Autor: Per Bylund
Tłumaczenie: Monika Sznajder
Źródło: mises.org
Wersja PDF

Szwecja kwitnie. Poradziła sobie całkiem nieźle podczas kryzysu finansowego, przynajmniej w porównaniu z innymi krajami. Niektórzy ludzie, tacy jak Paul Krugman, uważają, że to zasługa rządowego wsparcia finansowego i nacjonalizacji prywatnych korporacji na początku lat 90., które rzekomo „uratowały” Szwecję przed wywołaną przez rynek katastrofą. Prawdą jest, że w 1992 r. znacjonalizowano bank, a miliardy dolarów wykorzystano w celu „ratowania” wycenionej zbyt wysoko szwedzkiej korony, jednak próba ta nie powiodła się, obciążając szwedzkich podatników ogromnymi kosztami.

Po krótkim okresie całkowitego chaosu, podczas którego bank centralny podniósł stopy procentowe do 500% (tak, 500 procent!), nastąpił swobodny spadek wartości waluty. Oczywiście jej nienaturalnie wysoka wartość nie „obroniła” się przed znacznie bardziej poprawną wyceną rynkową, pomimo poważnych starań rządu. Nastąpiła polityczna panika, a wkrótce po niej uświadomiono sobie konieczność odzyskania kontroli nad finansami publicznymi.

Od tamtej pory, o czym szczegółowo piszę w Back on the Road to Serfdom (pod red. T. Woodsa), szwedzki rząd nieprzerwanie bilansował budżet i spłacał narodowy dług, niezależnie od tego, która partia rządziła. Według niedawnego raportu szwedzkiego krajowego biura do spraw zadłużenia, od roku 1992 dług ten spadł z 80 procent PKB do mniej niż 40, wliczając w to środki wydane w celu zwalczania recesji przez cały 2009 r.

Raczej nie to Krugman i inni mają na myśli, mówiąc, że Stany Zjednoczone powinny naśladować Szwecję, która kroczy ścieżką sukcesów.  Raczej uparcie nie chcą dostrzec czegokolwiek innego oprócz ewidentnie niepomyślnych kroków podjętych zanim Szwecja została zmuszona pójść inną, lepszą drogą.

Krugman nie jest jedyną osobą wierzącą w wielki szwedzki mit, jakoby kraj ten był przykładem udanego, socjalistycznego eksperymentu. Szwedzi i inni też w niego wierzą. Ludzie często chcą się ze mną spotkać tylko po to, aby mi powiedzieć, jak wspaniały jest mój kraj i opowiedzieć mi o tym, jak to ponoć wszystko jest „za darmo”. Często zastanawiam się, o czym oni mówią i kto podał im te zwariowane informacje, które uznawane są za prawdziwe. Krugman powinien wiedzieć lepiej, ale tak nie jest.

Być może w obliczu kryzysu Szwecja jest dokładnie tym rodzajem „wyśnionego mitu”, którego szukali keynesiści. Jakby nie było, budowa szwedzkiego dobrobytu w dwudziestym wieku bardzo przypomina marzenie Keynesa: sztuczny, nieprzerwanie podsycany boom — automatycznie napędzany i ratowany wiele razy przez niewiarygodnie sprzyjające okoliczności.

Po okresie „ekstremalnie” wolnego handlu w drugiej połowie dziewiętnastego wieku nastąpiło utworzenie i rozbudowanie państwa dobrobytu. Brak udziału w którejkolwiek wojnie światowej z pewnością pomógł, a wspieranie rozwoju państwa nie stanowiło finansowego problemu w latach 60. — istniał wtedy nieograniczony dostęp do zasobów, które można było skonfiskować i „inwestować” w rzekomo świetne systemy inżynierii społecznej.

Choć socjalistyczne reformy zakończyły się w latach 70., to sam mit „szwedzkiego modelu” przetrwał. Międzynarodowy kryzys związany z ropą naftową zmusił szwedzki rząd do czystego keynesizmu, a waluta w przeciągu dekady została zdewaluowana w sposób szybki i na szeroką skalę. Kolejne „szczęśliwe lata 80.” nie zaoferowały żadnego rozwiązania dla kraju pogrążonego w bankructwie, który finansowo implodował we wczesnych latach 90., po tym jak rynki międzynarodowe doszły do siebie po boomie w sektorze nieruchomości. Wtedy właśnie rząd był gospodarczo zmuszony obniżyć wydatki i narzucić limity na świadczenia oferowane przez liczne systemy opieki społecznej.

Istnieje jednak jeszcze inna prawda na temat szwedzkiej gospodarki, którą niedawno ujawniono. Istnieją dowody na to, że Szwecja, nawet w kategoriach oficjalnych danych statystycznych, nie jest takim super krajem i w rzeczywistości nie doświadczyła żadnego ekonomicznego wzrostu (przynajmniej w sferze pracy, która siłą rzeczy powinna cieszyć się zainteresowaniem keynesistów) przez ponad pół wieku.

W artykule (niestety dostępnym tylko po szwedzku) opublikowanym w czasopiśmie „Ekonomisk Debatt”w 2009 r. ekonomiści Bjuggren i Jahansson z Ratio Institute ukazali smutną prawdę. Opierając się na danych rządowej agencji statystycznej (chodzi o centralne biuro statystyczne Statistics Sweden — przyp. red.) oraz przy zastosowaniu nowego systemu klasyfikowania własności, odkryli, że nie stworzono żadnych miejsc pracy w prywatnym sektorze od 1950 r.

Tak, zgadza się: nie było żadnego wzrostu netto w ilości miejsc pracy w sektorze prywatnym w Szwecji przez okres 55 lat. Innymi słowy, po pięciu latach od zakończenia drugiej wojny światowej szwedzka gospodarka całkowicie zamarła.

Osoby wierzące w szwedzki mit prawdopodobnie zechcą zaatakować system klasyfikacji zastosowany przez Bjuggrena i Johanssona, ale jest on oparty na międzynarodowym standardzie zapewniającym lepszy wgląd w sektory publiczne i prywatne poprzez identyfikację posiadacza własności, a nie typu zarządzania czy oficjalnego statusu.

Innymi słowy, klasyfikacja użyta przez wspomnianych ekonomistów pokazuje skutki działania korporacyjnego rządu za pomocą identyfikacji, które korporacje  należą do rządu i są uznawane za część sektora publicznego. Dane biorą pod uwagę samozatrudnionych, jak również własność zagranicznych podmiotów, oba typy kategoryzując jako „prywatne” (niezależnie czy właścicielem jest rząd innego kraju, czy nie).

Podczas gdy sektor prywatny nie zapewnił ani jednego miejsca pracy, to w tym samym okresie sektor publiczny doświadczył ogromnego rozwoju (zob. wykres w tym artykule, etaty w sektorze prywatnym oznaczono na niebiesko, w publicznym na brązowo, ludność na czerwono). Populacja zaś rozrosła się nawet bardziej, co tłumaczy wzrost stopy bezrobocia oraz wydłużenie okresu edukacji.

To zaś tłumaczy, dlaczego szwedzki rząd nie był ostatecznie w stanie nieprzerwanie budować państwa dobrobytu od 1970 r. do 1990 r. W obliczu braku wojen na skalę międzynarodową, a co za tym idzie braku możliwości zwiększonego, nawet tymczasowo, eksportu, oraz braku międzynarodowego rozwoju, z którego można by czerpać korzyści, powrócono do zdrowych zasad gospodarczych.

Stosunkowo niezła sytuacja Szwecji podczas ostatniego kryzysu finansowego nie ma nic wspólnego ze wspieraniem rządu, polepszaniem opieki zdrowotnej czy nacjonalizowaniem sektora prywatnego. Jest ona bezpośrednim wynikiem celowego i politycznie bolesnego programu realizowanego przez ponad piętnaście lat w celu posprzątania bałaganu po prawie stuletniej, krugmanowskiej polityce, która niemalże doprowadziła do bankructwa tysiącletni naród

Krugman być może ma rację, że Stany Zjednoczone mogą się czegoś nauczyć na szwedzkim przykładzie — ale tylko z okresu po kryzysie w 1992 r.

28 odpowiedzi na „Bylund: Stagnacja socjalistycznej Szwecji”

  • Jest jakiś sposób na dodawanie Waszych artykułów do ulubionych, czy jakiejś innej listy, aby można było jest sobie później przeglądać online w dowolnym miejscu?

  • @Adam Sawicki

    Chodzi o przeglądanie online czy offline? Online zawsze można przeglądać nasze artykuły w dowolnym miejscu 🙂 A jeśli chciałbyś dostawać powiadomienia o nowościach na mises.pl to widzę kilka możliwości:

    1. Można zapisać się do newslettera (prawa kolumna strony, u góry)
    2. Można zasubskrybować RSS: http://mises.pl/feed/
    3. Można dołączyć do naszych fanów na Facebooku (z opóźnieniem 8-24h wrzucamy tam ręcznie info o nowościach na mises.pl)
    4. Jest jeszcze blip i twitter – jeśli korzystasz z tych serwisów 🙂

  • Chodzi mi o dodanie ciekawszych artykułów do czegoś w rodzaju ulubionych (jak np. jest na youtube) i późniejszym wracaniu do tych artykułów.
    Bo od pewnego czasu sobie zapisuję niektóre artykuły na dysku, ale na dłuższą metę jest to uciążliwe, bo nie wszystkie są nawet w PDF.

  • „Tak, zgadza się: nie było żadnego wzrostu netto w ilości miejsc pracy w sektorze prywatnym w Szwecji przez okres 55 lat. Innymi słowy, po pięciu latach od zakończenia drugiej wojny światowej szwedzka gospodarka całkowicie zamarła.”

    Co za bzdura… Co to znaczy że „nie było żadnego wzrostu NETTO w ilości miejsc pracy w sektorze prywatnym”? To ma oznaczać że „gospodarka całkowicie zamarła”?
    Nieprawda! Przecież to znaczy, że ilość NOWYCH miejsc pracy odpowiadała ilości zlikwidowanych miejsc pracy… To chyba naturalne, bo skoro masz kraj niemalże „pełnego zatrudnienia”,
    to tworząc jakieś nowe miejsca pracy nie ma innej możliwości, niż robić to kosztem startych miejsc pracy np. w jakiś przestarzałych zakładach…

    Likwiduje się stary zakład pracy który zbankrutował bo miał przestarzała produkcję, tworzy się nowy nowoczesny który zatrudnia wszystkich pracowników ze starego- NETTO nie ma przyrostu miejsc pracy,
    ale to przecież nie znaczy, że „gospodarka całkowicie zamarła”, wręcz przeciwnie- rozwija się! Tym barzdiej, że nowe miejsca pracy powstałe „kosztem” starych są zwykle bardziej wydajne a więc i PKB rośnie przy stałym zatrudnieniu…

  • @4
    Dane, na których bazował Autor wskazywały na zmianę liczby ludności oraz miejsc pracy w sektorach odpowiednio prywatnym i publicznym (używając danego kryterium identyfikacji) w czasie. Ilustrujący je wykres zobaczyć można za pomocą hiperłącza w ww. artykule. W analizowanym przedziale czasowym liczba ludności wzrastała niemal liniowo, natomiast liczba miejsc pracy netto w sektorze prywatnym nie zmieniła się (w zasadzie odnotowywała trend spadkowy, zmieniła kierunek tuż po reformach).

    Pozdrawiam

  • Dziwnym trafem kraje podążające wiernie za zaleceniami „politycznie bolesnego programu realizowanego […] w celu posprzątania bałaganu […] „po realizowaniu jakiejkolwiek polityki gospodarczej, odmiennej od tej jedynie słusznej, nie cierpią na brak „wzrostu NETTO w ilości miejsc pracy w sektorze prywatnym”, tylko przede wszystkim na notoryczny spadek ilości miejsc pracy BRUTTO w sektorach wszelkich.
    No może poza dwoma niezmiennie odpornymi na bezrobocie: tym nie prywatnym – administracji publicznej i prywatnym – usług finansowych. Chyba, że zmienią fabryki w sweatshopy i stworzą specjalne strefy ekonomiczne pod budowę takowych, ze względu na „niską produktywność pracowników” oczywiście.

  • Trochę dziwnie czyta się tekst Bylunda w zestawieniu z tymi danymi:

    http://tiny.pl/hffqw

    Wszystkie z tych państw to tzw. „państwa opiekuńcze”, z wysokimi podatkami, rozrośnięta biurokracją, ot – klasyczne „pół-socjalizmy”.

    I co?

    I dają radę!

  • Też mnie ciekawił szwedzki mit i znalazłem trochę artykułów o Szwecji:
    http://pawel-l.blogspot.com/2011/03/szwecja-pare-krytycznych-uwag.html

  • E tam – żal patrzeć jak mises.pl i inni się silą na nie wiadomo co – żeby walczyć z rzeczywistością. Analizując wykresy podlinkowane na blogu Trystero można zauważyć, że razem z krajami skandynawskimi pojawiają się w czołówce inne kraje takie jak USA, Singapur czy Korea Płd. O ile jednak na polu czysto gospodarczym rzeczywiście obie grupy ze sobą konkurują, to na polu socjalnym neoliberalny kapitalizm przegrywa z kretesem. Porównaj np. ile tygodni urlopu ma pracownik w każdym kraju. Np. pracownik ze stażem 5-9 lat: USA 2,5 tygodnia, Korea Płd. 2,5 tygodnia, Singapur 2,7 tygodnia. A w tych socjalistycznych: Norwegia 4,3 tygodnia, Dania 4,5 tygodnia, Szwecja 4,9 tygodnia.

    Nawet nie wspominam o innych socjalnych prawach i przywilejach typu minimalna pensja itp. jakie mają Szwedzi czy Duńczycy w porównaniu np. z Amerykanami.

  • Dopiero pytaniem jest gdzie by były wspaniałe kraje Skandynawii, gdyby nie miały państwa opiekuńczego a więcej wolnego rynku. Dopiero wtedy cokolwiek porównywać, a przynajmniej gdy dane miałoby wspólny mianownik.

    Trzeba mieć dość osobliwe poczucie humoru, żeby uważać, że więcej regulacji (a z tym chyba wcale nie jest tam tak źle?), większe podatki są zbawienne dla gospodarki.

  • jaki sens jest wyciągać wnioski na podstawie statycznych danych a pomijać dynamikę i zmiany polityki gospodarczej?

  • „Trzeba mieć dość osobliwe poczucie humoru, żeby uważać, że więcej regulacji (a z tym chyba wcale nie jest tam tak źle?), większe podatki są zbawienne dla gospodarki.”

    Trzeba mieć dość osobliwe poczucie humoru i spory tupet, żeby nie zajrzeć do ogólnodostępnych danych na temat opodatkowania. W pierwszej kolumnie dane z Heritage. Polska 34%, Dnia 50%, Norwegia 47%, Szwecja 49%. Gdzie są niższe podatki?

    http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_tax_revenue_as_percentage_of_GDP

    Druga sprawa: proszę, wybij się ponad miernotę umysłową neoliberałów i poczytaj o metodologii indeksu Heritage i zobacz dlaczego państwa skandynawskie są wysoko w tym rankingu. Bo nie są wysoko dzięki niskim podatkom czy np. liberalnemu kodeksowi pracy. Są wysoko ponieważ mają efektywną biurokrację państwową. Jeśli Ci się nie chce samemu sprawdzać, to skorzystaj z pracy, którą wykonał Trystero:

    http://blogi.ifin24.pl/trystero/2010/06/01/dlaczego-efektywnosc-biurokracji-nazywa-sie-wolnoscia-gospodarcza/

  • Puenta jest taka: w potocznym rozumieniu wolność (w tym gospodarcza) kojarzy się z małą ilością regulacji i małym udziałem rządu w gospodarce. Tymczasem, z metodologii HFI wynika, że wolność gospodarcza to efektywność administracji/rządu i jakość regulacji. To gigantyczna różnica z potężnymi konsekwencjami politycznymi.

  • Kraje Skandynawskie nie są państwami socjalistycznymi, a w tych ostatnich nie panuje neoliberalny kapitalizm. Proszę nie nadużywać pojęć.

  • @9 “O ile jednak na polu czysto gospodarczym rzeczywiście obie grupy ze sobą konkurują, to na polu socjalnym neoliberalny kapitalizm przegrywa z kretesem.”

    O really? Cóż to za twór ten neoliberalny kapitalizm? Znaczy się państwowy kapitalizm? Takie motanie się w wyższości różnych rodzajów socjalizmów, interwencjonizmów, państw opiekuńczych. Nie będę się sprzeczał, że taki skandynawski model jest lepszy od innych. Porównywania współczesnych gospodarek jako porównania socjalizmu i kapitalizmu jest zdecydowanie na wyrost. Każda jest kompilacją różnych socjalnych narośli, z których w różnych warunkach, różnie oddziałują. Dlatego właściwszym pytaniem tutaj może być, które rozwiązania socjalistyczne są mniej szkodliwe. Być może zapewnianie „robocia”, dłuższych urlopów i innych smakowitych socjalnych kąsków jest mniej szkodliwe — o ile w ogóle, bo nie wiadomo czy prywatnie też nie byłby podobny poziom dobrowolnego socjalu (gdzie i pracownik i pracodawca się na niego godzi) — niż regulowanie, ręczne sterowanie gospodarki i stymulowanie gospodarki.

    Podstawową kwestią jest to, czy takie socjalne rozwiązania naprawdę coś poprawiają. Uważasz, że pozbawianie ludzi znacznej części ich zarobków jest dobre, że budzi odpowiedzialność za siebie i motywację do pracy? Że przymuszanie jest lepsze od dobrowolności — to jest właśnie radykalizm.

  • @12 „proszę, wybij się ponad miernotę umysłową neoliberałów”

    http://chzmemebase.files.wordpress.com/2011/01/memes-success-troll-look-the-internet-is-on-fire.jpg

    EOT

  • @piotrt
    Zadaj sobie pytanie jaki jest kierunek migracji:

    kraje skandynawskie->Polska czy może
    Polska->kraje skandynawskie

    i w tej odpowiedzi znajdziesz odpowiedź jak zagłosowali ludzie i gdzie faktycznie, a nie teoretycznie jest lepiej.

  • spekulancik

    Dlaczego jako przykład migracji podajesz Polskę i kraje skandynawskie, a nie na przykład kraje skandynawskie i któryś z krajów zachodu?
    Dlaczego zadajesz pytanie o migrację ludzi, a nie firm?

    Czyżbyś taką małą lewacką manipulację chciał zrobić?

  • http://www.stat.gov.pl/gus/5840_3583_PLK_HTML.htm

    Emigrują raczej nie do Szwecji, a do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Włoch, Hiszpanii, Niderlandów. Ilu Szwedów i Szwedek do nas przyjeżdża, nie wiem, pewnie mniej. Są przecież lepiej rozwiniętym krajem niż nasz.

    Stąd też takie porównanie niczego nie dowodzi, bo dotyka raczej tego, że u nas jest gorzej, nie że model skandynawski jest zły czy dobry. Zresztą czy nasz model jest kapitalistyczny? Obawiam się, że Szwecja może być bardziej kapitalistyczna od nas.
    Poza tym, przecież chyba nie uważasz, że każde państwo oparte o kapitalizm będzie lepsze od każdego państwa opiekuńczego?
    To przeważnie państwa bogate przybierają formę opiekuńczą, gdyż one mogą sobie na to już „pozwolić”. Szkoda tylko, że ta opiekuńczość zawsze jest podszyta przymusem, tak jakby obywatele nie byli wstanie wybrać dla siebie tej lepszej ewentualności i musieli to robić za nich urzędnicy.
    Tymczasem do dobrobytu państwa dochodziły stosując wolnorynkową gospodarkę, nie mogły niczego gwarantować i przy zdrowym prawie respektującym własność prywatną, ludzie zauważali zależność własnej pracy od własnego powodzenia.

    Dlatego to na co się powołujesz, wliczając resztę proskandynawskich statystyk, jest oderwane od rzeczywistości. Porównuje rzeczy bez uwzględnienia wspólnej płaszczyzny według której mogłyby być porównane. Równie dobrze można wziąć za przykład Chiny i powiedzieć, że ograniczanie wolności słowa, restrykcyjne prawo narkotykowe jest dobre, bo Chiną są potęgą. Tylko, że to inne aspekty powodują, że Chiny są potęgą.
    Należy odróżnić co powoduje wzrost dobrobytu a co jego spadek. Nie można powiedzieć, że ograniczanie wolności słowa lepiej wpływa na człowieka. Być może powoduje to ekspansję w innych dziedzinach życia, lecz nie usprawiedliwia samego ograniczenia. Pokazując jedynie „dobre” strony, zapomina się o tym czego nie widać, gdyby wolność słowa była. Pod przymusem wybiera się jedynie to co władza uważa za słuszne, nie obywatel.

    Tak samo nie widać spontanicznej ludzkiej opieki, niewymuszonego socjalu, gdy ten jest państwowo zapewniany. Gdy państwo zaczyna wszystko zapewniać, więzi międzyludzkie przestają być potrzebne. Wtedy z czasem okazuje się, że państwowe gwarancje koniec końców i tak opierają się właśnie na działaniu jednostek, które tak ochoczo wcześniej demobilizowało.

    Nie mam nic przeciwko nawet rozbudowanemu socjalowi, gdy ten wynika tylko z prywatnych wyborów obywateli, gdy sami godzą się łożyć wielkie sumy na organizacje zajmujące się biednymi, chorymi, bezrobotnymi, wykluczonymi, itd. Wtedy więź międzyludzka jest zachowana, bowiem u podstaw wyboru jednostka mogła sobie kupić nowy telewizor, a jednak przeznaczyła tę sumę na fundację.

    Jednostki podejmują racjonalne decyzje w zasięgu tego co widzą. Nieco mniej osób bierze też pod uwagę także to, czego nie widać. Wielu zatem będzie ulegać pokusie socjalu, gdzie to samo będą mieli mniejszym wysiłkiem. Na tym właśnie opiera się filozofia socjalu, że mniejszym wysiłkiem będziemy mieli to samo lub nieznacznie gorzej. Kapitalistyczna filozofia powie, że większym wysiłkiem będziemy mieli więcej. Która filozofia jest rozwojowa, która wróży większy dobrobyt od obecnego?

  • @Adam

    haha, myślisz, że jak wkleisz linka ze śmiesznym obrazkiem, to zaczarujesz rzeczywistość?

    Coś ci powiem: Szwecja to raj. Ten znienawidzony hitleryzm-stalinizm-socjalizm-trockizm polega tam na wysokich podatkach i sporej ochronie społeczeństwa z tychże podatków. Weź na przykład wiecznie palącą w takich dyskusjach kwestię ciężarnych i prawa pracy. Zakazy dyskryminacji są tam ostrzejsze niż u nas i konsekwentniej egzekwowane. A mimo to pracodawcy nie szukają obejść. Dla pracodawcy zatrudnienie ciężarnej nie jest żadnym wielkim problemem, bo w odróżnieniu od Polski czy innych kapitalistycznych, bankrutujących molochów, to właśnie państwo przejmuje finansowe odium tej ciąży. Państwo – czyli oni wszyscy, również pracodawca, ale nie tylko. Pracodawca nie musi się bać zatrudniania ciężarnej, bo jeśli on jej nie zatrudni, to zrobi to ktoś inny, a jego to będzie kosztowało i tak tyle samo. Wszyscy się zrzucają, żeby zapewnić ciężarnej – a potem matce – utrzymanie i opiekę lekarską na niezbędny czas, aby potem mogła zwrócić pracodawcy koszty przyuczenia do zawodu, jeśli pracowała zbyt krótko przed zwolnieniem, a także żeby dofinansować „przyfirmowe” żłobki, przedszkola oraz pokoje, w których można spokojnie nakarmić dziecko.

    A jakie tam są podatki? Średnio 40%. Dużo? Owszem. Ale ile wynoszą w Polsce? Bo tam 40% to dochodowy, który zawiera już wszystko. W Polsce pensja netto to około 65% pensji brutto, czyli potrącenia są niewiele mniejsze. Zresztą moim zdaniem podatek mógłby sobie wynosić nawet i 60%. Ale pod warunkiem, że będzie wydatkowany tak, jak w Szwecji. Tamtejsi ludzie ze swoimi 50% zostawionymi w kieszeni mogą naprawdę wiele. Rodzina pięcioosobowa utrzyma się z jednej średniej pensji. Oprócz tego obywatel nie boi się zachorować, zajść w ciążę czy też zatrudnić młodą matkę.

    Zbyt socjalistyczne państwo? Szwecja jest uważana za najbardziej socjalistyczny kraj świata. I wiecie co? Chciałbym tam żyć, mieszkać i pracować. I płacić podatki. Bo czułbym, że ten socjal jest sensowny.

    I na koniec powiem, że śmiesznie prezentują się te wszystkie teksty na mises.pl pt. „Szwecja równia pochyła?” i inne pseudo-analizy. Zwłaszcza w kontekście takich informacji:

    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Szwecja-znowu-obnizy-podatki-bo-jest-w-dobrej-sytuacji-ekonomicznej-2322926.html

    Jeszcze raz: hahaha.

  • @17
    Co to ma do rzeczy?

  • Homosovieticus

    Ja się zastanawiam dlaczego zawsze gołodupcy są za socjalizmem? Czemu zawsze zmuszają zamożniejszych do finansowania swoich zachcianek?
    http://www.youtube.com/watch?v=ODsnq0Q6LOQ

    Kobietę w ciąży ma mąż utrzymać ewentualnie rodzina, a nie ona sama. Wysiłek jest jedynie taki, że trzeba dobrze wybrać partnera, a nie skakać z kwiatka a kwiatek i obciążać resztę społeczeństwa swoja nieodpowiedzialnością. Pewnie już Ci się marzą „różowe małżeństwa” w Polsce? Czterech tatusiów i trzy mamusie.

    Co do linka zacytuję odpowiedź na forum do tego artykułu:
    „Przeczytałem cały artykuł nie dowiedziałem się najważniejszego !
    Mianowicie jakie podatki płacą i jakie będą
    płacili Szwedzi.
    No ale te wypociny firmuje PAP i to wszystko
    tłumaczy. Nie mogą drażnić mieszkańców „zielonej
    wyspy”. Jeszcze by się im we łbach poprzewracało i
    też chcieliby obniżki podatków !!!”.
    Nic dodać nic ująć.

    Apel
    Lewaki, weźcie się do pracy, zamiast okradać uczciwych ludzi z ich ciężko zarobionych pieniędzy.

  • @Homosovieticus

    „Zresztą moim zdaniem podatek mógłby sobie wynosić nawet i 60%.”

    A jaka jest górna granica opodatkowania, po której przekroczeniu uznałbyś, że Opiekun zrobił się… niebezpiecznie nadopiekuńczy? Masz jakąś swoją górną granicę tolerancji czy może 90% też styknie?

  • @20

    A nie zadawałeś sobie takiego pytania, jak to jest, że skoro szwedzki system jest taki dobry, ludzie tak go lubią i cenią, to dlaczego nie jest dobrowolny?

    Skoro pracodawcy nie chcą obchodzić prawa, skoro nie jest dla nich problemem zatrudnienie ciężarnej i ogólnie jest fajnie, to po co im „pomoc” żandarma?

    Skoro tak Ci się podobają wysokie podatki, czemu również podoba Ci się, że się je obniża?

  • @grudge

    Obawiam się, że to jest kwestia „nie do wygrania” w tym sensie, że wszystko rozbija sie tu o mentalność. Mentalność osoby, która lubi mieć podsuniętą miche pod buzie i milion zabezpieczeń vs mentalność amerykańskiego frontiermana, tru hardcore liberała, który prędzej zgodzi się brodzić po kolana w gównie niż odda część wypłaty, żeby mu władza wybrukowała drogę. Tutaj nie pomogą żadne teksty analityczne, wykresy i inne. That’s the way it is. Niestety.

  • @ BR

    chyba zdecydowanie tak, pamiętam jak kiedyś polemizowałem z kolegą mając za podstawę ten oto wykres

    http://super-economy.blogspot.com/2010/03/income-distribution-in-us-and-sweden.html

    Moje pytanie brzmiało:”Czy lepiej być biednym w USA czy Szwecji?”

    Jak się spojrzy na wykres, to w zależności od mentalności jeden powie, że w Szwecji, bo tam biedni więcej zarabiają. Ale ktoś inny powie, że w USA, bo choć mam mniej, ale szybciej mogę sie dostać do decyla z wyższym poziomem zarobków.

    Niby lepiej też być bogatym w USA, to oczywiste, ale ktoś inny powie, że w Szwecji, bo dzięki mniejszej dysproporcji zarobków ludzie bogatsi nie muszą oglądać biedoty na ulicach, ale jak to niby ocenić?

    Poza tym, patrząc na pola między wykresami, można zauważyć pewien obiektywny negatyw dla Szwecji. Gdzieś na początku wieku XX Szwecja i USA miały podobny poziom rozwoju gospodarczego, ale teraz widzimy, że bogaci Amerykanie są znacznie bogatsi od bogatych Szwedów, za to biedni Amerykanie są o względnie mniej biedni od biednych Szwedów. Hmm, czyżby dystrybucja bogactwa się nie sprawdziła, a nierówności społeczne, jak się w to zagłębić, to bujda na resorach?

  • Bardzo interesujące. Tino stworzył jeszcze jeden uzupełniający model, tym razem biorąc pod uwagę „performance” Amerykanów szwedzkiego pochodzenia, czyli „Szwedów” działających w ramach amerykańskich instytucji i mniejszego rządu. Wyniki potwierdzają wszystkie dedukcyjne wnioski misesowców, tutaj w szczególności piotrt’a:

    http://super-economy.blogspot.com/2010/03/super-economy-in-one-picture.html

  • „Statists use Somalia as an example of free-markets and use Sweden as an example of a progressive-socialist state. Well, this study removes the floor from underneath the notion that Sweden is the model for big-government.”

    46 stron, Nima Sanandaji, opracowanie to jeszcze świeżynka – z sierpnia 2012: „Zaskakujące składniki szwedzkiego sukcesu: wolny rynek i społeczna jednolitość”

    http://www.iea.org.uk/sites/default/files/publications/files/Sweden%20Paper-%20revised.pdf

    Zarąbiste opracowanie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Cytat:
  • Sztuka ekonomii polega na tym, by spoglądać nie tylko na bezpośrednie, ale i na odległe skutki danego działania czy programu; by śledzić nie tylko konsekwencje, jakie dany program ma dla jednej grupy, ale jakie przynosi wszystkim. Henry Hazlitt
Mecenasi
Wspieraj Nas>>
W czerwcu wsparli nas:
Pan Dominik Aromiński
Pan Michał Basiński
Pan Marek Bernaciak
Pan Wojciech Bielecki
Pan Bartosz Biernacki
Pan Kamil Bojdoł
Pan Rafał Boniecki
Pani Dominika Buczek
Pan Mirosław Cierpich
Pan Marcin Dabkus
Pan Michał Dębowski
Pan Paweł Drożniak
Pan Dariusz Dziadkowski
Pan Wiktor Gonczaronek
Pan Jarosław Grycz
Pan Adrian Grzemski
Pan Maciej Grzymkowski
Pan Karol Handzel
Pan Tomasz Hrycyna
Państwo Paulina i Przemysław Hys
Pan Łukasz Jasiński
Pan Dominik Jaskulski
Pan Paweł Jegor
Pan Tomasz Jetka
Pan Andrzej Jędruchniewicz
Pan Gustaw Jokiel
Pan Dominik Jureczko
Pan Paweł Jurewicz
Pan Jan Kłosiński
Pan Jan Kochman
Pan Sławomir Krawczyk
Pan Wojciech Kukla
Pan Stanisław Kwiatkowski
Pan Wojciech Langiewicz
Pan Kamil Ludwiczuk
Pan Tomasz Malinowski
Pan Miłosz Mazurkiewicz
Państwo Magdalena i Marcin Moroniowie
Pan Igor Mróz
Pan Maksym Mydłowski
Pan Tomasz Netczuk
Pan Łukasz Niedziałek
Pan Filip Nowicki
Pani Karolina Olszańska
Pan Łukasz Osileniec
Pan Zbigniew Ostrowski
Pan Mateusz Pigłowski
Pan Mikołaj Pisarski
Pan Dominik Pobereszko
Pan Bartłomiej Podolski
Pan Paweł Pokrywka
Pan Artur Puszkarczuk
Pan Michał Puszkarczuk
Pan Adam Skrodzki
Pan Michał Sobczak
Pan Radosław Sobieś
Pan Piotr Sowiński
Pan Łukasz Szostak
Pan Michał Szymanek
Pan Jan Tyszkiewicz
Pani Anna Wajs
Pan Adam Wasielewski
Pan Jakub Wołoszyn
Pani Mariola Zabielska-Romaszewska
Pan Karol Zdybel
Pan Marek Zemsta
Pracownik Santander Bank
Łącznie otrzymaliśmy 2 425,86 zł . Dziękujemy wszystkim Darczyńcom!
Znajdź się na liście>>
Lista mecenasów>>