Kubisz: Związek zawodowy a dobro wspólne

12 maja 2011 Audio komentarze: 17

Autor: Jacek Kubisz
Wersja PDF

Posłuchaj komentarza w wersji audio (mp3, 3,21MB).

związek zawodowyW jednej z powieści Stephena Kinga, której akcja toczy się w latach 80. XX wieku, pewna postać zastanawia się, dlaczego Ronald Reagan popiera związki zawodowe tylko wówczas, gdy działają w Polsce. Jeśli w istocie tak było, to owo przekonanie prezydenta USA najprawdopodobniej wzięło się z założenia, że działalność związków zawodowych jest szkodliwa dla gospodarki. W przypadku komunistycznej Polski destrukcja systemu gospodarczego była pożądana… Co ciekawe, poglądy na temat społecznie szkodliwej działalności związków zawodowych podzielają nawet ich lewicowi sympatycy. William H. Hutt w książce The Strike-Threat System przytoczył opinię lady Barbary Wootton, członkini brytyjskiej Partii Pracy, że działalność związków zawodowych, jako faworyzujących interesy sektorowe jest antyspołeczna (cytat na s. 8 książki). Czy organizacje pracownicze muszą być destabilizujące, a ich interesy sprzeczne z dobrem ogółu?

Bez wątpienia szkodliwa jest niedawna propozycja Solidarności dotycząca podwyżki płacy minimalnej. Spotkała się ona z krytyką Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, którą sformułowano w liście otwartym. Zdaniem ekspertów ZPP (zgodnym z teorią ekonomii), taka podwyżka przyczyniłaby się do wzrostu bezrobocia i pogorszyłaby ogólną sytuację na rynku pracy, choć niewątpliwie byłaby korzystna dla wybranych pracowników, którzy nie zostaliby zwolnieni.

Domaganie się podwyżki płac jest sztandarowym żądaniem związków zawodowych, z którym ostatnio wystąpili również związkowcy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej oraz KGHM. Niekiedy owo żądanie jest motywowane zyskami wypracowanymi przez spółki, które w postaci dywidendy mogą stanowić przychód budżetu. Taka argumentacja ma jednak pewne wady. Płace robotników nie są bezpośrednio związane z zyskami przedsiębiorstw. W miarę wzrostu zyskowności branży pracodawcy mogą oczywiście podwyższać płace, by utrzymać pracowników w firmie lub pozyskać ich od konkurencji, nie ma to jednak swej podstawy w konkretnej umowie o pracę, która określa stałą pensję. To przedsiębiorca ponosi straty i osiąga zyski; zatrudnieni przez niego pracownicy mają stałe wynagrodzenie, zgodnie z kontraktem przenoszącym ryzyko na pracodawcę. Związki zawodowe domagają się udziału w zyskach, ale nie postulują udziału w stratach w postaci obniżonych pensji. Stosowana również argumentacja związkowców dotycząca utrzymywania budżetu przez zyski spółek Skarbu Państwa wypracowanego przez robotników jest narażona na krytykę, ponieważ wzrost pensji umniejszy przychody państwa. W rezultacie wzrośnie dług publiczny, co odbije się niekorzystnie na reszcie gospodarki, i znów interes robotników okaże się sprzeczny z interesami ogółu społeczeństwa. Co innego, gdyby w tej chwili polski budżet wykazywał nadwyżkę, a ewentualny deficyt miał być pokryty z pensji pracowników przedsiębiorstw państwowych. Należy się raczej domagać rozdzielenia przedsiębiorstw od państwa, czy to w przypadku łatających budżet zysków, czy też wymagających pomocy publicznej strat.

Najlepszym wyjściem z sytuacji byłaby prywatyzacja, w ramach której część lub nawet wszystkie akcje zostałyby przejęte przez pracowników. W ten sposób pracownicy jako kapitaliści mogliby czerpać bezpośrednie korzyści z dobrych wyników swej firmy, choć byliby też narażeni na straty. Takiemu uwłaszczeniu pracowników związkowcy są raczej nieprzychylni. Jest tak najprawdopodobniej dlatego, że gdy robotnicy będą równocześnie akcjonariuszami, a więc współwłaścicielami firmy, związki stracą rację bytu. Oczywiście, dopóki państwo posiada pakiet kontrolny, wciąż jest rzeczywistym pracodawcą — można z nim negocjować oraz wymuszać zmianę warunków zatrudnienia, jednak takie działania mogą się odbić negatywnie na wartości akcji posiadanych przez pracowników i wzbudzić ich wrogość wobec związkowców.

Należy podkreślić, że żądanie podwyżek płac czy gwarancji zatrudnienia, choć ma negatywne skutki, nie jest samo przez się sprzeczne z harmonijnym działaniem systemu praw własności lub dobrem ogółu. Uczestnicy rynku, czy to nabywcy, czy sprzedawcy, często patrzą na własny interes i niespecjalnie przejmują się całością gospodarki. Nie posiadają oni jednak przywileju użycia przemocy, by urzeczywistnić swoje dążenia. Prawo do strajku jest bowiem przemocą stosowaną wobec pokojowych transakcji rynkowych.

Strajki należą do najpopularniejszych metod nacisku związków zawodowych. Pomijając niszczenie mienia czy napaść na tzw. łamistrajków, należy zaznaczyć, że sam strajk jest naruszeniem własności pracodawcy. Na wolnym rynku pracownik zobowiązuje się wykonywać pracę w danych godzinach za określoną pensję — strajk jest złamaniem tej umowy. Nawet jeśli prawo publiczne zezwala na niektóre jego formy, nie zmienia to ich natury prywatnej przemocy, która nie jest ogólnie dozwolona w polskim kodeksie cywilnym, nie mówiąc już o teorii wolnego społeczeństwa prawa prywatnego. Zdroworozsądkowo rzecz ujmując, można powiedzieć, że jeśli robotnikom nie odpowiadają warunki płacowe, to mogą się zwolnić i odejść do konkurencji. Jeśli zaś konkurencji nie ma i sytuacja na rynku pracy jest zła, to powinni się cieszyć z tego, co mają, a nie przez przestoje powodować spadek przychodów, z których są przecież wynagradzani. Ironicznie można dodać, że związkowców nie obchodzi przychód, ponieważ spółki publiczne i tak otrzymają pomoc od państwa w razie strat. Istotą problemu nie jest więc samo żądanie, ale sposób jego wymuszania. Związkowcy cieszą się bowiem przywilejami niedostępnymi dla niezrzeszonych robotników, a co dopiero dla zwykłych obywateli.

Jednak nie każda działalność czy żądania związków zawodowych są niekompatybilne z rynkiem. Otóż całkiem niedawno – przed świętami Wielkiej Nocy, związkowcy zorganizowali akcję, która miała doprowadzić do tego, by klienci hipermarketów nie robili zakupów w dni świąteczne, w których nakazana jest praca, jak na przykład Wielki Piątek. Takie oddziaływanie na popyt spowoduje, że w dni świąteczne nie będzie utargu, przez co otwieranie sklepów stanie się bezsensowne. W rezultacie właściciele marketów, zgodnie z własnym interesem, dadzą urlopy pracownikom bez utraty zysków. Takie działania, przypominające reklamę, są bardzo pożytecznym i całkowicie rynkowym zjawiskiem. Podobnie pozytywnie należy ocenić pomoc prawną czy jakąkolwiek inną, na przykład materialną, oferowaną wzajemnie członkom związków. Reasumując, organizacje zrzeszające pracobiorców nie muszą działać sprzecznie z dobrem wspólnym, jednak odpowiednio wpisane w system prawny przez przywileje i związek z państwowym przemysłem są wystawione na znaczną pokusę nadużycia, aby stać reprezentantem interesów jednej grupy bez oglądania się na dobro wspólne.

 

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Jacek Kubisz

Doktorant na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego, ekspert Instytutu Misesa. Interesuje się ekonomią praw własności i teorią kapitału.

Pozostałe wpisy autora:

17 Komentarze “Kubisz: Związek zawodowy a dobro wspólne

  1. nie czytałem artykułu, więc od razu zaznaczam, że odnoszę się tylko do zajawki:

    Strajk jest naruszeniem własności pracodawcy. Na wolnym rynku pracownik zobowiązuje się wykonywać pracę w danych godzinach za określoną pensję — strajk jest złamaniem tej umowy.

    Z racji tego, że coś takiego, jak wolny rynek nie istnieje i, jak sądzę, nigdy nie istniało, rozumowanie można o kant dupy potłuc.

  2. @1
    „Z racji tego, że coś takiego, jak wolny rynek nie istnieje i, jak sądzę, nigdy nie istniało”

    po wymazaniu z sformułowania „wolny rynek”. powyższe zdanie będzie brzmiało:
    „Strajk jest naruszeniem własności pracodawcy. pracownik zobowiązuje się wykonywać pracę w danych godzinach za określoną pensję — strajk jest złamaniem tej umowy. ”

    czy teraz to rozumowanie jest poprawne?

  3. @ smootnyclown
    Z racji tego, że na świecie nie ma sprawiedliwości, wszelkie dywagacje na jej temat mozna o kant dupy potłuc.
    Czy to zdanie jest prawdziwe?
    Bo jeśli nie, to smootnoclownowe mądrości można potłuc o dowolną część ciała.

  4. Możliwe, że coś takiego, jak wolny rynek nie istnieje, ale na pewno jest to coś, do czego trzeba dążyć (czyt. utopia). Równie dobrze można powiedzieć, że wieczne szczęście nie istnieje, więc należy się powiesić.
    Większość strajków np. górników to zwykłe szantaże i powinny być zdelegalizowane. Czasem faktycznie pracodawca tworzy warunki, które mają także wyniszczać psychicznie i w ten sposób manipuluje pracownikami aby się bali bezrobocia i pracowali za grosze. No ale wtedy porada prawna czy psychologiczna od ZZ powinna wystarczyć.

    Na zakończenie dodam, że bodajże międzynarodowy ZZ marynarzy monitoruje pracodawców, a nawet prowadzi ich ranking, dzięki czemu każdy pracodawca dba o pracownika jak najlepiej może, bo inaczej ten ucieknie do lepszej firmy. Da się wolnorynkowo? Da się

  5. Panie Witoldzie,
    Z racji tego, że na świecie nie ma sprawiedliwości, wszelkie dywagacje na jej temat mozna o kant dupy potłuc.

    Oczywiście, jeśli rozmawiamy o sprawiedliwości w rozumieniu libertariańskim, to jak najbardziej ma pan rację. Problemem może być oczywiście to, że koncepcji sprawiedliwości jest tyle, co dżdżownic po deszczu, prawda? I tak, doskonale zdaję sobie sprawę, że wolne rynki również mogą być rozumiane w różny sposób, ale przecież rozmawiamy o rozumieniu austriackim.

    Tak dla przykładu, uważam, że rozprawianie o sprawiedliwości, jako o prawie do przyznawania 20 tortów czekoladowych na głowę obywatela dziennie, uważam za marnowanie czasu. Podobnie rozprawy o tym, jak się mają strajki i prawa pracownicze na austropodobnym wolnym rynku, albo na planecie Mars, gdzie w kraterach mieszkają ufoludki.

  6. Użyłem w tekście słów „na wolnym rynku”, żeby uprzedzić ewentualne argumenty, że strajki są głównie w przedsiębiorstwach państwowych, więc są dobre, bo utrudniają działanie podmiotów, których w ogóle nie powinno być:)

  7. @smootnyclown (5)
    W takim razie po co zajmowac się ekonomią austriacką? Wszystkie te austriackie dziadki rozprawiają o wolnym rynku, którego nie ma.

  8. @panika2008

    Nie, zgodnie ze skrajnym libertarianizmem(anarchokapitalizmem) te instytucje powinny być, ale być prywatne a nie państwowe. Nie chciałem po prostu, aby dyskusja zeszła na taktykę walki z państwem. Miejsce na takie dyskusje jest raczej na frizonie i austriakach, niż na mises.pl, gdzie, jak myślę, zagląda więcej niezdecydowanych i taka „walka frakcji” mogłaby ich odstraszyć. Choć w sumie takich walk i tak jest tu sporo, choćby w kwestii 100% rezerwy…

  9. Panie Witoldzie!
    W takim razie po co zajmowac się ekonomią austriacką? Wszystkie te austriackie dziadki rozprawiają o wolnym rynku, którego nie ma.

    kapitalne pytanie! Ale chyba nie przystoi komuś, kto jest prezesem Instytutu Misesa…

    Jeśli chodzi o mnie, to stałbym na stanowisku, że są pewne dziedziny, w których ekonomia austriacka się przydaje, bo dobrze wyjaśnia istniejące problemy gospodarcze. Ale mogę się mylić, bo laik jestem.
    Sądzę jednak, że nie o to panu chodziło. Więc, jeśli chodziło panu o to, że wolnego rynku nie ma, więc po co o nim rozmawiać, odpowiedziałbym, że nie wiem. Masturbacja?

  10. @10
    Otóż przywilejem prezesów jest to, że są starzy jak przydrożne kamienie. Ja na przykład pamiętam czasy, kiedy większość rozmówców mówiła, że nie ma sensu rozprawiać o systemie wielopartyjnym i innych tego rodzaju abstrakcjach, skoro Ruscy stoją u granic, a nawet w granicach. Jestem przekonany, że gdyby garstka „wariatów” nie uparła się, żeby ględzić po kątach o tych utopiach, bylibyśmy nadal w Układzie Warszawskim.

    Poważne sprawy, zmiany i odkrycia zaczynają się zawsze od utopii, abstrakcji, pozornego oderwania od rzeczywistości.

    Pytanie, po co zajmowac się ekonomią austriacką, zadałem Panu (dodając autoironiczne zdanko o dziadkach) i nie widzę w tym nic, co by „nie przystawało”. Powiem więcej: uważam, że moja funkcja wręcz zobowiązuje mnie do stawiania takich pytań, przede wszystkim samemu sobie. Swoją odpowiedź na to pytanie zawarłem w dwóch poprzednich akapitach.

  11. ok, przyjmuję Pana argument odnośnie pytań do siebie. Jakkolwiek co do całej reszty, to podtrzymuję swoją tezę, że rozmawianie o związkach zawodowych na wolnym rynku mija się z celem, bo jest, jak już wspomniałem, masturbacją (w domyśle, że intelektualną) i ma się nijak do tego, co mamy tu i teraz.

    Odnosi się to zresztą do niemalże wszystkich tematów, poruszanych przez libertarian i chyba znacznej części, austriaków.

  12. @ smootnyclown
    No to ja chyba wole sie madrze masturbowac niz glupio krecic w kolko w pogoni za wlasnym ogonem (czyli np. rozprawiać o tym, jaka partię poprzeć, albo czy lepszy jest ZUS, czy KRUS, czy OFE). Moze późny wnuk przeczyta ksiązkę, którą wydam, i coś zrozumie. W końcu Arystoteles czekał 1,5 tys. lat na odkrycie i nic mu to nie zaszkodziło.

  13. Panie @qj0n

    Jak już Pan piszesz o związkach zawodowych marynarzy, to wiedz Pan że w razie niewywiązywania się armatora z zobowiązań wobec marynarzy mają one prawo zaaresztować statek w porcie i przeprowadzić jego licytację. I co teraz?

  14. qj0n, „Większość strajków np. górników to zwykłe szantaże i powinny być zdelegalizowane.” – najlepiej od razu strzelać do strajkujących. Wszak to naruszenie świętej, świętej, świętej własności PRYWATNEJ!!!!1111jedenjedenjeden

  15. @tigga
    „to wiedz Pan że w razie niewywiązywania się armatora z zobowiązań ”

    ale to zupełnie inna kwestia. armator dobrowolnie zawarł umowę między marynarzami na konkretnych warunkach, jeśli teraz chcę się z tego wycofać to marynarze mają prawo do egzekwowania postanowień kontraktu.
    Natomiast związki zawodowe używając siły chcą zmusić pracodawcę aby ten zawarł z nimi umowę na którą nie zgodził się dobrowolnie.

  16. To może ja napiszę za Pana qj0na

    @14

    Jeśli armator nie wywiązuje się ze zobowiązań kontraktowych, to zajęcie jego mienia na poczet tych zobowiązań jest jak najbardziej rynkowe. Tak samo strajk w przypadku nie wypłacenia pensji(a nie dla wymuszenia ich podwyższenia) wydaje się całkiem zgodny z prawami własności. Choć może od strajku lepsze byłoby wyniesienie i sprzedanie wyposażenia fabryki… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy