Murphy: Koszty ustaw węglowych

27 grudnia 2010 Ekonomia środowiskowa komentarze: 3

Autor: Robert P. Murphy
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Paweł Rusiecki
Wersja PDF

CO2W dwóch niedawnych komentarzach (patrz: tu i tu) dla „New York Times”, laureat nagrody Nobla Paul Krugman rzucił wyzwanie tym, którzy krytykują rządowe próby regulowania emisji dwutlenku węgla, a nawet poparł ustawę zawierającą program handlu limitami, przygotowywaną przez Waxmana i Markeya. Według Krugmana wprowadzenie takiego prawa zapobiegnie katastrofie, a jego koszty nie są wysokie. Skąd więc bierze się krytyka proponowanego programu?

W niniejszym artykule chciałbym przedstawić słabe strony stanowiska Krugmana. Po pierwsze, ustawy dotyczące globalnego ocieplenia mogą powodować więcej szkód, niż sugerują obliczenia noblisty. Po drugie, korzyści wynikające z takich działań — czyli uniknięcie nieszczęść związanych ze zmianami klimatu — mogą być minimalne, jeśli inne kraje też ich nie zastosują.

Ponadto, Krugman zajmując takie stanowisko w sprawie ustawy o dwutlenku węgla — „lepsza ustawa niż nic” — zaprzecza swoim własnym poglądom na temat „niewystarczającej” ustawy stymulującej Obamy czy planów Geithnera dotyczących reorganizacji sektora bankowego. Krótko mówiąc, jeśli świat rzeczywiście stoi na skraju katastrofy — przed czym jesteśmy nieustannie ostrzegani i co stanowi powód, dla którego musimy powziąć natychmiastowe kroki — to dlaczego tak wielu aktywistów popiera zmiany w prawie, które według ich modeli nie przyniosą żadnych znaczących efektów?

Zniszczenia gospodarki spowodowane zmniejszeniem emisji dwutlenku węgla

Politycy proponują penalizację emisji dwutlenku węgla (a nawet szerzej, gazów cieplarnianych w ogóle). Naturalnym pytaniem zadawanym przez większość ludzi jest: „ile to będzie kosztować”. Ponieważ dostępne zasoby są rzadkie, jeśli rząd zmniejszy możliwości producentów (dokładniej: możliwość emitowania tyle CO2, ile chcą), to ilość dostarczanych dóbr i usług będzie z konieczności niższa, niż w przeciwnym wypadku.

Jeśli więc mamy zrezygnować z części dóbr i usług na rzecz mniejszego prawdopodobieństwa wystąpienia szkód związanych ze zmianami klimatu (zgodnie z pewnymi modelami), to powinniśmy mieć świadomość tego, ile wynoszą koszty i przychody. Pogląd funkcjonujący w społeczeństwie jest następujący: według części ludzi należy zredukować poziom emisji dwutlenku węgla z powodów moralnej odpowiedzialności za planetę lub obywateli biedniejszych państw; inni zaś uważają, że właściciele fabryk mają moralne prawo emitowania tyle CO2, ile chcą.

Większość ekonomistów austriackich sprowadziłaby odpowiedź na te ważne pytania do rozważenia prawa własności, a dopiero później przeszła do analizy kosztów i przychodów. Wolę jednak, aby ten artykuł był zwięzły. Chciałbym poruszyć w nim kilka istotnych kwestii, a nawet argumenty wytaczane przez Krugmana (oparte na danych, które mu pasują). Zaakceptujmy więc zasady debaty, jaka zapewne rozwinie się w mediach i na wielu blogach w najbliższych miesiącach.

Oto jak Krugman wypowiada się na temat szkód, jakie legislacja węglowa wywoła w gospodarce (nazywanych nieściśle „kosztami” takich działań):

Program „ogranicz i handluj” podniósłby ceny wszystkich towarów, które — bezpośrednio lub pośrednio — prowadzą do spalania paliw pochodzenia mineralnego. Na przykład elektryczność, która jest wytwarzana głównie w elektrowniach spalających węgiel kamienny, stałaby się droższa. (…) Konsumenci byliby biedniejsi niż przed wprowadzeniem polityki walki ze zmianami klimatu.

Ale o ile biedniejsi? Według skrupulatnych naukowców, na przykład tych z Agencji Ochrony Środowiska lub Grupy Analizy Przewidywań Emisyjnych i Polityki z Instytutu Technologii Massachusetts (MIT) będziemy nieznacznie biedniejsi. Specjaliści z MIT twierdzą, że nawet przy najbardziej rygorystycznych limitach Amerykanie konsumowaliby w 2050 roku o 2 procent mniej, niż w sytuacji braku limitów emisji.

Zatrzymajmy się nad tym na chwilę. Krugman staje tu na pozycji analogicznej do „sceptyków” czy też „osób zaprzeczających” jakoby globalne ocieplenie było powodowane przez ludzi. Jako przykład można tu podać artykuły Richarda Lindzena lub Roya Spencera, którzy są bardzo „skrupulatnymi naukowcami” i nie uważają, że emisja gazów cieplarnianych (GHG) jest takim problemem, jak twierdzą inni. Kiedy więc „sceptyk” przytacza na swoim blogu szacunek wrażliwości temperatury na emisję GHG za Lindzenem czy Spencerem, co robi przeciętny oponent? Twierdzi, że ci badacze nie są wiarygodni oraz że tylko „konsensus” zaprezentowany przez Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) pokazuje prawdziwe dane szacunkowe.

W ten sam sposób ja mogę podważyć ekspertów Krugmana. Ostatni raport IPCC (AR4) wykazuje, że restrykcje dotyczące emisji GHG — a lista cięć zawartych w ustawie Waxman-Markey jest bardzo agresywna na tle modeli analizowanych przez IPCC — mogą kosztować aż do 5,5 procent światowego PKB do roku 2050, w odniesieniu do bazowej trajektorii PKB, nieuwzględniającej ograniczeń wykorzystania węgla. Nie wierzcie mi — ani Heritage Foundation — na słowo; aktywista Joe Romm przywołuje te liczby tutaj.

Tak więc (najwyższej klasy) szacunek IPCC jest o 175 procent wyższy niż ten przywołany przez Krugmana. Nie rozbiłem na czynniki pierwsze badań, na których opiera się Krugman; możliwe, że znacznie niższe szacowane koszty są rezultatem przeanalizowania znacznie łagodniejszej legislacji niż w modelach IPCC. Jeśli więc ktoś bije na alarm, używając do tego „konsensusu IPCC”, to niech będzie przynajmniej konsekwentny. Zgodnie z IPCC, jeśli cały świat wprowadziłby agresywne restrykcje emisyjne zawarte w ustawie Waxman-Markey, koszt utraconych możliwości może wynieść 5,5 procent PKB w roku 2050.

Zanim przejdziemy dalej, upewnijmy się, że rozumiemy ten ekonomiczny żargon: jeśli dochody twojego gospodarstwa domowego normalnie wyniosłyby 100 000$, to wprowadzenie tych ostrych restrykcji podniosłoby ceny dóbr i usług tak, że traciłbyś 5 500$ siły nabywczej w roku 2050. (Ponieważ całkowity limit emisji zmniejsza się w miarę upływu czasu, roczny wpływ na konsumpcję jest z biegiem czasu coraz poważniejszy. W początkowych latach cios dla dochodu byłby mniejszy niż 5 500$ rocznie).

 

Prognozy opierają się na podręcznikowych przykładach wdrażania programów i na efektywnym wykorzystaniu zasobów

Robi się coraz gorzej. Obliczenia MIT i IPCC zakładają optymalne egzekwowanie polityki klimatycznej przez wszystkie znaczące rządy na następne stulecie. Jeśli wyjdziesz poza „streszczenie dla polityków” i przejdziesz do dania głównego raportu IPCC, znajdziesz to zastrzeżenie:

 

Należy zaznaczyć, że dla wymienionych szacunków kosztów, ogromna większość modeli zakłada transparentny rynek, brak kosztów transakcyjnych, a zatem perfekcyjne wdrażanie działań politycznych w XXI wieku, prowadzących do wspólnego przyjęcia działań łagodzących efekt kosztowy, takich jak opodatkowanie węgla, czy przyjęcie przez wszystkich programu „ogranicz i handluj”. (…) Rozluźnienie założeń tych modeli, pojedynczo lub w kombinacji (np. złagodzenie tylko w krajach z załącznika I, brak handlu emisjami albo CO2), doprowadzi do znacznego wzrostu we wszystkich kategoriach kosztowych. (Working Group III, s. 204, pogrubienie dodane).

 

Na tym nie koniec. Większość, a może nawet wszystkie, z tych analiz zakłada, że rząd stosuje procedury handlu limitami (lub podatek od węgla) w skuteczny sposób. Innymi słowy, obliczony „koszt” takich działań odnosi się do ekonomicznej koncepcji „zbędnej straty społecznej”. Na przykład, jeśli rząd otrzymuje 350 miliardów dolarów za sprzedawanie pozwoleń handlu węglem, ten dochód nie jest częścią „kosztów” programu. To, co typowe analizy nazywają „kosztem” — który jak pamiętamy może do 2050 roku urosnąć do 5,5 procent PKB — odnosi się do utraconych dóbr i usług zgodnie z ograniczeniem możliwości produkcyjnych, ponieważ gospodarka musi wyemitować mniejszą ilość dwutlenku węgla.

Ale skoro rząd ma co roku do dyspozycji kilkaset miliardów zysków z aukcji, to wyda więcej pieniędzy. Wdrożenie programu „ogranicz i handluj” nie zredukuje deficytu, ani nie pomoże zredukować opodatkowania pracy (jak proponuje wielu ekonomistów). A zatem koszty będą w praktyce znacznie wyższe: rząd będzie trwonić o wiele więcej niż 5,5 procent wszystkich dóbr i usług w roku 2050, nawet jeśli przyjmiemy inne założenia tych modeli.

 

Korzyści ustawy Waxman-Markey są nieistotne

Zobaczyliśmy, że szkody, które może uczynić gospodarce legislacja taka jak ustawa Waxman-Markey, mogą być dość duże. Ale czy odwróci zmiany klimatu? Zgodnie z tymi obliczeniami, dokonanymi przez klimatologa Chipa Knappenbergera, skutkiem rzeczonej ustawy byłoby ocieplenie się planety do roku 2050 o 0,09 stopnia Fahrenheita mniejsze, niż w innym wypadku. Jeśli myślicie, że Knappenberger wymyślił te liczby, spójrzcie na reakcję naukowców NASA i innych na wiodącym blogu pro interwencyjnym. Nie podważają tych danych: nawołują jedynie Stany Zjednoczone do zrobienia pierwszego kroku w ograniczaniu emisji.

Tutaj rodzi się oczywiste pytanie: czy któryś z badaczy będących za ustawą Waxmana-Markeya zrobił symulację obrazującą ten proces, w której kraje takie jak Chiny czy Indie poszłyby (z jakim opóźnieniem?) za amerykańskim przykładem? Tyler Cowen — który jest zaniepokojony zmianą klimatu — już dwukrotnie zaapelował na swoim popularnym blogu, aby stworzono taki model. Rozumie argumenty za tym, żeby Stany Zjednoczone podjęły jednostronne działanie (nawet pomimo tego, że Knappenberger pokazuje, jak niewiele nam to da) i chce, aby zostało to sformalizowane.

Skoro już o tym, Cowen wiedział, że coś jest na rzeczy z tym pytaniem. O ile wiem, ani jedna osoba nie stworzyła przyzwoitego modelu pokazującego możliwe reakcje różnych światowych mocarstw na ustawę Waxmana-Markeya czy korzyści netto z jej wprowadzenia — wliczając w to ochronę środowiska.

Wracając do Krugmana, wszystko to jest bardzo interesujące. Gdy chodziło o ustawę stymulującą lub „reformę” bankową, Krugman argumentował, że nieadekwatne działania mogą być gorsze niż nierobienie niczego, bo mogą roztrwonić kapitał polityczny prezydenta Obamy. (Spójrzcie na przykład na ostatni akapit tego wpisu na jego blogu). Czy wyłożenie kart na stół przez administrację Stanów Zjednoczonych, któremu towarzyszyłoby oskarżanie się wzajemnie o wszystkie nieszczęścia przez odchodzących od zmysłów ekspertów z obydwu stron, i którego skutkiem byłaby malutka zmiana globalnych temperatur, nie jest przypadkiem gorsze niż nierobienie niczego — zwłaszcza jeśli mamy bardzo mało czasu na działanie, jak twierdzą niektórzy?

 

Wniosek

Debata na temat globalnego ocieplenia została zupełnie upolityczniona, a obie jej strony często podają ukryte, zamaskowane wartości jako fakty naukowe. Rozumiem, że nawet niektórzy libertarianie wierzą podstawowej nauce dowodzącej, że brak zmian oznaczać będzie ogromną agresję na prawa własności części z najbardziej bezbronnych ludzi.

Nawet jeśli, to ja nadal uważam, że prawdziwym zagrożeniem dla ludzkości są rządy rosnące w siłę w imię walki ze zmianami klimatu. Niedawne próby usprawiedliwienia tych nowych działań podjęte przez Paula Krugmana, ignorują samo IPCC, którego dane liczbowe będące „konsensusem” są zresztą oparte na naiwnych założeniach dotyczących zachowania rządów w realnym świecie.

Nieważne czy należysz do „zaprzeczających”, czy też uważasz, że emisja dwutlenku węgla powinna zostać znacznie zredukowana w najbliższym czasie, powinieneś być nastawiony sceptycznie do procesu, który rozwija się obecnie w Waszyngtonie. Tu nie chodzi o ratowanie planety, tu chodzi o pieniądze i władzę.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Robert Murphy

Amerykański ekonomista i konsultant związany z austriacką szkołą ekonomii. Tytuł doktora uzyskał na New York University, obecnie jest adiunktem na Texas Tech University. Współpracuje z licznymi amerykańskimi think-tankami. W ramach działalności w Independent Institute i Ludwig von Mises Institute angażuje się w liczne inicjatywy edukacyjne – prowadzi wykłady, kursy e-learningowe, pisze książki. To właśnie w ramach współpracy z tymi instytucjami powstały jego przewodniki ułatwiające lekturę najważniejszych dzieł ekonomistów szkoły austriackiej: "Ludzkiego działania" i "Teorii pieniądza i kredytu" Ludwiga von Misesa oraz "Ekonomii wolnego rynku" Murraya N. Rothbarda. Murphy jest także autorem podręcznika z ekonomii dla licealistów "Lessons for the Young Economist" i książki "Choice: Cooperation, Enterprise, and Human Action".

Pozostałe wpisy autora:

3 Komentarze “Murphy: Koszty ustaw węglowych

  1. To zapewne część planu wprowadzenia światowego rządu a jeśli światowy rząd to i światowy podatek jest potrzebny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy