Bernanke: „Austriacy mają rację, ale mogą jej nie mieć”

1 kwietnia 2011 Teksty komentarze: 32

Ekskluzywny wywiad Bena Bernankego dla mises.pl
Wersja PDF

Redakcja: Czy jest pan zadowolony ze swojej pracy?

Ben Bernanke: To zależy, jak interpretować zadowolenie. Nie da się mówić o absolutnym poziomie zadowolenia, a jedynie relatywnym, porządkowym poziomie zadowolenia, w porównaniu do dostępnych alternatyw. Jeśli przyjmiemy taką subiektywistyczną perspektywę, to mój poziom zadowolenia jest wysoki, bo wolę pracować tu niż w Lehman Brothers.

Redakcja: W kwestii Lehman Brothers… czy nie można było tego przewidzieć?

Ben Bernanke: Oczywiście można było. Zawsze uważałem, że Hayek i Austriacy mają rację, tylko że zapominają dodać, że w nauce nigdy nie ma absolutnej pewności. Austriacy mają rację w wysokim stopniu, w 95%. Dlatego mimo że mają rację, to mogą jej czasem nie mieć.

Redakcja: Ale czy nie jest tak, że każdy boom sztucznie nakręcany obniżkami stóp procentowych przez bank centralny musi się skończyć kryzysem?

Ben Bernanke: Naturalnie tak jest. Obniżenie stóp zaburza strukturę produkcji i prowadzi do relatywnych przesunięć alokacyjnych na rynku czynników produkcji. To będzie musiało zostać skorygowane przy nadejściu recesji, która doprowadzi do przywrócenia tendencji równowagowych w gospodarce. W dodatku cały proces może się dokonać przy względnej stabilności ogólnego wskaźnika cen. Pokazują to doświadczenia amerykańskie z lat 20. XX wieku, a szczególnie doświadczenia japońskie z lat 80.

Redakcja: Dlaczego wobec tego zdecydowano się na takie obniżki stóp na początku XXI wieku?

Ben Bernanke: Myśleliśmy, że tym razem będzie inaczej.

Redakcja: Dlaczego tym razem miało być inaczej?

Ben Bernanke: Bo wszystkie dane były zupełnie inne niż poprzednio. Firmy miały mnóstwo komputerów, nowego sprzętu technologicznego, wyszkolonych pracowników, kapitał ludzki, przyszła zupełnie nowa jakość zarządzania. Osiągnęliśmy poziom, w którym asymetrie informacyjne zostały w dużym stopniu przełamane. Weszliśmy w Nową Ekonomię.

Redakcja: W jaki sposób Nowa Ekonomia ma zapobiec zakłóceniom, które są wywoływane przez obniżki stóp przez bank centralny?

Ben Bernanke: Nie wiem, ale nie możemy mieć pewności, że tak być mogło. Wracamy do wspomnianych 95% skuteczności. Racja była po stronie Hayeka, ale mogła tam nie być. Dlaczego nie mielibyśmy zaryzykować? Biznes codziennie podejmuje ryzyko i dokonuje twórczych destrukcji. Dlaczego bank centralny nie ma spróbować tego samego?

Redakcja: Bo bank centralny uzewnętrznia koszty na całe społeczeństwo i powoduje straty u ludzi, którzy bezpośrednio za to ryzyko nie odpowiadają?

Ben Bernanke: Tak można wszystko skrytykować.

Redakcja: Czy obniżki stóp procentowych, które pan wykonał po pojawieniu się kryzysu, pozwolą na ponowne uruchomienie boomu?

Ben Bernanke: Nie widzę takiej możliwości. To już minęło, te czasy, ten kredytowy luz; wielkie bonusy już nie powrócą. Co prawda dużo bym dał, by przeżyć to znów — wehikuł czasu to byłby cud — ale niestety w obecnej sytuacji makroekonomicznej nie wydaje się to prawdopodobne.

Redakcja: Odwołuje się pan do tez szkoły austriackiej. Co wobec tego sądzi pan o propozycji przywrócenia standardu złota?

Ben Bernanke: Pomysł jest ciekawy. Mamy jeszcze w szufladzie gdzieś projekt Greenspana o wprowadzeniu tego rozwiązania. Jednakże pytanie zasadnicze brzmi: po co?

Redakcja: Przy uwolnieniu rynku pieniądza i zabezpieczaniu go rzadkim towarem można uniknąć manipulacji stopami procentowymi, inflacji, baniek…

Ben Bernanke: Tak, tak. Unikać cykli koniunkturalnych, zmniejszyć radykalnie poziom zadłużenia prywatnego i publicznego, ustabilizować system finansowy, rozwiązać problem dużego i nieefektywnego rządu, znam te argumenty. Dalej jednak nie odpowiada to na pytanie podstawowe: po co?

Redakcja: Ale czy nie właśnie to jest już celem?

Ben Bernanke: Nie, bo wtedy byłby to cel sam w sobie. Jak mówię, pomysł mi się podoba. Ale dalej nikt nigdy nigdzie nie dowiódł, po co go mamy zrealizować.

Redakcja: Jakie są pana prognozy na przyszłość?

Ben Bernanke: Myślę, że najciekawiej będzie w Europie, dużo ciekawiej niż u nas. Obligacje Portugalii i Grecji zmieniły się z ratingu „śmietnik mały minus” na „śmietnik duży minus”, co oznacza, że strefa euro będzie pod jeszcze większą presją. Myślę, że jeśli nie nadejdzie ożywienie, to w przeciągu 4 lat albo budżety portugalski i grecki będą uchwalane w Berlinie, albo przestaną być denominowane w euro. Stawiam na ewolucję w stronę zakamuflowanego wariantu pierwszego.

Redakcja: Odnośnie obniżenia ratingów tych rządów. Czy nie uważa pan, że Europejski Bank Centralny bardzo zagroził swojej reputacji i polityce przejrzystości, łamiąc obietnice, że nie będzie kupował obligacji bankrutujących rządów?

Ben Bernanke: Polityka przejrzystości i transparentnej komunikacji banku centralnego z otoczeniem jest bardzo delikatną materią. Bank centralny dokonuje obietnic i najważniejszą długookresową obietnicą z jego strony jest postępowanie tak, żeby było dobrze. Nawet jeśli musi to oznaczać złamanie jakichś innych obietnic. Gdyby EBC dotrzymał tych innych obietnic, to musiałby złamać te jedną najważniejszą: o tym, że dla realizacji priorytetów polityczno-gospodarczych zrobi wszystko co w jego mocy. Nawet złamie obietnice. Dlatego nie uważam, żeby EBC jakąś obietnicę złamał, mimo że z części się rzeczywiście nie wywiązał.

Redakcja: Na koniec pytanie „lokalne”. Podobno był pan kiedyś w Polsce?

Ben Bernanke: Zostałem kiedyś zaproszony do recenzji doktoratu pewnego młodego wybitnego naukowca, który napisał swoją pracę w języku angielskim. W ostatniej chwili musiano jednak wycofać moją kandydaturę, ponieważ nie mam habilitacji. Podobny problem miał kiedyś Robert Lucas, ale u niego w porę udało się nostryfikować dyplom na Uniwersytecie Ekonomicznym w Ostrowie Wielkopolskim i mógł już bezpiecznie recenzować pracę. W moim przypadku było za późno na taki krok.

Redakcja: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad przeprowadził i przetłumaczył na polski Israel Kirzner

1 kwietnia 2011 r.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Instytut Misesa

O Autorze:

Instytut Misesa

Instytut Ludwiga von Misesa ufundowany we Wroclawiu w sierpniu 2003 r. jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej. Instytut został nazwany na cześć – naszym zdaniem najwybitniejszego ekonomisty XX w. – Ludwiga von Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

32 Komentarze “Bernanke: „Austriacy mają rację, ale mogą jej nie mieć”

  1. Z wywiadu wygląda człowiek, który nie jest w stanie zdobyć pracy jaka by mu w pełni odpowiadała – i chwyta taką jaka jest pod ręką. Ten sam człowiek decyduje o naszym losie i nie jest w stanie lub nie chce zrozumieć, że świat potrzebuje stabilnej ekonomii. To niewolnik czy człowiek złej woli?

  2. prima aprilis 🙂


    Redakcja: Odwołuje się pan do tez szkoły austriackiej. Co wobec tego sądzi pan o propozycji przywrócenia standardu złota?

    Ben Bernanke: Pomysł jest ciekawy. Mamy jeszcze w szufladzie gdzieś projekt Greenspana o wprowadzeniu tego rozwiązania. Jednakże pytanie zasadnicze brzmi: po co?

    epic 🙂

  3. Ben,
    Gratulacje. Piekny wywiad. Austriacy zawsze byli mi bliscy, ciesze sie, ze i ty znajdujesz u nich inspiracje.
    Z tym standardem zlota to troche zartowalem. Pamiętaj jednak o tym co powiedzialem w 2008 roku: „Odkryłem dziurę w mojej ideologii. Nie wiem jeszcze, jak jest ona duża i trwała, ale czuję się z tym fatalnie…”. To uczucie nadal dominuje we mnie. Oby ciebie w przyszlosci to nie spotkalo.
    Pozdrawiam,
    Alan

    P.S. Mozesz mi zalatwic wywiad dla mises.pl? To portal z przyszlością, i dobrze byloby by kojarzono mnie i ciebie z Misesem.

  4. Dobre.
    Coś jest chyba nie tak z tym fragmentem:
    z ratingu „śmietnik -” na „śmietnik –”

    I znowu macie jakieś dziwne znaki w linku. Zróbcie coś z tym…

  5. „Tak, tak. Unikać cykli koniunkturalnych, zmniejszyć radykalnie poziom zadłużenia prywatnego i publicznego, ustabilizować system finansowy, rozwiązać problem dużego i nieefektywnego rządu, znam te argumenty. Dalej jednak nie odpowiada to na pytanie podstawowe: po co?”

    No właśnie. Po co? Przecież Pan Bernanke i cała ekipa chcą tego aby społeczeństwa żyły w destabilizacji, wtedy tacy jak on mają co robić. Po co u licha tworzyć system w którym pozbawia się swojego stanowiska?
    Ale nie tylko o to chodzi. Jak zauważa Bernanke ma być przede wszystkim CIEKAWIE. A gdyby zastosować recepty austriaków byłoby po prostu nudno.

    Wspaniały i szczery wywiad aczkolwiek krótki.

  6. „Wywiad przeprowadził i przetłumaczył na polski Israel Kirzner”

    Fajnie się czytało, o ile przez kilka pierwszych pytań nie spodziewałem się tego to ten fragment był zbyt oczywisty

    „Redakcja: Dlaczego wobec tego zdecydowano się na takie obniżki stóp na początku XXI wieku?

    Ben Bernanke: Myśleliśmy, że tym razem będzie inaczej.”

  7. Pan Bernanke pisze o szkole Austriackiej i wspomina o swoim koledze z gminy Greenspanie ,ale się uśmiałem po same pachy.
    Tak ,tak specjaliści z Austrii potrafią dać szkołę wraz z nie zapomnianymi wrażeniami.
    Zastanawia mnie tylko dlaczego tą wiedzę przyswoili sobie wyznawcy jednej gminy i nie są to Austriacy.
    Bo żaden jeszcze nie był szefem Fed,u .

  8. Dobre! przez pierwsze dwa pytania tylko oczy przecierałam – czy ja nie śnię – zwłaszcza przy 95 % austriaków. Ale wkurzyła mnie „nieudolność” dziennikarza, sprawdziłam, kto „robił wywiad” i już dowcip się ujawnił. Reszta, uwzględniając konwencję, też świetna. Gratuluję!

  9. A mnie się najbardziej podobają te dwa kawałki:

    „Tak, tak. Unikać cykli koniunkturalnych, zmniejszyć radykalnie poziom zadłużenia (…) Dalej jednak nie odpowiada to na pytanie podstawowe: po co?”
    „Bank centralny dokonuje obietnic i najważniejszą długookresową obietnicą z jego strony jest postępowanie tak, żeby było dobrze”.

    Po prostu sam Ben tak trafnie by tego nie ujął. Sobowtór przerósł oryginał.

  10. Dziękujemy wszystkim za komentarze, opisy, odpowiedzi i włączenie się w zabawę.

    Powyższy wywiad jest oczywiście fikcyjny i był żartem na 1.04. W rzeczywistości nie przeprowadziliśmy wywiadu z Benem Bernanke, a naszym rozmówcą był minister Rostowski, który przyjął ten pseudonim.

  11. Nie mniej stosujecie tę tragiczną, popularną w tv kalkę z angielskiego – ekskluzywny, co w języku polskim ma totalnie inne znaczenie…

    1. Ciężko powiedzieć, co autor miał na myśli używają tego słowa 🙂 Jako tłumaczenie „exclusive” byłoby oczywiście błędne.

  12. Ad 26, 28
    Zgadzam się i dziękuję za wpisy. Przywracają mi wiarę w to, że nie jestem czepialskim reliktem minionej cywilizacji. Obiecuję, że nie ustajemy w wysiłkach…

  13. Czasy się zmieniają. Język też. Mi się podoba nowe znaczenie słowa „ekskluzywny”. Szczególnie, że nie ma w języku polskim chyba dobrego tłumaczenia.

    Ot, kolejny wyraz obcy.

  14. Ad 30
    Jest: „wywiad na wyłączność”. Też pokraczne, ale widać w tym chociaż ślad zmagania się z językowa materią. „Ekskluzywny” to dowód lenistwa intelektualnego. To by było na tyle w ramach tego ekskluzywnego tematu. [Ostatnie zdanie to uzupełnienie żartu 0104 – kto w nim znajdzie najwięcej błędów i niezręczności, ten wygrywa całus prezesa].

  15. Ad 31.

    „widać w tym chociaż ślad zmagania się z językowa materią”

    Ale po co zmagać się z językową materią, skoro lepiej zmagać się ze znaczeniem?
    Niemcy zmagaja sie z jezykowa materia i potem taki Hegel, czy inni, sa „nieprzetlumaczalni” (kolejny potworek jezykowy, ale jaki piekny, nieprawdaz?) na jezyk angielski.

    Rozumiem, że czasem wygibasy jezykowe sa nieuniknione, bo brzydactwo bywa uderzające, ale czemu właściwie nie „importować” słów (kolejna slodka jezykowa innowacja, za ktora dostalbym jedynke na kartkowce z polskiego)? „Na wyłączność” wcale nie jest niczym pieknym. A „ekskluzywny” to taki ładny wyraz, który w dodatku brzmi ekskluzywnie.

    Z tego samego względu chciałbym, żeby ktoś jeszcze porzucił „pierwotne zawłaszczenie” i wymyslił jedno słowo tak jak przystało (i jak mają to Anglosasi).

    Tutaj „ekskluzywny” to bardziej ekonomia niż lenistwo intelektualne.

    Mam we Francji kolege, ktorego Pani z komisji ochrony jezykowej skrytykowala jak uzyl slowa „email”. Bo powinien uzywac „courrier électronique”.

    Na upartego w Polsce powinniśmy mówić „list elektroniczny”. Dlaczego jakoś się nie bronimy i mówimy o nieszczęsnych „emailach”? O rany – w dodatku piszemy to niefonetycznie. Może powinniśmy pisać „imejle”?

    Jeśli zgadzamy się na emaile, to czemu nie na ekskluzywnosc? Chyba tylko dlatego, ze czesciej uzywamy pierwszego slowa.

    A wkrotce wszyscy bedziemy mowic „poszlem”. Bo nie ma zadnego sensownego uzasadnienia dla mowienia „poszedlem”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Podnieśmy stopę wsparcia!
KRS: 0000174572
 
KRS: 0000174572