolnym kraju członkowskim. To UE zmieni się w jedno państwo bo państwo to właśnie prawo które musimy przestrzegać.

    Nie rozumiem, jednak dlaczego autor się martwi, że ludzie znajdują lepszą pracę. Ponoć jest bezrobocie więc chyba nie powinno być problemu ze znalezieniem chętnych do pracy.
    Dlatego słuszniejsze jest zamartwianie, jak to też robi autor, się, że projekt ten finansowany jest z naszych pieniędzy niż co robią analitycy.

  2. Ciekawe by było oszacowanie kosztów tych dodatkowych regulacji – czyli, w istocie, parapodatków. Trzeba by je wszystkie zbierać pod jednym linkiem i zrobić oszacowanie. Pod tytułem „Jakie są koszty podatków i innych regulacji”. Można z tego zrobić fajną publikację na mises.pl, myślę, że odbiłaby się szerokim echem, jako alternatywa dla „dnia wolności” CAS.

  3. Problem moim zdaniem odnosi sie do pytania o skutecznosc i koszt wszelkich „centralnych regulacji” rozmaitych galezi gospodarki.

    Narzucajac jakies normy centralnie i odgornie, podmiot narzucajacy malo kiedy w pelni zdaje sobie sprawe z calkowitych kosztow i finalnych efektow takiego postepowania.

    Odplyw zasobow analitycznych do inncyh dzialow firm to jeden z takich „efektow niezamierzonych” – a te sa chyba jednymi z wazniejszych w ekonomii?

    Oczywiscie mamy do czynienia z „dobrymi intencjami” – w tym przypadku by „ułatwiać firmom eksport usług do innych krajów europejskich i poprawić funkcjonowanie wspólnego rynku” – wszyscy wiemy co jest wybrukowane dobrymi checiami.

  4. Chyba mam alergię na słowo „regulacja”.
    Jeśli słyszę o tym, że „wszyscy europejscy ubezpieczyciele będą podlegać podobnym regulacjom”, to odbieram to jako kolejne ograniczenie konkurencji wolnorynkowej. Czyli de facto ograniczenie władzy konsumentów i wzmocnienie roli urzędników.

    Czy ktoś znający rynek ubezpieczeń i jednocześnie posiadający zdrowy dystans do tych zagadnień mógłby mi powiedzieć, jakie regulacje są potrzebne na rynku ubezpieczeniowym poza dbaniem o to, by obydwie strony transakcji wywiązywały się ze swoich zobowiązań?

  5. @stanisław – bo zawsze ze szkodą dla pozostałych członków społęczenśtwa, jest jego zdolni przedstawiciele poświęcają się bezproduktywnym zajęciom.
    @ autor – Zgadzam się 🙂

  6. Janie,

    Na poczatek zgodze sie z Toba, ze S2 wiaze sie poteznym wysilkiem administracyjnym dla firm. W szczegolnosci jest to problem dla mniejszych lub nawet srednich ubezpieczycieli. QIS5, ktory ma byc zalazkiem modelu standardowego, jest niezwykle skomplikowany, zbyt skomplikowany!

    Ale jaka jest alternatywa dla S2? Celem S2 jest to, by kazda forma umiala ocenic jakosciowo i ilosciowo ryzyko, ktore podejmuje. Czy jest jakas alternatywa dla tego podejscia?

    Przyznaje szczerze, ze w wielu przypadkach skomplikowane modele mozna by zastapic prostymi wskaznikami. Niestety te proste wskazniki sa notorycznie naduzywane. Zapewne potrafisz podac wiele przykladow ze swojej praktyki zawodowej.

    Pare przykladow?

    – Ile firm europejskich jest przygotowana na niskie stopy procentowe, jakie dzis juz sa? Odp. Pewnie tylko kilka. Dlaczego? Bo wszystkie systemy wskaznikowe mydla oczy.

    – Prawie zadna firma nie potrafi podac lacznego ryzyka jakie podejmuje sprzedajac swoje produkty. Lub inaczej formulujac problem: Z jaka strata liczy sie firma sprzedajac swoje produkty? Znasz taka?

    – dlugowiecznosc – ile firm potrafi samodzielnie ocenic, jakie ryzyko zwiazane jest z tym biznesem?

    Zwracam Twoja uwage, ze system w cale nie jest centralnie zaprojektowany: „principle based”. Celem jest, by model do oszacowania ryzyka byl zupelny, czyli obejmowal wszystkie mozliwe (materialne) ryzyka. Model standardowy probuje (!!!) te ryzyka objac i dlatego jest taki skomplikowany. Ale ostatecznie to kazda firma musi zdecydowac, czy tem model jest dla niej wlasciwy.
    Firma nie moze sie juz „ukryc” za wskaznikami.

    Przyznaje, ze male firmy maja powazny problem.

  7. Aleksander, bardzo Ci dziekuje za poglebiony komentarz. Fajnie Cie spotkac na forum.

    Jak na mieses.pl przystalo, zaczne z grubej rury: alternatywa jest brak pantwowego regulatora i pozostawienie oceny wyplacalnosci konkurujacym agencjom ratingowym. Lub ewentualnie pozostawienie pantwom czlonkowskim swobody w regulowaniu wyplacalnosci po swojemu i umozliwienie Portugalczykom i Czechom ubezpieczanie sie w firmie dzialajcej na prawie polskim lub niemieckim. Krotko mowiac pozostawienie konkurencji na rynku regulacji. Niech konsumenci sami wybiora, jaki system regulacyjny jest dla nich najlepszy.

    Slusznie podajesz rozne rodzaje ryzyk, ktore sa aktualnie slabo szacowanie przez firmy. Problem z ryzykami, ktore opisujesz nie polega na tym, ze ich realizacje moga miec losowe przebiegi wokol jakiejs tam zalozonej sredniej (co S2 wychwyci), ale ze pod wlywem wydarzen makro, zalozona srednia moze bardzo sie zmienic. S2 nie jest na to ryzyko odporne. Po kolei.

    Stopy procentowe: rozumiem, ze chodzi o zyciowke, bo w majatku po prostu podniesiemy skladki. S2 kaze modelowac 0.5 percentyl rozkladu stop. Znasz jakis model, ktory to potrafi zrobic? S2 ukrywa nasza ignorancje na temat przyszlych stop za skomplikowaniem modelu. Bezpieczniej i prosciej byloby przetestowac trzy scenariusze.

    Calkowity zysk lub strata ze sprzedazy produkow: faktycznie nikt tego nie liczy. Jednak S2 nie zmieni nic w tej sprawie. Analitycy S2, ktorzy twierdza, ze potrafia zamodelowac rozklad calkowitego zwrotu ze sprzedanego produktu zapominaja o najwazniejszych, systematycznych ryzykach. Zamiast tracic czas na robienie Monte Carlo, powinni zastanawiac sie nad deterministyczna czescia modelu, nad jego „srednia” i „kalibracja”, nad systematycznymi ryzykami i trendami — np. ryzyko, ze ludzie w czasie recesji beda podpalac swoje biznesy. A to juz jest „tradycyjny” underwriting, z ktorego firmy traca dobrych ludzi.

    Co prowadzi mniej do ryzyka dlugowiecznosci: model stochastyczny wokol jakiejs tam zalozonej sredniej intensywnosci smiertelnosci jest malo wartosciowy. Prawdziwe ryzyko sprowadza sie do tego, jakim trendem intensywnosci smiertelnosci bedzie podazac. A na to po prostu modeli nie ma. A jesli nawet jakies istnieja, to sa niefalsyfikowalne, a wiec ich wartosc ma charakter dogmatyczny, a nie realny. Znowu – bezpieczniej i taniej byloby przetestowac trzy scenariusze.

    Zwroc uwage, ze jedno wazne ryzyko, ktore S2 pomija, to ryzyko modelu wewnetrznego.

    Idea, ze firmy moga „calosciowo” wyznaczac podejmowane przez siebie ryzyko jest atrakcyjna, ale chyba tez troche naiwna. Moze S2 do tego nieco zbliza, ale nie jestem przekonany, ze cena, ktora rynek zaplaci jest tego warta.

    A jeszcze jesli chodzi o skutecznosc regulacji w „calosciowym” modelowaniu ryzyka, to powiem dwa slowa: „Bazyl 2”.

    Jeszcze raz dziekuje za fajny komentarz i niecierpliwie czekam na kontynuacje.

    J

  8. @stanislaw: Wydaje mi sie, ze dobra definicja jest, ze produktywne jest to, za co inni chca dobrowolnie zaplacic.

    Bezpoduktywne jest to, czego ani ja, ani moj klient, ani zadna inna strona transakcji, nie chemy i robimy to tylko dlatego, ze ktos nam w przeciwnym wypadku grozi pobiciem lub wiezieniem.

    @pawel: Prosze zajrzec tu: http://mises.pl/blog/2008/05/21/jan-iwanik-libertarianski-przeglad-ubezpieczen/ Od czasu, gdy to napisalem, osobiscie troche sie zradykalizowalem, ale z grubsza moze odpowiada to na Twoje pytanie.

    @marcin: Dziekuje za celne wyjasnienie.

  9. Czy chodzi o zdanie kończące się: „… dla setki analityków, którzy podejmą pracę w FSA.”?
    Jeśli tak, to właśnie to spełnia definicję bezproduktywności wg J.S. Tych analityków nikt nie zatrudniłby dobrowolnie do „rozgryzania” S2, dzieje się to pod przymusem Brukseli. Bez S2 znaleziono by im bardziej przydatną dla firmy pracę.

  10. Witajcie,
    Idea jednolitego wspólnego rynku jest świetna.
    Tyle tylko, że moim zdaniem, powinien to być wolny rynek. Regulacje powinny być ogólne i nie budzące kontrowersji.
    Pracownicy firm ubezpieczeniowych mogliby się wtedy zajmować tym do czego firmy ubezpieczeniowe są tworzone zamiast tworzyć różnego rodzaju zestawienia, raporty czy analizy dla instytucji nadzorujących.
    A bezpieczeństwo klienta? Jak chronić firmy przed brakiem wypłacalności? Doskonale to zrobi wolny rynek. Jaś pisał o agencjach ratingowych. Moim zdaniem mamy jeszcze innego kandydata do analizowania bezpieczeństwa finansowego firm ubezpieczeniowych: instytucje nadzorujące. Niech sprawdzają, nadzorują, robią analizy i zestawienia. Mogą wydelegować pracowników do firm ubezpieczeniowych, mogą tworzyć modele jakie tylko chcą, tworzyć oprogramowanie a potem publikować zestawienia i rankingi firm ubezpieczeniowych.
    A klient, na podstawie tych informacji i innych czynników, niech podejmie suwerenną decyzję dotyczącą tego z którą firmą podpisać umowę ubezpieczenia.
    No a teraz wracam do QISa.
    Czy ktoś potrafi mi pomóc w kwestii przyporządkowania segmentacji non-life do obecnych grup ministerialnych? Chodzi mi w szczególności o linię: Workers’ compensation – czy to grupa 1 czy może 13?

  11. Janku,
    a ja jako nieprzekonany wyznawca zadam pytanie odnośnie twojego komentarza. Skąd Twoje przekonanie, że konkurencyjne firmy ratingowe będą lepsze. Myślę, że będą po pierwsze zdecydowanie mniej wiarygodne niż instytucja państwowa (patrz Enron i problem audytorów i ich konsultantów w innych działach – tajemnicą poliszynela jest, że firma X najpierw robi projekt, a później jak robi audyt to nie może wskazać, że w projekcie były błędy). Po drugie jeśli mają być kompetentne, to większość problemów FSA będą replikować – wyciąganie osób z rynku, żeby mogły ten rynek sensownie oceniać. Co więcej regulacji (nieformalnych) będzię jeszcze więcej, bo jeśli mają być to konkurencyjne agencje ratingowe, to każda będzie mieć inne zasady, więc żeby mieć ocenę kilku agencji każdy ubezpieczyciel powinien dać się zaudytować kilku agencjom. Co prowadzi mnie do wniosku, że taka rozwiązanie może być także dużo droższe (Co pradwa nie zapłacą za nie podatnicy, ale osoby korzystające z ubezpieczeń). Chyba, że masz jakieś dane na temat tego, że rozwiązanie takie będzie tańsze. Ja zawsze zastanawiam się co jest gorsze market failure czy state failure.

    Zgadzam się natomiast z tezą, że nikt nie bierze pod uwagę kosztów, o których piszesz przy wprowadzaniu regulacji. Tak jak i zgodzę się, że S2 tak jak i B2 próbują wykazać, że potrafimy skwantyfikować, to co jest niepoliczalne.

  12. @ Tomasz Mostowski

    konkurencje firmy ratingowe będą przede wszystkim… konkurencyjne. Co spowoduje, że warunkiem koniecznym zarabiania będzie wiarygodność i rzetelność, będzie występować bardzo duża motywacja do dbanie o nie. A skuteczność przeznaczania rzadkich środków na dbanie o rzetelność i wiarygodność będzie weryfikowana przez występowanie zysku.

    Tego instytucja państwowa nie ma, może działać jedynie na podstawie przypuszczeń. I nawet zakładając, że są to przypuszczenia specjalistów, to i tak nie ma żadnego sposobu ich weryfikacji. A w każdym biznesie technokracja to nie wszystko. Bo „równowagowa” ilość środków przeznaczonych na dbanie o rzetelność jest niezależna od technokratycznej opinii na temat „właściwego” sposobu zapewniania rzetelności. O ilości i sposobie alokowania tych środków na rynku decydują wszystkie potencjalne alokacje środków.

    Łatwo to sobie zrozumieć jeżeli wyobrazić sobie świat aniołów-technokratów, którzy chcą produkować wszystko. Każdy z nich ma swoje doświadczenie mówiące o tym, jaki jest właściwy poziom i sposób produkcji ubezpieczeń, mebli, chleba, usług medycznych, edukacji etc. Jak mieliby dojść do porozumienia kto ma komu ustąpić?

    Jeżeli niektóre branże są zarządzane przez takich państwowych technokratów, to nie muszą ustępować nikomu – sektor prywatny jest zmuszony ustąpić im.

    Skądinąd – patrząc na branżę finansową – już teraz przejście prywatnych egzaminów CFA jest trudniejsze i wyceniane na rynku wyżej, niż wymagane przez państwo egzaminy na doradcę inwestycyjnego. Nie widzę powodów dlaczego rynek miałby sobie nie poradzić.

  13. * Czy jest alternatywa dla państwowego regulatora (nadzorcy) rynku finansowym?

    Na pierwszy rzut oka zdecydowanie liberalna propozycja, czyli brak regulatora państwowego, brzmi atrakcyjnie. Niech każdy sam decyduje, gdzie się ubezpiecza i sam ponosi tego konsekwencje.

    Sprawa jednak wydaje się nieco bardziej skomplikowana. W każdej wizji państwa, nawet tej najbardziej liberalnej, rola państwa jest stworzyć warunki równorzędnego funkcjonowania podmiotów na rynku. W przypadku firm finansowych klient (np. emeryt z jego oszczędnościami lub osoba sprzątająca w sklepie z droga elektroniką) powinien mieć potwierdzone informacje o wiarygodności podmiotu, któremu powierza swoje pieniądze lub u którego się ubezpiecza od odpowiedzialności cywilnej. Jest to podstawowa gwarancja funkcjonowania praworządnego systemu finansowego.

    Kto wiec powinien dostarczać informacje o wiarygodności finansowej ubezpieczyciela?
    Padła propozycja, by uczynić za to odpowiedzialnym agencje ratingowe. Ale przecież rating wydawany przez np. Moody’s zwykle nie odnosi się bezpośrednio do praw ubezpieczonych.

    Ponadto czy oznacza to, ze wszystkie firmy powinny poddać się weryfikacji agencji ratingowych? Kto powinien za to płacić? A kto powinien kontrolować agencje ratingowe? Jeśli nikt, to moze my stworzymy taka agencje?

    Czy państwo, które jest odpowiedzialne za stabilność systemu finansowego, powinno powierzyć rolę kontrolną agencjom ratingowym?

    Ostatni kryzys pokazał, iż w sytuacji krytycznej koniczne jest zaangażowanie pieniędzy podatnikowi, by zatrzymać upadające klocki domina. Ponadto państwo bierze na siębie odpowiedzialność za oszczędności zapewniające podstawowy byt (gwarancje depozytów, np. do 100TEur). Jeżeli wiec państwo bierze pod uwagę możliwość zaangażowania środków publicznych do ochrony systemu finansowego, to dlaczego nie powinno wprowadzać środków ochrony pieniędzy podatników w postaci nadzoru państwowego?

    Na koniec pozwalam sobie zauwazyc, ze agencje ratingowe zabrały się właśnie za przeglądy modeli wewnętrznych (patrz np. S&P ) i dają dodatkowe punkty ta model wewnętrzny. W komentarzu można przeczytać, iż nie jest celem firm „nagradzanie” kogokolwiek za modele matematyczne, ale za risk governance, a model matematyczny jest tylko jednym z elementów.

    * Czy S2 rozwiąże problemy i wyeliminuje ryzyko bankructwa?

    Wydaje mi się, że w dyskusjach na alternatywami dla S2 myli się mierzenie ryzyka (risk measurement) i zarządzanie ryzykiem (risk management).

    W przypadku jednego wybranego krótkoterminowego produktu, może się okazać, iż proste wskaźniki całkowicie wystarczają, by kontrolować ryzyko. W przypadku prostych produktów ryzyko daje się łatwo opisać i skwatyfikowac bez wielkich modeli. Dlatego w pełni rozumiem Wasze obserwacje, że ktoś próbuje strzelać z armaty do wróbla. Ale…

    Schody zaczynają się, gdy próbuje się te produkty zagregować, czyli oszacować ryzyko na poziomie:
    – portfela
    – spółki (rożne typy produktów)
    – grupy (różne kraje)

    Zwróć uwagę, że ostatecznie, by ocenić wiarygodność finansową potrzeba liczb. Od tego nie uciekniemy.

    Nie niedoceniałbym kreatywności firm w tworzeniu produktów finansowych. Jeśli mielibyśmy pozostać w świecie mierzonym kilkoma na pozór uniwersalnymi wskaźnikami, to zawsze znajda się firmy, które stworzą produkty wymykające się tym wskaźnikom. Kto powinien być odpowiedzialny za wymyślanie nowych wskaźników, które miałyby uwzględniać te nowe ryzyka?
    Przykłady z ostatnich lat:
    – variable annuities
    – structured notes
    – bonding
    – reasekuracja (chyba całość)

    W świecie S2 firma, która oferuje nowe produkty, powinna mieć model do oszacowania ich ryzyka, tzn. musi rozumieć, co sprzedaje. A jak nie rozumie modelu, to powinna dostać „po uszach”, czyli capital add-on.

    Mały przykład z ostatnich tygodni: Spotkanie CRO z nadzorem nt. jakiś tam temat dot. etapu rozwoju modelu wewnętrznego. Na początku spotkania przedstawiciel nadzoru bardzo zaniepokojony obecnym poziomem stóp procentowych w kraju XXX pyta, jaki będzie wskaźnik wypłacalności firmy, jeśli stopy spadną o dalsze 50bp. Poda odpowiedź: 40%, czyli grubo poniżej bezpieczeństwa. Przedstawiciel nadzoru wiedząc, że sytuacja na rynku jest bardzo poważna odpowiada uspokojony: „Dobrze, że Pan potrafił podać odpowiedź. W przeciwnym przypadku nie kontynuowalibyśmy naszej rozmowy.” W międzyczasie nadzór zwrócił się do dwóch innych firm o zmianę CRO, którzy nie potrafili z pamięci podać szacunku sensitivity na zmianę stóp procentowych.

    Czy więc S2 rozwiąże problemy i wyeliminuje ryzyko bankructwa? Chyba nie, ale na pewno jest jednym kompleksowym podejściem do problemu.

    A propos czy przyglądałeś się bliżej modelom agencji ratingowych? To nie są modele stworzone stricte dla biznesu ubezpieczeniowego.

    Jeśli byłoby to dla uczestników tego forum interesujące, to mógłbym zebrać kilka case studies, dowodzących, że nie ma alternatywy dla modeli wewnętrznych.

  14. @Aleksander
    To prawda, ze dzisiejsze ranking Moodys I innych nie odnosza sie do praw ubezpieczonych. Jest tak dlatego, ze rynek rankingow wyplacalności dla ubezpieczonych jest zmonopolizowany przez nadzory. Gdyby nadzory dopuściły na nim konkurencje, sadze, ze odpowiednie rankingi powstalyby. W dzisiejszej sytuacji nie ma sensu takich rankingow tworzyc, bo itak nie wplywają one na wymagania kapitalowe.

    Panstwo nie powinno brac pod uwage angażowania pieniedzy podatnikow na ratowanie zadnej czesci systemu finansowego, także ten argument za koniecznoscia nadzoru odpada. Jesli juz, to jest to argument przeciw nadzorom, bo ostatecznie pokazuje jak one zawiodły w 2008.

    Piszesz, zeby nie nie doceniac kreatywności firm (w obchodzeniu wskaznikow), a potem piszesz, ze „w swiecie S2 firma taka dostanie po uszach”. Czy moze nie doceniasz kreatywności firm?

    Ciekawy przyklad o CRO. Mi sie on kojarzy z tym, jak raz w roku do Putina dzwonia ludzie, ze w sklepie w Nowosybirsku jest droga kaszanka i Putin zalatwia sprawe od reki. Sklepowa dostaje propozycje nie do odrzucenia. Niektorzy w Rosji sa dumni z tego, jaka dobra maja wladze. Wiem, ze to nie do konca to samo, ale jest jakies podobieństwo, prawda?

    Przyklady o konieczności modeli wewnętrznych bylyby bardzo interesujące.

    @Tomasz
    Dobra uwaga. Nie wiem, czy konkurencyjne rozwiązanie byloby droższe, czy tansze. Byc moze byloby tansze, bo zwykle uslugi dostarczane na konkurencyjnym rynku sa tansze od monopolistycznych. Ale z drugiej strony tu może być inaczej, bo regulator nie dziala dla zysku.

    Nie wiem tez ilu analitykow trzeba optymalnie wyssac z rynku, żeby system byl dobry. Przypuszczam, ze nikt tego nie wie. Tego typu wiedza powstaje w procesie ewolucji instytucjonalnej. Centralny kreacjonizm instytucjonalny wstrzymuje te ewolucje i spowalnia zdobywanie wiedzy na takie tematy.

    Jeśli chodzi o wiarygodnosc prywatnych ratinkow i pantwowych ratinkow, to 1) dzisiejsze agencje ratingowe nie sa w pelni rynkowe – sa powiazane z systemem panstwowym tysiacem regulacji. 2) Enron to dobry przykład, ale na co? Czy to porazka ratingowcow, czy SEC? 3) Co jest wieksza wtopa – Enron, czy taki kryzys 2008? W mojej opinii za ten drugi od powiada Fed, a wiec instytucja która rzekomo jest wiarygodna, bo panstwowa.

    W jednym i w drugim systemie beda bankructwa od czasu do czasu. Ale, z jakiej racji zadaniem panstwa jest powstrzymywanie bankructw przedsiebiorstw? To jest mentalnosci obroncow Ursusa i Stoczni Gdanskiej.

  15. @Dariusz
    „Czy chodzi o zdanie kończące się: “… dla setki analityków, którzy podejmą pracę w FSA.”?
    Jeśli tak, to właśnie to spełnia definicję bezproduktywności wg J.S. ”

    Tak chodzi o to zdanie. Skoro prawodawstwo brytyjskie przewiduje możliwość, że FSA nakłada podatek na usługi ubezpieczeniowe to oznacza, że rząd brytyjski uważa się właścicielem tych właśnie usług. Uzyskane w ten sposób środki przeznacza następnie na wydatki według własnego pomysłu, np. na wysokiej klasy analityków. Nie ma w tym nic zdrożnego właściciel ma prawo (bo nikt mu go nie może zabrać, inaczej nie jest właścicielem) wydawać swoje pieniądze według własnego widzi mi się.
    Jeżeli uważa Pan, że to prawodawstwo jest złe, to powinien Pan się starać je zmienić. Ma Pan szczęście, że żyje Pan w republice, wystarczy, że zbierze Pan 51% obywateli którzy myślą podobnie jak Pan. Gdyby żył Pan w monarchii musiał by Pan zamordować króla. Rozwiązania republikańskie są nieco bardziej cywilizowane.

  16. @Aleksander
    Piszesz;
    „Ostatni kryzys pokazał, iż w sytuacji krytycznej koniczne jest zaangażowanie pieniędzy podatnikowi, by zatrzymać upadające klocki domina. Ponadto państwo bierze na siębie odpowiedzialność za oszczędności zapewniające podstawowy byt (gwarancje depozytów, np. do 100TEur).

    Nie jestem ekonomista, ani specjalista od modelowania ryzyka, jak kilku szanownych dyskutantow, po prostu zdrowy rozsadek kaze mi zapytac:
    -Czy rzad, ma prawo gwarantowac pieniedzmi podatnikow(ktorzy byc moze nie maja kont bankowych, albo maja je gdzie indziej) wklady bankowe w prywatnych bankach?
    Dalej:
    -Czy w ten sposob rzad nie utwierdza bankowych instytucji w oplacalnosci ich wysoce ryzykownych praktyk (czytaj-mozemy bardziej ryzykowac pieniedzmi klientow, bo ewentualne straty pokryje rzed z pieniedzy podatnikow)

    Czy nie powoduje to przenoszenia lokat z bankow i panstw w EU, ktore nie podlegaja takim gwarancjom do bankow i panstw ktore takie gwarancje zapewnia?

    Jesli banki stosuja wysoce ryzykowne operacje przy pomocy pieniedzy swoich klientow – moga zarobic wiecej, ale moga tez wiecej stracic – to oczywiste. Tyle ze dzieki rzadom gwarantujacym pieniedzmi podatnikow wklady bankowe – takie praktyki sa de facto nagradzane.

    To co piszesz dalej:

    „Jeżeli wiec państwo bierze pod uwagę możliwość zaangażowania środków publicznych do ochrony systemu finansowego, to dlaczego nie powinno wprowadzać środków ochrony pieniędzy podatników w postaci nadzoru państwowego?”

    Jest dla mnie kontynuacja myslenia opartego na zalozeniach bedacych dla mnie bledymi moralnie i wysoce ryzykownymi ekonomicznie

    pozdrawiam serdecznie
    Marcin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *