Chrupczalski: Fakty i mity o wolności gospodarczej

3 lutego 2011 Audio komentarze: 18

Autor: Szymon Chrupczalski
Wersja PDF

wolności gospodarczejPosłuchaj komentarza w wersji audio (mp3, 9,6MB).

W styczniu amerykańska fundacja Heritage wraz z „The Wall Street Journal” opublikowały aktualny Indeks wolności gospodarczej (www.heritage.org/Index/) — najpopularniejszy ranking swobód ekonomicznych krajów świata. Warto się przyjrzeć tegorocznym zmianom oraz samej wolności gospodarczej.

Indeks jest tworzony od 1995 r. Wolność gospodarcza w każdym z badanych krajów jest mierzona w 10 kategoriach i oceniania od 0 do 100, gdzie 100 oznacza największy obszar wolności. Ranking na 2011 r. opracowano na podstawie danych uzyskanych od połowy 2009 r. do połowy 2010 r.

Po dwóch latach wzrastających interwencji rządowych w czasie kryzysu finansowego nastąpiło odwrócenie trendu i średni wskaźnik wolności gospodarczej w państwach świata wzrósł z 59,4 do 59,7 pkt. Na 183 uwzględnione w Indeksie kraje 117 poprawiło swój wynik — głównie były to wschodzące i rozwijające się gospodarki Afryki i Ameryki Łacińskiej. Średni poziom Indeksu wolności gospodarczej w państwach świata w porównaniu z wolnością gospodarczą w Polsce obrazuje wykres 1.

Wykres 1. Wolność gospodarcza w państwach świata i w Polsce

Źródło: opracowanie własne na podstawie: www.heritage.org/index.

Za najbardziej wolnorynkowy kraj uznano 17. raz z rzędu Hong-Kong; kolejne miejsca zajęły: Singapur, Australia, Nowa Zelandia, Szwajcaria i Kanada — tylko tych 6 gospodarek przekroczyło próg 80 pkt w Indeksie i zostało zakwalifikowanych jako wolne. Poza czołówką znalazły się Irlandia (7. miejsce na świecie i 1. w UE) oraz kolejny rok z rzędu spadające w rankingu Stany Zjednoczone (9. miejsce). Listę zamykają kraje o zniewolonych gospodarkach: Kuba, Zimbabwe i Korea Północna.

Wolność gospodarcza w Polsce

W rankingu Polska zajęła 68. miejsce wśród gospodarek określanych jako umiarkowanie wolne, co daje 31. miejsce w Europie (na 43 kraje) i 24. miejsce w UE (na 27 krajów) — nasz kraj wyprzedził nieznacznie Portugalię oraz pogrążoną w recesji Grecję i borykające się z aferami Włochy. W stosunku do 2010 r. zmiany są niewielkie: awans o jedną pozycję w klasyfikacji światowej (w 2010 r. Polska zajmowała 69. pozycję ex aequo z dwoma krajami) i wciąż szary koniec w zestawieniu państw UE.

Autorzy rankingu, omawiając pozycję Polski, słusznie wskazują na zakumulowanie dużych deficytów budżetowych w ostatnich latach i związane z tym ryzyko utraty konkurencyjności (pomimo że Indeks nie objął całego 2010 r.). Do czynników najbardziej krępujących wolność gospodarczą zaliczają: uciążliwą biurokrację hamującą rozwój działalności gospodarczej, przestarzałe i nieelastyczne prawo pracy, duże koszty pozapłacowe zatrudniania pracowników, korupcję, duże wydatki rządowe (43,3% PKB) i brak postępów prywatyzacyjnych na większą skalę.

Co kryje Indeks?

Na Indeks składa się 10 kategorii: swoboda działalności gospodarczej (prowadzenia biznesu), wolność handlu, obciążenia podatkowe, wydatki rządu, polityka monetarna, swoboda inwestowania, otwartość sektora finansowego, prawa własności, poziom korupcji oraz rynek pracy. Prześledzenie metod zbierania danych i rozłożenie wszystkich kategorii na części składowe pozwala na logiczne wyodrębnienie dwóch kategorii: dobrych instytucji i rządu minimum. Do podobnych wniosków może prowadzić badanie korelacji pomiędzy poszczególnymi kategoriami, jednak statystyka jako metoda przedstawiania historycznych zjawisk za pomocą liczb prowadzi do zgubnych konkluzji i nie może zastąpić logicznego wnioskowania w ekonomii.

Instytucje

Dobre instytucje to przede wszystkim prawo, w tym najbardziej podstawowe prawo człowieka — prawo własności prywatnej.

Jak pisał Friedrich August von Hayek, prawo, czyli nomos, opisuje porządek kształtujący się spontanicznie wskutek ludzkiego działania. Porządek ten jest zbyt skomplikowany i złożony, aby można go było regulować lub nim zarządzać. Owo prawo zabrania jedynie niewielkiej liczby określonych zachowań spośród nieskończonej liczby możliwości — przykładem takiego prawa jest zakaz kradzieży, który odnosi się uniwersalnie do wszystkich ludzi, lecz w żaden sposób nie blokuje aktywności gospodarczej.

Z kolei drugi rodzaj prawa — legislacja (thesis), jest wynalazkiem człowieka i służy do projektowania struktur społecznych oraz tworzenia celowych, z góry zaplanowanych rezultatów — przykładem jest działanie administracji publicznej.

Kraje, w których prawo (nomos) podąża za rynkiem, a państwowy aparat przymusu i przemocy (od policji po sądy) jest używany do zabezpieczania instytucjonalnych ram funkcjonowania rynku, cieszą się dużym stopniem wolności gospodarczej. Z kolei kraje, w których istnieją przestarzałe regulacje, nieprzystające do rozwoju rynkowego, szczątkowe i niejasne normy mające regulować działania instytucji lub hamujące ich rozwój, są uznawane za mniej wolne gospodarczo. Państwa określane w rankingu jako wolne zamieszkują prywatni właściciele, którzy mogą swobodnie oszczędzać, pracować, dysponować swoim majątkiem, inwestować. Obywatele krajów określanych jako zniewolone nie mają takich możliwości — nie dlatego, że są to odmienni ludzie czy że w tych krajach nie funkcjonują mechanizmy rynkowe, lecz dlatego, że rządy nie pozwalają na legalizację rynku (ogromnej szarej strefy) i forsują własną wizję porządku.

Łatwo zauważyć, że pozostałe instytucje i podstawowe elementy rynku, takie jak prowadzenie biznesu, handel, pieniądz, inwestowanie, rynki finansowe, praca czy transparentność sektora publicznego (brak korupcji), są bezpośrednią konsekwencją rozwoju prawa własności.

Rząd minimum

Drugą kategorią wolności gospodarczej jest rząd minimum, czyli taki, który nie narusza własności obywateli i nie konkuruje z prywatnymi podmiotami na rynku. W rankingu Heritage wysokie noty dostają te państwa, których rządy nakładają niskie podatki albo — jak w przypadku państw arabskich — utrzymują się z monopoli, mają niski poziom wydatków publicznych w stosunku do PKB i nie podejmują działań interwencjonistycznych. Ze względu na naturę współczesnego pieniądza — fiducjarnego i centralnie planowanego, do kategorii rządu minimum możemy również zaliczyć rozsądną politykę pieniężną i niski stopień inflacji.

W ogólnej ocenie wolności gospodarczej podatki i wydatki rządowe mają taką samą wagę jak pozostałe wskaźniki — to poważny zarzut wobec metodologii Indeksu. Czy rozsądny inwestor, zastanawiając się na tym, gdzie ulokować produkcję, wybierze państwo z dobrze działającymi instytucjami i bardzo wysokimi podatkami, czy państwo, w którym instytucje czasem niedomagają, lecz władze nie odbierają wypracowanych zysków? Wystarczy się rozejrzeć — jesteśmy otoczeni przez rzeczy, często skomplikowane technologicznie i wymagające kapitałochłonnych procesów produkcyjnych, które wyprodukowano w specjalnych strefach ekonomicznych krajów rozwijających się.

Po co wolność?

Twórcy rankingu wskazują, że istnieje wyraźna zależność pomiędzy wolnością gospodarczą a dochodem per capita, wzrostem gospodarczym, wskaźnikiem rozwoju społecznego, eliminacją biedy czy ochroną środowiska naturalnego. Rzeczywiście, wyższy wskaźnik wolności gospodarczej jest dodatnio skorelowany (> 0,6) z dochodem per capita (również liczonym według siły nabywczej). Jednak tworzenie dobrobytu zawsze rozpoczyna się od solidnego oparcia na własności prywatnej, rozwoju instytucji rynkowych, pracy, oszczędzaniu oraz długotrwałej akumulacji kapitału.

Tymczasem wciąż można się spotkać z analizami, których autorzy starają się dowieść, że droga do dobrobytu wiedzie przez wysokie opodatkowanie i duży udział państwa w życiu gospodarczym. Przykładem mają być państwa skandynawskie, których obywatele cieszą się wysokim standardem życia. Jest to wyjątkowo szkodliwy mit, wynikający z braku zrozumienia elementarnych zasad ludzkiego działania i przedsiębiorczości.

Spośród krajów skandynawskich najwyższe miejsce zajmuje Dania — 8. wśród państw świata. Finlandia jest na 17. miejscu, Szwecja na 22. miejscu, a Norwegia na 30. Jeśli pominiemy należące do najwyższych na świecie podatki i wydatki rządowe, kraje te znajdą się w czołówce państw posiadających największą wolność gospodarczą. Jednak te państwa osiągnęły dobrobyt nie dzięki opodatkowaniu i wydatkom rządowym, lecz dzięki niewielkim obciążeniom podatkowym nakładanym przez rządy w przeszłości, sprawnym instytucjom rynkowym i pracowitości mieszkańców. Akumulacja kapitału i zbudowanie otwartych gospodarek pozwoliły na rozwój eksperymentów państwa opiekuńczego, ale za cenę głębokich zmian społecznych i kosztownej biurokracji. W perspektywie kilkudziesięciu lat kraje z dobrze funkcjonującymi instytucjami i wysokimi podatkami rozwijają się wolniej niż państwa budujące swoją pozycję dzięki dobrze funkcjonującym instytucjom i niskim podatkom. Przerost państwa opiekuńczego daje o sobie znać co pewien czas, stąd np. odwrót rządu szwedzkiego od pomysłów socjalnych. Rozwój w krajach „rządów maksimum” jest specyficzny: biedni często całe życie pozostają biedni, bogaci pozostają bogaci, bezrobotni nie mają motywacji do podjęcia zatrudnienia, nie wyrastają nowe przedsiębiorstwa, takie jak Google czy Apple, zdolne podbić świat wspaniałymi produktami (dla dociekliwych: fińska Nokia to jedna z najstarszych korporacji świata), a nowe miejsca pracy powstają głównie w sektorze publicznym.

Z drugiej strony, kraje o wysokim tempie rozwoju, takie jak Chiny czy Indie, wciąż są uznawane za w większości pozbawione wolności gospodarczej. W rzeczywistości obywatele tych krajów wciąż żyją na bardzo niskim poziomie, a chińskie wieżowce i hinduskie centra outsourcingowe to w dużej mierze strefy specjalne. Ciężko pracującym mieszkańcom tych krajów można jedynie życzyć, aby cały obszar ich państw stał się taką strefą.

Podsumowanie

Indeks Heritage-„The Wall Street Journal” z pewnością nie jest doskonały. Zaskakujące czasami wyniki uzyskiwane przez poszczególne państwa nie mogą zmienić pojęcia wolności gospodarczej — świadczą jedynie o niedoskonałości takich zestawień. Słuszne jest jednak oparte na logice twierdzenie, że wolność gospodarcza rozumiana jako sprawnie działające instytucje zbudowane na poszanowaniu własności prywatnej oraz rząd minimum są podstawą rozwoju i tworzenia dobrobytu; analiza historycznych ocen wolności gospodarczej w państwach z tegorocznej czołówki może to jedynie potwierdzić.

Rozmiar wolności gospodarczej w Polsce w porównaniu ze średnią światową wypada przeciętnie, a w porównaniu z krajami UE — słabo. Wolność nie jest abstrakcją ekonomiczną, lecz sferą, która codziennie dotyka każdego z nas. Otaczające nas niedogodności, od dziurawych dróg po niepewność emerytur, są bezpośrednią konsekwencją okrojonego rozmiaru wolności gospodarczej — warto o tym pamiętać, gdy słucha się obietnic składanych przez polityków.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Szymon Chrupczalski

Pozostałe wpisy autora:

18 Komentarze “Chrupczalski: Fakty i mity o wolności gospodarczej

  1. Wykres wskaźnika wolności gospodarczej w Polsce jest dla mnie zaskakujący. Porównałem go z wykresem wzrosu PKB, jest dobrze skorelowany, jednak zupełnie inaczej niż się spodziewałem – negatywnie. PKB rośnie w okresach gdy wskaźnik wolności spada i PKB spada gdy wskaźnik wolności rosnie. Minima przyrostu PKB w polsce wypadają w latach 2001-2002, 2005, 2010! Strach wyciągnąć wnioski…

  2. Co do minimum 2001-2002 można by je tłumaczyć wychodzeniem z trudnej sytuacji wczesniej, a potem firmy powstałe w okresie najwiekszej wolnosci napędzały PKB. W gospodarce wszystko ma opuźnienie, tak więc jak ktoś zdecyduje się na firmę, ponieważ uzna, że klimat mu już odpowiada, to efektów działalności nie ozbaczymy od razu. Podbonie jak ktoś likwiduje firmę, to nie widizmi od razu efeków (nie mówiąc już o niedoskonałości PKB, który to wskaźnik ignoruje zapasy)

  3. @1. Tak jak napisał Michał, zawsze musisz brać poprawkę na opóźnienia.
    @2. PKB jest kiepskim miernikiem, na stronach IM jest trochę krytyki. Zwróć jednak uwagę, że do PKB wlicza się dobra wyprodukowane, lecz niesprzedane.

  4. Niezłe by to było „opóźnienie”. Od 1997 do 2002 wskaźnik wolności rośnie. Od 1997 do 2001 przyrost PKB spada, od ponad 6% do ok. 1% – prez co najmniej 4 lata. Potem 3 lata rosnie, potem odwrócenie trendu na rok albo dwa, potem na koniec 5 lat wzrostu wskaźnika skorelowane ze spadkiem przyrostu PKB. Od razu widać że o żadnym „opóźnieniu” nie ma tu mowy. Widocznie do obliczania wskaźnika wolności brany jest jakiś parametr wyraźnie negatywnie skorelowany ze zmianą PKB w polsce.

  5. @Dominik Jaskulski
    Nie wiem co to ma do wskaźnika wolności gospodarczej w Polsce, ale moim zdaniem wzrost gospodarczy w US po 2002 aż do załamania w 2007 wiązał sie przede wszystkim z ekspansją kredytową i gwałtownym wzrostem shadow banking aż do jego całkowitego załamania. Dla mnie stopy procentowe miały tam drugorzędne znaczenie (przynajmniej w zakresie jakim je zmieniano). Uważam się za za człowieka o zdrowych zmysłach, a mimo to mogę bez wahania powiedzieć „gospodarka przegrzewa się POMIMO wysokiej stopy procentowej”, ponieważ nakręca ją spekulacja rynków finansowych a nie mityczna, racjonalna kalkulacja inwestorów i przedsiębiorców.

  6. Tak na marginesie to analizowanie danych statystycznych jest stratą czasu. W nich nic nie zobaczycie. Może inaczej, zobaczycie co chcecie zobaczyć. To jest przyczyną całego bałaganu we współczesnej ekonomii. W gospodarce występuje za dużo interakcji między czynnikami. I to nie sa ilościowe zależności ale przede wszystkim jakościowe. Te wszystki wspaniałe dane statystyczne niosą znikomą „wiedzę” to raz, dwa, często niosą niewiedzę. Ilość bezproduktywnych, nic nie wnoszących i bezcelowych analiz, które nie poruszają nas nawet o pół kroku do przodu w kwestii poznania rzeczywistości jest zatrważająca. Mnóstwo jest analiz pewnych „obszarów” ekonomii, analiz sektorowych. Co to ma wspólnego z ekonomią ? To jest statystyka opisowa. Tutaj trzeba nowego programu badawczego, który odrzucałby problem optymalizacji a skupił sie na problemie koordynacji. Należy spróbować połączyć prakseologię z teorią ewolucji. Spróbować znaleźć ewolucyjne przyczyny (dostosowawcze) powstania preferencji czasowej. Spojrzeć na optymalizację z perspektywy ewolucyjnej (czyli na koordynację) i postawić w nowym świetle ograniczenia poznawcze człowieka tak ekponowane przez behawiorystów. Pokazać z tego punktu widzenia, że mylą się mówiąc o nieracjonalności człowieka. Na poważnie włączyć czas rzeczywisty, subiektywny do tej analizy. Trzeba stworzyć prakseologiczną teorię przestępstwa, wojny, rewolucji, polityki. Aparat teoretyczny i pojęciowy już jest stworzony przez Misesa, Hayeka i Kierznera. Olej główny nurt, zostań NINJA. 🙂

  7. Jarosław Cholewiński ma rację. Ogromnym błędem jest dawać diagnozę na podstawie jednego, choćby najbardziej wysławianego algorytmu tam , gdzie w grę wchodzą decyzje milionów ludzi z ich różnymi pomysłami,emocjami, pragnieniami i skomplikowanymi naciskami.Dlatego prosta zależność oparta na statystyce jest zwodnicza.Zwłaszcza śmieszy mnie wynoszony na ołtarze PKB, z którego czyni się miernik słuszności(lub nie-) posunięć rządu.Przecież jest sprawą jasną która ustawa rządu jest obciążeniem dla ludzi(przeszkadza w rozwoju),a która nie.I jasne jest czy rząd likwiduje ustawy przeszkadzające w biznesie , czy nie. I jasne jest że mniejszy podatek jest korzystniejszy dla rozwoju. Tak samo jasne, czytelne prawo. I nie ma sensu dzielić włosa na czworo w poszukiwaniu uzasadnienia jakichś cudacznych ambicji.

  8. Dodam jeszcze, że nie istnieje coś takiego jak wzrost gospodarczy. Jeśli funkcją celu społeczeństw jest koordynacja to fakt, że w pewnych okolicznościach optymalne skoordynowanie działań ( przez co rozumiem MINIMALIZACJĘ PRZYKROŚCI WYWOŁANEJ POPADNIĘCIEM W KONFLIKT PRZY REALIZACJI SPRZECZNYCH CELÓW ) skutkuje fizycznym przyrostem pewnych materialnych wytworów człowieka jest jedynie PRZYPADKIEM, zbiegiem okoliczności. Wszystkie społeczeństwa koordynują nie wszystkie mają wzrost gospodarczy. Czasami koordynacja obniża „wzrost gospodarczy”. Załóżmy że wzrośnie preferencja czasowa i ludzie zaczną konsumować kapitał.

  9. A powiedzcie mi, dlaczego rząd podnosi podatki, skoro z krzywej Laffera wynika, że po obniżeniu ich wpływy do budżetu powinny wzrosnąć? Czyżby było to związane z 2-3 letnim opóźnieniem i zmianą kadencji, w którym te wpływy dadzą o sobie znać ?

  10. Obniżać podatki się powinno aby nie obciążać ludzi kosztami, a nie żeby rząd miał większe wpływy. Gdyby tak konsekwentnie obniżać wszystkie podatki aż do ich zniesienia, trudno oprzeć się wrażeniu, że rząd jednak nie miałby większych wpływów niż w dowolnym wcześniejszym czasie.

    Każdy podatek, obciąża w nierynkowy sposób nasze portfele, w jakimś stopniu zakłóca nasze potrzeby i preferencje. Dlatego każdy podatek jest zły, a to co złe winno się minimalizować.
    Przejmowanie się tym co dobre dla tego “zła”, jest trochę nie na miejscu 😉

  11. @8 Jacku – komentarz Jarka jest dobrą odpowiedzią, prostą korelacją wychwycisz zależności dla wielu państw i długiego okresu, ale dla jednego państwa i perspektywy kilku lat wyniki mogą być zaskakujące. Ponadto zmiany pozycji Polski w rankingu Heritage są nieduże, cały czas ogon krajów UE i szarak na świecie.

    @12 Jeśli wyznaczysz tę krzywą dla każdego tygodnia polskiej gospodarki, dostaniesz Nobla 🙂

  12. Rzut oka na dane dla Polski, dostępne na stronie The Heritage Foundation pozwala zauważyć, że podstawowym źródłem zmienności wskaźnika wolności gospodarczej jest pięć kategorii z dziesięciu punktowanych, a mianowicie: wydatki rządowe (Government Spending), przedsiębiorczość (Business Freedom), inwestycje (Investment Freedom), finanse (Financial Freedom), prawa własności (Property Rights). Oto jak byliśmy oceniani:

    Prawa własności:
    Ocena jest opisowa, co 10 pkt. Od 0 do 100. Do 2003 roku mamy 70 pkt. – „raczej wolni”, w 2004 roku zjazd do 50 pkt do „raczej nie wolni”. Nie pamiętam co stało się w 2003 roku, że od oceny, że własność jest gwarantowana, korupcja możliwa ale rzadka, spadliśmy nagle do niewydolnego systemu sądowniczego na który wpływa rząd, korupcji, nacjonalizacji. Nigdy nie było dobrze, szczególnie zaś w sądownictwie, ale skąd tak radykalna zmiana??

    Inwestycje:
    Także skala opisowa i podobnie ja poprzednio zjazd z 70 pkt do 50 pkt w 2003 roku. Wskaźnik jest sumą kilku ocen, bez opisu jak nas oceniono nie mam pojęcia co jest nie tak, i dlaczego nagle zjechaliśmy z „wolności” do „niewoli”.

    Finanse:
    Ocena jest opisowa, co 10 pkt. Od 0 do 100. Tu sytuacja jest odwrotna. Przed 2002 byliśmy „nie wolni”, 50 pkt, Kredyty i banki pod kontrolą rządu, bariery, ograniczenia dla kapitału zagranicznego. Nagła zmiana i hop, już jesteśmy „wolni” – 70 pkt. – ograniczony wpływ rządu, prawie zniesione restrykcje, prawie bez ograniczeń dla zagranicznych instytucji finansowych.

    Przedsiębiorczość:
    Kilka wskaźników ocenianych indywidualnie i wynik agregowany według wzoru z uwzględnieniem światowej średniej. Do 2005 roku mamy równo 70 pkt. W 2006 skokowy zjazd do „nie wolni” – 56 pkt. Co się stało, nie wiem.

    Wydatki rządowe:
    Tutaj jest prosto. Wskaźnik wyliczany jest z wzoru, zależy kwadratowo od sumy wydatków rządowych w stosunku do PKB. Upraszczając – duże wydatki – baaardzo duża kara. Ciekawie wygląda porównanie 2011 roku z innymi krajami.

    Najbardziej zniewolonym krajem jest Francja, ma tylko 16 pkt. Inne kraje gorsze niż Polska to np. Szwecja, Dania, Belgia, Finlandia, UK, Austria, Niemcy, itd. itd. My pętamy się koło 35 miejsca na liście i daleko nam do takich liderów światowej wolności jak Gwatemala 95 pkt, Kambodża, Paragwaj, Bangladesz, Uganda, Laos, Haiti, Togo, a nawet takiego Wybrzeża Kości Słoniowej z 88 pkt, – dwa razy lepiej niż Polska!

    Reasumując, korelacja wskaźnika wolności z PKB poprzez wydatki rządowe jest wytłumaczalna. Pozostałe kategorie ze względu na opisowy sposób oceny mogą być w znacznym stopniu subiektywne. Przychylam się do zdania Jarosława Cholewińskiego: „(…) analizowanie [tych] danych statystycznych jest stratą czasu”.

    Podsumowanie z artykułu:
    „Indeks Heritage-„The Wall Street Journal” z pewnością nie jest doskonały. Zaskakujące czasami wyniki uzyskiwane przez poszczególne państwa nie mogą zmienić pojęcia wolności gospodarczej — świadczą jedynie o niedoskonałości takich zestawień.” Jak dla mnie – to do kosza na śmieci.

  13. Nie odrzucałbym w całości statystyki. Tak naprawdę problem sprowadza się do trudności z wnioskowaniem i – przede wszystkim – wyznaczania korelacji. Bo – jak mawiała pani profesor od statystyki – można obliczyć korelację między liczbą przylatujących bocianów i rodzących się dzieci…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy