Machaj: Zamiast OFE – propozycja reformy emerytalnej

24 lutego 2011 Audio komentarze: 18

Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

Posłuchaj komentarza w wersji audio (mp3, 4,6MB).

reformy emerytalnejŻyjemy w trochę dziwnym systemie, którego uzasadnienia ustrojowe kłócą się z codzienną praktyką jego funkcjonowania. Z jednej strony opiera się on na owocach burżuazyjnych wartości i wierze w suwerenność oraz samodzielność jednostek (szeroko rozumianą wolność) — stąd pochodzi sztampowe uzasadnienie demokracji jako rządów wybieranych przez masy. Z drugiej jednak strony jest to system, który nakazuje traktowanie tych jednostek jako niezdolnych do samodzielnego życia ignorantów i odmawia im prawa do indywidualnej decyzji o oszczędzaniu na starość. W ten oto sposób pozbawia się ludzi prawa do decydowania o swojej emeryturze, natomiast każe się im wybierać swoich przedstawicieli, którzy myślą w perspektywie czteroletniej, a mają podobno przygotowywać efektywny system emerytalny dla społeczeństwa.

Wyjdźmy jednak od założeń przyjmowanych przez zwolenników systemu przymusowego oszczędzania na emeryturę, a argumenty o wyższości systemu dobrowolnego zostawmy na kiedy indziej. Przedstawiamy tutaj propozycję prostej reformy emerytalnej, która naszym zdaniem powinna zostać bez problemów zaakceptowana przez wszystkich zwolenników Otwartych Funduszy Emerytalnych. Przy założeniu, że ludzie są zbyt ignoranccy, żeby odkładać na własną emeryturę, jak mógłby wyglądać system bez OFE?

Należałoby w całości znieść II filar. Składki, które były tam odprowadzane, bynajmniej nie powinny trafić do ZUS. Zamiast tego obywatel powinien je otrzymywać na indywidualne konto w wybranym przez siebie banku. Zgodnie z niewolniczymi założeniami obecnego systemu nie może ich wypłacać, ale będą one przekazywane na wybrane przez niego instrumenty inwestycyjne. I tak 60% środków należy przeznaczyć albo na obligacje Skarbu Państwa, albo na wybraną przez przyszłego emeryta lokatę bankową (jakąkolwiek dostępną na rynku). Pozostałe 40% środków ma być inwestowane w dowolnej proporcji w obligacje, lokaty albo indeks Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych.

Ten system zachowuje wszystkie zalety systemu OFE, które podaje się, porównując go do systemu ZUS, a do tego ma dodatkowe istotne zalety.

Po pierwsze, proponuje większą dywersyfikację oferty oszczędzania niż obecne oligopolistyczne OFE. Obywatel sam może wybierać, czy 40% środków przekaże na akcje giełdowe, czy też woli inwestować bezpiecznie i przeznaczyć całość kapitału na lokaty i obligacje. Płacąc składki OFE, takiego wyboru praktycznie nie mamy i jesteśmy skazani na inwestycyjne widzimisię menedżerów zarządzających środkami.

Po drugie, co wiąże się z powyższym, system ten jest elastyczny, tzn. oszczędzający łatwo może zmienić decyzję. Gdy spodziewa się nadejścia kryzysu finansowego albo usłyszy o upadku Lehman Brothers, może się wycofać z inwestowania w indeks giełdowy i przeznaczyć całość środków na lokaty i obligacje. Ta decyzja leży po stronie przyszłego emeryta – w obecnym systemie nie ma on praktycznie nic do powiedzenia, zaś bodziec do rozwagi po stronie OFE jest w zasadzie żaden.

Po trzecie, ten system jest dużo tańszy niż obecne OFE. Istniejący dziś oligopol odznacza się głównie klasycznym rent-seeking, gdzie prywatne fundusze kapitałowe walczą o publiczne środki i pobiera się wysokie opłaty za zarządzanie nimi niemal w sposób automatyczny (tak jak nakazuje ustawa). Tymczasem badania dotyczące stóp zwrotu z inwestycji w fundusze akcyjne w porównaniu ze wzrostami indeksu giełdowego nie wypadają za bardzo na korzyść funduszy. Po co nam wobec tego opłacani pośrednicy, skoro działają automatycznie i skoro przyszły emeryt sam może zrobić to, co oni, jednym prostym podpisem?

Po czwarte, w omawianym systemie środki mogłyby być z punktu prawnego własnością obywatela, który je oszczędza. Oznacza to, że dużo trudniej byłoby przeprowadzić taką operację, do jakiej szykuje się rząd Donalda Tuska. Opór w przypadku nacjonalizowania środków OFE jest oczywiście dużo mniejszy. Obywatele nie pałają nadmiernym entuzjazmem do podmiotów na rynku finansowym, które korzystają z ich pieniędzy przymusowo pobranych przez państwo. Zwłaszcza że bezpieczeństwo tych funduszy jest gwarantowane publicznymi pieniędzmi. Sprawa wyglądałaby jednak inaczej, gdyby owe środki prawnie zabezpieczyć jako formę własności przyszłego emeryta. Wtedy operacja skoku na te pieniądze byłaby o niebo trudniejsza. Nie oznacza to oczywiście, że nie mogłaby być wykonana, niemniej jednak pojawiłoby się dużo więcej wątpliwości prawnych, nie mówiąc już o oporze społecznym. Wątpię, czy rząd tak łatwo poradziłby sobie z ludźmi, którzy obserwując swoje konto i zarządzając jego środkami, następnego dnia zobaczyliby na nim zerowe saldo, ponieważ te środki musiałyby wpłynąć do ZUS. Na pewno byłoby to dużo trudniejsze niż w przypadku OFE.

Po piąte, system opiera się na istniejących już państwowych gwarancjach, to znaczy na obligacjach Skarbu Państwa albo gwarancjach bankowych. Nie ma zatem konieczności rozszerzania gwarancji państwowych na inne podmioty na rynku kapitałowym — na przykład zaręczania, że fundusze emerytalne mają zabezpieczenie państwowe. Dzięki temu system nie powiększa państwowego parasola ochronnego.

Po szóste, system ten uczy obywatela dbania o własny interes i kapitał. Uczy rozwagi i przyzwyczaja do zasad gospodarki rynkowej.

Zachęcam wszystkich zwolenników obecnego systemu OFE do wyjaśnienia, w czym przedstawiony system byłby gorszy od obecnego i dlaczego nie mielibyśmy go wprowadzić. Zachowuje wszystkie zalety, które podaje się w odniesieniu do OFE, a oferuje mnóstwo ogromnych dodatkowych korzyści.

Okazuje się, że coś z powyższej propozycji pojawiło się w wypowiedzi minister Fedak, której zdaniem należy skończyć z koncesjonowanym rynkiem i wprowadzić większą swobodę wyboru, pozwalając obywatelowi inwestować część pieniędzy w lokaty, albo obligacje. Wywołuje to szum medialny, ponieważ sprawa dotyczy pozostałych 2,3% składek, podczas gdy minister realizuje plan przekazania 5% z powrotem do ZUSowskiej dziury. Jest to krok pomysłowy i przemyślany, gdyż wprowadza trochę zamieszania w środowisku przeciwników ZUS i zmniejsza stopień dyskusji w sprawie nacjonalizacji pozostałych 5% składek.

Ze względu na nasze powyższe wywody z samą ideą możliwości wybierania, w co inwestować należy się zgodzić — pytanie tylko, dlaczego ma to dotyczyć pozostałych 2,3%? Dlaczego w ogóle przekazywać 5% do ZUS? Dlaczego wszystkich pieniędzy, które obecnie trafiają do OFE, nie przekazać w ten sposób w prywatne ręce przyszłych emerytów? Skoro pani minister jakiś czas temu atakowała OFE, argumentując, że rzekomo „powodują” deficyt budżetowy, to czy nie zaatakowałaby za jakiś czas obywateli, oszczędzających tak pieniądze i kupujących obligacje, że teraz oni „powodują” deficyt?

Jeszcze ciekawsza jest natomiast odpowiedź ze strony stronników systemu OFE. Profesor Orłowski stwierdził, że jest to ultraliberalna propozycja, gdyż OFE mają gwarancję państwa, a w propozycji minister nie będzie żadnego zabezpieczenia przyszłych emerytów. Jest odrobina przesady w epitecie „ultraliberalna” — wszak propozycja wyboru między obligacją, lokatą, a ZUS jest i tak regulowaną propozycją. Byłaby ultraliberalna, gdyby te pieniądze można by przeznaczyć na edukację dzieci, kupno pralki, albo zwyczajnie przejeść. Abstrahując już od tego, jak zwróciliśmy uwagę wyżej, że system bankowy ma również gwarancje państwowe. Wszak lokaty są objęte Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, a obligacje same w sobie są gwarantowane przez państwo. Oczywiście, nie oznacza to nigdy absolutnej pewności, ale gwarancje bankowe i obligacje są co najmniej tak samo pewną gwarancją, jak ochrona OFE. A moim zdaniem są nawet pewniejsze, czego dowodem powinno być to, że istniejące gwarancje państwowe w żaden sposób nie uchroniły przed nacjonalizacją składek z powrotem do ZUS. Co w przypadku posiadanych przez obywateli obligacji albo lokat z pewnością nie byłoby tak proste.

Z kolei doktor Wojciechowski z FOR stwierdza, że pomysł musiałby się wiązać z „ograniczeniem wysokości pobieranych opłat, limitami inwestycyjnymi i karami za nieosiągnięcie wymaganej stopy zwrotu”. Najlepsze w tym pomyśle jest właśnie to, że te koncesje i regulacje są zupełnie niepotrzebne, ponieważ o tym w większym niż w przypadku OFE stopniu decydowałby mechanizm rynkowy. Czy dzisiaj ktoś reguluje wysokość opłat za lokaty bankowe? Nie, banki podają kwotę zwrotu netto i nikt się tym nie martwi. Podobnie mogłoby być w tym wypadku.

Czego miałyby dotyczyć limity inwestycyjne? Jak zaznaczyliśmy w propozycji powyżej, te limity byłyby ustalone w taki sam sposób, jak w obecnym systemie z OFE: 60% w obligacje i lokaty bankowe. Pozostałe 40% albo w to samo, albo w indeks WIG, ale tylko w indeks bez możliwości wyboru poszczególnych spółek. O stopy zwrotu wtedy nie ma się co martwić, bo średnio prowadziłoby to do lepszego rezultatu niż tego osiąganego przez OFE, ponieważ obywatel inwestowałby pieniądze w te same instrumenty, ale bez rozrośniętego pośrednika, niemal bezpośrednio. A wysokość pobieranych opłat nie byłaby taka jak w OFE, ponieważ na rynku lokat i w pośrednictwie sprzedaży obligacji jest większa konkurencja. Czy naprawdę trzeba przekonywać zwolenników gospodarki rynkowej i swobody działalności gospodarczej, że im więcej konkurencji i wolności wyboru, tym taniej i lepiej?

Stąd zachęcam gorąco zwolenników systemu Otwartych Funduszy Emerytalnych, aby porzucili projekt OFE i podchwycili tę parę zdań wypowiedzianych przez minister Fedak. Należy przyznać jej rację i otwarcie zacząć popierać ten pomysł w mediach. I zaproponować, że skoro pomysł jest taki dobry, to niech całe 7,3% będzie rozdysponowywane indywidualnie przez obywatela. Naprawdę jest to koncept, który zawiera w sobie wszystkie zalety systemu OFE, a do tego oferuje bezcenne dodatkowe zalety i pozbywa się kilku poważnych, uciążliwych wad.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

18 Komentarze “Machaj: Zamiast OFE – propozycja reformy emerytalnej

  1. Moim zdaniem pomysł nietrafiony. Przecież chodzi o zapewnienie środków dla obecnych emerytów, a nie o to co będzie w przyszłości. Teraz brakuje kasy, a co będzie za 10 – 20 -30 lat to się zobaczy.
    Właściciele i ci co żyją z OFE też będą przeciw bo odbiera im gwarantowaną przez państwo kaskę.
    Jaki jest sens odkładania pieniędzy na przyszłość i jednocześnie pożyczania ich od tych u których się je odkłada aby jakoś przeżyć do pierwszego? Przypominam, że każda taka operacja dodatkowo kosztuje.
    Pozdrowienia Mergiel

  2. ad 1.

    To nie jest pomysł na trwałą i całkowitą reformę. Projekt miał na celu pokazanie konkretnej rzeczy: że jest coś lepszego niż dzisiejsze OFE i że zwolennicy OFE powinni od ręki się pod tym podpisać. JEŚLI ktoś popiera dzisiejsze OFE, to powinien poprzeć to, co napisałem. Poza pośrednikami, którzy żyją z odcinania kuponów od tej kasy. Ale to jest czysto partykularny interes.

    A pozostałe problemy o których Pan pisze są poważne. Ale nie o tym traktował tekst, który jest adresowany do zwolennika dzisiejszego OFE. Lepsze to co wyżej niż OFE. Problemy gerontokracji to sprawa odrębna.

  3. Dwie uwagi:
    1. Po co przelewać pieniądze na konto obywatela (pobierane wcześniej od niego), kiedy można by zmniejszyć wysokość składki na ZUS i wymagać w PIT rozliczenia się z tego, jak zostały zainwestowane te pieniądze.
    2. Z tego, co wiem, nasze „państwo opiekuńcze” wszystkim, którzy będąc w wieku emerytalnym nie mają wypracowanej emerytury, a nie mają środków do życia, i tak wypłaca różnego rodzaju zasiłki (porównywalne z najniższą emeryturą czy emeryturą z KRUS). Czy więc nie prostsza jest reforma proponowana przez CAS (oparta na systemie kanadyjskim), która zakłada niewielką „emeryturę obywatelską” dla każdego, po osiągnięciu wieku emerytalnego? Po co mnożyć byty ponad miarę. Ci roztropni będą odkładać sami, a Ci nieroztropni jakoś przeżyją za tę niewielką emeryturę. Obsługa tego systemu będzie tańsza. Żadnych składek emerytalnych. Finansowanie z podatków. Prostota!

  4. „czy też woli inwestować bezpiecznie i przeznaczyć całość kapitału na lokaty i OBLIGACJE”

    Ja zwykle poczucie humoru trzyma się pana Mateusza.

    A że zapytam trochę nie ładnie: jaki kierunek studiów Pan skończył?

  5. A co instytut sądzi o propozycji przedstawionej przez Centrum im. Adama Smitha, tj. emeryturze obywatelskiej.

  6. Nie rozdrabniajmy się. Jeśli zadowolimy się tylko taka reformą, oni nas zjedzą. Zobaczą jak słaba jest opozycja. To by wyglądało na kapitulację. Chodzi o to by naprawdę poważnie odciążyć pracujących, a sporą część obecnych zobowiązań emerytalnych pokryć z funduszu z prywatyzacji. Tak było postulowane w 1995, potem w 2000 i 2005. Zawsze twierdzono, że nie ma już państwowego majątku. Jakoś zawsze był. Odwagi. Ten system i tak się wali. Nic mu nie pomoże. Nawet drukarnie.

  7. Emerytura obywatelska, czyli podatek emerytalny, jest zdecydowanie mniejszym złem niż ZUS i jego pałace. Mimo to jest złem.

    Złem jest nade wszystko nadmierna koncentracja na kwestiach bezpieczeństwa i zabezpieczenia starości. To jest hamulec mentalny. Jeśli celem jest rozwój, wzrost, poprawa warunków życia, to powinniśmy się koncentrować na innowacyjności, twórczości, oszczędzaniu, pracowitości, doskonaleniu zawodowym, a temat emerytur zostawić szlachetnym Judymom i organizacjom charytatywnym. Człowiek twórczy, przedsiębiorczy nie mysli o emeryturach, tylko o rozwoju, który siłą rzeczy zapewnia również środki do życia. A rozwijać się można do ostatniego tchnienia. W rozwoju zawiera się też implicite kwestia oszczędności, zapobiegliwości, zapewnienia rezerw.

    Całe to ględzenie o emeryturach jest zwykłym zabiegiem socjotechnicznym, woda na młyn urzędników, którzy aż się rwą do pomagania i przychylania nieba wszystkim, którzy tego potrzebują i nie potrzebują. Poza obłożnie chorymi wszyscy ludzie są zdolni i chętni do pracy. A ci, którzy są niechętni, zadbali już o to, żeby im nie zabrakło złota na złotą jesień.

    Zwyciężylismy pod Grunwaldem, najwyższa pora zwyciężyć też bękarta socjotechniki Bismarckowskiej. Skoro nikt na swiecie tego nie potrafi, to zróbmy to my – specjaliści od Grunwaldów.

  8. Rozumiem, że to taki żart intelektualny pana Machaja. Może nawet nie najgorszy. Tylko proszę pamiętać, że przy tym rozwiązaniu będzie trzeba zatrudnić jeszcze jakieś 10 000 urzędników którzy będą pilnować czy aby na pewno 60% idzie na obligacje SP.
    Oczywiście Mergiel ma rację, że w ZUS-ie nie chodzi o żadne oszczędzanie i inwestowanie lecz o zebranie środków na dzisiejsze emerytury. Dlatego ZUS jest bankrutem w związku z tym, jedynym uczciwym rozwiązaniem, według którego mogłaby sie zjednoczyć „prawica” jest likwidacja ZUS przez ogłoszenie jego bankructwa. Oczywiście wtedy SP przejmuje jego zobowiązania ale sąd mógłby to jakoś rozłożyć na raty. Zysk byłby taki, że ZUS nie zaciągałby w lawinowym tempie nowych zobowiązań których już jak w każdej piramidzie nie będzie w stanie spłacić, no i zatrudnianie ludzi byłoby znacznie uproszczone wiec i gospodarka by ruszyła.

  9. @ 4
    Kenneth Rogoff i Carmen Reinhart przeanalizowali ostatnie 800 lat historii ludzkości i odkryli, że tylko w ciągu ostatnich 200 lat państwa ogłaszały niewypłacalność aż 250 razy, Przekonanie, że państwo nie może zbankrutować, to mit. Bankructwo w przypadku państwa nosi nazwę „niewypłacalności” a w wypadku firm ubezpieczeniowych i powszechnych towarzystw emerytalnych nazywa się „utratą płynności finansowej” i kończy się ich częściową nacjonalizacją czyli spłaceniem zadłużenia z podatków.
    Więc przekonanie, że takie firmy mogą zbankrutować, by konkurenci mogli zająć ich miejsce to drugi mit.
    Zwłaszcza, kiedy 9 z 11 członków Rady Gospodarczej przy premierze to członkowie (bądź ex członki) rad nadzorczych PTE lub z nimi powiązanych instytucji.
    Jakby się nie odwrócić to najbezpieczniej chyba jest tak:
    http://www.youtube.com/watch?v=IR2MdaD_nKo

  10. Och, panie Mateuszu! Wszak Pan wie, że to jest wołanie na puszczy! Co najgorsze, a zarazem najśmieszniejsze, większość lemingów przyklaśnie zapewne jednak propozycjom rządowym, a nie pańskim. Mądrość, rozsądek, umiarkowanie – to od dawna nie jest w cenie!

  11. Wielokrotnie na różnych forach popierałem i przedstawiałem rozwiązanie podobne do tego. Jednak jednego nie uważam za słuszne:

    „Czego miałyby dotyczyć limity inwestycyjne? Jak zaznaczyliśmy w propozycji powyżej, te limity byłyby ustalone w taki sam sposób, jak w obecnym systemie z OFE: 60% w obligacje i lokaty bankowe. Pozostałe 40% albo w to samo, albo w indeks WIG, ale tylko w indeks bez możliwości wyboru poszczególnych spółek.”

    Tych limitów. Według mnie nakazanie oszczędzania jakiś środków (zakaz ich przejadania, lub inwestowania w siebie, w dzieci) ma sens, ale wtedy powinienem za pośrednictwem banku wszystko np. kazać zamienić w srebro i trzymać, bo ja uważam iż to dobra lokata. Inny człowiek powinien móc zainwestować te pieniądze w jakąś firmę nawet pojedynczą. Możliwe iż na początku bawiąc się tak obywatele pozbędą się tych pieniędzy, ale szybko się nauczą jak inwestować i następne wpłaty z pensji będą lepiej inwestowane.

    Jeśli chodzi o uwagę pana Pawła to takie przymusowo oszczędzane pieniądze nie powinny być opodatkowane i być w PIT-e.

  12. ad 3 i 11

    Zgadzam sie. Pomysl z PITem jest swietny i znacznie ulepsza to, co tutaj zaproponowalem.

    Co do inwestowania – tez sie zgadzam, ale prosze pamietac o zalozeniu mojego tekstu: wychodzimy od pogladow zwolennika OFE, ktory zaraz by powiedzial, ze to jest zbyt ryzykowne i nie mozna pozwolic na wrzucenie wszystkich jajek do koszyka (np. w srebro). Dlatego trzeba to „regulowac”. Na co my odpowiadamy, ze nawet jesli trzeba ponoc „regulowac”, to i tak mozna to zrobic lepiej tj. tak jak sugeruję w tekscie.

  13. Moim zdaniem najczystszym układem byłoby bankowe konto ze stałym oprocentowaniem.
    99% obywateli nie potrafi sensownie inwestować i ponoszą najczęsciej straty, zwłaszcza na giełdzie.
    To banki decydowałyby o inwestowaniu. W sporej części byłyby to kredyty inwestycyjne, więc dałoby to impuls rozwojowy.

    W adresie artykułu są dziwne znaki (długi myślnik) uniemożliwia to podanie linka do artykułu. Czy to świadome utrudnienie ?

  14. ad Pawel-l „99% obywateli nie potrafi sensownie inwestować i ponoszą najczęsciej straty” nie lubię takich stwierdzeń. Czy znasz badania Gigerenzera, w których wykazał, że portfele akcji sporządzane na podstawie wskazań dokonywanych przez przypadkowych ludzi(np. spotkanych na ulicy) i nie zajmujących się inwestowaniem zawodowo, wygrywają najczęściej z pakietami akcji autorstwa tuzów inwestowania? A co z przyczynami kryzysu finansowego, czy to nie zawodowcy mieli w tym udział? Co to znaczy sensownie inwestować przy nierównym dostępie do informacji?
    „To banki decydowałyby o inwestowaniu” w czasie ostatniego kryzysu dały świetny pokaz „sensownego”inwestowania.

    Rozumiem obowiązki wynikające z umowy międzypokoleniowej i wynikającą z tego konieczność składania się na obecnych emerytów, ale nie widzę żadnego powodu abym miał przymusowo oddawać gotówkę różnym „obracaczom”. Niech się starają to może mnie skuszą, ale przymusowo nie widzę powodu.
    Pozdrowienia Mergiel

  15. Rozumiem odpowiedź dotyczącą regulacji. Osobiście choć pewien przymus oszczędzania mogę zrozumieć i akceptuję takie rozwiązanie, to nie zgadzam się z pomysłem regulowania tego przymusowego oszczędzania.

  16. @ Mergiel
    Sporządzane portfele być może wygrywają, ale prawdziwi inwestorzy najczęściej przegrywają.
    Firmy brokerskie i urzędy skarbowe niechętnie udzielają informacji o wynikach finansowych swoich klientów, ale większość traci na inwestycjach. Kupują na górce, sprzedają w dołku.

  17. ad 8
    „w ZUS-ie nie chodzi o żadne oszczędzanie i inwestowanie lecz o zebranie środków na dzisiejsze emerytury. Dlatego ZUS jest bankrutem w związku z tym, jedynym uczciwym rozwiązaniem, według którego mogłaby sie zjednoczyć “prawica” jest likwidacja ZUS przez ogłoszenie jego bankructwa.”

    Wieszczenie bankructwa ZUS jest mrzonką, ponieważ państwowy system emerytalny oparty na zobowiązaniu pokoleń młodszych względem starszych z definicji nie może zbankrutować. Nawet gdyby stosunek pomiędzy liczbą emerytów a liczbą obywateli w wieku produkcyjnym wzrósłby do 0,5 to zawsze można podwyższyć wiek emerytalny, pozwolić na swobodną imigrację, sprywatyzować cały majątek państwowy, a w ostateczności radykalnie obniżyć wysokość wypłacanych świadczeń. System pokoleniowy może doprowadzić do głodowych emerytur, ale nie może zbankrutować, dopóki opiera się na finansowaniu z podatków; podobnie jak nie może zbankrutować Ministerstwo Obrony Narodowej.

    Propozycję jednoczenia się danej opcji politycznej wokół utopijnych postulatów można za to polecić przeciwnikom politycznym 😉

    „ZUS nie zaciągałby w lawinowym tempie nowych zobowiązań których już jak w każdej piramidzie nie będzie w stanie spłacić”

    ZUS nie jest piramidą finansową (co najwyżej demograficzną), nie ma ustalonej wysokości zobowiązań, więc zawsze jest w stanie spłacić wszystkie swoje zobowiązania.

  18. Witam, jestem za reformą emerytalną ale nie w tej formie. Uważam że podstawą świadczenia emerytalnego powinny być lata przepracowane, powiedzmy 40 lat pracy 100% podstawy emerytalnej. Kto chce mieć większe świadczenie ma pracę, zdrowie i ochotę może pracować do dowolnego wieku podwyższając świadczenie emerytalne. Nie można wrzucać do jednego worka polityka pracującego w ławie sejmowej czy biznesmena ze spawaczem czy murarzem pracującym od 15 roku życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy