McCaffrey: Reforma walutowa i bankowa w dziewiętnastowiecznej Wielkiej Brytanii

24 stycznia 2011 Bankowość komentarze: 24

Autor: Matt McCaffrey
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Monika Kozikowska
Wersja PDF

reforma walutowaW obliczu faktu, że zarówno banki centralne, jak i komercyjne upadają na całym świecie, staje się coraz bardziej oczywiste, iż problemy polityki pieniężnej, z którymi się aktualnie zmagamy, są tak skomplikowane, że nie wystarczy już prawidłowe zastosowanie reguły Taylora. Być może zabrzmi to banalnie, ale prawdą jest, że potrzebujemy wielkiej reformy polityki pieniężnej. Celem niniejszego artykułu nie jest zarekomendowanie konkretnego rozwiązania, ale przeanalizowanie ważnego z punktu widzenia historii przykładu tego, jak należy (albo raczej jak nie należy) prowadzić politykę pieniężną i przeprowadzać reformy.

W połowie dziewiętnastego wieku w Wielkiej Brytanii toczyła się długa i ożywiona debata na temat ograniczenia władzy Banku Anglii. Gdy w latach 1797-1821 Wielka Brytania zdecydowała się porzucić system waluty złotej na rzecz niewymienialnego na złoto pieniądza papierowego, rozpoczęły się problemy gospodarcze. Powrót do waluty wymienialnej w roku 1821 nie zapobiegł kryzysowi finansowemu, który nastąpił w 1825 roku i który wzbudził szerokie zainteresowanie kwestią pieniądza oraz problemami banków.

Nad rozpaczliwą potrzebą przeprowadzenia reformy pieniężnej dyskutowano praktycznie we wszystkich kręgach społecznych. W niedługim czasie podczas tej dysputy wyłoniły się dwie szkoły, które zaczęły być znane jako szkoła obiegu pieniężnego (Currency School) oraz szkoła bankowości (Banking School)[1]. Celem obu tych ugrupowań było znalezienie takiej metody ograniczenia (bądź nieograniczania) praktyk stosowanych przez banki, która doprowadziłaby do ustabilizowania się gospodarki.

Spór między tymi obiema szkołami wielokrotnie analizowano jedynie poprzez skupienie się wokół opinii głównych przedstawicieli, przez co zaniedbano powinność jego szerszego wyjaśnienia oraz wskazania, jak ważny wpływ wywarł on na ekonomię. Zdarza się, że nawet wybitni historycy myśli ekonomicznej całkowicie pomijają tę kwestię. Dla przykładu, Joseph Schumpeter nazwał ową dysputę jedynie „efemeryczną kontrowersją” („ephemeral controversy” [1954] 1963, p. 725), podczas gdy dla ekonomistów takich jak Mises czy Rothbard, spór ten stanowi moment przełomowy. Rothbard włożył wiele trudu w wyjaśnienie tego jakże ważnego okresu w historii ekonomii, opisując go w jednej ze swoich prac.

Mimo że obie szkoły w tej dyspucie opowiadały się za banknotami w pełni wymienialnymi na pieniądz kruszcowy, różniły się podglądami co do konieczności nałożenia na banki emisyjne innych ograniczeń, oprócz tych dotyczących wymienialności pieniądza, mających na celu zabezpieczenie systemu bankowego. Szkoła obiegu pieniężnego, reprezentowana m.in. przez J.R. McCullocha, George’a Normana, Samuela Loyda (Lorda Overstone) i Roberta Torrensa ostro krytykowała politykę Banku Anglii oraz żądała ograniczenia jego roli w zwiększaniu podaży banknotów. Szkoła ta dostrzegła, choć niewystarczająco, że nadmierna emisja banknotów przez Bank Anglii i jego oddziały stała się przyczyną wahań koniunktury. W pewnym stopniu reprezentanci tego nurtu dali też początek teorii cyklu koniunkturalnego, którą później rozwinął Mises.

Dlatego też szkoła obiegu pieniężnego szukała sposobów na to, jak można by ograniczyć emisję nadmiernej ilości banknotów przez Bank Anglii. Za naczelną uważała ona tzw. zasadę Currency principle, według której „odpowiednie wyregulowanie emisji banknotów nastąpi, gdy banknoty zostaną poddane takim samym wahaniom, jak waluta będąca czystym metalem” (Daugherty 1942).

Ujmując to w inny sposób, moglibyśmy powiedzieć, że „zawsze istnieje ryzyko emisji nadmiernej ilości banknotów. Z tego właśnie powodu emisja ta powinna być ściśle nadzorowana w taki sposób, aby banknoty funkcjonowały jedynie jako symbol pieniądza kruszcowego” (Wu[1939] 2007, 130). W odpowiedzi na działania Banku Anglii, szkoła obiegu pieniężnego zaproponowała proste, aczkolwiek dość mocne, ograniczenie możliwości banku — konieczność posiadania 100% rezerwy na pokrycie emisji nowych banknotów.

Zasada Currency principle wkrótce odniosła zwycięstwo na gruncie legislacyjnym. W 1844 roku uchwalono Akt Bankowy (Bank Charter Act), popularnie zwany ustawą Peela, na cześć Sir Roberta Peela, wybitnego członka szkoły obiegu pieniężnego. Podzieliła ona Bank Anglii na dwa oddziały: pierwszy miał się zajmować emisją banknotów, a drugi depozytami. Ustawa nałożyła obowiązek posiadania stuprocentowego pokrycia emisji banknotów[2].

Jednakże założenia szkoły obiegu pieniężnego odnośnie reformy oparte zostały na poważnym błędzie. W jej mniemaniu depozyty na żądanie, w przeciwieństwie do banknotów, nie były pieniędzmi i dlatego też nie odgrywały żadnej ważnej roli ani w polityce banku, ani podczas kryzysu finansowego. W rezultacie ustawa Peela zupełnie pomijała kwestie związane z depozytami Banku Anglii.

Druga szkoła tego sporu, szkoła bankowości (początkowo reprezentowana przez m.in. Johna Fullartona i Thomasa Tooke’a), zaatakowała ten podział na banknoty i depozyty, które — jak argumentowano — spełniały taką samą funkcję gospodarczą. Mimo że mieli rację w tej kwestii, wyciągnęli błędny wniosek, iż jedyne ograniczenie, jakie powinno się nałożyć na banknoty oraz depozyty, to kwestia wymienialności na pieniądz kruszcowy. Wszelkie inne ograniczenia negatywnie — według nich — wpłynęłyby na ekspansję kredytową mającą na celu sprostanie wzrostowi podaży w gospodarce.

Stanowisko szkoły bankowości w tej sprawie widoczne jest w zasadzie, która mówi, że „to właśnie konkurencja na rynku bankowym należycie kontroluje liczbę banknotów w obrocie i że nie dojdzie do nadwyżki banknotów w stosunku do potrzeb rynku, jeśli zachowa się pieniądz wymienialny” (Viner 1937, 223). Dlatego też banki są instrumentami biernymi, które zwiększają i redukują liczbę udzielanych kredytów jedynie po to, by dostosować się do potrzeb gospodarki.

Innymi słowy, banki nie mogłyby udzielać kredytów w nadmiernej liczbie choćby nawet bardzo się starały, ponieważ każda nadwyżka środków udzielonych w ramach kredytów i tak wróciłaby do banku. Jednakże Mises, podobnie jak kilkoro innych ekonomistów, zwrócił uwagę, że popyt na kredyty związane z działalnością gospodarczą jest ściśle uzależniony od polityki banku, a zwłaszcza od oprocentowania nakładanego przez banki. Stopa procentowa może zostać obniżona poniżej stopy naturalnej, sztucznie zawyżając w ten sposób popyt na kredyty. Dlatego też w opinii szkoły bankowości działalność banku w zakresie udzielania kredytów nie powinna podlegać żadnym restrykcjom.

Tuż po uchwaleniu ustawy Peela Bank Anglii, mimo że zastosował się do obowiązujących zasad dotyczących nowych ograniczeń emisji banknotów, rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę ekspansję swej działalności depozytowej. Ekspansja kredytowa przyczyniła się do powstania „bańki spekulacyjnej”, która z kolei spowodowała spadek rezerw pieniądza kruszcowego Banku Anglii oraz zaskutkowała ogromną paniką na rynku w 1847 roku. Przepis ustawy Peela mówiący o konieczności posiadania przez banki stuprocentowej rezerwy w cennym kruszcu został uchylony, by wspomóc bank centralny i jego oddziały, podważając w ten sposób zasadność wprowadzenia tego ograniczenia.

Kryzys z 1847 roku uderzył w reputację szkoły obiegu pieniężnego. Jednakże, jak podkreślali Rothbard i Mises, winą nie należy obarczać jej głównych doktryn, a raczej błędne założenie dotyczące rozróżnienia banknotów i depozytów. Niemniej jednak fakt, iż ten system bankowy poniósł klęskę tuż po reformie szkoły obiegu pieniężnego, spowodował, że wyglądało to na winę samej szkoły i jej błędnej zasady, a ograniczenie banku centralnego mogłoby jedynie doprowadzić do katastrofy gospodarczej.

W tej sytuacji, poglądy szkoły bankowości zyskały większy rozgłos, mimo że one również nie były wolne od wad. Krytyka błędów popełnionych przez szkołę obiegu pieniężnego oraz nieskuteczność ustawy Peela, jeśli chodzi o zapobieżenie kryzysowi finansowemu, przyczyniły się do tego, że doktryny szkoły bankowości, choć nie do końca słuszne, zostały uznane za wiodące. Podstawy teorii pieniądza i bankowości wyznaczone przez takich ekonomistów jak Tooke bądź Fullarton zostały następnie rozwinięte m.in. przez Johna Stuarta Milla, Karola Marksa, Rudolfa Hilferdinga, a nawet Johna Meynardsa Keynesa. Teoria ta wywarła znaczne wpływy na wiele późniejszych nurtów myśli ekonomicznej. Natomiast podglądy szkoły obiegu pieniężnego, mimo iż miały oparcie w prawie, nie zyskały uznania wśród następnych pokoleń myślicieli ani nie odniosły takiego zwycięstwa jak szkoła bankowości.

Społeczeństwo oraz ekonomiści uznali postępowanie według zasady propagowanej przez szkołę obiegu pieniężnego za katastrofalne. Z tego powodu uważa się, że wszelkie ograniczenia nałożone na bank centralny nie są w stanie pomóc w łagodzeniu kryzysu, a w najgorszym razie mogą nawet stanowić poważną przeszkodę uniemożliwiającą bezpiecznie wykonywanie czynności bankowych.

Pomimo faktu, że ustawa Peela teoretycznie obowiązywała aż do pierwszej wojny światowej (oraz obowiązuje do dziś, choć w wielce zmienionej formie), była nieustannie zawieszana w okresach, gdy następował kryzys, a wszelkie postulaty dotyczące sposobu zakończenia kryzysu wysuwane przez szkołę obiegu pieniężnego spotykały się z natychmiastową dezaprobatą społeczeństwa.

Szkołę tę spotkała jednak pewna rekompensata, kiedy w 1912 roku Mises opublikował Theorie des Geldes und der Umlaufsmittel. W swojej książce Mises  podjął się poprawy błędnych założeń szkoły obiegu pieniężnego oraz rozwinął ich teorie, podejmując się w ten sposób kompleksowego wyjaśnienia istoty cyklu koniunkturalnego. Mises zauważył, że szkoła bankowości miała rację, twierdząc, że banknoty i depozyty na żądanie pełnią taką samą funkcję gospodarczą i dlatego też z punktu widzenia polityki pieniężnej powinno się je traktować tak samo.

Jednak zanim książka ujrzała światło dzienne, teoria pieniądza zaczęła już zmierzać w zupełnie innym kierunku. W pierwszych dekadach dwudziestego wieku popularne stały się podglądy takich ekonomistów, jak Irving Fisher oraz John Maynard Keynes, a wcześniejsze teorie oraz pytania, na które poszukiwano odpowiedzi, odeszły w zapomnienie. Wraz ze wzrostem popularności takich szkół myśli ekonomicznej, jak keynesizm i monetaryzm, a także ich licznych odmian, wiele problemów, które nurtowały przedstawicieli szkoły obiegu pieniężnego, zeszło na boczny tor. Zamiast zająć się działaniem banku w zakresie ekspansji kredytowej oraz efektami owej ekspansji, zaczęto poświęcać czas rozmyślaniom nad bankiem centralnym i jego umiejętnym sterowaniem gospodarką poprzez politykę pieniężną. Zaprzepaszczono szansę na przeprowadzenie reformy pieniężnej na wzór tej, która została zapoczątkowana przez spór między szkołą obiegu pieniężnego a szkołą bankowości.

Porażka, jaką poniosła w tym sporze szkoła obiegu pieniężnego, podkreśla, jak istotne jest, by opierać politykę gospodarczą oraz reformy na teorii mającej solidne fundamenty. Błędy w założeniach, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się mało istotne, mogą wywrzeć ogromny wpływ na historię monetarną danego państwa. W obecnych czasach, kiedy mamy do czynienia z poważnym kryzysem finansowym, po raz pierwszy od bardzo dawna podważa się podstawy aktualnego systemu oraz powszechnie panującą opinię na temat pieniądza i bankowości.

Miejmy nadzieję, że nauczyliśmy się wystarczająco wiele na błędach z przeszłości i wystarczy nam sił na odpowiednie przeprowadzenie reformy pieniężnej, tak aby przyszłe pokolenia nie musiały spoglądać na obecne czasy jak na kolejną zmarnowana szansę na dokonanie radykalnych zmian.

Bibliografia:
Daugherty, Marion R. 1942. „The Currency-Banking Controversy, Part I”. Southern Economic Journal 9 (2): 140–55.
Schumpeter, Joseph A. [1954] 1963. The History of Economic Analysis. New York: Oxford University Press.
Smith, Vera C. 1990. The Rationale of Central Banking and the Free Banking Alternative. Indianapolis: Liberty Press.
Viner, Jacob. 1937. Studies in the Theory of International Trade. New York: Harper and Brothers Publishers.
White, Lawrence H. 1984. Free Banking in Britain: Theory, Experience, and Debate, 1800-1845. New York: Cambridge University Press.
Wu, Chi-Yuen. 1939. An Outline of International Price Theories. Reprint, Auburn, Alabama: Ludwig von Mises Institute, 2007.


[1] Podane szkoły można by podzielić jeszcze bardziej szczegółowo na przykład na Currency, Banking i Free-Banking Schools (White 1984), bądź według Smitha (1990) na cztery szkoły: Currency School, z których jedna popierała, a druga była przeciwko bankowi centralnemu oraz na Banking School, z których podobnie jedna popierała, a druga była przeciwko bankowi centralnemu. Niemniej jednak, te dodatkowe wyszczególnienia nie stanowią kluczowej kwestii w naszej dyskusji.

[2] Dokładnie przepis ten mówił iż można emitować banknoty do wysokości 14 000 000 funtów, a powyżej tej wysokości, jeśli chciało się emitować banknoty, należało posiadać na nie stuprocentowe pokrycie w pieniądzu kruszcowym.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas

O Autorze:

Matt McCaffrey

Pozostałe wpisy autora:

24 Komentarze “McCaffrey: Reforma walutowa i bankowa w dziewiętnastowiecznej Wielkiej Brytanii

  1. „Niemniej jednak, te dodatkowe wyszczególnienia nie stanowią kluczowej kwestii w naszej dyskusji.” (przyp. 1) – wręcz przeciwnie! Gdyby nie różne explicite i implicite gwarancje udzielane bankom przez BC i Skarb, wolna bankowość funkcjonowałaby prawdopodobnie całkiem sprawnie i zmienia to diametralnie wnioski analizy, co jest tym bardziej ewidentne, im dłużej trwa aktualny kryzys finansowy – na własne oczy każdy widzi, jak gigantyczną manipulację rynkami uprawiają władykowie – kompletną naiwnością więc jest twierdzić, że rozróżnienie na szkołę bankową z BC i bez BC to tylko taki drobny szczegół techniczny!

  2. Do Redakcji: Z racji, że portal jest areną ciekawych dyskusji w komentarzach, myślę, że warto by było na stronie głównej zrobić małą tabelkę z odnośnikami do ostatnich komentarzy. Bo obecnie jest trak, że jak ktoś da godny uwagi komentarz do tekstu z 2008 roku, to możemy już go niestety nie przeczytać.

  3. ad 1

    „Gdyby nie różne explicite i implicite gwarancje udzielane bankom przez BC i Skarb, wolna bankowość funkcjonowałaby prawdopodobnie całkiem sprawnie”

    Aj tam, oj tam, takie tam gadanko.
    Gdyby nie było wolnej bankowości nie byłoby w ogóle bodźca do utworzenia BC i drukowania forsy na Skarb. BC i druk dla Skarbu to konsekwencja istnienia wolnej bankowości.

    Gdyby nie problem kalkulacji pieniężnej, to socjalizm mógłby funkcjonować całkiem sprawnie.

    Wolna bankowość ma bezsporne bodźce, aby dążyć do kartelizacji i tworzenia banków centralnych. Jeśli to jest wolny rynek, to niestety wolny rynek nie działa dobrze w przypadku banków i konkurencji w druku pieniądza.

  4. TzmMK, porównanie problemu kalkulacji pieniężnej (obiektywnego i nieusuwalnego) do interwencji państwowych, a wolnej bankowości do socjalizmu to jakaś tragiczna pomyłka. W ten sposób argumentując można podważyć dowolną wolnorynkową instytucję społeczną.

    Dobrze by było, gdyby pan podał jakieś argumenty za swoimi tezami, że w przypadku banków i pieniędzy wolny rynek nie działa, bo mam wrażenie że nie trafił pan tutaj na podatny grunt, a więc potrzebne będzie cokolwiek więcej, niż asercja „to oczywiste”.

  5. Ad 7
    Gwoli ścisłości ten sam zarzut można by postawić wobec Twojego pierwszego postu w tym temacie jak i paru innym postom w poprzednich tematach, a już sformułowania „Gdyby nie różne explicite i implicite gwarancje udzielane bankom przez BC i Skarb,…” w ogóle nie zrozumiałem.

    Wracjąc do meritum. Czy wolna bankowość, w której nie ma Banku Centralnego ma mieć system rezerw cząstkowych czy pełne zabezpieczenie na kredyty? Czy jeżeli będzie miała system rezerwy cząstkowej to czy będą cykle koniukturalne będą występowały? Ciekawy jestem bo ostatnio nasuneły mi się na myśl słowa Janusza Korwin-Mikkego (który notabene jest zwolennikiem konkurencji między prywatnymi bankami w zakresie prywatnej waluty) o tym, że należy zlikwidować ubezpieczenia (nie tylko te przymusowe) bo ludzie za bardzo ryzykują. Nasunęła mi się jeżeli chodzi o dobrowolność umów analogia pomiędzy systemem bankowym a ubezpieczeniowym.

  6. Porównałem dwa zdania, które dla mnie mają podobną wartość:

    „Gdyby nie różne explicite i implicite gwarancje udzielane bankom przez BC i Skarb, wolna bankowość funkcjonowałaby prawdopodobnie całkiem sprawnie”

    do

    „Gdyby nie problem kalkulacji ekonomicznej, to socjalizmu funkcjonowałby prawdopodobnie całkiem sprawnie”.

    Dla mnie to są bardzo podobne stanowiska. „Gdyby nie…” – problem w tym, ze wolna bankowość jest nieodłącznie powiązana z tendencją do powstania BC i wspierania Skarbu (bo państwo daje otoczenie prawne).

    Biznes rezerw cząstkowych opiera się nie na przyciąganiu pieniędzy klientów, tylko na ich tworzeniu. Wiem, że teoretycy wolnej bankowości opowiadają znane bajki o tym, że system clearingowy będzie regulował równowagowo podaż pieniądza i popyt na niego. Ale to są makroekonomiczne sny, bo od momentu istnienia rezerw cząstkowych klient realizujący umowę (wypłacający pieniądze) jest PROBLEMEM. Problemem, którego należy uniknąć. Istotą działalności takich banków jest wobec tego ciągła ekspansja i dopilnowanie tego, aby jakoś poradzić sobie ze sporadycznym zjawiskiem runu na banki, czy też groźbą wypłat. W wyniku cząstkowego przyzwolenia inflacja staje się normalną częścią biznesu bankowego, a deflacja jest traktowana jako anomalia, niebezpieczeństwo, przykra możliwość pojawienia się katastrofy, której za wszelką cenę należałoby uniknąć, by móc spokojnie kontynuować proces inflacji. Naturalne dla tak działających banków będzie podjęcie takich kroków, które umożliwią im poradzenie sobie w sytuacjach kryzysowych. Ponieważ cały system jest niczym piramida finansowa, to upadek jednego z banków, rozliczających się jak inne w systemie clearingowym, oznacza poważną groźbę upadku innej reszty banków.

    To jest kompletna anomalia, nieznana w innych sektorach. Jak upada sklep spożywczy, to inne mogą się cieszyć. Z bankami tak nie ma. To jest kolejny dowód (obok powyższego, że realizacja umowy przez klienta stanowi zagrożenie dla źródła zysku) na to, że banki mają ogromny bodziec do kartelizacji. Po pierwsze, dlatego że zarabiają pieniądze na powstrzymywaniu klientów od wypłat. Po drugie, dlatego że wszyscy razem zarabiają na druku pieniądza. I jak jeden oberwie, to oberwie cała reszta. Toteż niejako naturalne jest, że w interesie banków będzie wzajemne wspieranie się, stwarzanie takich sytuacji, w których łatwiej będzie wspólnie uniknąć groźby deflacji i kryzysów finansowych. Oczywiste zatem jest, że bankowość rezerw cząstkowych jest z samej swojej natury antykonkurencyjna.

    Mam dalej mówić o bodźcach do kartelizacji?

    Kartele w innych branżach działają zupełnie inaczej. Jeśli grupa sklepikarzy zakłada kartel, to wewnątrz jego dochodzi do redystrybucji. Lepsi konkurenci muszą rezygnować z zysków w interesie kartelu. Dlatego kartele w innych w pełni konkurencyjnych branżach się rozpadają. Kartel bankowy przy rezerwach cząstkowych ma bodziec do wzmacniania się, bo w nim takiej redystrybucji nie ma. Dobry sklepikarz musi przyhamować swoją konkurencję, jeśli wchodzi do kartelu i zmniejszyć zyski na rzecz innych droższych i leniwych. Bankier zupełnie inaczej – wchodzi w celu koordynacji inflacji i poradzenia sobie z podstawowym problemem: groźbą wypłat w celu zwiększania swoich zysków za pomocą kreacji pieniądza.

    Do tego dochodzą kwestie społeczno-polityczne. Jak upadnie stocznia, to można to przetrwać i pogonić ludzi, że trudno, bo bankructwo jest częścią systemu rynkowego. Z bankami tak się nie da. Kryzysy bankowe wywołują zbyt duże efekty zewnętrzne i polityczne projekty ratowania zawsze będą miały szerokie poparcie społeczne. Stoczniowiec się powinien cieszyć, że mu płacili za robienie nieopłacalnych rzeczy. A co miał zawinić klient trzymający ROR w banku? Przecież on nie jest akcjonariuszem i kapitalistą, tylko klientem. Już od momentu powstania cząstkowi bankierzy potrzebowali jakiegoś banku centralnego do ratowania się przed problemem „uwaga, nadchodzi klient zrealizować umowę!”.

    A państwowego Banku Centralnego potrzebowali, żeby wymusić prawa legalnego środka płatniczego i fiat money, czyli żeby pozbyć się zabezpieczenie kruszcowego, którego nawet państwo nie kontroluje.

    Ale to takie moje gadanie teoretyczne, aprioryczne i oderwane od historycznego doświadczenia, bo przeca empiria nie może teorii potwierdzać i udowadniać. Widział kto kiedy, żeby tak bankowość rezerw cząstkowych poprowadziła do powstania państwowego banku centralnego? Chyba nie… No może parę razy… Hmmm….

  7. Dlaczego na wolnym rynku mają nie powstawać monopole w dziedzinie produkcji gwoździ a mogą w przypadku banków?
    Banki rozwiązłe kredytowe mogą upaść, w ich miejsce wchodzą bardziej racjonalne. Że się banki między sobą dogadają, a producenci gwoździ nie mogą?

    Żeby nie było, banki musiałyby respektować przestrzeganie umów. Nie ma, że nie chcę wypłacić pieniędzy. Nawet jeśli to sobie na początku ustalą z klientem, że wypłacając 10 milionów na raz, mają czas 2 tygodni na przeprowadzenie transakcji, mogą również oferować odsetki od zwłoki. Nie jest jednak dopuszczalne ignorowanie sytuacji gdy bank celowo zwleka, gdy klient przestaje wierzyć, że bank będzie chciał(lub mógł) kiedykolwiek oddać te pieniądze. Wtedy na drodze sądowej dochodzi swego. Nie zbyt zdrowe prawodawstwo by było, gdyby taki zaniepokojony klient nie mógł uznać, że bank go robi w ciula.

    Tworząc bank centralny, w mojej ocenie łamie się prawo… może dokładniej “jedynie” wolność… dlaczego Kowalski nie miałby powołać banku który nie chce uczestniczyć w tej zabawie? Jak prawo mu tego zabrania, to może otworzyć usługi przechowujące i wypożyczające dowolne towary i usługi, pobierając przy tym niewielką marżę, aby być na tyle konkurencyjnym by ludzie byli chętni przechowywać swoje pieniądze i wypożyczać je innym. Może nawet każdy wypożyczałby na inny procent, ot bankierskie allegro. Ale nie byłby to bank, bo można byłoby wypożyczać też gwoździe. Nawet pośrednictwo pracy mogłoby się pod to podpiąć.

    A jak już istnieje ten BC, to chyba większego wyjścia nie ma niż 100% rezerwa. Ale. Czy jednak zabraniać pojawiania się nowych banków, które w tej zmowie nie chcieliby uczestniczyć? Np deklarując, ze mają 50% rezerwy i nie chcą łapać się pod ochronę BC w trudnym momencie.
    Czy to by trochę nie było chowanie głowy w piasek, trzymanie się swojej definicji banku, a ktoś inny niech se wymyśli po prostu inne słowo. Państwo może i lubi określać co jest a co nie jest legalnym pieniądzem, jednak to nie ono, a wolny rynek pokazuje co się sprawdza jako pieniądz i co nim faktycznie jest.

    Nawet w Świecie Dysku Terry’ego Pratchetta znaczki pocztowe miały stabilniejszą markę niż oficjalna waluta 🙂

  8. grudge, nie istnieje coś takiego jak bank z całkowitym zabezpieczeniem kredytów. Bez ryzyka nie ma bankowości.

    @TzmMK, klient wypłacający pieniądze nie jest żadnym problemem, tak długo, jak nie występuje run na bank. Przez 99% czasu wszystko działa bardzo sprawnie.

    „Ponieważ cały system jest niczym piramida finansowa, to upadek jednego z banków, rozliczających się jak inne w systemie clearingowym, oznacza poważną groźbę upadku innej reszty banków” – banki wypłacalne przetrwają. Nie ma powodu, żeby bank solidnie wypłacalny (z dużą przewagą aktywów nad pasywami minus kapitały własne) upadał.

    „Oczywiste zatem jest, że bankowość rezerw cząstkowych jest z samej swojej natury antykonkurencyjna” – zupełnie nie. Do czasu, aż nie wtrynia się w to państwo. Proszę popatrzeć na bankowość w Szkocji czy USA przed bankami centralnymi.

    „Kryzysy bankowe wywołują zbyt duże efekty zewnętrzne i polityczne projekty ratowania zawsze będą miały szerokie poparcie społeczne.” – ale to już nie jest zarzut wobec bankowości, tylko społeczeństwa i polityków, prawda?

    Obawa przed normalnym funkcjonowaniem sektora bankowego (którego częścią są upadłości i przejęcia trupów) którą pan wykazuje, jest typowa dla biurokratów, irracjonalna, ale niestety – jak sam Pan zauważa – chwytliwa.

  9. piotrt, prawo nie zabrania tworzenia banków z pełną rezerwą; co więcej, jako że banki takie nie obciążałyby depozytów na żądanie klientów ryzykiem, to przy odpowiedniej konstrukcji prawnej prawdopodobnie (chociaż nie jestem ekspertem, ale tak mi się wydaje) nie podlegałyby pod prawo bankowe – byłyby zwolnione z ciężkich obowiązków regulacyjnych (rezerwy, raportowanie, blablabla). Sęk w tym że państwo gigantycznie dotuje banki z rezerwą częściową, więc te z pełną rezerwą nie mają żadnych szans na konkurencyjność. (Co nie znaczy, że byłyby konkurencyjne przy braku dotacji; wydaje mi się, że by nie były – ale należałoby to rozstrzygnąć w uczciwym, rynkowym pojedynku!).

  10. Skoro dyskusja nad ciekawym artykułem o historii bankowości tak żwawo się rozkręca, podrzucę Panom nieco faktów z realu, bo obecnie:
    – większość systemów bankowych państw rozwiniętych (nie tylko OECD) ma wymagane rezerwy cząstkowe mniejsze niż 5%,
    – wymagana rezerwa jest zmienna, zależy od typu depozytów, wielkości, czasu, itd. i może wynosić 0% np. dla lokat dłuższych niż 2 lata,
    – w US tylko depozyty osób fizycznych maja stopę 10%, inne depozyty mają stopę 3% lub 0%,
    – Australia, Kanada, Dania, Nowa Zelandia, Norwegia, Szwecja maja systemy bankowe BEZ REZERWY CZĄSTKOWEJ.

    I jakoś to działa.
    Ktoś skomentuje?

  11. jacek, ja to skomentuję tak że wymaganie jakichkolwiek rezerw dla czegokolwiek innego, niż depozyty na żądanie, jest lekko bez sensu (nie to żeby dla depozytów avista miało jakiś głębszy sens, ale dla depozytów terminowych jest to SZCZEGÓLNIE bez sensu). Oczywiście że działa. I mimo zerowego poziomu rezerw obowiązkowych ilość pieniądza NIE dąży do nieskończoności przez mityczny mnożnik.

  12. „klient wypłacający pieniądze nie jest żadnym problemem, tak długo, jak nie występuje run na bank. Przez 99% czasu wszystko działa bardzo sprawnie.”

    W dzisiejszym systemie z BC i fiat money, tak. Bo po dodatkowa gotowke idzie sie bez problemow do BC. Inaczej bylo w przypadku rezerw czastkowych na standardzie zlota.

    „Nie ma powodu, żeby bank solidnie wypłacalny (z dużą przewagą aktywów nad pasywami minus kapitały własne) upadał.”

    Tak wlasnie argumentowano przed utworzeniem BC. On powstaje tylko po to, zeby zapewnic „plynnosc”, bo przeciez banki sa „wyplacalne”, tylko chwilowo maja problem.

    „Do czasu, aż nie wtrynia się w to państwo. Proszę popatrzeć na bankowość w Szkocji czy USA przed bankami centralnymi.”

    Ok. Ide po czytac…

    Poczytalem. W Szkocji banki stworzyly kartel, ktory w tym samym tempie zwiekszal ilosc pieniadza i kredytu, a skartelizowana piramide finansowa wspiera na pozyczkach w banku centralnym Anglii.

    Bodzcie do kartelizacji i SKUTECZNEJ kartelizacji w sektorze bankowym sa o niebo wieksze niz w innych sektorach. I nie ma w nich tych samych rynkowych presji na ROZWALENIE kartelu jak w innych sektorach. To sa cechy, ktore latwo dowiesc apriorycznie, a do tego znajduja mase potwierdzen w rzeczywistosci.

    „mimo zerowego poziomu rezerw obowiązkowych ilość pieniądza NIE dąży do nieskończoności przez mityczny mnożnik.”

    Bo do mnoznika liczy sie nie tylko poziom rezerw, ale takze popyt na gotowke. Jesli popyt na gotowke wynosilby zero, a M1 bylo praktycznie tym samym co M0, to dlaczego banki nie mialyby zwiekszyc ilosci pieniadza do nieskonczonosci? Przeciez to zloty interes wtedy.

  13. Uczciwy wolnorynkowy bank, nie tworzy pieniędzy w postaci kredytu.

    Kredyt tworzony jest przez osobę zakładającą depozyt w banku. Jedyną rolą takiego banku jest pośrednictwo pomiędzy tymi, którzy zakładają depozyty, a tymi którzy potrzebują pieniędzy z tych depozytów.

    Bank to zwykły pośrednik, pomiędzy oszczędzającym, który udziela kredytu ‚kupickiego’ przedsiębiorcy. Wynagrodzeniem banku jest prowizja i miesięczna opłata za ‚wypożyczenie’ tych pieniędzy. Nic ponad to.

    Niestabilność obecnego systemu bankowego opiera się więc głównie na tym, że banki nie pośredniczą w pożyczaniu pieniędzy wg opisanego schematu. Robią natomiast dokładnie odwrotnie.

    Pożyczają pieniądze których nie mają, co zwykło się określać mianem ‚borrow long to lend short”.

    O szczegółach można poczytać tu: http://www.gold-eagle.com/gold_digest_02/fekete100702.html
    Będę wdzięczny za odniesienie się do artykułu, choćby dlatego, że autor zwraca uwagę na błędy w rozumowaniu m.in. Misesa i Rothbarda.

  14. „Uczciwy wolnorynkowy bank, nie tworzy pieniędzy w postaci kredytu.” – ohoho, jakaś ciekawa teoria etyczna.

    Zrobić pieniądz ze złota dobrze, ale ze zobowiązań klientów źle, nawet na całkowicie wolnym rynku.

    Ale zaraz zaraz, skoro „Pożyczają pieniądze których nie mają” a zarazem „borrow long to lend short” (swoją drogą jest raczej odwrotnie, ale zakładam że to banalna pomyłka) – no to po co w ogóle „borrow”?

    Zjawisko, które opisuje Fekete i pan, panie Bańkowski, to maturity mismatch – brak spasowania zapadalności aktywów i pasywów. Nie jest to żaden magiczny przekręt, tylko normalny aspekt ryzyka, które ponoszą banki.

    I proszę wybaczyć, wszelkie teksty typu tego, co pisze Fekete, że „it is illegitimate to borrow short in order to lend long. To do so is tantamount to making unwarranted assumptions about future market and credit conditions” to jest straszny bełkot. Główną funkcją rynków kapitałowych jest spekulacja na temat przyszłych warunków gospodarczych i podejmowanie ryzyka. Bez ryzyka nie ma banków. Bez ryzyka nie ma rynków finansowych. Ba! Bez ryzyka praktycznie w ogóle nie może istnieć współczesna gospodarka (a np. ubezpieczenia? gwarancje na produkty wystawiane przez producentów?)

  15. Odnośnie jeszcze Fekete (który często MA dużo ciekawego do powiedzenia o pieniądzach – w tradycji real bills sięgającej Smitha), czerwone światło powinno się zapalić czytelnikom po napotkaniu tego fragmentu: „Social circulating capital is not owned by any individual, nor by any group of individuals. It is communal property, as it were”.

  16. Tak, oczywiście powinno być „borrow short to lend long”. Mój błąd.

    Bynajmniej nie twierdzę, że Fekete ma we wszystkim rację. Przytoczony fragment dotyczący „społecznego kapitału” faktycznie nie zachęca.

    Powiem inaczej, strategia pożyczania na krótko, by kredytować w długim okresie jest po prostu bardzo ryzykowna.

    Przyznam jednak, że nie bardzo widzę możliwość pogodzenia 100% rezerw przy założeniu, że bank może nie mieć dopasowania zapadalności aktywów i pasywów.

  17. Chyba wszystkie dyskusje na IM przehcodzą do rezerwy cząstkowej i bankowości;)

    A teraz meritum: moim zdaniem 100% rezerwa zapobiegła by kryzysom finansowym (kryzysy związane z wojnami czy szoki podażowe są nie do uniknięcia).
    Uczciwa wolna bankowość musi się opierać na 100% rezerwie (należy rozróżnić, że rezerwy tyczą się depozytów a nie pożyczek, do których zaliczają się depozyty terminowe. W przypadku pożyczek własność pieniądza się zmienia i bank może z nim robić co chce, przy czym zobowiązuje się go oddać z odsetkami w określonym czasie). Dlaczego musi? (pomijam aspekt prawny, który reguluje rezerwe cząstkową, ponieważ nie jest on nieodłącznie związany z bankowością od czasów jej powstania, tylko sztucznym tworem państwowej regulacji) Ponieważ klient składając pieniądze do depozytu (na żądanie) nie zawiera umowy przenoszącej własność. Używając tych pieniędzy do swoich celów bankierzy dopuszczają się sprzeniewierzenia.

    panice musze przyznać rację (częściowo, po innej dyskusji;) w kwestii ryzyka. Zawsze istnieje szansa, że na zakończenie depozytu terminowego/pożyczki udzielonej bankowi, bank nie będzie miał chwilowo środków z powrotem (zapewne z powodu podjętego ryzyka i liczenia na rolowanie otrzymanych pożyczek [o/n, jednodniowe depozyty terminowe], ale nawet przy zachowaniu dużej ostrożności, ktoś może się okazać niewypłacalny.). Jednak moim zdaniem taka sytuacja nie powinna prowadzić do kryzysu z 2 powodów. Po pierwsze, bank dobrze zarządzający ryzykiem jest w stanie pokryć z otrzymywnych zysków z pożyczek część niespłaconych kredytów (przy dobrym zarządzaniu to wszystkie). Po drugie, do kryzysu trzeba więcej niż problemy 1 banku, a przy 100% rezerwie nawet run na bank nie doprowadza do upadku (sprawdzone na przykładzie banku amsterdamskiego, oczywiście z czasów pełnej rezerwy:)

    Co do kartelizacji to przy 100% rezerwy to poza powiększonymi opłatami za usługi, jakie byłyby jeszcze negatywne zjawiska?

  18. @Michał Jakubowski, „Uczciwa wolna bankowość musi się opierać na 100% rezerwie” – co jest nieuczciwego w tym, że jako bankier podpiszę z dwoma dorosłymi, świadomymi osobami bez uszkodzeń mózgu i wrodzonego lub nabytego debilizmu, takie umowy, że biorę od nich po tysiaku, który generalnie dla każdego z nich będzie dostępny avista, chyba że przyjdą do mnie po wypłatę w tym samym dniu – wtedy będę musiał się ekspresowo karnąć do innego znajomego bankiera po ciężko oprocentowaną pożyczkę brakującego do wypłaty pieniądza, co opóźni wypłatę o dzień? I jeśli jest to nieuczciwe, to w jakim sensie uczciwe jest emitowanie obligacji płatnych na żądanie albo opcji amerykańskich bez 100% rezerwy?

    „Ponieważ klient składając pieniądze do depozytu (na żądanie) nie zawiera umowy przenoszącej własność” – chyba zaczynam rozumieć. W prostym, biało-czarnym świecie pseudolibertarianizmu w tradycji Rothbarda po prostu nie ma nic innego, niż absolutna kontrola jednej lub drugiej strony. Ale, oh well, kogo to obchodzi? Świat tak nie działa. Większość ludzi godzi się z ryzykiem i utratą pełni władzy nad swoją własnością, jeśli w zamian za to mają odsetki i usługi dodane (rozliczenia przez internet i inne rzeczy).

    „dopuszczają się sprzeniewierzenia” – sprzeniewierzenie jest to użycie powierzonego majątku w celach innych, niż ustalone w umowie lub przyjęte za dopuszczalne tradycją lub prawem. Także nołp, nie jest to sprzeniewierzenie (tylko trzeba uważnie czytać, co się podpisuje).

    Cieszę się jednak, że do co niektórych zaczyna docierać, że przymusowa rezerwa 100% nie jest absolutnie żadnym srebrnym pociskiem by uniknąć runów na banki i kłopotów związanych z ryzykiem zapadalności i zmienności stóp. Następnym krokiem, który trzeba odważnie zrobić, jest stanowcze rozróżnienie banków niewypłacalnych od chwilowo niepłynnych 😉

    Nota bene, obydwa argumenty o stabilności właściwie zarządzanego banku będącego w stanie oprzeć się runowi stosują się w 100% do banku emitującego pasywa płatne/wymienne na żądanie (nie tylko depozyty avista) bez 100% rezerwy i ogólne podejście do okiełznania takiego runu jest w obydwu przypadkach identyczne. Jest to po prostu to samo zjawisko. Oczywiście, dla banku emitującego znaczną ilość „pasywów na żądanie” koszty uporania się z runami i ich częstotliwość będą prawdopodobnie wyższe, no ale cóż, właściciele banków niech już sami dumają, czy chcą z ryzykiem jechać po bandzie, czy oferować oldskulowe, nudne usługi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *