Bagus: Tragedia euro: Dwie wizje Europy

19 kwietnia 2011 Filozofia polityki komentarze: 34

Autor: Philipp Bagus
Tłumaczenie: Jakub Wozinski
Wersja PDF

Przedstawiamy pierwszy rozdział książki Tragedia euro. Książkę można kupić w naszym sklepie.

Od samego początku istnienia Unii Europejskiej toczy się spór pomiędzy zwolennikami dwóch odmiennych idei. Którą z wizji przyjąć: klasyczno-liberalną  czy socjalistyczną? Wprowadzenie euro miało  istotny wpływ na strategię, którą zawiera każda z tych wizji. Aby zrozumieć tragedię euro i historię tej waluty, trzeba zapoznać się z tymi dwiema odmiennymi, podstawowymi wizjami oraz przyjrzeć się napięciom, które ujawniły się w trakcie dyskusji o wspólnym pieniądzu europejskim.

Wizja klasycznego liberalizmu

Ojcowie założyciele UE, Robert Schuman (Francuz urodzony w Luksemburgu), Konrad Adenauer (Niemiec) oraz Alcide de Gasperi (Włoch), to niemieckojęzyczni katolicy, którym bliższa była klasyczno-liberalna wizja Europy. Byli chrześcijańskimi demokratami. W wizji klasycznego liberalizmu wolność indywidualna stanowi najważniejszą wartość kulturową Europejczyków i chrześcijaństwa. Suwerenne państwa europejskie bronią praw własności i gospodarki wolnorynkowej w Europie otwartych granic, pozwalając w ten sposób na wolną wymianę dóbr, usług i idei.

Główne osiągnięcie klasyczno-liberalnej  wizji  Europy  stanowił  Traktat  Rzymski  z 1957 roku. Traktat ten zapewniał cztery podstawowe wolności: wolny obrót towarami, wolne świadczenie usług, swobodny przepływ  kapitału  oraz wolność  przemieszczania  się. Traktat przywrócił prawa, które odgrywały istotną rolę w Europie w okresie klasycznego dziewiętnastowiecznego liberalizmu, lecz zostały porzucone w epoce nacjonalizmu i socjalizmu. Traktat stanowił odwrót od czasów socjalizmu, który doprowadził do konfliktów między narodami Europy, zakończonych dwiema wojnami światowymi.

Wizja klasycznego liberalizmu ma na celu przywrócenie dziewiętnastowiecznych wolności. Na wspólnym europejskim rynku powinna zwyciężyć wolność  konkurencji bez barier wejścia. W świetle tej wizji nikt nie powinien zabraniać niemieckiemu fryzjerowi strzyżenia w Hiszpanii ani też pobierać od Anglika podatku za przekazywanie pieniędzy z niemieckiego do francuskiego banku lub za inwestowanie na włoskiej  giełdzie. Żaden  rząd nie powinien udzielać dotacji, zakłócając w ten sposób konkurencję. Nikt nie powinien mieć prawa zabronić Duńczykowi ucieczki z jego państwa opiekuńczego z bardzo wysokimi stawkami podatkowymi do państwa z mniejszym obciążeniem podatkowym, takiego jak Irlandia.

Do osiągnięcia tego ideału pokojowej współpracy i kwitnącej wymiany potrzebna jest jedynie wolność. W wizji klasyczno-liberalnej nie zawiera się potrzeba tworzenia europejskiego superpaństwa, lecz raczej duża doza sceptycyzmu wobec idei europejskiego państwa, która prowadzi do naruszenia wolności indywidualnej. Filozoficznie rzecz biorąc, wielu zwolenników tej wizji inspiruje się katolicyzmem i wyznacza granice europejskiej wspólnoty tak, by pokrywały się z granicami wyznaczającymi  zasięg chrześcijaństwa. Zgodnie z katolicką nauką społeczną powinna zwyciężyć zasada pomocniczości: problemy powinny być rozwiązywane na jak najniższym i najmniej scentralizowanym poziomie. Jedyną centralną instytucją europejską, która znajduje tu  akceptację  jest Trybunał Sprawiedliwości, którego funkcja ogranicza się do rozstrzygania konfliktów między krajami członkowskimi oraz do zagwarantowania czterech podstawowych wolności.

Z punktu widzenia klasycznego  liberalizmu powinno  istnieć wiele konkurujących ze sobą systemów politycznych. Taka różnorodność panowała przez wiele stuleci w Europie. Od czasów średniowiecza aż do dziewiętnastego wieku Europejczycy żyli w różnych systemach politycznych. Były tu niezależne miasta Flandrii, Niemiec i północnych Włoch,  królestwa, takie jak Bawaria czy Saksonia, a także republiki, np. Wenecja. Największą i najbardziej spektakularną różnorodność systemów politycznych można zaobserwować na przykładzie ówczesnych państw niemieckich. W kulturze różnorodności i pluralizmu  kwitły  nauka  i przemysł.

Istotnym elementem wizji klasycznego liberalizmu jest konkurencja na wszystkich poziomach. Jej konsekwencją jest spójność, gdyż standardy produktów, ceny czynników produkcji, a w szczególności płace upodabniają się do siebie. Kapitał przenosi się tam, gdzie są niskie płace, co skutkuje ich wzrostem; pracownicy z kolei przemieszczają się do regionów, w których płace są wysokie, przyczyniając się do ich spadku. Rynek dostarcza zdecentralizowanych rozwiązań problemów ochrony środowiska naturalnego, opartych na poszanowaniu praw własności. Polityczna konkurencja jest gwarantem najważniejszej europejskiej wartości, jaką jest wolność. Konkurencja podatkowa sprzyja niskim stawkom podatkowym oraz fiskalnej odpowiedzialności. Ludzie, a  także firmy, chcąc uniknąć wysokich podatków, „głosują nogami”. Suwerenność podatkowa poszczególnych państw stanowi najlepszą ochronę przed tyranią. Konkurencja zwycięża także w sferze pieniądza. Rozmaite instytucje monetarne konkurują między sobą, oferując walutę wysokiej jakości. Te, które dostarczają bardziej stabilnych walut, wywierają nacisk na inne, aby również tak czyniły.

Wizja socjalistyczna

Biegunowym przeciwieństwem wizji klasycznego liberalizmu jest socjalistyczna lub imperialna wizja Europy, której bronili tacy politycy, jak Jacques Delors i François Mitterrand. Koalicja różnych grup nacjonalistów, socjalistów i konserwatystów, których łączy etatyzm, czyni wszelkie wysiłki, aby przeforsować swój plan działania. Pragnie ona widzieć Unię Europejską jako imperium lub fortecę: protekcjonistyczną na zewnątrz i interwencjonistyczną wewnątrz. Etatyści owi marzą o scentralizowanym państwie, zarządzanym przez sprawnych technokratów, za jakich uważają samych siebie.

W ich wyobrażeniach centrum Imperium rządziłoby peryferiami. Istniałoby wspólne i scentralizowane ustawodawstwo. Obrońcy socjalistycznej wizji Europy pragną budowy europejskiego megapaństwa, które powielałoby model państwa narodowego na obszarze całego kontynentu. Chcą europejskiego państwa opiekuńczego, które byłoby odpowiedzialne za redystrybucję, regulację i harmonizację ustawodawstwa w całej Europie. Zharmonizowanie podatków i przepisów socjalnych miałoby być dokonane na najwyższym poziomie centralizacji. Jeśli stawka VAT waha się w krajach  Unii  Europejskiej  od  piętnastu  do dwudziestu pięciu procent, socjaliści ujednoliciliby ją do dwudziestu pięciu procent we wszystkich krajach. Takie zharmonizowanie prawa leży w interesie najlepiej chronionych, najbogatszych i najbardziej produktywnych  pracowników,  którzy  —  w  przeciwieństwie  do mniej uprzywilejowanych  —  mogą sobie „pozwolić” na tego rodzaju przepisy. Gdyby niemieckie ustawodawstwo socjalne wprowadzić w Polsce, trudno byłoby jej konkurować z sąsiadem.

Realizacja wizji socjalistycznej sprowadza się do przekazywania coraz większej władzy organom centralnym, tj. Brukseli. Socjalistyczna wizja Europy to idea klasy politycznej, biurokratów, grup interesów, uprzywilejowanych jednostek, a także przedstawicieli dotowanych branż, którzy pragną  utworzenia silnego scentralizowanego państwa w celu własnego wzbogacenia. Zwolennicy tej wizji przedstawiają europejskie państwo jako konieczność i uważają, że jego powstanie jest jedynie kwestią czasu.

Według zamysłu socjalistów scentralizowane państwo  europejskie miałoby się pewnego dnia stać tak potężne, że suwerenne państwa byłyby mu podporządkowane (dostrzegalne są już pierwsze przejawy takiego podporządkowania w przypadku Grecji i Irlandii; oba te kraje zachowują się jak protektoraty Brukseli, która dyktuje  ich  rządom,  jak mają sobie poradzić z deficytem).

W wizji socjalistycznej — w przeciwieństwie do zainspirowanej  katolicyzmem wizji klasycznego liberalizmu — brak jest jakichkolwiek określonych granic geograficznych europejskiego państwa. Polityczna konkurencja uważana jest za przeszkodę dla scentralizowanego państwa, które przestaje podlegać kontroli społecznej. W tym sensie scentralizowane państwo w socjalistycznej wizji staje się coraz mniej demokratyczne, gdyż władza przechodzi w ręce biurokratów i technokratów (przykładem jest tu Komisja Europejska, wykonawczy organ Unii Europejskiej; komisarze nie są wybierani, lecz mianowani przez rządy państw członkowskich).

Jeśli przyjrzymy się historii, zauważymy, że socjalistyczny plan ustanowienia takiego nadrzędnego scentralizowanego państwa w Europie miał swoje precedensy w próbach podejmowanych przez Karola Wielkiego, Napoleona, Stalina i Hitlera. Jednakowoż tym razem do budowy europejskiego państwa nie będą potrzebne środki militarne, gdyż wystarczy państwowy przymus.

Taktyka budowy owego państwa polegałaby na wykorzystywaniu sytuacji kryzysowych do tworzenia nowych instytucji (takich jak Europejski Bank Centralny (EBC) lub przyszłe Europejskie Ministerstwo Finansów), a także do poszerzenia władzy istniejących instytucji, np. Komisji Europejskiej lub EBC.

Klasyczno-liberalna oraz socjalistyczna wizja Europy są w rezultacie nie do pogodzenia. Proponowane przez socjalistów zwiększenie władzy scentralizowanego państwa oznacza w istocie ograniczenie czterech podstawowych wolności oraz oczywiste ograniczenie zakresu wolności osobistej.

Historia ścierania się dwóch wizji

Owe dwie wizje walczą ze sobą już od lat pięćdziesiątych XX wieku. Początkowo autorzy projektu Wspólnot Europejskich skłaniali się ku realizacji wizji klasycznego liberalizmu. Wspólnota Europejska składała się z suwerennych państw i gwarantowała cztery podstawowe wolności. Z punktu widzenia klasycznych liberałów zasadniczą wadą genetyczną wspólnoty były dotacje i interwencjonizm, które  przewidywała  polityka  rolna.  Ponadto struktura systemu zakłada, że inicjatywa ustawodawcza przysługuje jedynie Komisji Europejskiej. Gdy Komisja przedstawia propozycję ustawy, jedynie sama Rada Unii Europejskiej lub Rada z Parlamentem Europejskim mają prawo ją zaakceptować. Taki system sprzyja centralizacji. Jak widać, instytucjonalny charakter Unii od samego początku został zaprojektowany tak, by przygotować grunt dla centralizacji i dyktatury lekceważącej opinie mniejszości, gdyż nie wszystkie decyzje wymagały  jednomyślności,  a  sfery,  w  których obowiązywała zasada jednomyślności, w ostatnich latach znacznie ograniczono.

Modelu klasycznego liberalizmu tradycyjnie bronią chrześcijańscy demokraci, a także takie kraje jak Holandia, Niemcy i Wielka Brytania.  Tymczasem  demokraci  i  socjaliści, zazwyczaj pod wodzą francuskiego rządu, opowiadają się za imperialną wersją Europy. Zważywszy na błyskawiczną klęskę 1940 roku, okres nazistowskiej okupacji, porażki w Indochinach, a także utratę afrykańskich kolonii, można  powiedzieć,  że  francuskie  elity wykorzystały Wspólnotę Europejską do odzyskania swoich wpływów i odbudowania dumy narodowej, a także do zrekompensowania sobie utraty własnego imperium.

Od wielu lat widoczne jest dążenie do realizacji ideału socjalistów — budżet UE rośnie, a nowa polityka regionalna skutecznie redystrybuuje bogactwo w całej Europie. Prowadzą do tego także niezliczone przepisy i harmonizacje.

Wydawało się, że upadek Związku Radzieckiego oraz zjednoczenie Niemiec wzmocnią argumenty zwolenników klasyczno-liberalnej wizji  suwerennych  i  niepodległych państw. Po pierwsze, Niemcy, które tradycyjnie broniły tej wizji, stały się dzięki zjednoczeniu silniejsze. Po drugie, nowe państwa, które powstały na gruzach komunizmu, takie jak Czechosłowacja  (Václav Klaus), Polska, Węgry itd., także popierały klasyczno-liberalną wizję Europy. Te nowe kraje pragnęły cieszyć się swą nową, świeżo uzyskaną wolnością. Miały dość socjalizmu, imperiów oraz centralizacji.

Wpływ francuskiego rządu został ograniczony. Obóz socjalistyczny  spostrzegł, że czeka go porażka. Stwierdzono, że trzeba powstrzymać szybkie rozszerzenie Unii o nowe państwa na Wschodzie. Konieczny był krok w kierunku scentralizowanego państwa. Siłą napędową tego pomysłu miała być jedna waluta. Według  niemieckich  gazet  rząd  Francji obawiał się, że Niemcy po swym zjednoczeniu stworzą „zdominowany przez markę niemiecką obszar wolnego handlu, sięgający od Brestu do Brześcia Litewskiego”. Europejscy (francuscy) socjaliści pilnie potrzebowali władzy nad pieniądzem.

Jak wydarzenia po upadku Muru Berlińskiego komentował Charles Grave:

 

Według zwolenników „Cesarstwa Rzymskiego” [socjalistycznej wizji] Europejskie Państwo musi zostać utworzone natychmiast i nieuchronnie, bez względu na ryzyko. W przeciwnym razie orędownicy „Chrześcijańskiej Europy” [wizji klasycznego liberalizmu] wygrają z racji braku konkurencji, a taka okazja  już nigdy się nie powtórzy. Rozpad Związku Radzieckiego był kryzysem, który dał „Cesarstwu Rzymskiemu” okazję oraz energię do wprowadzenia w życie niezwykle ambitnego programu. Szala się przechyliła, więc „Cesarstwo Rzymskie” musiało przeważyć na drugą stronę; a utworzenie euro, bardziej niż cokolwiek innego, stało się symbolem ofensywy rzymskiego obozu na rzecz scentralizowanej superstruktury.

 

Według oficjalnej linii argumentacji obrońców wspólnej waluty, euro miało obniżyć koszty  transakcyjne, ułatwiając handel,  turystykę oraz wzrost gospodarczy Europy. Jednakże wprowadzenie euro stanowiło  także niewątpliwie krok w kierunku utworzenia europejskiego państwa. Zakładano, że stworzy ono presję potrzebną do jego ustanowienia.

Prawdziwa przyczyna, dla której rząd Niemiec, tradycyjnie sprzeciwiający się socjalistycznej wizji, ostatecznie zaakceptował euro, była związana ze zjednoczeniem Niemiec. Umowa była następująca: Francja buduje europejskie imperium, a Niemcy zajmują się swoim zjednoczeniem. Uważano, że w przeciwnym razie Niemcy staną się zbyt potężne oraz że ich największą broń, markę niemiecką, trzeba im odebrać — innymi słowy, należało je rozbroić.

Kolejnym krokiem w planie obozu socjalistycznego był projekt europejskiej konstytucji (stworzony przez byłego francuskiego prezydenta Valery’ego Giscarda d’Estaing Ginarda), ustanawiającej scentralizowane państwo. Jednakże projekt konstytucji  całkowicie upadł; został odrzucony w głosowaniu przez wyborców we Francji i Holandii w 2005 roku. Jak zwykle Niemców nawet nie spytano o zdanie. Wcześniej nie uczyniono tego także w kwestii euro. Zazwyczaj jednak politycy nie poddają się, dopóki nie osiągną  celu. W  tym wypadku tylko zmienili nazwę konstytucji, co sprawiło, że nie wymagała już ona powszechnego głosowania.

W konsekwencji w grudniu 2007 roku przyjęto Traktat Lizboński. Traktat ten jest pełen takich słów, jak: pluralizm, niedyskryminacja, tolerancja oraz  solidarność, z których każde może być rozumiane jako wezwanie do naruszenia praw własności prywatnej i wolności zawierania kontraktów. W artykule trzecim Unia Europejska zobowiązuje się do walki ze społecznym wykluczeniem i dyskryminacją, otwierając w ten sposób drzwi interwencjonistom. Traktat Lizboński nie wspomina za to ani razu o Bogu.

W  rzeczywistości Traktat Lizboński stanowi porażkę socjalistycznego planu. Nie  jest to autentyczna konstytucja, lecz jedynie traktat. To ślepy zaułek z punktu widzenia zwolenników imperium, zmuszonych do przegrupowania i skupienia się na jedynym narzędziu, które im pozostało, czyli na euro. W jaki jednak sposób za pomocą euro można doprowadzić do centralizacji władzy w Europie?

Euro wywołuje taki rodzaj problemów, które politycy mogą przedstawiać jako pretekst do centralizacji. Sama konstrukcja i instytucjonalne zaplecze euro spowodowały całą serię poważnych kryzysów: państwa członkowskie UGW mogą wykorzystywać prasę drukarską do sfinansowania swoich deficytów, a to prowadzi niezmiennie do kryzysu finansów publicznych. Z kolei kryzys może zostać wykorzystany do centralizacji władzy i polityki fiskalnej. Centralizacja polityki fiskalnej może doprowadzić do harmonizacji opodatkowania i wyeliminowania konkurencji podatkowej.

W obliczu obecnego kryzysu finansów publicznych stawką w grze jest euro jako takie, ostatni środek, który pozostał socjalistom do wzmocnienia ich argumentów i utworzenia scentralizowanego państwa europejskiego. Zdecydowanie błędny jest zatem pogląd, że koniec euro oznaczałby kres samej Europy lub idei europejskiej; byłby to zaledwie kres jej socjalistycznej wizji.

Oczywiście Europę można by zintegrować ekonomicznie na fundamencie czterech podstawowych wolności. Nie jest do tego konieczny  wspólny  pieniądz  fiducjarny. Wielka Brytania, Szwecja, Dania oraz Czechy nie mają euro, a przecież należą do wspólnego rynku, który zapewnia cztery rodzaje wolności. Jeśli do tych krajów miałaby dołączyć Grecja, wizja klasycznego liberalizmu pozostałaby nienaruszona. Możliwość  swobodnego wyboru waluty znacznie lepiej wpisywałaby się w europejską tradycję poszanowania wolności niż wprowadzenie europejskiego prawnego środka płatniczego, któremu towarzyszy monopol emisji pieniądza.

 

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Philipp Bagus

Pozostałe wpisy autora:

34 Komentarze “Bagus: Tragedia euro: Dwie wizje Europy

  1. Że to dokument przeciwny wizji „ojców-założycieli” – bogobojnych ludzi, a zgodny z socjalistyczną wizją. Ja to tak odczytuję.

  2. Traktat Lizboński nie wspomina ani razu o Bogu, bo zasada jest taka: skoro rząd [unijny] zajął miejsce Boga, zrozumiałe jest, że każdy, kto znalazł się w potrzebie, ma od teraz wyzwać tylko jego pomocy. Nie jestem osobą religijną, ale dostrzegam tę „właściwość” wszystkich XX-wiecznych quasi-religijnych totalitaryzmów, łącznie z totalitaryzmem UE.

  3. A ja tu doczytuję się takich stwierdzeń jak:
    technokracja (oczywiście zła), „ani razu o Bogu”, technokraci unijni itp.
    Swoją drogą nie wiedziałem, że liberalizm jest tylko i wyłącznie katolicki co ten fragment moim skromnym zdaniem sugeruje.

  4. @1. Prawo, którym się posługujemy, wyrasta z chrześcijaństwa, od tego nie da się odejść. Zauważ, że w USA, niesamowicie tolerancyjnym i pluralistycznym światopoglądowo kraju, imię Boga (obecnie – nie tylko chrześcijańskiego) przywołuje się w dokumentach rządowych, podczas oficjalnych wystąpień prezydenckich etc. To gest, że istnieje coś potężniejszego ponad struktury państwowe. Ateista czy agnostyk będący zwolennikiem klasycznie liberalnej wizji Europy nie może odrzucić wpływu chrześcijaństwa ani doczesności i omylności aparatu państwowego, zaprzeczyłby sam sobie i głoszonej zasadzie tolerancji.

  5. @ 3. No fakt. Unia Europejska jest tak demokratyczna jak kiedyś Rzymianie byli religijni. Za czasów cesarstwa, trzeba było poznać wolę bogów, przed założeniem miasta, wyruszeniem na wyprawę itp.. Przychylność bogów zdradzały korzystne wróżby, ale kiedy okazały się nie pomyślne to wcale nie rezygnowano z przedsięwzięcia, tylko wróżono do skutku.
    Teraz jest bardzo podobnie, jeżeli obywatele nie chcą konstytucji unijnej to urzędnicy zmieniają tytuł na Traktat Lizboński i dopisują paręset §. Po czy urządzają referenda do momentu aż w końcu ich wyniki wykażą poparcie dla wcześniej odrzucanego projektu.

  6. „W wizji klasycznego liberalizmu wolność indywidualna stanowi najważniejszą wartość kulturową Europejczyków i chrześcijaństwa.”
    Nie lubię takiego podkreślania udziału jakiejkolwiek religii. Zresztą stwierdzenie „kulturową Europejczyków” jest równie nie na miejscu, bo liberalizm klasyczny nie odnosi się tylko do Europy.

    1. Chciałbym jedynie wspomnieć, że pierwsi liberałowie(tacy jak Adam Smith np.) byli wychowywani w duchu chrześcijańskim, więc czy tego chcemy czy nie, ale religia chrześcijańska BYŁA jednym z wielu czynników, które wpłynęły na poglądy tych liberałów. Natomiast sam liberalizm może być poglądem zarówno ateisty, jak i teisty, czy deisty – i to jest w nim piękne. Nie wyklucza się
      z wyznawaną religią, a przynajmniej z religią wyznawaną przez jej pierwszych wyznawców(prawdopodobnie dlatego, że pierwsi chrześcijanie, pierwsi muzułmanie itp. mieli inne problemy niż znajdywanie różnic w religiach pod względem myśli ekonomicznej). Zgadzam się z tym, że chrześcijaństwo ma w sobie więcej liberalizmu niż socjalizmu, bo opiera się na dekalogu, a jak wiadomo jest tam pewne przykazanie, którego socjaliści nie raczą przestrzegać – „nie kradnij”. Zgadzam się również z tym, że nie powinno się utożsamiać liberalizmu z jakąkolwiek religią, bo liberalizm nie patrzy na religię jaką wyznajesz, ale nie zgadzam się z tym, że chrześcijaństwo nie wpłynęło na myśl liberalną. 😛

  7. ad 8.

    Ale lubienie czy nielubienie nie ma tutaj nic do rzeczy. Potęga Europy została oparta na chrześcijaństwie i nie sposób wyobrazić sobie tradycyjną cywilizację europejskią bez udziału religii chrześcijańskiej. W dużej mierze naszą naukę i filozofię zbudował Kościół katolicki. Stwierdzenie to prawdziwe, choć niepopularne w dzisiejszych czasach agnostycyzmu, ateizmu i walki z chrześcijaństwem.

  8. @ 11. „Potęga Europy została oparta na chrześcijaństwie…”
    Dobrze, że przynajmniej nie na judeochrześcijaństwie, ale i tak ciekawe od kiedy to przemoc, grabież, potęga militarna i niewolnictwo nazywane są chrześcijaństwem?
    @ „W dużej mierze naszą naukę i filozofię zbudował Kościół katolicki…”
    Chyba z popiołów wymiatanych spod stosów zbudował.
    A filozofię to już szczególnie, zwłaszcza tę wieków ciemnych, która przez całe tysiąclecie pod przemożnym wpływem katolicyzmu zdołała wypracować aż dwa nurty. :))

  9. Ale o co chodzi? Unia Europejska BYŁA projektem chrześcijańskim, Robert Schumann jest błogosławionym Kościoła Katolickiego, a 12 gwiazd w godle Unii to wcale nie 12 pierwszych krajów tylko symbolika biblijna. Uwielbiam libertarian i liberałów, którzy alergicznie reagują na każde wspomnienie o tym, że jednak tradycja chrześcijańska to właśnie TA JEDYNA, w której pojawiła się myśl liberalna, że teoria praw naturalnych Locke’a czerpała garściami z filozofii chrześcijańskiej etc.

  10. @ 12. Kolega może lepiej zajrzy do jakiejś historii filozofii, zamiast bezmyślnie powtarzać, że ktoś coś powtarza. Może być nawet ta klechy Copleston ‚a.
    Natomiast jeżeli interesuje kolegę wpływ KRK na rozwój nauki to w miejsce zarzucania „całkowicie obiegowych i błędnych opinii” na podstawie 230 stronicowej apologetyki neofity Woods’a, (przetłumaczonej tak po polskiemu, że chyba wujek google zrobiłby to lepiej), polecę np. „Kościół i nauka” G. Minois ‚a.
    Bo tak to raczej bez komentarza.

  11. Drodzy dyskutanci. Żeby sprowadzić dysputę do wymiarów bardziej przyziemnych, zwrócę uwagę, że sery, wino, zioła, biblioteki, uniwersytety i wiele innych osiągnięć cywilizacyjnych zawdzięczamy bezpośrednio lub pośrednio zakonom katolickim. Coś w tym musi być. Poza tym zapewniam, że książka Bagusa nie jest agitką archidiecezji i nie zawiera wskazówek dla sióstr katechetek (wiem, bo przeczytałem ją kilkakrotnie w obu językach). Szkoda czasu na rozpamiętywanie tego zarzutu.

  12. Książka jest znakomita, nie wiem co nie pasuje koledze w „neoficie” Woodsie – ujął w niej fakty nieznane większości krytyków KK, jak np. pionierskie badania w dziedzinie ekonomii prowadzone na Uniwersytecie w Salamance (na długo przed A. Smithem). Ale skoro przeciwstawiamy „neoficie” historyka ateizmu, to rozumiem, że spór ma wymiar nie merytoryczny, a ideologiczny. Jeżeli wadzi koledze 230 stron, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaproponować „Kościół i nauka: konflikt czy współpraca?” José Moralesa SJ (ok. 400 stron).

  13. „Niemców nawet nie spytano o zdanie. Wcześniej nie uczyniono tego także w kwestii euro.”
    Niektóre kraje zostały przy swojej walucie, mogły i Niemcy, widocznie nie chciały. Ktoś za nich zdecydował?

    „Sama konstrukcja i instytucjonalne zaplecze euro spowodowały całą serię poważnych kryzysów: państwa członkowskie UGW mogą wykorzystywać prasę drukarską do sfinansowania swoich deficytów, a to prowadzi niezmiennie do kryzysu finansów publicznych.”
    Jak się ma własną walutę, to też można drukować pieniążki. Wtedy to nawet bez żadnych ograniczeń (a członkowie euro mają czy nie mają ograniczenia w tym zakresie? bo nie wiem)
    Zgodzę się, że euro zmniejsza konkurencję między walutami, mam jednak wątpliwości co do demonizowania wspólnej waluty.

  14. @21, a na przykład proszę zobaczyć Dz 4:32-4:37, a potem, jeszcze bardziej dosadne, Dz 5:1-5:11.

    Disclaimer: jako chrześcijanin nie twierdzę absolutnie – wręcz przeciwnie – że Biblia narzuca socjalizm jako wymagany/zalecany przez Boga, natomiast w opisach historii wczesnochrześcijańskiej tamże pochwał dla utopijnego socjalizmu można trochę znaleźć.

  15. Ad 21
    Nigdzie nie napisałem, że chodzi o państwo. NT to zbiór socjalistycznych idei.
    „Jakis przykład” czyli liczba pojedyńcza, więc zacytuje jeden z najlepiej znanych:
    „prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego”.

  16. @ 17
    Napisałem apologetyki: apologetyka – obrona, usprawiedliwienie, wywyższenie zasad, przekonań, zwł. dogmatów wiary chrześc.
    A nie: agitacja – oddziaływanie na opinię w celu jednania zwolenników dla jakiejś sprawy, idei, poglądu.
    (Słownik wyrazów obcych i wyrażeń obcojęzycznych W.Kopalińskiego)
    @ 18 „ujął w niej fakty nieznane większości krytyków KK…”
    Problem w tym że 10 razy więcej pominął, a te przedstawione, wyciął z kontekstu. W ten sposób można bez najmniejszego problemu wypełnić 230 czy nawet 400 str. faktami świadczącymi np. o wybitnych osiągnięciach i wyjątkowym wkładzie Wikingów w „wartość kulturową Europejczyków”.
    Warto przypomnieć choćby o takim kamieniu milowym u szyi europejskiej kultury i nuauki jak „Indeks Ksiąg zakazanych”, który został zniesiony dopiero w 1966r. na II Soborze Watykańskim.
    Tak a propos „wizji klasycznego liberalizmu”, to do indeksu trafili min. Locke i Hobbes.
    Ciekawe, że Darwin nie został wpisany na listę bestselerów pomimo tego, że klechy prawie 100 lat główkowały nad stwierdzeniem, że nie ma sprzeczności między ewolucją a nauką wiary o człowieku ( Humani generis-1950 r.), które to niewątpliwie jest przepotężnym wkładem Piusa XII w rozwój kultury i nauki. :))

  17. dygresja biblijna powstała ze względu na przytaczaną przez autora „chrześcijańskość” klasycznych liberałów, dlatego „chrześcijańska” wizja państwa wydaje się tu istotna, o czym wspomina autor wskazując na wartości („wolność indywidualna”)
    moim zdaniem dobrowolne należenie do wspólnoty to co innego niż przymusowy socjalizm

    a wracając do euro ponawiam pytanie: czy kraje strefy euro mają narzucone ograniczenia w emisji pieniądza? (wydaje mi się, że tak byłoby logicznie)

  18. @26. O emisji euro decyduje Europejski Bank Centralny, centralnie 🙂 Opublikujemy za jakiś czas jeszcze inny fragment książki, wyjaśniający największe problemy wspólnej waluty.

  19. O emisji nie decyduje ECB. Poszczególne państwa mają dość wolną rękę w tej kwestii, vide ostatnie wydarzenia w Irlandii.

  20. @28 Paniko – w jakim sensie? Może nie rozumiemy się na poziomie semantycznym 🙂
    http://www.ecb.europa.eu/
    Wszystko co dotyczy polityki monetarnej i bazy monetarnej przechodzi przez ECB, oczywiście oprócz poziomu decyzji politycznych Komisji.

  21. @Smith
    Czyli standardowo: hamburger + cola i frytki. Indeks, inkwizycja, krucjaty i może jeszcze czarownice do kompletu. Na „Indeksie” znajdowały się przede wszystkim „dzieła” astrologów, wróżbitów, magików i heretyków. Trafiały też dzieła wybitne. Natomiast i tutaj trzeba oddzielić ziarna od plew, np. Galileusz, mimo dawanej mu szansy, nie potrafił w żaden sposób udowodnić swojej tezy. Przypuszczam, że po uważnym przestudiowaniu poszczególnych casusów można byłoby znaleźć więcej takich przypadków. Poza tym, dzieł na Indeksie nie można było czytać BEZ ZEZWOLENIA władz kościelnych, a takie zezwolenia posiadały np. uniwersytety, w praktyce też, jak to zwykle bywa, wpis na indeks zwiększał zainteresowanie daną pozycją. Na temat Indeksu jako całości (i jego sensu) wypowiadał się też Jacek Salij OP: http://katolik.us/printview.php?t=1782&start=0&sid=180b974e456b86c96e106f3a8ce66029

    Zresztą Szymon ma rację, zeszliśmy zbyt mocno z tematu.

  22. Unijnym inżynierom społecznym nie spodobała się węgierska konstytucja, a w szczególności zapisy mówiące o Bogu: http://www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=933

    Toż to skrajnie faszystowski dokument, pisany przez „nacjonalistów” i zwolenników teorii spiskowych”.

    A propo „zwolenników teorii spiskowych” – ostatnio w Niemczech towarzysze na lewicy „ekskomunikowali” jednego ze „swoich” – bo za bardzo zaczął skręcać w prawo. Chodzi o Jürgena Elsässera, który napisał:

    „Lewica boi się odsłaniać niejawne paralelne struktury władzy, atakować rządzącą arystokrację finansową, demaskować zakulisowych macherów, jednym słowem, woli nie wiedzieć, że istnieje „globalny układ”. Zamiast tego woli postmodernistyczne klituś-bajduś, ekologię, feminizm, otwarte granice, genderyzm, globalne ocieplenie. Elsässer uważa, że współczesna lewica, atakująca wszelkie formy wspólnoty i rozpuszczająca je w czystym indywidualizmie, sama staje się awangardą najbardziej agresywnych elementów międzynarodowego kapitału finansowego. Kryzys finansowy ujawnił, zdaniem Elsässera, jej intelektualne i polityczne bankructwo. Wbrew swoim werbalnym deklaracjom, lewica jest w rzeczywistości przyjazna wielkim bankom i popiera powstanie unijnego rządu gospodarczego, czyli, jak to ujmuje Elsässer, „dyktatorskiego Biura Politycznego sterowanego przez kapitał finansowy”.”

    http://www.tomaszgabis.pl/?p=545

  23. @Adam Pisze:
    21.04.2011 o godz. 17:14
    „Natomiast i tutaj trzeba oddzielić ziarna od plew, np. Galileusz, mimo dawanej mu szansy, nie potrafił w żaden sposób udowodnić swojej tezy.”
    Proszę o adres do pana Boga. Chciałbym napisać do Niego skargę, za to że stworzył gatunek, który potrafi coś takiego jak powyższe napisać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy