Rothbard: Podróż do Polski

6 lutego 2011 Filozofia polityki komentarze: 21

Autor: Murray Rothbard
Tłumaczenie: Witold Falkowski
Źródło: Making Economic Sense

PolskiJeden z tygodni marca 1986 roku spędziłem niezwykle ciekawie, uczestnicząc w konferencji, która odbywała się w hotelu w Mrągowie na pojezierzu w północnej części Polski (dawniejszych Prusach Wschodnich). Konferencja, a właściwie sympozjum poświęcone szerokiemu wachlarzowi zagadnień ujętych w tytule „Ekonomia a przemiany społeczne”, została zorganizowana przez Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Jej sponsorem była grupa angielskich naukowców o przekonaniach konserwatywnych i wolnorynkowych.

Chociaż pod względem gospodarczym – jak zauważył jeden z zachodnich uczestników konferencji – Polska jest „jednym wielkim slumsem” z podupadłymi obszarami wiejskimi, walącymi się miasteczkami i zniszczonymi miastami, to pod względem intelektualnym ten mężny naród cieszy się największą wolnością w całym bloku wschodnim. W żadnym innym państwie należącym do strefy wpływów sowieckich taka konferencja nie mogłaby się odbyć.

Jedynym nałożonym na uczestników ograniczeniem był warunek, żeby tytuły zgłoszonych wystąpień były neutralne pod względem ideologicznym. Gdy wymaganie to zostało spełnione i władze zezwoliły na zjazd, każdy mógł już mówić, co chciał – i wszyscy korzystali z tej możliwości. W moim przypadku autocenzura polegała na pominięciu trzech ostatnich słów w tytule wystąpienia, który brzmiał: Concepts of the Role of Intellectuals in Social Change Towards Laissez-Faire (Koncepcje dotyczące roli intelektualistów w przemianach społecznych zmierzających do ustanowienia systemu leseferystycznego), ale treść wykładu pozostała niezmieniona.

Pierwszy odczyt wygłosił wybitny filozof angielski, profesor Antony Flew, któremu nic nie sprawia większej przyjemności niż dokładanie lewicy. Flew, nie owijając w bawełnę, wskazał na znaczenie i konieczność prawa własności oraz wolnego rynku. Fascynująca była reakcja słuchaczy ze strony polskiej: nie uniosła się ani jedna brew, żaden naukowiec nie oburzył się. Wręcz przeciwnie. Niezwykle budujące było to, że dwudziestu kilku polskich naukowców jak jeden mąż występowało przeciwko rządowi. A dla nikogo nie ulegało wątpliwości, że obradom bacznie się przysłuchuje przysłany przez rząd agent. (Agent – przewodnik i kierownik wycieczki – był niewątpliwie bardzo inteligentny i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co się dzieje).

Wśród Polaków byli zarówno libertarianie, zwolennicy trzeciej drogi, jak i dysydenci marksistowscy. Było jednak wyraźnie widoczne, że w żadnej z tych grup nie było nikogo, kto widziałby jakąś przyszłość dla komunistycznego reżimu. Biorący udział w konferencji polscy naukowcy byli nie tylko przeciwnikami komunizmu, ale nie widzieli specjalnej potrzeby jakiegokolwiek rządu. Jeden z nich powiedział mi: „Oczywiście, że każde działanie rządu ma na celu zwiększenie potęgi i bogactwa jego urzędników, a nie wynika z dbałości o interes publiczny, dobro wspólne lub z innych oficjalnie głoszonych pobudek”.

„Tak – odpowiedziałem – ale propaganda rządowa zawsze będzie twierdzić, że władze działają na rzecz wspólnego dobra itd.”. Z wyrazem zdziwienia na twarzy polski profesor zapytał: „A kto wierzy rządowej propagandzie?” Odparłem, że „niestety w Stanach Zjednoczonych wielu ludzi w nią wierzy”. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.

Wszyscy polscy naukowcy znali bardzo dobrze angielski. Niestety ich zachodni koledzy nie mogli się odwzajemnić – nie znali języka gospodarzy. Mimo to panowała serdeczna atmosfera. Zabawny przejaw kulturowej przepaści stanowili kelnerzy w hotelowej restauracji (to, co w Polsce uchodzi za „luksusowy hotel” odpowiada w przybliżeniu standardowi sieci tańszych moteli w USA), którzy musieli sobie jakoś poradzić z dwoma konferencyjnymi „dzieciakami” – młodymi naukowcami angielskimi, którzy byli zdeklarowanymi wegetarianami. Polska jest krajem o bardzo wysokim spożyciu mięsa na głowę mieszkańca (komuniści nigdy nie skolektywizowali rolnictwa). Jednocześnie jednak mięso jest racjonowane, więc dla polskich kelnerów było nie do pojęcia, że tych dwóch uprzywilejowanych obcokrajowców wciąż domaga się „więcej jarzyn”, zamiast docenić wyśmienitą wołowinę i wieprzowinę. Na szczęście w pobliżu znajdował się zawsze któryś z polskich profesorów gotów pospieszyć dwóm dziwakom z pomocą jako tłumacz.

Najbardziej wzruszająca chwila sympozjum miała miejsce w czasie bankietu ostatniego wieczoru, gdy angielski socjolog, który przewodniczył konferencji, po wygłoszeniu podziękowania pod adresem polskich gospodarzy, wzniósł płynący z głębi serca toast za „wolną, niepodległą i katolicką Polskę”. Wszyscy zrozumieliśmy jego intencje i każdy obecny na sali – także protestanci i ateiści – wzniósł kieliszek i ochoczo spełnił toast. Również agent służb rządowych.


Powyższy tekst stanowi rozdział 94 książki Rothbarda Making Economic Sense

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Murray N. Rothbard

Murray Newton Rothbard (ur. 2 marca 1926, zm. 7 stycznia 1995) - ekonomista, historyk, filozof prawa i polityki. Uczeń Ludwiga von Misesa. Autor traktatu ekonomicznego "Man, Economy and State" (polskie wydanie: "Ekonomia wolnego rynku") oraz wielu innych książek i artykułów o ekonomii i historii. Jeden z twórców współczesnego libertarianizmu.

Pozostałe wpisy autora:

21 Komentarze “Rothbard: Podróż do Polski

  1. „„Tak – odpowiedziałem – ale propaganda rządowa zawsze będzie twierdzić, że władze działają na rzecz wspólnego dobra itd.”. Z wyrazem zdziwienia na twarzy polski profesor zapytał: „A kto wierzy rządowej propagandzie?” Odparłem, że „niestety w Stanach Zjednoczonych wielu ludzi w nią wierzy”. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.”

    Tak jak jest teraz w Polsce i prawie każdym kraju „demokratycznym”, wtedy ludzi łączyła nienawiść do rządu i każdy kto był przeciw państwu był z „nami”. Dzisiaj jest jakaś dziwna świadomość ludzi. Za każdym razem kiedy im się wspomina o tym że państwo jest złą instytucją, albo robi jakieś przekręty to ludzie mówią rzeczy w stylu „ale przecież jest demokracja, już dawno takie coś wyszło by na jaw, każdy by o tym wiedział”. Może problem tkwi w tym że ludzie chcą być okradani?

    A co do tekstu to miło czyta się takie ciepłe słowa o naszym narodzie.

  2. @Adam Sawicki

    Bo – i nie waham się użyć tego słowa – tyrania demokratyczna celuje prosto w „ducha”, odnajduje w każdym obywatelu policjanta, który teraz, zamiast tropić nadużycia władzy, tropić będzie własnego sąsiada. Dlatego nie ma granic dla ekspansji demokracji.

    Poza tym jak powiedział kiedyś Henry Louis Mencken:

    „Bez wątpienia moja niechęć do demokracji jako teorii politycznej ma swe źródło w tym, że czegoś mi (a nie teorii) brakuje. Najprawdopodobniej chodzi o moją niezdolność do odczuwania zawiści. W obliczu szczęścia drugiego człowieka pozostaję tak samo nieporuszony jak makler giełdowy wobec dzieł Jana Sebastiana Bacha. Fakt, że John David Rockefeller miał więcej pieniędzy niż ja, jest dla mnie tak samo mało interesujący jak to, że wierzył w możliwość całkowitej immersji lub nosił diamentowe spinki do mankietów. Niebezpieczeństwo kryjące się w demokracji polega na tym, że takich ludzi jak ja jest mniejszość, natomiast większość stanowią ludzie, do zawiści których zawsze mogą się odwołać demokratyczni politycy. Dążenie do „zbudowania” totalnego państwa opiekuńczego napędzane jest nie radością z dawania, lecz zawistną Schadenfreude, odczuwaną wówczas, gdy zabiera się tym, którzy mają więcej.

    Podczas gdy większość grzechów sprawia człowiekowi, przynajmniej na początku, przyjemność, zawiść z góry czyni go nieszczęśliwym. Niezliczone głosy, uznawane często przez nas samych za wyraz poczucia sprawiedliwości, są w swej najgłębszej istocie skalane zawiścią. Potwierdza się zatem stare porzekadło, że pożądanie równości w demokracji jest często wyrazem pragnienia, aby mieć kogoś niżej od siebie i nikogo wyżej.”

    Pozdrawiam

  3. Szkoda, że nie ma na mises.pl tekstu, w którym wujaszek Rothbard wychwala sowiecka inwazję na Polskę 1920, jako „libertariańską politykę zagraniczną”.

  4. Ja tam bym się wcale nie zdziwił 🙂 Rothbard miał swoje jazdy. Poniżej jego laurka dla Che Guevary:

    „Che was a notable revolutionary, but not a distinguished administrator, and even poorer as an economist. It was Che who led the policy of coercively shifting Cuba from specialization in sugar toward a greater self-sufficiency–an arbitrary and uneconomic gesture that almost wrecked the Cuban economy until Fidel, spurred by the economic realists in Russia, called a halt and reversed the trend. Frustrated as an administrator, realizing that such work was not his forte, Che left Cuba to follow his chosen career of revolutionary, to ignite and spur revolutionary combat throughout Latin America. But before he did so, Che distilled his own experiences to become a distinguished theorist of revolutionary warfare, his book of guerilla warfare coming to rank with the writings of Mao and General Giap in this new and burgeoning discipline.”

    http://murrayrothbard.com/ernesto-che-guevara-rip/

  5. @BR, Rothbi ma tutaj rację (przyznaję to z odrazą), Guevara był *wybitnym* rewolucjonistą, zarówno teoretykiem jak i praktykiem. Jego książka o partyzantce to mega klasyk, rzeczywiście na równi z dziełami Mao i Nguyena Giapa.

  6. Rzeczywiście z tym tekstem o agresji na Polskę nieźle przesadził, jestem ciekaw na podstawie jakich źródeł to napisał.

  7. Wziąłem kiedyś do ręki książkę Normana Daviesa (tak, wiem, to kiepski historyk) o wojnie polsko-bolszewickiej i chyba tam właśnie znalazłem narzekanie Daviesa, że w zachodniej historiografii ciągle pokutuje przekonanie, że to Polacy wywołali wojnę. Jak się spojrzy na angielskie artykuły na wikipedii (http://en.wikipedia.org/wiki/Polish%E2%80%93Soviet_War), to jakiś taki brak zdecydowania przebija, przy odpowiedzi na pytanie skąd się wojna wzięła, że niby nikt nie chciał, ale każdy działał tak, że wojna się jakoś cudownie pojawiła.

  8. Ostatnio właśnie próbowałem wytłumaczyć administratorom strony „I bet Ludwid von Mises can get more fans than John Maynard Keynes” na facebooku, że Rothbard skrajnie mylil się (albo kierowało nim doktrynerstwo) w kwestii tego, co napisał na temat ZSRR i Polski w Manifeście. Bezskutecznie. Oni podejmowali karkołomne próby obrony Pana Libertarianina. Wypisałem się z fanów tej strony na facebooku, bo nie chciałem przestawać z doktrynerami.

  9. @PN, jakże przypomina mi to ślepe podążanie za tym, co Rothbard pisał na temat standardu złota i 100% rezerwy!

  10. „Oczywiście, że każde działanie rządu ma na celu zwiększenie potęgi i bogactwa jego urzędników, a nie wynika z dbałości o interes publiczny, dobro wspólne lub z innych oficjalnie głoszonych pobudek” – toć to przecież współczesna Polska jak żywa. Nic dodać, nic ująć. Jakże niewiele zmieniło się w mentalności władzy przez ostatnie 20 lat. PRL-owską ciągłość widać gołym okiem.

  11. Ad 15
    To, że Rothbard mylił się w sprawie agresji Sowietów na Polskę (tak jak w sprawie aborcji), nie przekłada się automatycznie na jego błąd w pozostałych poglądach, w tym na rezerwę cząstkową i standard złota.
    O ile w pierwszym przypadku Rothbard napisał wbrew historii, o tyle w drugim ma rację (zresztą to jak Cię tutaj w dyskusjach wypunktowano jeszcze mnie w tym utwierdziło).
    Czyżbyś jakis urlop miał?

  12. Panowie, ależ Rothbard miał rację, jako Polacy spoglądamy przez pryzmat obrony odrodzonej RP(przynajmniej państwowcy). Prawdą niestety jest że wojna zaczęła się od ataku RP na Ukrainę, prewencyjnego, ale mimo wszystko ataku.

  13. Ad 15 et al.

    Miałem przyjemność tłumaczyć „For a New Liberty” Rothabarda. Nie mam wątpliwości, że jego interpretacja polityki ZSRR jest bezpodstawna, wzięta z powietrza albo z artykułów w „Moskowskoj Prawdie”. Jestem przekonany, że poglądy dotyczące aborcji, które przedstawia w tej książce, są rażąco niespójne (w późniejszych pracach Rothbard właściwie się z nich wycofał, temat rzeka na osobną dyskusję).

    Nie przeszkadza mi to w czytaniu jego analiz dotyczących standardu złota i rezerw bankowych, choć – trzeba przyznać – komuś, kto myli się w zasadniczych sprawach, trzeba uważnie patrzeć na ręce, a właściwie na słowa.

    Tak czy owak uważam go za autora bardzo inspirującego.

  14. @wf, rzeczywiście mój kąśliwy komentarz był trochę przesadzony. Jasne, że jeden błąd nie implikuje drugiego i fakt, że Rothbard pisał, no nawet jeśli nie w 100% zawsze logicznie, to przynajmniej ciekawie i porywająco (czego nie można powiedzieć o Misesie czy Hayeku, heh) oraz na pewno prowokująco do dalszych przemyśleń. Muszę przyznać, że w moim przypadku sprowokował skutecznie, a że wnioski wyciągnąłem w dużej części sprzeczne z tym, co on postulował, to insza inszość 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy