Hamowy: Hayekowski model rządu w otwartym społeczeństwie

3 kwietnia 2011 Filozofia polityki komentarze: 16

Autor: Ronald Hamowy
Źródło: Journal of Libertarian Studies
Tłumaczenie: Kamila Budziło
Wersja PDF

model rząduF.A. Hayek, którego najważniejszym dziełem z dziedziny teorii prawa i polityki była Konstytucja Wolności, wydana w 1960 roku, kontynuował pierwotną analizę struktury wolnego społeczeństwa w trzytomowej pracy wydanej pod ogólnym tytułem Prawo, Legislacja i Wolność. W tej pracy zajmę się trzecim tomem dzieła Hayeka (wydanym w 1979 roku), a zwłaszcza krótką analizą jego modelu konstytucji idealnej. Na początku chciałbym jednak coś wyjaśnić. Koncentrując się na tym fragmencie rozważań Hayeka, jak to robiłem wcześniej, nie mam zamiaru umniejszać jego przemyśleń na temat wad socjalistycznej ekonomii i doktryny politycznej lub jego wkładu w analizę współczesnego państwa demokratycznego. Rzeczywiście, celowo wybrałem te obszary pracy Hayeka, w których starał się zaproponować alternatywę dla obecnie konwencjonalnego kierunku. Zdaję sobie sprawę, że mogę nie być do końca sprawiedliwym względem całości twórczości Hayeka, krytykując to, co osiągnąć najtrudniej, a, co za tym idzie, w czym najłatwiej odnaleźć wady. Uważam jednak, iż niezbędne jest pokazanie tego, co uważam za błędne w jego tezach, aby nie skończyć w systemie nie lepszym od obecnego, pod mylnym pojęciem większej autonomii indywidualnej i wolności osobistej.

Najważniejszą, i bez zwątpienia najbardziej nowatorską, cechą konstytucji Hayeka jest proponowane przez niego oddzielenie funkcji dwóch izb władzy ustawodawczej. Hayek zanotował:

 

Kiedy pod koniec siedemnastego wieku Izbie Gmin przyznano wyłączne prawo dotyczące projektów ustaw finansowych, Izba Lordów, jako najwyższy sąd w kraju, zachowała najwyższą władzę w kwestii prawa zwyczajowego. Co byłoby bardziej naturalne niż to, że przy przyznaniu Izbie Gmin wyłącznej kontroli nad bieżącym prowadzeniem rządu, druga izba powinna w zamian zażądać wyłącznego, ustawowego prawa do zmian słusznego postępowania („just conduct”)?[1]

 

Nie znajduję w tym podziale niczego specjalnie „naturalnego”. Izba Gmin nigdy nie uważała się wyłącznie za rządową agencję administracyjną i organ nakładający podatki, rodzaj dużego komitetu wykonawczego z dodatkowymi uprawnieniami urzędu skarbowego, lecz za władzę ustawodawczą narodu. Aż do dziewiętnastego wieku oznaczało to, że przede wszystkim pobierała opłaty podatkowe, zarządzała wojskiem i marynarką wojenną oraz decydowała o wojnie i pokoju. W mniejszym stopniu uchwalała takie prawa dla swoich brytyjskich poddanych, jakie uznano za potrzebne i pożądane w danym czasie. Większość z tych praw było jednak ustanawianych nie przez legislaturę, lecz przez sądy, a wcześniej przez władzę wykonawczą za pomocą dekretów. Poważna interwencja we wszystkie aspekty życia prywatnego i publicznego, która teraz cechuje funkcję legislacyjną, była w brytyjskim parlamencie nieznana aż do okresu po wojnach napoleońskich. W tamtym czasie czymś naturalnym było, że Izba Gmin, sprawując kontrolę nad rządową kiesą oraz przejąwszy władzę wykonawczą, zażąda stania się ciałem decydującym również o ustawach.

Podział zasugerowany przez Hayeka jest podziałem sztucznym, niemożliwym do zrealizowania. Jeśli izba niższa miałaby ograniczyć swoja rolę do kontroli podatków i wydatków, podczas gdy izba wyższa miałaby wyłączą władzę tworzenia kodeksów postępowania, ostateczna władza przypadłaby temu organowi, który kontrolowałby fundusze. Wprowadzenie każdego prawa w życie kosztuje i każda ustawa finansowa jest gdzieś przeforsowywana. Jeśli izba niższa ma zbierać podatki i przeznaczać ogromne sumy na dane projekty, czy mamy przypuszczać, że takie prawo nie wiąże się z poważnymi konsekwencjami dla zachowań obywateli? W rzeczy samej, prawo do nakładania podatków i wydawania publicznych funduszy wiąże się z prawem do modyfikowania zachowań — na tej samej zasadzie, na jakiej grzywna jest karą, a dotacja nagrodą. Skutkiem takiego podziału władzy mogłoby być (i w rzeczy samej było) oddanie izbie niższej całej władzy materialnoprawnej, gdyż mogłaby wybierać, które z kodeksów postępowania proponowanych przez izbę wyższą, chciałaby wprowadzić w życie. Co więcej, poprzez prawo do nakładania podatków mogłaby również wprowadzać swoje ustawy. Przeważyłaby sytuacja, która w swej istocie w bardzo niewielkim stopniu różniłaby się od rządów parlamentarnych, jakie znamy dziś.

Zdecydowanie bardziej znaczące z punktu widzenia teorii wolności jest nie utworzenie izby wyższej, lecz ustalenie podstawowych zasad rządzących kodeksem postępowania, którym nadaje moc prawną. Te zasady, jak pisze Hayek:

 

powinny być przeznaczone do zastosowania w nieskończonej liczbie nieznanych, przyszłych sytuacji, aby służyć tworzeniu i zachowaniu ogólnego porządku, którego konkretna zawartość jest nieprzewidywalna, ale nie osiągnięciu konkretnych celów, i w końcu, wykluczaniu wszelkich przepisów, o których wiadomo lub przewiduje się, że wpłyną przede wszystkim na poszczególne grupy lub osoby[2].

 

Podstawowe kryterium, czyli „przeznaczenie do zastosowania w nieskończonej liczbie nieznanych, przyszłych sytuacji”, wydaje się przeformułowaniem zasady uniwersalności Hayeka. Kolejne, mówiące o prawach, które powinny jedynie „służyć tworzeniu i zachowaniu ogólnego porządku, którego konkretna zawartość jest nieprzewidywalna, ale nie osiągnięciu konkretnych celów”, jawi mi się jako prawie niemożliwe do spełnienia. Każde prawo stanowione tworzone jest do osiągnięcia konkretnego celu, niezależnie od tego, czy to ogólne prawo zakazujące kradzieży, czy też węższe, jak zakazywanie wstępu do obiektów wojskowych bez pozwolenia. Co oznaczałoby wprowadzenie prawa, które nie miałoby na celu służenia konkretnemu celowi? Jeśli Hayek ma tu na myśli, że każdy kodeks postępowania powinien służyć osiągnięciu abstrakcyjnego celu, jakimi są „sprawiedliwość” czy „uczciwość” i tym podobne, wtedy wszystkie prawa, nie ważne jak inwazyjne, mogą również być postrzegane w tych kategoriach. „Równość społeczna”, „ład”, „spokój publiczny”, „narodowy dobrobyt”, „harmonia społeczna” to wszystko cele, które miały osiągać poszczególne prawa. Szczerze mówiąc, nie jestem pewien, co Hayek ma tu na myśli, i nie jestem w stanie wyobrazić sobie sądu żadnego państwa zmagającego się z pytaniem, czy dany akt legislacyjny posiada te cechy.

Trzecie kryterium zadziwia rozległością swoich implikacji. Wymaganie, by wszystkie prawomocne regulacje nie zawierały „przepisów, o których wiadomo lub przewiduje się, że wpłyną przede wszystkim na poszczególne grupy lub osoby” — to bez wątpienia najsilniejsza ochrona przed wszelką ingerencją rządową. Rzeczywiście, jest to stwierdzenie tak mocne, że zdaje się przekreślać znaczenie izby wyższej według Hayeka. Jeśli bowiem żadne prawo nie może być uznane przez sądy za ważne, gdy narusza to kryterium, to wtedy legislatura ma związane ręce w kwestii uchylania jakichkolwiek wcześniej dozwolonych zasad postępowania. Ponieważ zapisy dotyczące wszystkich takich praw powinny przynajmniej próbować dotyczyć konkretnych grup lub osób, a dokładnie tych, związanych z daną dziedziną, której ten zapis dotyczy, wtedy sądy — według kryterium kontroli sądowej Hayeka — musiałyby unieważniać te zapisy. Po co wtedy izba wyższa („Zgromadzenie Legislacyjne”, jak nazywa to Hayek)? Jeśli jej obszar działania jest zawężony do ustalania podstawowych zasad kodeksów postępowań oraz nieposzerzania ich w odpowiedzi na konkretne wydarzenia, ciało ustawodawcze nie musiałoby się w ogóle gromadzić.

Kiedy Hayek zauważa, że to kryterium „samo w sobie osiągałoby więcej niż zabezpieczała tradycyjna Karta Praw”[3], zdaje się świadomym daleko sięgającej natury tego ograniczenia legislacyjnego. Ograniczenia te mogą się zdawać naruszać zamiary Hayeka dotyczące istniejącego ciała ustawodawczego. Pisze on bowiem o prawach zawartych w amerykańskiej Karcie Praw, np.: „wolność słowa nie oznacza oczywiście, że dozwolone jest szkalowanie, zniesławianie, oszukiwanie, podżeganie do zbrodni lub wzniecanie paniki fałszywym alarmem itp.”[4]. Te ograniczenia zostały wprowadzone, o czym Hayek zapewne wiedział, drogą decyzji sądowych, a nie zgromadzenia ustawodawczego. Jednak Hayek widzi jedną z funkcji izby wyższej we wprowadzaniu w życie „decyzji jeszcze niesformułowanych”, choć obecnych implicite w orzeczeniach sądów. Takie postawienie sprawy niweluje ograniczenia władzy ustawodawczej, które mogłyby okazać się najbardziej efektywnymi. Hayek zredukował swoje kryterium (że żadne wprowadzone ustawy nie mogą, celowo bądź nie, dotyczyć konkretnych osób) do jakiegoś niejasnego ogółu i zrobił z izby wyższej twór sądowy. Jaki byłby wtedy cel praw stanowionych przez izbę wyższą? Ciała ustawodawcze są już ograniczone decyzjami sądowymi, dlatego trudno byłoby im wprowadzać w życie zapisy anulowane przez sądy. Jaki sens ma istnienie władzy ustawodawczej, która zawęża swoje kompetencje jedynie do  wprowadzania ogólnych zasad, ustalonych wcześniej przez sądy i które, z tego tytułu, są już wiążące?

Jednak, gdy tylko Hayek narzuca te restrykcje na naturę praw, które jego zdaniem izba wyższa może wprowadzać, od razu odrzuca je, stwierdzając:

 

Konstytucja powinna chronić przed możliwością całkowitej bezczynności Zgromadzenia Ustawodawczego, zapewniając, że — choć generalnie powinno ono mieć wyłączne prawo do stanowienia zasad kodeksu sprawiedliwego postępowania — władza ta może tymczasowo przenieść się na Zgromadzenie Rządowe [izbę niższą], w przypadku, gdy uprzednie nie odpowie w uzasadnionym czasie na informację z rządu o potrzebie zaadresowania konkretnej kwestii[5].

 

W ten sposób, wyszczególniwszy wcześniej kryteria ograniczające obszar działania legislatury, powróciliśmy do idei legislatury mogącej wprowadzać prawa w praktycznie każdej kwestii.

Izba niższa, którą Hayek nazywa Zgromadzeniem Rządowym, mogłaby, jak się dowiadujemy, przypominać obecne ciała parlamentarne w tym, że egzekutywa oraz codzienna władza ustawodawcza byłaby połączona i spoczywała w tych samych rękach. W swoich działaniach byłaby ograniczona ogólnymi zasadami postępowania ustalonymi przez izbę wyższą. Innymi słowy, byłaby ograniczona Konstytucją, ustalonymi zasadami sprawiedliwego postępowania oraz werdyktami interpretacyjnymi sądów. Czym dokładnie różni się to w swojej istocie od sytuacji przeważającej teraz w legislaturach demokracji parlamentarnych — pozostaje niejasnym. Hayek twierdzi, że izba niższa byłaby „posiadaczem praw w kwestii organizowania aparatu władzy oraz podejmowania decyzji o użytkowaniu ludzkich i materialnych zasobów powierzonych rządowi”. Jednak, jeśli rząd ma posiadać jakąkolwiek władzę ustawodawczą, to właśnie izba niższa jest upoważnione do decydowania, które, i ile środków ma być powierzonych rządowi. Faktycznie, w tym według Hayeka cały szkopuł klasyfikowania izby niższej jako ustawodawczej, a nie po prostu jako dużego komitetu wykonawczego. Jeśli jest to jednak legislatura, w jaki sposób może być ograniczona tymi samymi zasadami kodeksami postępowań, co wszyscy obywatele? Osoba fizyczna nie może za pozwoleniem rządu wymuszać majątku od innych obywateli. W jakim więc sensie izba niższa jest zobowiązana do poddania się zasadom narzuconym przez izbę wyższą? Hayek nie mówi, że są jakieś szczególne prawa, których musi przestrzegać, ale że musi przestrzegać tych samych praw, co wszyscy obywatele. Pojawia się tu dylemat. Albo izba niższa to nic więcej niż władza wykonawcza, a model Hayeka nie przewiduje żadnego ciała z mocą do nakładania podatków i kontroli nad wydatkami publicznymi, albo jest to rzeczywiście legislatura, z prawem do gromadzenia i wydawania funduszy oraz z prawem do wprowadzania ustaw, z poszanowaniem kodeksów rządowych. Jednak, ponieważ legislatura z definicji ma prawo do uchwalania ustaw, nie może być ona jednocześnie ograniczona tymi samymi prawami, co reszta społeczeństwa. Obywatele nie mają prawa do wprowadzania swoich dyktatów, podczas gdy rządy z założenia mają właśnie takie prawo.

Jest jeszcze jeden problem. Wiele uprawnień przypada obu izbom Hayeka. Jak mamy określić, kiedy prawo jest „ogólną zasadą sprawiedliwego postępowania”, a kiedy odnosi się do „postępowania rządowego”? Które z praw reguluje dostęp do ulic? Do którego rodzaju praw należy ustawa o tajności postępowania egzekutywy? Która izba decyduje o nadawaniu praw wyborczych? I, wreszcie, po co w ogóle dwie izby, jeśli nie ma między nimi rozgraniczenia uprawnień?

Konstytucja też nie rozwiązuje tego problemu ani, co istotniejsze, nie zawiera żadnych ograniczeń materialnoprawnych w kwestii zakresu władzy legislatury — niezależnie od tego, której izbie ta władza przypadnie. Konstytucja, jak się dowiadujemy:

 

powinna zawierać całościowe zasady organizacyjne i musi dotykać konkretnych praw w sensie uniwersalnych zasad sprawiedliwego postępowania, określając jedynie ogólne atrybuty, które prawa te mają posiadać, aby uprawnić rząd do stosowania przymusu we wprowadzaniu ustaw[6].

 

Tak więc, pomimo swojego zawiłego i złożonego modelu rządu, ostatecznie Hayek powraca do swoich pierwotnych ograniczeń formalnych reguł kodeksu postępowania, które po raz pierwszy przedstawił w Konstytucji Wolności jako jedyną ochronę przed samowolnym rządem.

Twierdziłbym, że to podejście zostało zdyskredytowane, i że udowodniono, iż całkowicie formalne kryteria, podobne do tych u Hayeka, mówiące o tym, że wszystkie prawa powinny być ogólne, przewidywalne i ostateczne, nie są w stanie skutecznie ograniczać ingerencji rządu, niezależnie od zmian strukturalnych. Bicza z paska nie ukręcisz — nie można ograniczać władzy rządu, majstrując przy jego strukturze. Jedynie ustanawiając niedwuznaczne, formalne ograniczenia dotyczące wprowadzanych ustaw, można kontrolować obszary, w które legislatura może interweniować, ale nawet wtedy wciąż potrzebne jest czujne i podejrzliwe sądownictwo do poskromienia legislatury. Decyzje o tym, które z obszarów muszą być wyjęte spod władzy ustawodawczej, mogą być podejmowane jedynie na podstawie teorii prawa, która logicznie prowadzi do teorii rządu. Jest to koncepcja, której Hayek z jakiegoś powodu nie rozumie i nigdzie nie widać tego bardziej wyraźnie niż w jego rozprawie o doraźnej władzy, którą zawiera jego model konstytucji. Hayek jest tak przywiązany do założenia, iż prawa są produktem dobrego rządu — a nie, iż go poprzedzają — że kiedy coś zagraża dobremu rządowi, jest on w stanie poświęcić mniejszą wartość — prawa obywatelskie. Jak pisze:

 

W razie zagrożenia ze strony zewnętrznego wroga, kiedy wybucha bunt i agresja lub w przypadku katastrofy naturalnej, kiedy potrzeba szybkiej reakcji i zabezpieczenia wszystkich potrzebnych środków, prawo do obowiązkowej organizacji, którego normalnie nie posiada nikt, musi zostać komuś przyznane. Tak jak zwierzę w śmiertelnej ucieczce, tak społeczeństwo w podobnej sytuacji musi liczyć się z czasowym zawieszeniem nawet najbardziej podstawowych funkcji, od których na dłuższą metę zależy jego egzystencja i ucieczka od destrukcji[7].

 

Co zostaje tu zachowane? Na pewno nie prawa obywatelskie, ale przywileje rządu, który jest źródłem praw innych. Po co inaczej trudzić się ich zachowaniem takim kosztem? Ale, abstrahując już od tego, dlaczego konieczne jest nadanie takich przywilejów, na które nie przystałby żaden naród uważający się za wolny? Wyjątkowo zaskakujące jest to, że Hayek — którego wkład w teorię społeczną opiera się na przeświadczeniu, według którego uporządkowany system społeczny nie potrzebuje zarządcy, padł ofiarą idei głoszącej, że w przypadku kryzysu wewnętrznego konieczne jest przerzucenie pełnej władzy na przywódcę. Jeśli rząd nie jest w stanie manipulować najprostszą strukturą społeczną bez większej szkody dla spontanicznie wygenerowanego porządku stworzonego przez interakcje między wolnymi jednostkami, dlaczego miałoby być inaczej, gdy struktury stają się coraz bardziej złożone? Dlaczego rząd obdarzony nadzwyczajnymi prawami do stosowania przymusu ma poradzić sobie lepiej z katastrofą naturalną niż nieograniczone siły rynku i miłosierdzie wolnego człowieka? I dlaczego mechanizm polityczny powinien mieć zapewnione prawo do przymusu i nie jest to wtedy bezprawna agresja? Każdy rząd posiada już pokaźną władzę w przypadku konieczności okiełznania agresorów. Dodatkowe przywileje są bezsensowne, a co gorsza często są wykorzystywane jedynie przeciwko zupełnie niewinnym, jak to się stało, gdy internowano wszystkich Amerykanów japońskiego pochodzenia podczas II wojny światowej.

Cały model rządu wg Hayeka, władza doraźna itd., jest stworzony w oparciu o mylne przekonanie, że mechanizm polityczny w społeczeństwie może być rzeczywiście podległy własnym nakazom. Faktem jednak jest, że władza ustawodawcza nie może być związana wyższą władzą ustawodawczą, a tym samym nie może przymuszać izby niższej do poddania się prawom przestrzeganym przez wszystkich innych. Legislatury w kwestii stanowienia prawa nie są poddane tym samym regułom, co wszyscy obywatele, jako że ich aparat uległości nie jest tu aparatem perswazji i wymiany, lecz głównie siłą. Nawet jeśli Hayek ma rację i istnieje kwadratura koła, jaką to właściwie robi różnicę? W końcu, co wiąże wyższą władzę ustawodawczą? Z pewnością nie konstytucja, która nie ustanawia żadnych konkretnych ograniczeń dotyczących tego, które prawa mogą być wprowadzone, a które nie.

W swojej Kontrrewolucji nauki Hayek cytuje Saint-Simona, który powiedział: „Nie mogę tworzyć stowarzyszeń bez czyjegoś rządzenia”. Jednak dogłębne spostrzeżenia Hayeka na temat antylibertariańskich fundamentów pozytywistycznych teorii społecznych zdają się trudne do pogodzenia z jego własną teorią struktur wolnego społeczeństwa. Przez co najmniej dwieście lat filozofowie społeczni wiedzieli, że stowarzyszenia nie potrzebują rządu — że, w istocie, to rząd szkodzi stowarzyszeniom. I żaden inny współczesny myśliciel nie pisał na ten temat tak zajadle jak Hayek.

Głównym problemem, przed którym staje współczesna libertariańska teoria polityczna, nie jest problem rozwoju formalnych kryteriów poszanowania praw, które może wprowadzić rząd i struktura polityczna zajmująca się spełnianiem tych kryteriów. Jest nim raczej problem, gdzie ustanowić limit ilości i rodzaju ingerencji rządu, i jak sprawić, by trzymał się tych granic. To, czy prawa spełniające kryteria Hayeka ograniczą samowolę rządu, nie jest do końca ważne, jeśli ostatecznie rząd nie będzie mniej inwazyjny, a ludzie bardziej wolni.


[1] F. A. Hayek, The Political Order of a Free People, [w]: Law, Legislation and Liberty, Chicago: University Press of Chicago, 1979, s. 106.

[2] Ibidem, s. 109.

[3] Ibidem, s. 110.

[4] Ibidem.

[5] Ibidem, s. 116.

[6] Ibidem, s. 122.

[7] Ibidem, s. 124.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Ronald Hamowy

Pozostałe wpisy autora:

16 Komentarze “Hamowy: Hayekowski model rządu w otwartym społeczeństwie

  1. Przepraszam autora morze nie dobrze czytałem ale nie widzę tu ani słowa o tym co się stanie z takim systemem politycznym opartym na tym modelu liberalizmu w którym jeden z uczestników zwyczajnie oszukuje.
    Przykładowo konstytucja wprowadza wszystkim mieszkańcom,obywatelom równość wobec prawa i daje takie same szanse rozwoju każdej nacji zamieszkującej dany kraj.
    I na tej podstawie rozpoczyna się zagospodarowywanie państwa.
    Tylko że o ile większość rozumie i podporządkowuje się dobru wynikającemu z tego systemu to mniejszość,jakaś nie liczna grupa za pomocą swoich po za oficjalnych działań powoli przejmuje najbardziej dochodowe i prawo stanowiące obszary tegoż państwa .
    I ciekawe co na to F.A. Hayek
    Ps.Przytaczam tu swoje rozmyślania nad ideą liberalizmu ponieważ uważam że każdy system polityczny ma swoje delikatnie mówiąc słabe strony ,komuniści jak widać z historii także mieli.

  2. @ Pan Borowski chyba faktycznie niezbyt dokładnie przeczytał artykuł. Przede wszystkim jego autorem nie jest F.A. Hayek, tylko Ronald Hamowy („I ciekawe co na to F.A. Hayek”). Po drugie, autor tekstu nie jest w stanie nikomu (niestety) odpowiedzieć w naszym języku – artykuł został przetłumaczony z anglojęzycznego mises.org (link jest na początku tekstu). Po trzecie, artykuł został napisany w 1982 roku (prawie 30 lat temu :)). Natomiast jeśli na prawdę chce Pan uzyskać odpowiedź na swoje pytanie (bo większość osób jednak lubi zadawać pytania po to żeby je zadać, zamiast pytać, żeby się czegoś dowiedzieć – niestety…) to polecam napisać do autora na adres ronhamo małpa comcast.net (lub inny, który można wygooglać)

    Co do meritum pytania to moim zdaniem nie jest zbyt fortunnie skonstruowane. Przede wszystkim dlatego, że celem artykułu w cale nie była analiza tego, co powinien zrobić ograniczony rząd w sytuacji gdy jacyś obywatele oszukują (libertarianie nigdy nie twierdzili, że w proponowanym przez nich systemie nie będzie takich osób). Natomiast na pewno na mises.pl znajdzie się kilka artykułów poświęconych tej kwestii – może ktoś będzie nawet na tyle miły i podrzuci linka? 🙂 Pozdrawiam.

  3. O przepraszam faktycznie nie szukałem dalej.
    A co do autora to oczywiście zdawałem sobie sprawę że kimś innym jest autor artykułu a kimś innym pan Hayek.
    Nie jestem ekonomistą a po prostu człowiekiem który stara się zorientować w temacie .
    Jakieś 10 lat temu widziałem reportaż na tema pana Hayka notabene z Austrii który to był prekursorem liberalnej ekonomi która to ponoć natchnęła pana prezydenta USA Ronalda Reagan i Panią premier Anglii Margaret Thatcher.
    I powiem szczerze że system liberalny bardzo mi się podobał i dopiero kilka lat temu kryzys spółek internetowych no i teraz ten z kredytami
    Ostro nadszarpną sensem tego modelu gospodarczo-politycznego.
    A poza tym artykuł Ronalda Hamowy,ego jest zawiły i nudny .
    Większość wniosków wyciągnąłem z tego kim jest pan Hayek.
    No i na koniec zauważyłem że pan Ronald Hamowy polemizuje z facetem z Austrii, tylko że ja uważam że nie tam problem .
    Ale morze masz racje że to nie dotyczy tego artykułu ale nie mogłem się powstrzymać tym bardziej że nikt się jeszcze nie wypowiedział.

  4. Czesc 🙂
    „podobno nie ma złych patyn” ja również nie jestem ekonomista, studiuje informatykę a na stronę zaglądam dopiero od kilku tygodni, co do pytania to wydaje mi sie ze jest Pan w błędzie, Reagan i Thatcher prowadzili gospodarkę wolnorynkowa ale chyba i tak znacznie odbiegała ona od idei Heyka oraz innych przedstawicieli jego szkoly. Co do obecnego kryzysu to współcześni Austriacy wyrazie ostrzegali przed zagrożeniami jaki niesie obecny system ekonomiczny nawet kilka lat przed calym zalamaniem systemu:)

    http://www.youtube.com/watch?v=Z0YTY5TWtmU&feature=related

    http://www.youtube.com/watch?v=-pKb4U5qDsc

    linki do 2 przedstawicieli tej myśli ekonomicznej w USA 🙂

    pozdrawiam i z góry przepraszam za ewentualne wpadki :X

  5. Ad Borowski
    „I powiem szczerze że system liberalny bardzo mi się podobał i dopiero kilka lat temu kryzys spółek internetowych no i teraz ten z kredytami
    Ostro nadszarpną sensem tego modelu gospodarczo-politycznego.” liberalizm, a liberalizm – proponuję „Wolny wybór” Friedmana, nie mówiąc już o licznych austriackich pismach, a przekonasz się co w zasadzie wprowadzono.
    Ja ekonomistą też nie jestem, a odzywam się tylko dlatego, że nikt z dyżurnych Austriaków nie odpisał
    Natomiast, ja również uważam, za ordoliberałami, że nie jest możliwy liberalizm przy słabym państwie,właśnie z powodu ewentualnych oszustw, wykorzystywania przewag, tworzenia karteli itd.
    Pozdrowienia Mergiel

  6. Panie Borowski

    Ostatnie kryzysy jakie nawiedziły swiat, nie mają nic wspólnego z poglądami jakie głosi Szkoła austryjacka.
    Powiedział bym nawet, że powstały dlatego ze dzisiejszy kontrolowany przez rządy we współpracy z bankami pseudokapitalizm jest odwrotniacią tego co głoszą austryjacy.
    Zachęcam do przeszukania starszych artykułów, szczególnie z 2009 roku, jest tam mnóstwo analiz kryzysu.

    Pozdrawiam,
    AO

    p.s. Dodam jeszcze, że wcale nie trzeba byc dyplomowanym ekonomistą żeby tu dyskutować. Szczególnie że obecnie na wielu polskich uczelniach jest serwowana keynsistowska papka, a szkoła austryjacka jest przedstawiana w złym często kłamliwym świetle.

  7. O widzę że ktoś dopisał kilka uwag.
    Więc mam dodatkowe pytania i spostrzeżenia.
    Jak na podstawie Austriackiego modelu liberalizmu można opisać możliwość konkurowania gospodarczego z krajem takim jak Chiny.
    Kraj ten zaniża koszt własnej waluty.
    Za pomocą tanich kredytów dotuje eksport.
    Wyjątkowo brutalnie jak na standardy światowe lobbuje swoją produkcje.
    Wykrada i nie szanuje praw patentowych
    Monopolizuje środki produkcji (srebro,miedź itp.)
    No i na koniec kompletny brak ubezpieczeń społecznych i socjalu,ale tu chcę dodać że nie popieram socjalizm .
    Tylko że w Chinach w zamian mamy kompletną przedmiotowość człowieka którą to można podsumować: pracuj,pracuj aż padniesz.
    Dodatkowo zauważyłem (morze to moja paranoja)że im większa świadomość ludzi na temat niebezpieczeństwa idącego ze strony państwa środka tym więcej pojawia się uspakajających artykułów .
    Typu:podnoszą płace w Chinach ,większa produkcja na rynek wewnętrzny,podniesienie wartości Juana,większe koszty produkcji itp.
    Myślę że ten zmutowany,komunistyczny smok wykarmiony na naszej piersi już niedługo wystawi nam rachunek ,oby to nie był konflikt zbrojny.
    Ps.pewnie wielu domyśliło się że mój pierwszy wpis mógł być odczytany jako lekko antysemicki więc dodaje ten komentarz.

  8. Panie AO biorąc pod uwagę pana wypowiedź stwierdzam że system liberalizmu który pan opisuje z uwagi na swój idealizm jest nie możliwy do wprowadzenia.
    Pamiętam jak miałem morze 12 lat a było to ponad 25 lat temu u schyłku komuny.
    Dopadłem książkę Doktryna Gospodarcza Komunizmu i byłem pod pozytywnym wrażeniem.
    I zapytałem matkę dlaczego takiego wspaniałego systemu polityczno gospodarczego nie chcą Polacy.
    Matka powiedziała mi że jest zbyt idealistyczny i tylko wygląda dobrze na papierze.

  9. ad 7
    Zaniżanie kursu własnej waluty – to znaczy tylko tyle, że dopłacają do naszego dobrobytu. To działa na niekorzyść Chińczyków, nie naszą.
    Dotowanie eksportu – patrz wyżej.
    Tanie kredyty – mają coraz większą inflację, niedługo mogą ostro wyhamować gospodarczo, jak zacieśnią odpowiednio mocno politykę pieniężną.
    Nie rozumiem, o co konkretnie chodzi z tym lobbingiem, można prosić o doprecyzowanie?
    Prawa patentowe – nie są kompatybilne z liberalizmem, to rodzaj państwowego monopolu, też nie powinniśmy ich przestrzegać.
    Srebro, miedź – KGHM kupili?
    Brak ubezpieczeń społecznych – dzięki temu nie mają bezrobocia, a płace realne rosną w super szybkim tempie; też powinniśmy znieść takowe.
    Przedmiotowość człowieka – zbyt mało wiem o wartościach społeczeństwa chińskiego, by coś o tym pisać. Mam jednak wrażenie, że za towarzysza Mao ludzie byli traktowani bardziej przedmiotowo.

  10. Panie MB zaniżanie własnej waluty owszem jest dotowaniem naszego dobrobytu ,coś w stylu wielkich sieci supermarketów.
    Sieci te jadąc po kosztach a wręcz dopłacając powodują wbicie się na rynek i wykoszenie słabszych.
    Niby to normalne tylko że tymi słabszymi jesteśmy my, ponieważ z naszym potencjałem nie jesteśmy wstanie konkurować.
    Nie wiem czy lubisz sport np:boks ale to przypomina gdy ktoś o 20 kg lżejszy musi walczyć z kimś dużo cięższym,który to dodatkowo jest na sterydach a sędzia przekupiony.
    Pewnie zastanawiasz się kogo to obchodzi a ja się pytam po co nam wymiana handlowa z chinami skoro jesteśmy na niej bardzo pokrzywdzeni.
    Przykładem są tu Zachodnie Niemcy przed połączeniem z NRD ,było tam drogo ale każdy Niemiec zarabiał jeszcze więcej i na wszystko było ich stać dziś ceny produktów są tańsze ale coraz ciężej na nie zarobić.
    Piszesz że tanie kredyty doprowadzą do inflacji i wyhamowania tempa gospodarki,te przewidywania są powtarzane od 10 lat.
    Pewnie jak nas załatwią gospodarczo to wyhamują bo nie będzie z kogo wyciągać kapitał.
    Nie wiem czy prowadzisz własny biznes bo z twoich opinii wnioskuje że tak ,lub chcesz prowadzić .
    Pamiętaj że działając w tak skrajnym kapitalizmie jaki preferujesz możesz łatwo wylądować na ulicy pod mostem.
    Wiem że wierzysz w siebie ale jak wszyscy zaczną grać w twoim stylu to ławka na rynku zrobi się wyjątkowo krótka bo skąd weźmiesz tylu niewolników co Chińczycy.
    Piszesz o towarzyszu Mao czytałem o tym książkę
    „Miejsca Pożegnane” rozwiała mi ona mniemanie o mądrości społeczeństwa chińskiego a dała dużo do myślenia na temat wytrzymałości ich w upodleniu i nędzy.
    Na koniec podsumowując chce cię ostrzec że jeśli myślisz że dzięki wiedzy i arogancji spowodujesz że zostaniesz nowym magnatem w Polsce ,który to będzie płynął swoim luksusowym jachtem na morzu biedy reszty to uważaj bo się przejedziesz.
    Czasy z filmu „Ziemia Obiecana” Przeminęły bezpowrotnie a próby powrotu skończą się nieszczęściem i to dla wszystkich.
    Ps.podejrzewam że masz wyższe wykształcenie a ja się zastanawiałem gdzie idą moje podatki no i proszę .
    Jak byś za nie sam zapłacił to czuł bym się o niebo lepiej.
    A na konie powinieneś jechać do chin i sam zasmakować tego rodzącego się dobrobytu razem z jej mieszkańcami ciekawe czy wytrzymasz tyle co oni.

  11. “Nie wiem czy lubisz sport np:boks ale to przypomina gdy ktoś o 20 kg lżejszy musi walczyć z kimś dużo cięższym,który to dodatkowo jest na sterydach a sędzia przekupiony.”

    Pięknie z takimi analogiami rozprawiał się Frederic Bastiat przeszło 150 lat temu. Zatem tak, w boksie ważne są równe szanse, równa waga, gdyż samo to stanowi o sensie tego sportu. Czy jednak jako konsumenci, oczekując obfitości dóbr mamy sami stawiać sobie przeszkody aby te dobra do nas nie docierały, abyśmy sami musieli je wykonywać, pomimo tego, że ktoś inny potrafi to wydajniej zrobić?
    My możemy wtedy zająć się tym co umiemy robić lepiej niż inni, w tym się doskonalić, i to oferować w zamian jako lepsze od cudzego przemysłu czy usług.

  12. ad 10
    Na wymianie zachodu z Chińczykami generalnie tracą Chińczycy, nie my. Zachód ma ‚prasy drukarskie’, którymi tworzy pieniądze dla rządów i obywateli USA/UE. Te rządy i obywatele wydają je m.in. na zakup dóbr od chińskich przedsiębiorstw. Chińczycy kumulują kolorowe papierki, a my mamy obfitość dóbr konsumpcyjnych. My te kolorowe papierki tworzymy praktycznie zerowym kosztem, oni nad produkcją dóbr konsumpcyjnych dla nas muszą się nieźle natrudzić. Można by się zapytać raczej, czy moralne jest (z naszej strony) wykorzystywać ten walutowy imperializm.
    Wymiana handlowa jest nam potrzebna zarówno z Chińczykami, jak i z innymi, by lepiej wykorzystywać przewagi komparatywne, pogłębiać międzynarodowy podział pracy i żyć w świecie, gdzie zasoby są efektywniej wykorzystywane.
    Inflacja w Chinach wynosi już (CPI rdr) 5 procent. Chiny zaczęły zaostrzać politykę pieniężną, jeśli będą kontynuowały ten trend, to przejdą jakąś formę depresji i eliminacji błędnych inwestycji.

  13. ad 11
    Panie Piotrt.
    Wzoruje się pan na niejakim Frederic Bastiat który to 150 lat temu coś tam wywróżył z fusów po herbacie.
    Nie wnikam w wypociny teoretyczne kogoś kto żył 150 lat temu bo teoretyzował, a ja steram się was przekonać że nawet najlepsze teorie bywają nie możliwe do wprowadzenia.
    I taka jest z liberalizmem i to szczególnie w wydaniu Austriackim.
    Muszę tu dodać że jestem jeszcze bardziej przeciwko socjalistom.
    Panie MB.
    Pisze pan o drukowaniu pieniędzy a ja myślałem że to nie zwykłe kolorowe papierki a zobowiązania jednych w stosunku do drugich.
    Mówi pan o moralności myślę że właśnie upada i tego uczymy chiny .
    Zobaczymy co będzie jak oni przejmą kontrolę a jest to możliwe przynajmniej za jakiś czas i na jakiś czas ( bo muszą upaść i to z wielkim hukiem)
    Na koniec zastanawiacie się o co mi chodzi i jaki system gospodarczy preferuje.
    A jest to proste wiele się uczę od holendrów u których mieszkam już 5 lat.
    Teoretycznie są oni liberałami ale ja to bym określił liberalizmem nacjonalistycznym.
    Przypomina to takie powiedzenie „system polityczno gospodarczo systemem gospodarczo politycznym a najważniejsze jest to czy mamy z tego kasę.
    Kilku krotnie spotkałem się tutaj z z zachowaniem które daleko odbiegały od liberalizmu a zawsze było to związane z mniemaniem holendra że za mało na czymś zarabia lub wręcz traci.
    Mówię moim rodakom że Holendrzy to wyjątkowo mili i kulturalni ludzie do momentu kiedy chce się od nich jedno euro wtedy dostają takich oczu jak rekin przed atakiem.
    Oby nasi politycy w negocjacjach międzyrządowych byli tacy sami a tego nie nauczy nawet najlepszy system gospodarczy.

  14. @R.Borowski

    „Wzoruje się pan na niejakim Frederic Bastiat który to 150 lat temu coś tam wywróżył z fusów po herbacie.”

    Bo to jest nieżyjący ekonomista, więc wiadomo, że bzdury gadał 🙂

  15. @13
    dziś, rok temu, 150 lat, 1000 lat, 3000 lat… niektóre rzeczy się nie zmieniają. Równie dobrze dziś można wróżyć z fusów. Jeśli jednak o teorii i praktyce to są jakby jej dwa rodzaje.
    Jedna odnosi się do “teraz” i na przykład stwierdza, że aby prowadzić działalność gospodarczą, trzeba ją rejestrować. Fakt niezbity. Aby nadawać telewizję, trzeba mieć koncesję. Że powstają monopole — pal licho czy są naturalne, czy wynikają ze zapomogi legislacyjnej ze strony rządu. Że są cła, akcyzy, podatki…
    Jest też drugi rodzaj praktyki, prawdziwy zawsze. Sięgający do istoty rzeczy. Że ludzie zawsze będą prowadzić działalność gospodarczą nie dlatego, że ktoś im na to pozwoli, tylko dlatego, że to będzie środkiem do osiągnięcia ich celów. W kościach wyczuwają, że wymiana prowadzi do dobrobytu. Człowiek zawsze podejmuje takie działania, które w jego mniemaniu mają poprawić jego byt, wysokość zarobków czy podnieść rangę sprawom, które są mu najbliższe. Podobnie stosowanie ceł nie ma sensu, gdyż podnosi się cenę czegoś co można kupić taniej. Stawianie sobie dodatkowych przeszkód w niczym nie pomaga, sprinter w biegu na 100 metrów nie będzie szybszy gdy poustawia mu się płotki na drodze. Być może będzie miał lepiej rozbudowane mięśnie, widowisko będzie bardziej atrakcyjne — tylko, że nie o to tutaj naprawdę chodzi.

    Pierwsza praktyka często bywa sprzeczna z drugą. Nieszczęściem jest, że uchwala się jako prawo rzeczy, które są niepraktyczne, nieracjonalne. W ten sposób czyniąc z nich “praktyczne” i “racjonalne”. I o ile takie “prawo” nie będzie całkiem martwe by móc je ignorować, to w konsekwencji wymusza na ludziach jego przestrzeganie. Tymczasem sam fakt jego przestrzegania nie implikuje, że jest to coś dobrego. Rozwiązania, które się opierają na przemocy, nie mogą być praktyczne ponieważ w warunkach dobrowolnych nikt by na nie nie przystał. Czyli nikt nie uznałby, że takie rozwiązanie kieruje ku lepszej przyszłości – rozwiązanie niepraktyczne.
    Pierwszą “praktykę” można określić praktyką silniejszego. Trudno zaprzeczyć, że głupotą jest walka przeciw komuś silniejszemu (choć i na tę odwagę czasami ludzi stać). Tutaj nie tyle nie można mówić o praktyce, co o posłuszeństwie. Druga osadza się w wolnym wyborze. Jedynie wtedy można mówić, że jakieś rozwiązania są praktyczne. Wtedy gdy osoby je realizujące są jedynymi arbitrami wobec własnego postępowania.

    Swoją drogą odnoszę też wrażenie, że Chińczycy lubią pokazywać jacy są świetni. Każdy zresztą, oni w każdym razie mają ku temu jakieś podstawy. Ktoś kto chce przekonywać o swojej wielkości, będzie czasem wykonywał ruchy niewydające się za racjonalne. Więc dopłacają do swojego eksportu. Tak samo jak jakiś bogacz chodzi do drogich restauracji, daje sowite napiwki. Szasta kasą, bo może.
    Inni sobie obserwują i też by chcieli szastać kasą, szastają zatem tym czym mogą. Ograniczając się do sprawiania wrażenia prawie bogatego, a tym samym ani na krok się ku bogactwu nie przybliżając.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *