Powell: W obronie „sweatshopów”

14 lutego 2011 Ekonomia pracy i demografia komentarze: 103

Autor: Benjamin Powell
Tłumaczenie: Monika Sznajder
Źródło: econlib.org
Wersja PDF

Tłumaczenie artykułu za zgodą Liberty Fund

sweatshopNie chciałbym pracować w sweatshopie z kraju Trzeciego Świata. Zapewne wy też byście nie chcieli. Sweatshopy oferują godne pożałowania warunki pracy i bardzo niskie zarobki w porównaniu z alternatywnymi typami zatrudnienia, które możemy podjąć. Dlatego właśnie nie decydujemy się na pracę w tego typu miejscach. Nazbyt często fakt, że my mamy lepsze alternatywy, prowadzi aktywistów z Pierwszego Świata do założenia, że muszą również istnieć lepsze rozwiązania dla pracowników z Trzeciego Świata.

Ekonomiści reprezentujący całe polityczne spektrum zwrócili uwagę na fakt, że dla wielu pracowników sweatshopów alternatywne rozwiązania są o wiele gorsze[1]. W trakcie słynnej sprawy z 1993 r. senator Tom Harkin zaproponował zakazanie importu dóbr z krajów zatrudniających dzieci w sweatshopach. W odpowiedzi fabryka w Bangladeszu zwolniła 50 000 pracujących tam dzieci. Co im pozostało? Według brytyjskiej organizacji Oxfam spora część z nich zaczęła zajmować się prostytucją[2].

Krajowe media zainteresowały się sweatshopami w 1996 r., po tym jak Charles Kemaghan z Narodowego Komitetu Pracy oskarżył Kathy Lee Gifford o wykorzystywanie dzieci w sweatshopach na terenie Hondurasu. Zorganizował przylot piętnastoletniej Wendy Diaz do Stanów Zjednoczonych na spotkanie z Lee. Ta zalała się łzami i przeprosiła na antenie, obiecując wyższe płace.

Czy Kathy Lee powinna była płakać? Jej pracownicy zarabiali 31 centów na godzinę. Przy dziesięciu godzinach pracy dziennie, co nie jest niczym nadzwyczajnym w przypadku sweatshopów, pracownik powinien otrzymać 3,10 dolara. Jednakże blisko ćwierć mieszkańców Hondurasu zarabia mniej niż 1 dolar dziennie, a prawie połowa — mniej niż 2 dolary.

Przekaz Wendy Diaz powinien był brzmieć: „Nie płacz z mojego powodu, Kathy Lee! Płacz za mych rodaków, którzy nie mają tyle szczęścia, by dla ciebie pracować”. Zamiast tego amerykańskie media porównały 3,10 dolara do amerykańskich rozwiązań, a nie tych dotyczących Hondurasu. Ale amerykańskie alternatywy nie są adekwatne. Nikt nie oferuje tamtejszym pracownikom zielonej karty.

Jakie istnieją alternatywy?

Ekonomiści okazjonalnie wskazywali na dowody, że alternatywy dla sweatshopów są znacznie gorsze. Nikt systematycznie nie określił ilościowo owych alternatyw do czasu, kiedy wraz z Davidem Skarbkiem opublikowaliśmy w 2006 r. artykułu w „Journal of Labor Research”[3]. Przejrzeliśmy popularne źródła amerykańskich wiadomości w celu znalezienia informacji o wykorzystywaniu ludzi w sweatshopach w krajach Trzeciego Świata i znaleźliśmy 43 konkretne oskarżenia w tej materii w jedenastu krajach Ameryki Łacińskiej i Azji. Odkryliśmy, że pracownicy sweatshopów zarabiają znacznie powyżej średniej obowiązującej w danym kraju. Oto, jakie są fakty.

Otrzymaliśmy dane dotyczące stawek za godzinę pracy w przemyśle odzieżowym dziesięciu krajów posądzonych o zatrudnianie ludzi w sweatshopach. Porównaliśmy zarobki z przeciętnym standardem życia w kraju, gdzie znajdowały się fabryki. Oto rezultat[4]:

Praca w przemyśle odzieżowym w którymkolwiek z tych krajów zapewnia zarobek o połowę wyższy od średniej krajowej. W przypadku połowy z nich oznacza zarobek trzykrotnie wyższy od średniej[5].

W kolejnym etapie przestudiowaliśmy zarobki w konkretnych sweatshopach wspomnianych w amerykańskich źródłach. Uśredniliśmy płace w sweatshopach w każdym z jedenastu krajów i porównaliśmy je ponownie ze średnim poziomem życia. Oto, co otrzymaliśmy:

Nawet w konkretnych przypadkach, w których firma rzekomo wykorzystywała ludzi w sweatshopach, odkryliśmy, że praca w tych fabrykach była zazwyczaj lepsza od przeciętnej. W dziewięciu krajach z jedenastu badanych średni odnotowany zarobek w sweatshopie, w oparciu o siedemdziesięciogodzinny tydzień pracy, był równy średniemu dochodowi lub go przewyższał. W Kambodży, Haiti, Nikaragui i Hondurasie średni zarobek wypłacany przez firmę oskarżaną o bycie sweatshopem jest ponad podwójnie wyższy od średniego dochodu. Fabryka Kathy Lee Gifford nie stanowiła odstępstwa od normy.

Sweatshopy stanowią lepszą alternatywę od innych miejsc pracy, dlatego jakiekolwiek reformy mające na celu polepszenie życia pracowników w nich zatrudnionych nie mogą stwarzać zagrożenia. Aby dokonać analizy reformy, musimy zrozumieć, co ma wpływ na wynagrodzenie dla pracowników.

Co determinuje zarobki i wynagrodzenie?

Jeżeli w sweatshopie w Nikaragui pracownik przyczynia się do osiągnięcia przez firmę dochodu w wysokości 2,50 dolara na godzinę, to otrzyma on maksymalnie 2,50 dolara wynagrodzenia od tej firmy. Jeśli firma zapłaciłaby mu 2,51 dolara za godzinę, straciłaby jednego centa na każdej godzinie jego pracy. Wówczas firma nastawiona na zysk zwolniłaby go.

Oczywiście firma, aby osiągnąć większe zyski, chciałaby zapłacić takiemu pracownikowi mniej niż 2,50 dolara na godzinę. Idealnym rozwiązaniem byłoby niepłacenie w ogóle i zatrzymanie tych 2,50 dolara zysku. Dlaczego tak się nie dzieje? Powodem jest to, że firma musi przekonać pracownika, aby chciał podjąć pracę. W tym celu musi zaoferować mu więcej od innych[6].

Wysokość zarobku pracownika jest niższa albo równa wysokości jego wkładu w zysk netto firmy oraz wyższa lub równa temu, co otrzymałby w najlepszym, alternatywnym miejscu. W jakiejkolwiek sytuacji faktyczne wynagrodzenie mieści się gdzieś w tych granicach.

W krajach Trzeciego Świata zarabia się mało, ponieważ wydajność pracownika jest niska (górne ograniczenie), a alternatywy beznadziejne (dolne ograniczenie). Aby uzyskać stałą poprawę w ogólnym wynagrodzeniu, działania powinny być ukierunkowane na podniesienie wydajności i/albo zwiększenie ilości dostępnych alternatyw dla pracujących. Działania, które próbują podnieść wynagrodzenie, nie zmieniając tych ograniczeń, ryzykują podniesieniem wynagrodzenia powyżej górnej granicy, doprowadzając do utraty pracy i wyboru mniej pożądanej alternatywy.

A co z niefinansowym wynagrodzeniem? Praca w sweatshopie to często długie godziny, mała ilość przerw oraz kiepskie warunki sanitarne. Czym są one uwarunkowane?

Wynagrodzenie może mieć formę wypłaty albo udogodnień, w których skład może wchodzić zdrowie, bezpieczeństwo, komfort, dłuższe przerwy i krótsze godziny pracy. W niektórych przypadkach lepsze warunki zdrowotne lub bezpieczeństwa mogą podnosić produktywność oraz zyski firmy. Firmy zapewniają wówczas takie warunki z własnej inicjatywy. Często jednak  lepsze warunki niebezpośrednio oddziałują na zwiększenie zysków, w związku z czym firma traktuje udogodnienia dla pracowników jako koszty własne, czyli jak wypłaty.

Firmie skoncentrowanej na zyskach jest obojętne czy wynagrodzenie będzie miało formę wypłaty czy też przywilejów w sferze zdrowia, bezpieczeństwa i wypoczynku, ponieważ nie ma to wpływu na ogólną produktywność. Firma tak naprawdę skupia się na kosztach całości pakietu wynagrodzenia.

Z drugiej strony, pracownicy mają preferencje co do połączenia obu typów wynagrodzenia. Niewielu z nas pracowałoby za darmo, wyłącznie dla udogodnień i przywilejów. Chcemy obu rozwiązań. Co więcej, z chwilą kiedy nasze ogólne wynagrodzenie wzrasta, pragniemy więcej niefinansowych  składników wynagrodzenia.

Dla większości ludzi komfort i bezpieczeństwo stanowią tzw. normalne dobra, czyli takie, których żądamy więcej w miarę wzrostu zarobku. Pracownicy fabryk w krajach Trzeciego Świata myślą podobnie. Niestety wielu z nich ma niską  wydajność, więc ich ogólny poziom wynagrodzenia jest niski. Dlatego też chcą, aby wypłata stanowiła jej większość.

Ocena propozycji przeciwnych sweatshopom

W skład ruchu opowiadającego się przeciwko sweatshopom wchodzą związki zawodowe, grupy studenckie, politycy, znane osobistości oraz ugrupowania religijne[7]. Każda z tych grup ma własne „lekarstwo” na uzdrowienie sweatshopów i propozycję, jak pomóc pracownikom z Trzeciego Świata.

Niektóre z tych sugestii mają na celu zakazanie importu do Ameryki jakichkolwiek towarów wyprodukowanych w sweatshopach. Wyznacznikiem tego, czy produkt pochodzi ze sweatshopu, jest określenie, czy został on wyprodukowany w warunkach naruszających standardy. Zazwyczaj mowa o minimalnym wieku zatrudnienia, minimalnych zarobkach, bezpieczeństwie i higienie pracy oraz ilości godzin pracy[8].

Pracownicy nie stają się bardziej produktywni dzięki tym standardom. Górna granica wynagrodzenia nie ulega zmianie. Kiedy powstaje ryzyko podniesienia wynagrodzenia powyżej poziomu wydajności, pracownicy stają w obliczu utraty pracy poprzez wyeliminowanie albo zredukowanie amerykańskiego popytu na ich produkty. Pracodawcy, dostosowując się do wymogów związanych z bezpieczeństwem i zdrowiem, zwalniają pracowników lub, polepszając warunki pracy, obniżają płace wbrew woli zatrudnionych. W każdym przypadku standardy mogą pogorszyć ich sytuację.

Wspomniany wcześniej Charles Kernaghan zeznawał przed Kongresem w sprawie jednej z ustaw, twierdząc, że:

Kiedy ustawa zostanie przegłosowana, wówczas wynagrodzone zostaną uczciwe amerykańskie firmy, które próbują postępować zgodnie z prawem. Standardy dotyczące praw pracowników w Chinach, Bangladeszu i innych krajach wzrosną, polepszając warunki pracy dziesiątek milionów ludzi. Wasze prawo po raz pierwszy stworzy równe pole walki dla amerykańskich pracowników, aby mogli uczciwie konkurować w globalnej gospodarce[9].

Wbrew twierdzeniom Kernaghana prawa przeciwko sweatshopom pogorszą sytuację zatrudnionych poprzez zmniejszenie zapotrzebowania na ich pracę. Wspomina on jednak o fakcie, że takie prawa będą korzystne dla niektórych amerykańskich pracowników, ponieważ nie będą już musieli konkurować z pracą wykonywaną w krajach Trzeciego Świata: amerykańscy konsumenci będą w pewnym stopniu stanowić zmonopolizowany rynek. Mimo iż Kernaghan i kilku innych przeciwników sweatshopów twierdzą, że próbują pomóc ludziom pracującym w krajach Trzeciego Świata, to ich prawdziwe motywy ujawnia język jednej z takich ustaw: „Firmy mają prawo do działania bez konkurencji innych firm, które wykorzystują pracę sweatshopów„. Uczciwszym stwierdzeniem byłoby: „Amerykańscy pracownicy są zwolnieni z obowiązku konkurowania z pracownikami krajów Trzeciego Świata, a poprzez zakazanie takowej konkurencji możemy polepszyć wysokość wynagrodzeń związkowych, działając na niekorzyść biedniejszych ludzi, którzy pracują w sweatshopach”.

Kernaghan wraz z innymi związkowcami udają zaangażowanie w kwestię ludzi zatrudnionych w krajach Trzeciego Świata, ale ich ustawy w rzeczywistości pogorszają sytuację tych ludzi. Ekonomista David Henderson powiedział: „Ktoś, kto celowo doprowadza do zwolnienia cię z pracy, nie jest twoim przyjacielem”[10]. Charles Kernaghan nie jest nim dla zatrudnionych w krajach Trzeciego Świata.

Konkluzja

Sweatshopy nie tylko stanowią lepszą alternatywę, ale również są częścią procesu rozwoju, który ostatecznie podnosi standard życia zatrudnionych tam ludzi. Proces ten trwał około sto pięćdziesiąt lat w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych, a blisko trzydzieści w Japonii, Południowej Korei, Hong Kongu i Tajwanie.

Kiedy firmy otwierają sweatshopy, to przynoszą ze sobą rozwiązania technologiczne i fizyczny kapitał. Lepsza technologia i większy kapitał podnoszą produktywność pracowników. Z czasem wzrastają zarobki. Im więcej sweatshopów, tym więcej jest dostępnych alternatyw dla pracowników.

Na dzień dzisiejszy dobrą wiadomością jest fakt, że świat posiada lepsze rozwiązania technologiczne i więcej kapitału niż kiedyś. Rozwój w takich krajach może nastąpić nawet szybciej, niż to miało miejsce w przypadku tygrysów wschodnioazjatyckich. Jeżeli działacze amerykańscy nie osłabią rozwoju poprzez wyeliminowanie możliwości zakładania sweatshopów w krajach Trzeciego Świata to ta ich część, która przyjmie instytucje przyjazne rynkowi spontanicznie się rozwinie, a płace i warunki pracy w sweatshopach zostaną ulepszone nawet szybciej, niż to miało miejsce w Ameryce czy Wschodniej Azji. W międzyczasie to, czego Trzeci Świat tak potrzebuje, to więcej miejsc pracy w sweatshopach — nie mniej.


[1] Walter Williams, Sweatshop Exploitation, 27 stycznia 2004 r. Paul Krugman, In Praise of Cheap Labor, Bad Jobs at Bad Wages are Better Than No Jobs at All, „Slate”, 20 marca 1997 r.

[2] Paul Krugman, „New York Times”, 22 kwietnia 2001 r.

[3] Benjamin Powell i David Skarbek, Sweatshops wages and Third World living Standards: Are the Jobs Worth the Sweat?, „Journal of Labor Research”, Vol. 27, Nr 2, wiosna 2006 r.

[4] Dane z naszego artykułu w „Journal of Labor Research”. Odsyłam do artykułu dla sprawdzenia zapisków ze źródeł danych i metod oznaczenia ilościowego.

[5] Dane na temat faktycznych godzin pracy nie były dostępne. Dlatego też podaliśmy zarobki oszacowane na różnych ilościach przepracowanych godzin. Jeżeli jedną z cech sweatshopów są długie godziny pracy, to wierzymy, że dane szacunkowe bazowane na 70 godzinach tygodniowo są najtrafniejsze.

[6] Wykluczam z mojej analizy sytuację, w której firma albo rząd stosują groźby przemocy w celu zmuszenia pracownika do podjęcia pracy. W takich sytuacjach owa praca nie jest w żaden sposób lepsza od następnej alternatywy, ponieważ w przeciwnym razie firma nie potrzebowałaby stosowania siły.

[7] To klasyczny związek przemytników i baptystów. „Przemytnicy” w przypadku sweatshopów są związkami w Stanach, które zyskują, kiedy ich tańsze substytuty, pracownicy Trzeciego Świata, zostają wyeliminowani z rynku. „Baptyści” szczerze pragną polepszyć sytuację pracowników Trzeciego Świata, ale stosują błędne środki.

[8] Te minimalne ilości determinowane są przez prawo i ustawy danego kraju. Dlaczego nie powinno się ich przestrzegać — odsyłam do artykułu Benjamina Powella: In Reply to Sweatshop Sophistries, „Human Rights Quarterly”, Vol. 28, Nr 4, listopad 2006 r.

[9] Testimonies at the Senate Subcommittee on Interstate Commerce, Trade and Tourism Hearing. Zeznanie Charlesa Kernaghana, 14 lutego 2007 r.

[10] David Henderson, The Case for Sweatshops, „Weekly Standard”, 7 lutego 2000 r.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Benjamin Powell

Pozostałe wpisy autora:

103 Komentarze “Powell: W obronie „sweatshopów”

  1. L. von Misses – Ekonomia i polityka: ,,stawki płac są wyznaczane przez marginesową produkcyjność pracy.[…]To znaczy, że skala płac jest zdeterminowana przez kwotę ludzkiej pracy zwiększającą wartość produktu. Jeśli człowiek pracuje używając lepszych i bardziej
    wydajnych narzędzi, zatem może wykonać w jednej godzinie dużo więcej niż człowiek, który
    pracuje jedną godzinę narzędziami mniej wydajnymi.[…] Pracodawcy we wszystkich tych
    rozwijających się narodach wiedzą bardzo dobrze, że lepsze narzędzia byłyby uczyniły ich
    własne przedsiębiorstwa bardziej dochodowe. Chcieliby budować więcej i lepsze fabryki.
    Jedyną rzeczą, która przeszkadza im to uczynić jest brak kapitału.”
    Produkcyjność to 70h/w ale przecież:
    Benjamin Powell – W obronie „sweatshopów”: „Lepsza technologia i większy kapitał podnoszą produktywność pracowników. Z czasem wzrastają zarobki. Im więcej sweatshopów, tym więcej jest dostępnych alternatyw dla pracowników.”
    L. von Misses – Ekonomia i polityka:
    „…ludzie nie widzą praktycznie żadnej różnicy między nowoczesnymi kierownikami przemysłu a feudalnymi królami, książętami lub lordami dawnych czasów. Ale różnica faktycznie jest bardzo wielka, bo współczesny król czekolady wcale nie rządzi, on służy. On nie panuje nad zdobytym terytorium, niezależny od rynku i swych klientów.[…]Ten ,,król” musi utrzymywać dobre stosunki ze swoimi ,,poddanymi” – konsumentami; traci swoje ,,królestwo” natychmiast, gdy nie jest w stanie dać swym klientom lepszej usługi mniejszym kosztem niż inni, z którymi konkuruje.”
    Może by tak więc pan Powell spróbował po dwóch 70 godzinnych tygodniach pracy poudawać konsumenta i kupić jedną parę butów wyprodukowanych w „sweatshopie”, żeby zmusić króla Nike albo innego Reeboka, do wypełnienia wyznaczonej im przez prof. Missesa roli.

    Cóż, wolność wyboru na upartego jakoś z bólem przejdzie, ale po co dorabiać do tego dobroduszność w stylu Stalina, który przecież mógł zabić a tylko do łagru zesłał?
    L. von Misses – Ekonomia i polityka:
    „Taka jest różnica między niewolnictwem a wolnością. Niewolnik musi zrobić to, co jego
    zwierzchnik mu rozkaże. Ale wolny obywatel – i to jest właśnie wolność – może wybrać swój
    własny sposób życia.”[…]
    „Ale najgorsza forma poddaństwa istniała – nawet po obaleniu niewolnictwa – w brytyjskich koloniach.[…]Można by powiedzieć, że w takich warunkach istniał ,,nie do pogodzenia konflikt interesów między właścicielami niewolników a niewolnikami”, ponieważ niewolnicy chcieli pozbyć się swego statusu i jego atrybutów. To zawsze oznaczało dla właścicieli stratę.”

  2. „Może by tak więc pan Powell spróbował po dwóch 70 godzinnych tygodniach pracy poudawać konsumenta i kupić jedną parę butów wyprodukowanych w „sweatshopie”, żeby zmusić króla Nike albo innego Reeboka, do wypełnienia wyznaczonej im przez prof. Missesa roli”

    ci ludzie są przecież konsumentami, niekoniecznie nike, tylko jakieś lokalnej taniej firmy obuwniczej. tak samo można powiedzieć o pracownikach np. fabryki samochodów oni też nie są w stanie kupić po tygodniu czy miesiącu pracy kupić samochodu który wyprodukowali. Proponuję odnieść się do meritum tego artykułu zamiast bawić się w uszczypliwości.

  3. @Proponuję odnieść się do meritum tego artykułu zamiast bawić się w uszczypliwości.
    Cóż, jeżeli mam się tak wprost odnieść do meritum to jest nim idiotyczne tłumaczenie neokolonializmu.
    Bo skoro:”skala płac jest zdeterminowana przez kwotę ludzkiej pracy zwiększającą wartość produktu” to nie można tego inaczej nazwać jak tylko ordynarną eksploatacją ludzkiej pracy?
    Ile % stanowi ta kwota zwiększająca wartość produktów względem ich ceny?
    Nie bawmy się w śmiechu warte etnocentryczne gadki, że trzeci świat jest zdany na łaskę północnego kapitału, bo niestety jest zupełnie odwrotnie i to północ jest zdana na surowce i tanią siłę roboczą południa. Kapitału nie tworzą zielone papierki one tylko pomagają w jego pomnażaniu.

  4. trochę poza tematem, proszę o korektę artykułu np w tym miejscu „Jednakże blisko ćwierć mieszkańców Hondurasu…”

  5. @3
    „Cóż, jeżeli mam się tak wprost odnieść do meritum to jest nim idiotyczne tłumaczenie neokolonializmu”

    nie, to jest po prostu stwierdzenie faktu że ludziom pracujących w sweatshopach jest lepiej w porównaniu gdy tych fabryk nie było.

    ” to nie można tego inaczej nazwać jak tylko ordynarną eksploatacją ludzkiej pracy”

    czyli gdyby nie było fabryk to ci ludzie byli by mniej wyzyskiwani? Co jest dla tych ludzi lepsze bycie wyzyskiwanym i zarabianie lepiej czy gorzej zarabiać i nie być wyzyskiwanym? Może po prostu spytać się tych ludzi którzy tam mieszkają?
    http://www.youtube.com/watch?v=JqtS3sFVy7s

  6. Generalnie Smith ma chyba rację. Gdyby rozmontować cały „system ekonomicznej opresji”, czyli po prostu cywilizację, to wyzysku w istocie by nie było (przynajmniej do czasu, jak jedna grupa łowców-zbieraczy nie napadnie z maczugami na drugą). Natomiast każdy wiódłby wesołe życie z ryzykiem śmierci przy porodzie 90%, oczekiwanym czasem życia 30 lat, regularnymi plagami głodu i ciężkich chorób typu grypa itd. Coś za coś.

  7. „W krajach Trzeciego Świata zarabia się mało, ponieważ wydajność pracownika jest niska”

    Trzeba mieć doprawdy sporo tupetu aby wciskać nam taką bzdurę. Czy ten Benjamin Powell uważa nas za idiotów? Czy te dziewczęta ciosają buty krzemiennymi siekierkami? Może szyją je ręcznie kościanymi igłami z rybich ości? Wolne żarty…czy ten człowiek nie wie komu Niemcy sprzedają maszyny i komu budują fabryki?? Jak można twierdzić, że wydajność pracownika w sweatshopach jest niska?

    Jeżeli płaci się tym pracownikom 31 centów przy płacy minimalnej 7-10 dolarów w US to zapewne znaczy że ich wydajność jest z 30 razy mniejsza?

    „Sweatshopy nie tylko stanowią lepszą alternatywę, ale również są częścią procesu rozwoju, który ostatecznie podnosi standard życia zatrudnionych tam ludzi.”

    Niewątpliwie da się to samo powiedzieć o niewolnictwie amerykańskim. Idąc śladami myśli Powella można powiedzieć, że z całą pewnością lepiej ciężko pracować na plantacji i mieć zapewniona opiekę, naukę języka, dostęp do zachodniej cywilizacji a w dłuższej perspektywie może nawet awans społeczny, niż wegetować w dziczy bez postępu i zbawiennego wpływu zachodniej kultury. Historyczny rozwój i wzrost standardu życia populacji potomków amerykańskich niewolników jest faktem.

    Panie Powell, zgadzam się z panem, że lepiej być tym który świetnie zarabia na neokolonialnej eksploatacji dzieci, niż być tym, który może albo zdechnąć z głodu albo sprzedać się za miskę ryżu. Ja także, tak jak pan, nie chciał bym tak pracować. Jednak pańskie naiwne próby dorabiania do tego biznesu szlachetnej ideologii wzbudzają u mnie obrzydzenie.

  8. @ 6. „Co jest dla tych ludzi lepsze bycie wyzyskiwanym i zarabianie lepiej czy gorzej zarabiać i nie być wyzyskiwanym?
    Wolisz dżumę czy cholerę?
    Bo znowu tylko naiwny etnocentryzm w formie „łaskawość Stalina” widzę i nic więcej, czy to dlatego, że tak łatwo jest się zamotać w dogmatach.
    „Może po prostu spytać się tych ludzi którzy tam mieszkają?”
    Zapoznaj się z historią choćby tą najnowszą: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zamach_stanu_w_Hondurasie_(2009)#Protesty_mieszka.C5.84c.C3.B3w
    To przynajmniej będziesz wiedział ja formułować pytania.

  9. @ 9. „system ekonomicznej opresji”=cywilizacja
    A to dobre, zwłaszcza, że:
    „Do tej pory wszystkie cywilizacje były oparte na prywatnej własności środków produkcji. W przeszłości cywilizacja i prywatna własność były ze sobą związane.” – podrozdział 3 Ludzkiego działania mistrza Misesa.
    Podczas gdy jego uczeń Rothbard w Manifeście przedstawia:
    „..dwa aksjomaty, prawo do samoposiadania i prawo „pierwotnego przywłaszczenia” (de facto przepisane od Locke’a), konstytuują całkowity zestaw zasad systemu libertariańskiego”.
    Więc tak się jakoś głupio składa, że ta cywilizacja została zbudowana na własności prywatnej do cudzego samoposiadania.
    Cóż pewnie lepiej było zostać niewolnikiem w jakichś kopalniach srebra na Eubei albo w Laurion niż nie zostać. Idąc za logiką pana Balcerka.

    „Gdyby rozmontować cały „system ekonomicznej opresji…”
    Gdyby np. nie kradzież technologi włókienniczej i cła zaporowe wzmocnione zakazem tej produkcji w koloniach to tak jakoś cienko widzę ekspansję przemysłu europejskiego.
    A gdyby szafa miała sznurek to by windą była, więc nie ma co gdybać bo podstawą naszego dobrobytu jest siła militarna, czyli właśnie napadanie i grabież, tylko że nie ze wspomnianą maczugą a z owocami technologii przywłaszczonej od Chińczyków, którą rozwinęliśmy w celu usprawnienia złodziejskiej dominacji.

    @8 Jest jak jest, wyzysk to wyzysk i zupełnie nie rozumiem potrzeby wciskania kitu, że komuś byłoby gorzej gdyby nie pozwalał się doić. Mamy do czynienia z ludźmi a nie ubezwłasnowolnionymi krowami mlecznymi, dla których dojarka jest zbawieniem.

  10. @10
    „Niewątpliwie da się to samo powiedzieć o niewolnictwie amerykańskim”

    niewątpliwie nie da się tego samego powiedzieć bo praca na farmie niewolników była egzekwowana siłą, w odróżnieniu od sweatshopów.

    „że komuś byłoby gorzej gdyby nie pozwalał się doić”

    jeśli otrzymuję ofertę pracy która polepsza moja obecną sytuację to jest dla mnie korzyść niezależnie od tego jaką korzyść czerpie z tego druga strona. no chyba że jestem zawistny i wolę pozostać w gorszej sytuacji aby nie dać zarobić wyzyskiwaczowi. Jeśli takie jest nastawienie społeczeństwa w tych biednych krajach to mają wolną rękę, nie muszą pracować dla zagranicznych korporacji i dawać się wyzyskiwać. Rozwiązanie proste jak cep. Przyszło ci do głowy że ci ludzie mogą się z tobą nie zgadzać w tej kwestii skoro podejmują oferty pracy w takich firmach?

    @Smith
    „Wolisz dżumę czy cholerę?”

    czyli jednak bawimy się w zaprzeczanie faktom które pokazują poprawę sytuacji ludzi pracujących w zagranicznych fabrykach? Odsyłam do cytowanych słów krugmana we fioletowej ramce.

    „Cóż pewnie lepiej było zostać niewolnikiem w jakichś kopalniach srebra na Eubei albo w Laurion niż nie zostać.”

    nie można zostać dobrowolnym niewolnikiem, co sugerujesz błędnie w tym zdaniu. Niewolnik nie ma wyboru. Musi pracować albo zginie. Postawiona tez jest licha.

    „Więc tak się jakoś głupio składa, że ta cywilizacja została zbudowana na własności prywatnej do cudzego samoposiadania.”

    o jakim cudzym samoposiadaniu tu mówisz?

  11. zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa. dlaczego firmy lokalne, które płacą jeszcze mniej i oferują jeszcze gorsze warunki pracy niż zagraniczne korporacje, nie są odsądzane od czci i wiary oraz oskarżane o wyzysk? ciekawa logika.

  12. @13.
    Primo jest to blog Instytutu Misesa, więc wypadałoby zapoznać się z podstawowymi założeniami, albo przynajmniej spróbować przeczytać uważnie komentarze do których się odnosisz, zamiast marudzić o uszczypliwości i kontynuować bezsensowną tautologię.
    Jeżeli nie rozumiesz aksjomatu samoposiadania to nie pisz proszę o niewolnictwie. Natomiast wracając do meritum to jeśli nie rozumiesz podstawowej różnicy pomiędzy faktem a jego interpretacją, to naprawdę nie mam już więcej pytań.

  13. @14
    Patrz komentarz nr 1.
    Bo nie panują nad zdobytym terytorium, nie są niezależne od lokalnego rynku i swych lokalnych klientów. „To znaczy, że skala płac jest zdeterminowana przez kwotę ludzkiej pracy zwiększającą wartość produktu.”
    Natomiast w wypadku Nike albo innych symulakrycznych brandów te proste i jasne zasady nie działają, więc następuje swoiste ubezwłasnowolnienie ludzi poddanych wyzyskowi.
    I próba tłumaczenia tej chorej sytuacji w sposób, że lepiej być nędznym wyrobnikiem niż nędznym żebrakiem w wykreowanej przez system, sytuacji braku alternatywy dla nędzy, zakrawa albo na sarkastyczny cynizm albo na zwykły debilizm.

  14. @Smith
    Jeśli to możliwe, chciałbym usłyszeć od Pana definicję wyzysku. Określenie to pojawia się już któryś raz z rzędu, a nadal nie wiem co tak naprawdę ono oznacza.

  15. @jacek
    Nie wiem czy argument o wydajności pracy jest trafny, bardziej precyzyjne byłoby stwierdzenie, że płace są niskie, ponieważ niska jest wartość tej pracy. Wydajność jest jednym z jej istotnych czynników, ale nie kryterium decydującym. Decyduje popyt i podaż.

  16. ad 20
    Może to mało precyzyjnie, ale trafnie. Wydajność pracy w rozumieniu: zdyskontowany przychód uzyskany z zatrudnienia kolejnego pracownika.

  17. @Balcerek #13
    „niewątpliwie nie da się tego samego powiedzieć bo praca na farmie niewolników była egzekwowana siłą, w odróżnieniu od sweatshopów”

    Chyba się kompletnie pogubiłeś w swoich wywodach. Jakiej właściwie tezie zaprzeczasz? Że sytuacja amerykańskich niewolników się NIE poprawiła patrząc na historię US??

  18. @Adam, @MB

    „W krajach Trzeciego Świata zarabia się mało, ponieważ WYDAJNOŚĆ pracownika jest niska”

    Argument WYDAJNOŚĆI pozostaje dla mnie dalej kretyński. Widzicie w tym zdaniu coś o zdyskontowanym przychodzie, podaży albo popycie?

  19. ad 23
    Ale Powell używa pojęcia wydajności właśnie tak, jak ja to zdefiniowałem. „Jeżeli w sweatshopie w Nikaragui pracownik przyczynia się do osiągnięcia przez firmę dochodu w wysokości 2,50 dolara na godzinę, to otrzyma on maksymalnie 2,50 dolara wynagrodzenia od tej firmy”. „Wysokość zarobku pracownika jest niższa albo równa wysokości jego wkładu w zysk netto firmy oraz wyższa lub równa temu, co otrzymałby w najlepszym, alternatywnym miejscu”. „W krajach Trzeciego Świata zarabia się mało, ponieważ wydajność pracownika jest niska (górne ograniczenie), a alternatywy beznadziejne (dolne ograniczenie)”. Nie trzeba tu jakiejś pokrętnej hermeneutyki używać, by widzieć, że dla Powella wydajność to właśnie w kład w zysk firmy, co możemy bardziej precyzyjnie określić jako: zdyskontowany przychód uzyskany z zatrudnienia kolejnego pracownika.

  20. Dla ciekawskich przytoczę za wiki definicję wyzysku:

    „Wyzysk to występek polegający na wykorzystaniu przymusowego położenia innej osoby i zawarciu z nią umowy, nakładając na nią obowiązek świadczenia niewspółmiernego z świadczeniem własnym.

    Przymusowość położenia polega na tym, że sytuacja majątkowa pokrzywdzonego grozi niemożnością zaspokojenia podstawowych potrzeb jego i jego rodziny, co skłania go do zaciągnięcia zobowiązania niewspółmiernego do świadczenia wzajemnego.”

    Jak dla mnie, zaoferowanie pracy za 1/30 ceny, którą oferujacy płaci u siebie, ponieważ zainteresowany ma alternatywę zdychać z głodu lub brać co dają, wyczerpuje warunki z powyższej definicji.

  21. @MB #24
    „Ale Powell używa pojęcia wydajności właśnie tak, jak ja to zdefiniowałem (…)”

    Dalej brniesz w te same bzdury co Powell…
    Więc w Alabamie pracownik „przyczynia się do osiągnięcia przez firmę dochodu” np. $15 na godzinę, a w Nikaragui tylko $2,5, gdyż „w krajach Trzeciego Świata zarabia się mało, ponieważ wydajność pracownika jest niska (górne ograniczenie), a alternatywy beznadziejne (dolne ograniczenie)”

    A teraz użyj pokrętnej hermeneutyki by mi wytłumaczyć, że Powell napisał i myślał coś zupełnie innego…

  22. @jacek
    nie zaprzeczam tezie że sytuacja niewolników się poprawiała tylko rozróżniam sytuację kiedy człowiek jest przymuszany siłą do pracy od sytuacji przeciwnej. Praca przymusowa jest zawsze niekorzystna dla pracownika, w innym przypadku przymus fizyczny byłby bezcelowy. Czyli teza jaką napisałeś iż praca niewolnicza stanowiła lepszą alternatywę dla niewolników jest fałszywa.

  23. ad 26
    Tę różnicę łatwo wytłumaczyć — różnice stóp procentowych (mówimy o zdyskontowanych przychodach, jeśli w USA stopy są niższe, a raczej są, to zarobki pracowników będą wyższe) i koszty transportu — towar wytworzony w USA ma znacznie bliżej do centrów konsumpcji niż tenże towar w Trzecim Świecie, stąd bardziej cenny jest.

  24. @jacek
    „nakładając na nią obowiązek świadczenia niewspółmiernego z świadczeniem własnym”

    Powyższe zdanie jest mgliste i można to podciągnąć pod to każdą umowę.

    „Jak dla mnie, zaoferowanie pracy za 1/30 ceny, którą oferujacy płaci u siebie, ponieważ zainteresowany ma alternatywę zdychać z głodu lub brać co dają, wyczerpuje warunki z powyższej definicji.”

    A przy jakim poziomie płacy nie było by mowy o wyzysku? 5/30 1/2, 1/1?

  25. @Smith
    „Natomiast w wypadku Nike albo innych symulakrycznych brandów te proste i jasne zasady nie działają”

    działają te zasady, jest to proces który trwa. gdyby już teraz krańcowy koszt zatrudnienia równał by się krańcowej produktywności pracy to firmy zaprzestały by dalszego zwiększania zatrudnienia co niewątpliwe oznaczało by zatrzymanie poprawy warunków ludzi tam żyjących.

  26. „W krajach Trzeciego Świata zarabia się mało, ponieważ WYDAJNOŚĆ pracownika jest niska”

    Nie do końca tak.

    Hasło-klucz: NISKIE NASYCENIE KAPITAŁEM.

    W takim, dajmy na to, XIX wieku nasycenie kapitałem było niskie, a w regionie o niskim nasyceniu kapitałem bieda musi występować z definicji. Obecny poziom nasycenia kapitałem jest bez porównania większy, dokonał się niesamowity postęp technologiczny oraz masowa produkcja dóbr konsumpcyjnych. Gdyby ktoś spróbował wprowadzić w XIX wieku w regionie o niskim nasyceniu kapitałem zwyczaje z XXI wieku z regionu o wysokim nasyceniu kapitałem, wywołałby katastrofę. W 1900 roku współczesny poziom życia byłby niemożliwy do osiągnięcia. Maszyn było za mało i były zbyt kiepskie. Niechby jakiś pięknoduch-socjalista spróbował wprowadzić w XIX-wiecznej Anglii czy USA 8-godzinny dzień pracy, zakaz pracy dzieci i ogólnie współczesny kodeks pracy, a zamiast raju zaprowadzi gospodarczą klęskę, głód i zamieszki. A w najlepszym razie tak mocne spowolnienie inwestycji i rozwoju, że dzisiaj Wielka Brytania byłaby drugim Mozambikiem.

    Pod koniec XIX wieku w takiej Wielkiej Brytanii PKB wynosiło około 4500 dolarów (według wartości dolara z 1890 – takie mam statystyki pod ręką; opracowane przez prof. Maddisona z Uniwersytetu w Groningen – można znaleźć w sieci – Historical Statistics of the World Economy). Tyle, co obecnie w np. Namibii – a w rzeczywistości jest to bogactwo mniejsze, bo obecna Namibia ma antybiotyki, telefony komórkowe i stare samochody, czego z przyczyn oczywistych nie mogli posiadać Brytyjczycy w roku 1900. Nie da się wprowadzić poziomu życia ze społeczeństwa mającego 20 000 PKB na osobę w społeczeństwie o PKB 4500, szczególnie jeżeli technologicznie dzieli je sto lat. Jakby ktoś się przeniósł w czasie do 1900 roku i zaczął wdrażać w tamtejszej Wielkiej Brytanii socjalizm, to niczego by to nie poprawiło. TAM ZWYCZAJNIE NIE BYŁO CZEGO ROZDAWAĆ! Pensje może by wzrosły o jakieś 20 %, jednocześnie odciągając środki z inwestycji i zamrażając niski poziom PKB na dziesięciolecia, w wyniku czego WB byłaby teraz skansenem, w najlepszym razie „bogatym” jak Rumunia.

    Poziom życia, jaki teraz mamy, NIE JEST zasługą demokracji, unii europejskiej, kapitalizmu (bo go nie ma), równości ani żadnych innych zdobyczy ostatnich 60 lat. Nasz obecny poziom życia zawdzięczamy wyłącznie technologii. Dzisiejszy rolnik wykarmi siebie, swoją rodzinę i 50 miastowych, a kiedyś przymierał głodem na przednówku. Maszyna zmieli to jego ziarno w pół godzinki, podczas gdy jeszcze 200 lat temu cała wieś w pocie czoła tłukła cepami, żeby zdążyć przed mrozem. Dla przykładu w drugiej połowie XVIII wieku cztery piąte francuskich rodzin wydawało 90% swoich dochodów na chleb. Piekarz też nie wygniata ciasta godzinami, tylko ma przemysłowy mikser, który robi to za niego – samo urabianie ciasta gołymi rękami na jeden niewielki bochenek zajęłoby mu dobre półgodziny.b To, co obserwujemy, jest zatem wzrostem standardów życia wynikającym ze wzrostu gospodarczego ostatnich dekad. Wzrost gospodarczy jest dokładnie jak lokata bankowa: co roku przyrasta nam bogactwa w skali kraju: nowe drogi, wodociągi, samochody, komputery czy telewizory. Technologia pozwala produkować więcej i taniej oraz – co jest swoistym sprzężeniem zwrotnym wynikłym i wpływającym na wzrost gospodarczy – rośnie wydajność pracownika.

  27. @19. Np. Wg. Art. 304. Kodeksu Karnego
    Wyzysk to nic innego jak wykorzystanie przymusowego położenia innej osoby do zawarcia z nią umowy, nakładającej na nią obowiązek świadczenia niewspółmiernego ze świadczeniem wzajemnym.
    Czyli pracownik dostaje w ramach wypłaty, równowartość ceny nici, zużytych do produkcji dóbr sprzedawanych przez koncern z ok. 400% marżą, oczywiście wliczając w koszta dziesiątki, jeżeli nie setki tysięcy kilometrów, pokonanych przez surowce i półprodukty, jak i gotowy produkt. W związku z tym mniej niż 1/400 wartości wypracowanego kapitału zostaje w skolonizowanym kraju, by poprawić byt jego mieszkańców.
    Natomiast hipokryta Powell próbuje rzewnymi śpiewkami w stylu: „Nie płacz z mojego powodu, Kathy Lee! Płacz za mych rodaków, którzy nie mają tyle szczęścia, by dla ciebie pracować”, odwrócić kota ogonem.
    Aż znowu zacytuję Misesa:”Można by powiedzieć, że w takich warunkach istniał ,,nie do pogodzenia konflikt interesów między właścicielami niewolników a niewolnikami”, ponieważ niewolnicy chcieli pozbyć się swego statusu i jego atrybutów. To zawsze oznaczało dla właścicieli stratę.”

  28. “Wyzysk to nic innego jak wykorzystanie przymusowego położenia innej osoby do zawarcia z nią umowy, nakładającej na nią obowiązek świadczenia niewspółmiernego ze świadczeniem wzajemnym.”

    Chcesz z takim wyzyskiem w jakiś sposób przeciwdziałać? Jak określać kiedy tenże wyzysk ma miejsce, a kiedy jeszcze nie.
    Czy rzeczywiście powinniśmy karać kogoś kto chce coś zaoferować — ale za wysoką cenę? Lepiej, żeby w ogóle nic nie oferował?
    Dlaczego w takim razie samemu nie otworzyć się na taki a taki biznes i oferować tę “godziwą” zapłatę?

  29. @piotrt
    „Dlaczego w takim razie samemu nie otworzyć się na taki a taki biznes i oferować tę “godziwą” zapłatę?”

    bo lepiej jest krytykować, a tych co nic nie oferują pośrednio przyczyniając się do śmierci głodowej pozostawić w spokoju.

  30. @Smith
    Marża 400% oznacza, że towar jest 5 razy droższy niż wynoszą koszty, a nie 400 razy droższy.
    Przeprowadzenie owego „wyzysku” to nie jest taka łatwa sprawa. Na świecie jest dużo kapitału, który szuka możliwości pomnożenia. Trafia np. na różne giełdy i jak uda się uzyskać 20% rocznie, to uchodzi to za duży sukces. Gdyby „wyzyskiwanie” pracowników z krajów trzeciego świata było takie łatwe i lukratywne, to te miliardy dolarów nie trafiałaby na rynki spekulacyjne, gdzie ryzyko jest duże i większość traci, tylko by szły na budowę fabryk w biednych krajach, gdzie rzekomo tak łatwo zbić fortunę.

  31. @MB #28

    Uparty. Brniesz dalej…
    Tu masz stopy procentowe:
    http://research.stlouisfed.org/fred2/series/FEDFUNDS
    a tu masz zarobki:
    http://www.workinglife.org/wiki/Wages+and+Benefits%3A+Real+Wages+%281964-2004%29
    Spróbuj uzasadnić wpływ stopy procentowej na wysokość zarobków. Albo podeślij mi link jak za pomocą stopy procentowej wywołać zmienność płacy miedzy np. $2 a $20.
    Ile kosztuje transport kontenera butów do US – $3000 ? To ile to będzie centów w godzinnej produkcji pracownika w Nikaragui?

    No.. Wymyślaj dalej. Odpuszczam ci $1 z różnicy w zarobkach. Co z resztą??

  32. Znakomicie, mamy zatem przykładową definicję wyzysku. Widzimy, że mamy do czynienia z przymusowym świadczeniem niewspółmiernym do świadczenia zwrotnego. Abstrahując już od kwestii rzekomej przymusowości na wolnym rynku, rozpatrując przypadek tzw. sweatshopów hipotetycznie pracownik otrzymuje płacę niższą niż wynosi rzeczywista wartość jego pracy. Pojawia się pytanie: kto i za pomocą jakich kryteriów ma oceniać, czy nastoletnia dziewczyna pracująca w przemyśle odzieżowym w Bangladeszu jest opłacana poniżej wartości? Jeżeli będą to robić urzędnicy bądź komentatorzy witryny mises.pl, pojawi się nieuchronnie problem, o którym wspomniał Balcerek: ile i dlaczego właśnie tak? Jedynym obiektywnym kryterium jest zatem cena równowagi, która powstaje jako efekt relacji popyt-podaż, w tym przypadku pracy i na pracę. W warunkach krajów Trzeciego Świata, gdzie ubóstwo jest powszechne, znaczna liczba ludności oraz niskie nasycenie kapitałem, wartość tej pracy będzie naturalnie dużo niższa niż w krajach rozwiniętych, ma miejsce praca dzieci oraz czas pracy dużo powyżej zachodnich standardów. Dokładnie taka sama sytuacja miała miejsce w nie tak dawnej historii naszej cywilizacji (XIX w.). Próba gwałtownego przeniesienia standardów krajów rozwiniętych do ubogich skończyłaby się katastrofą, a w skali mikro usunięciem z rynku pracy ogromnej części zatrudnionych lub wycofaniem się z inwestycji w danym kraju. Takie są po prostu realia.

  33. @BR #31

    „Hasło-klucz: NISKIE NASYCENIE KAPITAŁEM.”

    Miły esej historyczny i trafne spostrzeżenia: „Technologia pozwala produkować więcej i taniej oraz – co jest swoistym sprzężeniem zwrotnym wynikłym i wpływającym na wzrost gospodarczy – rośnie wydajność pracownika.”. Całkowicie się z tobą zgadzam, i właśnie dlatego kwestionuję bzdury o „niskiej wydajności” wypisywane przez Powella, Jeżeli już, to raczej znalazł bym argumenty za tym, że wydajność robotnic w sweatshopach Nikaragui powinna być wyższa niż w zakładach w US czy w Polsce – większa dyscyplina, niższa średnia wieku wpływająca na wyższą sprawność, silniejsza motywacja do pracy, brak związków zawodowych i restrykcyjnych regulacji, efekt skali produkcji wielkoseryjnej, wszystko to przy współczesnej organizacji pracy i nowoczesnym parku maszynowym z cała pewnością daje im przewagę w wydajności.

  34. @ RR
    „Marża 400% oznacza, że towar jest 5 razy droższy niż wynoszą koszty, a nie 400 razy droższy.”
    No tak, przepraszam, ale przypuszczalnie jeżeli policzymy koszty kredytów, za które wybudowano i wyposażono te fabryki to chyba właśnie tyle w tym kraju tego kapitału zostaje przynajmniej do momentu ich spłacenia, a my znaczy cywilizowana północ, nie sprzedajemy technologii w promocyjnych cenach i nie udzielamy obcym kredytów tanich jak obligacje skarbowe.
    „Przeprowadzenie owego „wyzysku” …”
    Patrząc na indeksy w latach 1997, 2001 albo 2008
    rzekłbym, że 20% to wręcz powalający sukces.
    Tylko, że jak już napisałem zielone papierki same w sobie to nie kapitał i trzeba je na coś wymienić bo inaczej to nawet w piecu nimi nie napalisz. Więc robią za szklane koraliki, które my cywilizowani ludzie z północy wymieniamy np. w wypadku wspomnianego Hondurasu na: drewno, złoto, srebro, miedź, ołów, cynk, rudę żelaza, antymon, węgiel kamienny, ryby i oczywiście tanią siłę roboczą, która to przede wszystkim pozwala koncernom bić rekordy w wydatkach na reklamę, a nam wyrzucać do śmieci szybko wychodzące z mody produkty. Zbuntuje się taki Honduras, to przecież jest np. Irak a jak nie Irak to zniszczymy jakiś inny kraj, żeby dać mu szansę pocieszyć się ochłapami z północnego stołu.

  35. Kraje bez kapitału mogą oferować pracę. Żeby konkurować z krajami posiadającymi kapitał i wyżej wykwalifikowaną siłę roboczą, muszą oferować pracę z dyskontem.

    Właściciele kapitału na zachodzie będą przenosić produkcję do krajów z niską ilością kapitału dopóty, dopóki uda się im mieć z tego korzyść, a więc dopóty, dopóki będzie to bardziej opłacalne niż alokowanie kapitału np. w Europie.

    Wniosek – jeżeli uważa się, że w krajach trzeciego świata panuje wyzysk, należy maksymalnie zliberalizować międzynarodowe przepływy kapitału, towarów i siły roboczej, aby korporacje przeniosły więcej kapitału z krajów zachodnich do krajów trzeciego świata, tym samym zmniejszając różnice w zarobkach między tymi rejonami.

    Dopóki jest pole do wyzysku, a więc wyższych zarobków niż w kraju, gdzie wyzysk jest utrudniony, dopóty korporacje żądne zysku będą tam przenosić produkcję, a opuszczać świat zachodu, czyż nie? :>

  36. „jeżeli uważa się, że w krajach trzeciego świata panuje wyzysk, należy maksymalnie zliberalizować międzynarodowe przepływy kapitału, towarów i siły roboczej, aby korporacje przeniosły więcej kapitału z krajów zachodnich do krajów trzeciego świata, tym samym zmniejszając różnice w zarobkach między tymi rejonami.”

    Otóż to. ų.in. dlatego mega mnie rozkładają wrażliwe społecznie pięknoduchy, którym serca krwawią na widok biedy, a nawet się nie zająkną o „harmonizacji podatkowej”, taryfach celnych, embargach i prawie patentowym.

  37. @jacek
    Dlaczego całą wartość produktu przypisujesz tylko pracownikowi fizycznemu, którego praca polega na wykonywaniu prostych, powtarzalnych czynności i nie wymaga żadnych kwalifikacji. Proces produkcji to tylko jeden z elementów tworzących produkt.
    Pierwszym etapem to budowa fabryki, która wiąże się z importem całości kapitału z krajów rozwiniętych, oraz wysoko wykwalifikowanej kadry budowlanej.
    Do funkcjonowania fabryki potrzebna jest kadra kierownicza i inżynierska której brak jest w krajach trzeciego świata. Trzeba ja zaimportować za niemałe pieniądze w krajów rozwiniętych. Kolejny problem to logistyka, w którym kraju będzie wyższa wydajność w tym obszarze: w kraju rozwiniętym gdzie jest X km dróg na kilometr kwadratowy czy w kraju gdzie tych dróg jest 0,1X. nie wspominając już efektywności samego transportu.
    Wszelkie dostawy surowców czy półproduktów będą pochodzić z importu lub firma będzie musiała zainwestować w kolejna fabrykę.
    Kolejnym aspektem jest ryzyko prowadzenia działalności w biednych krajach. Niewątpliwie znacznie wyższe(korupcja, niestabilne prawo itp) w porównaniu z rozwiniętymi krajami.
    Jest napawano jeszcze masa innych czynników mniejszych i większych które odstraszają przed inwestowaniem w trzecim świecie i których nie wymieniłem.
    Wszystkie te negatywne aspekty zwiększają koszty funkcjonowania co znacząco obniżają wartość końcowego produktu, a więc wydajności pracy robotnika w fabryce.
    Jakie atuty w takim razie mają biedne kraje aby przyciągnąć zagraniczne inwestycje? Pozostaje tylko jeden: tania siła robocza.
    Proste porównanie wydajności pracy robotnika w usa z robotnikiem z ubogiego kraju bez analizy całej otoczki towarzyszącej procesowi produkcyjnemu jest nieporozumieniem.

  38. @Balcerek

    Przestań mi przypisywać opinie, których nie wyrażałem, a następnie polemizować z sobą samym. Po raz kolejny twierdzę, że Powell wypisuje bzdury o wydajności.

    Definicja wydajności jest prosta: „Wydajność pracy (produktywność) jest to ilość dóbr lub usług wytworzonych przez pracownika w jednostce czasu”.

    Abyś nie miał wątpliwości, że nie ma w artykule błędu tłumaczenia, w oryginale po angielsku jest napisane dokładnie tak, jak to przetłumaczono po polsku:
    „Wages are low in the third world because worker productivity is low.”

    A definicja produktywności po angielsku jest taka sama: „Productivity is a measure of output from a production process, per unit of input. For example, labor productivity is typically measured as a ratio of output per labor-hour, an input.” (wiki)

    Jeżeli uważasz, że lepiej wiesz co napisał Powell, to napisz własne tłumaczenie i opublikuj je na stronie IM. Jeżeli natomiast uważasz, że „worker productivity is low” w fabryce w Nikarugui, i dlatego płace są tam ekstremalnie niskie, to daruj sobie dalszą dyskusję ze mną.

  39. ad 44
    Kolega dalej nie widzi, że Powell używa słowa wydajność w innym znaczeniu, niż to zacytowane z wiki? Przypisuje kolega Powellowi opinie, których nie wyraża, a następnie polemizuje z samym sobą. Po raz kolejny twierdzę, że pisze kolega bzdury, jeśli chodzi o znaczenie, w jakim Powell używa słowa wydajność.

  40. @ jacek

    Wydajnosc krawca w Hondurasie w porownaniu z wydajnoscia jego odpowiednika w USA powinno sie mierzyc w odniesieniu do nakladow inwestycyjnych i ryzyka ( te dwie ostatnie kategorie mozesz sobie spokojnie konwertowac na czas i latwo zrozumiesz problem*). Zeby uszyc pare ( lub sto tysiecy par) spodni w Hondurasie trzeba zainwestowac w fabryki, zorganizowac zakupy i transport srodkow trwalych, szkolenie wlasne i zupelnie zielonych pracownikow, nadzor jakosciowy, zarzadzanie, ubezpieczenie od wszelkich ryzyk -(np. walutowego , zwiazanego z lokalnymi czynnikami klimatycznymi, politycznego, etc), transport transgraniczny wyrobow gotowych, magazynowanie i dystrybucje. W tym lancuchu podwyzszone ryzyko pojawienia sie jakiegokolwiek problemu w stosunku do warunkow na rynkach rozwinietych towarzyszy przedsiebiorcy na wiekszosci etapow. Co wiecej, szeroki zakres kosztow towarzyszacych inwestycjom w krajach 3 Swiata nie pojawia sie przy produkcji na rynku lokalnym, w USA czy Europie.

    To co sie placi robotnikom w Hondurasie jest po prostu cena rynkowa ktora odpowiada zapotrzebowaniu na ich prace. Gdyby sama placa sily roboczej byla tak atrakcyjnym magnesem biznesowym to wszyscy, wlaczajac w to bezrobotne gospodynie domowe z Europy, USA rzuciliby sie na wytwarzanie czegokolwiek wlasnie tam. Wzrost popytu na tania sile robocza szybko doprowadzilaby do tego ze place tam zaczelyby gwaltownie rosnac. Tak jednak sie nie dzieje, bo placa robotnika w Hondurasie jest jedynie czescia calego rownania.

    Wydajnosc krawca pod Nowym Jorkiem (oderwana od kosztow) i mierzona iloscia ciuchow jaka jest on w stanie uszyc w ciagu godziny jest moze podobna do wydajnosci robotnikow pracjacych w Hondurasie ale za wygode posiadania go pod nosem musimy zaplacic ekstra. Placimy takze za jego koszty stale (wynajem, kupno przetworzonej zywnosci, transport, przestzreganie norm, skolenie zawodowe). A wszystko w cenach rynku polnocno-amerykanskiego. Jesli teraz mierzona wartosciowo, wydajnosc calego rynku pn-amerykanskiego podzielisz przez licbze mieszkancow, i porownasz je z odpowiednikiem w Hondurasie zauwazysz istotne roznice ( w Hondurasie nie wymysla sie przeciez samolotow, iphonow, procesorow, rolnicy nie uzywaja na taka skale maszyn rolniczych itd). To co dostaje krawiec w USA jest wiec wynikiem jego krancowej produktywnosci na rynku lokalnym w stosunku do zbioru wszystkich obywateli USA.

    Przy zalozeniu ze nie ma elementu snobistycznego czy ideologicznego, rynek podobne produkty wyceni podobnie -niezaleznie od miejsca ich powstania- jednak udzial elementow posrednich skladajacych sie na cene produktu bedzie rozny. Jesli wzrosnie cena pracy w Hondurasie, konsumenci amerykanscy zaczna kupowac produkty made in USA. W tej sytuacji producenci -organizatorzy zagranicznej sily roboczej beda musieli obnizyc swoje marze. Obnizenie marzy oznaczac bedzie tylko jedno – szybko przrzuca sie na dzialanosc w innej branzy ktora bedzie oferowac rynkowa wartosc zwrotu z kapitalu przy podobnym stopniu ryzyka.

    Racje ma Stossel twierdzac, ze sztuczne podwyzszenie placy w krajach trzeciego swiata spowoduje przesuniecie sie popytu na sile robocza w USA, w stopniu proporcjonalnym do dynamiki pierwotnego zjawiska. Aktywista amerykanski ktoremu mamusia i tatus funduja studia na drogiej uczelni, zamiast koszulki za 7 dolarow kupi sobie t-shirt za 25, ale zabraknie mu kasy na kupno gitary lub Martensow. W efekcie bedziemy mieli moze taka sama ilosc koszulek co poprzednio, mniej gwiazd rocka w USA, mniej pracujacych na potrzeby konsumentow w USA szwaczek w Hondurasie, producentow podeszw do ciezkiego obuwia w Indiach i naginaczy listewek do instrumenow muzycznych w Chinach. Zeby uzyskac ten sam efekt mozna po prostu rozdac kase hindusom , afrykanczykom mieszkancowm Hondurasu albo jeszcze prosciej – zeby byc w ogole byc konsekwentnym, otworzyc granice na pelna migracje sily roboczej

    sinepopuli

    * inwestycje = nauka+naklady pieniezne+praca=czas
    *ryzyko= ubezpieczenie+straty+ostroznosc=czas

  41. @ sinepopuli: „albo jeszcze prosciej – zeby byc w ogole byc konsekwentnym, otworzyc granice na pelna migracje sily roboczej”
    Z tego co pamiętam to podstawami wolnego rynku jest swobodny przepływ: 1. towarów, 2. ludzi, 3. kapitału, 4. usług.
    W tym przypadku mamy do czynienia tylko ze zwykłym korporacyjnym merkantylizmem.
    No i wszyscy zapomnieli o jeszcze jednej bardzo ważnej składowej kosztu, o socjotechnice.
    Bo jakoś tak dziwnie pojawiła się korelacja pomiędzy drastycznym wzrostem nakładów na marketing i reklamę, a przenoszeniem produkcji do sweatshopów.
    Obecnie koszty „zaklinaczy rynku” są dużo wyższe od kosztów transportu, inwestycji, szkoleń, produkcji itd. razem wziętych. Natomiast ryzyko wyrzucania pieniędzy w błoto, przy nakładach na marketing i reklamę jest niewspółmiernie wyższe w stosunku do np. wspomnianych klęsk żywiołowych i w dodatku nie można się jeszcze ubezpieczyć od nieskutecznej kampanii reklamowej.

  42. @ sinepopuli
    Witam kolejna osobę, która twierdzi, że Powell napisał co innego niż napisał i która wie, co właściwie chciał Powell napisać.

    Przeczytaj proszę, jego tekst uważnie jeszcze raz. Jest tam akapit „Co determinuje zarobki i wynagrodzenie”. Powell stwierdza, jasno i wyraźnie:
    1) wysokość zarobku pracownika jest niższa albo równa wysokości jego wkładu w zysk netto firmy,
    2) niska wydajność pracowników jest przyczyną niskiej płacy,
    3) aby podnieść wynagrodzenia, pracownicy powinni zwiększyć swoją wydajność,
    4) Powell warunki pracy uznaje jako pozapłacowe składniki wynagrodzenia,
    5) za złe warunki pracy odpowiedzialność ponoszą pracownicy, ponieważ sami rezygnują z tej części wynagrodzenia na rzecz większej pieniężnej części płacy.

    Na tym kończą się wywody Powella. Jeżeli Twoim zdaniem jest tam coś o inwestycjach, kosztach transportu, ryzyku itd. proszę wskaż mi konkretny cytat, który przeoczyłem.

    Tak na marginesie: „Wydajnosc krawca w Hondurasie w porownaniu z wydajnoscia jego odpowiednika w USA powinno sie mierzyc w odniesieniu do nakladow inwestycyjnych i ryzyka”. To twoje zdanie. Na razie wydajność mierzy się po staremu.

  43. @Smith
    Przenoszenie produkcji do krajów rozwijających się równa się spadek kosztów produkcji. Zaoszczędzone środki firmy inwestują w taki sposób, aby uzyskać jak największą stopę zwrotu. Widocznie reklama się opłaca. Co w tym złego?

  44. @ smith zapewniam cie ze ostatnimi ktorzy beda protestowac za otwarciem rynku na przeplyw ludzi beda przedsiebiorcy ktorzy jakos sobie tam poradza z konkurencja miewykwalifikowanej sily roboczej, a pierwsi wrzask podniosa socjalisci, specjalisci od podzialu dochodu narodowego, tzw hipisowscy inteligenci, teoretycy lingwistyczni, zwiazki zawodowe i ci ktorych byt zalezy od uprzywilejowanego przez Panstwo udzialu w jakies tam grupie zawodowej. Pojawienie sie rzeszy afrykanczykow w jakimkolwiek kraju w pierwszej kolejnosci uderzyloby w tych wszystkich ktorzy sa na tzw cieplych posadkach i zagroziloby poziomowi zycia rodzimej klasy roborniczej – a te grupy stanowia glowny elektorat lewicy. Po prostu drastycznie spadlby popyt na ich uslugi lub cena za nie.

    Gdyby nie wysilki zaklinaczy rynku ludzie zamiast wspomnianych martensow czy nike kupowaliby
    wiersze klasykow romantyzmu lub czytaliby pismo swiete. A ci w Hondurasie zamiast w bawelnianych spodniach i koszulkach biegaliby podwiazani liscmi od banana. Po prostu, nie byloby popytu na ich prace przy krosnach, maszynach do szycia czy w farbiarniach skor.

  45. @DG
    #47
    Przez względu na litość, lepiej nie powoływać się na ten wpis. Rozprawili już się z nim zresztą komentatorzy.

    Carden pisze tam na przykład:
    „niewielkie płace nie są spowodowane chciwością międzynarodowych korporacji, ale niską produktywnością pracowników”,
    „Kiedy rozpatrujemy decyzje o [przeniesieniu do Chin] produkcji podejmowane przez firmy, płace nie są rzeczą najważniejszą.”,
    I mój osobisty, absolutny HIT!!
    „Jeśli amerykański pracownik potrafi wyprodukować w ciągu godziny 120 jednostek, gdy w tym samym czasie chiński pracownik może wyprodukować tylko dwie jednostki, wtedy to produkcja w USA okazuje się tańsza.” (aby nie było wątpliwości – Carden pisze tutaj o współczesnym świecie, nawiązuje do przykładu produkcji samochodów)

    p.s.
    Błagam. DG nie tłumacz mi, że produkcję przenosi się do krajów low cost NIE z powodu niskich kosztów pracy, że produktywność to NIE jest produktywność tylko bla, bla, bla,.. i że robotnik w US może być 60 razy wydajniejszy, nieeeeee… litości.

  46. @52
    czy ty celowo dokonujesz manipulacji tekstem czy po prostu nie rozumiesz dalszego rozwinięcia cytowanej tezy?

  47. @ 51 „przedsiebiorcy ktorzy jakos sobie tam poradza z konkurencja miewykwalifikowanej sily roboczej”
    „Interesy przedsiębiorców nigdy nie mogą być rozbieżne z interesami konsumentów. ” – L. von Mises Liberalizm w klasycznej tradycji.
    W wypadku „sweatshopów” granice państwowe uniemożliwiają pracownikom-wytwórcom zostanie konsumentami. Dlatego jest to zwyczajny wyzysk, bo taka sytuacja pozostawia zatrudniające ich korporacje bez jakiejkolwiek kontroli ze strony pracowników, co z kolei wymaga uprawiania bajkopisarstwa w stylu Powella o „wydajności pracowników” głównie po to, żeby konsument nie poczuł się źle nabywając wyprodukowane i rozreklamowane dzięki neokolonializmowi produkty.

    @ 51 „Po prostu drastycznie spadlby popyt na ich uslugi lub cena za nie”
    Może zamknijmy to błędne koło, bo gdyby tak się stało, to automatycznie i równie drastycznie spadłaby ilość konsumentów wyprodukowanych dóbr, a wtedy cały zgromadzony przez przedsiębiorców zadrukowany papier udający kapitał szybciutko stałby się wart mniej od drewna na opał.

    @ 50 i 51 Co do „zaklinaczy rynku” to przyjrzyj się np. takiemu szybko zapomnianemu przez neoliberalnych apologetów fenomenowi pt. Marlboro black friday.

    @ 50 Natomiast co do gdybania to można gdybać na co najmniej dwa sposoby, jeżeli jako fundament gdybania przyjmie się, że coś powstało dzięki czemuś, albo że zaistniało pomimo tego czegoś.

  48. @Balcerek #53
    Napisałeś że jestem albo głupi albo wrednie manipuluję. Z pokorą przyjmuje do wiadomości twoje zdanie o mojej osobie (osobiście wolał bym merytoryczna dyskusję zamiast tupania nogą i obrażania się na innych).

    Oświeć mnie proszę, jakie jest praktyczne zastosowanie „dalszego rozwijania tez” postawionych na podstawie nieprawdziwych założeń?

  49. @W wypadku „sweatshopów” granice państwowe uniemożliwiają pracownikom-wytwórcom zostanie konsumentami.

    No nie bardzo…przytoczeni w przykladzie robotnicy w Hondurasie nie beda automatycznie korzystac ze wszystkich dobrodziejstw dostepnych w ramach granic celnych USA, ale bilans korzysci wynikajace z wlaczenia sie do wymiany miedzynarodowej wzrosnie w stosunku do stanu ex post. Uzywajac przykladu z polskiego podworka, w przypadku willi w Konstancinie granice jej scian uniemozliwiaja na ogol sprzataczkom z Ukrainy zasiazc wspolnie z rodzina wlasciciela do stolu…nie przeszkadza to jednak korzystac z dobrodziejstw zatrudnienia za stawke kilkakrotnie wyzsza niz w swoim kraju mimo ze sam wlasciciel nie tknalby tej pracy za taka stawke kijem. No niestetu tak ten swiat jest urzadzony…do momentu az nie zamienimy go w komune ( ale w tym procesie nikomu pomagac juz nie bede). W kwestii wydajnosci sprawa jest oczysista, chodzi o wydajnosc mierzona krancowa uzytecznoscia robotnika w kraju x vs jego odpowiednika w kraju Y.

    @ „moze zamknijmy to bledne kolo…”nie w tym rzecz ze spadlby popyt, ale ze nastapiloby przesuniecie popytu na prace z uprzywilejowanych grup na grupy imigrantow swiadczace uslugi po cenach rynkowych. W kolejnosci te pierwsze grupy musialyby wziazc sie do roboty zeby skutecznie konkurowac z imigranatami o zdobycie srodkow do zycia. Spadlaby cena pracy i w kolejnosci ceny produktow koncowych (korzysc dla konsumenta). W kolejnosci spadlby popyt na darmozjadow z nadbudowy biurokratycznej.
    @”Black Friday” i co w zwiazku z tym? popyt jest zawsze wtorny w stosunku do podazy ( pc, iphone, ipad, facebook zeby siegnac do najnowszych przykladow). Zastopowanie mozliwosci agresywnej reklamy w telewizji znacznie ograniczylo w USA i Europie mozliwosc pozyskiwania nowych konsumentow. W tej sytuacji rynek na papierosy zaczal sie kurczyc w panstwach wysokodochodowych, a w panswtach gdzie te reklamy byly ciagle dozwolone np. Honduras itd napotykano no doskonale elastyczny rynek gdzie tanszy substytut wygrywal na ogol z markowym produkterm Philip Morris.

    @ co do gdybania…przykladow ktore moga pomoc w uporzadkowaniu mysli w tym zakresie jest sporo, np. Korea Pd vs Korea Pn, eksploatowane Chiny vs ‚wolna’Kuba etc.

  50. @ 56
    @”ale bilans korzysci wynikajace z wlaczenia sie do wymiany miedzynarodowej wzrosnie w stosunku do stanu ex post.”
    Dobrze, że nie do „stanu ex-ante”.
    @”chodzi o wydajnosc mierzona krancowa uzytecznoscia robotnika w kraju x vs jego odpowiednika w kraju Y.”
    Prawo Gossena jak i użyteczność krańcowa Mengera czy użyteczność marginalna Wiesera o ile sobie przypominam to akurat z wydajnością pracownika mają mniej wspólnego niż kanciarze z Kantem.
    @”nastapiloby przesuniecie popytu […] spadlby popyt na darmozjadow z nadbudowy biurokratycznej.” […] ”Black Friday” i co w zwiazku z tym?”
    Lepiej najpierw dowiedzieć o czym chce się mówić a dopiero później sądy wyrażać, zaś „co do gdybania…przykladow” to naprawdę szkoda prądu.

  51. @ 56. „popyt jest zawsze wtorny w stosunku do podazy”

    L. von Mises – Liberalizm w klasycznej tradycji: „Przedsiębiorca prosperuje tym lepiej, im lepiej UPRZEDZA życzenia konsumentów”

  52. Drodzy komentatorzy, prosiłbym o to żeby argumentacja odnosiła się do meritum dyskusji i nie atakowała innych argumentami ad personam.

  53. @58
    Oba stwierdzenia uzupełniają się wzajemnie. Naprawdę nie wiem, czego chciał Pan dowieść.

    Poza tym, nadal używa Pan pojęcia wyzysk, chociaż tłumaczyłem, że jest ono w tej sytuacji używane bezpodstawnie.

  54. @ 60
    Po co lepiej uprzedzać coś co jest rzekomo wtórne?
    @ „kto i za pomocą jakich kryteriów ma oceniać, czy nastoletnia dziewczyna pracująca w przemyśle odzieżowym w Bangladeszu jest opłacana poniżej wartości?”
    Np. z tych 70 h/w i cytatu z „Prakseologia: metodologia Szkoły Austriackiej” Rothbarda o „fundamentalnym aksjomacie działania […] jak ten, że jednostki się różnią, i że LUDZIE TRAKTUJĄ CZAS WOLNY JAKO WARTOŚCIOWE DOBRO”. Chociaż już tłumaczyłem, że jest ono w tej sytuacji używane jak najbardziej zasadnie.

  55. @ smith
    -ex ante – no ciesze sie ze rozumesz o co mi chodzi…

    -uzytecznosc krancowa- koncepcja jet prosta i dotyczy zadowolenia lub korzysci uzyskiwanych z konsumpcji produktu lub uslugi ( zadowolenie z pracownika mozna przeciez najprosciej zmierzyc osiagana przez niego wydajnoscia pracy). Ze wzgledu na wysoki stopien organizacji, mechanizacji, automatyzacji i komputeryzacji srodkow produkcji, zatrudnienie nowego pracownika na terenie USA przyniesie srednio wiecej korzysci na jednostke czasu jego pracy niz zatrudnienie jego odpowiednika w Hondurasie przy zalozeniu ze w mniej rozwinietym kraju nie dokonujemy zadnych zmian w parku maszynowm i organizacji pracy. Innymi slowy, srednia uzyteczosc krancowa robotnika w USA bedzie wyzsza. Zeby teraz wyrownac uzytecznosc krancowa pracownika Hondurasu i USA trzeba w wypadku Hondurasu zastosowac odpowiedni mixt czynnikow produkcji (czesciowo pokrywajacy sie z obecnym na rynku rodzimym, a czesciowo wykraczajacy poza ten zakres, o czym ja i jacek pisalismy wczesniej) i zaplacic premie za ryzyko ponoszone na kazdym etapie jego wdrozenia. Mozesz sie uprzec i powiedziec ze premii tej placic nie bedziesz, bo zyczysz sobie zaplacic wiecej robotnikom w Hondurasie, ale w takim razie ktos na jakims etapie tego calego procesu ( np. kwalifikowany manager, lokalne wladze czekajace na wybudowanie zajezdni autobusowej kolo stawianej przez ciebie stacji benzynowej, armator) moze sie na ciebie wypiac tylko dlatego ze woli wejsc w ukad z kims kto zaplaci mu wiecej.
    ‚lepiej jednak dowiedziec sie’ oczysiscie ze lepiej… to ze PM obnizyl w konsekwencji ceny na swoje produkty (ze skutkiem wiadomym) nie zmienia faktu z byl to proces wtorny do zjawiska wokol ktorego toczy sie dyskusja. To co zrobil PM bylo jedynie zmiana strategii rynkowej z ‚diferentiation’ na ‚cost leadership’. Skoro rynek na produkty premium gwaltownie sie skurczyl, alternatywa dla tej firmy bylo albo zamkniecie ksiazek i fabryk albo zmiana modelu biznesowego. W okresie przed wprowadzeniem zakazu reklam i skurczenia sie tradycyjnych rynkow na produkty premium, istnialo jednak miejsce dla obu segmentow. Co wiecej Philip Morris kupowal tyton w panstwach trzeciego swiata i panstwa te dodatkowo uprawialy tyton na potrzeby tanich marek lokalnych. Zaklinanie rynku generowalo i podtrzymywalo popyt na produkt finalny do chwili w ktorej regulatorzy nie przykrecili palnikow. Jakby na to nie spojrzec, ograniczenie pola do harcow dla ‚zaklinaczy’ doprowadzilo w efekcie do skurczenia sie popytu na prace w krajach trzeciego swiata. Nie ma znaczenia czy Nike czy Marlboro czy Tampax- efekt bedzie ten sam.

    „Przedsiębiorca prosperuje tym lepiej, im lepiej UPRZEDZA życzenia konsumentów”
    ditto! twierdzenie ze podaz jest pierwotna w stosunku do popytu jest rownowazne z twierdzeniem ze popyt jest wtorny w stosunku do podazy. Popyt na lampe naftowa byl zerowy przed narodzeniem Lukaszewicza…

    …A pradu to rzeczywiscie szkoda na gloszenie niespojnej filozofii w stylu ‚wedrujacego swiata’ lub ‚no logo’

  56. @61
    Sens obu wypowiedzi jest tożsamy.

    Co do „wyzysku”, nie podał Pan żadnej konkretnej wyceny i myślę że zgodzimy się co do faktu, że narzucenie jej odgórnie jest zwyczajnie niemożliwe.

  57. @ 62. uzytecznosc krancowa-zadowolenie z pracownika.
    Tak, tak pierwszy nabór jest noszony na rękach i dostaje $0.2/h a każdy kolejny zatrudniony $0.15/h i kopa po skończonej robocie. Cóż powiadają, że: potrzeba matką wynalazków jest, więc pewnie dlatego jak nie gdybanie to bajdurzenie czytam dla odmiany. Dziękuję, naprawdę już nie mam pytań.

  58. @ 63 przyjmując „a prioryzm impozycyjny” jak najbardziej po prostu mamy odmienne kategorie i po sprawie. Gorzej z tym refleksyjnym.
    Co do wyzysku to zgodzę się, ale jednak narzucenie stawki odgórnie jest trochę mniej niemożliwe niż oddolnie.
    Nie rozumiem dlaczego próbujecie usprawiedliwiać coś zasadami wolnego rynku, akurat tam gdzie on nie istnieje.

  59. @Smith „Po co lepiej uprzedzać coś co jest rzekomo wtórne?” Po to ze poruszamy sie jak mniemam w sferze kulturowej ktora postep rozumie tak jak to zostalo przedstawione w przypowiesci o talentach i im podobnych. Dzieki temu, ipad
    w stosunku do tablicy uzywanej przez dzieci wrzesinskie stanowi nastepny krok na dlugiej drodze wiodacej do podboju kosmosu czy rozwiklania tajemnicy zycia.

    W odroznieniu od obszaru filozoficznego wyznaczonego swiadomoscia hinduskiego guru, ktory w poszukiwaniu nirwany stoi dlugie godziny na wlasnej glowie (czasem zakopanej w piasku); lub tez, z uporem maniaka odmawia sobie przez szesc dni w tygodniu posilkow i wody maksymalnie -w swoim rozumieniu-korzystajac z „czasu wolnego jako wartosciowego dobra”…

  60. Tylko wysokie zyski przedsiębiorców, którzy zainwestowali w biednych krajach mogą przyciągnąć kolejnych przedsiębiorców, dzięki czemu nastąpi konkurencja o pracowników i poziom płac wzrośnie. Gdyby pracownikom w biednych krajach od razu płacono podobnie jak w bogatych, napłynęłoby niewiele kapitału (bo po co ryzykować i ponosić inne trudy) i zyskałaby tylko garstka pracowników.

  61. @64…i dlatego w Chinach ci pracownicy ktorym placa dzis $0.15 za godzine masowo przesiadaja sie z rowerow na samochody, a Korea Pd (gdzie wg tego scenariusza,srednie stawki spadly juz dawno ponizej jedneego centa za godzine) dyktuje warunki na globalnym rynku stoczniowym czy elektronicznym

  62. Bzdury o rzekomo niskiej wydajności pracowników w „trzecim” świecie są powtarzane w tekstach IM wielokrotnie. Zwięźle i precyzyjnie opisał to Jacek. Jeżeli więc to powtarzacie to prosiłbym bardzo o jakieś rzeczywiste dane o tej wydajności, np. jeden robotnik w Hondurasie wytwarza tyle, a tyle butów /godzinę, a w USA tyle. Powtarzanie tych bzdur dowodzi, że niestety IM niczego się nie uczy, czyżby brakowało wolnorynkowych tekstów na poziomie??
    Wyzysk jest w-g mnie faktem, ale nie widzę żadnego rozwiązania poza otwarciem granic, przynajmniej dla przepływu towarów i kapitału, tak jak pisał Stanisław Kwiatkowski.
    Pozdrowienia Mergiel

  63. ad Mergiel
    Polecam wyjaśnienia semantyczne z komentarzy nr 21 i 24. Tak poza tematem lekko – w USA są jeszcze jakieś fabryki butów?

  64. @Mergiel
    „Jeżeli więc to powtarzacie to prosiłbym bardzo o jakieś rzeczywiste dane o tej wydajności”

    przeczytaj mój komentarz oraz inne. na końcową wartość produktu nie składa się tylko i wyłącznie fizyczna wydajność pracownika przy maszynie ale cała masa innych elementów które towarzyszą produkcji. Dokonujesz zawężenia problemu i wyciągasz błędne wnioski.

  65. Załóżmy na chwilę, że Powell nie napisał o fizycznej wydajność pracownika, ale chciał pokazać sweetshopy w szerszym ekonomicznym kontekście.

    Powell obciąża winą pracowników w Trzecim Świecie za niską wydajność. Jego zdaniem, sami są sobie winni. Jak to na nowo zrozumieć, mając na myśli szerszy ekonomiczny kontekst? Powell napisał także, że pracownicy powinni podnieść wydajność aby ich płace wzrosły. Jak to rozumieć w „szerszym kontekście” a nie dosłownie? Mają ulepszać światową gospodarkę a nie zwiększać wydajność przy maszynie?

  66. ad jacek
    Mogą np. nauczyć się czegoś, co jest przez firmy bardziej pożądane niż prosta, mechaniczna praca; przenieść się do miejsca (o ile to możliwe), gdzie ich wydajność jest wyższa etc.

  67. @49 Jacek ja jedynie rozwijam Mysli Powella piszac w zasadzie o tym samym.
    ref1.Udzial pracownika w wypracowanym zysku netto ma scisly i generalnie antagonistyczny zwiazek z wielkoscia inwestycji w srodki produkcji i ich organizacje. Operator stutonowej koparki w Nevadzie przerzuci dziesiec tysiecy razy wiecej ziemi w ciagu godziny w porownaniu ze swym kolega zatrudnionym przy machaniu lopata w tym samym stanie. Nie oznacza to jedak ze wynagrodzenie operatora bedzie tysiac razy wieksze- bedzie to gora 50-100%. Relacja ta sie zmieni jesli to operator bedzie wystepowal rownoczesnie w roli operatora, inwestora i organizatora, a przedmotem jego inwestycji nie bedzie lopata, ale kopara.

    Wielkosc wydatkow inwestycyjnych jet zalezna takze od ich lokalizacji i rosnie wraz ze wzrostem ryzyka. Ryzyko prowadzenia dzialalnosci gospodarczej w Hondurasie jest dla przedsiebiorcy amerykanskiego wyzsze niz w USA (transport transgraniczny, ryzyko polityczne, walutowe, klimatyczne). Ryzyko w skali mikro mozna z kolei rozwazac mowiac roznicach w poziomie kultury technicznej, organizacyjnej i sanitarnej w kontekscie oceny zatrudnionych pracownikow.

    ref 2. i 3.- wydajnosc pracy nie mierzy sie na pale – czyli ile bananow jest ktos w stanie zerwac z drzewa w ciagu godziny, ale takze czy posiada on umiejetnosci samodzielnego uruchomienia i obslugi maszyn w procesie obrobki i transportu tych bananow, naprawienia drobnych usterek, wypelnienia formularzy raportow, ew. wyslania maila do kierownika, wykonania telefonu do kontrahenta w celu rozwiania watpliwosci, rozumienia i przestrzegania przepisow fedralnych, branzowych, higienicznych, bhp, szybkosci reakcji na sytuacje awaryjne, elastycznosci w obsadzeniu innych stanowisk pracy w tej samej firmie (bez koniecznosci zatrudnienia dziesieciu dodatkowych osob do wykonania wyzej wymienionych zadan)…Bez watpienia pierwszy lepszy Amerykanin bedzie mial o wiele wieksze szanse niz mieszkaniec Hondurasu zeby podolac problemom na dowolnym miejsu pracy.

    Inwestycje= wzrost wydajnosci: jesli zrywacz bananow zainwestuje w edukacje, zakup plantacji i maszyn ( nawet przy zalozeniu istnienia jednoosobowych farm) to automatycznie wydajnosc jego pracy wrosnie. Pojawienie sie stu takich jak on powoduje ze inwestorzy zaczynaja miec problemy z zatrudnieniem pracownikow po starej, niskiej stawce i albo opuszczaja rynek, albo podwyzszaja stawke godzinowa. Taka sytuacja wystepuje o wiele powszechniej w USA, Europie niz w trzecim swiecie (pp.2 i 3). Mieszkaniec USA ma
    przecietnie sto razy wiecej mozliwosci znalezienia bardziej intratnego zajecia niz mieszkaniec Hondurasu ( wyznacza to ogolny poziom edukacji, otwartosc sciezki edukacyjnej, dostep do maszyn, srodkow transportu, kapitalu) dlatego wlasciciele fabryk, zakladow i biur musza mu placic na tyle duzo zeby nie podjal decyzji alternatywnych w zakresie samozatrudnienia. Jego cena jest wyznaczona ksztaltowaniem sie rynkowych czynnikow popytu i podazy na jego prace na terytorium USA .

    @62 „ja i jacek pisalismy wczesniej” mialem na mysli oczywiscie Balcerka…

  68. @ Mergiel #69
    Proszę bardzo.
    Wystarczy poszukać opracowań o TFP (total factor productivity). TFP w przeciwieństwie do prostej wydajności jest miarą całkowitej wydajności z uwzględnieniem różnic w rozwoju infrastruktury pomiędzy krajami i lokalnych warunków ekonomicznych. Jest to więc miara oddająca dokładnie postulat „patrzenia na wydajność w szerokim kontekście”.

    Na przykład tutaj: „The Evolution of TFP in Latin America”
    http://www.eea-esem.com/files/papers/EEA/2010/783/LatinAmericaTFP.pdf
    Opracowanie z 2009, zawiera także porównanie do wschodniej Azji.

    Lub tutaj: „International Productivity Differences, Infrastructure, and Comparative Advantage”. Amerykańskie opracowanie z 2002 r. na temat TFP, stare dane z 1989
    http://www.econ.yale.edu/seminars/develop/tdw02/yeaple-021216.pdf

    Zapoznanie się z kilkoma zestawieniami rozbija w pył tezy wypisywane przez Powella a także pokazuje, że argumenty w jego obronie są niesłuszne, nawet jeżeli założymy, że Powell nie miał dosłownie wydajności na myśli.

  69. @jacek
    powoływanie się na statyczne dane nie jest w stanie zaprzeczyć prawom ekonomicznym które opisują dynamiczne procesy gospodarcze.

  70. @ jacek
    Koledzy z Pensylvanii tworza model w oparciu o inne modele i jakies tam dodatkowe zalozenia upraszczajace i stale wyciagniete z kapelusza zeby na wyjsciu zaglowac wnioskami. Nawet na tym poziomie abstrakcji, brak jest niestety rozwazan jak ksztaltowaly sie zmiany strukturalne w poszczegolnych sektorach gospodarek w roznych krajach na dynamike poziomu GDP, wydajnosci itp, nie ma raczej nic o czynnikach organizacyjnych, popytowo-podazowych i ich wplywie na koszty inwestycji). Na koncu dochodza do wnioskow ze w latch 1960-1970 ten sam element w wyjasnieniu czegos nie mial znaczenia zeby pozniej tego znaczenia nabrac. Ciekawe jest takze to, ze podane przez nich wyniki Wenezueli i Chile w tabeli 4 raczej przecza glownej tezie calej pracy i nie pomoze tu raczej zaden adjustment surowcowy.

    No i zeby odniesc sie do najwazniejszego, czyli rozbicia w pyl tez Powella… ta konstatacja przypomina impresje barana ktory zaraz po tym jak huknal glowa w mur, zobaczyl gwiazdy i troche pylu pomyslal sobie zamroczony: „ale mu przywalilem, za chwile sie zawali”

  71. Ad. Balcerek, rozumiem, że jeżeli hipoteza Powella jest sprzeczna z rzeczywistością, to tym gorzej dla rzeczywistości.
    Od IM wymagam aby publikował teksty stosujące podstawowe zasady prowadzenia rzeczowego wyjaśniania problemu: jest hipoteza lub twierdzenie następnie dowód oparty na zasadach logiki i weryfikacja w postaci konfrontacji z rzeczywistością. Konieczne jest również precyzyjne definiowanie używanych w tekście pojęć, aby uniknąć nieporozumień i ułatwić czytanie takim laikom ekonomicznym jak ja.
    Szanowni zwolennicy Powella rozszerzyliście pojęcie wydajności ale dalej nie podaliście żadnych faktów czy liczb pozwalających udowodnić waszą tezę. Porównywać mamy przecież wydajność robotników posługujących się tymi samymi narzędziami. Prawdą jest to, że przedsiębiorcy ponoszą ryzyko związane z inwestycją w niestabilnym lub źle zarządzanym kraju, ale prawdą jest również, że ordynarnie korumpują władze w tych krajach, które przy pomocy policji, wojska czy innych służb tłumią wszelkie objawy niezadowolenia wśród pracowników, czy też pozwalają na zatruwanie środowiska naturalnego, czy rezygnację z zasad bezpieczeństwa w pracy, w stopniu niedopuszczalnym w żadnym rozwiniętym kraju, a są to przecież pokaźne oszczędności (nikt z was tego nie wymienił przy formułowaniu waszej szerokiej definicji wydajności). Ze swojej działki mogę podać przykład, otrzymałem ofertę pracy w GB gdzie robiłbym dokładnie to samo co robię w Polsce tyle, że za 5x większe wynagrodzenie, według Powella moja wydajność musiała by wzrosnąć w GB 5x
    i w przeliczeniu na pieniądze jakie płacą za takie usługi w GB ma on rację, ale sytuacja się zmienia jeżeli ja pozostał bym w Polsce ze swoim dotychczasowym wynagrodzeniem, tylko mój pracodawca sprzedawałby moje usługi w GB za tamtejsze ceny. Wtedy moja wydajność w przeliczeniu na pieniądze za usługę wzrosła by 5x ale ja bym tych pieniędzy nie zobaczył. Ponieważ jednak żyję w Polsce,a nie w Hondurasie, i mam wiele alternatyw(np wyjazd do GB), to jak tylko bym się o tym dowiedział ogłosiłbym strajk (co zresztą raz z pozytywnym dla siebie skutkiem zrobiłem) Proszę wybaczyć za nie fachową ale mam nadzieję powszechnie zrozumiałą terminologię.
    Pozdrowienia Mergiel

  72. ad Mergiel
    Powell wyraźnie pisze o wydajności jako o wkładzie do dochodu przedsiębiorstwa. Jeśli pracownicy zarabiają w analizowanych branżach/ zakładach lepiej niż gdzie indziej, to wskazuje na to, że w sweatshopach akurat ich wydajność jest najwyższa. Powtórzę także wypowiedź RR: „Na świecie jest dużo kapitału, który szuka możliwości pomnożenia. Trafia np. na różne giełdy i jak uda się uzyskać 20% rocznie, to uchodzi to za duży sukces. Gdyby „wyzyskiwanie” pracowników z krajów trzeciego świata było takie łatwe i lukratywne, to te miliardy dolarów nie trafiałaby na rynki spekulacyjne, gdzie ryzyko jest duże i większość traci, tylko by szły na budowę fabryk w biednych krajach, gdzie rzekomo tak łatwo zbić fortunę.” Jeśli pracownicy w sweatschopach byliby opłacani poniżej wydajności, to sweatshopy mnożyłyby się jak grzyby po deszczu. To mym zdaniem wystarczające dowody.

  73. @MB &RR „Na świecie jest dużo kapitału…” -Trafione w punkt, Ten jeden komantarz wyjasnia wszystko, elegancko i bez bolu:)

  74. Ad MB
    „Gdyby „wyzyskiwanie” pracowników z krajów trzeciego świata było takie łatwe i lukratywne, to te miliardy dolarów nie trafiałaby na rynki spekulacyjne, gdzie ryzyko jest duże i większość traci, tylko by szły na budowę fabryk w biednych krajach” Nieprawda. Ludzie po prostu lubią uprawiać hazard.
    „Jeśli pracownicy w sweatschopach byliby opłacani poniżej wydajności, to sweatshopy mnożyłyby się jak grzyby po deszczu. To mym zdaniem wystarczające dowody.” to żadne dowody, bo wydajność pracownika, a trudność w założeniu fabryki to dwie różne sprawy, które mogą mieć punkty wspólne, ale się nie pokrywają. Dalej brak rzeczywistych danych.
    Pozdrowienia Mergiel

  75. ” trudność w założeniu fabryki to dwie różne sprawy”

    między innymi właśnie ta trudność w założeniu fabryki wpływa na wartość produktu finalnego, czyli rzutuje na wydajność.

  76. @ 81
    Efekty owczego pędu i snobizmu – Leibensteina, paradoks Giffena i paradoks Veblena. To najwidoczniej herezje czy jak?
    @ 82 – 83
    Statystyka nie może podobno dowieść niczego poza przyjętymi założeniami wg. których dane statystyczne są interpretowane ze względu na złożoność badanego „doświadczenia historycznego”.
    zob. Ludwig von Mises, np.: „Uwagi o matematycznym podejściu do problemów ekonomicznych”.
    @ 84. „trudność w założeniu fabryki wpływa na wartość produktu finalnego” wygląda na to, że po błądzeniu wokół „krańcowości” wszelkich, przyszedł czas na Marksa i „wartość dodaną”.

  77. @81 kolega moze zapomnial ze paradoksy Giffena, Veblena czy tez teoria Leibensteina ulegaja silnemu ograniczeniu czasowemu i dotycza wybranych segmentow rynku, opisujac raczej anomalie niz szerokie prawidlowosci. W ujeciu dynamicznym i makro (po uwzglednieniu obecnosci substytutow, alternatywnych grup konsumenckich, czy tez wzrostu podazy pieniadza), wymienione paradoksy wpisuja sie doskonale w prawo popytu i podazy. Rynek inwestycji i sily roboczej nie ogranicza sie do Hondurasu czy Chin, ale jest rynkiem globalnym, w tym sensie dotyczy takze wszystkich innych krajow III swiata. Na dodatek, stanowii on pewnego rodzaju kontinuum ktore rozpoczyna sie w USA Katarze lub Niemczech, przechodzi przez Polske i Ukraine, a konczy w Burundi czy Zimbabwe.

    Gdyby bylo tak, ze wredni kapitalisci nie mysla o niczym innym jak o wycisnienciu ostatniego grosza z biednej robotniczej duszy, popyt na sile robocza w Demokratycznej Republice Kongo czy Burundi bylby stratosferyczny. Po co placic robotnikowi w Chinach dziesiec razy wiecej, kiedy koles przy maszynie do szycia w Burundi ( majacy ta sama wydajnosc mierzona iloscia kopniec z buta na jednostke czasu) zrobi te sama robote znacznie taniej. Obecnie GDP per capita w Chinach wynosi ok.$6800, a w Burndi ok. $400).

  78. @ 86. Napisałeś, że koszty środków trwałych muszą być zbilansowane siłą roboczą i tak mi się skojarzyło bo u Marksa wartość produktu finalnego czyli m/w. cel produkcji = środki trwałe + siła robocza + wartość dodana. Trzeba z którejś kupki ująć, ale żeby się opłacało. to nie można z tej trzeciej.
    Wcześniej napisałeś, że sytuacja krańcowy koszt zatrudnienia = krańcowej produktywności PRACY oznacza koniec zatrudnienia, co jest prawdą tylko, że ni jak nie zależy od pracowników, którzy mogą sobie żyły wypruwać i stać przy maszynie po 120 h/w bo maszyna i tak nie przeszyje więcej od podanej w specyfikacji ilość materiału.
    Problemem nie jest sugerowana „wydajność PRACOWNIKA” tylko stopa zwrotu zupełnie nie zależna od pracowników.
    Natomiast wspomniane przez Powell’a „ukierunkowane na podniesienie wydajności” wymaga zainwestowania w technologię produkcji co oznacza niższą stopę zwrotu do czego nikt się specjalnie nie pali bo niby po co?
    Lepiej tłumaczyć naiwnym konsumentom, że tonący powinien być wdzięczny za podanie mu brzytwy. Natomiast już zupełnie nie istotnym jest fakt, że podający przedziurawił wcześniej tonącemu łódkę.

  79. @85
    „Efekty owczego pędu i snobizmu – Leibensteina, paradoks Giffena i paradoks Veblena. To najwidoczniej herezje czy jak?”

    prawo podaży i popytu mówi że jeśli cena wzrośnie to spadnie jego spożycie, pod warunkiem że wszystkie inne czynniki(które wpływają na pypyt) będą niezmienne. udowodnij że podczas badania w których zaobserwowano tej paradoksy zasada ceterisu paribus została zachowana.

  80. @85 niezmiennym czynnikiem w naukach społecznych to jest np. grawitacja. Oczywiście ceteris paribus wykluczając astronautów przy pracy.

  81. @ ‚trzecia kupka’: wysilek organizacyjny, koszty ryzyka, know-how, koszty kapitalu, itd. moze kolega sobie odejmowac – powodzenia.

    @ ‚srednia wydajnosc pracownika’ wzrasta dzieki inwestycjom w technologie i ale takze w edukacje, oraz przejmowanie inicjatywy gospodarczej. Jak zachodza wszystkie te procesy obserwujemy juz od kilkudziesieciu lat w Chinach, ktore jescze na poczatku lat 90-tych XX wieku byly w calosci jednym wielkim sweatshopem. Jak jest dzisiaj, mozna sobie poogladac tu:
    http://www.made-in-china.com/prod/catlist/

    @”brzytwa, dziurawa lodka”- na widzenia z dziurawa lodka w tle najlepszy jest napar z dziurawca…

  82. @86
    „Oczywiście ceteris paribus wykluczając astronautów przy pracy”

    jaki związek ma praca austonautów z prawem popytu i podaży? bez składu i ładu

  83. Rozumiem, że Tajki są mniej wydajne jako prostytutki od Europejek i dlatego biorą za usługę mniej?
    Pozdrowienia Mergiel

  84. @95 Z perspektywy konsumentow zagranicznych, do rownania nalezy doliczyc koszty przelotu, czy stracony czas (nieosiagniete w czasie wypadu do Tajlandii dochody).

    Koszty przelotu sa funkcja czasu (zeby uzyskac pieniadze na bilet trzeba najpierw wykonac prace w czasie T).

    Po uwzglednieniu powyzszego, mozesz sobie dokonywac rachunkow porownawczych przy uzyciu standardowego miernika wydajnosci jakim jest usluga na jednostke czasu.

    Gdyby teraz wzrosla cena danej uslugi na rynku w Tajlandii spowoduje to ze czesc konsumentow porzuci dalekowschodnie plany urlopowe i uda sie do Amsterdamu lub Warszawy, gdzie bazowy koszt tych samych uslug nie jest o wiele wyzszy, a czasowe koszty dostepu okazuja sie wielokrotnie nizsze. Przy zalozeniu ze pozostale zmienne sa constans, efektem bedzie utrata dotychczasowego zajecia przez czesc Tajek.

    Zwiekszenie sredniej wydajnosci Tajlandczykow mierzonej wkaznikiem dochod narodowy na glowe mieszkanca(uzyskany w czasie T)jest jedynym warunkiem koniecznym do tego
    zeby prostytutki (ale tez szwaczki czy sprzataczki) w Tajlandii zarabialy wiecej. Wzrost sredniej wydajnosci spowoduje bowiem naplyw dalszych inwestycji i rownolegle bogacenie sie samych Tajlandczykow, co doprowadzi do pobudzenia popytu na rynku lokalnym- nie tylko na ten specyfizny rodzaj uslug.

  85. @ „Gdyby teraz wzrosla cena danej uslugi na rynku w Tajlandii spowoduje…”
    Bilet do Bangkoku kosztuje najbiedniej jakieś £ 500-700 a prostytutka w Londynie ok. £ 50–60, więc pomijając już różnicę w PKB, koszty i czas dojazdu na lotniska i te dwa dni w samolotach, wychodzi mi na to, że Tajki powinny dopłacać do swojej niskiej produktywności jakieś kilkaset funtów.
    Samolot do Amsterdamu czy Warszawy to powiedzmy ok. £ 50, więc „Z perspektywy konsumentow zagranicznych”.biorąc pod uwagę, że „Koszty przelotu sa funkcja czasu (zeby uzyskac pieniadze na bilet trzeba najpierw wykonac prace w czasie T).” prostytutki w Polsce i Holandii powinny „wykonac prace w czasie T” za darmo.
    Czy Ty aby czytasz czasami to co napiszesz?

  86. @97 Nikt nie leci do Tajlandii tylko po to zeby sie przespac z jakas kobieta. W bilet nawet dla seksturysty wpisuja sie na ogol takze tradycyjna turystyka, egzotyka, kuchnia, plaze, nurkowanie, zakupy etc. Dziewczyny wchodza jedynie do pakietu, dlatego ich wynagrodzenie jest wypadkowa wszystkich czynnikow,takze ryzyka zlapania chorob wenerycznych ktore akurat tam jest wyzsze niz w Londynie czy w Amsterdamie . Roznica polega na tym ze jeden turysta nie spedzi w dzielnicy czerwonych latarni Bangkoku wiecej niz 15 minut i kupi bilet bo ma co innego w glowie, a inny bedzie tam ciezko balowal kazdego wieczoru. Dla tego ostatniego – jesli wysuplamy go z tlumu braci robotniczej, a nie z tlumu milionerow- podniesienie cen tej zabawy bedzie dosc silnym argumentem zeby odrzucic w ogole caly pomysl wyjazdu do Bangkoku. Po prostu wybierze sobie Ibize lub Vegas tak dlugo jak cena za fun w tych dwoch miejscach nie wzrosnie.

  87. @97 jesli juz uzywasz cytatow i pytan autorskich do tych ‚cytatow’ radze odniesc sie konkretnie do tego o czym napisalem, a nie uciekac sie do trickow wywolywania wrazenia, ze twoje lamerskie implikacje sa moimi wnioskami. Nie napisalem nigdzie ze zaleznosc pomiedzy cena banana w Warszawie i Nikaragui jest liniowa, wprost proporcjonalna czy tez ze zalezy wylacznie od jednej zmiennej rynkowej. Zrobilem to z pelna swiadomoscia faktu dlatego, ze dla wychowankow Jane Godall w Tanzanii takie szczegoly nie powinny miec i tak zadnego znaczenia. Ale takze dlatego ze ja bynajmniej nie kierowalem swych uwag do tej specyficznej grupy docelowej.

  88. „Zwiekszenie sredniej wydajnosci Tajlandczykow mierzonej wkaznikiem dochod narodowy na glowe mieszkanca(uzyskany w czasie T)jest jedynym warunkiem koniecznym do tego
    zeby prostytutki (ale tez szwaczki czy sprzataczki) w Tajlandii zarabialy wiecej’. Pewnie masz rację, że, jeżeli wzrośnie dochód narodowy na głowę to wzrosną zarobki prostytutek, jednak dalej nie widzę tu związku pomiędzy ich wydajnością w czasie wykonywania zawodu, a wynagrodzeniem, jak bardzo by się starały i szkoliły to i tak nic z tego nie będzie, bo w kolejce czekają setki dziewczyn(najczęściej wcale nie w wyniku własnego wolnego wyboru). W-g mnie mierzenie średniej wydajności za pomocą PKB /na głowę wyraźnie kłóci się z powszechnym rozumieniem tego słowa i jest dla mnie nie do przyjęcia. to jakaś nowo-mowa.
    Pozdrowienia Mergiel

  89. @101 Wprowadzenie przemyslowej produkcji zapalek i innych rzeczy (zwiekszene wydajnosci) spowodowalo ze z rynkow i ulic zniknely dziewczynki z zapalkami mimo ze popyt na same zapalki utrzumuje sie do dzis. Czy to znaczy ze dziewczynki te pomarly czy moze znalazly sobie inne zajecie? Czy to znaczy ze te wszystkie inne dziewczynki ktore staly w kolejce do profesji zapalczanej nie znalazly sobie nieco lzejszej pracy- chociazby w kiosku, gdzie oprocz zapalek w tym samym czasie beda mogly sprzedac gaezete i cygaro?

    Zalozmy ze Jacek i Agatka zajmuja sie recznym haftowaniem koronkowych majtek w Koniakowej. Kazde z osobna produkuje 100 sztuk i osiaga dochod po 1000 zlotych w miesiacu, przy osmiogodzinnym dniu pracy . Pewnego dnia Jacek dowiaduje sie ze kupno maszyny od Szwajcarow zwiekszyloby jego dochody o 3500 zl. Maszyna kosztuje 8000 ( dodajmy ze Jacek sam tej maszyny nie wymyslilby za Chiny Ludowe). Oszczednosci Jacka wynosi 2500zl, co jest istotnym ograniczeniem. Jacek spotyka sie z Agatka ktorej oszczednosci wynosza 2500zl i namawia ja do wspolpracy. Zawiazuja spolke , pozyczaja 3000 na 10% z niemieckiego banku i kupuja maszyne. Agatka udaje sie na trzydnowy kurs obslugi maszyny do Warszawy a Jacek w tym czasie zajmuje sie instalacja maszyny w stodole swoich rodzicow ( korzysta z poradnikow). Po tygodnu praca rusza pelna para. Po towar zglasza sie hurtownik z Japonii kory kupuje go na pniu umieszczajac pozniej w ulicznych automatach dla fetyszystow w calym Tokio ( oj ci czarodzieje od kreowania popytu…). Wkrotce oboje decyduja sie na wydluzenie dnia pracy do 16 godzin. Zatrudniaja dwoch bezrobotnych z sasiedztwa ktorym placa po 1200 miesiecznie. Niebawem do Jacka i Agatki zglasza sie Victoria Secret z ciekawa propozycja…

    Rachunek:
    Wydajnosc (dochod Jacka i Agatki) na osobe przed inwestycja: 1000
    Wydajnosc (dochod Jacka i Agatki) na osobe po inwestycji, organizacji i szkoleniu ORAZ po kontakcie z obcym kapitalem i stworzeniu dwoch nowych miejsc pracy:

    8000-2400(pracownicy)-300(bank)-100(energia)-800 amortyzacja=4400/2=2200.

    Dochod na osobe calej czworki przed inwestycja=500
    Dochod po inwestycji=1200.

    Wydajnosc calej cworki przed zdarzeniem na osobe ( 1 para -10 zl)= 50 sztuk

    Po zdarzeniu= 120 sztuk.

    Ktokolwiek nowy (i racjonalny) pojawi sie w branzy koronkarskiej, jego opcja minimum bedzie wybor pracy przy maszynie za 1200 zlotych miesiecznie zamiast zabawy w zmudne, reczne szydelkowanie za 200 zlotych mniej.

    Ten sam mechanizm bedzie dotyczyl calej gospodarki. Przenoszac sie do Tajlandii…
    Dwoch uprzednio bezrobotnych ludzi po zatrudnieniu rzy krosnach znajdzie pieniadze na dziewczyny i zwiekszajac popyt na ich uslugi doprowadzi do wzrostu cen tych uslug (alternatywnie moze przeciez wybrac droge Jacka i Agatki). Zwiekszenie sredniego dochodu o np. 70 jednostek monetarnych (jak i miejsc pracy) prowadzic bedzie takze do sytuacji ze czesc zdeterminowanych uprzednio rodzicow nie wysle swoich dzieci do pracy na ulicach Bangkoku, ale sama stanie za krosnem.

    Nie da sie niestety znalezc wspolnego mianownika dla wydajnosci wszystkich osob bioracych udziel we calej siatce procesow gospodarcych kraju, innego niz DN na glowe mieszkanca.

    Oczywiscie maksymalna fizyczna wydolnosc czlowieka w przemieszczniu sie w przestrzeni nie przekracza 40km/h. Nie po to jednak natura obdarzyla go szarymi komorkami zeby nie mial z nich korzystac. Po chwili glebszego zastanowienia na temat natury konia czy kola, czlowiek nauczyl sie przlelamac swoje fizjologiczne ograniczenia. Nikt tu przeciez nikogo nie probuje przekonac zeby recepta na wyjscie z biedy w krajach 3 swiata byla praca tylkiem zamiast glowa…

  90. *Poprawka
    Rachunek:
    Wydajnosc (dochod Jacka i Agatki) na osobe przed inwestycja: 1000
    Wydajnosc (dochod Jacka i Agatki) na osobe po inwestycji, organizacji i szkoleniu ORAZ po kontakcie z obcym kapitalem i stworzeniu dwoch nowych miejsc pracy:

    8000-2400(pracownicy)-300(bank)-100(energia)-800 amortyzacja=4400/2=2200.

    Dochod na osobe calej czworki przed inwestycja=500
    Dochod po inwestycji=1700.

    Wydajnosc calej cworki przed zdarzeniem na osobe ( 1 para -10 zl)= 50 sztuk

    Po zdarzeniu= 170 sztuk.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *