Salin: Wolna bankowość i rezerwa cząstkowa – komentarz

1 maja 2011 Bankowość komentarze: 69

Autor: Pascal Salin
Źródło: Quarterly Journal of Austrian Economics
Tłumaczenie: Paweł Rusiecki
Wersja PDF

Artykuł Jörga Guido Hülsmanna (1996) Free Banking and the Free Bankers stanowi ważny wkład w poprawne zrozumienie systemu wolnej bankowości. Autor słusznie krytykuje jego niektórych zwolenników używających niejasnych lub błędnych argumentów. Przykładem może być ten, według którego wolna bankowość stwarza możliwość wyższej stopy inwestycji, co jest spowodowane większą dostępnością kredytu, lub ten, według którego system stuprocentowej rezerwy wiązałby się z wyższymi kosztami, utrudniałby pośrednictwo finansowe, prowadziłby do niedoboru pieniądza itd.

Mimo że zgadzam się z Hülsmannem w jego krytyce zarówno przeciwników wolnej bankowości, jak i tych jej zwolenników, którzy używają niewłaściwych argumentów, nie mogę przyłączyć się do jego apelu o system stuprocentowej rezerwy. Panuje powszechna opinia, że w takim systemie posiadacze substytutów pieniądza (banknotów lub depozytów) uważają za pewne, iż mogą odebrać obiecaną ilość pieniądza (złota) w zamian za substytut, kiedy tylko chcą. Wiemy jednak, że nigdy nie można mieć absolutnej pewności. Z każdym ludzkim systemem wiąże się jakieś ryzyko, a jednostki różnie je postrzegają. W związku z tym, zawsze istnieje problem jego optymalnego podziału pomiędzy ludzi, którzy różnie je postrzegają i mają wobec niego różną preferencję. Na przykład, w systemie rezerwy stuprocentowej nie ma absolutnej pewności, że osoby posiadające pieniądze będą mogły je odzyskać, ponieważ emitent substytutu pieniądza może zbankrutować. Bankructwo jest spowodowane faktem, że firma nie przynosi zysków, a to może się zdarzyć w systemie rezerwy stuprocentowej, ponieważ emisja substytutów pieniądza jest kosztowna (na przykład drukowanie kwitów i zamiana zużytych, inwestycje zapobiegające fałszerstwom, ochrona złota zdeponowanego w skarbcach itd.). Można nawet powiedzieć, że w takim systemie emitent substytutów pieniądza musi upaść, chyba że znajdzie jakiś sposób, aby przekonać ludzi do płacenia za swoje usługi.

Przeniesienie na klientów części prawdziwych kosztów ponoszonych przez emitentów substytutów pieniądza niekoniecznie musi być trudne: można na przykład naliczać większą opłatę w złocie za sprzedaż kwitów, niż za odkupienie ich od posiadaczy w celu zrekompensowania kosztów drukowania banknotów. Ale jak sprawić, żeby ludzie płacili za składowanie złota? Koszt ten jest proporcjonalny do długości czasu magazynowania. Racjonalnym byłoby więc dla banku wykupienie swoich banknotów po takiej cenie złota, która z czasem malałaby. Jednak kwity wyemitowane w innych dniach miałyby różne ceny w złocie i nie byłyby idealnymi substytutami, byłyby więc mniej płynne.

W systemie wolnej bankowości każdy miałby prawo do emisji banknotów i naliczania klientom dowolnych opłat za swoje usługi, zaś każdy klient miałby wolny wybór w kwestii rodzajów banknotów i systemu płatniczego dla usług, których potrzebuje. System rezerwy cząstkowej jest niczym więcej niż jedną z możliwości pojawiających się przed emitentami substytutów pieniądza, mających sprawić, by ludzie płacili za koszt przechowywania złota. W takim systemie zysk uzyskany przez emitenta substytutów pieniądza jest proporcjonalny do długości czasu, przez który ludzie używają banknotów. Dzieje się tak, ponieważ otrzymuje on procent od wartości tych banknotów, które w bilansie mają odbicie nie w złocie, lecz w kredycie. W systemie wolnej bankowości na rynku mogą współistnieć różni emitenci używający różnych metod pobierania płatności od klientów. Nie możemy z góry powiedzieć, że system stuprocentowej rezerwy jest optymalny, ponieważ nie znamy ex ante preferencji jednostek — takie stwierdzenie nigdy nie byłoby obiektywne. Opowiadając się za stuprocentową rezerwą i atakując rezerwę cząstkową, Hülsmann staje na pozycji konstruktywistycznej, a więc przeciwstawnej do jego antyutylitarystycznych poglądów w innych kwestiach.

Samego pojęcia wolnej bankowości — tj. wolnej konkurencji między producentami substytutów pieniądza — nie da się a priori pogodzić z propozycją, wedle której system rezerwy stuprocentowej musi być jedynym akceptowalnym systemem. Co więcej, są tylko dwie możliwości wyboru jednego lub kilku systemów monetarnych (stuprocentowej rezerwy lub rezerwy cząstkowej):

1.           Może zostać narzucony przez regulacje rządowe. W tym przypadku państwo mogłoby na przykład zakazać rezerwy cząstkowej i mogłoby nakazać system rezerwy stuprocentowej. Hülsmann prawdopodobnie nie opowiada się za takim procesem; nie da się go pogodzić z koncepcją wolnej bankowości.

2.           System monetarny może zostać wybrany przez „rynek”. Oznacza to, że producenci i użytkownicy substytutów pieniądza wybraliby jeden lub kilka systemów monetarnych, które najlepiej spełniałyby ich oczekiwania. System rezerwy stuprocentowej zostanie wybrany, jeśli jest optymalny — czyli spełnia potrzeby producentów i użytkowników substytutów pieniądza. Jeżeli tak się stanie, rezerwa cząstkowa upadnie. Nie możemy jednak założyć tego a priori — do osądu potrzebny jest eksperyment. W świecie wolnej bankowości może okazać się, że część osób woli system rezerwy stuprocentowej, a część rezerwy cząstkowej — i oba funkcjonują równolegle.

Tak więc w poglądach Hülsmanna jest pewna sprzeczność: nie popiera państwowego zakazu stosowania rezerwy cząstkowej, uważając jednocześnie, że stuprocentowa rezerwa jest optymalnym systemem. Jeśli to ostatnie stwierdzenie jest prawdziwe, to dlaczego rynek nie wybrałby tego systemu? Według Hülsmanna konkurencja omawianych systemów spowodowałaby paradoksalną sytuację skłaniającą ludzi do wybierania rezerwy cząstkowej, która z kolei nieuchronnie kończyłaby się autodestrukcją. Trudno jest zrozumieć, dlaczego w specyficznym przypadku pieniądza — i tylko w nim — rynek miałby zawodzić.

Hülsmann ma jeszcze jedną linię obrony. Twierdzi on, że bank stosujący rezerwę cząstkową jest oszustem, ponieważ obiecuje klientom, że wykupi substytuty pieniądza za określoną ilość złota, pomimo że nie jest w stanie tego zrobić. Można z tego wywnioskować, że państwo ma prawo narzucić wymóg rezerwy stuprocentowej z tego samego powodu, dla którego zapobiega innym oszustwom. Ale czy rezerwa cząstkowa rzeczywiście jest oszustwem?

Przyjmijmy, że żyjąc w świecie idealnej konkurencyjności, jako potencjalny klient, mam do wyboru korzystanie z dwóch rodzajów banknotów: wyprodukowanych z zachowaniem stuprocentowej rezerwy lub rezerwy cząstkowej. Załóżmy ponadto, że mam pełną wiedzę na temat działalności prowadzonej przez ich emitentów. W pierwszym przypadku zapewne musiałbym płacić za usługi pieniężne oferowane przez producenta substytutów pieniądza albo mógłbym być zmuszony do ponoszenia wspomnianego już kosztu niepewności, wynikającego z niskiej rentowności tego producenta. W drugim przypadku wiedziałbym, że mogę nie być w stanie wymienić moich banknotów na pieniądze (złoto). W obu przypadkach posiadam całą dostępną informację, a kontrakty, które podpisuję z producentem substytutów, są zupełnie zrozumiałe. Jeśli zdecyduję się zawrzeć umowę z tym drugim i ponieść ryzyko utraty płynności, staję się odpowiedzialny za swój wybór, a porozumienie między mną a bankierem nie ma nic wspólnego z oszustwem. Po prostu godzę się na przyjęcie pewnego ryzyka i sam podejmuję decyzję o tym, że z mojego punktu widzenia — a innego nie ma sensu rozpatrywać — system rezerwy cząstkowej jest dobrym rozwiązaniem. Hülsmann (ani Murray Rothbard, ani żaden inny poważany ekonomista) nie ma prawa decydować za mnie.

Nawet jeśli nie możemy dowieść tego, że bardziej preferowanym systemem jest rezerwa cząstkowa, a nie stuprocentowa — podobnie jak Hülsmann nie może udowodnić wyższości tego drugiego systemu — możemy wynieść trochę informacji z historii. Pierwsze banknoty miały całkowite pokrycie w rezerwach, ale z czasem zaczął pojawiać się system rezerw cząstkowych, tak więc z całą pewnością przez jakiś czas oba systemy konkurowały ze sobą[1]. Ten ostatni został wybrany nie ze względu na interwencję państwa, zakazującą rezerwy stuprocentowej, ale dlatego, że lepiej spełniał oczekiwania producentów substytutów pieniądza i tych, którzy z nich korzystali[2].

Załóżmy więc, że na początku wszystkie systemy monetarne oparte były na stuprocentowej rezerwie. Z czasem zmieniały się w takie oparte na rezerwie cząstkowej, ponieważ są one bardziej preferowane przez ludność i producentów substytutów pieniądza. Prawdą jest, że podczas procesu dostosowawczego, czyli transformacji pierwszego w drugi system, występuje wielokrotne zwiększenie ilości banknotów ze wszystkimi tego skutkami (inflacją, nadmiarem kredytu, przeinwestowaniem itd.). Są one kosztowne, ale można je potraktować jako rodzaj kosztów inwestycyjnych, które trzeba ponieść, aby doszło do zmiany z jednego systemu na drugi, bardziej preferowany. Są one — podobnie jak inne koszty inwestycyjne — tymczasowe.

W systemie rezerwy cząstkowej każdy emitent substytutów pieniądza decyduje się na przechowywanie takiej wysokości rezerw, jaka wydaje mu się optymalna. Nie przestrzegając tej wysokości i emitując większą ilość banknotów, producent zwiększyłby zysk jednostkowy, ale straciłby wiarygodność w oczach swoich klientów i prawdopodobnie samych klientów, co skutkowałoby ujemnym zyskiem marginalnym[3]. Tak więc w systemie rezerw cząstkowych w długim terminie występuje równowaga struktury wysokości rezerw. Gdy tylko wszyscy emitenci substytutów pieniądza osiągną pożądaną przez siebie wysokość rezerw, nie będzie już występować zwielokrotniona ekspansja substytutów pieniądza. (Innymi słowy: tempo wzrostu ilości substytutów będzie dokładnie równe tempu wzrostu ilości pieniądza, czyli złota). Oznacza to, że — w przeciwieństwie do tego, co wydaje się sugerować Hülsmann — nie ma możliwości nieskończonej ekspansji substytutów pieniądza[4]. Jest on ograniczony przez ilość pieniędzy (złota). Gdyby istniała możliwość nieskończonej kreacji banknotów, to — w systemie wolnej bankowości z rezerwą cząstkową — dobrowolne decyzje jednostek prowadziłby do „społecznie” nieoptymalnej sytuacji, odznaczającej się nieograniczoną emisją substytutów pieniądza. Nie potrafiąc rozróżnić długoterminowego działania systemu rezerw cząstkowych od (krótkoterminowego) przystosowania, jakie zachodzi po zmianie z systemu rezerwy stuprocentowej, Hülsmann sugeruje, iż rezerwa cząstkowa jest kosztowna i nie zapewnia optymalnej ilości pieniądza[5]. Jak pokazaliśmy wyżej, nadmierna ekspansja substytutów pieniądza występuje tylko w procesie przejściowym, a ich efekty można potraktować jako koszty inwestycyjne.

Nie możemy również zaakceptować stwierdzenia Hülsmanna, według którego system rezerw cząstkowych zawsze jest niestabilny i wytwarza ryzyko systemowe spowodowane efektem zarażania. Uważa on, że gdy tylko zbankrutuje wystarczająco duży bank, załamie się cały system. Taki efekt rzeczywiście może wystąpić, ale — w przeciwieństwie do interpretacji Hülsmanna — nie jest nieodłączną cechą każdego systemu opartego na rezerwach cząstkowych.

W rzeczywistości ryzyko systemowe zależy od instytucjonalnych ram systemowych. Na przykład, jeśli kontrakt wymiany pomiędzy bankiem a jego klientami ma klauzulę opcyjną, według której bank może chwilowo zawiesić wymienialność, klient z wyprzedzeniem wie, że istnieje takie ryzyko i że może być zmuszony do pozostania kredytodawcą banku dłużej, niż się spodziewał. Kryzys płynności niekoniecznie oznacza upadek banku (który może posiadać dużą wartość netto i mieć możliwość sprzedaży dużej ilości aktywów (Nataf 1993, s. 97-106)). Nawet jeśli zbankrutuje, z powodzeniem może okazać się, że wszyscy posiadacze substytutów pieniądza w końcu odzyskają złoto odpowiadające posiadanym banknotom.

Możemy sobie również wyobrazić przypadek kartelu banków, którego uczestnicy udzielają sobie wzajemnie gwarancji wymiany własnych banknotów na banknoty innych. Mogą to być gwarancje warunkowe, co oznacza, że ilekroć któryś z banków prowadzi zbyt wielką ekspansję kredytową i występuje potencjalne lub rzeczywiste ryzyko utraty płynności, inne banki mogą zawiesić wymienialność jego banknotów. W takim przypadku rynek otrzymuje silny sygnał, że wszystkie pozostałe banki są bezpieczne, a ten stanowiący zagrożenie został wyeliminowany z kartelu. W takim razie posiadacze banknotów wyemitowanych przez pozostałe banki nie mają powodów do niepokoju i nie wystąpi run na bankowe rezerwy złota.

W takim systemie może występować wiele instytucjonalnych metod, które mogą zredukować ryzyko systemowe prawie do zera. Właściciele banków nie chcą bankrutować, więc w systemie wolnej bankowości próbowaliby różnych rozwiązań formalnych w celu unikania ryzyka. Jeśli istniałoby kilka konkurujących ze sobą karteli monetarnych emitujących różne substytuty pieniądza, wykształciłoby się kilka formalnych systemów i z czasem najlepsze z nich zostałyby wybrane przez rynek. Twierdzenie, że w systemie rezerw cząstkowych nie da się uniknąć nieograniczonej ekspansji kreacji pieniądza, nie ma więc żadnych podstaw logicznych. Wszystko zależy od określonych cech systemu monetarnego.

 

Bibliografia

Hülsmann, Jörg Guido. 1996. „Free Banking and the Free Bankers”, Review of Austrian Economics 9, nr 1:3-53.

Mises, Ludwig von. 2007, Ludzkie działanie, tłum. W. Falkowski, Warszawa, Instytut Ludwiga von Misesa.

Nataf, Philippe. 1993, „New England’s Depression-Proof Banking System” w Perspectives on the History of Economic Thought, tom 9, Robert F. Hebert, London: Edward Elgar.

Rothbard, Murray N. 1996, Classical Economics, tom 2, An Austrian Perspective on the History of Economic Thought, Brookfield, Vt.: Edward Elgar.

White, Lawrence. 1995, Free Banking In Britain, wydanie drugie, London: Institute of Economic Affairs.


[1] Wydaje się, że przed rokiem 1650 nieliczne banki komercyjne emitowały „kwity” depozytowe na metalowe monety. Później brytyjscy mincerzy i bank Sztokholmu wyemitowali weksle handlowe, otwierając drzwi przed bankowością z rezerwą cząstkową.

[2] Później, jak wszyscy wiemy, państwo zmonopolizowało emisję substytutów pieniądza i umożliwiło ich nieograniczoną ekspansję przez miarowe obniżanie współczynnika rezerw. Jest to jednak zupełnie inna historia. W tym przypadku rezerwa cząstkowa — i jej funkcjonowanie — zostałaby wprowadzona nie ze względu na to, że spełnia oczekiwania jednostek, ale dlatego iż państwo miałoby możliwość czerpania monopolistycznych zysków.

[3] Lawrence White (1995, s. 141-42) doskonale argumentuje, dlaczego banki nie skłaniałyby się do przekraczania optymalnego poziomu rezerw.

[4] Podkreślał to Ludwig von Mises, według którego „w systemie wolnej bankowości ekspansja kredytowa utrzymuje się na ściśle ograniczonym poziomie”, a nawet „ekspansja kredytowa (…) nie mogłaby stać się trwałym (…) elementem gospodarki” (Mises 2007, s. 381 i 377). Według Philippe’a Natafa, statystyki Massachusetts House and Senate dowodzą, że w systemie wolnej konkurencji bankowa ekspansja kredytu była utrzymywana poniżej 1 procenta rocznie przez ponad pół wieku. Można również zacytować Murraya Rothbarda, który napisał że „jeśli banki nie bazowałyby na stuprocentowej rezerwie, którą Say uważa za najlepszy system pieniężny, konkurencja sprawiłaby, że (banki) inwestowałyby w pewne kredyty o bardzo krótkim terminie spłaty, które z łatwością mogłyby być użyte do spłaty banknotów” (Rothbard 1996, s. 40).

[5] Podzielamy jego pogląd o tym, że każda ilość pieniądza spełnia oczekiwania użytkowników pieniądza.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Pascal Salin

Pozostałe wpisy autora:

69 Komentarze “Salin: Wolna bankowość i rezerwa cząstkowa – komentarz

  1. Zaprezentowane przez autora poglądy są nie do przyjęcia. Krytykowany przez autora Hülsmann po prostu dostrzega zło którego autor artykułu nie docenia, i w konsekwencji nie dostrzega trudności i komplikacji jakie spowodowała by próba realizacji jego koncepcji.
    Po co otwierać bankierom furtkę nie dotrzymywania warunku natychmiastowej wypłaty wkładu na żądanie albo banknotu wymieniał ego na kruszec skoro zgodne z wolną bankowością byłoby oferowanie niewymienialnych biletów bankowych obok wymienialnych

  2. Przepraszam za błędy w poprzednim komentarzu wynikające z naciśnięcia omyłkowo nie tego co trzeba przycisku przy kończeniu poprzedniego komentarza.
    Powinno być „Po co otwierać bankierom furtkę niedotrzymywania warunku natychmiastowej wypłaty wkładu na żądanie skoro nie będzie zakazu oferowania wkładów nie będących wkładami a vista, albo po co uwalniać bankiera od obowiązku natychmiastowej wymiany banknotu na kruszec skoro zgodne z wolną bankowością byłoby oferowanie niewymienialnych biletów bankowych obok wymienialnych na kruszec?.”.
    Jak on sobie wyobraża poinformowanie deponenta wkładu a vista o możliwym opóźnieniu w wypłacie tego wkładu skoro sam bankier nie może tego wiedzieć w momecie przyjmowania takiego wkładu?
    Niestety autor nie martwi się jakie będą konsekwencje jego pomysłów dla deponentów, a zamiast tego martwi się o jakieś ryzyko systemowe.

  3. @2

    „Jak on sobie wyobraża poinformowanie deponenta wkładu a vista o możliwym opóźnieniu w wypłacie tego wkładu skoro sam bankier nie może tego wiedzieć w momecie przyjmowania takiego wkładu?”

    Nazywa się to ‚option clause’. Zob. Selgin, White „The Option Clause in Scottish Banking”.

  4. „Można z tego wywnioskować, że państwo ma prawo narzucić wymóg rezerwy stuprocentowej z tego samego powodu, dla którego zapobiega innym oszustwom. Ale czy rezerwa stuprocentowa rzeczywiście jest oszustwem?”

    Powinno być oczywiście (…) „Ale czy rezerwa cząstkowa rzeczywiście jest oszustwem?” 🙂

  5. Nie wystarczyłoby zrezygnować z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, tak jak zrobiono to w Nowej Zelandii? Może wtedy ludzie poszli by po rozum do głowy a na rynku automatycznie pojawiłyby się banki z rezerwą stuprocentową.

  6. Mnie też się wydawało, że w warunkach wolnej bankowości i konkurencji dopuszczalność rezerwy cząstkowej nie jest groźna, gdyż banki będą musiały się same ograniczać.

    Jednak po przeczytaniu tekstów J.H. de Soto oraz przeanalizowaniu ATCK zrozumiałem, że emisja banknotów bez pokrycia to nie tylko sprawa umowy między bankiem a jego klientem, ale istnieje jeszcze trzecia strona: inni użytkownicy banknotów emitowanych przez bank oraz po prostu całą reszta społeczeństwa, która doświadcza negatywnych skutków emisji pieniądza bez pokrycia.

    Oczywiste jest, że w przypadku, kiedy istnieje możliwość odejścia od 100% rezerwy, to ze względu na krótkoterminowe korzyści dla emitenta i pierwszych użytkowników „pustego pieniądza” będzie istniała presja na psucie pieniądza. Ale kto jest „pierwszym użytkownikiem”, a kto już nie? W jaki sposób mam określić, czy opłaca mi się przyjąć banknot oparty na rezerwie cząstkowej? Ze względu na to, że bardziej opłaca mi się wymiana niż powstrzymanie się od niej, pewnie będę przyjmował pieniądze inflacyjne, aż do czasu, kiedy ujawnią się wystarczająco silne skutki psucia pieniądza. Jednak skutki te często pojawiają się dość nieoczekiwanie i narastają lawinowo. A wtedy jest już za późno. Oczywiście rynek oczyści się z zepsutego pieniądza, ale skutki dla struktury cen i wyznaczonej przez nią struktury produkcji pozostaną. A te skutki wykraczają daleko poza dobrowolną umowę między bankiem a jego klientem i dotyczą całego społeczeństwa.

    Tak więc wydaje mi się, że paradoksalnie, nawet bez przymusu używania konkretnego pieniądza, pieniądz gorszy może wyprzeć z rynku lepszy (oparty na 100% rezerwie) i będziemy mieli do czynienia z klasyczną tragedią wspólnego pastwiska, kiedy suma pozornie drobnych i nieszkodliwych oszustw składa się na załamanie całego systemu.

    Podsumowując: nie można opierać systemu ekonomicznego na zalegalizowanym oszustwie polegającym na emisji banknotów bez pokrycia. Rynek może działać skutecznie tylko w warunkach uczciwej konkurencji. Wymóg 100% rezerwy nie jest ograniczeniem wolności, podobnie jak nie jest ograniczeniem wolności zakaz kradzieży czy używania przemocy.

  7. Nie tylko z powodów etycznych ale i ekonomicznych nie do przyjęcia jest jego przyzwolenie na opóźnienie czasowe w wypłacaniu wkładów a vista lub w wymienianiu banknotów na kruszec.
    Albo coś jest wkładem a vista albo nim nie jest.
    Albo coś jest banknotem albo nim nie jest.

  8. @7 przyjmując twoją optykę należałoby również zakazać produkcji komputerów. Ich bardzo szybka produkcja powoduje bardzo szybki spadek wartości już posiadanych. „produkcja komputerów to nie tylko sprawa umowy między fabryką komputerów a jej klientem, ale istnieje jeszcze trzecia strona: inni użytkownicy komputerów produkowanych przez tą fabrykę”.

    Najlepiej w ogóle zakazać produkcji czegokolwiek, a szczególnie innowacji – pomyślmy o tych biednych posiadaczach bryczek, życia, kariery, rodziny zniszczone przez bezwzględnych, krwiożerczych kapitalistów, i ja pytam po co, kto na tym zyskuje – no wiadomo, tłuste kapitalistyczne świnie, bo nie społeczeństwo.

    „(…) zalegalizowanym oszustwie (…)” – ach, gdyby tylko zechciał Pan przed straceniem takiej ilości czasu na pisanie komentarza przeczytać umowę, którą podpisał Pan z bankiem. Wszystko stałoby się zupełnie jasne.

  9. Banknot to w pierwotnym znaczeniu tego słowa bilet bankowy wymienialny na kruszec. Tym się różnił banknot od biletu bankowego.
    Konto a vista to konto płatne na żądanie.

    Albo mamy banbnot albo „coś”, nie wiadomo na razie co, z klauzulą opcyjną.
    Banknot nigdy nie miał żadnych klauzul opcyjnych. Wtedy nie byłby banknotem. Nie zmieniajmy znaczenia słów jak to się stało modne od czasu rozpanoszenia się lewactwa na świecie, które podmieniło znaczenie wielu podstawowych pojęć np. Banknotu i Inflacji.

  10. Może problem jest taki, że dwa systemy: oparty na rezerwie cząstkowej i stu procentowej nie mogą istnieć w oparciu o tą samą walutę. Bo jak rozróżnić pieniądz bez ryzyka od pieniądza z wbudowanym ryzykiem (rezerwą cząstkową), który jest tańszy. Jeśli państwo pozwoliłoby na funkcjonowanie obok jednej waluty, drugiej jednak ze stu procentową rezerwą to nie ma pewności, że ludzie by wybrali tańszy pieniądz. Choć oczywiście funkcjonowanie dwóch systemów obok siebie jest zbyt kosztowne i nierealne

  11. Ad 10
    Panika 2008, a Ty znowu te swoje głupoty wypisujesz o produkcji komputerów. Już Ci pół roku temu wytłumaczyłem, że to ma związek z postępem.
    Pieniądze też robią coraz nowocześniejsze o coraz większej użyteczności no nie? Przez cały czas te mantry powtarzasz, chyba na wytrzymałość chcesz wziąć Austriaków, że im się znudzi odpisywania Ci. Taktyka ala Sinepopuli rozwodzić się nad rzeczami oczywistymi.
    Myślisz, że jesteś sprytny bo zainwestowałeś w złoto? Boisz się, że jak nie będzie akcji kredytowej, która pompuje te wszystkie bańki to nie zarobisz?
    Otóż po pierwsze nie jesteś sprytny. Zauważyłeś trend jak już był dla wszystkich oczywisty, wtedy profesjonalni gracze wychodzą. Gdyby „helikopter” nie ogłosił, że idzie następna partia wykupu obligacji, to byś zaraz po wejściu narzekał na tych wrednych kapitalistów, spekulantów giełdowych, że straciłeś. O ile to jest złoto to pół biedy ale te zabawy z żywnością i ropą odczujesz też Ty. Nagle się okaże, że te 20% co zyskałeś na inwestycji wyrównało się w tym co płacisz za codzienne życie.

  12. PS
    Panika pamiętaj, że wejście z w pozycję nie jest żadną sztuką, sztuką jest z niej wyjść w odpowiednim momencie. Żebyś nie miał o mnie złego zdania to zobacz co się kończy wraz z czerwcem.

  13. Ad 11
    Wytłumacz mi tylko dlaczego przedsiębiorca nie może nazwać swojego “czegoś z klauzulą opcyjną” banknotem? Czyżby na wolnym rynku istnieje ograniczenie zawierania umów pomiędzy jednostkami?

    A co do zmiany definicji słowa inflacja, to nie dotyczy to wyłącznie przedstawicieli lewicy, których pejoratywnie określiłeś lewactwem, to podobnie zrobił m. in. Rothbard. On też wprowadził własną definicję inflacji, zupełnie różną od tej Misesa. Co w tym złego?

    Mises: Inflacja to wzrost podaży pieniądza ponad popyt na pieniądz (Mises, Theory of Money and Credit, p. 272).
    Rothbard: Inflacja to wzrost bazy monetarnej (Rothbard, What has Government Done to Our Money?, p. 43-44).

  14. Ad 12
    Banknoty każdego banku nie są tą samą „walutą”. Bank A nie może emitować banknotów Banku B. Widzę, że nie rozumiesz działania systemu wolnej bankowości. Polecam Ci lekturę „The Theory of Free Banking” Selgina. Jest w internecie – http://files.libertyfund.org/files/2307/Selgin_1544_EBk_v5.1.pdf.

    „nie ma pewności, że ludzie by wybrali tańszy pieniądz”

    To jaki pieniądz wybrali by ludzie zależy od ich preferencji dotyczących ryzyka. Historia (np. w Szkocji) wskazuje, że ludzie preferowali banknoty emitowane przez banki utrzymujące rezerwę cząstkową.

    „Choć oczywiście funkcjonowanie dwóch systemów obok siebie jest zbyt kosztowne i nierealne”

    Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Dokładnie to samo dzieje się dzisiaj. Depozyty różnych banków, które ludzie traktują jako środek wymiany, istnieją obok siebie bez większych problemów. Co do banknotów to w systemie wolnej bankowości banknoty większości banków wymieniane byłyby at par, czyli po wartości nominalnej (zob. Selgin, „The Theory of Free Banking”, p. 25-26).

  15. dodam jeszcze do tego co napisał Marian Kucharski
    weksle też nie są nazywane banknotami, a przecież mechanizm powstawania jest bardzo podobny jak w przypadku banknotu bez pełnego pokrycia, to zobowiązanie do spłaty. co byście powiedzieli gdyby każdy swoje weksle nazywał banknotem? Mieszanie pojęć to kiepski pomysł, wprowadza wiele zamieszania nie tylko w teorii ale w życiu codziennym

  16. Ad 18
    „Sekta „stu-procentowców” znowu atakuje :P”. Zapomniałeś jeszcze dodać ekstremistów. Podobnymi słowami jestem określany podczas rozmów z socjalistami.

    Ad Michał Gamrot
    „Wytłumacz mi tylko dlaczego przedsiębiorca nie może nazwać swojego “czegoś z klauzulą opcyjną” banknotem?”
    „Banknot to w pierwotnym znaczeniu tego słowa bilet bankowy wymienialny na kruszec. Tym się różnił banknot od biletu bankowego.
    Konto a vista to konto płatne na żądanie.

    Albo mamy banbnot albo „coś”, nie wiadomo na razie co, z klauzulą opcyjną.
    Banknot nigdy nie miał żadnych klauzul opcyjnych. Wtedy nie byłby banknotem.”
    Czego tu nie rozumiesz? Wszystko tutaj ładnie rozmówca opisał.
    Zrobię to specjalnie dla Ciebie, nie można czegoś tam z klauzulą opcyjną nazwać banknotem ponieważ wtedy jest to wprowadzenie drugiej strony w błąd.
    To tak jakbyś na Allegro zobaczył samochód kupił go. Przy odbiorze oczekujesz samochodu. Tymczasem sprzedawca nazwał samochodem resoraka. Przecież resorak to też samochód tylko, że zabawka.

  17. @11, żeby to sprawa rozbijała się tylko o słowo banknot! To jest prawdziwa wojna o marchewkę z całymi tyradami i setkami stron ksążek poświęcanymi na dowodzenie, jak to bankier pod żadnym pozorem nie może sobie stworzyć z dobrowolnym klientem depozytu płatnego na żądanie warunkowo…

    @12, masz rację, jest raczej oczywiste że na naprawdę wolnym rynku nie znalazłoby się dostatecznie wielu paranoików i zwolenników teorii spiskowych, żeby powstał jakikolwiek istotnych rozmiarów bank z pełną rezerwą.

    @13, jak Cię to w oczy razie, to zamień produkcję komputerów na kopanie złota. Powiesić górników!

    @17, a zastanawiałeś się może jaki wpływ na stabilność systemu finansowego ma istnienie banknotów do monopoly?

    No bądźmy poważni… liczy się istota, nie lakier.

  18. A czy ktoś może mi powiedzieć, czy istnieje jakiś bank, gdzie można prowadzić rachunek nie obciążony rezerwą cząstkową? Taki klasyczny, płatny na żądanie, z rezerwą 100%, płatny za przechowywanie pieniędzy… jak austriacy przykazali… serio proszę o pomoc w znalezieniu takiej usługi!

  19. Ewentualna wyższość wolnej bankowości nad rezerwą stuprocentową nie oznacza wyższości rezerw cząstkowych nad 100 % w obecnym systemie pieniądza państwowego. Żeby wprowadzić jakikolwiek system kruszcowy trzeba by radykalne obniżyć ekspansję kredytową, a tego się nie zrobi bez 100 % rezerw pieniądza fiducjarnego.

    Rezerwa cząstkowa niestety ułatwiła wprowadzenie pieniądza państwowego, bo bankierzy pożyczali głównie państwu. Mieli zatem interes w tym aby państwo za wszelką cenę nie splajtowało. Powstał typowy sojusz kapitalistów z państwem przeciw konsumentom. Jest to problem nie ekonomiczny, tylko polityczny. Jak powstrzymać powstanie sojuszu silnej grupy kapitalistów z państwem? Rezerwa stuprocentowa osłabia banki i jednocześnie odbiera państwu motywację do takiej koalicji. Być może opłaca się mieć nieco mniej wydajny system bankowy, aby jednocześnie uniknąć ryzyka jego upaństwowienia z przyczyn politycznych?
    Ekonomia nie zawsze jest najważniejsza. Wiem, że to nie jest ortodoksyjne rozumowanie.

  20. @18
    Wyjątkowo nietrafiony komentarz. Jeśli masz jakieś argumenty, to je przedstaw. A jeśli chcesz marnowac nasz czas na czytanie inwektyw, to dziękujemy za udział.

    @ Michał Gamrot
    Cytat z Misesa (Theory of Money and Credit, p. 240:
    „In theoretical investigation there is only one meaning that can rationally be attached to the expression Inflation: an increase in the quantity of money (in the broader sense of the term, so as to include fiduciary media as well), that is not offset by a corresponding increase in the need
    for money (again in the broader sense of the term), so that a fall in the objective exchange-value of money must occur”.

    Może w tym miejscu warto wyjaśnić określenie z nawiasu: „in the broader sense of the term, so as to include fiduciary media as well”. Wyjasnisz to?
    Na s. 272 raczej nic o inflacji nie ma (chyba, że czytamy inne wydania)?

    Z kolei cytat z Rothbarda brzmi w oryginale tak:
    „Inflation may be defined as any increase in the economy’s supply of money not consisting of an increase in the stock of the money metal”.

    A w moim tłumaczeniu:
    „Inflację można zdefiniować jako każde takie zwiększenie podaży pieniądza w gospodarce, które nie polega na zwiększeniu ilości kruszcu pieniężnego”.

    Czy te cytaty rzeczywiście można streścić tak, jak Ty to zrobiłeś:
    Mises: Inflacja to wzrost podaży pieniądza ponad popyt na pieniądz (Mises, Theory of Money and Credit, p. 272).
    Rothbard: Inflacja to wzrost bazy monetarnej (Rothbard, What has Government Done to Our Money?, p. 43-44).

    Można by jeszcze dodac np. definicje (opis) M. Friedmana (Intrygujący pieniądz, Łódź 1994): „Inflacja jest przede wszystkim zjawiskiem pieniężnym, wywołanym wzrostem ilosci pieniądza szybszym od wzrostu produkcji. Ilość pieniądza ma tutaj znaczenie pierwszorzedne, a wielkość produkcji – drugorzedne” (s. 213).

  21. A w ogóle to od kiedy Mises i Rothbard mają wyłączność na definiowanie inflacji? Toż to jest, no przepraszam za określenie, semantyczne gestapo. Ekonomiści określali terminem inflacja powszechny wzrost cen przed tym, jak von Mises skończył podstawówkę (czyli oczywiście przed tym, jak R. przyszedł na świat)…

  22. Ad 19
    „(…) nie można czegoś tam z klauzulą opcyjną nazwać banknotem ponieważ wtedy jest to wprowadzenie drugiej strony w błąd.”

    Chyba żartujesz.

    Wyobraź sobie taką sytuację, sprzedajesz komuś telefon a ta osoba w zamian oferuje Ci kartkę papieru, którą nazywa banknotem. Na kartce tej napisane jest „Bank Gamrot S.A zobowiązuje się wypłacić posiadaczowi tego oto banknotu 1 uncję złota na żądanie*”. Patrzysz na gwiazdkę na banknocie i widzisz na dole wyjaśnienie – „Bank zastrzega sobie prawo do wstrzymania wypłaty 1 uncji złota bez podania przyczyny na okres nie dłuższy niż 6 miesięcy. Bank zobowiązuje się jednocześnie do wypłaty 10% (w skali roku) od zdeponowanej kwoty”.

    W jaki sposób jest to oszustwo? Czyżbyś był zmuszony do przyjęcia tego banknotu? A może nadal upierasz się, że bankier nie ma prawa nazywać tego kawałka papieru banknotem?

    „To tak jakbyś na Allegro zobaczył samochód kupił go. Przy odbiorze oczekujesz samochodu. Tymczasem sprzedawca nazwał samochodem resoraka. Przecież resorak to też samochód tylko, że zabawka.”

    Na aukcji Allegro widziałem samochód, były zdjęcia wszystko było dokładnie opisane – przebieg, rocznik, ubezpieczenie etc. Kliknąłem „Kup Teraz”. Wysłałem pieniądze przez nowoczesną metodę „Płacę z Allegro”. Mój bank przelał pieniądze na konto sprzedającego. Dostałem ‘resoraka’ w przesyłce.

    W jaki sposób jest to tożsame z opisaną przeze mnie sytuacją z banknotem. Wytłumacz proszę bo nie rozumiem.

  23. Ad 24

    Chodziło mi o ten sam cytat, ale mam inne wydanie książki. Cytat pochodzi z wydania Liberty Fund, twarda oprawa, 1981 rok. Wydanie to różni się od internetowego przedmową (foreword) Rothbarda z 1981 roku i wprowadzeniem (introduction) Robbinsa z 1934 roku (z pierwszego angielskiego wydania). Ponieważ korzystałem z wydania książkowego nie chciało mi się przepisywać tekstu. Sparafrazowałem go (podobnie jak tekst Rothbarda). Sens jest jednak identyczny. Oddam jednak głos mojemu mistrzowi Horwitzowi: http://austrianeconomists.typepad.com/weblog/2009/09/mises-defining-inflation-the-monetary-equilibrium-way-in-1951.html.

    Co do stwierdzenia „money in the broader sense” to najlepiej wyjaśnia to wykres na stronie 526 mojego wydania (325 z PDF). Nie chce mi się go opisywać, więc wspomnę jedynie że „money in the broader sense” zawiera w sobie „fiduciary media”. Z kolei „money in the narrower sense” nie.

    Definicja Friedmana jest badziewna ;). Choć Friedman mówi o inflacji cenowej a nie inflacji sensu stricto. Choć nie ma nic złego w pojęciu inflacji cenowej to Friedman w swojej definicja zapomina o sytuacji, w której podaż pieniądza się nie zmienia a spada produkcja. Z tego powodu jego definicja jest badziewna – choć trzeba pamiętać, że „Intrygujący pieniądz” nie jest raczej publikacją stricte naukową.

    BTW, to że Horwitz jest moim mistrzem to oczywiście żart. Mam jednego mistrza – Misesa.

  24. @10:
    Bardzo mi przykro, ale chyba mamy różne definicje pieniądza. Dla mnie czy innym jest produkcja złota lub komputerów, a czym innym produkcja aktów własności do nieistniejących uncji złota lub komputerów.

    Zgadzam się, że produkcja komputerów obniża cenę dotychczas wyprodukowanych komputerów pozostających w posiadaniu dotychczasowych nabywców, ale jest to normalny rynkowy proces. Produkcja komputerów podlega wszelkim zasadom rynku i ograniczona jest przez rzadkość kapitału, ziemi i pracy. Natomiast wystawianie kwitów bez pokrycia, za które można nabywać realne dobra, to już zupełnie inna sprawa.

    Drugi akapit Pana wypowiedzi pominę, bo jest emocjonalny.

    Jeśli chodzi o trzeci akapit, to nie mam zamiaru analizować mojej umowy z bankiem i domyślać się, co miał Pan na myśli. Jeśli tak dobrze zna Pan treść tej umowy, to proszę samemu dostarczyć na tym forum argumentów, a nie kazać się innym nad tym zastanawiać, co Panu siedzi w głowie.

    I od razu zaznaczam, że jeśli chce Pan ze mną dyskutować, to proszę na rzeczowe argumenty. Nie zamierzam się wdawać z Panem w kłótnię.

  25. Rezerwy cząstkowe umożliwiają stworzenie kredytu fiducjarnego, ten z kolei doprowadza do inwestycji większych od oszczędności, a to z kolei musi się zakończyć kryzysem lub ograbieniem ludzi z siły nabywczej pieniądza.
    I to jest ekomiczny powód opowiadania się przeze mnie za stuprocentowymi rezerwami.
    Jeśli ktoś nazywa to sektą to niech nie liczy na jakąkolwiek z mojej strony uwagę bo szkoda na niego czasu. Dla mnie to przykład „oświeconej ciemnoty” o której w swym felietonie pisze dzisiaj Michalkiewicz następująco:
    „Ciemnota nie jest oczywiście powodem do chwały, ale jeszcze nie jest najgorsza. Zwyczajna ciemnota bowiem wie, że jest ciemna i oprócz szacunku dla wiedzy ma ciekawość świata. Najgorsza jest ciemnota oświecona, która nie tylko nadużywa zaufania prostaczków, podsuwając im Scheiss jako perły wiedzy, ale tym smrodem zatruwa społeczną atmosferę – i jeszcze oczekuje oklasków.”

  26. @28, produkcja złota jest też zwykłym rynkowym procesem. Jeśli złoto jest pieniądzem – jak chcieliby niektórzy – to jego produkcja obniża wartość już istniejących jednostek (lub powoduje wolniejszy wzrost ich wartości). No normalnie bloody murder.

    Z Pana definicją oszustwa to jest hit sezonu. Upiera się Pan przy nieczytaniu umowy, którą Pan podpisuje, a potem oskarża drugą stronę o oszustwo. Wow!

    PS. Ciężar dowodu leży po stronie oskarżenia – zapomniał Pan?

  27. @29, „inwestycji większych od oszczędności, a to z kolei musi się zakończyć kryzysem lub ograbieniem ludzi z siły nabywczej pieniądza” – yyy? Znaczy że jeśli w Rothbardistanie istnieją maszyny, fabryki, drogi, wodociągi i obsiane pola o wartości rynkowej bilion złotych, a na rynku jest tylko miliard złotych pieniądza, to to jest jakaś kryzysowa/kryzysogenna sytuacja?

  28. Ad Michał Gamrot
    Na początku chciałbym przeprosić za zwracanie się per Ty. Za dużo osób używa pseudonimów i tak wyszło z rozpędu.
    Co od punktu numer 26 zaproponował Pan rzecz okropną, a mianowicie przypisanie tej samej nazwy, różniącym się od siebie i mającym inną charakterystykę produktom. Chce Pan aby zapłata i pożyczka funkcjonowały pod tą samą nazwą.

    Teraz już rozumie Pan mój przykład z samochodem i resorakiem? Jednocząc słowa samochód i resorak w jedno wprowadza Pan drugą stronę w błąd.

    Żeby dyskusja nie zeszła na zły kierunek, załóżmy że nie widzi Pan banknotów podczas transakcji tylko odbiera ze skrytki za trzy dni (jak na przykład robią ludzie w Arabii Saudyjskiej gdzie zapłata jest zostawiana razem z wynajętym samochodem po zakończeniu okresu wypożyczenia). Jest Pan przygotowany, że za banknoty (uznając ich definicję natychmiastowej wymienialności) kupi Pan sobie powiedzmy insulinę. Czeka na Pana niespodzianka i na kupno insuliny „poczeka Pan sobie pół roku”.

  29. @26
    Oglądając wczoraj “Game of Thrones” usłyszałem fajną kwestię: “Wszystko co się powie przed słowem „ale”, tak naprawdę się nie liczy”. Z tymi gwiazdkami to jest jak z „ale”.
    Ogólnie polecam pozycje spod znaku HBO:)

    Gdyby wprost mówić to co występuje po „ale” rzeczy nie koniecznie wydawałyby się już tak samo atrakcyjne. Ludzie niekoniecznie nazywaliby banki dalej bankami gdyby te wprost mówiły, że rozporządzają ich pieniędzmi i mogą je stracić(i to w inny sposób niż przez zwykły bandycki rabunek z karabinem). Co nie oznacza, że taka działalność w ogóle by nie miały miejsca.
    Nie widzę powodu aby zabraniać dwóm ludziom się umówić, że jeden zobowiąże się do pomnożenia czyjegoś kapitału a drugi jego udostępnienia. To co złe to zjednywanie, że kwit obarczony ryzykiem jest tak samo warty jak kwit bez niego. Czy nie jest to po prostu coś w rodzaju emisji nowej waluty, która zdaje się mieć pokrycie w innej? Ich zrównywanie jest tak samo błędne jak błędne jest używanie miarki logarytmicznej przy skali zwykłej. Fikcja trwa dopóki inni traktują kwity obarczone ryzykiem za równoważne zwykłym. Jest to „fajne”, bo rozprasza ryzyko również na tych, co w ogóle nie mają z nimi nic wspólnego. Wymieszanie uniemożliwia również odróżnienie zatrutego kapitału od zdrowego. Gdy jakiś kartel na takie coś się decyduje, nie powinno pozostawać nic innego jak przenieść się klientom na inną walutę, bezpieczną. Na wolnym rynku, nawet gdyby taka waluta nie istniała, w końcu powstałby na nią popyt i by powstała po przekroczeniu masy krytycznej.

  30. @30:
    Oczywiste jest, że produkcja złota jest zwykłym rynkowym procesem. Całkowicie się z Panem zgadzam. Ale czym innym jest produkcja złota, a czym innym, wystawianie fałszywych kwitów bez pokrycia w złocie.
    Ile Pana kosztuje wyprodukowanie uncji złota, a ile banknotów o wartości odpowiadającej rynkowej cenie uncji złota?
    Jak mam to jeszcze wyraźniej napisać?

    A co do mojej umowy z bankiem, to nie oskarżam banku o oszustwo wobec mnie. Jak Pan podpisze umowę ze złodziejem na kradzież samochodu, to też będzie wszystko ok?

  31. @Michał Gamrot
    „Patrzysz na gwiazdkę na banknocie i widzisz na dole wyjaśnienie”

    o ile się nie mylę to nie było to co ludzie rozumieli pod pojęciem banknot.
    ja mogę od dzisiaj zacząć nazywać swoje weksle banknotami i będę liczyć na to że ludzie się nie zorientują co tak naprawdę dostają. Albo w systemie złotego pieniądza będę bić monety których nominał nie będzie mieć związku z faktyczną zawartością kruszcu. Bo niby dlaczego mam się stosować do powszechnej zasady że nominał jest ściśle związany z wagą złota?

  32. Ad 29
    Cieszę się, że podjąłeś argument ekonomiczny zamiast wątpliwej jakości argumentu o oszustwie.

    Piszesz, że „Rezerwy cząstkowe umożliwiają stworzenie kredytu fiducjarnego, ten z kolei doprowadza do inwestycji większych od oszczędności”. Wydaje mi się, że nie masz racji. Nie chce w tym miejscu opisywać teorii Selgina (w tym celu odsyłam do jego książki „The Theory of Free Banking”, rozdział 4). Pozwól więc, że posłużę się przykładem.

    Wyobraź sobie, że idziesz do Banku ‘Gamrot’ i zawierasz z bankierem umowę depozytu (opartą o rezerwę cząstkową). Bankier w zamian za 10 uncji złota daje Ci plik banknotów (powiedzmy 10 * 100 ‘Gamrotów’ – tak nazywa się jego waluta). Zadowolony z siebie wracasz do domu, chowasz dwa banknoty do szafy a resztę wydajesz. Wydane przez Ciebie banknoty trafiają do klientów innego banku (Banku ‘Huerta de Soto’), którzy zanoszą je do swojego banku, który to następnie przestawia je ‘for redemption’ Bankowi ‘Gamrot’. Bank ‘Gamrot’ jest zmuszony przesłać 8 uncji złota Bankowi ‘Huerta de Soto’.

    Do tej pory Bank ‘Gamrot’ utrzymywał stu procentową rezerwę. Wyobraźmy sobie jednak następującą sytuację. Bankier Gamrot dowiaduje się od Twojej dziewczyny, która okazuje się być jego kochanką, że powiedziałeś jej, że nie masz zamiaru wydać reszty swoich pieniędzy przez najbliższy rok i jednocześnie nie masz zamiaru wpłacać ich nigdzie na lokatę. Bankier Gamrot dowiadując się o tym decyduje się wyemitować 100 ‘Gamrotów’ i pożyczyć je na 11 miesięcy właścicielowi sklepu (na zakup nowej szyby, którą ktoś zbił mu pod pretekstem stymulowania gospodarki).

    Odpowiedz proszę na następujące pytania:
    1. Czy fakt, że na rok powstrzymujesz się od konsumpcji (trzymając banknoty w szafie) oznacza zwiększone oszczędności? (Według mnie tak)
    2. Czy fakt, że bankier pożycza wykreowane przez siebie środki fiducjarne (trzymając się terminologii Misesa) niesie za sobą zwiększenie inwestycji? (Według mnie tak)
    3. Czy opisana przeze mnie sytuacja prowadzi do nierównowagi pomiędzy oszczędnościami a inwestycjami? (Według mnie nie)

    BTW, w praktyce bankier Gamrot nie musi dowiadywać się o tym, że zamierzasz trzymać pieniądze w szafie przez rok w taki sposób. To w jaki sposób tego dokonuje opisane jest w książce Selgina.

  33. @37:
    „w praktyce bankier Gamrot nie musi dowiadywać się o tym, że zamierzasz trzymać pieniądze w szafie przez rok w taki sposób. To w jaki sposób tego dokonuje opisane jest w książce Selgina.”

    Bardzo mnie Pan zafrapował tym stwierdzeniem. Czy mógłbym prosić Pana o streszczenie tej idei?

  34. Ad 37
    Ja bym dodał do tego rozumowania jeszcze jeden punkt. Włożyłem nieskonsumowane pieniądze na rok do innego banku, który wierzy w Pana wypłacalność i nie zamienia ich na Pana złoto, tylko trzyma banknoty Gamrot.
    W takiej sytuacji cały Pański tok rozumowania pada.

    Co do podjęcia punktu 29 i zawartych tam argumentów ekonomicznych. Każdy z pozostałych z rozmówców zdaje sobie sprawę ze skutków ekonomicznych rezerwy cząstkowej.
    Jednak opisana przez Pana sytuacja jest oszustwem co myślę zostało logicznie napisane w trzech postach nad Pańskim.
    Jeżeli uważamy tamtą kwestię za wyjaśniona to możemy przejść do reszty Pana „kłód”.

  35. Ad 37

    1. Nie oznacza zwiększonych oszczędności bo depozyty na żądanie nie są oszczędnościami. Gdybym pożyczył bankowi te pieniądze to bym ujawnił że powstrzymam się od konsumpcji, że są to oszczędności.
    2. Tak
    3. Tak

  36. @35, każda produkcja złota ponad „naturalny” dla rynku popyt stanowi w pewnym sensie inflację w systemie złotej waluty. Jak Pan nie wierzy, proszę sobie przypomnieć XVI wiek w Europie…

    Innymi słowy, podsumowując, istnienie efektu zewnętrznego nijak się ma do zarówno uczciwości, jak i sensu ekonomicznego transakcji/produkcji.

    Jak podpiszę ze złodziejem umowę o kradzież mojego samochodu, to nie sądzę, żeby to było mniej „ok” od dobrowolnego spędzenia nocy w kasynie lub tygodnia na GPW 😉 Jeśli zaś inputuje Pan, że depozytariusz z deponentem zmawiają się by okraść kogoś innego, to musi Pan wskazać – kogo. Hint: trudno będzie udowodnić, że innych deponentów. Nie za bardzo tak może być, żeby wszyscy okradali wszystkich – kradzież to gra o sumie zerowej. Hint #2: przed opisaniem mechanizmu kradzieży, proszę zrobić szybki check w następujący sposób: wszystkie wystąpienia słowa „bank” zastępujemy słowem „fabryka procesorów”, słowa „deponent” – „właściciel procesora”. Jak wyjdzie niedorzeczność, dowód należy zmienić.

    @36: a ja np. uważam, że pojęcie „banknot” oznacza słonia koloru różowego. Proszę udowodnij, że Twoje rozumienie lub rozumienie społeczeństwa jest lepsze, od mojego – i ma być zapisane w prawie. Że niby jak, większość ma zawsze rację? Miliony much nie mogą się mylić? To ja proponuję lepsze rozwiązanie, żeby nie było głupawych potyczek semantycznych w sądach (bo proszę pamiętać, że dla sądu milion much to nie jest – no, przynajmniej nie powinien być – argument; might teoretycznie does not make right). Ustalajmy sobie więc znaczenie pojęć biznesowych za każdym razem w umowach, a pod nieobecność umowy lub jej niejasność – stosujmy *aktualnie* obowiązujący w praktyce konsensus (a nie ten ze starożytnego Rzymu/średniowiecza/XIX wieku). Rozwiązanie IMHO proste, sensowne dla przeciętnego Kowalskiego i niearbitralne (bo nie wymaga arbitralnej decyzji, któremu starożytnemu pisarzowi albo któremu starożytnemu społeczeństwu przyznamy monopol definiowania).

  37. Czy wartość depozytu 100zł w banku(A) o 100% rezerwie jest równa wartości depozytu 100zł w banku(B) o 50% rezerwie? Czy to nie są czasem całkiem różne towary, których wzajemną wartość może określić jedynie rynek?
    Czy pan X, sprzedawca cukru, może przyjąć zapłatę w kwicie wartym 100zł banku A, dając w zamian 20kg cukru, natomiast za kwit 100zł z banku B jedynie 15kg? Dlaczego sprzedawca miałby być zmuszany do obciążania się czyimś ryzykiem?

  38. Ad 33
    Pana argument w całości opiera się na obserwacji Huerta de Soto, że banknot w przeszłości oznaczał tytuł własności do zdeponowanej ilości pieniędzy. W przekonaniu Selgina i White’a banknot oznaczał wierzytelność banku. Nie posiadam historycznej wiedzy z tego zakresu, więc nie mogę opowiedzieć się za żadną z tych teorii. Warto jednak pamiętać, że sądy rzadko lub prawie nigdy nie zgadzały się z definicją Rothbarda (The Mystery of Banking, p. 92-93).

    Nie potrzeba jednak uciekać się do historycznych rozważań (jak robi to Huerta de Soto) aby przekonać się, że argument o oszustwie bankiera posługującego się słowem banknot na określenie wierzytelności, okazał się fałszywy. W systemie wolnej bankowości istniałoby wiele banków, każdy z nich posługiwałby się własnymi banknotami (które są przecież nie tymi samymi dobrami). W umowach ludzie zastrzegaliby więc, jakie banknoty chcą uzyskać w wyniku zapłaty za towar. Podobnie jest dziś, gdy jakieś słowo ma wiele znaczeń, lub wiele różnych odmian. Kupując jabłka of firmy A zawieram umowę kupna na konkretny rodzaj/gatunek jabłek a nie na jakieś bliżej niesprecyzowane „jabłka”.

    Ad wszyscy, którzy pisali o „option clause”
    „Option clause” to klauzula jak każda inna. Historycznie banknoty opatrzone tą klauzulą jak każde inne były wymieniane po wartości nominalnej.

    W praktyce klauzule te wykorzystywane było wyjątkowo rzadko. Służyły one bankom przede wszystkim do chronienia się przed działaniami konkurencji polegającym na masowym wykupywaniu banknotów danego banków i zgłaszaniu się po złoto jednego dnia, w celu nadszarpnięcia reputacji emitenta. Więcej na ten temat można znaleźć w artykule Selgina i White’a „The Option Clause in Scottish Banking” http://www.jstor.org/pss/2953679

    Jak ktoś chce ten artykuł to niech napisze mi maila: gamrot@gmail.com

    Ad 34
    Na jakiej podstawie twierdzisz, że banknoty banków z rezerwą cząstkową będą traktowane tak samo jak kwity depozytowe magazynów w stylu Huerta de Soto? Historcznie wyglądały one zupełnie inaczej. Gdzieś w tym wykładzie White’a są przykłady – http://www.fee.org/media/video/free_banking/. Z tego co pamiętam to jest to około 20 minuty. Czyżby ludzie byli na tyle głupi, że nie rozumieliby różnicy pomiędzy dwoma różnie wyglądającymi kartkami papieru? Zob. Mises, Human Action (Scholar’s Edition) – PDF, p. 435. Jest gdzieś na necie, nie chce mi się szukać linka.

    BTW, dzisiaj ani jutro nie będę odpisywał na komentarze bo piszę pracę na konkurs FOR – http://www.for.org.pl/pl/Wiosenna-Szkola-Leszka-Balcerowicza-2011

  39. Salin jest spoko.

    Pokazuje, ze rezerwa czesciowa powinna byc dozwolona, ale zgadza sie, ze free banking to makroekonomiczne brednie godne miltona friedmana.

  40. Ad 43
    Nie interesują mnie podejścia do definicji banknotu przez de Soto czy Selgina (chociaż z tych dwóch napisanych przez Pana jako właściwy uważam opis de Soto).
    Wyciągnąłem logiczny wniosek o sprzeczności jaka występuje przy nadawaniu różnym rzeczom tej samej nazwy i moja wypowiedź dotyczyła tylko sprzeciwu w nazywaniu banknotu z klauzulą opcyjną banknotem.

    „Pana argument w całości opiera się na obserwacji Huerta de Soto, że banknot w przeszłości oznaczał tytuł własności do zdeponowanej ilości pieniędzy. W przekonaniu Selgina i White’a banknot oznaczał wierzytelność banku.”
    Chciałem tylko zauważyć (może się mylę), że w przypadku gdy wymiana następuje natychmiast na moje życzenie, obydwie definicje oznaczają to samo.
    Różnica jest gdy bank nie spełnia warunku wymienionego w poprzednim zdaniu i wtedy jest to przywłaszczenie mienia (de Soto) i oczekiwanie na spłatę (Selgin).
    Gdy dobrowolnie zgadzamy się na nienatychmiastowy zwrot własności to jest to pożyczka względem banku.

    Miło by było poprowadzić dyskusję do końca weekendu gdyż kończy mi się urlop, no i będę się musiał poświęcić innym działaniom.

  41. Ad 43
    „W przekonaniu Selgina i White’a banknot oznaczał wierzytelność banku.”
    Albo oni bredzą albo ty przekręcasz ich pogląd.
    Sprawdź czy oni banknot nazywają wierzytelnością banku czy może zobowiązaniem banku. Widzisz różnicę? Jeśli nie to szkoda mojego czasu.

  42. Ad 41
    ” a ja np. uważam, że pojęcie „banknot” oznacza słonia koloru różowego. Proszę udowodnij, że Twoje rozumienie lub rozumienie społeczeństwa jest lepsze, od mojego – i ma być zapisane w prawie.”
    Traktujesz swoje wypowiedzi jak by to była tylko zabawa w słowa. Przy takim podejściu dyskusja z tobą albo jest niemożliwa albo szkoda na to czasu.
    Zachowujesz się jak dziecko bawiące się słowami, ale ktoś taki najpierw musi przebrnąć przez fazę poznawania definicji używanych słów zanim będzie można z nim dyskutować.

  43. @ Michał Gamrot 27

    Oczywiscie, ze ksiazeczka Friedmana nie jest dzielem naukowym. Dodalem go tylko po to, zeby znow ktos nam nie zarzucil sekciarstwa.

    @ panika2008 25

    Nikt nie ma monopolu na definicje. Jednak nie przypadkiem zajmujemy sie teoria wolnego rynku, a zwlaszcza ekonomia austriacka. Dlaczego nie mielibysmy sie zajmowac przede wszystkim zrozumieniem tego, co napisali Austriacy? Jaki sens ma taki zarzut (o metody gestapowskie) napisany pod tekstem, ktorego autor polemizuje z „glownym nurtem” austriackim?

    W kazdym razie watek definicji jest jak zwykle bardzo wazny.

  44. Ad 43
    „W praktyce klauzule te wykorzystywane było wyjątkowo rzadko. Służyły one bankom przede wszystkim do chronienia się przed działaniami konkurencji polegającym na masowym wykupywaniu banknotów danego banków i zgłaszaniu się po złoto jednego dnia, w celu nadszarpnięcia reputacji emitenta. ”
    Jak można ujawnienie niewypłacalności dłużnika (banku) nazywać nadszarpywaniem reputacji tego banku?
    Reputacją powinien się cieszyć niewypłacalny bankier? Chyba aby mu umożliwić narażenie jeszcze większej liczby klientów na niedotrzymanie swoich zobowiązań wobec ludzi którzy mu zaufali.
    Jeśli niewypłacalny bankier ma się nadal cieszyć reputacją w społeczeństwie, to nic nie trzeba w świecie bankowości zmieniać, bo to dokładnie teraz mamy.

  45. @47, mi to wszystko jedno co jest jak nazywane. Tak jak pisałem wyżej, wolę zajmować się istotą sprawy.

    Kolekcjonowanie definicji traktuję jako zabawę niezbyt poważną, coś na wzór kolekcjonowania znaczków. Za równie mało istotne dla sedna sprawy uważam to, czy słowo „banknot” jest napisane po polsku, angielsku czy w języku klingońskim.

    Jako że zarówno wybór definicji, jak i języka opisu jest w poważnych rozważaniach nieistotny dla wyniku – wniosek stąd, że dla oceny dopuszczalności praktyki rezerwy częściowej nie ma znaczenia, jak które starożytne/średniowieczne/nowoczesne/postnowoczesne społeczeństwo rozumiało słowo „banknot”.

  46. @48, mój sprzeciw wobec metod „gestapowskich” (proszę się nie obrażać – to jak zwykle u mnie, hiperbola) tyczył się waszej dyskusji w komentarzach n/t definicji inflacji. Zresztą to samo tyczy się definicji banknotu.

    Bo naprawdę, wydaje mi się że walka o definicje to zdecydowanie najmniej produktywny sposób pracy intelektualnej.

  47. @49, proszę zapoznać się ze znaczeniem pojęcia „niewypłacalność” i porównać je z „utrata płynności”. Tym razem sprawa nie rozbija się o nazewnictwo – są to dwa ściśle określone pojęcia z dziedziny księgowości, które Pan myli.

  48. Ad 52
    Bankier który nie płaci swoich zobowiązań w terminie jest niewypłacalny.
    A że prawo posługuje się szkodliwymi dla gospodarki definicjami niewypłacalności np gdy długi przekraczają majątek, to kolejna wada systemu odpowiedzialności, która wymaga usunięcia.

  49. @53, bank emitujący kwity z klauzulami opcyjnymi podczas runu zawiesza wypłatę zobowiązań ZGODNIE Z UMOWĄ. Proszę się skupić na tym, co Pan komentuje. Plus – to, że Pan coś uważa za szkodliwe, nie znaczy, że należy to usunąć. Proszę nie sugerować, że jest Pan faszystą.

  50. Ja komentuję banknoty a nie kwity z klauzulami, więc proszę czytać ze zrozumieniem.
    To że ktoś coś uważa za szkodliwe nie oznacza, że jest faszystą. Wypraszam sobie takie insynuacje. To tylko świadczy o tym, że nawet pojęcia faszyzmu pan nie rozumie.

    Zapewnianie komukolwiek, również bankierom, nieodpowiedzialności wobec posiadaczy ich banknotów jest szkodliwe.
    Niewywiązywanie się z zaciągniętych zobowiązań wymienienia na żądanie wyemitowanych przez nich banknotów na kruszec, jest uwalnianiem się bankierów od odpowiedzialności.
    Nazywanie tego czymś szkodliwym nie jest żadnym faszyzmem.

  51. @41:
    Ja nie wiem, jaki jest „naturalny” dla rynku popyt na pieniądz lub mikroprocesory i wydaje mi się, że nikt tego nie wie. Oczywiście nie twierdzę, że wolnorynkowy pieniądz towarowy jest rozwiązaniem idealnym, ale idealne to są tylko utopie, a wolnorynkowy towarowy pieniądz jest moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem. I wcale nie jestem przekonany, że to powinno być złoto. Rynek to wie. Ja nie.

    W pewnym sensie Pana argumenty można obrócić przeciwko nim samym, bo skoro słowo „złoto” można zastąpić słowem „mikroprocesor” a słowo „bank” słowem „fabryka procesorów” itd., to dlaczego w świecie bankowości wolno wystawiać akty własności na nieistniejące „złoto” a w świecie „fabryk procesorów” już nie wolno fałszować aktów własności „mikroprocesorów”?
    Czy Pana zdaniem, gdyby „mikroprocesory” stały się pieniądzem, to już by było wolno?

    A odnośnie kradzieży. Nie zauważył Pan, że wszyscy mogą okradać wszystkich, tylko w różnym stopniu i w ostatecznym rozrachunku niektórzy mogą wyjść na plus a inni na minus? A wszystkim się wydaje, że są tacy cwani. Tylko niektórzy są cwańsi. Przecież to jest zjawisko powszechne nie tylko w systemie bankowym, ale także np. w społeczeństwach socjaldemokratycznych (redystrybucja dochodów) 🙂

  52. @panika2008
    „stosujmy *aktualnie* obowiązujący w praktyce konsensus (a nie ten ze starożytnego Rzymu/średniowiecza/XIX wieku).”

    Kto będzie i dlaczego decydował o tym jaki jest obecny w praktyce konsens. Jaką metodologię i dlaczego taką obierzemy w celu odnalezienia obowiązującego w praktyce konsensusu? Czy mogą to być metody statystyczne? Czy konsensusem może być 30% osób, które posługuje się daną definicją czy musi być więcej?

    Kto ustala i dlaczego czym jest niewypłacalność? Dla mnie może oznaczać słonia koloru różowego. Udowodnij, w sposób nie arbitralny, że moja definicja jest gorsza od ogólnie obowiązującej 🙂

    Moim zdaniem już samo stwierdzenie „”stosujmy *aktualnie* obowiązujący w praktyce konsensus” jest arbitralne.

  53. @ panika2008
    W poście 52 sam Pan sobie odpowiedzial na pytanie, po co sa definicje. Moze ich Pan nie kolekcjonowac, ale i tak ich Pan uzywa, wiec nie ma od nich ucieczki, co najwyzej chowanie glowy w piasek.

  54. @51:
    „Bo naprawdę, wydaje mi się że walka o definicje to zdecydowanie najmniej produktywny sposób pracy intelektualnej.”

    Dostrzegam tutaj pewien problem. Jeśli zmienimy definicję życia to i zabójstwo może ujść bezkarnie.
    Nie wszystko jest względne. Coś trzeba przyjąć za punkt wyjścia, bo inaczej dyskusja nie ma sensu.

    [Uwaga, tutaj będzie trochę filozofii :)]
    Całe szczęście, że prawa otaczającego nas świata nie są względne i nie zależą od naszego widzimisię. Możemy je tylko odkrywać, nie tworzyć. Tragiczne jest tylko to, że systemy gospodarcze mają taki stopień złożoności, że nie da się ich opisać prostymi liniowymi zależnościami ilościowymi, a niektórzy uparcie próbują. Poza tym składają się one z żywych i niedeterministycznych ludzi, a nie z jakiś bezwolnych atomów.

    Uważam, że nie można rozpatrywać systemów ekonomicznych w oderwaniu od pojedynczych i autonomicznych ludzi, którzy je tworzą, bo popada się w mechanicyzm. Dlatego takie ważne jest dla mnie pojęcie pieniądza i 100% pokrycie substytutów pieniądza w rzeczywistym pieniądzu dla rachunków na żądanie. Uważam po prostu, że dwóch różnych ludzi nie może mieć w tym samym momencie prawa własności do tego samego przedmiotu. A nawet „prawne środki płatnicze” nie są dla mnie jakimś abstrakcyjnym pojęciem, bo można je wymienić na konkretne materialne rzeczy.

    Dlatego nie przekonuje mnie argumentacja w skali makro. Co z tego, że wskaźniki „dobrze wyglądają” jeśli miliony ludzi są zmuszane do kształtowania swojego życia zgodnie z widzimisię centralnego planisty manipulującego papierowym „pieniądzem”? Przecież manipulacja stopą procentową oznacza wskazywanie, co sprzedawać a co kupować. Czy celem ekonomii jest maksymalizacja wskaźników? Kto ma moralne prawo do tego, żeby ustalać, że 40 milionowy naród ma maksymalizować jakiś PKB obliczany przez technokratów? A co taki wskaźnik ma wspólnego z codziennymi wyborami milionów osób?

    Dlatego nie przekonuje mnie argument, że np. złoto jako pieniądz towarowy też powodowałoby inflację. I co z tego? Ważne jest dla mnie, że taki pieniądz powstaje wewnątrz rynku i podlega jego mechanizmom (np. musi konkurować z innymi potencjalnymi pieniędzmi, np. srebrem). Natomiast obecne „środki płatnicze” pochodzą spoza rynku i są sztucznie regulowane. Są one dla rynku ciałem obcym. A przecież pieniądz, który tak naprawdę wyznacza całą strukturę cen, przenosi najważniejsze informacje na rynku. Taka informacja ma charakter rozproszony, subiektywny i intuicyjny i jest niemożliwa do pozyskania przez centralnego planistę.

    Z całym szacunkiem, ale pozwolić grupie ludzi, nawet nie wiem jak wykształconych, na manipulację pieniądzem, to tak jakby dać małpie karabin maszynowy.

  55. @56 „gdyby „mikroprocesory” stały się pieniądzem, to już by było wolno [wystawiać kwity na nieistniejące]” – ja wiem? jak wszystkie strony umowy są świadome i nie działają pod przymusem to niechże tam sobie wystawiają i kwity na domy z budyniu na Marsie (i sekurytyzują, haha, jak się bawić to się bawić, MERS, hipoteki, potem ABSy na tym i wio), co mnie to. Tak długo, jak ktoś pod przymusem moimi pieniędzmi nie żyruje tych zobowiązań, w rzeczy samej nie mam NIC przeciwko temu. Takie umowy musiałyby zawierać baaaaaardzo rozbudowane klauzule opcyjne do egzekucji ;D ALE ALE! Nie można wykluczyć sensowności ich istnienia i obrotu nimi. Jeśli ktoś by w takie syntetyki inwestował (bo np. uważa że on jednak będzie potrafił dokonać skutecznej egzekucji zabezpieczenia) – to znaczy że jakiś sens ekonomiczny to ma, prawda?

    Co do kradzieży – oczywiście może tak być jak Pan pisze. Jeszcze tylko by trzeba wykazać, że jest tu działanie pod przymusem niezgodne ze świadomie podpisanymi umowami. Powodzenia!

    @57: masz rację poniekąd. W pewnym momencie musi pojawić się arbitralnośća – ale tylko, jeśli chodzi o nazewnictwo. Ja nie mówię, że moja definicja banknotu, banku czy czegoś-tam, oparta na aktualnym praxis, jest jakaś lepsza czy coś. Mi się ona po prostu wydaje naturalna – dla przypadków, jak zaznaczyłem, gdy definicji umownej nie ma lub jest wadliwa. Jak napisałem wyżej – jak ktoś uważa, że niewypłacalność to słoń koloru różowego, to nie widzę zupełnie ŻADNYCH przeszkód, żeby to było zapisane w kontrakcie i egzekwowalne. Wolnoć Tomku!

    @58: oczywiście! Jednak dopuszczalność praktyki wolnej bankowości (zakładając, że już wiemy, co to określenie oznacza – a wydaje mi się, że mamy to ustalone) nie może zależeć od tego, czy banknot zdefiniujemy jako kwit magazynowy, kontrakt pożyczkowy z klauzulą opcyjną, czy różowego słonia.

    Do czego dążę – bo może już się motam, może to wygląda na bełkot, hehe (no bym się nie zdziwił!). Podsumowuje to genialny, genialny, genialny klasyk:

    What’s in a name? That which we call a rose
    By any other name would smell as sweet.
    So Romeo would, were he not Romeo call’d,
    Retain that dear perfection which he owes
    Without that title. Romeo, doff thy name;
    And for that name, which is no part of thee,
    Take all myself.

    @54: mi tylko chodzi o to, że automatycznie mi się włącza faszystoradar jak słyszę, że należy zakazać czegoś, co jest szkodliwe, nawet jeśli jest efektem dobrowolnej umowy.

    @60: yyyy… co mają problemy w zaopatrzeniu w walutę w łukaszenkowskim kołchozie wspólnego z *wolną* bankowością?

  56. @60, jeśli zmienisz definicję życia, to na tej podstawie nie możesz uzasadnić zabójstwa – bo zabójstwo definiuje się jako odebranie życia, co trzeba zmienić – bo jeśli nie zmienisz, nie będzie to już to samo pojęcie. „What’s in a name…”

    Jeszcze odnośnie tego, że bankier niby popełnia oszustwo, bo wypłata jest warunkowana przez politykę płynności – jak już tak banki rozliczacie z praktyk, to może spójrzcie na kredytobiorców, he? Bierze taki kredyt, zobowiązuje się do spłaty, ale pewność, że dostanie pensję za pół roku, jest jeszcze gorszego sortu, niż gwarancja płynności banku z rezerwą częściową (bank przynajmniej – na wypadek runu – posiada w miarę płynne aktywa, kredytobiorca z reguły nie bardzo).

    „Dlatego takie ważne jest dla mnie pojęcie pieniądza i 100% pokrycie substytutów pieniądza w rzeczywistym pieniądzu dla rachunków na żądanie.” – dla Pana jest to ważne – OK, zrozumiałe, chwalebne itd – ale co, jeśli dla kogoś innego nie jest to takie ważne? I jeśli ten ktoś inny znajdzie odpowiedni bank, dobrowolnie się z nim dogada…

  57. @63:
    >>jeśli zmienisz definicję życia, to na tej podstawie nie możesz uzasadnić zabójstwa – bo zabójstwo definiuje się jako odebranie życia, co trzeba zmienić – bo jeśli nie zmienisz, nie będzie to już to samo pojęcie. „What’s in a name…”<<

    Czyli wszystko jasne. Jest Pan gotów złożyć swoje realne życie na ołtarzu przekonania, że wszystko jest względne. Oczywiście jeśli tylko ktoś odpowiednio sformułuje definicje. Dobre! 🙂

  58. Nie, po prostu nie burzy mojej krwi to, że ktoś nazwie sobie banknot różowym słoniem – albo kwit z klauzulą opcyjną banknotem. Nie roszczę sobie pretensji do jedynie słusznej terminologii. Bardziej interesuje mnie istota sprawy. Słowa to tylko słowa. Są nudne, ze stulecia na stulecie się zmieniają. Znowu nieodparcie nasuwa mi się klasyk:

    What do you read, my lord? Words, words, words.

  59. @65:
    Nie mam się już dłużej siły spierać „o słowa”.
    Ale ta dyskusja pokazała mi, jak ważne jest do wypracowania porozumienia uzgodnienie znaczenia i wagi podstawowych „słów”.

    Może nie bez powodu liberalizm gospodarczy powstał w sferze kultury europejskiej, a nie w Afryce lub Azji? Widać nie każdy sposób rozumienia „słów” prowadzi do takich samych skutków.

  60. Nad czym tu deliberować?? Przecież właśnie mamy eksperyment rezerwy cząstkowej w praktyce. Na naszych oczach wali się obecny świateory system finansowy, którego podwaliny stanowiła rezerwa cząstkowa. Całą sprawę wyjaśnia zdanie „gorszy pieniądz wypiera lepszy”. Otwarcie futki rezerwy cząstkowej doprowadziło do tego co w tej chwili mamy. Autor pisze sobie o inflacji, nadmiarze kredytu i przeinwestowaniu jak gdzyby nigdy nic, że to tam bezie klopotów przy wzroscie ilosci pieniadza. A co to oznacza? To jest okradanie ludzie i ich oszczednosci, doprowadzienie do masowych bankructw itp. Ja osobiscie nie mam nic przeciwko temu zeby placic bankowi za przechowywanie mojego złota, którego wartość rośnie sama w sobie. Ponadto. Mozna sie przeciez umowic z bankiem ze albo mu place i on moje zloto tylko przechowuje albo pozwalam mu je pozyczac i wtedy dzielimy sie ryzykiem i procentem. Nie widze tu zadnego zagrozenia dla systemu bankowego. Ceny przechowywania zlota ustali rynek. Nawet teraz np mennica czy Bullion Vault przechowuje odplatnie złoto. Rezerwa bankowa musi byc 100%. Pieniadzem jest złoto a nie kwit depozytowy. Wiec wypuszczanie wiekszej ilosci jest fauszerstwem. Oczywiscie chcacemu nie dzieje sie krzywda, więc jeśli ktos chce powierzyć złoto bankowi który da mu za to powiedzmy 2 razy więcej kwitów ale to musi być wyrażnie zaznaczone na kwicie depozytowym. Wtedy jednak nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjmie tego kwitu chyba ze za polowe watosci. To przeciez logiczne jeśli kwity innych banków bedą mialy 100% zabezpieczenie. A tak na koniec to mi sie wydaje, że autor chyba nie zbyt dokładnie przemyslał co napisał a właściwie nie przemyślał tego wcale.

  61. Najbardziej podoba mi się ostatnie zdanie: „Twierdzenie, że w systemie rezerw cząstkowych nie da się uniknąć nieograniczonej ekspansji kreacji pieniądza, nie ma więc żadnych podstaw logicznych. Wszystko zależy od określonych cech systemu monetarnego.”
    A ja powiem tak: Twierdzenie, że ten cały artykuł ma jakie kolwiek podstawy logiczne i nie jest niczym innym niż bełkotem identycznym niż ten, który słyszymy w większości środków masowego przekazu nie ma żadnych podstaw logicznych ani zdroworozsądkowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy