Autor: Per Bylund
Tłumaczenie: Monika Sznajder
Źródło: mises.org
Wersja PDF

recyklingBędąc Szwedem, nie raz słyszę wypowiedzi, że Szwecja jest rzekomo wspaniałym krajem, reprezentującym „kwitnący socjalizm„, który stanowi przykład dla reszty świata. Spora część moich znajomych z innych krajów chwali m.in. szwedzką politykę recyklingu i akcje rządu kładącego nacisk na przymus w kwestiach ochrony środowiska.

Szwecja odniosła rzekomo sukces, o jakim inne rządy jedynie marzą: stworzyła wydajny i zyskowny krajowy system ochrony środowiska poprzez przetwórstwo odpadów (recykling) na szeroką skalę. I wszyscy obywatele są w to zaangażowani! Każdy recyklinguje!

To ostatnie zdanie jest zresztą prawdziwe: naprawdę wszyscy recyklingują. Wynika to jednak z przymusu rządowego, a nie z własnej woli. Krajowa, monopolistyczna firma zajmująca się zabieraniem odpadów nie przyjmuje już śmieci: zabiera wyłącznie odpady biodegradowalne. Każdy inny rodzaj śmieci, który przypadkiem znajdzie się w koszu, może prowadzić do kary pieniężnej (wcale niemałej), a całe sąsiedztwo może spodziewać się zwiększonych opłat za usługę (tzn. nawet jeszcze większych podwyżek niż dotychczas, bo państwo i tak podnosi ceny corocznie lub co dwa lata).

Co zatem robi się ze śmieciami? Większość domów ma znaczną liczbę koszy na rożne odpady: osobno baterie, odpady biodegradowalne, drewno, kolorowe szkło, inne szkło, aluminium, inne metale, gazety, papier twardy, papier niemieszczący się w poprzednich kategoriach oraz plastik różnego rodzaju. Należy oczyścić materiały przed wyrzuceniem — kartony na mleko nie mogą być poddane recyklingowi, jeżeli jest w nich wciąż mleko, puszki metalowe nie mogą zaś mieć zbyt dużej ilości papierowych nalepek.

Szwedzi są zatem zmuszeni do oczyszczania własnych odpadów, zanim je posortują według odpowiednich kategorii. Mówią, że to jest przyszłość, a środowisko na tym korzysta. A co z gospodarką?

Sprawa nie kończy się na większej ilości pracy w domu i dodatkowej przestrzeni zajmowanej w kuchni przez różne rodzaje koszy. Co robi się ze śmieciami, które nie są zabierane? Firma zabierająca odpady (która obecnie raczej się nie przemęcza, bowiem świadczy swoje usługi zazwyczaj raz na dwa tygodnie albo nawet raz na miesiąc, pomimo iż opłaty wydają się zagadkowo wzrastać z roku an rok) akceptuje tylko określone rodzaje śmieci, zazwyczaj jedynie biodegradowalne resztki jedzenia. Ale nie martwicie się — panujemy nad wszystkim.

Władze ustanowiły centra zbiórki odpadów w większości rejonów zamieszkanych przez ludzi, gdzie można pozbyć się swoich śmieci. Centra te oferują liczne kontenery — każdy przeznaczony na inny rodzaj odpadów, oznakowany odpowiednim kolorem, aby można było łatwiej znaleźć ten odpowiedni. Oznacza to jednak, że przed przyjściem trzeba mieć oddzielone aluminium od innych metali, a gazety od innych papierów. Nie chciałbyś przecież wyrzucić brudnego kartonu po mleku czy pomieszanych papierów, nieprawdaż?

Wydaje się jednak, że ludzie tak właśnie robią. Oszukują, myśląc, że lepiej na tym wyjdą. Władze zareagowały, utrudniając oszustwo. Pierwszym krokiem była zmiana kształtu kontenerów, aby utrudnić wrzucanie do nich „nieodpowiednich” śmieci. Na przykład, kontenery przeznaczone na szkło posiadają małe okrągłe otwory na butelki, a te przeznaczone na papier twardy i karton mają otwory przypominające wyglądem otwór skrzynki pocztowej (trzeba zatem — takie jest prawo! — zgnieść wszystkie pudełka przed ich wrzuceniem do pojemnika).

Ten system nie sprawdził się jednak. Ludzie nadal oszukiwali. A im bardziej władze to utrudniały, tym trudniej było pozbywać się śmieci, nawet jeżeli miało się szczery zamiar umieszczenia ich w odpowiednim miejscu. Tak więc ludzie szli do wyznaczonych miejsc i zwyczajnie zostawiali wszystko obok kontenerów — po co sprawiać sobie kłopot? Władze odpowiedziały, wyznaczając płatnych szpiegów w centrach zbiórki śmieci (!), aby przyłapanych oszustów móc pociągnąć do odpowiedzialności karnej. (I faktycznie odbyło się kilka spraw sądowych, podczas których sądzono ludzi za nieprzestrzeganie tych przepisów!). Czy muszę mówić, że system szpiegów również nie zadziałał? Po zakończeniu dość zagorzałej debaty w mediach szpiegowanie na terenie centrów składowania śmieci zostało zniesione.

Nie pytamy się tutaj o to, czy władze są świadome tego, co popycha ludzi do działania, ponieważ już teraz mamy liczne przykłady rozmiaru rządowej niewiedzy. Czy recykling działa? — oto jest pytanie. Z punktu widzenia rządu — prawdopodobnie tak; z punktu widzenia środowiska — zdecydowanie nie.

Przymusowy recykling sprawdza się tak samo, jak inne centralnie zaplanowane systemy: zwiększa i centralizuje władzę, podczas gdy oczekiwane rezultaty nie następują. W takim rozumieniu system recyklingu działa: ludzie sortują swoje śmieci — nie mają wyboru. Ponadto, państwowe firmy zajmujące się zabieraniem odpadów, zarabiają więcej niż poprzednio, podczas gdy mają mniej pracy. Społeczeństwo się denerwuje, ale nie reaguje. Szwedzi na ogół często się uskarżają (o wszystko!), ale nie przeciwstawiają się — są przyzwyczajeni do manipulowania przez rząd; godzą się na taki los od 1523 r.

Ten wymuszony system recyklingu podzielony jest na kilka warstw: konsument („producent” odpadów) wykonuje najwięcej pracy, selekcjonując, czyszcząc i transportując śmieci do centrum ich zbioru. Następnie, wyznaczone przez rząd firmy opróżniają kontenery i przewożą materiały do centrów regionalnych, gdzie są one przygotowywane do przetworzenia. Na kolejnym etapie wszystko zostaje przetransportowane do scentralizowanych zakładów, gdzie odpady są przygotowywane do ponownego użycia lub spalenia. Na koniec pozostałości zostają sprzedane firmom oraz osobom indywidualnym po subwencjonowanych cenach, aby można było dokonać wyborów „przyjaznych środowisku”.

Interesujące w kwestii planowania recyklingu na styl sowiecki jest to, że system jest oficjalnie dochodowy. Z założenia jest on wydajny w użyciu zasobów, jako że przetwarzanie materiałów wiąże się z mniejszym zużyciem energii niż na przykład górnictwo czy produkcja papieru z drewna. Jest również gospodarczo dochodowy, ponieważ rząd osiąga dochód ze sprzedaży przetworzonych surowców i produktów uzyskanych w procesie recyklingu. Przerób śmieci kosztuje mniej, niż wynosi zarobek ze sprzedaży efektów recyklingu.

Jednakże rzekoma dochodowość recyklingu istnieje wyłącznie w ramach pospolitej logiki myślenia rządu: „oszczędza się energię”, ponieważ rząd nie liczy czasu ani energii zużywanych przez dziewięć milionów ludzi czyszczących i sortujących swoje śmieci. Władze wraz z badaczami doszli do konkluzji, że koszty (a) wody i elektryczności zużytej do oczyszczenia domowych śmieci, (b) transportu z centrów zbiórki odpadów oraz (c) ostatecznego procesu recyklingu są mniejsze niż koszty wyprodukowania tych materiałów od zera. Oczywiście, w tych badaniach nie bierze się pod uwagę ani ogromnych kosztów zawiezienia śmieci do wyznaczonych miejsc przez mieszkańców ani energii i kosztów związanych z tuzinem koszy potrzebnych w każdym domu.

Z ekonomicznego punktu widzenia szwedzki recykling jest tragedią. Wyobraźmy sobie, że całe społeczeństwo wydaje pieniądze i poświęca czas na oczyszczanie swoich śmieci i wożenie ich po okolicy zamiast pracować albo inwestować w produktywną działalność! Według rządowych zapisów więcej pieniędzy wpływa niż się ulatnia — dlatego sądzi się, że recykling jest dochodowy. Ignoruje się jednak koszty przymusu.

Rządowi księgowi wskazują również na cięcia kosztów, których byli w stanie dokonać dzięki scentralizowanemu systemowi zabierania śmieci. Owe „cięcia” dotyczą jednak głównie obsługi, podczas gdy społeczeństwo ponosi coraz większe opłaty. Ostatnio pojawił się problem rzadkiego opróżniania kontenerów (typowy przykład rządowych „oszczędności”), które w związku z tym pozostają pełne, co oznacza, że śmieci gromadzone są obok, podczas gdy zleceniobiorcy siedzą bezczynnie: w końcu płacone mają za wywóz według grafiku. Rezultat? Choroby i szczury. Gazety donosiły o „inwazji szczurów” w Sztokholmie i innych szwedzkich miastach w ostatnich latach.

Jeżeli rozważymy koszty w kategoriach finansowych oraz kategoriach straconego czasu i zwiększonej emisji spalin, to wcale nie jest to proces przyjazny środowisku. Dodając zdenerwowanie i większe ryzyko zachorowań, szwedzki recykling jest tak beznadziejny, jak każdy rządowy plan.

System jest tak wysoce autorytatywny w swej strukturze, stylu i zarządzaniu, że można się było tego spodziewać. Być może jest bardziej technologicznie zaawansowany niż niegdyś sowiecki, ale jest on oparty na rozkazie, a nie wolnej woli wynikającej z rzeczywistego zainteresowania i bodźców. Ciekawe jest jednak to, że system jest zbyt socjalistyczny nawet dla szwedzkiej przodującej socjalistycznej gazety „Aftonbladet”. Czwartego stycznia 2002 r. Lena Askling napisała na temat systemu wywozu śmieci w następujący sposób:

My [konsumenci] powinniśmy sortować, kompostować, pakować, przechowywać i transportować śmieci. Powinniśmy kontynuować to niedorzeczne przechowywanie śmieci w małych koszach w mieszkaniach i willach. Następnie powinniśmy zawieźć te cuchnące, cieknące worki do wyznaczonych kontenerów lub do centrów zbioru odpadów, które wydają się zawsze wypełnione po brzegi.

 

Dlaczego, na Boga, rząd nie wprowadzi „rynkowych bodźców”, aby zachęcić przemysł i producentów do stworzenia racjonalnych opakowań i systemów pozbywania się odpadów, które pozwoliłyby na zysk z recyklingu, produkcji energii i przyszłego importu? Być może system przyjazny konsumentom i standardom higieny byłby alternatywą dla obecnego śmieciowego chaosu?

 

Podczas, gdy ja czekam na wywóz śmieci, myszy panoszą się w moich śmieciach.

Nawet Askling, która zarabia na życie, propagując socjalizm, wie, że szwedzki system recyklingu nie sprawdza się i potrzebny jest tutaj wolny rynek.

Proszę, oświećcie mnie — na czym polega ten tak często obwieszczany sukces systemu?

13 odpowiedzi na „Bylund: Mit recyklingu”

  • Mało przekonywujący artykuł. Niezależnie jaki będzie system będzie miał on wady. Ich wymienienie nie przesądza oceny systemu.

    Autor nie wymienił jednej z największych wad recyklingu. Te liczne kosze muszą zajmować określoną przestrzeń w kuchni i w wielu z nich może być problem z ich ustawieniem. Jednak segregacja w momencie wyrzucania jest znacznie mniej pracochłonna niż rozdzielanie zmieszanych śmieci w kontenerze, lub na wysypisku. Zerwanie papierka z puszki szczególnie, gdy producent zdawał sobie sprawę z tego, iż klient będzie go zrywał nie jest niczym trudnym.

    Wyobraźmy sobie, iż nie ma złośliwców i leni i wszyscy recyklingują. Taka sytuacja sprawia, iż znikają śmieci. W odwrotnej sytuacji w której nikt nie recyklinguje narastanie masy śmieci jest typowym przykładem eksternalizacji kosztów i cenę za działalność innych ponosimy osobiście poprzez np. zanieczyszczenie powietrza i wody. Nie mamy kogo pozwać, gdyż tan naprawdę musielibyśmy pozwać wszystkich dookoła.

    Wydaje mi się również, iż ta „większa praca” w domu jest mitem, jeśli trzymam w ręku butelkę i wyrzucam ją do kosza na śmieci, a w drugim wypadku odrywam od niej papierową etykietkę i butelkę daję do kosza na szkło, etykietkę do kosza na papier, a kapsel do kosza na metal nie zajmie mi to więcej czasy niż 4 sekundy względem pierwszej sytuacji. Nie powiem po tym: „Ale się napracowałem przez ten recykling.”.

    Nie wiem również czemu ludzie mają oszukiwać? Stoją w kolejce do śmietnika i patrzą, gdzie jest najmniejsza? Nie ma według mnie różnicy w sytuacji w której z mojego kosza na szkło wyrzucę do kontenera na szkło moje szklane butelki, a np. wyrzucę z z mojego kosza na szkło moje szklane butelki do kosza na papier. Po co miałbym to robić? Może w akcie buntu, Ale jeśli nie ma pod tym ideologii, to po prostu mogę się pomylić i właśnie temu służą te otwory. Ten jak skrzynka na listy kojarzy się z papierem i raczej się już nie pomylę.

    Oczywiście buntownik, który będzie wrzucał do kontenera na papier szkło powinien zapłacić za wyrządzoną szkodę, gdyż nawet niewielki wysiłek społeczeństwa związany z recyklingiem on zaprzepaścił i ktoś będzie musiał te szkło z tego kontenera wyjąć, czyli zmusił on społeczeństwo do dodatkowej, a niepotrzebnej w wypadku odpowiedniego zachowania tego człowieka pracy.

    Autor niestety popiera tezę o „oszukiwaniu” jedynie tym iż mu się tak wydaje. To bardzo marna argumentacja.

    Rzeczywiście krótkofalowo koszy na śmiecie będzie więcej, co rzeczywiście doprowadzi do kosztów, ale skoro plastyk będzie segregowany, to nie powstaną kosze od zera, a ograniczony zasób jakim jest ropa będzie wykorzystywany tam gdzie jest bardziej niezastąpiony. Dodatkowo nie będzie wszędzie ton bezużytecznego plastyku, który paląc się będzie niszczył środowisko.

    Nie wydaje mi się również by koszt transportu wzrósł. Czy śmieci są posegregowane czy nie ważą tyle samo.

    Porównanie segregowania śmieci do sowietów jest całkiem niezrozumiałe i robi z autora osobę wręcz śmieszną.

  • @”„oszczędza się energię”, ponieważ rząd nie liczy czasu ani energii zużywanych przez dziewięć milionów ludzi czyszczących i sortujących swoje śmieci.”

    Cóż niezwykle wydajne z finansowego punktu widzenia są hiper racjonalne rozwiązania, restauracji typu McDonalds. Te sieci nie oszczędzają czasu ani energii milionów ludzi, którzy czekają na zamówienie, odbierają je, zanoszą je do stolika i jeszcze sprzątają po jak najszybszym wchłonięciu maksymalnie zracjonalizowanych produktów pod względem ich możliwie najszybszego i najoszczędniejszego przygotowania i jeszcze szybszego spożycia. No ale to nie są firmy państwowe, więc klient spokojnie może popracować w imię pomnażania własności prywatnej.

    @”Jeżeli rozważymy koszty w kategoriach finansowych oraz kategoriach straconego czasu i zwiększonej emisji spalin, to wcale nie jest to proces przyjazny środowisku.”

    Z tym straconym czasem to mam trochę zaoszczędzonego i chętnie go wynajmę albo zainwestuję nawet na znikomy procent, bo się w końcu weźmie i zepsuje a nie mam zielonego pojęcia jak i gdzie go bezpiecznie magazynować.
    No i może by tak jakieś dane empiryczne na temat tej emisji spalin, zamiast gdybania?
    Szczególnie, że ropa przeznaczona do wywozu śmieci jest dostarczana spalinowymi tankowcami, natomiast tę już zrafinowaną, przeznaczoną do wyjazdów na zakupy dostarczają żaglowce i skomplikowany system rurociągów wykorzystujących siłę grawitacji. Poza tym wszyscy drwale i górnicy w Szwecji jeżdżą do pracy na rowerach, no i oczywiście pracują siekierami i kilofami, a drewno i urobek dostarczają na plecach do tartaków napędzanych siłą wiatru i hut wykorzystujących energię geotermalną do stopienia rudy.

    @”zachęcić przemysł i producentów do stworzenia racjonalnych opakowań”
    Dlaczego znowu wredny rząd musi nakładać na producentów obowiązek tworzenia racjonalnych opakowań, gdzie się znowu ukryła ta niewidzialna ręka rynku?
    Jeżeli Szwedzi będą mieli do wyboru towary w opakowaniach, których nie trzeba tak pracowicie czyścić to z pewnością je wybiorą. Nie widzę potrzeby większego zaangażowania rządu bo przecież, jak to jest napisane w Ekonomii i polityce Ludwika von Mises’a : „Ten ,,król” (producent) musi utrzymywać dobre stosunki ze swoimi ,,poddanymi” – konsumentami; traci swoje ,,królestwo” natychmiast, gdy nie jest w stanie dać swym klientom lepszej usługi mniejszym kosztem niż inni, z którymi konkuruje.”

  • Przymusowe segregowanie boli tak jak każdy przymus, natomiast dobrowolne segregowanie śmieci jest moim zdaniem po prostu objawem dobrej kultury.

    Jeśli jednak wolny rynek dostarczy zachęty (a nie jest to trudne, bo duża część śmieci może być surowcem), to ludzie będą segregować śmieci we własnym interesie. W wielu miejscach w Polsce, osoby, które podpisały indywidualne umowy z odbiorcą śmieci, mają zapewniony darmowy odbiór posegregowanych odpadów szklanych / plastikowych /papierowych, gdyż dla odbiorcy odpadów takie śmieci są towarem, który może sprzedać jako surowce. Odbiorcy śmieci dostarczają nawet specjalnie oznaczonych opakowań (worki w różnych kolorach). W każdym razie, jeśli tylko odbiór odpadów posegregowanych będzie opłacalny to rynek stworzy odpowiednie zachęty, jeśli nie, to szkoda zawracać sobie tym głowę, bo wówczas segregowanie będzie dla społeczeństwa kosztem.

    Jeśli mówimy o śmiechach, to naprawdę groźnym pomysłem jest forsowana obecnie przez Ministerstwo Środowiska socjalizacja (komunalizacja) odbioru odpadów, gdzie zamiast indywidualnych umów z odbiorcami śmieci planuje się wprowadzenie opłaty (podatku) lokalnego i monopolizację rynku poprzez wyznaczanie odbiorców śmieci przez gminę w przetargu.

  • Panie Michale!

    Jest dość oczywiste, iż jeśli koszty będzie można przerzucać na innych – dokonywać ich eksternalizacji, to podmioty będą je przerzucać na innych. Z tego powodu jakiś system motywacyjny jest potrzebny. Według mnie rozwiązaniem są „zielone podatki”. Ci którzy będą je omijać zaczną segregować śmieci, a reszta będzie płacić za koszty swojego niesegregowania śmieci.

  • Oczywiscie ze te smieci sa towaewm i mozna je dobrze sprzedac dalej, jednak sposob wykorzystania tej mozliwosci zalezy od mechanizmow funkcjonujacych w spoleczenstwie. W Polsce, po osiedlach regularnie kursuja tysiace ludzi zabierajac ze smietnikow zuzyta makulature i metale. Jeszcze do niedawna w niektorych miastach pojemniki na plastik, szklo i papier pelnily jedynie funkcje edukacyjna. W innych krajach, spora czesc gospodarstw domowych placac lub nie za recykling wystawia makulature , szklo i metale posegregowane (lub nie) na zewnatrz mieszkan i domow i sa one regularnie odbierane w odstepach jedno lub dwutygodniowych. Zbiorka indywidualna ma niewielkie znaczenie. W innych miejscach funkcjonuja centra recyklingu , gdzie te rzczy sie wozi i za darmo oddaje. Kwestia segregowania jest kwestia sporna. Mozna oczywiscie sie zgodzic w zakresie rzadkich odpadow np. baterii, jarzeniowek, odpadow medycznych, ale jesli chodzi o papier i plastik czy metal ze wzgledu na pracochlonnosc i energochlonnosc nie jest to juz konieczne a nawet jest niewskazane. A zabawe z oddzieraniem papierowych naklejek z puszek okreslilbym nazwa paranoi. Problem zaczyna sie juz w kuchni, gdzie trzeba oczywiscie trzymac kilka pojemnikow. W malych mieszkaniach tworzy to problem, dezorganizuje przestrzen i zycie ( znaczna czesc czasu poswieca sie segregowaniu odpadow), zwieksza sie liczbe kursow z malymi kubelkami na zewnatrz budynku ( osobno papier,plastik, metal itp) , powstaje potrzeba multiplikacji pojemnikow zbiorczych i osobnego kursowania dwoch lub trzech ciezarowek od papieru, szkla i plastikow robiacych sobie przystanek przy kazdym domu. A mozna to to wszystko zrobic o wiele bardziej efektywnie i taniej w ten sposob:
    http://www.youtube.com/watch?v=4IgOMpM2-os&feature=related
    http://www.youtube.com/watch?v=VqXQOqa1XcM
    Jak sie okazuje swiat sobie poradzil z problemem segregowania recyklingu, a przyklad Szwecji pokazuje jak rozwiazania nakazowo-rozdzielcze prowadza do zatrzymania sie innowacyjnosci, kurczowego trzymania sie juz nieefektywnej metody i poszukiwania w ideologicznych (lecz nie ekonomicznych) argumentow usprawiedliwiajacych absurdy. Jak sie okazuje, gospodarka socjalistyczna -co jest istotne w tej dyskusji- nie moze sprawnie funkcjonowac bez instytucji donosu, rzeszy kontrolerow i szpiegow.

  • No tak, nie byłbym jednak za tym, aby wszystko zostawiać ekologicznej świadomości i wolnemu rynkowi. Polski rolnik jak będzie miał do wyboru czy segregować śmieci czy wywieźć do lasu to i tak wybierze to drugie rozwiązanie, często chodzę po lasach i tam jest tragedia. W miastach jest nieco inaczej, ale mi nagminnie podrzucają śmieci na podwórko. Bez bacika to się nie powiedzie. Sprawę można próbować załatwić przez obowiązkową opłatę za wywóz śmieci, wtedy już nie wywiezie do lasu bo jak zapłacił to mają odebrać. Technicznie trudno natomiast połączyć tą opłatę z recyklingiem, chyba że z centralnym sortowaniem w ramach tej opłaty, ale to też ma wady. Ja bym nie przesadzał z opłacalnością recyklingu, ropa jest jeszcze zbyt tania, dlatego bez nakazu chyba się nie obejdzie.
    Pozdrowienia Mergiel

  • @Mergiel
    „Polski rolnik jak będzie miał do wyboru czy segregować śmieci czy wywieźć do lasu to i tak wybierze to drugie rozwiązanie, często chodzę po lasach i tam jest tragedia. W miastach jest nieco inaczej, ale mi nagminnie podrzucają śmieci na podwórko”

    co ma wspólnego łamanie praw własności z wolnym rynkiem?

  • W tym wypadku ma, ponieważ ów wolny rynek nie traktuje jako towaru powietrza, potrzebnego do procesów zarówno produkcji jak i utylizacji śmieci jak i nie wycenia czegoś takiego jak „zaśmiecenie” czy odczucia estetyczne w odbiorze zaśmieconego krajobrazu. Ów wspomniany rolnik może nie łamać cudzego prawa własności, bo akurat np. wywozi śmiecie do swojego prywatnego lasu, ale czy to znaczy, że z punktu widzenia społeczności żyjącej na ograniczonym przecież terenie ma to być działanie tolerowane? Inaczej, czy mam tolerować, zachowanie sąsiada, który np. na swojej posesji urządził sobie wysypisko śmieci, lub np nieznośnie hałasuje bo otworzył sobie w dzielnicy mieszkalnej stolarnię? Żyjemy przecież w niedostatku przestrzeni i pewne uporządkowanie jej, po prostu czyni życie łatwiejszym i przyjemniejszym. Jest miejsce na odpady, są dzielnice przemysłowe na stolarnie itd. Nikt nie urządza sobie warsztatu ślusarskiego w sypialni. Problem ten za pomocą wolnego rynku próbował rozwiązać Friedman (Wolny wybór) ale mnie osobiście nie przekonał. Co to ma wspólnego z recyklingiem? ano ma, bo produkując śmieci wpływamy nie tylko na swoje otoczenie ale i innych i dlatego administrator danego terenu ma prawo nakazać nam, abyśmy ten wpływ minimalizowali np. poprzez sortowanie śmieci.
    Co do tych filmików: pokazana w jednym z nich ładowarka w czasie jednego kursu zużywa paliwa za większe pieniądze niż warte są te śmiecie, które zagarnia i tylko od tego zależy, jak wycenimy uratowany krajobraz, aby mówić o opłacalności inwestycji.
    Inną sprawą, której artykuł nie porusza i o której w Europie się nie myśli jest „drugie życie” jakie możemy dać przedmiotom, które dla nas straciły swoją wartość, np bęben z kwasówki starej pralki można minimalnym nakładem sił i środków przerobić w trwałego grilla, zamiast wymieniać cały moduł elektroniczny w samochodzie za 300zł czasami wystarczy wymienić tranzystor za 11zł, można regenerować przegub, a nie wymieniać na nowy, uszkodzony zderzak zastąpić używanym z odzysku itd.
    Czasami do tego konieczna jest tylko pewna wiedza(np: we francuskich samochodach w module wentylatora uszkadza się najczęściej tylko tranzystor za 9-11zł i nie trzeba wymieniać całego w-g serwisu „nierozbieralnego” za 300zł). Niestety nie leży to w interesie producentów i sprzedawców bo im zależy na obrocie i tak projektują swoje produkty, aby to drugie życie nie było możliwe lub ukrywają tę wiedzę o jego ewentualnym istnieniu. Nie wiem, czy wolny rynek jest w stanie temu sprostać aby uchronić nasze otoczenie przed zaśmieceniem lub nas przed kosztami utylizacji śmieci.
    Pozdrowienia Mergiel

  • Myślę, że wolny rynek jest w stanie uchronić nas przed wieloma „nierozwiązywalnymi” problemami. Kłopot w tym, że – jak już wielokrotnie wskazywano na stronach IM – „wielcy tego świata” (a mówię tu też o wielkich przedsiębiorcach) nie są zwolennikami wolnego rynku, lecz monopolizacji i regulacji państwowych. W tym kontekście ukrywanie „naprawialności” wskazywanego wyżej modułu elektronicznego w samochodzie za 300 zł jest oczywiste; można temu przeciwstawić jedynie zdrowy rozsądek konsumenta, nie chcącego przepłacać (jak niedouczony lub niedomyślny, to jego strata i będzie płacił za nowy moduł, miast naprawić stary). Można też wyobrazić sobie państwowe regulacje, pomyślane jako ratunek dla tych słabszych na umyśle, np. nakazujące producentom wydawać instrukcje z opisem możliwych do zrobienia napraw sprzętu – pole do popisu dla kreatywnych urzędników, koszty „obrony interesów słabszych warstw” rozłożyłyby się na całokształt konsumentów …
    Koszty i opłacalność sortowania i recyklingu może wskazać rynek. Obserwuję niekiedy z okna „drobnych przedsiębiorców-ekologów” którzy z pogrzebaczami, workami i wóżkami dokonują selekcji niesegregowanych odpadów w śmietniku. Aluminium, miedź i inne metale, papier oraz np. stare ubrania idą do sprzedaży w punktach skupu lub do dalszego wykorzystania – zatem komuś ich przerób się opłaca. Rózne inne, w tym szkło, plastiki, pozostają na miejscu, wnoszę więc, że ich odbiór i przetwórstwo nie dają takiego dochodu, aby ktoś chciał się nimi zajmować. Ergo – taniej wyprodukować butelkę PET z kopalnych surowców, niż przerobić starą. Widzę następujące drogi postępowania w takiej sytuacji:
    – podnieść koszt ropy czy węgla (akcyzą …)
    – subwencjonować przetwarzających stare plastiki
    – obciążyć konsumentów opłatami za nieseparowanie plastikków od innych śmieci
    lub
    – poczekać aż z powodów gospodarczych i technologicznych ceny surowców weglowodorowych pójdą na tyle w górę a koszty przerobu plastiku w dół, że „drobni przedsiębiorcy-ekolodzy” zaczną odstawiać do powstałych punktów skupu nie tylko opakowania wyrzucane na bieżąco, ale i te które od dziesiąek lat nie mogą doczekać się na rozkład przez siły przyrody.

  • @sinepopuli:

    Co jest takiego pracochłonnego w segregacji odpadów? Jedynym problemem jest liczba koszy. Przed wyrzuceniem większość śmieci jest jednorodzajowych. Jest puszką, butelką, zbitym talerzem, czy żarówką. Dopiero pomieszanie śmieci w jednym koszu generuje konieczność pracochłonnego ich podzielenia. Ja od dawna oddzielam szkło i papier od innych śmieci i nie uważam tego za większą pracę niż wyrzucanie bez segregacji. Gdybym miał większą kuchnię i ktoś odbierałby śmieci jeszcze bardziej posegregowano na pewno kupiłbym jeszcze kilka koszy.

  • @10 Przyklad wymagan Szwecji pokazuje dosc dobitnie na czym polega pracochlonnosc. Jesli porownasz to do filmikow ktore umiescilem powyzej masz maszyny ktore same dziela papier, karton, plastik, szklo, drewno itp i kilku gora kilkunastu pracownikow ktorzy pracuja przy tasmie przeciwko setkom tysiecy ludzi ktorzy bawia sie w taka segregacje w domach po co najmniej kilka minut dziennie kazdy (mycie reczne szkla, przeplukiwanie butelek plastikowych, wkladanie zywarek i wyciaganie ze zmywarek, pracowanie zeby sie zmiescilo do malego pojemnika w kuchni, podnoszenie z podlogi bo sie przesypuje, organizowanie przestrzeni dla przepelnionych pojemnikow materialu jednego typu, wyciaganie i wkladanie nieprawidlowo wrzyconych gadzetow do wlasciwych pojemnikow, wynoszenie czegos srednio 1.5x czesniej, organizowanie wiekszej przestrzeni na pojemiki zbiorcze ( jesli masz przestrzen ograniczona – musis bawic sie w przestawianie czegos zeby dotrzec do czegos innego. W moim przypadku przyjezdzaja po papier i plastik dwie ciezarowki osobno co dwa tygodnie. Bardzo czesto jest tak ze kosz na papier jest w polowie pusty a na plastik przepelniony ( czasem jest odwrotnie) musze sie wtedy bawic w pakowanie plastikowych odpadow i wynoszenie ich do piwnicy). W przypadku pojemnikow zbiorczych na osiedlach czesto ludzie sa zmuszeni do pojedynczego wrzucania do nich butelek, sloikow lub puszek.

    Pochodna kwestia: w sytuacji takiej jak moja masz dwie ciezarowki ktore przyjezdzaja po dwie rozne grupy fantow. Biorac pod uwage energie zalogi i energie tracona na zatrzymanie sie przy kazdym domu dwa razy czesciej masz odpowiedz.

    Podchodzac do problemu z innej strony, przelicz sobie powerzchnie zajmowana przez kosze do recyclingu w kuchni na sredni koszt jednego metra kwadratowego miaszkania lub nieruchomosci. Jeden metr kwadratowy na przestrzen do recyklingu kosztuje cie sredio miesiac twojej kariery zawodowej PLUS koszty uzyskania przychodu [PRACOCHLONNOSC].

  • Tworzenie zbyt skomplikowanych systemów prędzej czy później i tak skończy się zwiększeniem kosztów. O tyle jest to prawdopodobne i niebezpieczne, że nawet najprostsze systemy mają przecież tendencję do samoistnego komplikowania. Tacy już jesteśmy. My, ludzie.

    Ktoś odpowie: a mi to najtaniej wywieźć odpad do lasu! No właśnie, teraz może najtaniej, bo las nie wiadomo czyj. Ale zróbmy ten las czyjś. Wtedy może to być najdroższa opcja. Może, ale nie musi. W zależności od tego czy ten ktoś będzie dalej chciał mieć las czy już śmietnik u siebie. Nie nam to przesądzać. Jego to sprawa. Właściciela.

    Nie można tych rzeczy rozpatrywać oddzielnie od wszystkich innych dziedzin życia. Osobno to nie zadziała. Zawsze będzie jakieś ale. Ten świat nigdy nie będzie idealny. Ale poprzez doświadczenie i intuicję wiemy, że etatyzm i biurokracja nie działa lecz pożera. Działajmy sami intuicyjnie. Róbmy to co się opłaca. Słowo opłaca nie znaczy tylko forsa. Ale niech o tym decyduje zainteresowany człowiek. Nie koniecznie zawsze rząd.

  • Pamiętam jeden patent podajże ze Szwajcarii, przy marketach ustawione były automaty w rodzaju „jednorękiego bandyty”. Monetą w tych maszynkach do hazardu były aluminiowe puszki po rożnego rodzaju napojach. Wygrane obejmowały bon na tankowanie paliwa itp. Ponoć w miejscowości w której zamontowano ten automat znikł problem walających się puszek. Naturalna skłonność do hazardu w służbie recyklingu, czemu nie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Najpewniej nie jest przesadą rzec, że każdy znaczący postęp w teorii ekonomii ostatnich stu lat był kolejnym krokiem konsekwentnego stosowania subiektywizmu. Friedrich von Hayek
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W maju wsparli nas:
Pan Neil Abragimowicz
Pan Dominik Aromiński
Pan Marcin Bałazy
Pan Adam Banys
Pan Bartosz Baranowski
Pan Marek Barciński
Pan Bartosz Bartoszko
Pan Michał Basiński
Pan Kamil Becmer
Pan Konrad Berkowicz
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Sebastian Bigos
Pan Artur Tadeusz Birczyński
Pan Karol Bisewski
Pan Arkadiusz Bodura
Pan Tomasz Boguszewski
Pan Rafał Boniecki
Pan Tomasz Borkowski
Pani Dominika Buczek
Pan Arkadiusz Bykowski
Pan Marceli Chałubiński
Pan Robert Ciborowski
Pan Artur Czerwiński
Pan Marcin Dabkus
Pan Wojciech Dąbek
Pan Kamil Deleżuch
Pan Marcin Dengus
Pan Michał Dębowski
Pan Tomasz Dorau
Pan Stanisław Duda
Pan Tomasz Dworowy
Pan Gniewomir Dziadek
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Eugeniusz Flibrant
Pan Jarosław Garbowski
Pan Grzegorz Gawinowski
Pan Marek Gazda
Pan Łukasz Gąsowski
Pan Hubert Gebler
Pan Marcin Głombica
Pan Marcin Gmaj
Pan Adrian Gołosz
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Maciej Gorzelak
Pan Daniel Góra
Pan Karol Grodzicki
Pan Stanisław Gruszka
Pan Jarosław Grycz
Pan Mariusz Grzebielucha
Pan Kamil Grzebyta
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Jacek Hecht
Pan Andrzej Heydel
Pan Patryk Hołub
Pan Tomasz Hrycyna
Pan Stanisław Hyrnik
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Robert Iwaszkiewicz
Pan Marcin Jaczewski
Pan Bartosz Jakusz
Pan Mirosław Janisz
Pan Konrad Janiec
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Bartosz Jezierski
Pan Wojciech Jodłowski
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Dariusz Kabarciński
Pan Krzysztof Karp
Pan Paweł Kasprowicz
Pan Michał Kawa
Pan Piotr Kazimierski
Pan Rafał Kensy
Pan Michał Klich
Pan Tomasz Kłosiński
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Tadeusz Kominek
Pan Kamil Kopeć
Pan Jan Kosmala
Pan Tomasz Kowalczewski
Pan Rafał Kowalczyk
Pan Marcin Kowalewski
Pan Bartosz Kowalski
Pan Michał Kozar
Pan Antoni Kozielewski
Pan Andrzej Koźlik
Pan Daniel Marcin Krawieczyński
Pani Joanna Kruk
Pan Karol Krzysiak
Państwo Agnieszka i Łukasz Krzymowscy
Pan Mateusz Kućka
Pan Wojciech Kukla
Pan Tomasz Kułaga
Pan Marcin Kurzeja
Pan Mateusz Kuska
Pan Witold Kwaśnicki
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Szymon Loduchowski
Pan Maciej Lorenc
Pan Paweł Łagowski
Pan Adrian Łazarski
Pan Adrian Łukasik
Pan Mateusz Łukomski
Pan Jerzy Machowski
Pan Paweł Majdan
Pan Gracjan A. Majewski
Pan Tadeusz Malinowski
Pan Tomasz Malinowski
Pan Mateusz Małż
Pan Maciej Matwiejczuk
Pan Adam Mazik
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Pan Dawid Megger
Pan Miłosz Mirowski
Pan Paweł Młynarek
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Piotr Musielak
Pan Maksym Mydłowski
Pan Błażej Naczyński
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Niedziałek
Pan Konrad Niemotko
Pan Dawid Nowak
Pan Paweł Nowak
Pan Filip Nowicki
Pan Marek Oleszko
Pani Karolina Olszańska
Pan Rafał Opryszczko
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Adam Pajęcki
Pani Maria Papis
Pan Wojciech Peisert
Pan Łukasz Piątkowski
Pan Iwo Pietrala
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pani Agnieszka Płonka
Pan Rafał Podgórski
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Alfred Podstolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Tomasz Polkowski
Pan Andrzej Pondarzewski
Pan Maciej Przepiórka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Dominik Pytlewski
Pan Michał Rałowski
Pan Jacek Rusiecki
Pan Karol Rzepiela
Pan Jakub Sabała
Pan Michał Sałaban
Pan Mateusz Sawicki
Pan Maciej Seremek
Pan Paweł Sierzupowski
Pan Wojciech Siłko
Pan Jarosław Skoczylas
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Maksymilian Spik
Pan Rafał Staniec
Pan Jan Stasiczak
Pan Piotr Szewc
Pan Władysław Szewc
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Maciej Szymański
Pan Adam Ślązak
Pan Marek Świerk
Pan Jan Maria Talar
Pan Tomasz Trocki
Pan Krzysztof Turowski
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Osman Waroński
Pan Piotr Warzecha
Pan Aleksander Adam Wegner
Pan Marek Wiatroszak
Pan Karol Więckowski
Pan Jacek Wilk
Pan Jakub Wołoszyn
Pan Jacek Wołpiuk
Pan Michał Woźnikiewicz
Pan Paweł Wójtowicz
Pan Piotr Wrotny
Pan Tomasz Wyszogrodzki
Pan Karol Wyszyński
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Jakub Zelek
Pan Marek Zemsta
Pan Andrzej Zientek
Pan Dawid Zięba
Pan Aleksander Żarnowski
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 29 345,82 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>