Block: W obronie skąpca

16 maja 2011 Preferencja czasowa komentarze: 15

Autor: Walter Block
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Maria Kos
Wersja PDF

[passus z książki Defending the Undefendable]

skapiecSkąpiec nigdy nie otrząsnął się po ataku na swoją osobę, który przeprowadził Charles Dickens w Opowieści wigilijnej. Mimo że skąpiec już przed Dickensem był ostro krytykowany, to Ebenezer Scrooge stał się jego ostatecznym wizerunkiem i na stałe wszedł do pop-kultury. Co więcej, nawet akademickie podręczniki do podstaw ekonomii są przesiąknięte tym negatywnym podejściem — skąpca zupełnie się w nich potępia i obwinia za bezrobocie oraz cykl koniunkturalny, a nawet, konkretnie, za zastój i recesję ekonomiczną.

Ze sławnego, lub raczej niesławnego „paradoksu zapobiegliwości”, młodzi studenci ekonomii dowiadują się, że chociaż oszczędzanie wydaje się rozsądne dla jednostki lub rodziny, to jednak może okazać się szaleństwem dla gospodarki jako całości. Według popularnej doktryny keynesowskiej, im więcej oszczędności w gospodarce, tym mniejsze wydatki na konsumpcję, a im mniej wydanych pieniędzy, tym mniej miejsc pracy.

Nadszedł czas, by położyć kres wszystkim tym błędnym przekonaniom.  Z oszczędzania wynika wiele różnych korzyści. Od momentu, gdy pierwszy jaskiniowiec zachował ziarenko zboża na przyszłe siewy, rasa ludzka posiada dług wdzięczności wobec zbieraczy, skąpców i oszczędzających. To właśnie ludziom, którzy nie chcieli wykorzystać od razu całego swojego bogactwa, lecz wybrali zachowanie go na gorsze czasy, zawdzięczamy obecne wyposażenie kapitałowe, które pozwala nam mieć nadzieję na wysoki standard życia.

Oczywiście, to prawda, że ci ludzie stawali się bogatsi od swoich bardziej rozrzutnych kolegów i być może to było powodem wzrastającej wobec nich wrogości. Możliwe, że sam proces oszczędzania został skazany na złą sławę. Lecz wrogość ta jest niezasłużona! A to dlatego, że płace, które otrzymują masy, są ściśle związane z tempem, w jakim oszczędzający są w stanie gromadzić pieniądze.

Istnieje wiele czynników, które przyczyniają się do tego, że amerykański pracownik zarabia więcej niż, dajmy na to, jego kolega mieszkający w Boliwii. Edukacja, zdrowie i motywacja amerykańskiego pracownika odgrywają tutaj, rzecz jasna, ważną rolę. Lecz głównym czynnikiem powodującym tę różnicę płac jest wyższy niż w Boliwii poziom kapitału w posiadaniu pracodawców. I nie jest to odosobniony przypadek. Ludzie oszczędni, na przestrzeni dziejów, zawsze odgrywali znaczną rolę w wynoszeniu społeczeństw ponad poziom dzikusa.

Być może pojawi się protest, że istnieje różnica między oszczędzaniem (uznanym za produktywną czynność w procesie akumulacji kapitału) a tezauryzacją (powstrzymywaniem się od wydatków konsumpcyjnych), a także, że — o ile skąpiec lokuje pieniądze w przemysł dóbr inwestycyjnych, co jest rzeczą pozytywną, zgromadzone i tezauryzowane pieniądze są zupełnie bezproduktywne. Sknera będzie uważany za tego, który redukuje ilość pieniędzy otrzymywanych przez sprzedawców detalicznych, przez co zmusza ich do zwalniania pracowników i do zmniejszenia ilości zamówień u pośredników. Wtedy pośrednicy są zmuszeni do redukcji personelu oraz do ograniczenia zamówień od hurtowników. Z powodu skąpców cały proces będzie powtarzał się w całej strukturze produkcji. Gdy kolejni pracownicy zostają bez pracy, mogą przeznaczyć mniej pieniędzy na dobra konsumpcyjne, co jeszcze bardziej osłabia gospodarkę. Dlatego też samo gromadzenie jest postrzegane jako jałowe i destrukcyjne.

Argument ten jest całkiem do przyjęcia, z wyjątkiem istotnego szczegółu, którego nie bierze się pod uwagę (z powodu inspiracji keynesizmem) — jest nim możliwość zmiany cen. Zanim sprzedawca detaliczny zacznie zwalniać swoich pracowników i zmniejszać ilość zamówień z powodu mniejszej sprzedaży, zazwyczaj spróbuje obniżyć ceny. Zorganizuje wyprzedaż lub wykorzysta inną technikę, która byłaby ekwiwalentna obniżce cen. Zabieg ten wystarczy, aby przerwać błędne koło bezrobocia i zastoju, o ile problemem jest niesprzedany towar.

Jak to możliwe? Przez niewprowadzanie pieniędzy na rynek konsumencki i przez nieudostępnianie ich na zakup dóbr kapitałowych, sknera powoduje zmniejszenie ilości pieniędzy w obiegu. Ilość dostępnych produktów oraz usług nie ulega zmianie. Ponieważ jednym z najważniejszych czynników wpływających na cenę w każdej gospodarce jest związek między ilością pieniądza a ilością towarów i usług, skapiec sprawia, że poziom cen ulega obniżeniu.

Weźmy pod uwagę uproszczony, lecz nie do końca błędny model, w którym całkowita ilość pieniędzy w gospodarce zostaje przeznaczona na wszelkie oferowane w jej zakresie dobra i usługi. Im mniej pieniędzy w obiegu, tym większa ich siła nabywcza. Ponieważ gromadzenie może być zdefiniowane jako zmniejszenie ilości pieniądza w obiegu (lub ekwiwalentny temu proces), mniej pieniędzy oznacza niższe ceny, więc łatwo można dostrzec, że gromadzenie prowadzi do obniżenia cen.

Nie ma nic złego w obniżeniu poziomu cen. Wręcz przeciwnie, jedną z największych korzyści jest to, że wszystkie osoby, które nie są skąpcami, będą mogły skorzystać z tańszych towarów i usług.

Niższe ceny nie powodują wcale zastoju. Co więcej, ceny najbardziej użytecznych urządzeń silnie spadały na przestrzeni lat. Kiedy samochody, telewizory czy komputery pojawiły się na rynku po raz pierwszy były, ze względu na swoją cenę, daleko poza zasięgiem przeciętnego konsumenta. Ale dzięki polepszeniu efektywności technicznej produkcji, ceny obniżyły się tak, że produkty te są w zasięgu masowego odbiorcy. Rzecz jasna, ani zastój gospodarczy, ani recesja nie są spowodowane spadkiem cen. Prawdę mówiąc, jedyni przedsiębiorcy, którzy cierpią w takiej sytuacji, to ci, którzy działają zgodnie z duchem keynesowskiej analizy i nie obniżają cen w obliczu zmniejszającego się popytu.

Tacy przedsiębiorcy, utrzymując keynesowskie przekonania, jedyne, co mogą osiągnąć — poza tym, że przyczyniają się do coraz większej recesji — to doprowadzenie do własnego bankructwa. Dla innych biznes kręci się jak zwykle, jedynie przy niższym poziomie cen. Więc przyczyna recesji tkwi gdzieś indziej[1].

Krytyka tezauryzacji na gruncie tego, że zakłóca procesy gospodarcze, wymuszając ciągłe zmiany, również nie jest do utrzymania. Nawet jeśli przyjmiemy, że to prawda, nie byłoby to żadną podstawą do oskarżania tezauryzacji, gdyż główną cechą wolnego rynku jest właśnie umiejętność dostosowywania się i kompromisu z często rozbieżnymi i wciąż zmieniającymi się gustami. By krytykować skąpstwo na tym polu, trzeba również potępić zmieniające się style w ubiorze, gdyż wciąż wymagają od rynku precyzyjnego dostrajania.

Skąpstwo nie jest zbytnio zakłócającym procesem, ponieważ na każdego skąpca chowającego pieniądze do skarpety przypada wielu ich dziedziców, którzy te pieniądze wyszperają. Zawsze tak było i nie zapowiada się na zmiany w tej materii.

Równie błędne jest twierdzenie, że nagromadzona przez skąpca gotówka jest jałowa, ponieważ nie procentuje jak wtedy, gdy jest złożona w banku. Czy pieniądze w czyimś posiadaniu, przechowywane w portfelu mogą być uznane za jałowe, tylko dlatego, że nie są oprocentowane? Jeśli ludzie dobrowolnie rezygnują z otrzymywania odsetek ze swoich pieniędzy zamiast trzymać je na koncie w banku, to z naszego punktu widzenia takie działanie może wydawać się bezproduktywne, ale bez wątpienia ma to sens z perspektywy tych osób.

Możliwe też, że skąpiec nawet nie chce zachować pieniędzy na późniejsze wydatki, nie chce wypełniać luki pomiędzy wydatkami a płatnościami, tylko po prostu trzyma je dla czystej radości posiadania zapasów gotówki. Na jakiej podstawie ekonomiści, edukowani przecież zgodnie z tradycją maksymalizacji korzyści, mogą określić radość jako jałową? Miłośnicy sztuki, którzy gromadzą rzadkie obrazy czy rzeźby, nie są określani jako jednostki podejmujące jałowe działania. Ci, którzy posiadają psy czy koty jedynie dla własnej przyjemności, a nie w celach inwestycyjnych, nie mają opinii angażujących się w bezproduktywne przedsięwzięcia. Gusta są różne i to, co jest jałowe dla jednego, może być szalenie owocne dla drugiego.

Gromadzenie przez skąpca dużych kwot pieniężnych można więc uznać za chwalebne. Korzystamy dzięki niemu z obniżonego poziomu cen, gdyż pieniądze, które mamy i jesteśmy skłonni wydać, stają się bardziej wartościowe, umożliwiając nabywcy kupno większej ilości rzeczy za tę samą kwotę. Daleki od szkodliwego dla społeczeństwa, skąpiec jest dobroczyńcą, który zwiększa siłę nabywczą za każdym razem, gdy zajmuje się tezauryzacją.


[1] Patrz: Murray N. Rothbard, America’s Great Depression (New Rochelle, N.Y.: Van Nostrand, 1963); polskie wydanie: Murray N. Rothbard, Wielki Kryzys w Ameryce, tłum. W. Falkowski i M. Zieliński, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2010.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Walter Block

Walter Block (ur. 1941) jest profesorem ekonomii na Loyola University w Nowym Orleanie, blisko związany z Mises Institute. Block jest autorem m.in. Defending the Undefendable oraz setek artykułów o ekonomii i libertarianizmie.

Pozostałe wpisy autora:

15 Komentarze “Block: W obronie skąpca

  1. Argumentacja dość powierzchowna; trywialnym kontrargumentem jest, że skąpiec, przez ograniczanie efektywnej podaży pieniądza – relatywną deflację – utrudnia spłatę zaciągniętych długów, co per saldo może być (acz oczywiście nie musi) większym problemem dla gospodarki, niż relatywny spadek cen towarów. I niestety, nie jest to wydumany scenariusz – jednym z najbardziej jaskrawych tego typu epizodów w historii jest deflacja, którą wywołał cesarz Tyberiusz w latach 30. I wieku, gromadząc i unieruchamiając w skarbcu gigantyczne ilości srebra (szacowane bodajże na 30% całkowitej podaży z tamtych czasów; to były naprawdę kosmiczne ilości kruszcu). Doprowadziło to do bardzo poważnego kryzysu gospodarczego. Można o tym przeczytać np. tutaj: http://www.gannononinvesting.com/blog/panic-of-33-roman-credit-crisis-tiberius-the-central-banker.html lub tutaj: http://www.mariamilani.com/ancient_rome/Ancient_Roman_Currency_Economy.htm

  2. @panika
    porównujesz skąpca do cesarza który nagromadził kupę srebra. tylko że skąpiec aby zgromadzić swój skarb musiał najpierw wytworzyć coś pożytecznego dla innych, pytanie co takiego stworzył cesarz użytecznego społecznie że zdobył aż tyle srebra?

  3. @Balcerek, myślisz że licytowany kredyciarz mógłby taki argument skutecznie podnieść w sądzie? „Zły, zły, zły cesarz! Nie chce mi dać pinionżków na spłatę długu!” 😉

    A tak serio – jest to bez znaczenia dla tej kwestii. Co było, to było. Podaż pieniądza wpływa na przyszłe warunki płynnościowe, a na pieniądzu nie jest napisane, czy został uczciwie czy nieuczciwie przełożony z jednej kieszeni do drugiej i czy przy okazji na świecie pojawiło się tysiąc nowych domów i dwa tysiące samochodów (że niby to uczciwie przedsiębiorcy zrobili), czy zero (że niby to władyka zrobił). Skąpiec działający na wolnym rynku bez stosowania przemocy ma tylko o tyle trudniej, że dla niego prawdopodobnie szybciej rośnie marginalny koszt pieniądza – bo kontrahenci orientują się szybko, że ktoś próbuje „corner the market” i mogą temu skuteczniej przeciwdziałać, niż grabieży państwowej; ale to, że jest mu trudniej, nie znaczy, że nie może osiągnąć tego samego celu. A jak już go osiągnie, to skutek prawdopodobnie będzie taki, jak z Tyberiuszem. Zresztą – już sam fakt działania na rynku takich „skąpców” na dużą skalę i naturalna reakcja obronna, o której wspominałem, której częścią byłby prawdopobnie znaczny wzrost stóp procentowych i/lub silny spadek płac, byłaby w stanie jakąś część gospodarki wykoleić.

    Poza tym analizowanie przykładu z Tyberiuszem jest o tyle ważne, że tyczy się realnego świata, a nie utopii wolnego rynku. W realnym świecie istnieją władcy mogący zachwiać rynkiem pieniądza i kredytu – i należy skonstatować, że nadmierne skąpstwo władzy i hoarding pieniądza jest równie dużym zagrożeniem, co nadmierna rozrzutność.

    Warto też zauważyć, że Block nigdzie w swoich rozważaniach nie czyni rozróżnienia na skąpca prywatnego i państwowego, więc wydaje mi się, że chciałby nam zakomunikować, że państwo ściągające z rynku np. co roku po 5% dostępnej podaży srebra funkcjonującego jako pieniądz (Tyberiusz) i składające je w skarbcu jest całkiem spoko. No więc chyba nie do końca tak jest…

  4. @Balcerek
    Dobrze powiedziane. Tyberiusz dokonal interwencji panstwowej, a zwykly skapiec nie. To jest duza roznica!

  5. @panika2008 te zjawiska mają miejsce tylko w systemie rezerw cząstkowych.
    Zresztą w tym systemie jest możliwe nawet coś takiego jak niemożność całkowitego spłacenia wszystkich kredytów z uwagi na brak gotówki na rynku nawet na spłacenie odsetek.

  6. Z pieniądzem jest tak jak z każdym innym towarem. Gwałtowne zmiany podaży czy popytu zawsze powodują poważne perturbacje, gdyż ludzie nie są w stanie natychmiast się dostosować. Im powszechniejszy towar tym poważniejsze problemy (np. Kryzys naftowy 1973). Taka już natura tego świata. Dziwnym trafem zawsze większą zawieruchę funduje nam państwo dlatego należy pozbawić je monopolu na emisję pieniądza 🙂

  7. @panika
    stawiasz przykład interwencji państwowej w rynek pieniądza i zrównujesz to z działaniami wolnorynkowymi.

  8. @marcinach, czy czułbyś się lepiej, tracąc dom za długi ze świadomością, że to efekt prywatnej interwencji w rynek pieniądza, a nie państwowej? Ja rozumiem, że dużo można zrobić dla idei, ale żeby aż być gotowym dla niej cieszyć się z wylądowania pod mostem…

    @Mariusz Dobiecki, nie wydaje mi się, żeby fakt unieruchomienia znacznej ilości kruszcu w skarbcu miał jakikolwiek związek – czy to w historii z Tyberiuszem, czy to w hipotetycznym scenariuszu skąpca prywatnego – z utrzymywaniem częściowej rezerwy przez banki. Jak wygląda realistyczny prywatny atak na wąski rynek obserwowaliśmy w latach 1980-1981 (bracia Hunt).

    @Marcin Orysiak – no właśnie dokładnie tak jest. Ale widać tutaj niektórzy tak rozumują, że jak np. im prywatny sąsiad wjedzie w dom TIRem to jest spoko, a jak rząd czołgiem to szczyt evilowego zła.

    @Balcerek – oh rly? A gdzie niby zrównuję?

  9. Zdaje mi się, że Panika ma rację, kiedy zwraca uwagę, że jeżeli wartością jest dla nas stabilność systemu, to nie powinno nas interesować czy źródłem niestabilności jest rząd czy „skąpcy”. Ale do rzeczy:

    @Panika

    w pierwszym swoim poście zwracasz uwagę, że Twój scenariusz jest „niewydumany”, ponieważ masz „jaskrawy przykład”: Tyberiusza.

    Tyberiusz nie jest skąpcem, którego broni Block.

    Następny przykład, to bracia Hunt, dziedzice 8. fortuny w USA z roku 1957. Nawet oni musieli się ostro zapożyczyć, żeby dokonać swojego „ataku” na rynek srebra. Ponownie, jest to argument nie przeciwko skąpcom Blocka, ale przeciwko spekulantom. Takiego zagrania też można bronić, ale nie stanowi ono dobrego argumentu przeciwko skąpcom Blocka – przynajmniej jeśli chodzi o poziom „wydumaności”.

    Innymi słowy teoretycznie scenariusz ataku przez „skąpca” na pieniądz jest możliwy, jednak w praktyce:

    1. tempo akumulacji pieniądza przez „skąpców” wydaje się zbyt wolne, by wywołać na dłużników efekty efekty dużo groźniejsze, niż standardowa deflacja związana z wzrost produktywności.

    2. Rynek pieniądza jest rynkiem bardzo głębokim, co jeszcze bardziej utrudnia wystąpienie takiego scenariusza.

    3. Jak sam zwracasz uwagę, najlepszym mechanizmem obrony jest nadal rynek, na którym kilku spekulantów może być zjedzonych przez mocniejszą stronę przeciwną. Chyba, że fundamenty są z nimi, ale wtedy cóż to za spekulanci, co jedynie nieuchronne przyśpieszają.

    Pytanie jednak brzmi, kogo z realistycznych scenariuszy broni Block – Tyberiusza i Huntów, czy Scrooge’a? Jeżeli tego drugiego, to ma w dużym stopniu rację. Ale zgadzam się: Block to podły Rothbardianin, więc lepiej z nim uważać;)

  10. No napisałem: „Skąpiec działający na wolnym rynku bez stosowania przemocy ma tylko o tyle trudniej, że dla niego prawdopodobnie szybciej rośnie marginalny koszt pieniądza (…) nie znaczy, że nie może osiągnąć tego samego celu”. Jasne, że w pojedynkę, bez zapożyczania się, jest to praktycznie niewykonalne. Jasne, że każdy, kto gromadzi takie ilości kruszcu – prywatnie czy państwowo – to nie tylko spekulant, ale wręcz mega-spekulant. Natomiast zwróć uwagę, że mechanizm obronny rynku sam w sobie jest dla niego w jakimś stopniu destrukcyjny – jak już ludzie są zapożyczeni, to będzie im po takiej reakcji obronnej coraz trudniej spłacać długi.

    Mi to nie przeszkadza, że takie rzeczy są możliwe i się zdarzają. No risk no fun. Ale myślę, że nie ma co wybielać deflacji przez oddawanie nienalneżnej czci tym, którzy celowo ograniczają podaż pieniądza.

  11. Poza tym – jeśli chodzi o kwestię rozciągnięcia w czasie ataku spekulacyjnego na rynek pieniądza – nawet, jeśli spekulant przeprowadza to w 3 czy 5 lat, to jest to dostatecznie krótko, żeby np. w efekcie zaprzyjaźnione banki przejęły za długi znaczną część nieruchomości zakredytowanych na lat 15, 20 czy 30…

  12. „Gromadzenie przez skąpca dużych kwot pieniężnych można więc uznać za chwalebne. Korzystamy dzięki niemu z obniżonego poziomu cen, gdyż pieniądze, które mamy i jesteśmy skłonni wydać, stają się bardziej wartościowe, umożliwiając nabywcy kupno większej ilości rzeczy za tę samą kwotę.”
    Autor obalając jeden szkodliwy mit tworzy własny, zapewne równie szkodliwy. Jeśli spadek cen wynika z wyłączenia jakiejś sumy pieniędzy z obiegu, to towarzyszyć mu będzie również spadek płac, który wspomniane przez autora korzyści zrównoważy.

  13. @Paweł Ochmann

    Tak, ale na początku zmniejszona podaż pieniądza (poprzez działanie skąpca) w połączeniu z niezmienionym popytem spowoduje wzrost siły nabywczej pieniędzy znajdujących się w saldach gotówkowych.

  14. Argumentowanie tezy o nieprawdziwości pewnego twierdzenia nie powinno przebiegać w formie przedstawienia niezależnego, innego twierdzenia i komentowania go. To, że między państwowym a prywatnym działaniem występuje różnica jest bezsprzeczne, niemniej nie dotyczy to omawianego problemu skutków tezauryzacji znacznych środków pieniężnych. Z innej przyczyny, na dłuższą metę, nasz skąpiec nie obniży efektywnych cen.

  15. Zaniechanie wydania pieniędzy przez skąpca oznacza tylko tyle, że dostarczył on na rynek (a więc innym) jakąś wartość dóbr, ale sam nie skorzystał z możliwości „odbioru” ekwiwalentnej wartości dóbr. Czyli, jakby więcej dał innym niż sam wziął od innych. Taki nieświadomy altruista.
    Pieniądze są tylko środkiem wymiany dóbr, ale skąpiec nie skorzystał z tej wymiany, gdyż nie odebrał tego, co mu się jak psu należy. Tylko jego strata, ale nie strata innych.
    W sumie takie zachowanie należałoby traktować chyba neutralnie. Dobrobyt ogólny jest wtedy mniejszy, ale chcącemu nie dzieje się krzywda, np. ascetom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *