Barron: Samochód elektryczny – zwrot inwestycji po 132 latach

26 listopada 2010 Interwencjonizm komentarze: 13

Autor: Patrick Barron
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Michał Żuławiński
Wersja PDF

Termin „energia” związany jest z mnóstwem technologii, a każdej z nich bacznie przygląda się Wielki Brat. W ostatnich latach grupy związane z ochroną środowiska bardzo skutecznie przenikały do świata władzy. Fluktuacja kadr pomiędzy rządem a ruchem ekologicznym jest obecnie na porządku dziennym. Związki polityków z ekologami wyglądają podobnie jak ich relacje z innymi kluczowymi gałęziami przemysłu, takimi jak sektor bankowy czy zbrojeniowy.

Rząd chce, byśmy uwierzyli, że nowe regulacje są efektem wielkich, obiektywnych i szczegółowych badań. Jednak większość regulacji i programów wydatków narzucana jest nam przez osoby, które jeszcze wczoraj były zaledwie lobbystami żarliwie walczącymi o swoją sprawę. Nie pojawiły się żadne nowe dane, lecz wczorajsi lobbyści kreują się dziś na prestiżowe autorytety, tylko dlatego, że zostali wysoko postawionymi biurokratami.

My, ekonomiści, nazywamy taki lobbing „poszukiwaniem renty”, a zaangażowanych w to ludzi „poszukiwaczami renty”. Zamiast starać się współpracować na wolnym rynku z innymi ludźmi, poszukiwacze renty namawiają rząd do przyznania im specjalnych przywilejów. Koszt poszukiwania renty jest bardzo niski, ponieważ lobbyści zamiast całego rynku muszą przekonać jedynie kilku wybranych polityków lub rządowych biurokratów. Ich praca jest tym łatwiejsza, że politycy lub biurokraci mogą przyznawać przywileje, nie ponosząc przy tym samemu żadnych kosztów.

Kiedy poszukiwacz renty dostaje pracę w rządzie, jest jak lis w kurniku. Urzędnicy bez cienia odpowiedzialności wydają miliardy dolarów i narzucają regulacje milionom ludzi. Jeżeli jakiemuś programowi nie uda się osiągnąć wyznaczonych celów, żaden urzędnik-przedstawiciel rządu nie poniesie konsekwencji. Co więcej, złe regulacje rzadko są uchylane, pomimo szkodliwego wpływu na gospodarkę, gdyż przynoszą korzyści mocodawcom i lobby stara się o ich utrzymanie.

Lobbowanie na rzecz samochodu elektrycznego

Tak też wygląda sprawa lobbystów zajmujących się samochodem elektrycznym, o czym informowała ostatnio Associated Press.

Artykuł „Przewodząc szarży” gloryfikuje Davida Sandalowa, zastępcę sekretarza Departamentu Energii i zagorzałego obrońcę samochodu napędzanego wyłącznie energią elektryczną. Samochody hybrydowe zazwyczaj ładują baterię jedynie podczas pracy na silnikach benzynowych, lecz Sandalow kosztem 9000 dolarów przerobił swoją hybrydową toyotę prius na hybrydę typu plug-in. Teraz może ładować baterię swojego samochodu prądem z domowego gniazdka.

Sandalow jest bardzo dumny z tego, że może dojeżdżać do pracy (10 mil w obie strony) tankując jedynie „raz na miesiąc albo dwa”. Niemniej jednak jego samochód musi być doładowywany po zaledwie 30 milach. Sandalow broni się mówiąc, że rząd chce opracowania baterii, która pozwoli na 100 mil podróży bez konieczności doładowania.

Według szacunków samego rządu, koszt takiej baterii wynosi około 33 000 dolarów. W jaki sposób rząd się tego dowiedział, skoro taka bateria jeszcze nie istnieje — nie wiadomo.

Artykuł uspokaja nas, wyjaśniając, że rządowe ulgi podatkowe i fundusze stymulacyjne obniżą koszt jaki poniesie klient do około 10 000 dolarów za sztukę. Jednak my, austriacy, wiemy, że rządowe subsydia nie obniżają kosztów, lecz wpływają jedynie na to, kto płaci. Obłudą jest więc twierdzenie, że dotacje od rządu obniżą koszt takiej baterii. Sandalow szacuje, że jego koszt kupowania energii elektrycznej jest równy zakupowi benzyny po 75 centów za galon.

Zwrot inwestycji po 132 latach

Nie trzeba być pracownikiem Instytutu Brookingsa, tak jak Sandalow — specjalizujący się w „uzależnieniu od ropy, pojazdach elektrycznych i zmianie klimatu” — aby przekonać się, dlaczego nikt dobrowolnie nie zdecydowałby się na zakup elektrycznego samochodu, choć prezydent Obama chce, aby za 5 lat po krajowych autostradach jeździło milion takich pojazdów (nazwijcie mnie cynikiem, ale ta liczba również nie brzmi jak rezultat naukowych analiz).

Przede wszystkim, kosztem czegokolwiek jest to, z czego, w związku z dokonanym zakupem, musimy zrezygnować. Innymi słowy, kiedy coś kupujemy, nie możemy przeznaczyć tych samych pieniędzy na inne rzeczy. To jest nasz koszt. W przypadku Sandalowa, inwestycja rzędu 9000 dolarów kosztuje go 3000 galonów paliwa, przy aktualnych cenach około 3 dolarów za galon. Zakładając, ze toyota prius Sandalowa przejeżdża 20 mil na jednym galonie, mógłby przejechać swoim samochodem 60 000 mil. Skoro długość jego drogi do pracy wynosi 10 mil, koszt przerobienia samochodu odpowiada ilości paliwa, dzięki któremu Sandalow mógłby jeździć do pracy przez 22,7 roku.

To jednak nie jedyny koszt: musimy uwzględnić jeszcze koszt prądu, który według szacunków Sandalowa jest równoważny 75 centom za galon benzyny. Wydatek ten zwiększa o  2250 dolarów jego koszty dojazdu do pracy — 60 000 mil podzielone przez 20 mil na jednym galonie razy 75 centów daje 2250 dolarów. Inaczej mówiąc, mógłby kupić dodatkowe 750 galonów benzyny i jeździć do pracy przez kolejne 5,7 roku, czyli w sumie przez 28,4 roku.

Przejdźmy teraz do baterii kosztującej 33 000 dolarów. Nie spadnijcie z krzeseł! Przy cenie 3 dolarów za galon, Sandalow mógłby kupić 11 000 galonów paliwa i przejechać swoją toyotą prius 220 000 mil. Jednak będzie musiał kupić prąd za równowartość 75 centów za galon, co będzie go kosztowało dodatkowe 8250 dolarów. Za te pieniądze mógłby przejechać kolejne 55 000 mil, co łącznie daje 275 000 mil. Pozwoliłoby to naszemu oszczędzającemu energię bohaterowi dojeżdżać do pracy przez 104 lata. Oczywiście rachunki zakładają, że potrzebna będzie tylko jedna bateria kosztująca 33 000 dolarów. Jeżeli wymagane będą dwie baterie, możecie podwoić koszt i lata konieczne do osiągnięcia zwrotu inwestycji.

Przerabiając za 9000 dolarów swój samochód na hybrydę typu plug-in, kupując za 33 000 dolarów jeszcze niewyprodukowaną baterię o zasięgu 100 mil i kupując prąd za równowartość 75 centów za galon paliwa, Sandalow mógłby kupić po cenie 3 dolarów za galon ilość paliwa, która wystarczyłaby mu na 132 lata dojazdów do pracy!

Ufać jedynie wolnemu rynkowi

Patrzyłem na kalkulację dotyczącą samochodu elektrycznego wyłącznie z punktu widzenia konsumenta. Nie zajmowałem się możliwościami wytworzenia w kraju wystarczającej ilości energii do naładowania milionów baterii, których tak pragnie prezydent Obama. Można też jedynie spekulować, czy kominy elektrowni produkujących dodatkowy prąd wyemitują zanieczyszczenia większe od tych wychodzących z rur wydechowych. Z pewnością nie jest to debata, w którą chcieliby angażować się austriacy.

Jak udowodnił Ludwig von Mises w 8 rozdziale Ludzkiego Działania, jedyną podstawą do kalkulacji ekonomicznej są wyrażone w pieniądzu ceny istniejące na wolnym rynku. Nie oznacza to, że dozwolone są nieograniczone zanieczyszczenia z elektrowni czy samochodowych rur wydechowych. Prawa własności i ludzkie zdrowie nie mogą być naruszane przez zanieczyszczenia wyemitowane przez kogoś innego. Znaczy to jednak, że istnieją już sposoby pozwalające podjąć decyzję o sensowności przesiadki do samochodu elektrycznego — mowa o wolnym rynku i jego mechanizmach.

Każdy człowiek stara się polepszyć swoją sytuację i w tym celu współpracuje z innymi. Przedsiębiorcy, którzy wierzą w wynalazek samochodu elektrycznego, mogą swobodnie zainwestować weń własne pieniądze i lobbować u kapitalistów o więcej. Jednak obecnie samochód zasilany wyłącznie energią elektryczną wydaje się czarną dziurą, gotową marnować pieniądze podatników.

Musimy uwolnić się od przekonania, że wszystko można osiągnąć, pod warunkiem, że rząd wyda na to odpowiednio dużo pieniędzy. Przerabialiśmy to już przy okazji reaktora typu FBR, który miał produkować więcej energii niż zużywał. Zmarnowano miliardy. Wydaje się, że postępujemy tak samo w przypadku energii wiatrowej i słonecznej. Być może istnieje jakaś racjonalna ekonomicznie nisza dla tych technologii wytwarzania energii, lecz jedynie wolny rynek może udzielić nam odpowiedzi na to pytanie.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Patrick Barron

Pozostałe wpisy autora:

13 Komentarze “Barron: Samochód elektryczny – zwrot inwestycji po 132 latach

  1. „Tak też wygląda sprawa lobbystów zajmujących się samochodem elektrycznym, o czym informowała ostatnio Associated Press.”

    Austriacy widzą wspieranie samochodów elektrycznych ale nie widzą że obecna motoryzacja ma za sobą wiele dziesięcioleci rządowego wsparcia i eksternalizacji kosztów na społeczeństwo.

  2. W zaprzyjaźnionej firmie zbudowali lekki elektryczny dwókołowiec (120km/h, przyspieszenie do 100km/h poniżej 10 sec, zasięg pod 200km, waga ok. 60kg), seryjnie w produkcji będzie kosztował ponad 10 tys. zł. Klienci po prostu nie kierują się stricte kalkulacją finansową, a dodatkowymi czynnikami (wjazd do centrum miasta, snobizm, byciem „eko”, frajdą z cichej jazdy etc). I to jest piękno wolnego rynku 🙂

  3. Kompletnie bez sensu, rozumiem iż samochód na ropę jest za darmo i nie porównujemy kosztów utrzymania auta na paliwo ale przedstawiamy jedynie koszty samochodu elektrycznego. Według mnie należałoby od tego odjąć koszty porównywalnego klasą samochodu, jego utrzymania, przeglądów oraz samej ropy i odjąć to od kosztów samochodu elektrycznego.
    Więcej rzetelności a nie tylko chwytliwe teksty na wykop.

  4. Autor bez choćby pobieżnych analiz zakłada, że cena benzyny przez te wszystkie lata jest stała i wynosi 75 centów za galon.
    Śmieszniejsze jest to, że autor zakłada, że za 22 lata nadal będzie można kupić benzynę i spalać ją w nieekologicznych pojazdach nie płacąc za to kar.
    Absurdem jest zakładanie, że za 132 lata nadal będzie dostępna ropa naftowa do produkcji benzyny w ilościach jakie teraz są spalane przez nieekologiczne pojazdy.
    Artykuł można porównać do analiz sprzed 100 lat na temat tego ile cm odchodów końskich będzie zalegało na ulicach wielkich miast, gdy wszyscy ludzie będą jeździli dorożkami i nikt nie będzie się zatrzymywał by pozbierać odchody „swoich” koni.

  5. Cóż… artykuł nie jest zbyt mocny merytorycznie ale tak na prawdę nie da się przeprowadzić żadnej analizy która nam powie, czy za 132 lata bardziej opłacalne będzie korzystanie z samochodu na ropę, energię elektryczną czy atomową… 🙂 Najlepiej, żeby o tym czy jest to opłacalne i kiedy się zwróci nie decydowali politycy, ekolodzy ani grupka największych producentów… ale po prostu rynek.

  6. Cały problem jest w uzależnieniu od ropy wielu społeczeństw i oczywiście wzrost zuzcia paliwa. Nie da się uniknąć wyczerpania zasobów, czy się to komuś podoba czy nie. Być może będzie to za 10 lat, a moze za 50 czy 100 lat(lepsze wykorzystania, możliwość pozyskiwania ze złóż obecnie niedostępnych/nieopłacalnych) Oczywiście wolny rynek pewnie by sobie poradził – ale skala kryzysu zanimby to się stało w tak rozwniętych i uzależnionych Państwach mogłaby być olbrzymia. Zamieszki, niepokoje pewnie nawet zbrojne konflikty, a także zapaść gospodarcza, bankructwa itp. itd. Więc obecne działania w kierunku elektrycznych aut traktowałbym jako zapobiegawcze i racjonalne, pozwalające zachodowi aby nie obudził się z ręką w noniku.

  7. @oko
    od tego jest system cen. jeśli ropy będzie coraz mniej to wzrost jej ceny sprawi że samochody elektryczne staną się opłacalne oraz rozwijanie technologii z tym związanych również. nie potrzeba do tego centralnego planowania.

  8. @Balcerek
    Oczywiście, z tym ze to może być rozciągnietę w zbyt długim czasie, a efekty spłeczne i gospodarcze w tak rozwinietych i uzaleznionych od benzyny/oleju gospodarkach jak Stany i Europa mogą być zbyt dramatyczne, więc próba uniknięcia napięć poprzez wyprzedzające próby stworzenia alternatywy, mogą okazać się zbawienne. Podkreślam mogą, ale wydaje mi się że warto spróbować. Pozostawienie tego na żywioł może (podkeślam „może” 🙂 ) okazać się katastrofą. Kryzys finansowy przechodziliśmy ostatnoi, kryzys paliwowy również przeszdł przez Europę i Stany (nas to wtedy tak nie bolało, bo samochodzików u nas było mało) – a obecnie jedno z pewnością nakręci drugie, co naprawdę może okazać sie nieciekawe.

  9. @obserwator
    „Oczywiście, z tym ze to może być rozciągnietę w zbyt długim czasie,”

    ale czemu zakładasz że koniec ropy musi przyjść nagle. Też może być rozciągnięty w czasie. rynki potrafią antycypować podaż i popyt nawet w bardzo długim terminie.

  10. @Balcerek.
    Jak napisałem powyżej nie determinuje kiedy to nastąpi. Natomiast – jak sprecyzować w tym kontekście „nagle” – wg. mnie „nagle” można sprecyzować, jako czas do kiedy zaczniemy odczuwać brak surowca i pojawią się związane z tym utrudnienia wpływające na społeczeństwo/gospodatrkę do pojawienia się technologii która pozwoli nam na zamianę. Pytanie czy rynek naukowy/przemysłowy, będzie wtedy w stanie tak szybko zareagować, żeby dokonac podmiany technologicznej na nowy etap. Pamiętaj, że nie wystarczy opracować technologii (a to już jest proces długi) ale równiez ją wdrożyć, co w tym wypadku oznacza wybudowanie w krótkim czasie całej infrastruktury. Ponadto działając pod presją, można wybrać zły kierunek („protezę”, „prowizorkę”) który pąciągnie za sobą możliwe straty. A tak naprawdę, to może obecna sytuacja to właśnie działanie również rynku, który przeczuwa, że przy obecnym rozwoju Chin, Indii itp. mamy naprawde niewiele czasu. Oczywiście działanie rynku stymulowane przez rządy :-). Powtarzam, zostawiając całość niejako tylko reakcji rynku, z pewnością sobie poradzimy, ale być może koszty które byśmy musieli w takiej sytuacji ponieść są zbyt ryzykowne. Pamietaj panika na rynkach, czy w obrębie danych społeczeństw może prowadzić do kompletnie nieprzewidywalnych i irracjonalnych zachowań. Patrza jak czasem ludzie nerwowo reagują na spadki na giełdzie – wiekszość reaguje irracjonalnie, pogłębiając dodatkowo swoje straty

  11. @obserwator
    „Pytanie czy rynek naukowy/przemysłowy, będzie wtedy w stanie tak szybko zareagować”

    a czemu ma szybko reagować? bo zakładasz że cena ropy szybko skoczy? cena ropy będzie iść w górę stopniowo, powodując opłacalność rozwoju alternatywnych technologii, np. zielona energia.

    „Ponadto działając pod presją, można wybrać zły kierunek”

    to samo można powiedzieć o stymulowaniu przez rząd.

  12. @Balcerek
    „a czemu ma szybko reagować? bo zakładasz że cena ropy szybko skoczy? cena ropy będzie iść w górę stopniowo, powodując opłacalność rozwoju alternatywnych technologii, np. zielona energia.”
    Jeżeli nie bedzie alternatywy, to przyśpieszenie od penego momentu, będzie przyrastać w bardzo dużym tempie.

    „to samo można powiedzieć o stymulowaniu przez rząd”
    Tak, tutaj jednak nadzieję pokładm w nauce, i systematycznym podejściu do zagadnienia. Niestety nie wydaje mi się, że taki problem (prawdopodobmnie pierwszy na taka skalę, z którym musi się zmierzyć cały glob) można zostawić samemu sobie, bo można obudzić się z ręką w nocniku. Popatrz na stany, tam dla transportu kołowego nie ma alternatywy, w Europie jest trochę lepiej, ale też niezbyt różowo. Rząd Stanów zrobi wszystko (vide Irak) żeby zapewnić obywatelom dostęp do paliwa na wystarczającym poziomie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *