Chrupczalski: Wojna walutowa czy konflikt interesów?

4 listopada 2010 Ekonomia międzynarodowa komentarze: 28

Autor: Szymon Chrupczalski
Wersja PDF

W dzisiejszym świecie konwencjonalna wojna jest mało opłacalną metodą pozyskania zasobów, dlatego rządy państw, szukając sposobów na pobudzenie swoich gospodarek po recesji, sięgają po bardziej dyskretne i mniej zrozumiałe dla opinii publicznej narzędzia walki. W manipulacji walutą nie ma spektakularnych bombardowań, liczą się tylko kolejne zera dopisywane do kwot na kontach instytucji finansowych. Wojna walutowa prowadzona na dużą skalę ma jednak poważne konsekwencje dla realnej gospodarki.

Wśród polityków i w mediach panuje zgoda co do samej definicji wojny walutowej. Jak trafnie podaje reżimowa chińska agencja prasowa Xinhua:

 

Wojna walutowa to planowe deprecjonowanie własnej waluty w celu uzyskania przewagi konkurencyjnej w eksporcie, ochrony rodzimej produkcji oraz zwiększenia roli własnej gospodarki na światowym rynku.

Opinie o tym, czy obecna sytuacja jest już wojną, czy jedynie manipulacją, są rozbieżne. Pod koniec września minister finansów Brazylii, Guido Mantega, otwarcie mówił o wojnie walutowej, wskazując na niedawne działania banków centralnych Japonii, Korei Południowej i Tajwanu. Najwięksi gracze w światowej gospodarce: Chiny i USA, wysuwają przeciwko sobie wzajemne oskarżenia o zaniżanie wartości dolara i juana (renminbi). Niemniej Juergen Stark z Europejskiego Banku Centralnego i Pascal Lamy, szef Światowej Organizacji Handlu (WTO), uspokajają, że obecna manipulacja walutami to zbyt mało, by mówić o wojnie.

W mediach nie pojawiła się jednak informacja o tym, dlaczego wojna walutowa jest w ogóle możliwa. Aby zrozumieć ten proces, trzeba zacząć od wyjaśnienia mechanizmów rynkowych i współczesnego systemu pieniężnego.

 

Ład rynkowy

W wolnorynkowym systemie monetarnym, takim jak klasyczny standard złota, gdzie pieniądz narodowy jest tylko nazwą określonej porcji wagowej kruszcu, nie ma możliwości ani zachęt do prowadzenia wojen walutowych. Przed I wojną światową nie istniały banki centralne (w dzisiejszym rozumieniu), a nawet jeśli istniała rezerwa cząstkowa i monopol na bicie pieniądza, możliwości deprecjacji były ograniczone. System wolnorynkowy zapewnia również automatyczną równowagę bilansu płatniczego:

Jak w połowie XVIII wieku zauważył filozof i ekonomista David Hume, jeśli jeden kraj, powiedzmy Francja, zwiększa podaż papierowych franków, ceny w tym kraju wzrastają, zwiększone dochody w papierowych frankach stymulują import, dodatkowo pobudzany przez spadek cen towarów importowanych względem cen krajowych. Jednocześnie wyższe ceny krajowe hamują eksport. Skutkiem jest deficyt w bilansie płatniczym, który trzeba spłacić wobec innych krajów wymieniających franki na złoto. Odpływ złota zmusza Francję do zmniejszenia ilości inflacyjnych papierowych franków. Ma to zapobiec utracie całego krajowego złota. Jeśli inflacja przybrała formę depozytów bankowych, to francuskie banki muszą zmniejszyć ilość kredytów i depozytów, żeby nie dopuścić do bankructwa spowodowanego koniecznością wypłat obcokrajowcom posiadającym depozyty w złocie. Ograniczenie ilości papierowego pieniądza powoduje spadek cen krajowych i nadwyżkę w eksporcie, w wyniku czego odwrócony zostaje kierunek przepływu złota […]*.

 

Problemy centralnych planistów

Współczesny system finansowy opiera się na niczym niezabezpieczonym pieniądzu fiducjarnym, który swoją wartość czerpie z ustawowego przymusu używania na danym obszarze i monopolu banku centralnego na jego emisję. To prawda, że kursy walut są płynne, ustalane w wyniku gry popytu i podaży (również juan do dolara od czerwca 2010 r.), lecz jest to jedynie rynkowa nadbudowa na bazie państwowego planowania. Dzięki sterowaniu pieniądzem i polityką handlową banki centralne i rządy mogą decydować o tym, co, jak i dla kogo produkować, a manipulacja walutowa jest zarówno celem, jak i skutkiem wcześniejszych interwencji na rynku.

Obniżenie wartości własnej waluty pomaga zwiększyć dynamikę eksportu i zredukować stopę bezrobocia — krótkookresowo, zanim nie nastąpi dostosowanie cen — szybko poprawić wskaźnik wzrostu PKB i co za tym idzie, zwiększyć dochody budżetowe. Lecz równocześnie towary zagraniczne stają się droższe, co zmniejsza import, zmienia strukturę krajowej produkcji i bezpośrednio uderza w dobrobyt konsumentów. Inne skutki to przyciągnięcie turystów zagranicznych, a jednocześnie obarczenie większymi kosztami wyjeżdżających obywateli. Za hasłem dewaluacji kryje się tak naprawdę polityka inflacyjna, która ostatecznie przysparza korzyści dłużnikom kosztem wierzycieli, a szczególnie największemu dłużnikowi — państwu, które może spłacać swój dług tańszym pieniądzem (chociaż jeśli dług jest denominowany w obcych walutach, to jego ciężar rośnie). Inflacjonizm prowadzi jednak do destrukcji oszczędności i wcześniej czy później uderza w przeciętnych obywateli, którzy swoje pieniądze zainwestowali w obligacje, powierzyli je funduszom inwestycyjnym czy umieścili na lokatach bankowych. Wszelka dewaluacja i polityka inflacyjna ma zatem niewidoczne negatywne następstwa.

Interwencje na rynku walutowym przebiegają według schematu wet za wet — dewaluacja pieniądza przeprowadzona w dużym kraju implikuje identyczne działania w pozostałych państwach i popycha ku protekcjonizmowi. W przeciwieństwie do handlu międzynarodowego jest to gra o sumie zerowej, a kontynuowanie polityki dewaluacji to prosta droga do światowego kryzysu. Znamienny jest przykład z lat 30. XX wieku, kiedy inflacyjna polityka Wielkiej Brytanii i pozostałych krajów doprowadziła do załamania systemu finansowego i odejścia od standardu złota. Rezultatem były konkurujące dewaluacje i zahamowanie międzynarodowego handlu, co w znaczący sposób przedłużyło wielki kryzys i przyczyniło się do wybuchu II wojny światowej.

 

Gry międzynarodowe

Część obecnych interwencji nie przynosi zamierzonych skutków; tak stało się w przypadku franka szwajcarskiego i jena, czyli walut uważanych za „bezpieczną przystań” i cieszących się popytem w czasie niestabilności i stagnacji gospodarczej na świecie. Wiosną szwajcarski bank centralny przeznaczył ponad 14 mld franków na operacje mające osłabić kurs waluty; zabieg okazał się nieskuteczny. W Japonii stopy procentowe obniżono do 0%, rząd uruchomił interwencjonistyczny pakiet ratunkowy dla gospodarki (63 mld dolarów), cały czas można jednak obserwować aprecjację jena w stosunku do dolara. Silna pozycja tych walut to nie tylko wynik polityki wewnętrznej, lecz także działań, jakie podejmują banki centralne innych państw.

Prawdziwa rozgrywka toczy się między USA a Chinami (strefa euro stała się obserwatorem) i wszystko wskazuje na to, że oglądamy starcie gigantów. Amerykanie oskarżają Chiny o sztuczne zaniżanie kursu juana o ok. 40% — pomimo płynnych kursów Ludowy Bank Chin ciągle prowadzi politykę skupowania dolara po administracyjnej cenie, dotując tym samym eksporterów. Gdyby nie interweniowano, napływ obcego kapitału przyczyniłby się do aprecjacji juana i umożliwiłby obywatelom Chin szerszy dostęp do zagranicznych produktów i podróży, lecz jednocześnie oznaczałoby to szybki demontaż chińskiego systemu politycznego. Polityka chińskiego banku centralnego, prowadzona kosztem obywateli, pozwoliła Chinom zgromadzić niemal 1/3 wszystkich rezerw walutowych świata (ok. 2,65 biliona dolarów) i stać się głównym posiadaczem długu publicznego USA. Skokowe zwiększanie podaży pustego pieniądza niesie jednak ze sobą wszelkie negatywne konsekwencje inflacji oraz pojawiających się w okresie boomu błędnych inwestycji. Być może Chiny powtarzają właśnie drogę, jaką przeszła Japonia, gdzie po kilku dekadach rozkwitu nastąpiły dwie dekady stagnacji.

Tymczasem działania amerykańskiej Rezerwy Federalnej dowodzą niebywałej wyobraźni prezesa Bena Bernankego w kreowaniu pieniądza. Wystarczyły same zapowiedzi dalszej ekspansji monetarnej, by dolar zaczął tracić na wartości, a ceny surowców wyrażone w tej walucie poszybowały w górę. Stopy procentowe są utrzymywane na poziomie ok. 0,2%, co oznacza ujemną realną stopę procentową, zmusza do natychmiastowego wydawania i konsumpcji oraz przyczynia się do światowej ekspansji świeżo kreowanych dolarów. Stosowanym od czasu kryzysu narzędziem do tworzenia pieniądza jest tzw. luzowanie polityki monetarnej (quantitative easing), nazwane bombą atomową Fed. Polega na dopisywaniu odpowiednich kwot na rachunku banku centralnego, a następnie zakupie obligacji rządowych lub papierów wartościowych od banków, co uruchamia proces kreacji pieniądza. Wszelkie skojarzenia z maszyną drukarską są jak najbardziej uzasadnione.

Geopolityka

W systemie pieniądza fiducjarnego nierównowaga w bilansie płatniczym teoretycznie nie powinna mieć żadnego znaczenia, jednak ogromne nadwyżki na rachunku bieżącym Chin (przewaga eksportu dóbr nad importem) oznaczają dla USA napływ kapitału z tego konkretnego kraju. Doprowadziło to do ciekawej sytuacji, w której oba państwa są od siebie uzależnione. Rząd Chin finansuje dług publiczny Stanów Zjednoczonych, utrzymuje rynek zbytu dla swoich eksporterów i tworzy rezerwy walutowe napędzające kredyt na rynku wewnętrznym. Rząd USA może natomiast pozwolić sobie na szaleństwo wydatków publicznych, a obywatele mogą korzystać z taniego importu. Taka sytuacja będzie trwać dopóty, dopóki istnieje zaufanie do dolara, a wojna walutowa nie wybuchła na dużą skalę.

Pewne rozstrzygnięcia co do dalszego rozwoju systemu monetarnego mogą zapaść na szycie G20 w Seulu (11-12 listopada). Szkoda tylko, że o pieniądzu będą decydować technokraci, a nie ludzie działający na rynku.

* M. N. Rothbard, Co rząd zrobił z naszym pieniądzem?, Fijorr Publishing, Warszawa, s. 107.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Szymon Chrupczalski

Pozostałe wpisy autora:

28 Komentarze “Chrupczalski: Wojna walutowa czy konflikt interesów?

  1. Panie Chrupczalski, niestety jest Pan nieco na bakier z historią.

    „W wolnorynkowym systemie monetarnym, takim jak klasyczny standard złota” – proszę zauważyć, że „klasyczny standard złota” jest efektem legislacji w UK (od czasów Isaaca Newtona, który wyparł sztucznie z obiegu rynkowego pieniądz srebrny i zastąpił go złotym) i w USA (Gold Standard Act), więc trudno nazwać go 100% rynkowym, a nawet nie sądzę, żeby można go było nazwać w istotnym stopniu rynkowym.

    „gdzie pieniądz narodowy jest tylko nazwą określonej porcji wagowej kruszcu” – no nie za bardzo. Pieniądz to pieniądz, emitowany przez banki komercyjne lub centralny, z obietnicą wymiany na konkretną ilość złota. Czy mam Panu wyliczać, iledziesiąt razy w XIX wieku ta obietnica (ilość złota za papierek) w różnych krajach, na czele z USA, się zmieniała?

    „nie ma możliwości ani zachęt do prowadzenia wojen walutowych” – owszem, są możliwości (vide supra). Zachęt nie było, bo rozmiar państwa pre-bismarckowskiego i wczesnobismarckowskiego był na tyle nieduży, że dawało się je finansować bez uciekania się do takiej czarnej magii.

    „Przed I wojną światową nie istniały banki centralne (w dzisiejszym rozumieniu)” – ooops, a mi się wydawało że najstarszy bank centralny, Sveriges Riksbank, powstał w 1664 r., zaś BoE krótko potem, w 1694. Emitowały własny pieniądz, będący głównym w gospodarce i cieszącym się statusem legal tender? Owszem. Przeprowadzały OMO i regulowały płynność banków komercyjnych? Owszem. Skoro coś wygląda jak kaczka i kwacze jak kaczka, to jest to kaczka…

    „a nawet jeśli istniała rezerwa cząstkowa i monopol na bicie pieniądza” – cieszy, że łaskawie Pan to zauważył 🙂

    „możliwości deprecjacji były ograniczone” – uuuu, polecam prześledzić ilość srebra w rzymskim denarze od połowy I wieku do połowy wieku III. A historię z greenbackami Pan zna? A historię z asygnatami i innymi francuskimi wynalazkami z XVIII w.?

  2. @1. Odrobiłem zadanie domowe i znam historię. To jest komentarz, kilka tys znaków, nie mogę przepisywać grubych podręczników i podawać wszystkich wyjątków, ani opisywać idealnych modeli monetarnych i czemu-tak-w-historii-nie-było. Celem jest pokazanie jakiegoś punktu odniesienia, nawet jeśli nie jest utopijnym ideałem. Proszę również zauważyć, że ten akapit nie ma w sobie nieprawdy ani błędu logicznego. Zresztą opierałem się na tekstach Misesa i Rothbarda, którzy w krótkich artykułach publicystycznych wysuwali podobne tezy.
    Clear? 🙂

    @2 Ben ma dużą wyobraźnie, może jeszcze coś wymyślą 😉

  3. Rynki spodziewały się raczej 1-2 bilionów, Benek „ostrożnie” ogłosił dodruk 600 mld, szału nie ma, ale USD całkiem całkiem słabnie.

  4. Czy zna ktoś jakieś państwo, które w dłuższym okresie( kilka- kilkanaście lat)co najmniej NIE STRACIŁO na walutowej wojnie. Mam na mysli państwa, które podjęły w jakiejs formie działania interwencyjno- walutowe. I przez „państwo” w pierwszym zdaniu rozumiem całośc gospodarki( jakkolwiek by nie liczyć dochodu, PKB itd.) a nie tylko dochody „budżetu państwa”

  5. @5 – Myślę, że takie wyliczenie (pieniężne) byłoby niemożliwe – zbyt dużo zachodzących zjawisk, brak możliwości przeprowadzenia eksperymentu przy braku manipulacji etc. Ale jeśli posłużymy się zdrowym rozsądkiem i dedukcją, to odpowiedź musi być negatywna, tj. w perspektywie kilkunastu lat manipulacja pieniądzem zawsze przynosi względne obniżenie dobrobytu.

  6. Czy potrzebujemy wstrząsu w rodzaju III wojny światowej, żeby znowu się okazało, że system nie działa?

    To chyba trochę zbyt kosztowny sposób weryfikacji teorii ekonomicznych?

    Zresztą pewnie zaraz by ktoś wytłumaczył, że wszystko było ok, ale wolny rynek znowu wszystko popsuł…

  7. Panika2008: nie do końca rozumiem pierwszy zarzut – moment o Gold Standard Act. Prawdziwy standard złota (a właściwie złota i srebra) istniał w USA przed Gold Standard Act a nie po.

  8. Adam, przed Gold Standard Act w USA istniał bimetalizm, wielokrotnie „poprawiany” dekretami władzy. Sprawdź z czego były bite standardowe monety dolarowe.

  9. Panika jak zawsze prowadzi zażartą wojnę terminologiczną.

    Naprawdę przed I Wojną Światową nie istniały banki centralne „w dzisiejszym rozumieniu”. BoE dzisiejszy to coś innego niż ten sprzed IWŚ.

    Ale najwyraźniej największa radość mu sprawia podkreślanie, że „standard złota” to system ustanowiony Gold Standard Act.

    Strach pomyśleć, co będzie jak Tusk wprowadzi jakąś ustawę o nazwie „Ustawa o wolnym rynku”, w której trzeba będzie uzyskać zgodę na każdą działalność gospodarczą. Wtedy Pania też będzie szafowała o tym, że „wolny rynek” został wprowadzony w Polsce tą ustawą?

    Zróbcie przysługę terminologicznej Panice i zamiast „standard złota” piszcie „wolny rynek pieniądza”, to nie będzie się czepiał.

    I nie przeczę, może w tym jest jakiś cel. Może ludzie z zewnątrz mises.pl nie rozumieją, że promując „standard złota” promuje się wolny rynek pieniądza, a nie regulowanie rynku złota i pieniądza przez państwo.
    Choć z drugiej strony zarzucanie tego Szymonowi Chrupczalskiemu to chyba trochę czepialstwo.

  10. I czy tego chcemy, czy nie – można szafować jakimiś asygnatami i greebackami, albo różnego tego typu incydentami. Ale co tam incydenty.

    Patrza na ogólny poziom cen w XIX wieku i na ogólny poziom cen w wieku XXI. I basta!

  11. @ panika2008

    „…Benek “ostrożnie” ogłosił dodruk…”

    Panie Panika, niestety jest Pan nieco na bakier z tym jak wygląda współczesna bankowość.

    Proszę zauważyć, że współcześnie nowy pieniądz nie jest drukowany, tylko dopisywany na kontach, więc trudno nazwać go w 100% drukowanym, a nawet nie sądzę, żeby można go było nazwać w istotnym stopniu drukowanym.

  12. Remek, poprawnie wyczułeś moje intencje 🙂 Standard złota w formie, w której realnie istniał (słowo STANDARD nie oznacza w tym przypadku spontanicznego ładu, ale narzucony, nawet jeśli mający silne korzenie w wolnym rynku), ma wielu przeciwników i określenie „wolny rynek pieniądza” byłoby bardziej trafne. Podobnie jak IMHO zgrane i nieefektywne jest szafowanie „liberalizmem”.

    Poziom cen nie ma żadnego znaczenia. Liczy się istota sprawy. Chyba nie wątpicie, że tyran potrafi narzucić stabilny poziom cen, nawet jeśli efektem ubocznym jest śmierć paru milionów z głodu?

    @p2k10: ano rację masz! 🙂

  13. panika2008:
    Oczywiście, że istniał bimetalizm różnie regulowany.
    Ale faktem było że mogłeś iść do lokalnej mennicy z własnym srebrem i wybić z tego monetę. Dopóki to działało to uznawałbym ten model za wolnorynkowy.

  14. @ panika2008

    „Poziom cen nie ma żadnego znaczenia.”

    Powiedz to ludziom w Zimbabwe.

    „Chyba nie wątpicie, że tyran potrafi narzucić stabilny poziom cen, nawet jeśli efektem ubocznym jest śmierć paru milionów z głodu”

    Od kiedy to mówimy o kontrolach cen? Mówimy o wolnych cenach dostosowujących się do inflacji pieniądza w obiegu. Chcesz kruszyć kopie o to, że to nie ma znaczenia, proszę bardzo.

    Ale fakty potwierdzają bezsprzecznie, że „standard złota” był mniej inflacyjny niż standard papierowy. I nie byl to przypadek, lecz rezultat tego, że złotko to nie fiat.

  15. „z ustawowego przymusu używania na danym obszarze”
    A to niby jaka ustawa? To nie jest prawda.

    „Za hasłem dewaluacji kryje się tak naprawdę polityka inflacyjna, …”
    Natomiast za ten fragment wielki plus.

    @14 ale, czyż to nie właśnie w 1844 Peel zakazał tego procederu ustanawiając monopol dla BoE? 1844 to chyba jednak troszeczkę wcześniej niż I wojna.
    panika w dyskusji z panem Chrupczalskim ma rację, niuanse i definicje słów są bardzo ważne.

    Deprecjacja własnej waluty to zubożenie własnych obywateli natomiast cel jaki zamierza się osiągnąć czyli poprawienie wskaźników PKB ma oznaczać wzrost ich zamożności. Jak dla mnie to bez pół litra tego się nie zrozumie.

  16. @17
    „A to niby jaka ustawa? To nie jest prawda.”

    W Polsce:
    Konstytuta:
    Art. 227.
    1. Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza.

    Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o Narodowym Banku Polskim:
    Art. 31.
    Znakami pieniężnymi Rzeczypospolitej Polskiej są banknoty i monety opiewające na złote i grosze.
    Art. 32.
    Znaki pieniężne emitowane przez NBP są prawnymi środkami płatniczymi na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej.

    I wszelkie ustawy podatkowe, które nakazują płacenie podatków w pieniądzu polskim.

    Co w tym nieprawdziwego?

  17. @S.C.
    „Co w tym nieprawdziwego?”
    pisząc:
    „z ustawowego przymusu używania na danym obszarze” sugeruje Pan, że jest przymus używania danego pieniądza we wszelkich transakcjach a jak wiemy (np. transakcje kupna/sprzedaży nieruchomości, wynajem lokali) takiego przymusu nie ma i można zawierać transakcje w innych walutach co więcej operacje o naturze barteru nie są nielegalne.

    artykuł konstytucji mógłby, to prawda, sugerować, że jakikolwiek inny środek wymiany niż pieniądz wyemitowany przez NBP jest nielegalny ale chyba nikt tego nie bierze na poważnie.

    proszę sprawdzić, czy pojęcie „prawnego środka płatniczego” oznacza przymus używania go jako środka wymiany. Bo według mnie nie.

  18. @Stanisław Kwiatkowski
    „Być może nie oznacza przymusu sensu stricto, ”
    Skoro autor zaczął przytaczać fragmenty konstytucji i ustawy o NBP to chyba na prawdę był o tym przekonany, inaczej by przemyślał sprawę już przy mojej pierwszej uwadze.

    To jest niesamowite właściwie jakie wyobrażenie na temat naszego państwa ma dzisiejsza młodzież.
    Na przykład z porównanie PRL w którym jak najbardziej legalnie istniały PEWEX’y gdzie całkiem legalnie można było nabyć towary za obcą walutę. A im się wydaje, że dziś taki sklep byłby nielegalny.
    PRL oazą wolności, czy co?

  19. @20
    Tak, owszem, istnieje przymus używania. Po pierwsze podatki, po drugie wierzyciel nie może odmówić przyjęcia świadczenia zaoferowanego przez dłużnika w pieniądzu polskim (popada w zwłokę), po trzecie w relacjach profesjonalista-konsument odmowa przyjęcia zapłaty w pieniądzu polskim jest wykroczeniem; mam nadzieję, że przymus jest jasno widoczny.
    Po nowelizacji KC ze stycznia 2009 r. faktycznie nie obowiązuje zasada walutowości (czy też jest poluzowana, nieakltualny komentarz nie mówi mi dokładnie :), tj. zobowiązania mogą być wyrażane w innych walutach (wynagrodzenia, ceny etc.), nie narusza to jednak przepisów o prawnym środku płatniczym.

  20. @Szymon
    Nie bardzo rozumiem co Pan chce powiedzieć, czy że:
    1. istnieje przymus posługiwania się walutą czyli znakami pieniężnymi emitowanymi przez NBP czy, że
    2. nie obowiązuje zasada walutowości (jeżeli dobrze rozumiem chodzi o wspomniany wyżej przymus posługiwania się daną walutą)

    Podatków nie wolno tutaj rozpatrywać trudno żeby rząd nie miał prawa ustalać w jakiej walucie ma otrzymywać zobowiązania, tak samo jak Pan ma prawo określić co Pan chce otrzymać w zamian za swoje usługi tak i państwo ma prawo określić w jaki sposób należy się wywiązywać z zobowiązań w stosunku do rządu.

    w jaką zwłokę popada wierzyciel? O czym Pan mówi?

    Ciekawe o jakim wykroczeniu Pan mówi w relacjach profesjonalista-konsument, czy nieprofesjonalistów obowiązuje inne prawo?

    Prawny środek płatniczy (PŚP)jak Pan słusznie zauważył znajduje zastosowanie w przypadku realizowania długów w sytuacjach konfliktowych interpretacja jakoby z PŚP wynikał przymus stosowania danego środka pieniężnego jest nadinterpretacją słowa „przymus”.

  21. @24
    ad. 1 – tak, po nowelizacji z 2009 r.
    ad. 2 – tak

    Zasadnicza różnica – rząd zmusza, ja mogę zawrzeć tylko dobrowolne umowy.

    Chodzi o mora creditoris, a nie? Możemy wysłać pytanie do kogoś bieglejszego albo doczytać w aktualnym komentarzu.

    Tak, czy coś się zmieniło, jeśli chodzi o relację profesjonalista-konsument, konsument-konsument a profesjonalista-profesjonalista?

    Cóż, jeśli można wezwać policję i dostać mandat za odmowę przyjęcia prawnego środka płatniczego, a za niezapłacenie mandatu grozi ostatecznie przymus bezpośredni, to uważam to za przymus.

  22. @25
    To bardzo ciekawe, muszę się temu przyjrzeć bliżej, bo właśnie chcę się umówić z klientem, że będzie mi płacił za określoną jednostkę mojego produktu 80EURO.
    Mówisz, że to będzie nielegalne? To kto będzie mógł wezwać policję,żeby wlepiła mandat? Ja wezwę i mandat dostanie mój klient, czy też on wezwie i ja dostanę?

  23. @26.
    Nie, Twoje działanie nie będzie nielegalne, bo zawierasz z klientem umowę. To wszystko jest w przepisach, są biurokratyczne i tchną socjalizmem, niemniej warto je przeczytać.

  24. @27
    „Nie, Twoje działanie nie będzie nielegalne, bo zawierasz z klientem umowę.”
    „po trzecie w relacjach profesjonalista-konsument odmowa przyjęcia zapłaty w pieniądzu polskim jest wykroczeniem; ”
    Profesjonalista w niepewnych sytuacjach żąda zapłaty z góry 🙂

    Po pobieżnej analizie wygląda na to, że to nie KC był problemem lecz prawo dewizowe uchwalone w 89roku. Co by świadczyło, że zamiast reform z 89 mieliśmy pogłębienie się komuny. Przykre to troszkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy