Block: Libertarianizm i libertynizm

15 maja 2011 Filozofia polityki komentarze: 36

Autor: Walter Block
Źródło: Journal of Libertarian Studies
Tłumaczenie: Karolina Czarnojan
Wersja PDF

W całej ekonomii politycznej nie ma prawdopodobnie większego zamieszania niż to z libertarianizmem i libertynizmem. Stwierdzenie, że są powszechnie mylone byłoby dużym niedopowiedzeniem. Z kilku powodów trudno jest porównać i skontrastować te dwa pojęcia. Po pierwsze, w pewnych sprawach te dwa poglądy bardzo siebie przypominają, przynajmniej powierzchownie. Po drugie, może przypadkiem, a może z etymologicznego punktu widzenia, te dwa słowa nie tylko są podobne, ale wymawia się je prawie identycznie. Ale jeszcze ważniejsze jest to, aby rozróżnić całkiem inne idee, jakie te słowa oznaczają.

 

I. Libertarianizm

Libertarianizm jest filozofią polityczną. Mówi ona wyłącznie o sposobie właściwego użycia siły, a głównym jej założeniem jest twierdzenie, że grożenie przemocą lub jej stosowanie wobec osoby albo jej własności bez jej pozwolenia jest nielegalne; użycie siły jest jedynie uzasadnione w przypadku samoobrony lub odwetu. Ogólnie rzecz biorąc, to tyle. Resztę stanowią zwykłe wyjaśnienia i zastrzeżenia oraz odpowiedzi na źle zrozumiane zarzuty[1].

Libertarianizm jest teorią na temat tego, co powinno być nielegalne, a co nie jest obecnie zakazane przez prawo. Na przykład, w niektórych miejscach zabronione jest pobieranie za wynajem opłat wyższych od ustalonego poziomu.  Te ustawy jednak nie obalają zasad libertarianizmu, ponieważ składają się one na obecne prawo, a nie to, co prawem powinno być. Ta filozofia wolności również nie zabrania niczego, a nawet dokładnie mówiąc, agresji wobec osoby lub jej własności. Mówi jedynie, że użycie siły służy jako kara dla tych, którzy naruszyli te zasady poprzez popełnianie takich aktów. Przypuśćmy, że wszechwładni, ale źli Marsjanie zagrozili, że zetrą na proch całą Ziemię i zabiją wszystkich ludzi, jeśli ktoś nie zamorduje niewinnego Joe Bloggsa. Osoba, która by to zrobiła, być może zostałaby osądzona, że postąpiła słusznie, ponieważ ocaliła świat przed zagładą. Jednak zgodnie z doktryną libertarianizmu, osoba ta powinna być uznana za przestępcę i ponieść sprawiedliwą karę. Spójrzmy na to z punktu widzenia ochroniarza zatrudnionego przez Bloggsa: z pewnością zostałby usprawiedliwiony za powstrzymanie zabójstwa swojego klienta[2]!

Zauważmy, że kodeks libertarianizmu mówi o zapoczątkowaniu przemocy. Nie wspomina się tu skaleczenia, zranienia czy zniszczenia. Dzieje się tak dlatego, że istnieje wiele sposobów na wyrządzenie drugiemu człowiekowi krzywdy, które powinny być legalne.

Przykładowo, otwarcie zakładu krawieckiego, gdy po drugiej stronie ulicy już jeden istnieje, i odbieranie klientów na pewno krzywdzi poprzedni zakład, ale nie narusza jego praw. Podobnie, jeśli John chciałby ożenić się z Jane, a ona natomiast zgodziłaby się na ślub z Georgem, wtedy John byłby pokrzywdzony, lecz w ramach prawa nie powinien on dostać zadośćuczynienia od George’a. Mówiąc innymi słowy, jedynie pogwałcenie prawa powinno być niedozwolone — jako że według tego poglądu ludzie mają jedynie prawo być wolni od napadów lub ingerencji w stosunku do ich osoby czy też własności. Prawo powinno zapewniać przestrzegania umów oraz chronić osobiste i prywatne prawa własności.

Wtedy pojawia się zwrot: „przeciw osobie lub jej własności”. Musi on być również wyjaśniony, bo jeśli libertarianizm jest za karaniem niepożądanych przekroczeń pewnych granic, dobrze jest wiedzieć, gdzie one się właściwie znajdują. Wyobraźmy sobie, że osoba A sięga swoją ręką do kieszeni osoby B, wyciąga z niej portfel i ucieka. Czy ten kieszonkowiec jest winny przestępstwa? Tylko w przypadku, w którym tamta osoba była prawowitym właścicielem tego portfela. Jeśli to A byłaby tym prawdziwym właścicielem, który chce odzyskać swoją własność, wtedy żadne przestępstwo nie zostałoby popełnione.

W przypadku ciała ludzkiego analiza jest bardzo prosta. To ciemiężyciel, porywacz, gwałciciel, napastnik lub morderca jest winnym przestępstwa, ponieważ ofiara jest prawowitym właścicielem ciała, które zostało dotknięte przemocą lub uwięzione[3]. Z pewnością przedmioty fizyczne sprawiają więcej problemu, jako że nie pojawiają się na świecie z metką „moje” czy „twoje”. Tutaj zwolennik leseferystycznego kapitalizmu polega na teorii Locke’a, która mówi o ustalaniu granic. Ten, kto „miesza” pracę z zasobami natury, wcześniej nieposiadanymi, staje się ich prawowitym właścicielem. Sprawiedliwość w sferze własności ma swój początek w takich przekonaniach, włączając wszystkie inne nieinwazyjne metody przeniesienia własności (handel, prezenty itd.).

„Niepożądany” oraz „bez pozwolenia” są również ważnymi zwrotami w tej filozofii. Dla zewnętrznego obserwatora, eutanazja może być nieodróżnialna od morderstwa, dobrowolny akt seksualny może przypominać gwałt, walka bokserska może wyglądać jak rozbój uliczny. Jednakże, pomiędzy tymi czynami istnieją znaczne różnice: pierwszy z każdej pary odbywa się, lub przynajmniej może się odbyć, za obopólna zgodą, a zatem legalnie — drugi natomiast nie.

Rozważywszy podstawy, zajmijmy się libertarianizmem w odniesieniu do prostytucji, stręczycielstwa i przemysłu narkotykowego. Libertarianizm jako filozofia polityczna nie mówi nic o kulturze, obyczajach, moralności czy etyce. Powtórzmy — zadaje ona tylko jedno pytanie i daje tylko jedną odpowiedź. Pyta: „Czy ten czyn siłą rzeczy niesie ze sobą zapoczątkowanie przemocy?”. Jeśli tak, uzasadnione jest użycie (legalnie) siły, aby ją powstrzymać lub ukarać sprawcę tego czynu — a jeśli nie, to nie należy tego robić. Ponieważ żadna z powyżej wspomnianych czynności nie uwzględnia „przekroczenia granic”, możliwe jest, że nie zostaną zakazane przez prawo.

Z praktycznego punktu widzenia, jak stwierdziłem w książce Defending the Undefendable, te zakazy mają wręcz różnego rodzaju szkodliwe skutki.

A jaka jest opinia libertarianizmu na czynności, które określę jako kontrowersyjne? Poza wspieraniem ich legalizacji libertarianin, jako libertarianin, nie ma absolutnie żadnej opinii na ich temat. Jeśli zajmuje jakieś stanowisko wobec nich, to nie robi tego jako libertarianin.

Aby dokładniej wyjaśnić ten punkt, przeanalizujmy następującą analogię. Teoria drobnoustrojów mówi nam, że to nie demony, duchy lub niezadowolenie bogów powoduje choroby, ale jest to wina zarazków. Jaka zatem jest opinia wynikająca z tej teorii na temat poddawania zarażonej osoby kwarantannie? Lub na temat teorii elektronowej w chemii, czy też odnośnie astronomii? A jak ta teoria rzutuje na sprawę aborcji? Jakie stanowisko zajmują badacze zarazków w sprawie wojny na Bałkanach?

W sprawie dewiacyjnych praktyk seksualnych? Oczywiście, że żadne. Nie jest tak, że ci, którzy uważają, że to zarazki są przyczyną chorób, skłaniają się ku jednej lub drugiej stronie w tych dyskusjach. Przeciwnie, teoretycy, jako teoretycy, nie zajmują żadnego stanowiska w tych ważnych kwestiach dnia dzisiejszego. Chodzi o to, że teoria zarazków jest zupełnie nieistotna w tych innych sprawach, jakkolwiek ważne by one nie były.

Podobnie pogląd libertarianizmu nie zajmuje absolutnie żadnego moralnego czy oceniającego stanowiska w dyskusji na temat tych kontrowersyjnych spraw. Jedynym problemem jest to, czy dane działania stanowią niepożądaną agresję. Jeśli tak, pogląd libertarianizmu popiera użycie siły w celu ich powstrzymania — nie dlatego, że są one występkiem, ale dlatego, że naruszony został jeden jedyny aksjomat libertarianizmu, czyli aksjomat nieagresji. Jeśli nie, filozofia ta odrzuca stwierdzenie, że przemoc może być użyta, aby się przeciwstawić tym czynom, nieważne jak dziwne, egzotyczne czy podłe by były.

 

II. Kulturalny konserwatyzm

To tyle, jeśli chodzi o libertariańską analizę różnych kontrowersyjnych kwestii. Spójrzmy teraz na te czyny z zupełnie innej strony, ze strony: moralnej, kulturalnej, estetycznej, etycznej oraz pragmatycznej. Nie pada tu oczywiście pytanie o prawny zakaz tych czynów, jako że rozważamy je teraz z zupełnie różnych punktów widzenia.

To, że libertarianin odrzuci uwięzienie zboczeńców, nie oznacza wcale, że musi pozostać moralnie neutralny wobec takiego zachowania. A więc, jesteśmy za czy też przeciw? Popieramy, czy stawiamy opór? W tym wymiarze jestem kulturalnym konserwatystą. To oznacza, że czuję wstręt do homoseksualizmu, bestialstwa, sadomasochizmu oraz stręczycielstwa, prostytucji, przemysłu narkotykowego i innych niemoralnych zachowań.

Jak stwierdziłem w części I mojego trzyczęściowego wywiadu w „Laissez Faire Books” (listopad 1991) :

 

Głównym tematem libertarianizmu jest to, że każde nieagresywne zachowanie powinno być legalne, a ludzie i ich prawowicie posiadana własność powinni być świętością. To nie oznacza, że nieagresywne czyny jak sprzedawanie narkotyków, prostytucja itd. są dobrymi, miłymi czy moralnymi czynnościami. W mojej opinii, nie są. Oznacza to tylko, że na podstawie prawa nie powinno się więzić ludzi za ich wykonywanie.

 

Natomiast w części III tego samego wywiadu (luty 1992) powiedziałem:

 

Nie odbieram libertarianizmu jako ataku na obyczaje i moralność. Myślę, że paleolibertarianie powiedzieli coś ważnego — to, że nie chcemy osadzić producenta filmów pornograficznych w więzieniu, nie oznacza, że musimy lubić to, co on robi. Przeciwnie, nie ma tu nic sprzecznego w bronieniu jego prawa do uprawiania swojego zawodu i jednocześnie nienawiści do jego czynów.

 

Aby lepiej sprecyzować tę koncepcję, zbadajmy relację pomiędzy libertarianinem a libertynem. Pierwszy termin został już wyjaśniony. Dla naszych potrzeb ten drugi będzie określony jako osoba, która uwielbia, cieszy się, uczestniczy w różnych aktach perwersji, uwielbia je, cieszy się z nich i/lub uważa za moralne, ale jednocześnie wystrzega się wszelakiej przemocy. Libertyn w takim wypadku będzie wychwalał prostytucję, uzależnienie od narkotyków, sadomasochizm itp. i być może nawet sam będzie je praktykował, ale nie zmusi nikogo innego do przyłączenia się.

Czy libertarianie są libertynami? Niektórzy pewnie tak. Gdyby libertarianin był członkiem organizacji North American Man-Boy Love Association, kwalifikowałby się na libertyna[4]. Czy wszyscy libertarianie są libertynami? Na pewno nie. Większość libertarian wzdryga się z przerażenia na taką myśl. Jaka w takim razie jest faktyczna relacja miedzy libertarianinem a libertynem? Wygląda to po prostu tak: libertarianin jest kimś, kto myśli, że libertyn nie powinien zostać uwięziony. Może on gorzko krytykować libertynizm, może sprzeciwiać się temu poglądowi, zorganizować bojkot, aby popełniano mniej wspomnianych czynów. Jest jedna tylko rzecz, której nie może zrobić jako libertarianin — nie może popierać, uczestniczyć lub używać przemocy wobec tych ludzi. Dlaczego? Ponieważ, jakiekolwiek ma on zdanie na temat ich zachowania, nie stosują oni fizycznej siły. Dlatego, że żaden z tych czynów nie pociąga za sobą koniecznej przemocy[5], libertarianin musi, w niektórych przypadkach niechętnie, zrezygnować z użycia siły przeciw tym, którzy są dobrowolnie uwikłani w perwersyjne zachowania jako dorośli[6].

Libertarianin może nienawidzić libertyna — lub nie. Libertyn nie jest w żaden sposób dotknięty przez jego libertarianizm, tak samo jak orędownik teorii drobnoustrojów nie jest zobowiązany do posiadania jakiejkolwiek opinii o libertynizmie.

Jako libertarianin jest jedynie zobowiązany do tego, aby nie żądać kary więzienia dla libertyna. To znaczy, że nie wolno mu żądać kary więzienia dla nieużywającego agresji, niemolestującego dziecka, który ogranicza się do dobrowolnych czynności z dorosłymi. Libertarianin jest jednak wolną jednostką, wolną jako obywatel, moralista, komentator w sprawie bieżących kwestii, jako kulturowy konserwatysta, i może myśleć o libertynizmie jako perwersji oraz działać przeciwko niemu, nie używając przemocy. I ja zajmuję takie stanowisko.

Dlaczego w takim razie, jako kulturowy konserwatysta, sprzeciwiam się libertynizmowi? Po pierwsze, ponieważ jest niemoralny — nic nie jest bardziej oczywiste niż fakt, że te perwersyjne zachowania nie wpłyną pozytywnie na rozwój ludzkości. Ponieważ takie jest moje kryterium moralności, stąd wynika, że oceniam takie zachowania jako niemoralne. Ponadto, libertyni chwalą „cnotę” ich postępowania i są z siebie zadowoleni. Jeśli „niski krąg w piekle” jest zarezerwowany dla tych, którzy są za słabi, aby nie ulec pokusie zaangażowania się w niemoralne czynności, jeszcze niższy krąg musi zostać dla tych, którzy nie tylko je praktykują, ale także pysznią się tym i aktywnie zachęcają innych do przyłączenia się.

Przytoczyć można również inne argumenty. Weźmy pod uwagę tradycję. Kiedyś szydziłbym z pomysłu robienia czy powstrzymania się od czegoś jedynie z powodu tradycji. Mój instynkt podpowiadałby mi robić wszystko, co jest wbrew jej dyktatom.

Ale tak było, dopóki całkowicie nie doceniłem myśli F.A. Hayeka. Czytając wiele jego prac (np. Hayek, 1973), zdałem sobie sprawę, że tradycje, które są szkodliwe, dążą do zaniknięcia — czy to przez dobrowolną zmianę czy w bardziej drastyczny sposób: przez wyginięcie społeczności, które je kultywują.  Możemy w takim razie stwierdzić, że jeśli jakaś tradycja przetrwała, ma ona jakąś pozytywną wartość, nawet jeśli jej nie zauważamy. Jest więc „zgubną pychą rozumu” (Hayek, 1989) kwestionować wszystko bez natychmiastowego podania dobrego i wystarczającego uzasadnienia. Jak inaczej możemy usprawiedliwić „ślepe posłuszeństwo” np. zwyczajowi noszenia krawatów i kołnierzyków?

Tradycja nie jest jednak bogiem, którego trzeba czcić. Jest całkiem rozsądne zmieniać lub rezygnować z tych, które są nieodpowiednie. Niemniej, najlepiej uczynić to z szacunkiem, a nie wrogością. Wiara religijna dostarcza nam kolejnego powodu, aby sprzeciwić się libertynizmowi. Niewiele sfer społeczeństwa tak mocno potępia perwersję. Jednak dla mnie we wczesnych latach siedemdziesiątych, religia była uosobieniem wojny, zabijania i niesprawiedliwości. Bezbożne przymierze wypraw krzyżowych, inkwizycja, wojny religijne, ofiary z dziewic oraz palenie na stosie czarownic, astronomów, niewierzących, niezależnych myślą i innych „niewygodnych” ludzi. W tej chwili widzę tę kwestię zupełnie inaczej. Tak, te zdarzenia miały miejsce naprawdę, a samozwańczy religijni ludzie naprawdę byli za to odpowiedzialni. Historia jednak ma swoje ograniczenia w czasie, które nie pozwalają nam obciążyć winą obecnie praktykujących wyznawców za czyny ich poprzedników. Religia obecnie wydaje mi się ostatnią nadzieją dla społeczeństwa, ponieważ jest jedną z najważniejszych instytucji nadal mężnie walczących z nieumiarkowanym i napuszonym rządem[7].

Przeanalizujmy krótko naszą obecną sytuację: cierpimy z powodu zbyt dużego wpływu państwa na nasze życie. Rozwiązaniem może być zastosowanie moralnej miary wobec rządu lub powierzenie większej odpowiedzialności instytucjom „pośredniczącym”, takim jak przedsiębiorstwa, rynek, rodzina, kluby towarzyskie, a w szczególności zorganizowane wspólnoty religijne. Te organizacje oparte na moralnych i duchowych wartościach mogą o wiele lepiej zadbać o spełnienie ludzkich potrzeb niż ustrój polityczny.

Inny powód, dla którego sprzeciwiam się libertynizmowi, jest bardziej osobisty. Wierzę, że każdy z nas ma w sobie duszę, naturę wewnętrzną, osobowość, czystość, szacunek do samego siebie, czy też przyzwoitość — jakkolwiek to nazwiemy. Moja opinia jest taka, że popełnianie niektórych czynów, które omawialiśmy, ma destruktywny wpływ na to wnętrze jednostek. Są one drogą ku umysłowemu i duchowemu zepsuciu. Natomiast praktycznym ich rezultatem dla tych, którzy w ogóle są w stanie coś takiego odczuwać, jest pustka i anomia. Te mogą ostatecznie doprowadzić do fizycznego samobójstwa. Ta destrukcja jednostki ciągnie za sobą poważne reperkusje dla całej społeczności ludzkiej.

 

III. Przykłady: Prostytucja i narkotyki

Rozważmy prostytucję jako przykład upadku jednostki. Grzeszność tego czynu, zarówno dla klienta, jak i dostawcy tej usługi, oznacza atak na duszę.

W ten sposób przypomina on także inne formy zachowania: uprawianie seksu bez miłości, a nawet szacunku, nierząd, cudzołóstwo i rozwiązłość. Wyróżniłem prostytucję nie dlatego, że jest szczególnym przypadkiem, ale dlatego, że jest najbardziej ekstremalnym z tego rodzaju zachowań. Prawdą jest, że zakaz spycha tę „profesję” do podziemia, co ma jeszcze gorsze skutki.  Prawdą jest również, że jeśli prostytuująca się osoba sama o sobie decyduje, (czyli nie jest zmuszana) ma ona prawo do używania swojego ciała w jakikolwiek nieagresywny sposób, który uzna za stosowny[8]. Może to być dobrym i wystarczającym powodem do legalizacji. Jednakże to, że jestem przeciwny prohibicji, nie oznacza, że uznaję ten czyn za dobry. Świat byłby o wiele, wiele lepszy, gdyby nikt nie uprawiał prostytucji — nie dlatego, że wprowadzono by sankcje prawne, ale dlatego, że ludzie nie chcieliby się poniżać.

Po drugiej stronie szali, w sensie moralnym, mamy małżeństwo, instytucję atakowaną. Tradycyjna komórka społeczna jest w tej chwili postrzegana przez liberalne elity jako patriarchalne zło. Niemniej nie jest przypadkiem, że dzieci wychowane w tym modelu nie wpadają w morderczy szał. Oczywiście, nie mówię, że seks pozamałżeński powinien być prawnie zakazany. Jako libertarianin nie mogę tego powiedzieć, ponieważ ta „zbrodnia” nie ma ofiar. Jednak, jako kulturowy konserwatysta, mogę z całą pewnością zauważyć, że instytucja małżeństwa jest atakowana jak nigdy dotąd, oraz to, że jej osłabienie niedobrze wróży społeczeństwu. Mogę głośno twierdzić, że małżeństwa — choć nie są idealne — znacznie górują nad alternatywnymi formami opieki nad dzieckiem, takimi jak: świadczenia państwowe, samotne rodzicielstwo, sierocińce itd[9].

Rozważmy inny przykład, a mianowicie branie narkotyków. Według mnie, zażywanie tych uzależniających środków nie jest mniej moralnie gorszące niż prostytucja. Obydwa czyny zabijają duszę. Są one bardziej lub mniej powolną formą samobójstwa. Nawet w trakcie swojej egzystencji, uzależniony nie żyje prawdziwie, ponieważ zamienił świadomość i wiedzę na chwilową „ekstazę”. Narkotyki są atakiem na ciało, umysł i duszę. Zażywający staje się niewolnikiem narkotyku i przestaje być panem swojego życia. W pewnych aspektach jest to gorsze od zwykłego niewolnictwa. W czasie rozkwitu tej „kuriozalnej instytucji” w XIX wieku i wcześniej ofiary mogły przynajmniej planować ucieczkę. Z pewnością mogły siebie wyobrazić jako osoby wolne. Jednak w przypadku uzależnienia od narkotyków często zanika sama chęć uwolnienia się.

Nie mówię tutaj o problemie uzależnienia w czasie bieżącej prohibicji. Obecna sytuacja jest naprawdę żałosna, ale w większej mierze dzieje się tak ze względu na kryminalizację narkotyków. Zażywający nie może skorzystać z porady lekarskiej, narkotyk jest często zanieczyszczony, bardzo drogi, co z kolei może zachęcać do przestępstwa, i tak wytwarza się błędne kolo. Zamiast tego chcę rozważyć położenie narkomana w warunkach idealnych (w warunkach legalizacji), kiedy substancje są tanie, czyste i natychmiast osiągalne, gdy nie ma potrzeby używania wspólnych igieł oraz jest możliwa konsultacja lekarska, co do właściwego użycia narkotyku i jego „bezpiecznego” dawkowania.

Istnieją oczywiście pewne wyjątki od tego surowego opisu. Marihuana może mieć pozytywny wpływ na cierpiących na jaskrę. Morfina ma medyczne zastosowanie jako środek znieczulający w trakcie operacji. Leki psychotropowe odpowiednio użyte mogą pomóc w zwalczaniu depresji. Jednak poza tymi przypadkami szkody moralne, szkody na zdrowiu psychicznym i fizycznym, jakie wyrządza zażywanie heroiny, kokainy, LSD i ich pochodnych są druzgocące i przeraźliwe.

Dlaczego takie zachowania, a w tym przypadku zatruwanie swojego mózgu narkotykami jest upadkiem moralnym? Otóż, jest ono delikatną formą samobójstwa, a życie ma tak nieocenioną wartość, że każda ucieczka od niego jest etyczną i moralną zbrodnią. Aby życie było wartościowe, musi być przeżyte. Narkotyki, alkohol, i podobne substancje są sposobami na to, aby się z niego wycofać. Co z tego, że używanie tych kontrolowanych substancji jest spostrzegane jako sposób na osiągnięcie stanu uniesienia czy też radości? Odpowiadam na to, że życie samo w sobie powinno być uniesieniem —  przynajmniej taki jest ideał, a jedynym sposobem, by go takim uczynić jest próbowanie. Mało która osoba znajdująca się pod wpływem tych substancji będzie jednak zdolna, aby zrobić cokolwiek cnotliwego.

Raz jeszcze przypominam, że nie wzywam do prawnego zakazu narkotyków. Prohibicja nie jest tylko koszmarem w praktycznym znaczeniu (zwiększa liczbę przestępstw, szerzy brak szacunku do prawa itd.), ale także etycznie jest niedopuszczalna. Dorośli powinni mieć ustawowe, (ale nie moralne) prawo do niszczenia swoich organizmów, jeśli sobie tego życzą (Block, 1993; Thornton, 1991). Jeśli chodzi o obiekcję, że jest to tylko formą powolnego samobójstwa, odpowiadam, że samobójstwo również powinno być legalne. (Jednakże, mówiąc to jako libertarianin, teraz oświadczam, jako konserwatysta kulturowy, że samobójstwo jest godnym pożałowania czynem, niegodnym moralnych ludzi[10].)

Zostaliśmy zatem z dość zaskakującym wnioskiem, iż choć sprawa narkotyków jest moralnie problematyczna, nie powinny one być zakazane. Podobnie jest z niemoralnymi praktykami seksualnymi. Mimo iż za pierwszym czytaniem możemy nie oczekiwać takiego stanowiska, to jednak nie powinno wzbudzać to dużego zaskoczenia. Tak czy inaczej istnieje wiele zachowań, które są legalne, pomimo że są nieodpowiednie czy niemoralne. Oprócz wcześniej wspomnianych możemy tu zaliczyć plotkowanie, naśmiewanie się w twarz z ludzi umysłowo upośledzonych, nieustępowanie miejsca ciężarnym kobietom, oszukiwanie w grach, które są „tylko dla zabawy”, brak etykiety czy nieuzasadniona złośliwość. Waga obrazy z powodu tych czynów jest różna, ale wszystkie są nikczemne, każdy na swój sposób — jednak uważam, że nie powinno się ich prawnie zakazywać. Dlaczego nie? Najsensowniejszym wyjaśnieniem tutaj będzie stwierdzenie libertarianizmu: żadne z nich nie stanowi bowiem fizycznej agresji.

 

IV. Mea culpa

Wcześniej, gdy przemawiałem za legalizacją awangardowych seksualnych i narkotykowych praktyk (w pierwszym wydaniu Defending the Undefendable), pisałem o nich o wiele bardziej pozytywnie niż teraz. W swojej własnej obronie, podsumowałem wstęp do pierwszego wydania następującymi słowami:

 

Obrona takich osób jak prostytutka, producent filmów pornograficznych itp. jest dość ograniczona. Składa się jedynie z twierdzenia, że nie inicjują oni fizycznej przemocy wobec innych ludzi. Dlatego, według zasad libertarianizmu, te czynności nie powinny być karane wyrokiem więzienia lub innymi formami przemocy. Zdecydowanie nie oznacza to, że czynności te są moralne, słuszne czy dobre.

 

Jednakże, gdy chodzi o same rozdziały, byłem zbyt entuzjastyczny w stosunku do wartości tych działań. Elokwentnie wypolerowałem „wartość owych usług”. Zupełnie odrzuciłem moralne troski osób trzecich. Nie doceniłem filozofii konserwatyzmu kulturowego. Dziś, kiedy ponownie czytam te fragmenty, żałuję ich. Wydaje mi się, że najbardziej stosowną karą jest ich nieusuwanie, ale zostawienie ich, aby cały świat je zobaczył.

Małżeństwo, dzieci, upływ dwóch dekad, a nie drobna refleksja, dramatycznie zmieniły mój pogląd na niektóre z kłopotliwych kwestii poruszonych w tej książce. Moja obecna opinia na temat „społecznych i seksualnych perwersji” jest taka, iż żadna z nich nie powinna być zakazana przez prawo, jednak ostro sprzeciwiam się angażowaniu się w każdą z nich.

Powodem, dla którego broniłem kilku z nich dwadzieścia lat temu, jest to, że byłem tak przejęty złem wszczynania przemocy, iż nie zdałem sobie sprawy z konsekwencji bronienia tych czynności. Byłem zaślepiony faktem, że gdy wiele z tych nieprawych czynów było związane z przemocą, żaden z nich nie musiał taki być per se — czyli, że można byłoby wyobrazić je sobie jako odbywające się całkowicie za zgodą dwóch dorosłych ludzi. Próbując mocno zaznaczyć, że inicjacja przemocy jest czymś potwornie złym, nie dostrzegłem niestety, że nie jest to jedyne zło. Pomimo że rozumiałem oczywiście, jaka jest różnica pomiędzy prawem a moralnością, wierzyłem, że jedyną niemoralną czynnością była agresja. Jednak od wielu lat do teraz jestem zupełnie przekonany, że oprócz tej istnieją również inne niemoralne czyny.

Błąd, jaki popełniłem w mojej poprzedniej książce, jest teraz dla mnie klarowny, ponieważ nie jestem tylko libertarianinem, ale także kulturowym konserwatystą. Nie tylko troszczę się o to, co powinno stanowić prawo, ale także żyje w moralnej, kulturowej i etycznej rzeczywistości. Byłem wtedy tak zachwycony genialnością myśli libertarianizmu (nadal jestem), że przeoczyłem fakt, że jestem więcej niż libertarianinem. Zarówno jako libertarianin, jak i kulturowy konserwatysta nie widzę żadnej sprzeczności pomiędzy poglądami, które są częścią tych dwóch różnych światów, będącymi przedmiotem dysputy.

 

Bibliografia:

Block, Walter E. 1986. The U.S. Bishops and Their Critics: An Economic and Ethical Perspective. Vancouver: Fraser Institute.

_______. 1988. „Economics of the Canadian Bishops”. Contemporary Policy Issues 6, no. 1 (January): 56-68.

_______. 1993. „Drug Prohibition: A Legal and Economic Analysis”. Journal of

Business Ethics 12: 107-18.

Carlson, Allan C. 1988. Family Questions. New Brunswick, N.J.: Transaction.

Hayek, F. A. 1973. Law, Legislation and Liberty. Chicago: University of Chicago Press.

_______. 1989. The Fatal Conceit: The Errors of Socialism. Chicago: University of Chicago Press.

Hoppe, Hans-Hermann. 1989. A Theory of Socialism and Capitalism. Boston: Kluwer.

_______. 1990. „The Justice of Economic Efficiency”. In Steven Littlechild, ed.,

The Austrian School of Economics. London: Edward Elgar.

_______. 1992. The Economics and Ethics of Private Property: Studies in Political

Economy and Philosophy. Boston: Kluwer.

Murray, Charles. 1984. Losing Ground: American Social Policy from 1950 to 1980. New York: Basic Books.

Nozick, Robert. 1974. Anarchy, State, and Utopia. New York: Basic Books.

Rothbard, Murray N. 1970. Power and Market: Government and the Economy. Kansas City: Sheed Andrews and McMeel.

_______. 1973. For a New Liberty. New York: Macmillan.

_______. 1982. Ethics of Liberty. Atlantic Highlands, N.J.: Humanities Press.

Thornton, Mark. 1991. The Economics of Prohibition. Salt Lake City: University of Utah Press.


[1] Patrz: Rothbard, 1970, 1973 i 1982; Hoppe, 1989, 1990, i 1992; oraz Nozick, 1974

[2] Ten przykład, jak i  wiele innych, zawdzięczam Murrayowi N. Rothbardowi.

[3] Z perspektywy religijnej, nikt z nas nie jest „właścicielem” swojego ciała. Jesteśmy raczej ich opiekunami, a to Bóg jest ich ostatecznym „właścicielem”. Jednak to dotyczy relacji pomiędzy człowiekiem a Bóstwem. Jeśli chodzi o relację miedzy jednym człowiekiem a drugim, sekularne stwierdzenie, że jesteśmy właścicielami swoich ciał ma całkiem inne znaczenie. Odnosi się do przekonania, że każdy z nas ma wolną wolę; że nikt nie może zadecydować o uwięzieniu drugiej osoby, nawet dla jej „dobra”.

[4] Sprawa dzieci jest trudną i niepokojącą kwestią dla wszystkich filozofii politycznych, nie tylko libertarianizmu. Ale ten konkretny przypadek jest raczej jasny: każdy dorosły homoseksualista przyłapany w łóżku z niepełnoletnim chłopcem (który z definicji nie może dać zgody) powinien być winny gwałtu na osobie nieletniej a każdy rodzic, który zezwala na taki „związek” powinien być uznany za winnego znęcania się nad dzieckiem. Dotyczy to nie tylko stosunków homoseksualnych z dziećmi, ale także heteroseksualnych. Problemem może być to, czy najlepszym sposobem, aby rozgraniczyć pojęcie „dziecka” od „dorosłego” jest arbitralne ustalenie granicy wiekowej, jednakże mając takie prawo, gwałt na osobie nieletniej z pewnością powinien być nielegalny. Tak samo ma się sprawa ze znęcaniem się nad dziećmi, choć i tu występują podobne problemy.

[5] Oczywiście, w gruncie rzeczy wielu, jeśli nie wszyscy, stręczycieli, używa nieuzasadnionej przemocy. Jednak wcale nie muszą tego robić i dlatego stręczycielstwo per se nie jest naruszeniem prawa.

[6] Za ten punkt dziękuję Menlo Smithowi

[7] Nie można zaprzeczyć, że stwierdzenia ekonomiczne reprezentantów wielu religii rzadko są głosami za wolnością gospodarczą i wolnym rynkiem (patrz: Block, 1986 i 1988). Można tu przywołać listy duszpasterskie od katolickich biskupów ze Stanów Zjednoczonych, Kanadyjską Konferencję Biskupów Katolickich, papieskie encykliki oraz wiele innych wypowiedzi przedstawicieli zreformowanego judaizmu i kościołów protestanckich. Jednakże, organizacje religijne, wraz z instytucją rodziny, są nadal głównym bastionem przeciwko nadużyciom władzy państwowej. Odgrywają tę rolę, tworząc alternatywę dla rozwiązań społecznych zaproponowanych przez rząd.

[8] Prawo ustawowe, ale nie moralne.

[9] Analiza rządowego ataku na instytucję małżeństwa i rodziny, patrz: Carlson, 1988 i Murray, 1984.

[10] Tj. oprócz usprawiedliwiających okoliczności takich jak nieustający, rozdzierający ból, nieuleczalne problemy psychologiczne i tym podobne. Powiedzieliśmy że esencja moralności jest promocją dobrostanu ludzkości. W takich przypadkach jak te, niewykluczone jest to, że samobójstwo może być najlepszym sposobem na rozwiązanie tych problemów. Wtedy naszą odpowiedzią dla tych nieszczęsnych ludzi powinno być wsparcie, a nie kara. Z pewnością stosowanie kary śmierci za (nieudaną) próbę samobójstwa, praktykowane w minionej erze byłoby przeciwieństwem tego, co jest odpowiednie.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Walter Block

Walter Block (ur. 1941) jest profesorem ekonomii na Loyola University w Nowym Orleanie, blisko związany z Mises Institute. Block jest autorem m.in. Defending the Undefendable oraz setek artykułów o ekonomii i libertarianizmie.

Pozostałe wpisy autora:

36 Komentarze “Block: Libertarianizm i libertynizm

  1. Znakomity wywód – w zasadzie najbliżej mi właśnie do paleolibertarianizmu, choć monarchii bynajmniej nie uznaję za ustrój najpełniej szanujący autonomię jednostki.

  2. nie przeczytałem całego tekstu, ale jeżeli to jest libertarianizm, to nie jest on ani spójny logicznie ani sensowny. Autor podkreśla odrębność teorii politycznej libertarianizmu od moralności a równocześnie formułuje sądy na tematy niemożliwe do opisania teorią polityczną. Przecież eutanazja, aborcja, prostytucja nie może być absolutnie wyjaśniona prawem do własnego ciała. Nie chcę tu omawiać tych problemów, ale moim zdaniem, liberalizm, libertarianizm etc mają sens i cel w obronie nienaruszalności prawa do życia, prawa własności etc. Próby wyprowadzania zasad moralnych z prawa własności w wykonaniu tego pana są absurdem. Mam prawo do samobójstwa bo moje ciało jest moje etc…

  3. ad 2
    Autor nie pisze chyba, że ma Pan prawo do samobójstwa, a tylko że próby samobójcze nie są inicjacją agresji na własność drugiego człowieka i dlatego nie stanowią usprawiedliwienia dla użycia siły. Mówiąc inaczej samobójstwo jest czynem (wg Blocka) moralnie nagannym (o czym decyduje system etyczny Blocka), lecz powinno być legalne (o czym mówi filozofia polityczna – libertarianizm).

  4. Nie ma czegoś takiego, jak filozofia polityczna – libertarianizm. Przecież gdybyś umieścił w jednym pokoju zwolenników Rothbarda (hardcore akap) i Nozicka albo randystów, to by się na gruncie różnic religijnych, przepraszam, ideologicznych, pozabijali. A wszyscy są zaliczani do libertarian.

  5. ad 4
    Super, nazwijmy to sobie roboczo rothbardyzm 🙂 A w ramach zwalczania innych nurtów myśli wolnościowej, o których wspominasz, na rzecz jedynego słusznego piszmy, że jest to libertarianizm 🙂

  6. A od kiedy to niby Wolnościowcy za jakąkolwiek ideologię by się dali zabić?!

    Zresztą byłoby to zupełnie nielogiczne, skoro jak doskonale wiadomo jest tyle libertarianizmów, ile samych libertarian, skoro wolnomyślicielski indywidualizm stanowi dla nich idee samą w sobie.

  7. „A od kiedy to niby Wolnościowcy za jakąkolwiek ideologię by się dali zabić?!”, ej no, Patrick Henry gadał kiedyś „give me liberty or give me death”, czy coś tam.

  8. Tyle tylko, że wolność jest ideą, nie zaś ideologią i stąd przeważająca większość libertarian ani myśli w samej polityce się babrać, tylko olewa wszelkie wybory totalnym ignorem.

  9. Uściślając chodzi mi o to, że aby wolność była wolna nie może się dać zniewolić przez jakikolwiek system ideologiczny, który z zasady by ją swoimi ramami ograniczał.

  10. „Jednakże to, że jestem przeciwny prohibicji, nie oznacza, że uznaję ten czyn za dobry.”

    Głupawy tekst będący scenariuszem spowiedzi pana Waltera przy okazji niedzielnych mszy. Skoro jako libertarianin nie zakazuje ani nie nakazuje prostytucji to po co o tym pisze? Z własnymi żalami to do redakcji Bravo Girl a nie tutaj. Jeśli czyjeś niedzielne refleksje ukazują się na stronie naukowego instytutu to coś tu nie gra.

    Karol Marks miał rację mówiąc:
    „Życie społeczne jest z istoty swej praktyczne. Wszelkie misteria sprowadzające teorię na manowce mistycyzmu znajdują swe racjonalne rozwiązania w praktyce ludzkiej i w pojmowaniu tej praktyki.”

    W dziedzinie praktyki Walter Block nie zamierza robić czegokolwiek z prostytutkami. Powinien więc przestać pisać takie farmazony albo udać się z nimi do starszych koleżanek/kolegów w tramwaju i se ponarzekać jaka ta dzisiejsza młodzież niedobra…

  11. „każdy dorosły homoseksualista przyłapany w łóżku z niepełnoletnim chłopcem (który z definicji nie może dać zgody) powinien być winny gwałtu na osobie nieletniej a każdy rodzic, który zezwala na taki „związek” powinien być uznany za winnego znęcania się nad dzieckiem”

    A zatem uznaje się, że decyzje co do pewnych spraw w naszym życiu są z definicji podejmowane przez kogo innego. Zwróćmy uwagę, że w znacznej większości przypadków osoby seksualnie niepełnoletnie (u nas <15) są utrzymywane przez rodziców. W tej sytuacji rzeczywiście w zamian za utrzymanie rodzic może i ma prawo takiego i wielu innych ograniczeń wymagać. I ścigać tych, którzy pomogli je złamać. Ale delegalizowanie burdeli z 14-latkami nie różni się, jak dla mnie, za wiele od ścigania tych z 16-latkami.

    "Problemem może być to, czy najlepszym sposobem, aby rozgraniczyć pojęcie „dziecka” od „dorosłego” jest arbitralne ustalenie granicy wiekowej, jednakże mając takie prawo, gwałt na osobie nieletniej z pewnością powinien być nielegalny."

    Hm. Jeśli nie arbitralne, to może sam nieletni powinien o tym decydować, i być zdolny do wszelkich igraszek tuż po tym, jak podpisze odpowiedni dokument w urzędzie? Mogłyby też istnieć, wymuszane przez przezornych rodziców, zobowiązania, po podpisaniu których przygodny seks kończyłby się śmiercią. Dla każdego coś miłego.

  12. @Cokeman
    To jest cholernie praktyczne, bo po raz kolejny tłumaczy, że bycie libertarianinem nie oznacza moralnego poparcia ćpania, chlania i korzystania z dziwek. A tak sobie wyobraża to 99% zwykłych ludzi jak usłyszy o tym pierwszy raz. Myślałem, że chcesz trafiać z przesłaniem właśnie do nich…

  13. „Głupawy tekst będący scenariuszem spowiedzi pana Waltera przy okazji niedzielnych mszy. ”

    Block jest ateistą.

    Całkiem sympatyczny tekst.
    Tylko jeden mankament ma, ale być może zawsze sie myliłem co do libertarianizmu i dlatego źle go odbierałem. Istnieje też możliwość, że to Block sie myli. Otóż zawsze wydawało mi się, że libertarianizm jest filozofią polityczną, ale jest też systemem etycznym, który wskazuje co jest moralne, a co nie. Niemoralne jest inicjowanie agresji, a więc działania, które nie inicjują agresji są moralne lub nie podlegają moralnej ocenie. Zatem czy Block nie popada w sprzeczność twierdząc, że będąc libertarianinem stwierdza także, że prostytucja jest niemoralna. Zaznaczam, nie „wg. mnie prostytucja jest niemoralna i nie bedę się w to bawił”, ale prostytucja jest niemoralna i jest to moralność obiektywna. Zatem czy Block jest jeszcze libertarianinem, gdy przekracza system etyczny libertarianizmu?

  14. @Pawcio – tutaj jest instytut naukowy czyli zajmujemy się ekonomia i polityką. Moralnośc to w kosciele albo katedrze najmniej praktycznego kierunku jaki zna swiat – filozofii: nauki o wszystkim czyli o niczym.
    „Filozofowie dotychczas interpretowali świat – chodzi jednak o to by go zmieniać.”
    Dlatego do diabła z moralnością i filozofią. Zamiast tego dyskutujmy o konkretach: ekonomia i polityka.

  15. Tylko czy moralne niepoparcie zła wystarczy, czy powinno być to stanowione w prawie? Może jest coś takiego jak prawo naturalne, niezależne od opcji politycznej i religijne. To właśnie prawo dawałoby podstawę uregulowania pewnych spraw. Podobnie jak z aksjomatu: „człowiek działa” wyprowadza się całe tomy reguł, tak samo z prawa naturalnego. Nawet z zasady moralnej: czyń dobro, zła unikaj można wyprowadzić sporo zasad.Chyba że stoi się na pozycji relatywizmu: nie ma dobra nie ma zła, a jak są to nie da się odróżnić ich od siebie. Ale wtedy proszę państwa to i prawa własności, wolności etc nie da się wybronić.

  16. Moralizatorów od siedmiu boleści jak widzę tutaj nie brakuje – szkoda tylko, że swoją osobistą etykę chcą zaraz narzucać siłą reszcie, pomimo iż na tym polu każdy z nich chciałby nakazywać i zakazywać czegoś innego.

    A wywód autora sprowadzał się wyłącznie do tego, że zwyczajnie nie mamy prawa np. karać kobiet za prostytuowanie się (jeśli czynią to z własnej i nieprzymuszonej woli), bo każdy interwencjonizm państwowy pociąga za sobą kolejne represje w prywatną sferę ludzkiego życia (a chyba nikt nie chce żyć w orwellowskim państwie policyjnym).

  17. Swoją drogą gdyby Bóg chciał, abyśmy z przymiotów WOLNEJ WOLI zostali ograbieni, to zapewne nie dałby Nam tego daru w ogóle, skoro i tak inni by za Nas decydowali.

  18. „@Pawcio – tutaj jest instytut naukowy czyli zajmujemy się ekonomia i polityką. Moralnośc to w kosciele albo katedrze najmniej praktycznego kierunku jaki zna swiat – filozofii: nauki o wszystkim czyli o niczym.
    „Filozofowie dotychczas interpretowali świat – chodzi jednak o to by go zmieniać.”
    Dlatego do diabła z moralnością i filozofią. Zamiast tego dyskutujmy o konkretach: ekonomia i polityka.”

    Takich bzdur dawno nie czytałem. Jak chcesz uprawiać ekonomię, jeśli pomijasz filozofię, a co za tym idzie nie możesz wypracować właściwej metodologii (podobnie jak zresztą w każdej innej nauce – bez filozofii nie było by nauki, bo filozofia stoi u podstaw poznania). Mam dla Ciebie dobrą radę. Odstaw Rand i weź się na inne książki, bo jesteś ograniczony do wypocin tej pseudo-filozof.

  19. @16

    „(a chyba nikt nie chce żyć w orwellowskim państwie policyjnym).”

    Za późno. Co prawda, jeszcze nie orwellowskie, ale policyjne jak najbardziej. Przed wojną w całej Polsce było około 32 tysiące osób zatrudnionych w policji (na ok35 milionów mieszkańców), a obecnie mamy prawie 125 tysięcy (na ok 36 milionów), co daje odpowiednio 1 na 1090, a obecnie 1 na 290 obywateli, przy czym w Warszawie jeden policjant przypada na 170 mieszkańców.

    http://hansklos.blogspot.com/2011/05/pajacyk-na-sznurku.html

  20. @18

    Zgadzam się, że nie da się „ekonomizować” bez choćby odrobiny filozofii. Dodałbym też, że moralność (czy raczej etyka) jest niezbędna w projektach polityki. Niemniej jednak nie rozumiem co ma Rand do tego? Pani Rand bardzo lubiła filozofię, a jej obrona kapitalizmu była oparta niemal wyłącznie na kwestiach etycznych, więc nie rozumiem dlaczego przy ataku na minarchistę tekst o jej odstawianiu????? Odnoszę wrażenie, że o ile minarchiście poszerzenie spektrum literatury by się przydało, o tyle panam lektura Rand również 🙂

  21. @panam

    Akurat Rand na takie słowa wyklęłaby mnie totalnie. Chciałeś mi dopiec to ci się nie udało.

    Teraz to ja sporo czerpię z Karola Marksa i powtarzam tobie teoretyku:
    „Życie społeczne jest z istoty swej praktyczne. Wszelkie misteria sprowadzające teorię na manowce mistycyzmu znajdują swe racjonalne rozwiązania w praktyce ludzkiej i w pojmowaniu tej praktyki.”

    Dlatego jak filozofujesz o czymkolwiek miej na uwadze prakryczne implikacje twoich myśli.
    W czym tkwi przewaga ASE nad powiedzmy ekonomia (neo)klasyczna? Na tym, że zamiast abstrakcyjnych teoretycznych nierealnych konstruktów badamy rzeczywiście działającego człowieka
    Homo agens vs homo oeconomicus.

  22. „Libertarianizm jako filozofia polityczna nie mówi nic o kulturze, obyczajach, moralności czy etyce”.

    Wydaje mi się, że autor mógł wyrazić się po prostu nieściśle. Aksjomat samoposiadania i nieagresji dotyczą etyki, szczególnie widoczne jest to w przypadku aksjomatu nieagresji. Przecież etyka nierozerwalnie związana jest z działaniem człowieka wobec innych. Libertarianizm, jak zresztą Block przyznaje, sprzeciwia się penalizacji wszelkich działań, jeśli tylko pozostają one w zgodzie z tymi podstawowymi libertariańskimi aksjomatami. Libertarianizm daje więc tylko podwaliny pod konkretne systemy etyczne, jednak same te podwaliny sprawiają, że ma on wiele wspólnego z etyką. Są nawet przecież głosy, że libertarianizm to teoria etyczna (np. Hoppe pisze „filozofia polityki”, w nawiasie pisząc „etyka”). Block pokazuje przykłady, aby laik zrozumiał (Nie sądzę jednak, by JLS czytali laicy). Jednak zgadzam się z Cokemanem, że niepotrzebnie się nam zwierza ze swoich poglądów, skoro nie są one przedmiotem jego działalności filozoficzno-naukowej. Tym bardziej niepotrzebnie się spowiada na łamach JLS.

    Ad. MB: Block napisał: „Dorośli powinni mieć ustawowe, (ale nie moralne) prawo do niszczenia swoich organizmów, jeśli sobie tego życzą (Block, 1993; Thornton, 1991). Jeśli chodzi o obiekcję, że jest to tylko formą powolnego samobójstwa, odpowiadam, że samobójstwo również powinno być legalne”. Sam z resztą w drugim zdaniu swojej wypowiedzi napisałeś podobnie.

    .panam napisał:
    „Niemoralne jest inicjowanie agresji, a więc działania, które nie inicjują agresji są moralne lub nie podlegają moralnej ocenie. Zatem czy Block nie popada w sprzeczność twierdząc, że będąc libertarianinem stwierdza także, że prostytucja jest niemoralna (…). Zatem czy Block jest jeszcze libertarianinem, gdy przekracza system etyczny libertarianizmu?”.

    Akurat tutaj się mylisz. Zgadza się, że „niemoralne jest inicjowanie agresji”, jednak jeśli chodzi o pozostałe działania, to także one mogą być, i niektóre z nich oczywiście są, niemoralne. Chodzi o to, że Block uważa, iż nie powinno się zakazywać i karać za żadne niemoralne działania, poza agresją. Tym samym pozostaje libertarianinem. Libertarianin ma swoje przekonania moralne wykraczające poza aksjomat nieagresji (Block przedstawia swoje własne), ale nie oczekuje, aby karać za ich nieprzestrzeganie. Kara ma dotyczyć „tylko” pogwałcenia aksjomatu nieagresji. Człowiek ma prawo do działania niemoralnego, jeśli tylko nie nastaje na prawa innych ludzi (prawo samoposiadania, własności, wolności). Działanie niemoralne niezależnie od tego, czy jest karalne, jest niemoralne. Jednak moralna ocena działania zależy od wyznawanego kodeksu etycznego. Libertarianizm głosi pluralizm systemów etycznych (z zastrzeżeniem, że wszystkie będą przestrzegać aksjomatu samoposiadania i nieagresji) i to jest prawdziwy powód braku postulatu penalizacji innych działań poza agresją.

    Co do wpisu Cokemana o filozofii to również dawno takich bzdur nie słyszałem (bo czytać to nigdy nie czytałem).

    ad Jakub Pietrzak:
    Wierzę, że takie prawo naturalne istnieje. Co do prawnej ochrony przed niemoralnymi działaniami innych oprócz agresji, pozostaje taki problem, że trzeba dowieść, że są one na tyle szkodliwe dla innych, aby takich działań zakazać prawnie.

  23. ad Cokeman:
    Kwestia relacji intersubiektywnych (a więc etyki) należy do zainteresowań filozofii politycznej. Jest to jak najbardziej praktyczna dziedzina filozofii, której dorobkowi „zawdzięczasz” tło swojego życia (ustrój państwa i jego system polityczny, kształt relacji państwo-jednostka, spór publiczny, a nawet swoje prawa). Arystoteles nauczał, że wiedza racjonalna (episteme) dzieli się na teoretyczną (co jest) i praktyczną (co być powinno). Wiedza etyczna jest wiedzą pozanaukową (bo praktyczną), ale racjonalną.

  24. Problem polega na tym, że im ktoś ma większe zdolności logicznego myślenia tym więcej wyciągnie wniosków z aksjomatu o nieagresji. Proszę bardzo, prosta sprawa aborcja. Jeśli płód to odrębny organizm i odrębny człowiek, zabicie jego jest zawsze wywołaniem agresji. Czyli tak libertarianizm ze swoich bardzo odległych pozycji powinien być przeciw aborcji. Czy agresja wobec samego siebie nie jest równie szkodliwa jak wobec innych? Pomijam kwestię, że nikt przy zdrowych zmysłach nie popełnia samobójstwa, a badania wśród osób śmiertelnie chorych wskazują, że każda chwila „życia” jest dla nich cenna i ważna.

  25. @Cokeman, „W czym tkwi przewaga ASE nad powiedzmy ekonomia (neo)klasyczna? Na tym, że zamiast abstrakcyjnych teoretycznych nierealnych konstruktów badamy rzeczywiście działającego człowieka” – i Ty wiesz, i ja wiem, że to nie jest tak zupełnie prawda. Wystarczy wziąć do ręki pierwszą z brzegu książkę Rothbarda, de Soto, czy Reismana…

  26. @Jakub Pietrzak, takie rozumowanie (wyprowadzanie zakazu aborcji z „aksjomatu o nieagresji”) jest dość chybotliwe, bo zakłada nadrzędność praw jednych organizmów, nawet w fazie ekstremalnie niskiej złożoności biologicznej, nad drugimi – często znacznie bardziej uorganizowanymi. Bez zakładania tegoż nie dałoby się uzasadnić żadnej ingerencji w środowisko naturalne… Także logika logiką, ale jak dostatecznie głęboko pogrzebiesz i tak dotrzesz do takiego czy innego, całkowicie arbitralnego założenia etycznego.

  27. Oczywiście aborcja jest bardzo prostą sprawą. Na gruncie libertarianizmu jest niedopuszczalna. Część libertarian właśnie tak uważa. Rothbard był w błędzie. Co do agresji wobec samego siebie, to nie dotyczy ona raczej etyki, bo etyka zajmuje się relacjami międzyosobowymi. Można potępiać samobójstwo (np. jest ono przeciw przykazaniu „Nie zabijaj” i powoduje poważne zagrożenie trafienia do piekła), ale zakazywanie go prawnie nie ma sensu. Bo jaki miałoby sens wymierzenie kary trupowi? Poćwiartowanie go? Z resztą organy ścigania nie obejmują zmarłych…

  28. @26 w przypadku aborcji nie mamy do czynienia z płodem jako czymś niżej zorganizowanym, więc nie ma dylematu – jest to typowa relacja między dwiema osobami. Mówiąc o nadrzędności masz zapewne na myśli sytuację zagrożenia życia matki. Cóż, to nadal nie jest nadrzędność a jedynie dylemat moralny tej kobiety.
    @27 co do samobójstwa to czuję się przekonany. Tym bardziej, że nie dałoby się tego zakazu wyegzekwować (martwe prawe) itd. Co do przykazania „nie zabijaj” i potępienia, to oczywiście odbieram jako dowcip lub ironię, bo nikt nie chce tu mieszać religii i moralności.

  29. Nie, nie, to nie ironia ani dowcip. Użyłem tu przykładu religii jako jednego z możliwych źródeł moralności konkretnej jednostki. Co w tym niestosownego? Moje przekonania moralne mogą mieć źródło w religii, a Pana np. sumieniu. Nie widzę powodu, dla którego religijne podłoże moralności danej jednostki nie mogło by być porównanym z innymi możliwymi podstawami moralności.

  30. @28, no chyba zarodek tydzień po zapłodnieniu jest na niższym poziomie organizacji, niż np. dorosła świnia. Nadrzędność = nadrzędność praw takiego bytu nad losem świni, którą rzeźnik przerabia na mięso.

  31. Jeśli ktoś twierdzi, że to co ja pisze to bzdury to radzę poczytać samego Stalina co pisze o materializmie dialektycznym
    http://www.komsomol.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=848%3Astalin-qo-materializmie-dialektycznym-i-historycznymq&catid=25%3Amaterializm-dialektyczny&Itemid=37

    marksistowski materializm filozoficzny wychodzi z założenia, że świat i rządzące nim prawa są w zupełności pozna­walne, że nasza wiedza o prawach przyrody, sprawdzona przez doświadczenie, przez praktykę, jest wiedzą wiarogodną, mającą znaczenie prawdy obiektywnej, że nie ma na świecie rzeczy nie­poznawalnych, są zaś tylko rzeczy jeszcze nie poznane, które będą odkryte i poznane za pomocą nauki i praktyki.

    Najbardziej przekonującym obaleniem tych dziwolągów filo­zoficznych, podobnie jak wszelkich innych, jest praktyka, a mianowicie eksperyment i przemysł.

  32. ad Cokeman:
    Nie bez kozery Stalin nazywany miał być „koryfeuszem wszechnauk”. Dorzuć jeszcze coś Łysenki, to będziemy mieli pełną jasność na temat tego, jak się powinno uprawiać naukę. Im się nie udało zawrócić biegu rzek, ale warto spróbować, bo przecież „Polak potrafi”. W sumie to stalinizm był całkiem OK. Stalin rozpoznał prawa rządzące światem, dzięki czemu z dnia na dzień czynił go lepszym, budując najwspanialszy system w historii. Kto wie, jak wysoko byłby dziś ZSRR, gdyby nie jakiś tam referat Chruszczowa w 1956 r.

  33. PN – Marks mądrze gadał ale mało robił. Stalin jak sie okazuje tez mądrze gadał ale jego działania były wypaczeniem marksizmu.
    Generalnie sprawa jest prosta:
    Tutaj są nazwiska typu Mises, Hayek, Rothbard, Block czy inni co to głównie gadali i mało robili.
    Przejdźmy więc do oceny tych gadek: Uważam, że lewicowcy typu Marks, Stalin i inni gadali o wiele lepiej niż wolnorynkowi ekonomiści. Sposród wolnorynkowcow to najprosćiej zrozumiec Rothbarda.

    Teraz o czynach: Marks zaktywizował ruch robotniczy i rozne byly tego skutki. Zarowno dobre jak i złe. Biedota stanowiła problem i nie mozna bylo jej ot tak przemilczec. Rothbard zorganizował ruch libertarianski i tez skutki były rózne.
    Mises vs Stalin. Mises na poczatku lat 20 uratował Austrie przed bolszewizmem ale to samo kilka lat pozniej zrobił Stalin. Gdyby on nie wzial tego dziadostwa za pysk to byłoby już masakrycznie. Stalin poprostu miał więcej narzedzi działania i troche przesadził ale w koncu kazda władza deprawuje.

    To do czego pije tutaj to jałowość takich interpetacji jak ten artykul powyzej które nic nie wnoszą. jest to szczególnie powszechne wśród prawicy.
    Lewica działa i coś zmienia a prawica tylko jęczy i interpretuje. Ot co

  34. @ Cokeman
    Wiesz, te dowcipy byłyby znośne, gdyby były faktycznie zabawne. A niestety ani trochę nie są.
    I żebyś się nie unosił – w niektórych sprawach masz rację (np. to, że Stalin rozniósł bolszewików, bo gdyby oni rządzili, to byłaby ”masakra”). Tyle, że Twoje wnioski są… nawet nie wiem jak to określić. Twoim zdaniem Stalin ”trochę przesadził”… rzadko można spotkać większą pogardę dla ludzkiego życia. No, ale widzę, że marksizm Twoją religią, więc nie dziwi nic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy