Lewiński: Złoto niekoniecznie najlepsze

15 kwietnia 2011 Audio komentarze: 36

Autor: Jan Lewiński
Wersja PDF

Posłuchaj komentarza w wersji audio (mp3, 2,35MB).

WinieckiW swoim ostatnim artykule profesor Jan Winiecki poddaje interesującej dla austriaków krytyce tezę o stabilności pieniądza w ramach standardu złota. Rozwiewa w ten sposób — częściowo słusznie — iluzje wielu gold bugów, twierdzących, że złoto jest bezwzględnie stabilnym punktem odniesienia dla systemu gospodarczego.

Trudno się z tą tezą nie zgodzić. Rzeczywiście, w czasach funkcjonowania standardu złota gospodarki także borykały się z licznymi problemami, o których profesor zresztą wspomina. Gdy funkcjonował standard złota, świat z całą pewnością nie był wolny od depresji gospodarczych. Do takiego dictum należy jednak dodać dwa podstawowe zastrzeżenia.

Po pierwsze, nigdy w historii kłopoty gospodarcze nie były tak częste i tak głębokie, jak w ciągu ostatnich stu lat, gdy pieniądz na całym świecie został ostatecznie znacjonalizowany przez państwo, a pełnię monopolistycznej władzy oddano w ręce banków centralnych — zabraniając pod groźbą kary więzienia tworzenia wolnych rynków walutowych.

Po drugie, niemal każdy kryzys w historii, poza niezależnymi od systemu monetarnego klęskami żywiołowymi i plagami, był wywołany odchodzeniem od standardu złota i wojnami — finansowanymi zresztą zarówno długiem, jak i poprzez częściową rezygnację z pokrycia nominalnej wartości monety złotem. To dotyczyło obu przypadków, o których wspomniał profesor Winiecki — zarówno Imperium Romanum (co też słusznie Autor zauważa, przypominając o praktyce psucia monety), jak i zadłużonej po uszy i wyczerpanej wojnami kolonialnymi (wojnami burskimi) Wielkiej Brytanii przed I wojną światową.

Profesorowi Winieckiemu warto więc przyznać rację i umieścić jego stanowisko w odpowiednim kontekście. Choć jest prawdą, że złoto nie chroni samo z siebie przed ingerowaniem polityków w sferę pieniądza (tak jak własność prywatna per se nie chroni przed kradzieżą), to jednak nie należy zapominać o pewnych zaletach naturalnie wyrosłego na gruncie międzyludzkich wymian systemu monetarnego, jakim jest standard złota.

Przede wszystkim zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy standardu złota muszą pamiętać, że pieniądz nie pojawił się w gospodarce na skutek dekretu władcy, lecz zwyczajnie był bardzo praktycznym wynalazkiem wynikłym z realiów barteru. Złoto łatwo można było podzielić, ponieważ jest jednorodne, a przez swą rzadkość — na tyle cenne, że nawet wielkie bogactwo mogło się zmieścić na niewielkiej przestrzeni. Było też kruszcem trudno dostępnym, więc jego posiadaczom nie groziła nagła utrata wartości. Złoty pieniądz został więc przyjęty przez rynek nie dlatego, że jakiś władca tak zadekretował, lecz dlatego, że cieszył się zaufaniem uczestników gospodarki jako wygodny i wiarygodny środek wymiany — najpraktyczniejszy pośród innych dostępnych. To oczywiście uległo zmianie, gdy władcy zauważyli, że pieniądz opiera się na zaufaniu do jego postrzeganej siły nabywczej. Zaczęli zatem ingerować w jego wartości nominalne, oddzielając je od wagi.

Tego też dotyczy przywołane przez profesora Winieckiego prawo Kopernika–Greshama, czyli upadlanie monety. Wypieranie lepszego pieniądza przez gorszy nie następuje w wyniku naturalnego „błędu rynku” czy innego procesu spotykanego na wolnym rynku. Jest właśnie skutkiem zadekretowania wartości nominalnej wyższej niż rzeczywista — więc rynkowa — wartość wagi monety. Pewnym rodzajem ucieczki posiadaczy pieniądza od następstw tego fałszerstwa było odzwierciedlające działania mennicy przerabianie monet własnym sumptem. W ten sposób prawowici posiadacze zostawali z nowymi, lżejszymi monetami o zadekretowanych nominałach oraz z częścią swojego dorobku, który chciał im zabrać władca — wytopionym złotem. Inną metodą ucieczki od ingerowania władzy w pieniądz była „wulgarna spekulacja”, czyli kontraktowanie wszystkich transakcji w bardziej wiarygodnych walutach innych krajów. Władca, chcąc zapobiec ucieczce przedsiębiorców, mógł z czasem nakazać, by np. rozliczać podatki w wybijanym przez siebie pieniądzu. Mogło się to skończyć ucieczką posiadaczy kapitału poza granice kraju i poważnymi kłopotami gospodarczymi. Dlatego konkurencja między walutami mogła mieć charakter stabilizujący politykę monetarną władców.

Między innymi z tych przyczyn właściwym wyjściem nie jest odgórne przyjęcie jakiegoś standardu towarowego – choćby i złota, co rzeczywiście wyrywa się od czasu do czasu politykom — lecz właśnie uwolnienie rynku walutowego i zezwolenie na konkurencję walutową, skutkującą wybraniem najbardziej dogodnej formy wymiany, która oczywiście musiałaby być zgodna z dobrze zdefiniowanymi prawami własności.

 

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jan Lewiński

Pozostałe wpisy autora:

36 Komentarze “Lewiński: Złoto niekoniecznie najlepsze

  1. „nigdy w historii kłopoty gospodarcze nie były tak częste i tak głębokie, jak w ciągu ostatnich stu lat” – teza dyskusyjna; np. wg „Stability Under the Gold Standard in Practice” (Meltzer, Robinson, 1989), str. 179 – „variability of output is usually higher under the gold standard then in the postwar regimes”, jest tam kupa danych empirycznych podpierających tą tezę. Co do głębokich kłopotów gospodarczych to kwestia rozbija się zasadniczo o klasyfikację Wielkiego Kryzysu – czy zaliczymy go do problemów ery standardu złota, czy post-standardu złota, czy jakoś jeszcze inaczej – etapu przejściowego. Oprócz tego kryzysu jakichś dużych globalnych lub dotykających największe gospodarki zachodu problemów gospodarczych od I WŚ do dziś zasadniczo nie było. Oczywiście o niczym to nie świadczy – bo zmiana reżimu monetarnego pokrywa się z eksplozywnym wzrostem dostępności taniej energii i związanym z tym potężnym przyspieszeniem postępu i produktywności realnej, które owszem, mogły zamaskować niedowład systemu fiat money, ale to by było bardzo, bardzo trudno rozstrzygnąć…

  2. @ „Po pierwsze, nigdy w historii kłopoty gospodarcze nie były tak częste i tak głębokie, jak w ciągu ostatnich stu lat,”
    Tylko, że w tym okresie największe kłopoty to te deregulujące regulacje wprowadziły, a najspokojniejsze ćwierćwiecze jakimś dziwnym trafem upłynęło pod wpływem tych heretyckich regulacji regulujących.
    @ „Między innymi z tych przyczyn właściwym wyjściem nie jest odgórne przyjęcie jakiegoś standardu towarowego – choćby i złota”
    Regulacje są z definicji szkodliwe, nawet jeżeli są deregulacjami (por. „Nasz przeregulowany świat DOKĄD ZMIERZAMY, O ILE W OGÓLE DOKĄDKOLWIEK…” Prof. Winiecki.)
    Cóż, słowo deregulacja nie pasuje do retoryki niestrudzonej walki o wolność i swobodę rynku, więc wystarczy poszerzenie swobody nazwać ograniczeniem tak jak agresywnie brzmiącą wojnę, przemianować na szlachetną interwencją pokojową. I już jest superporawnie i zgodnie z dogmatem wolności.
    Ciekawi mnie tylko jak można od dołu „narzucić swobodę wymogu” 100% rezerwy w złocie, żeby rynek był nareszcie wystarczająco wolny?

  3. @panika2008

    ten Meltzer i Robinson mało przekonują, dobrali sobie okres 1870 – 1913, jakoś to argumentują, no ale w tym czasie się dużo działo nierynkowych rzeczy z pieniądzem:

    Panika 1873 wychodowana jeszcze na ekspancji monetarnej na cele wojny domowej, piszą o niej Auerbach i Haupert, ekspansja jak współczesne, bardzo dużo „high powered money”, a nie widać inflacji za bardzo, a potem tąpnięcie.

    Gdzieś dopiero 1875 Grant przywraca Gold Standard.

    W ciągu całego okresu ciągle są jazdy ze srebrem i złotem. Nie wiadomo co się do końca dzieje, ale treasury ekspanduje, skupuje srebro żeby mieć czym pokryć ekspansję, ale oczywiście po nierynkowych cenach, co rynki natychmiast odczytują jako ryzyko niezrealizowania zobowiązań. Kongres od czasu do czasu głosuje różne silver coinage acts, które dodatkowo stresują rynki, etc.

    A w ramach inżynierii finansowej, to przy okazji paniki 1907 Leslie Shaw po raz pierwszy dokapitalizował banki komercyjne pieniędzmi Treasury – prawie jak BC, a zważywszy, że nie było jeszcze implicit bailout promise, to efekt musiał być mocny. To było wręcz wbrew prawu, które nakazywało trzymać kasę w skarbcu, a nie w bankach komercyjnych…

    A jak coś namieszałem, to niech mnie Adam S. poprawi;)

  4. @Smith

    nie chce mi się domyślasz co masz na myśli pisząc „deregulacja”, dużo napisano o rzekomych deregulacjach zwiększających kompetencje regulatorów, ale tylko zwracam uwagę odnośnie ostatniego zdania: autor NIGDZIE nie napisał, o oddolnej stuprocentowej rezerwie. Tylko o powstałym oddolnie pieniądzu.

  5. odnosnie do Meltzera i Robinsona warto pamietac o dwoch rzeczach:

    (1) im gospodarka prymitywniejsza, tym wahania wieksze: duzo slabsza zdolnosc adaptacyjna plus duzo wiekszy udzial rolnictwa w produkcji; nic dziwego, ze z czasem wahania mialy tendencje do lagodnienia

    (2) wieksze wahania w output moga byc cena tego, ze ludzie nie sa ciagle zdzierani z pieniedzy tak jak w systemie wspolczesnym ; obecnie redystrybucja zasobow jest utrzymywana ciagla inflacja; tam pokrycie pieniadza bazowego zlotem dawalo mozliwosc zatrzymania na moment tego procederu i nawet jego odwrocenia

    (3) kogo obchodzi tak naprawde „stabilnosc” wahan? Czy nie wazniejsze mimo wszystko bylo to, ze przy STANDARDZIE ZLOTA WZROST GOSPODARCZY BYL WIEKSZY?

  6. Nie jestem do końca przekonany że Meltzer i Robinson mają w 100% rację, ale jednak zasiewają pewien niepokój w kwestii tak odważnych tez, że standard złota absolutnie stabilizuje gospodarkę.

    „przy STANDARDZIE ZLOTA WZROST GOSPODARCZY BYL WIEKSZY” – ta teza też jest dyskusyjna; różnie to bywało, a generalnie realny wzrost gospodarczy najlepiej koreluje – z prostych wskaźników – ze wskaźnikiem wzrostu zużycia energii, co poniekąd oczywiste.

  7. Paniko 2008

    „ta teza też jest dyskusyjna”

    Jesli TA teza jest „wielce dyskusyja”, to Twoja teza jest tak samo „wielce dyskusyjna”, poniewaz MOWIMY O TYM SAMYM WSKAZNIKU.

    Stosujac pomiar OUTPUT widzimy, ze zarowno wahania byly duze jak i wzrost dlugookresowy byl wiekszy niz w wieku XX.

    Takze podyskutuj najpierw ze soba i zdecyduj sie na jakas opcje zanim zaczniesz zaprzeczac dowodom, ktore sam przytoczyles.

  8. „Stosujac pomiar OUTPUT widzimy, ze zarowno wahania byly duze jak i wzrost dlugookresowy byl wiekszy niz w wieku XX.”
    Nie chcę się wcinać między wódkę a zakąskę ale ma dwa pytania:
    – czy aby na pewno wzrost był wyższy?
    – jeśli tak to czy nie miało na to wpływu niższe opodatkowanie i mniejsza biurokracja a nie sam standard złota?

  9. „Problem jest złożony, bo standard złota nie zapobiega kreacji kredytu bez pokrycia gdy dopuścimy rezerwę cząstkową, sadzę że wykazałem to przejrzyście w artykule: ”
    Oczywista oczywistość.

  10. Dziekuje wszystko za ciekawa dyskusja. Dobrze jest widziec ze w Polska ekonomisty rowniez interesowac sie kwestiami monetarnymi (sorry for the translation).

    W kazdym razie odnosnie do ogromnego i niespotykanego wzrostu gospodarczego z XIX wieku napisalem wiele w swoim wielkim dziele o historii pieniadza w USA. Powolujac sie na rozne badania.

    Np.
    „The estimates based on the monetary figures confirm one striking
    finding of the Kuznets estimates, namely, that the decade from 1869
    to 1879 was characterized by an extraordinarily rapid growth of
    output: at a rate of 4.3 or 4.9 per cent per year in total output, and
    2.0 or 2.6 per cent per year in per capita output.”

    W tym czasie ceny spadaly jak szalone (nieraz po 6 procenta rocznie!), a i tak „Not only did it not
    produce stagnation; on the contrary, it was accompanied and produced
    by a rapid rate of rise in real income.”

    Obok Kuznetsa cytuje rowniez wybitnego specjaliste R.W. Goldsmitha odnosnie do lat 80 XIX wieku:

    „The highest decadal rate [of growth of real
    reproducible tangible wealth per head from 1805 to 1950] for periods ,of
    about ten years was apparently reached in the eighties with approximately
    3.8 per cent.”

    Jak juz ja powiedziec odbywalo sie to przy deflacji cenowej (choc w latach 80 przez moment ceny odrobine rosly). Co oczywiscie Wy wiedziec mi dziala bardzo na nerwa, gdyz ja jestem przeciwnik standard zlota.

    AD MAK

    „jeśli tak to czy nie miało na to wpływu niższe opodatkowanie i mniejsza biurokracja a nie sam standard złota”

    Pewnie mialo, ale caly ten okres mozna podzielic na lata wiekszej monetarnej stabilnosci i mniejszej monetarnej stabilnosci. I zauwazyc, ze te lata blizej utopii standardu zlota odznaczaly sie wiekszym wzrostem i spadajacymi cenami.

  11. Zacznijmy od tego, że nie da się w prosty, a może nawet żaden sposób porównać skumulowanego wzrostu dobrobytu na przestrzeni stuleci – 1800 do 1900 vs 1900 do 2000. Czy zastąpienie dyliżansów parowozami było większym, czy mniejszym wzrostem dobrobytu, niż zastąpienie parowozów samochodami? Trudne pytanie. Tysiące stron na tego typu rozważania poświęcono. Dlatego zmierzenie zmian „output” czy też konkretnie wzrostu produkcji („wzrost gospodarczy”) w tych skalach jest nadzwyczajnie problematyczne.

    Natomiast zmienność wzrostu zmierzyć jest znacznie, znacznie prościej – wystarczy popatrzeć na zmiany PKB z roku na rok czy dekady na dekadę. W takich skalach czasu, przy odpowiedniej metodologii (deflator itd) jest to dość łatwo wykonalne. Efekty takich porównań są takie, jak u Meltzera i Robinsona – jaki koń jest, każdy widzi.

    Czy było to w 0, 10 czy 100% związane ze zmianami reżimu monetarnego – znowu zbyt skomplikowane pytanie, tak jak pisałem wyżej, i jak mak napomknął, zbyt dużo czynników pobocznych (znowu – źródłem problemu jest zbyt duża skala czasu).

    Mój komentarz miał na celu wyłącznie poddanie w wątpliwość – na bazie badań historii gospodarki – tezy o większej stabilności gospodarki standardu złota, czy też ogólniej, przed-Bretton Woods – taka teza jest IMHO zbyt odważna.

    A na temat dlaczego to nie było takie stabilne, jak wg niektórych być mogło/powinno i jakie z tego płyną wnioski praktyczne i teoretyczne możnaby tu kilometrami pisać 😉

  12. Panika2008

    Napisales dwa takie zdania:
    „Zmierzenie WZROSTU PRODUKCJI jest nadzwyczaj problematyczne”
    „Zmiennosc WZROSTU PRODUKCJI zmierzyc prosciej”

    Przykro mi to mowic, bez obrazy, ale belkoczesz.
    Zeby zmierzyc zmiennosc wzrostu, trzeba zmierzyc najpierw wzrost.

    Wystarczy popatrzec na zmiany PKB z roku na rok czy dekady na dekade. W takich skalach czasu, przy odpowiedniej metodologii (deflator itd.) jest to dosc latwo wykonalne. Efekty takich pomiarow sa takie, jakie u Friedmana, Goldsmitha i Kuznetsa. – jaki kon jest, kazdy widzi za wyjatkiem Paniki2008.

    Przemysl to sobie jeszcze.
    I zdecyduj sie jeszcze raz – albo powolujesz sie na dowod, ktory uznajesz za prawdziwy, ale go w ogole odrzucasz.

  13. pozwólcie, moi drodzy, że mimo swojej skromnej teoretycznej wiedzy ekonomicznej wrzucę jako praktyk i uczestnik rynku swój mały kamyczek do waszego ogródka. uważam, że ciężko prowadzić dyskusję o ekonomii XXw w oderwaniu od kwesti demograficznych. wiek ten uznawany jest za wiek wojen. miliony istnień ludzkich mają ogromny wpływ na rynek. myślę tu zarówno o sile roboczej jak i potencjale nabywczym tej grupy- niezależnie w jakim pieniądzu będzie się wyrażał. również samo prowadzenie wojen i przesuwanie na ten cel ogromych kwot oraz zniszczenia wojenne mocno wszelkie wnioski utrudniają.

  14. Pani K, jeśli masz problem z czytaniem i nie zauważyłaś fragmentu „w tych skalach czasu”, to czas na wizytę u okulisty albo powrót do podstawówki na lekcje czytania.

    Mogłabyś też zapoznać się z tematem błędu systematycznego przy długotrwałych pomiarach, ale obawiam się że przy problemach z czytaniem prostego tekstu, które wykazujesz, to dla Ciebie może być na chwilę obecną za trudne.

  15. Panika2008

    Uch ach – az zabolala ta zlosliwosc. Skad takowe wyprowadzenie z rownowagi? Urazilam? To przepraszam.

    Aczkolwiek jestem wysoce nieusatysfakcjonowana trescia merytoryczna tej riposty. Niestety przytykiem w moja strone nie zaslonisz CO NAJMNIEJ powaznej niedokladnosci swojej wypowiedzi.

    Pozwole sobie ponowic pytanie, a zlosliwosci i przytyki moze odstawmy na bok, bo nie o przepychanki slowne mi chodzi. A naprawde o prawde.

    Wracajac do sedna sprawy.

    Skoro twierdzisz, ze mozna LATWO mierzyc zmiennosc przyrostu PKB z dekady na dekade, to jak mozesz twierdzic, ze mierzenie przyrostu PKB z dekady na dekade moze byc WYSOCE PROBLEMATYCZNE?

    To jest TEN SAM WSKAZNIK. Jako output przyjmuje sie PKB (wraz z uwzglednieniem deflatora).

    Z tego co widze Twoja linia obrony idzie w strone dlugosci okresu. Ale w takim ukladzie Twoja wypowiedz jest i tak niespojna. Po co wobec tego wchodzisz w wypowiedzi w rozroznienie na pomiar zmiennosci wzrostu i pomiar wzrostu? Jaki to ma zwiazek, skoro celem Twojego ataku jest DLUGOSC OKRESU, a nie RODZAJ WSKAZNIKA?

    Bo jesli problemem jest DLUGOSC okresu, to problemem jest dlugosc okresu, a nie zmiennosc wzrostu kontra wzrost.
    Zeby zmierzyc zmiennosc wzrostu trzeba zmierzyc wzrost.

    W tym wypadku bez pomiaru X nie da sie wskazac na zmiennosc X.
    Jesli dajemy wiary pomiarowi zmiennosci X, to musimy dac wiare pomiarowi X. Jesli da sie mierzyc zmiennosc wzrostu PKB, to musi sie dac mierzyc wzrost PKB.
    Nie ma innej opcji.

    Na marginesie: ci co badaja dlugookresowy wzrost i pokazuja, ze przy standardzie zlota byl wiekszy, przyjmuja okresy nie stuletnie, tylko mniej wiecej dziesiecioletnie.

    Tak wiec jaki kon jest kazdy widzi. Jesli Meltzer stosuje wskaznik PKB, zeby pokazac wieksza zmiennosc na przestrzeni lat, to Kuznets, Friedman i Goldsmith pokazuja w tej samej skali tym samym wskaznikiem, ze wzrost gospodarczy byl wiekszy.
    Nie ma innej opcji. Albo przyjmujemy sensownosc wskaznika i akceptujemy dwie tezy na raz, albo kwestionujemy sensownosc wskaznika i odrzucamy obydwie tezy na raz. To jest transakcja wiazana.

  16. Ad 14 i 16

    Nawiasem mowiac, jesli zarzut Paniki2008 jest zasadny odnosnie wzrostu 1800-1900 vs. 1900-2000, to tak samo sie stosuje to do argumentacji Meltzera.

    Koslawo jest porownywac przejscie z konia na dylizans do przejscia z samochodu jadacego 60km/h na jadacy z predkoscia 200?

    Ok. Ale jak w takim razie porownywac GWALTOWNOSC tych obydwu przejsc? Jak porownywac gwaltownosc przechodzenia z konia na dylizans z gwaltownoscia przechodzenia samochodu jadacego 60km/h na samochod 200km/h?

    A przeciez porownujac druga polowe XIX wieku z druga polowa XX wieku Meltzer wlasnie to probuje robic!

    Rzeczywiscie woz albo przewoz. Albo bierzemy obydwa badania za poprawne, albo obydwa odrzucamy.

    pozdrowienia z zaswiatow
    (Kuznets mowi, ze mam racje)

  17. @Pani K, „jak mozesz twierdzic, ze mierzenie przyrostu PKB z dekady na dekade moze byc WYSOCE PROBLEMATYCZNE” – bo nie twierdzę. Po raz kolejny apeluję o czytanie ze zrozumieniem. Wydaje mi się, że to nie jest trudne, czy ja piszę trzynastozgłoskowcem po aramejsku?

    @Milton Friedman, sęk w tym że jak patrzysz na zmienność z roku na rok i ją uśredniasz, to większość zmian będzie na tyle nieznaczna, że efekt końcowy ma spory sens. Tak sobie przynajmniej myślę. Nawet jeśli po drodze jest jedna dramatyczna zmiana i jeden z pomiarów rok do roku jest bezsensowny, to tonie on w średniej, bo pozostałe 99 pomiarów rok do roku jest bardziej sensowne. Natomiast skumulowany efekt 100 lat na pewno zawiera tą jedną dramatyczną zmianę, co powoduje, że porównanie z pomiarem 100 lat wcześniej ma mały sens.

  18. ad Panika

    Przy dlugookresowych modelach wzrostu wygladza sie odpowiednio funkcje i tez USREDNIA sie efekt wzrostu, gdzie jedna dramatyczna zmiana tez znika. Jesli po drodze jest jedna dramatyczna zmiana i rok do roku jeden pomiar jest bezsensowny, to tonie on w sredniej, bo pozostale 99 pomiarow bylo bardziej sensowne.

    Goldmsmith, Kuznets i ja mierzymy ZMIENNOSC PKB na przestrzeni dziesiatek lat.

    Powolujesz sie na Meltzera, ktory bierze TE SAMA ZMIENNOSC i mierzy ZMIENNOSC TEJ ZMIENNOSCI.

    Jesli pojawia sie nagla i bezsensowna zmiana zmiennosci PKB, to ginie ona w reszcie normalnych zmiennosci, co uwazam ja („zmiennosc PKB” to po prostu „wzrost PKB”, ale celowo zmieniam slowo, zeby Ci pokazac, ze mowie to samo co Ty). Tak samo jak gdy pojawia sie nagla i bezsensowna zmiana w zmiennosci zmiennosci PKB („zmiennosci wzrostu PKB’), co z kolei uwazasz Ty.

    Nie rozumiem, dlaczego jego badania maja byc bardziej wiarygodne od moich, skoro gosciu bierze moje dane.

    Dlaczego moje dane maja byc do bani, a jego dobre?

  19. Miltonie Friedmanie, nie będę Ci robił wykładu ze statystyki, pokażę tylko dwa proste przykłady: w pierwszym wzrost wynosi +5% w lata parzyste, -4,7619…% w nieparzyste. Po 10 latach wychodzi na zero. W drugim wzrost wynosi 10% w parzyste, -9,0909…% w nieparzyste. po 10 latach też na zero. W drugim przypadku zmienność była większa. Skumulowany wzrost taki sam.

  20. ad Panika.

    „bo nie twierdzę.”

    Czyli jak rozumiem zgadzasz sie z badaniami Friedmana i innych i nie masz do tych badan zastrzezen, skoro z tych samych badan korzysta Meltzer?

    Czyli nie jest problematyczne mierzenie przyrostow PKB w dekadach i pokazywanie, ze za czasow standardu zlota bylo lepiej. Ciesze sie, ze doszlysmy do porozumienia 🙂

  21. PANIKA

    „pokażę tylko dwa proste przykłady: w pierwszym wzrost wynosi +5% w lata parzyste, -4,7619…% w nieparzyste. Po 10 latach wychodzi na zero. W drugim wzrost wynosi 10% w parzyste, -9,0909…%”

    No, fajnie, fajnie, dzieki, dzieki. A teraz ja troche zmodyfikuje przyklad, zeby Ci pokazac mniej wiecej co mowi Meltzer, a co ja, Goldsmith i Kuznets.

    Pierwszy przyklad: wzrost wynosi +5%, a potem -4,7619 … i na przemian tak jak mowisz.

    Po 10 latach na zero.

    Drugi przyklad: wzrost wynosi +13%, -9%… i na przemian analogicznie.

    Po 10 latach na plus.

    W drugim przypadku zmiennosc byla wieksza. I wzrost skumulowany byl wiekszy.

    I to wlasnie pokazalem w swoich badaniach – ze ten caly standard zlota odznaczyl sie wiekszym wzrostem (ale tez wieksza zmiennoscia wzrostu) niz pozniejszy system papierowy.

    Jak rozumiem Twoja wypowiedz o samochodach, dylizansach etc. byla po prostu dygresja, ktora nie miala nic wspolnego z ta sprawa?

  22. @Friedman, oczywiście to możliwe, jak najbardziej. Tyle że, mimo wszystko, ciągle bardziej wiarygodna (jak dla mnie przynajmniej) jest ocena zmian krótkookresowych (+-5% vs +13-9%) niż skumulowanych na przestrzeni stuleci – kumulacja błędów, dryf systematyczny itd.

    Poza tym – poproszę o źródła tych wyliczeń skumulowanego wzrostu dla XIX i XX w. Trochę szukałem, i przyznam szczerze, bez efektów.

  23. @Panika

    Co do danych poszukaj w mojej ksiazce (i Anny Schwartz) Monetary History of United States. Latwe do znalezienia po spisie tresci.

    Co do Twojej tezy o anulowaniu bledow, caly czas sie bede upieral, ze cos sobie zakladasz i nie do konca wiadomo co oraz czym podparte.

    Jesli uwazasz, ze ZAKRES wahan pozwala unikac kumulowania bledow (swoja droga zupelnie nie wiem na jakiej podstawie), to ja Ci mowie, ze same WAHANIA zlozone w dlugi okres pozwalaja unikac kumulowania bledow. Jesli zle zmierzono wzrost w danym roku (blad), to kolejne lata to wygladzaja. Tak sam jak z wahaniami. Dzieki Ci Boze za logarytm.

    Tak, czy inaczej, cieszy mnie to, ze dotrwalismy do pogodnej konkluzji o tym, ze badania Meltzera sa slabym argumentem przeciwko standardowi zlota.

  24. „Jesli zle zmierzono wzrost w danym roku (blad), to kolejne lata to wygladzaja” – tylko przy założeniu, że wartość oczekiwana błędu wynosi zero, prawda? Innymi słowy, że nie występuje systematyczny błąd pomiaru.

    Związek z dyliżansami i samochodami jest taki, że im dłuższy okres, tym kumulacja PKB ma mniejsze znaczenie, bo tym bardziej nieporównywalne są gospodarki; jest to poniekąd drugie oblicze tego samego zjawiska – że pomiary rozwoju gospodarki, im dłużej je się kumuluje, tym są mniej wiarygodne.

    Dla analizy wariancji wzrostu rdr sytematyczny błąd pomiaru, o ile nie jest wyjątkowo dziki (np. w parzyste lata wzrost mocno zawyżony, w nieparzyste zaniżony), nie ma znaczenia.

  25. Trzeba testować. Nie ma rady. Czasami trzeba zmienić zdanie. Nie ma rady.
    Ale żeby za dużo nie filozofować, to na odcinku ekonomii rzadko znamy rzeczywistość. Przedstawienia nie są dokładne. Jak muszę komuś zaufać to ufam Misesowi.

  26. No ja to doskonale rozumiem, ale wydaje mi się, że stwierdzenia typu „zmienność wzrostu w okresie X była większa/mniejsza niż w okresie Y” są dość łatwe do weryfikacji empirycznej, prawda? I wydaje mi się, że wyrzucanie takiej elementarnej ekonometrii poza nawias jakiejkolwiek szkoły ekonomii jest dziecinne i jest przejawem właśnie tej postawy – „tym gorzej dla faktów”.

  27. Zdaje się, że nie jesteśmy śmiertelnymi wrogami.
    Na święta zrobię sobie powtórkę z metodologii. Zacznę od Rothbarda.

    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt. Tobie i wszystkim, którzy zaszczycili mnie czytając te wpisy.

  28. Paniko Moja,

    szukalem, szukalem i znalazlem dla Ciebie. Niestety, ale te badania dotyczace zmiennosci wzrostu sa bledne i zawieraja jednak dziki systematyczny blad, bo opieraja sie na wahaniach cen towarow.
    Gdyby takie same metody stosowac dla wzrostu po II wojnie swiatowej, to by sie okazalo, ze od lat 50 mamy duza niestabilnosc.

    Pisala o tym mainstreamowa Roemer http://www.jstor.org/pss/1831054
    Sciska sie z Obama, wiec jest chyba wiarygodna.

    Okazuje sie, ze jesli zrobi sie te korekte (tak, zeby statystyki za XIX wiek byly robione podobnie jak te po II wojnie), to zmiennosc wzrostu nie jest wieksza niz po II wojnie swiatowej. A uwzgledniajac lata wojenne, to zmiennosc jest lepsza.

    Takze nawet stosujac mainstreamowe narzedzia, praktyczny standard zlota (mimo ze nie byl dobrym systemem) wygrywa na kazdym polu z bankiem centralnym:

    Wysokie zatrudnienie.
    Wysoki wzrost.
    Mniejsza inflacja.
    Mniejszy rozmiar bankowych deflacji.
    Mniejsza zmiennosc wzrostu.

    The winner is: classical gold standard.

  29. ad Rusek. U mnie działa: The Prewar Business Cycle Reconsidered: New Estimates of Gross National Product, 1869-1908
    Christina D. Romer
    Journal of Political Economy, 1989, vol. 97, no. 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy