Hayek: Planowanie, nauka i wolność

14 grudnia 2010 Teksty komentarze: 1

Autor: Friedrich August von Hayek
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Dominik Modrzejewski
Wersja PDF

[Artykuł z czasopisma „Nature” z 1941 roku]

planowanieW ciągu ostatnich 10 lat w Wielkiej Brytanii można było zaobserwować dynamiczny wzrost znaczenia ruchu, który od co najmniej trzech pokoleń jest decydującą siłą w kształtowaniu opinii i trendów dotyczących polityki społecznej w Europie: ruchu opowiadającego się za „planowaniem gospodarczym”. Tak jak w innych krajach — początkowo we Francji, a później zwłaszcza w Niemczech — ten ruch jest silnie wspierany, a nawet kierowany przez ludzi nauki i inżynierów.

Za sukces można uznać przyciągnięcie uwagi opinii publicznej przez małą grupkę ekonomistów, którzy jako właściwie jedyni stanowią opozycję wobec wspomnianego ruchu. Zdaniem tej grupy ekonomistów, przedstawiciele opisywanego ruchu nie tylko proponują niewłaściwe środki dla osiągnięcia zamierzonych celów, ale są oni również w największym stopniu odpowiedzialni za proces niszczenia indywidualnej swobody i duchowej wolności, co jest wielkim zagrożeniem dla współczesnego świata. Jeśli wspomniani ekonomiści mają rację, wielka grupa ludzi nauki nieświadomie dąży do wytworzenia takiego stanu rzeczy, co do którego powinni oni mieć najwięcej obaw. Celem poniższego krótkiego artykułu jest wyłożenie argumentów, na których oparty jest ten pogląd.

Każda, nawet krótka, dyskusja o „planowaniu gospodarczym” jest utrudniona przez konieczność wyjaśnienia najpierw, co dokładnie rozumie się przez „planowanie”. Jeśli wzięłoby się pod uwagę najszersze znaczenie tego terminu, jako racjonalnego projektowania ludzkich instytucji, nie byłoby miejsca na dyskusje o celowości „planowania”. Ale chociaż słowo „planowanie” zawdzięcza swoją popularność przynajmniej w części temu szerokiemu znaczeniu, to nadaje się mu teraz powszechnie węższy, specyficzny sens. Opisuje ono tylko jedną z wielu zasad, na których można z rozmysłem oprzeć organizację życia gospodarczego: centralne kierowanie wszystkimi procesami ekonomicznymi w opozycji do kształtowania ich poprzez proces konkurencji.

Innymi słowy, planowanie nie oznacza obecnie, że rodzaj systemu ekonomicznego, który powinniśmy wdrożyć, powinien zostać wybrany zgodnie z racjonalnymi przesłankami, ale że powinniśmy wybrać system, który opiera się o „świadomą”, czy też scentralizowaną kontrolę całej aktywności ekonomicznej. Przyjmując ten punkt widzenia, staje się oczywiste, dlaczego na przykład prof. P.M.S. Blackett używa tego terminu, kiedy tłumaczy że „celem planowania jest głównie przezwyciężenie rezultatów konkurencji”[1]. Takie wąskie używanie tego terminu ma na celu oczywiście zasugerowanie, że tylko ten rodzaj organizacji gospodarki jest racjonalny i że tylko on zasługuje na to, by być określany jako planowanie. Właśnie przeciwko tej tezie protestują wspomniani ekonomiści.

Przeprowadzenie pełnego dowodu wykazującego, że planowanie w znaczeniu centralnego kierowania jest w istocie nieefektywne nie jest możliwe w kilku zdaniach. Ale można przynajmniej w prosty sposób zaprezentować sedno całej sprawy. System oparty o konkurencję — system cen rynkowych — umożliwia pożyteczne wykorzystanie takiej ilości konkretnej wiedzy, której nigdy nie zdobylibyśmy, ani nie zbliżylibyśmy się do niej bez tegoż systemu. Oczywiście, to prawda, że zarządca każdego systemu opartego o centralne planowanie będzie prawdopodobnie wiedział więcej niż jakikolwiek pojedynczy przedsiębiorca w systemie rynkowym. Ale ten pierwszy nie ma szans użyć w swoim planie całej wiedzy wszystkich pojedynczych przedsiębiorców, która jest w użyciu, gdy panuje wolna konkurencja. Mniejsze znaczenie ma w tym wypadku wiedza o powszechnych prawach, liczy się natomiast wiedza o poszczególnych faktach i zmieniających się z każdą chwilą okolicznościach — wiedza, którą może posiadać tylko człowiek będący w centrum wydarzeń.

Problem maksymalnego wykorzystania wiedzy może być zatem rozwiązany tylko w wyniku wprowadzenia systemu, który decentralizuje proces podejmowania decyzji. Nie ma możliwości przeprowadzenia oddzielenia ogólnego zarysu planu od szczegółów wykonawczych, a w każdym razie możliwość takiego oddzielenia nie została do tej pory wykazana. Powodem tego jest fakt, że ogólne założenia są tylko rezultatem nieskończonej liczby szczegółów i nie ma takich zasad, które mogłyby być bez uszczerbku wdrożone niezależnie od szczegółów. Jednak ponieważ w zdecentralizowanym systemie decyzje indywidualne powinny być wzajemnie dostosowywane do siebie kluczowe jest, aby każdy przedsiębiorca dowiadywał się tak szybko jak to możliwe o każdej istotnej zmianie w warunkach dotyczących czynników produkcji i towarów, które są przedmiotem jego zainteresowania.

Dokładnie takie możliwości daje system cen rynkowych — pod warunkiem, że funkcjonuje w nim konkurencja. Efekt jest taki, że w tym systemie każda zmiana w warunkach i możliwościach działania jest natychmiastowo i automatycznie rejestrowana tak, że każdy indywidualny przedsiębiorca może zapoznać się przy pomocy kilku testów i w postaci prostych liczb z najważniejszymi rezultatami wszystkich wydarzeń w każdym miejscu systemu w zakresie czynników i towarów, które go interesują.

Metodę rozwiązywania poprzez automatyczną decentralizację zadań, których świadome rozwiązanie przekraczałoby możliwości każdego ludzkiego umysłu, trzeba by nazwać jednym z najwspanialszych na świecie wynalazków — jeśli byłby to rzeczywiście celowy wynalazek. W porównaniu z tym bardziej oczywista metoda rozwiązywania problemów poprzez centralne kierowanie prezentuje się jako niewiarygodnie niezręczna, prymitywna i ograniczona w zasięgu.

Bardzo znaczące jest to, że ci socjalistyczni ekonomiści, którzy najdokładniej przestudiowali praktyczne problemy socjalistycznej gospodarki niejeden raz ponownie odkrywali konkurencję i system cen rynkowych jako najlepsze rozwiązanie, ale — niestety dla nich taki system nie może funkcjonować bez prywatnej własności[2]. Największym nieszczęściem systemu cen rynkowych jest fakt, że nie został on wynaleziony w zaplanowany sposób, ale rozwinął się spontanicznie na długo przed tym, kiedy potrafiliśmy zrozumieć jego działanie. Wydaje się, że głęboki instynkt ludzi nauki, a szczególnie inżynierów, każe uważać za obraźliwą prośbę, aby uwierzyć, że cokolwiek co nie zostało celowo skonstruowane, ale jest rezultatem bardziej lub mniej przypadkowego historycznego rozwoju, powinno być najlepszą metodą na jaką stać rasę ludzką. Prawda jest jednak oczywiście taka, że ten system nie wyewoluował w cudowny sposób spontanicznie do postaci, która jest najlepsza dla nowoczesnej cywilizacji, ale że podział pracy, leżący u podstaw tejże cywilizacji, mógł rozwinąć się na wielką skalę tylko dlatego, że ludzie przez przypadek zaczęli stosować metodę, która to umożliwiła.

W dzisiejszych czasach czasem twierdzi się — i mówią to często ci sami ludzie, których propaganda przeciw konkurencji przyczyniła się w wielkim stopniu do jej stopniowego ograniczania — że chociaż wszystko powyższe jest może nawet i prawdą i chociaż może nawet byłoby pożądane, aby wciąż działała konkurencja, to postęp technologiczny uniemożliwił jej działanie i w związku z tym centralne planowanie stało się konieczne. Niemniej jednak jest to tylko jeden z wielu mitów, które — jak ten o „potencjalnej obfitości” — są po prostu przepisywane z jednej propagandowej pracy do kolejnej aż zostaną uznane za fakty, chociaż mają nikły związek z rzeczywistością.

Nie ma tu miejsca na szerszą dyskusję nad tą kwestią, więc musi wystarczyć przytoczenie wniosków, które zostały wyciągnięte z najnowszych szczegółowych badań faktów. Oto, co mówi na interesujący nas temat końcowy raport pod tytułem „Concentration of Economic Power” opracowany przez American Temporary National Economic Committee:

Czasem zakłada się albo przypuszcza, iż produkcja na wielką skalę w warunkach nowoczesnej technologii jest tak efektywna w porównaniu z produkcją na małą skalę, że konkurencja musi w nieunikniony sposób ustąpić monopolowi, ponieważ wielkie podmioty zmiotą swoich mniejszych rywali z pola. Ale taka generalizacja znajduje nikłe oparcie w dowodach, które mamy obecnie do dyspozycji[3].

W rzeczywistości tylko nieliczne osoby, które obserwowały rozwój gospodarczy na przestrzeni ostatnich około 20 lat, mogą mieć jakieś wątpliwości, co do tego, że narastające tendencje monopolistyczne nie są rezultatem jakiejś spontanicznej albo nieuniknionej siły, ale efektem celowej polityki rządów inspirowanych ideologią „planowania”. Naprawdę niezwykła jest de facto żywotność konkurencji, która mimo ciągłych wysiłków zmierzających do jej zdławienia, znów podnosi głowę — tylko po to, żeby napotkać nowe środki nakierowane na jej zduszenie.

Poważną sprawą jest fakt, że w takiej sytuacji ludzie nauki i inżynierowie tak często znajdują się w awangardzie ruchów, które służą jedynie wzmocnieniu nieświętego przymierza między monopolistycznymi organizacjami kapitału i pracy, i że na stu ludzi nauki, atakujących konkurencję i „kapitalizm” ciężko znaleźć chociaż jednego, który skrytykowałby politykę restrykcji i protekcjonizmu, ukrywającą się za „planowaniem” i będącą prawdziwym powodem „frustracji nauki”. Powszechność takiego podejścia wśród badaczy zajmujących się naukami przyrodniczymi trudno wytłumaczyć wyłącznie przez ich charakterystyczne skrzywienie na rzecz świadomie stworzonych konstrukcji i uprzedzenie wobec wszystkiego co powstało samoistnie — o czym już wspominałem. Jest to co najmniej w równym stopniu wynik ich opozycji wobec nauki ekonomii, której metodologia jest dla nich obca i dziwna, i której rezultaty badań często ignorują lub — jak profesor L. Hogben — wręcz brutalnie atakują jako „średniowieczne śmieci nauczane jako ekonomia na naszych uniwersytetach”[4].

Konflikt dotyczący właściwych metod badania społeczeństwa jest stary i ujawnia niezwykle złożone i trudne problemy. Ale ponieważ prestiż, jakim cieszą się badacze zajmujący się naukami przyrodniczymi, jest często używany, aby zdyskredytować rezultaty systematycznych trwałych wysiłków, których celem jest wzrost wiedzy na temat procesów społecznych, spór dotyczący tychże metod jest tak istotny, że trzeba mu poświęcić parę słów komentarza.

Jeśli mielibyśmy powód podejrzewać, że ekonomiści upierają się przy chodzeniu swoimi ścieżkami tylko w wyniku przyzwyczajenia oraz ignorują metody i techniki, które na innych polach dowiodły niezaprzeczalnie swojej przydatności, sensowność ich argumentów byłaby rzeczywiście bardzo wątpliwa. Ale próby rozwoju nauk społecznych przy użyciu metod mniej lub bardziej przypominających te stosowane w naukach przyrodniczych nie są nowe — takie pomysły przewijają się już od ponad wieku.

Te same zarzuty wobec „dedukcyjnej” ekonomii, te same propozycje, aby w końcu uczynić ekonomię „naukową” i, trzeba to dodać, te same charakterystyczne błędy i prymitywne pomyłki — do których badacze zajmujący się naukami przyrodniczymi wydają się szczególnie skłonni — są wciąż powtarzane, a następnie zbijane przez kolejne pokolenia ekonomistów i socjologów,. To droga donikąd. Cały postęp w rozumieniu fenomenów społecznych, który został osiągnięty, pochodzi od ekonomistów cierpliwie rozwijających swoje techniki badawcze, wyrosłe z ich szczególnych problemów. Ale ich wysiłki są stale ośmieszane przez sławnych fizyków i biologów, którzy w imieniu nauki ogłaszają teorie czy hipotezy, które nie zasługują nawet na poważne rozważenie. Wyrazem typowego doświadczenia każdego badacza problemów społecznych były niedawne narzekania amerykańskiego socjologa, który stwierdził, że „jednym z najstraszniejszych przykładów nienaukowości jest wypowiadanie się przez badaczy zajmujących się naukami przyrodniczymi, czyli fizyków albo biologów, na tematy społeczne”[5].

Jako że spór dotyczący centralnego planowania stał się tak bardzo powiązany ze sporem na temat naukowych podstaw ekonomii, niezbędne było powyższe krótkie odniesienie do tej ostatniej sprawy. Ale nie może nas to odciągnąć od głównego tematu. Techniczna niższość albo wyższość centralnego planowania nad konkurencją nie jest jedynym ani nawet głównym problemem. Jeśli poziom efektywności gospodarczej byłby całą stawką, która jest w wypadku tej kontrowersji na szali, niebezpieczeństwa związane z popełnieniem ewentualnej pomyłki byłyby wciąż małe w porównaniu z zagrożeniami, przed którymi w rzeczywistości stoimy. Ale tak jak rzekoma większa efektywność centralnego planowania nie jest jedynym argumentem przywoływanym na jego korzyść, tak i zastrzeżenia wobec niego nie opierają się jedynie na jego rzeczywistym braku efektywności.

Trzeba przyznać, że jeśli chcielibyśmy rozdzielić dochody między pojedyncze osoby i różne grupy zgodnie z jakimś określonym absolutnym standardem, centralne planowanie byłoby jedyną drogą do osiągnięcia takiego celu. Można twierdzić — i wielu tak twierdzi — że warto byłoby pogodzić się z niższą efektywnością, jeśli udałoby się przy tym osiągnąć większą sprawiedliwość dystrybucyjną. Ale niestety te same czynniki, które umożliwiają w takim systemie kontrolę rozdziału dochodów, sprawiają, że niezbędne staje się wprowadzenie arbitralnego porządku w zakresie statusu każdej pojedynczej osoby i hierarchii praktycznie wszystkich ludzkich wartości.

Mówiąc skrótowo — i jest to coraz powszechniej zauważane — planowanie gospodarcze nieuchronnie prowadzi do ograniczenia indywidualnej swobody i duchowej wolności, czyli do dobrze nam znanego systemu „totalitarnego”. Jak to niedawno zauważyli w czasopiśmie „Nature” dwaj znaczący amerykańscy inżynierowie: „państwo oparte o władzę dyktatorską… i gospodarka planowana byłyżby w istocie jedną i tą samą rzeczą?”[6].

Powody, dla których przyjęcie systemu centralnego planowania w nieuchronny sposób prowadzi do systemu totalitarnego, są całkiem proste. Każdy, kto kontroluje środki, musi zdecydować, do realizacji jakich celów one posłużą. W dzisiejszych warunkach kontrola nad środkami używanymi w działalności gospodarczej oznacza kontrolę nad materialnymi środkami służącymi realizacji praktycznie wszystkich naszych potrzeb, a co za tym idzie kontrolę nad praktycznie wszystkimi naszymi działaniami.

Z samego faktu, że skala wartości, która będzie podstawą planowania, musi być bardzo szczegółowa, wynika brak możliwości jej ustalenia w wyniku jakichś demokratycznych procedur. Zarządca systemu opartego o planowanie zastosowałby swoją skalę wartości i swoją hierarchię potrzeb, które — jeśli byłoby to potrzebne do przygotowania planu — musiałyby być dokładnie uszeregowane według znaczenia z uwzględnieniem sytuacji każdej pojedynczej osoby.

Jeśli plan ma się powieść albo ma chociaż wyglądać na to, że autorowi planu się powiodło, ludzi trzeba nakłonić, aby uwierzyli, że wybrane cele są właściwe. Każda krytyka planu albo ideologii za nim stojącej musi być traktowana jak sabotaż. Nie może być wolności myśli i wolności prasy tam, gdzie wszystko musi być zarządzane zgodnie z systemem urządzonym wedle jednej myśli.

W teorii socjalizm może chcieć wspierać wolność, ale w praktyce każdy rodzaj konsekwentnie wspieranego kolektywizmu musi zaowocować cechami charakterystycznymi wspólnie dla faszyzmu, nazizmu i komunizmu. Totalitaryzm to nic innego niż stały kolektywizm, bezwzględne wprowadzanie zasady „wspólnota ma pierwszeństwo przed jednostką” i kierowanie wszystkimi członkami społeczeństwa siłą jednej woli, która ma reprezentować „wspólnotę”.

Trzeba byłoby poświęcić dużo więcej miejsca niż jest dostępne tutaj, aby pokazać w szczegółach, jak taki system prowadzi do despotycznej kontroli nad każdą sferą życia i zaprezentować przykład Niemiec, w których dwa pokolenia planistów przygotowały grunt pod nazizm. To zostało pokazane gdzie indziej[7]. Nie jest możliwe tu ani wykazanie, w jaki sposób planowanie przyczynia się do „gwałtownego wzrostu nacjonalizmu”[8], ani — jak odkrył ku swojemu żalowi redaktor jednej z najbardziej ambitnych prac zbiorowych na temat planowania — dlaczego „większość ‚planistów’ jest wojującymi nacjonalistami”[9].

Należy natomiast zwrócić uwagę na bardziej konkretne niebezpieczeństwo, które jest efektem obecnych trendów w Wielkiej Brytanii. Chodzi o rosnącą przepaść między brytyjskim a amerykańskim systemem ekonomicznym, która grozi uniemożliwieniem jakiejkolwiek realnej współpracy gospodarczej między tymi dwoma krajami po wojnie. Aktualny bieg rzeczy w Stanach Zjednoczonych dobrze odzwierciedla program przywracania konkurencji zaprezentowany przez prezydenta Roosevelta w przemówieniu do Kongresu z kwietnia 1938 roku, którego — mówiąc słowami samego prezydenta — założeniem jest, że „system oparty o prywatne przedsiębiorstwa szukające zysku w warunkach wolności nie zawiódł w naszym pokoleniu, bo nie został do tej pory nawet wypróbowany”[10].

Z drugiej strony o sytuacji w Wielkiej Brytanii w tym samym czasie można śmiało powiedzieć, że „wiele świadczy o tym, iż brytyjscy przywódcy przyzwyczajają się do myślenia o rozwijaniu państwa poprzez kontrolowane monopole”[11]. Oznacza to, że idziemy drogą, którą przetarły Niemcy i którą porzucają właśnie Stany Zjednoczone, ponieważ — jak stwierdza raport „Concentration of Economic Power”, do którego odnosił się we wspomnianym przemówieniu prezydent USA — „wzrost centralizmu politycznego jest w dużej mierze rezultatem centralizmu ekonomicznego”[12].

Alternatywą nie jest oczywiście leseferyzm w znaczeniu, w jakim ten mylący i niejasny termin jest zazwyczaj używany. Wiele jest do zrobienia, aby zapewnić efektywność konkurencji, a wielka część z tych rzeczy może być zrobiona poza rynkiem, aby rezultaty były kompletne. Ale poprzez wysiłki, aby zastąpić czymś konkurencję, pozbawiamy się nie tylko instrumentu, który nie ma substytutu, ale również instytucji, bez której nie może być indywidualnej wolności.

W tej sytuacji nic  nie zasługuje na większą uwagę i dokładniejszą analizę niż intelektualna historia Niemiec w ciągu ostatnich dwóch pokoleń. Trzeba sobie uświadomić, że cechy, które uczyniły z Niemiec to, czym teraz są, były jednocześnie wcześniej szeroko podziwiane i wciąż zresztą wzbudzają fascynację tym krajem. Trzeba też pamiętać, iż zepsucie niemieckich umysłów przyszło w dużej mierze z góry: od elity intelektualnej i naukowej.

Ludzie, niewątpliwie na swój sposób wielcy, uczynili z Niemiec sztuczny twór państwowy „zorganizowany w każdym calu” — jak chwalili się sami Niemcy. To zapewniło grunt, na którym rozwinął się nazizm, którego jednymi z najbardziej entuzjastycznych zwolenników byli reprezentanci nauki organizowanej przez państwo. To właśnie zgodnie z „naukową” organizacją przemysłu rozmyślnie tworzono wielkie monopole, twierdząc że ich powstanie jest nieuniknione — 50 lat zanim zaczęło się to dziać w Wielkiej Brytanii.

Dokładnie ten sam typ doktryny społecznej, który jest tak popularny wśród niektórych brytyjskich ludzi nauki, zaczął być hołubiony przez ich niemieckich poprzedników w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Ugodowość ludzi nauki wobec wszystkiego, co stanie się doktryną oficjalną, rozpoczęła się wraz z wielkim rozwojem organizowanej przez państwo nauki, będącym w tak dużym poważaniu w Wielkiej Brytanii. Powstałe w ten sposób państwo, w którym każdy dążył do tego, aby być pracownikiem państwowym i w którym wszelka pogoń za zyskiem była pogardzana, doprowadziło najpierw do ignorowania, a następnie do zniszczenia wolności, czego jesteśmy właśnie świadkami.

Konkluzją powinno być obrazowe przedstawienie tego, co mówiłem o roli odegranej przez niektórych wielkich ludzi nauki imperialnych Niemiec. Słynny fizjolog Emil du Bois-Reymond był jednym z liderów ruchu, który dążył do rozszerzenia metodologii nauk przyrodniczych na zjawiska społeczne oraz jednym z pierwszych i najskuteczniejszych promotorów tak modnego obecnie poglądu, że „historia nauk przyrodniczych jest tożsama z historią ludzkości”[13]. To również on jest autorem prawdopodobnie najbardziej wstydliwej wypowiedzi z ust człowieka nauki dokonanej w imieniu swoich kolegów. „My, przedstawiciele Uniwersytetu w Berlinie” — ogłosił w 1870 roku w publicznym przemówieniu jako rektor Uniwersytetu — „mając siedzibę naprzeciwko pałacu Króla, jesteśmy z samej natury naszego położenia, intelektualnymi strażnikami domu Hohenzollernów”[14].

Obiekty lojalności niemieckich naukowców-polityków od tamtej pory się zmieniały, ale ich poszanowanie wolności nie wzrosło. I ten fenomen nie jest ograniczony tylko do Niemiec. Czyż pan J.G. Crowther nie próbował ostatnio — w książce przedstawiającej poglądy podobne do posiadanych przez Bois-Reymonda — bronić nawet inkwizycji, ponieważ jego zdaniem „jest korzystne dla nauki, jeśli broni ona rosnącą w siłę klasę”[15]. Zgodnie z tą logiką można by usprawiedliwić właściwie wszystkie prześladowania ludzi nauki po zdobyciu władzy przez nazistów — bo czy nie byli oni właśnie „rosnącą w siłę klasą”?


[1] P.M.S. Blackett i inni, „The Frustration of Science”, Allen and Unwin (1935), s. 142.

[2] H.D. Dickinson, „Economics of Socialism”, Oxford University Press (1939); O. Lange i F.M. Taylor, „On the Economic Theory of Socialism”, University of Minnesota Press (1938); F.A. Hayek, Economica, N.S., 7 (1940).

[3] Final Report of the Temporary National Economic Committee („TNEC”), USA, 77th Congress, 1st Session, Senate Document No. 35, 89.

[4] L. Hogben, „Education for an Age of Plenty”, British Institute of Adult Education (1937), s. 10.

[5] R. Bain, Social Philosophy, 230 (April 1939).

[6] F.B. Jewett and W.R. King, Nature, 146, 826 (1940).

[7] W. Lippmann, „The Good Society”, Little, Brown and Co. (1937); M. Polanyi, „The Contempt of Freedom”, Watts and Co. (1940); W. Sulzbach, Ethics, 50 (April, 1940); F.A. Hayek, „Freedom and the Economic System”, University of Chicago Press (1939).

[8] L. Robbins, „Economic Planning and International Order”, Macmillan (1937).

[9] F. Mackenzie (ed.), „Planned Society”, Prentice Hall (1937), s. xx.

[10] Final Report of the TNEC, s. 20.

[11] Spectator, 337 (March 3, 1939).

[12] Final Report of the TNEC, s. 5.

[13] Emil du Bois-Reymond, „Kulturwissenschaft und Naturwissenschaft”, (1879).

[14] „A Speech on the German War”, wygłoszony 3 sierpnia 1870 roku na Uniwersytecie w Berlinie przez ówczesnego rektora Emila du Bois-Reymonda. Londyn, Rd. Bentley (1870), s. 31.

[15] J.G. Crowther, „The Social Relations of Science”. Macmillan (1940), s. 333.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Friedrich August von Hayek

Noblista z 1974 r.

Pozostałe wpisy autora:

Komentarz “Hayek: Planowanie, nauka i wolność

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy