Murphy: Wolnorynkowe zombie w natarciu

8 stycznia 2011 Bańki i kryzysy finansowe komentarze: 11

Autor: Robert P. Murphy
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Michał Żuławiński
Wersja PDF

zombieW swoim niedawnym artykule pod tytułem Gdy zombie wygrywają, Paul Krugman stwierdził, że „wolnorynkowi fundamentaliści” — z Ronem Paulem na czele — odnoszą sukcesy na scenie politycznej, chociaż ostatnie wydarzenia całkowicie ich zdyskredytowały. Jak się przekonamy, to bardzo dobrze, że idee ograniczonego rządu nie umierają — niezależnie od tego, jak często są obiektami ataków Krugmana.

Krugman i zombie

Pierwszy akapit zawiera wyjaśnienie tytułu artykułu:

Kiedy historycy będą analizować lata 2008-2010, najbardziej zaintryguje ich, jak sądzę, zadziwiający triumf skompromitowanych idei. Wolnorynkowi fundamentaliści mylili się we wszystkich istotnych kwestiach a mimo to ich dominacja na scenie politycznej jest silniejsza niż kiedykolwiek.

Zanim przejdziemy do konkretów, musimy zatrzymać się na moment i uzmysłowić sobie, jak wiele przekłamań zawiera sam wstęp. Po pierwsze, „wolnorynkowi fundamentaliści” nie mylili się we wszystkich istotnych kwestiach. Prawdą jest — i zaraz do tego dojdziemy — że wielu przeciwników pakietu stymulacyjnego oraz luzowania ilościowego ostrzegało przed wysokimi stopami procentowymi i inflacją. Zagrożenia te nie stały się (przynajmniej na razie) realne i w tej kwestii Krugman ma prawo być z siebie zadowolonym.

Jednak wolnorynkowi fundamentaliści z całą pewnością mieli rację mówiąc, że pakiet stymulacyjny Obamy nie wyciągnie nas z kryzysu. Nie tylko austriacy, lecz przecież również ekonomiści szkoły chicagowskiej, przypominali opinii publicznej o podstawowych prawdach typu: „rząd może wydać jedynie tyle, ile wcześniej zabierze z sektora prywatnego”.

Słysząc to, keynesiści tacy jak Brad DeLong i Paul Krugman wpadali w szał, lecz jeżeli ktokolwiek został oczyszczony z zarzutów przez to, co w ostatnich dwóch latach działo się z PKB oraz poziomem zatrudnienia, to byli to wszyscy ci, którzy mówili, że pakiet Obamy doprowadzi do pogorszenia sytuacji.

Nie była to Christina Romer, która przewidywała, że dzięki pakietowi stymulacyjnemu uda obniżyć się poziom bezrobocia. Również Mark Zandi (którego Krugman chwalił potem za fantastycznie dokładne modele keynesowskie) prognozował w listopadzie 2008 (zerknijcie na stronę 21 tego dokumentu), że bez pakietu stymulacyjnego realne PKB spadłoby w 2009 o 2,2 procenta. Tymczasem, po wdrożeniu pakietu Obamy, gospodarka skurczyła się o 2,6 procenta.

Jeżeli zaś chodzi o tezę, że wolnorynkowi fundamentaliści zdominowali scenę polityczną „bardziej niż kiedykolwiek”, sądzę, że Krugman ma rację. To tak samo, jakby stwierdzić, że dwa pudle mogą zdominować pitbulla bardziej niż jeden pudel. Jednak w chwili, gdy Fed po cichu pożycza ponad 9 bilionów, gdy FBI bierze na cel fundusze hedgingowe, a wydatki rządowe stanowią największą część gospodarki od czasów II wojny światowej, szczerze wątpię, aby Waszyngton został opanowany przez oddziały leseferystów.

Krugman kontra Ron Paul

Głównym dowodem na to, że wolnorynkowi fundamentaliści rosną w siłę, jest dla Krugmana pozycja Rona Paula:

Jak to się stało? Jak doszło do tego, że po zachowaniu banków, które rzuciły gospodarkę na kolana, skończyliśmy z Ronem Paulem, który mówi: „Nie sądzę, żebyśmy potrzebowali regulacji” i jest o krok od sprawowania nadzoru nad Fedem z ramienia Izby Reprezentantów.

 

Oczywiście, jeżeli spojrzymy na rzeczywisty kontekst wypowiedzi Paula, dowiemy się, że w jego przekonaniu naiwne jest oczekiwanie, że rządowi regulatorzy stłamszą w zarodku bańkę, którą nadymają inne programy rządowe. Ron Paul nie mówi „pozwólmy, aby banki robiły wszystko, na co mają ochotę”, lecz stwierdza, że nie powinniśmy ratować ich, kiedy bankrutują. Zamiast tego pozwólmy im upaść — tak jak każdej innej firmie, która podjęła fatalne decyzje inwestycyjne.

W swoim artykule Krugman podaje kilka dobrych przykładów „prawicowców”, których przepowiednie, z dzisiejszego punktu widzenia, brzmią idiotycznie. Jednak i lewicy niczego nie brak w tej kategorii, nawet jeżeli skupimy się jedynie na bańce na rynku nieruchomości oraz kryzysie bankowym.

Dla przykładu, ekonomiści Fedu oraz sam Ben Bernanke zaprzeczali istnieniu bańki na rynku nieruchomości. Barney Frank — czyli raczej nie libertariański rycerz Jedi — twardo przekonywał o płynności finansowej Fannie Mae i Frieddie Mac.

Nie zapominajmy też o Paulu Krugmanie, który — o tym trzeba koniecznie wspomnieć — zauważył bańkę na rynku nieruchomości wcześniej niż inni. Jednak, o ironio, chwalił Greenspana za jej stworzenie. Wiele osób zna artykuł z 2002, w którym Krugman wzywa Greenspana do stworzenia bańki na rynku nieruchomości, lecz o wiele mniej znany jest fakt, że — już post factum — udzielał poparcia takim działaniom. Świadczy o tym wymiana zdań z jednym z czytelników pochodząca z października 2006:

NEERAJ MEHRA, AMRITSAR, INDIE: Alan Greenspan zaszkodził narodowi, doprowadzając do powstania bańki na rynku nieruchomości. Takie jest moje odczucie jako laika-obserwatora. Pański artykuł je tylko potwierdza.

Moje pytanie jest następujące: Czy Greenspan postąpił dobrze — tworząc boom na rynku nieruchomości będący tymczasowym rozwiązaniem, dopóki na horyzoncie nie pojawi się coś innego, co będzie mogło podeprzeć gospodarkę — ponieważ nie miał wyboru, czy też wybrał tę ścieżkę ze względu na doraźne cele polityczne? Kwestia ta dręczy mnie od jakiegoś czasu. Będę wdzięczny, gdyby rzuciłby Pan na nią nieco światła.

 

PAUL KRUGMAN: Jak stwierdził Paul McCulley z PIMCO, wraz z nadejściem kresu boomu dot-com Greenspan musiał stworzyć bańkę na rynku nieruchomości, która zastąpiłaby bańkę internetową. W ramach swoich możliwości postąpił więc właściwie. Lecz w 2004 powinien dostrzec oznaki zbliżającego się niebezpieczeństwa i ostrzec przed nim; takie ostrzeżenie mogłoby zastąpić wzrost stóp procentowych. Nie zrobił tego i zostawił Benowi Bernankemu straszny bałagan.

 

Przechodząc od polityki monetarnej do innych działań rządu napędzających boom na rynku nieruchomości, opowieść Krugmana — w której stara się oczyścić z zarzutów Freddie i Fannie, a winą obarczyć złoczyńców z sektora prywatnego — nieustannie się zmienia, podczas gdy inni nieustannie wytykają jej błędy. Raghuram Rajan robi to krok po kroku w tym artykule.

Austriaccy ekonomiści (których nie jest, niestety, wielu pośród wolnorynkowców) kategorycznie sprzeciwiali się pomocy bankrutom. Krugman był zwolennikiem takich działań (choć oczywiście nie były one jego zdaniem idealne). Co ciekawe, kiedy Krugman starał się ostatnio przekonywać, że on i jego innowierczy koledzy byli zwolennikami pozwolenia islandzkim bankom na bankructwo, podczas gdy ortodoksyjni nudziarze chcieli pomagać bankom irlandzkim, wśród czytelników Krugmana powstał niemały dysonans poznawczy (pamiętali bowiem wsparcie Krugmana dla TARP) i autor musiał dokładniej wyjaśnić swoje stanowisko.

Podsumowując konfrontację Rona Paula z Paulem Krugmanem, możemy powiedzieć:

Ron Paul twierdzi, że koszmarnym błędem Greenspana było pompowanie bańki na rynku, rządowe agencje zawiniły, zachęcając banki do obniżenia kryteriów udzielania kredytów, a skarb państwa (oraz Fed) nie powinien ratować bankrutujących banków.

Paul Krugman z kolei rekomendował Greenspanowi tworzenie bańki na rynku nieruchomości, jego zastrzeżenia budzi jedynie mające załagodzić sytuację podnoszenie stóp procentowych, zamiast którego widziałby stosowanie moralnej perswazji względem spekulantów. Do tego konsekwentnie milczy na temat działań władz zachęcających do lekkomyślnego udzielania kredytów oraz jest zwolennikiem ratowania banków, które jego zdaniem działały nierozważnie.

Przyglądając się więc obecnemu stanowi gospodarki i chcąc znaleźć winnego tej sytuacji, z pewnością nie można wskazać na Rona Paula. Nie udowadnia to samo w sobie, że poglądy Paula są poprawne, lecz z pewnością każe powątpiewać w zapewnienia posługującego się keynesowskimi modelami Krugmana na temat trafności swoich wypowiedzi w ostatnich latach.

Stopy procentowe i inflacja

Na koniec skupmy się na jedynej uzasadnionej tezie artykułu Krugmana:

Warto również wskazać, że wszystko, co prawica mówiła na temat rychłej porażki planu Obamy, było błędem. Przez dwa lata ostrzegano nas, że rządowy deficyt doprowadzi do astronomicznie wysokich stóp procentowych. W rzeczywistości stopy procentowe zmieniały się wraz z nastrojami dotyczącymi wyjścia z kryzysu, lecz w porównaniu z latami przeszłymi stale utrzymywały się na niskim poziomie. Przez dwa lata ostrzegano nas, że inflacja, a nawet hiperinflacja, czai się tuż za rogiem. Zamiast tego mamy przedłużającą się dezinflację przy najniższej od pół wieku inflacji bazowej (inflacji po wyłączeniu niestabilnych cen żywności i energii).

 

To prawda, że ostrzeżenia wielu przeciwników zwiększania deficytu i drukowania pieniędzy przed wzrostem stóp procentowych i inflacji były w najlepszym wypadku przedwczesne. Sam zaliczam się do tego grona. To niefortunna okoliczność, gdyż nasze mylne ostrzeżenia stanowią teraz łatwy cel dla Krugmana, dzięki czemu może on odwracać uwagę opinii publicznej od niepowodzenia keynesowskiego drukowania pieniędzy.

Dokładniejsze omówienie tej kwestii wymagałoby osobnego artykułu. W niniejszym poprzestanę na stwierdzeniu, że jest mnóstwo sygnałów potwierdzających, że powodowana przez Fed inflacja zaburza procesy rynkowe, czego przykładem są rekordowo wysokie ceny złota. Nawet posługując się danymi rządowymi można zauważyć, że ceny dóbr produkcyjnych wzrosły o wiele bardziej niż ceny dóbr konsumpcyjnych. Przez ostatnie dwa lata byłem wiernym czytelnikiem Krugmana i nie pamiętam, aby w pierwszych miesiącach 2009 przewidywał on, że ceny ropy naftowej podwoją się w ciągu następnych 15 miesięcy.

 

Wnioski

Paul Krugman stawia niedorzeczne tezy, przekonując, że minione dwa lata stanowią dowód klęski polityki wolnorynkowej. Pomimo jego utyskiwań, miło jest patrzeć, jak rośnie uznanie dla Rona Paula i innych zwolenników ograniczonej roli rządu. Jeżeli te wschodzące gwiazdy ruchu wolnościowego są zombie, to możemy jedynie mieć nadzieję, że natrafią na wystarczająco dużą liczbę mózgów i dokończą dzieła.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Robert Murphy

Amerykański ekonomista i konsultant związany z austriacką szkołą ekonomii. Tytuł doktora uzyskał na New York University, obecnie jest adiunktem na Texas Tech University. Współpracuje z licznymi amerykańskimi think-tankami. W ramach działalności w Independent Institute i Ludwig von Mises Institute angażuje się w liczne inicjatywy edukacyjne – prowadzi wykłady, kursy e-learningowe, pisze książki. To właśnie w ramach współpracy z tymi instytucjami powstały jego przewodniki ułatwiające lekturę najważniejszych dzieł ekonomistów szkoły austriackiej: "Ludzkiego działania" i "Teorii pieniądza i kredytu" Ludwiga von Misesa oraz "Ekonomii wolnego rynku" Murraya N. Rothbarda. Murphy jest także autorem podręcznika z ekonomii dla licealistów "Lessons for the Young Economist" i książki "Choice: Cooperation, Enterprise, and Human Action".

Pozostałe wpisy autora:

11 Komentarze “Murphy: Wolnorynkowe zombie w natarciu

  1. Nie jest ładnie pisać o nobliście, że bredzi nawet jak się z nim panowie nie zgadzają i nawet jeśli jego wypowiedzi są nieprzychylne wobec waszych autorytetów.

  2. Pewnie chodziło o fragment Murphy’ego „Paul Krugman is speaking nonsense when he argues that the last two years have demonstrated the failure of free-market policie” – nie wiem czy przetłumaczyłbym to na „bredzi”, bo w j. polskim jest to słowo bardzo negatywnie nacechowane, natomiast trudno się nie zgodzić, że odzwierciedla motywy autora. „gada\opowiada głupoty”, „bredzi”, „jest niedorzeczny”

  3. Mimo wszystko, wypada się zgodzić z Panem Augustynem: obowiązuje pewne zasady w pisaniu, jeśli chce się być traktowanym poważnie, a nie jak jakiś „dziennikarzyna”. Można na przykład napisać: „całkowicie mija się z prawdą”, czy „wyciąga nieuprawnione i błędne wnioski”.

  4. nie jest ładnie mowic o przeciwnikach politycznych ‚zombie’ 🙂 zatem jak Kuba Bogu …

    no chyba, ze ochrona przysluguje tylko noblistom, ale to raz dwa mozemy zawiazac jakis komitet i przyznac nagrode paulowi i innym ‚fundamentalistom’ 🙂

  5. A ja bardzo lubię słowo „bredzi”.
    Myślę, że najlepiej oddaje ono naturę wypowiedzi ludzi wykształconych, którzy w elokwentny sposób uporczywie powtarzają szkodliwe nieprawdziwe stwierdzenia.

  6. Do redakcji: Proponuje zmienic „bredzi” na „stawia niedorzeczne tezy”. Rzeczywiscie „bredzi” nie oddaje atmosfery oryginalu i jest zbyt mocne.

  7. @mgl
    Im więcej epitetów u Krugmana nt wolnorynkowców, tym lepiej: znaczy, że ma coraz mniej merytorycznych uwag, bądź czuje w jakiś sposób zagrożenie. Poza tym, Austriacy z mises.org używają wystarczająco obraźliwego słowa na określenie poglądów tego noblisty, jest nim „keynesian”. 😉

  8. o środowisku w którym funkcjonują reguły „too big too fail” oraz urzędowo ustala się ceny nie można mówić że jest wolnorynkowe.

    myślę, że ekspert który notorycznie ignoruje argumentacje swoich adwersarzy nie próbując nawet rozliczyć się z owym postulatem, nie wypowiada się jako noblista, ale jako propagandysta. wymagamy szacunku wobec eksperta, ale jednocześnie wymagamy skrupulatności i uczciwości.

    swoją drogą, lubię Murphy’ego za to, że powstrzymuje się od wyraźnie kąśliwych polemik, podchodząc do tematów zawsze bardzo konstruktywnie. taka postawa zasługuje na szacunek, a nie na nazywanie „zombie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy