Kinsella: Jak spowolnić rozwój gospodarczy?

20 czerwca 2011 Ekonomiczna analiza prawa komentarze: 110

Autor: Stephan Kinsella
Źródło: thefreemanonline.org
Tłumaczenie: Paweł Rusiecki
Wersja PDF

Artykuł ukazał się pierwotnie w czasopiśmie „The Freeman” (czerwiec 2011, vol. 61, iss. 5), publikowanym przez Foundation for Economic Education.

patentyObrońcy wolnorynkowego kapitalizmu często wierzą w zasadność własności intelektualnej (WI), ponieważ wydaje się ona istotna dla systemu własności prywatnej.

Czy rzeczywiście tak jest? Istnieją poważne argumenty przemawiające za tym, że WI nie jest tak naprawdę czymś, co należy chronić, lecz właściwie stoi w opozycji do własności prywatnej oraz wolnorynkowego porządku. Przez własność intelektualną rozumiem głównie patenty i prawa autorskie.

Istotne jest zrozumienie pochodzenia tych pojęć. Jak twierdzi profesor prawa, Eric E. Johnson:

 

Monopole, dzisiaj nazywane prawami autorskimi i patentami, zostały stworzone dekretem królewskim, nadanym jako forma faworyzowania i kontroli. W miarę kurczenia się władzy monarchy, te monopolowe przywileje zostały zreformowane i, w zasadzie przez zaniedbanie, trafiły w ręce autorów i wynalazców.

 

Patenty były wyłącznie monopolami na sprzedaż różnych dóbr i usług przez określony czas. Słowo „patent” — jak wyjaśnia historyk Patricia Seed — wywodzi się z łacińskiego patente, oznaczającego „otwarte listy”. Patenty były właśnie takimi „otwartymi listami”, przyznawanymi przez monarchę i upoważniającymi kogoś do zrobienia czegoś — powiedzmy, do sprzedawania jakiegoś  dobra na określonym terenie, prowadzenia gospodarstwa rolnego w Nowym Świecie w imieniu korony itd.

Interesujące, że wielu obrońców WI — jak prawnicy patentowi, a nawet niektórzy libertarianie — oburzają się, gdy nazwie się patent lub prawo autorskie monopolem. „To nie monopol, tylko prawo własności” — mówią. „Jeśli to jest monopol, to używanie przez ciebie twojego samochodu też nim jest”. Jednak patenty stanowią monopol zapewniany przez państwo. Jedną z pierwszych ustaw patentowych była angielska Ustawa Monopolowa z 1624 roku, stanowiąca przykład nazywania rzeczy po imieniu.

Udzielanie patentów było dla państwa źródłem dochodów niezwiązanych z koniecznością podnoszenia podatków, a jednocześnie zapewniało lojalność tych, którym ich udzielano. Ci ostatni byli w zamian chronieni przed konkurencją. Dla nich i państwa był to świetny interes, ale nie dla konkurencyjności czy konsumentów.

W dzisiejszym systemie własność intelektualna została zdemokratyzowana i zinstytucjonalizowana. Dziś każdy może się starać o przywileje z nią związane. Nie trzeba już być znajomym króla, ani prosić go o przyznanie patentu — dziś wystarczy udać się do odpowiedniego urzędu. Skutek jest jednak taki sam. Niektórym firmom patent jest potrzebny, aby związać koniec z końcem — jeśli go nie masz, ktoś może pozwać cię do sądu lub przerobić i opatentować technikę, której używasz. Jeśli masz w arsenale patent, inni nie odważą się ciebie pozwać. Firmy wydają więc miliony dolarów na patenty w celach obronnych.

Duże firmy wymachują szabelkami lub pozywają się wzajemnie, a później dochodzą do porozumienia i wymieniają się patentami. Jest to dla nich korzystne, ponieważ wszystkie są chronione przed konkurencją pozostałych. Ale jaki skutek wywiera to na małe firmy? Nie mają one w swoim arsenale patentów ani innego środka, którym mogłyby zagrozić tym pierwszym. Patenty tworzą więc barierę wejścia na rynek, będącą współczesną wersją protekcjonizmu merkantylistycznego.

A co z prawami autorskimi? Ich korzenie sięgają cenzury. Państwo i Kościół mogły z łatwością kontrolować rozwój myśli, kontrolując skrybów. Sytuacja zmieniła się wraz z wynalezieniem maszyny drukarskiej. W roku 1557 królowa Maria powołała do życia Stationer’s Company — gildię, która posiadała wyłączność na publikowanie książek, kontrolę prasy i każdej informacji, do której ludzie mogli mieć dostęp. Po wygaśnięciu monopolu kompanii, publicyści zaczęli lobbować o jego rozszerzenie, ale, zamiast tego, uchwalono (w 1710 r.) ustawę znaną jako Statut królowej Anny przyznającą autorom specjalne prawa: prawa autorskie. Publicystom było to na rękę, ponieważ ich prace zostały w ten sposób uwolnione spod kontroli państwa. Dziś używają praw autorskich w tym samym celu, który dawniej przyświecał państwom: cenzurowania i zakazywania książek.

 

Własność intelektualna w stylu amerykańskim

Ochrona własności intelektualnej w Ameryce rozpoczęła się wraz z uchwaleniem Konstytucji USA. Artykuł 1, ustęp 8, punkt 8 nadaje Kongresowi prawo (ale nie obowiązek) „popierania rozwoju nauki i użytecznych umiejętności przez zapewnienie na określony czas autorom i wynalazcom wyłącznych praw do ich dzieł czy wynalazków”.

Niezależnie od tego, co twierdzą dzisiejsi orędownicy WI, założyciele USA nie uważali własności intelektualnej za prawa naturalne, ale za narzędzie polityczne, służące promowaniu innowacyjności. W obawie przed pojawieniem się monopoli, prawa autorskie i patenty nadawane były jedynie na ograniczony czas. Nawet John Locke, którego myśl miała potężny wpływ na Ojców Założycieli, nie uważał praw autorskich i patentów za prawa naturalne. Nie uważał również, że posiadanie np. ziemi jest tym samym, co posiadanie idei. Jego koncepcja pierwotnego zawłaszczenia odnosiła się jedynie do rzadkich zasobów.

Niektóre stany wprowadziły prawa autorskie jeszcze przed przyjęciem Konstytucji[1]. Do ich obrony często używano języka praw naturalnych, ale było to tylko zasłoną dla monopoli, jakimi obdarzono grupy interesów. Prawa naturalne nie przemijają po 15 latach, nie odnoszą się jedynie do Amerykanów, nie wykluczają różnego typu innowacji, kreatywności intelektualnej i nie odnoszą się jedynie do kilku arbitralnie określonych rodzajów działalności.

Jaki jest rezultat istnienia WI? W przypadku patentów mamy obecnie do czynienia z gąszczem regulacji nadzorowanych przez rzeszę federalnych biurokratów, którzy rozdzielają monopole na produkcję i handel różnymi towarami. Posiadacz patentu może zwrócić się do sądu federalnego o użycie siły w celu powstrzymania konkurentów. Ci ostatni nie zrobili jednak niczego, co usprawiedliwiałoby taką interwencję. Wykorzystali jedynie informację w celu usprawnienia ich działania w ramach swojej własności. Czy da się to pogodzić z własnością prywatną i wolnym rynkiem?

 

Przykłady cenzury

Rezultatem wprowadzenia praw autorskich jest — jak wykażą przykłady — rzeczywista cenzura. Według Engadget, władze rosyjskie, za przyzwoleniem Microsoftu, użyły praw dotyczących WI jako „pretekstu do konfiskaty komputerów i innych materiałów należących do oponentów politycznych rządu i organizacji informacyjnych”. Kolejnym przykładem jest Susan Boyle, wokalistka z programu Britain’s Got Talent, która, z powodu praw autorskich, nie mogła zaśpiewać piosenki Lou Reeda w America’s Got Talent, zaś w roku 1922 niemiecki, niemy film Nosferatu został uznany za wtórny do pracy Brama Stokera pt. Dracula, a następnie rozkazano go zniszczyć.

Jedną z najbardziej oburzających spraw jest ta dotycząca powieści Frederika Coltinga — Sixty Years Later, Coming Through the Rye — będącej kontynuacją książki J. D. Salingera pt. Buszujący w zbożu. Salinger skierował do sądu wniosek bazujący na prawie autorskim o zakazanie publikacji książki. „Jestem zdruzgotany decyzją sędziego” — mówił Colting. „Być może jestem szwedzkim ignorantem, ale zakazanie publikacji książki jest ostatnią rzeczą, jakiej bym się spodziewał w Ameryce”.

Przytoczone powyżej sprawy nie są przykładami nadużycia dobrego prawa, lecz jasno dowodzą, że to prawo własności intelektualnej jest nadużyciem samo w sobie.

Choć w debacie o WI strony często odwołują się do praw naturalnych, najpopularniejszym argumentem za WI, nawet wśród libertarian, jest utylitaryzm lub „maksymalizacja dobrobytu”. Podejście Ojców Założycieli było podobne: monopole WI zachęcają do innowacji, a więc tworzą bogactwo netto. Innymi słowy: korzyści przeważają nad kosztami.

System patentów bez wątpienia obciąża Amerykanów kosztami. Szacuję je na 38–48 mld USD rocznie i jest to suma raczej zaniżona. W koszty wchodzą: pomoc prawna, płace, opłaty, koszty sądowe, wyższe składki ubezpieczeniowe i wyższe ceny produktów — plus straty innowacyjności wynikające z koncentracji firm wyłącznie na innowacjach, które można opatentować, alokacji mniejszej ilości zasobów w podstawowe badania naukowe, lub nawet unikania całego obszaru badawczego z powodu obawy przed procesami o pogwałcenie prawa patentowego.

Każdy, kto uważa, że patenty przynoszą zysk netto, powinien oszacować łączne koszty (wliczając w to wynalazki, które nie powstaną z powodu tej legislacji) oraz wartość wszystkich innowacji powstałych dzięki patentom. Zwolennicy WI nigdy jednak nie dostarczają takich szacunków. Nie jestem empirykiem — moja niechęć do WI jest oparta na zasadach sprawiedliwości i praw własności — ale zwolennicy WI twierdzą, że system patentów czyni nas bogatszymi. Mówią, że mamy więcej innowacji przy niższej cenie. Jednak na dobrą sprawę, wszystkie badania empiryczne dotyczące tego problemu, jakie widziałem, nie są rozstrzygające, albo wręcz dowodzą, że patenty wiążą się kosztami netto i ograniczeniem innowacji. (Nie odnoszę się tutaj do uzasadnionych obiekcji austriaków, że koszty i zyski są subiektywne i niemierzalne).

Tak więc dobry utylitarysta doszedłby do wniosku, że patenty i prawa autorskie są szkodliwe.

 

Kreacja

Niektórzy zwolennicy WI wysuwają jeden poważny argument odwołujący się do praw naturalnych. Wynalazca tworzy nowe dobro — piosenkę, powieść czy wynalazek, co — zgodnie z argumentem — czyni go jego naturalnym właścicielem. Myli się tu jednak źródło prawa własności ze źródłem bogactwa. Jak pisze orędowniczka WI, Ayn Rand[2]:

 

Moc reorganizacji naturalnych elementów jest jedyną mocą kreacyjną, jaką posiada człowiek. To wielka i cudowna moc — i stanowi jedyne znaczenie terminu „kreacja”. „Kreacja” nie oznacza (i metafizycznie nie może oznaczać) mocy stworzenia czegoś z niczego. „Kreacja” oznacza moc stworzenia lub zaaranżowania (lub połączenia) naturalnych elementów, które nie istniały wcześniej.

 

Innymi słowy, ludzie tworzą dobrobyt, używając swojego intelektu, kreatywności i pracy do przetworzenia już posiadanych zasobów w cenniejsze kombinacje. W wolnym społeczeństwie producent posiada owoce swojej pracy, ponieważ wcześniej posiadał czynniki, z których one powstały. Pojęcie produkcji nie wnosi niczego do tytułu własności, który nie istniał wcześniej.

 

Kontrola fizycznej własności

W rzeczywistości, zastosowanie praw własności do pomysłu i innych dóbr niematerialnych, takich jak wzorzec przemysłowy czy przepis, kończy się ograniczaniem praw innych ludzi do kontrolowania ich fizycznej własności. W efekcie właściciele praw autorskich i patentów zostają — dzięki rządowemu przywilejowi — współwłaścicielami własności innych. Ilustrują to przywołane wcześniej przykłady cenzury związanej z prawami własności. Można to również zaobserwować w przypadkach, gdy właściciel patentu zwalcza konkurencję za pomocą sądów.

To, że traktowanie informacji, pomysłu czy wzorca przemysłowego jako czegoś, co można sprawiedliwie posiadać na własność, jest błędne, można wykazać w jeszcze jeden sposób. Wystarczy rozpatrzyć WI w kontekście ludzkiego działania. Ludwig von Mises w The Ultimate Foundation of Economic Science tłumaczył, że: „Działać, oznacza dążyć do czegoś, czyli obierać cel i używać środków, aby go osiągnąć”. Wiedza i informacja odgrywają oczywiście kluczową rolę w działaniu. Jak twierdzi Mises: „Działanie (…) to nie tylko pewne zachowanie, ale zachowanie spowodowane osądem wartości, nakierowane na konkretny cel i przebiegające zgodnie z poglądem o stosowności lub niestosowności wybranych środków”.

Kluczowe jest tutaj zrozumienie, że: „środki z konieczności zawsze są ograniczone, czyli rzadkie, w odniesieniu do usług, jakie zapewniają”. To dlatego pojawiły się prawa własności. Użycie danego zasobu przez jedną osobę wyklucza użycie go przez drugą. Inaczej jest jednak z informacją. Nie trzeba być jej wyłącznym właścicielem, aby podjąć działanie. Przykładowo, dwie osoby mogą jednocześnie wypiec ciasto, dysponując tym samym przepisem (jeśli tylko posiadają składniki potrzebne do jego wypieku).

Postęp materialny dokonuje się właśnie dlatego, że informacja nie jest dobrem rzadkim. Można ją nieskończenie wiele razy pomnażać, przyswajać, nauczać i budować na niej. Im więcej znamy wzorców, przepisów i praw mówiących o przyczynowości, tym szybsze jest pomnażanie bogactwa, ponieważ ludzie angażują się w jeszcze wydajniejsze i bardziej produktywne działania. Nie ma potrzeby narzucania sztucznej rzadkości na idee w celu traktowania ich bardziej jak zasoby fizyczne, które — niestety — są rzadkie. Jak zaobserwował Frédéric Bastiat: „Wszystkie innowacje przechodzą przez trzy etapy. Najpierw jedna osoba posiada unikalną wiedzę, dzieli się nią i osiąga zyski. Następnie, inni wzorują się na niej i dzielą się zyskiem. W końcu, wiedza jest szeroko znana i nie przynosi dłużej zysku, co inspiruje rozwój nowej wiedzy”.

Patenty sztucznie przedłużają pierwszy etap, kosztem pozostałych, hamując w ten sposób rozwój gospodarczy i wzrost dobrobytu.


[1] Zob. Tom w. Bell, Intellectual Privilege: Copyright, Common Law, and the Common Good, część 1, rozdział 3, podrozdział B.1.

[2] Zob. Ayn Rand, „The Metaphysical Versus the Man-Made”, [w]: Philosophy: Who Needs It.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Stephan Kinsella

O Autorze:

Stephan Kinsella

Norman Stephan Kinsella (ur. w 1965 r.) jest amerykańskim prawnikiem i teoretykiem libertarianizmu. Specjalizuje się w tematyce własności intelektualnej.

Pozostałe wpisy autora:

110 Komentarze “Kinsella: Jak spowolnić rozwój gospodarczy?

  1. Prawo patentowe ma na celu przyspieszenie rozwoju gospodarczego przez publikowanie nowych rozwiązań. Gdyby nie było prawa patentowego, publikacje naukowe przestały by mieć jakąkolwiek rację bytu. Firmy bardzo dokładnie strzegły by swoich rozwiązań a dziś się nimi chwalą. Wiedząc, że ich kradzież nie jest taka łatwa. To ułatwia dalszy rozwój.

  2. To dosyć trudny temat. Myślę, że możemy się zgodzić co do jednego: obecne regulacje są coraz bardziej paranoiczne i absurdalne. Według mnie, problem polega na tym, że WI ma zadatki na to by regulować całą rzeczywistość w (potencjalnie) nieskończenie długim odcinku czasu. Doceniam fakt, że trzeba wydać mnóstwo kasy na badania, np. nowego antybiotyku. Ok, więc dajmy ochronę patentową na rok lub dwa: tak by ‚monopolista’ się dorobił. Potem niejako ‚przeskoczymy’ do etapu III („[…]W końcu, wiedza jest szeroko znana i nie przynosi dłużej zysku, co inspiruje rozwój nowej wiedzy”) i chyba o to generalnie chodzi. Wilk syty i owca cała: nie jest to może szczególnie libertariańskie rozwiązanie, ale wydaje się być solidnym kompromisem gwarantującym tak zwrot nakładów jak i uzyskanie ‚korzyści netto’ poprzez roczne (lub dwuletnie) ograniczenie korzystania z wiedzy.

  3. Myli Pan „publikacje naukowe” z rozwiązania technologicznymi na nich opartymi. Co więcej, zaręczam, że ludzka wynalazczość zaczęła się wieki przed stworzeniem czegoś takiego, jak patent. Jak to się mogło stać?!

    Ponadto, proszę wyjaśnić – w jakiż to sposób „firmy bardzo dokładnie strzegłyby swoich rozwiązań”? Nie implementując ich? Czy nie sprzedając implementujących je produktów?

  4. Ad stanisław chmielewski
    „Prawo patentowe ma na celu przyspieszenie rozwoju gospodarczego przez publikowanie nowych rozwiązań.”

    Wiele praw ma wiele celów – to nie znaczy, że im służą.

    „Gdyby nie było prawa patentowego, publikacje naukowe przestały by mieć jakąkolwiek rację bytu.”

    Nim powstały prawa patentowa, publikacje naukowe miały rację bytu. Aczkolwiek widzę tu faktycznie możliwość dosyć dużej zmiany. Ludzie piszący te publikacje obecnie raczej związani z uczelniami byliby chętniej zatrudniani przez duże koncerny. Powód jest prosty: jeśli nie możesz mieć monopolu na publikację to możesz mieć monopol na głowę, która ją wymyśla. Przewaga konkurencyjna innowacyjnego przedsiębiorstwa byłaby zapewne nieco mniejsza ale jednak by pozostała (pierwsi wypuszczają nowy produkt/usługę na rynek).

    „Firmy bardzo dokładnie strzegły by swoich rozwiązań a dziś się nimi chwalą.Wiedząc, że ich kradzież nie jest taka łatwa.”

    Nie do końca rozumiem co masz na myśli.Jeśli zakładasz, że firmy chowały by pomysły do szuflady i ich nie wdrażały to raczej się nie zgodzę. To, że mają pomysł jest przewagą, którą najlepiej wykorzystać jak najwcześniej. Nim inny na niego wpadnie.

    Jeśli masz na myśli to, że wprowadzały by nowy pomysł w życie ale tak zabezpieczony, że ciężko zgadnąć na czym on polega to również się nie zgodzę. Jaka jest różnica dla innego przedsiębiorstwa między czymś co nie wiedzą jak działa a czymś co wiedzą jak działa a nie mogą tego użyć? Taka, że w tym pierwszym przypadku będą starały się to zrozumieć (skutecznie lub nie).

    „To ułatwia dalszy rozwój.”
    Mi nie ułatwia -> nie jest to więc optimum w sensie Pareto -> nie mogę się zgodzić.

  5. „Gdyby nie było prawa patentowego, publikacje naukowe przestały by mieć jakąkolwiek rację bytu” – to zupełnie podobnie jak z prawem budowlanym. Gdyby rząd nie zmuszał w tenże sposób ludzi do montowania kibli w nowo budowanych domach, to na pewno mielibyśmy na każdym kroku sławojki, jak nie dziury w ziemi. A domy w ogóle by budowano bez okien, bo wiadomo że ci głupi ludzie by sami nie wpadli na to że fajnie mieć szybę i tnąc koszty by budowali bunkry.

    Całe szczęście że jest taki mądry, mądry rząd, uff.

  6. Stachu, jak zwykle nic nie zrozumiałeś; współczuję.

    „Po wygaśnięciu monopolu kompanii, publicyści zaczęli lobbować o jego rozszerzenie, ale, zamiast tego, uchwalono (w 1970 r.) ustawę znaną jako Statut królowej Anny przyznającą autorom specjalne prawa: prawa autorskie.”

    1970? Ja rozumiem, że literówka, bo jest 1710 w oryginale, ale 1970 i Statut królowej Anny? Bezsens rzuca się w oczy z daleka. No i jeszcze „novel” przekładamy w polskim na „powieść”. Nowela ma swoje inne odpowiedniki w jankeskim. Za fachową korektę takiego tekstu biorę grosze, więc pisać na maila 🙂

  7. Jak spowolnić rozwój? Dopuścić takich ludzi do władzy:

    „Żadna rządząca lewica, czy chce czy nie chce, nie zdecyduje się na socjaldemokratyczne reformy, bo wywołane przez globalizację (kapitału a nie demokracji) zjawiska takie jak konkurencja o najniższe podatki między państwami, sprawiają, że lewicowa polityka gospodarcza w jednym kraju jest praktycznie niemożliwa.”

    Sierakowski chce mojej kasy. Jak go spotkam – nie ręczę za siebie.

    http://www.krytykapolityczna.pl/KrytykaPolitycznawmediach/SierakowskiListotwartydopartii/menuid-1.html

  8. @ 6
    Co jakiś czas redakcja IM ogłasza nabór praktykantów – zapraszamy! Potrzebujemy właśnie takich czujnych oczu jak Twoje! 🙂
    @ 9
    Klasyczny błąd logiczny Post hoc ergo propter hoc się kłania! 🙂

  9. Trochę za mało o związek przyczynowo-skutkowy między wzrostem gospodarczym o wprowadzaniem patentów.

    Dobrze wiadomo, że istnieją w przyrodzie czynniki negatywne, które mimo to nie odgrywają tak znaczącej roli jak inne. Tak samo istnieją pozytywne, które nie wytrzymują w starciu z szeregiem innych negatywnych.
    Patent za pomocą przymusu jaki stoi za przestrzeganiem jego, sprawia, że dobra dotąd nie uznawana na dobra ekonomiczne, stają się rzadkie tak jak zwykłe dobra materialne. Przepis na ciasto w porównaniu do składników jakie są tego potrzebne jest praktycznie nieskończony. Jeśli pewnego dobra (przepis) mamy w nieograniczonej liczbie, to rolę dóbr ekonomicznych pełnię te rzeczy, które nas ograniczają. Nie jest racjonalne aby zwężać liczbę dóbr praktycznie nieograniczonych (a przecież bardzo potrzebnych) i zamiast tego powinno się dożyć po szerszego dostępu do dóbr rzadkich. Przepis będzie ograniczony jedynie wtedy, gdy będzie utrzymywany w tajemnicy. Taka jego natura. Gdy „właściciel” raz udostępni, traci kontrolę natychmiast.
    Wtedy „patent”, może ewoluować, doskonalić się. Dzielenie się pomysłami i tak byłoby opłacalne, wystarczy spojrzeć w internet, głębokiej pieczary gdzie WI nie specjalnie jest przestrzegane. To twórca sam decyduje, czy chce się z innymi podzielić.

    Nie wystarczy pokazać, że patent dla kogoś jest korzystny. Tym samym ja mógłbym zażądać, że każdy na kogo pokażę palcem jest mi winien 1000zł. Bardzo opłacałyby się być mną. Dlaczego zatem, gościowi co wymyśli koło, mamy płacić gdy będziemy chcieli wykorzystać tę samą ideę? Nie różni się to specjalnie od banalnej sytuacji, gdyby kryterium „należności” oceniałoby się na kogo się pokaże palcem. Za tym i za tym działaniem stoi przymus, zysk w tej sytuacji tylko z tego wynika. „Idea” nie wynika z uniwersalnych zasad, rozciąga się dotąd, dokąd przymus jest egzekwowalny.

    Spróbuj bowiem przekonać kogoś, kto nie jest w zasięgu ręki, komu urząd patentowy nie jest w stanie nic zrobić, przekonać, żeby nie wynajdywał koła, nie stosował tego samego przepisu do wypieczenia ciasta. Nie uda się.

    I nie, nie jest to żadne złodziejstwo, żadne łamanie umowy. Ten kto chce coś opatentować rozmawia jedynie z aparatem przymusu, nie z tymi, którzy równolegle wpadli na ten sam pomysł, nie z tymi, którzy się zainspirowali publikacjami, nie z tymi, którzy również potrafią wykorzystać ten pomysł. Jeżeli takie coś mamy uznawać na prawne działanie, to równie dobrze można „zezwolić” na dowolne działanie.

  10. ad 9
    a kiedy wprowadzono ustawy prodemokratyczne, a kiedy rozpoczal sie burzliwy wzrost kapitalizmu?

    Prawa patentowe byly od czasow starych monopoli, wylacznosci na produkcje. Potem te monopole zlikwidowano i zredukowano tylko do nowych pomyslow. Stad wzielo sie prawo patentowe. Nikt nie wpadl nagle na pomysl „hej chodzcie bedziemy chronic tworcow i damy im specjalne przywileje, zeby sie gospodarka rozwijala”. Te przywileje byly od dawien dawna, ale w innej szerszej formule.

  11. @ 9 – chciałem się odnieść do komentarza serwując jakiś link o tym jak burzliwy był rozwój przemysłu filmowego w Hollywood ze względu na nieegzekwowanie tam praw autorskich/patentów (na projektor?) obecnych na wschodnim wybrzeżu, ale niestety nie jestem w stanie niczego znaleźć. Ktoś coś pamięta, ma jakieś linki? Ta myśli mi nie daje spokoju, więc będę wdzięczny. Z powiązanej kwestii mam tylko to: http://www.miasik.net/archive/2008/11/nollywood/

    @ 10 – a ile za korektę takiego tekstu płacicie? ;]

  12. @13
    W “Wolnej Kulturze” jest część o tym jak Hollywood rozwijał się dzięki łamaniu WI. Spryciarze przenosili się na zachód:

    “Przemysł filmowy Hollywood narodził się dzięki zbiegłym piratom1. Na początku XX wieku twórcy filmowi i reżyserzy migrowali ze Wschodniego Wybrzeża do Kalifornii po części dlatego, by wyzwolić się spod kontroli, jaką patenty przyznawały twórcy techniki filmowej, Thomasowi Edisonowi. Kontrola była egzekwowana przez monopolistyczny „trust”, Motion Pictures Patents Company (MPPC) i opierała się na własności twórczej Thomasa Edisona – na patentach. Edison założył MPPC, by korzystać z praw, jakie dawała mu owa własność twórcza, a MPPC ich egzekwowanie traktowała poważnie. Pewien obserwator tak wspomina tamte czasy:

    Styczeń 1909 roku został ustalony jako ostateczny termin podporządkowania się wszystkich firm wymaganiom licencyjnym. Nie minął luty, a banici bez licencji, którzy określali się jako „niezależni”, ignorowali trust i kręcili interes jak gdyby nigdy nic, niepodporządkowując się monopolowi Edisona. W lecie 1909 roku ruch niezależnych twórców kręcił się już pełną parą, a producenci i właściciele kin korzystali z nielegalnego sprzętu i importowanych materiałów filmowych, by tworzyć swój własny podziemny rynek.

    Podczas gdy kraj przeżywał niebywały wzrost liczby kin objazdowych, reakcją Patents Company na ruch niezależnych twórców było powołanie firmy-córki pod nazwą General Film Company, by silną ręką blokować działania tych, którzy nie mieli wymaganych licencji. Stosując brutalne metody, które przeszły do historii, General Film konfiskowała nielicencjonowany sprzęt, przestawała dostarczać filmy do kin, które wyświetlały filmy nielicencjonowane, i skutecznie zmonopolizowała dystrybucję przez przejęcie praktycznie wszystkich amerykańskich punktów wymiany filmów, z wyjątkiem jednego, posiadanego przez Williama Foxa, który przeciwstawiał się trustowi nawet po utracie licencji2.”

    http://www.futrega.org/wk/10.html

  13. @8 „W państwie, w którym ten sam kartel czterech partii biernie obserwuje dramatyczny spadek czytelnictwa Polaków, i boom edukacyjny, w którym jakość zamieniono w ilość, nie dziwi, że …”
    pojawiają się bezsensowne dygresje do tekstu najwyraźniej niezrozumiałego dla błyskotliwego komentatora.

  14. Rozwój gospodarczy jest wtedy gdy każdy robi to co potrafi najlepiej a następnie wymienia się z innymi. Rozwój nie polega na tym, że wszyscy będą potrafili zrobić to samo, lecz na tym, że bierzesz od producenta jego narzędzia i przy ich pomocy wytwarzasz kolejne produkty. Dokłądasz jakąś wartość dodaną.
    Są kraje gdzie wiadomo, że nie ma ochrony patentowej i co? Firmy nie chcą tam wysyłać swoich produktów. I raczej nie są to tygrysy. To są fakty, możecie sobie zaprzeczać ale tak po prostu jest.
    Zupełnie inną dyskusją jest okres ochrony patentowej. Nikt nie mówi, że patent na prąd elektryczny miałby jeszcze obowiązywać. Mówi się o bardzo progresywnej stawce za kolejne lata ochrony patentowej. Ale rezygnacja z prawa patentowego skazała by nas na regres a nie rozwój.
    Ale nie spodziewałbym się, że to zrozumiecie.

  15. “Rozwój gospodarczy jest wtedy gdy każdy robi to co potrafi najlepiej a następnie wymienia się z innymi. Rozwój nie polega na tym, że wszyscy będą potrafili zrobić to samo, lecz na tym, że bierzesz od producenta jego narzędzia i przy ich pomocy wytwarzasz kolejne produkty. Dokłądasz jakąś wartość dodaną.”

    Dokładnie dlatego ochrona patentowa jest zła, nie ważne czy na 1 tydzień, 1 miesiąc, 1 rok czy 100 lat. Zabrania się korzystać z czegoś co jest dane, zatem wykorzystując pewien patent, każdy będzie musiał niejako go na nowo odkrywać poprzez różnego rodzaju opłaty.

    “Są kraje gdzie wiadomo, że nie ma ochrony patentowej i co? Firmy nie chcą tam wysyłać swoich produktów. I raczej nie są to tygrysy. To są fakty, możecie sobie zaprzeczać ale tak po prostu jest.”

    Na ochronę patentową decydują się przeważnie kraje już rozwinięte, których gospodarki są wstanie udźwignąć fanaberie rządów i nierozsądnych obywateli. A jeśli nie chcą wysyłać, to raczej dlatego, że w tych krajach znajdują się inne bariery przewyższające korzyści.

    “Zupełnie inną dyskusją jest okres ochrony patentowej. Nikt nie mówi, że patent na prąd elektryczny miałby jeszcze obowiązywać. Mówi się o bardzo progresywnej stawce za kolejne lata ochrony patentowej. Ale rezygnacja z prawa patentowego skazała by nas na regres a nie rozwój.”

    Ponieważ tak zostało napisane, amen:)

    “Ale nie spodziewałbym się, że to zrozumiecie.”
    amen:)

  16. Czyżby admin usunął?
    Napisałem odpowiedz dla pana z komentarza #10 z prośbą o jakieś uzasadnienie, bo jakoś na wiarę nie chce mi się przyjmować jego tez.
    Dobrze, pana z 12 nie będę komentował, sam sobie wystawia opinie …

  17. „Zabrania się korzystać z czegoś co jest dane,”
    Ten fragment jest nawet śmieszny. To już nie, że nie ma ochrony patentowej ale, że wszyscy muszą ujawniać wszystko co wiedzą?
    „każdy będzie musiał niejako go na nowo odkrywać poprzez różnego rodzaju opłaty.”
    Nie wierzę w to co czytam. Przecież jak nie ma ochrony patentowej to wtedy ludzie nie będą się wymieniać informacjami i każdy sam będzie musiał wszystko odkryć na nowo.

    „to raczej dlatego, że w tych krajach znajdują się inne bariery przewyższające korzyści. ”
    Może właśnie brak ochrony patentowej to owe bariery?

    „Ponieważ tak zostało napisane, amen:)”
    Przecież wyjaśniłem, że dobrobyt i rozwój biorą się z tego, ze każdy robi to co potrafi najlepiej i następnie ludzie się wymieniają dobrami. Jak wyobrażasz sobie wymianę technologii?

  18. @stanislaw chmielewski

    „Są kraje gdzie wiadomo, że nie ma ochrony patentowej i co? Firmy nie chcą tam wysyłać swoich produktów. ”

    Wypisz mi kraje, które masz na myśli, a ja ci powiem, czemu nie chcą tam wysyłać swoich produktów. Bo nie o prawa patentowe tu chodzi.

    „To są fakty, możecie sobie zaprzeczać ale tak po prostu jest.”

    Z faktu, że w danym kraju nie istnieje ochrona patentowa, nie oznacza, że twoja interpretacja niewysyłania tam produktów trzyma się kupy.

    „Ale rezygnacja z prawa patentowego skazała by nas na regres a nie rozwój.”

    Dobrze, że nie napisałeś – „skazałaby nas na cofnięcie się do epoki paleolitu”.

    Patenty na wynalazki, podobnie jak królewskie patenty na np. wydobywanie soli, powstały, bo władzuchna zobaczyła w nich źródło własnego dochodu. Żeby sprawę trochę wysublimować, wymyśliła idee szybkiego podziału wiedzy poprzez publikacje patentowe. No bo po cóż mają obywatele A i B niezależnie od siebie i w nieświadomości wzajemnej konkurencji pracować nad tym samym silnikiem, podwajając niepotrzebnie koszty niewolniczej pracy? Przecież niech niewolnik A pracuje nad nowym silnikiem, podczas gdy niewolnik B skupi się już teraz na unowocześnianiu tegoż. I niech się obaj cieszą, że mogą przy tym trochę zarobić poprzez obciążenie za koszty ich zoptymalizowanych starań niewolników C do Z, przepraszam, ze mogą z korzyścią dla obywateli C do Z zaproponować nowe rozwiązania techniczne.

    Sytuacja z patentem jest analogiczna do następującej: znalazłeś idealne miejsce na otwarcie sklepu. Brak konkurencji i dużo klientów. Już w głowie liczysz zyski ze swojego pomysłu. Zaczynasz budować sklep, a tu ktoś bezczelnie „skopiował” twój pomysł i stawia sklep po drugiej stronie ulicy. I nagle zyski topnieją o połowę (albo i więcej aż do średniej stopy zwrotu na rynku). Czujesz się okradziony i biegniesz do państwa, prosząc o pomoc i ustanowienie monopolu (np. wymóg spełnienia jakichś tam z dupy wziętych „standardów”, które ty oczywiście spełniasz). W efekcie siłą zmuszasz tamtego, żeby ci nie robił konkurencji, bo ty jako pierwszy wpadłeś na pomysł postawienia sklepu i to ty włożyłeś w to wysiłek, zainwestowałeś kupę środków i teraz się nie zwrócą, a tamten tylko ordynarnie skopiował. Ba, twierdzisz więcej: jak państwo nie będzie przyznawać nikomu ochrony tego typu, to świadomość takiej możliwości spowoduje, że nikt nigdy nie postawi żadnego sklepu i cofniemy się do paleolitu. Czy to rozumowanie ma jakikolwiek sens?

  19. „Ponieważ tak zostało napisane, amen:)”
    Jeszcze jeden przykład jakim były przemiany w 89.
    Czy w PRL musieli się przejmować prawami patentowymi ze Stanów?
    Co się zmieniło? Może obniżono podatki? Może zlikwidowano ZUS? A może zlikwidowano jakieś ministerstwo? Może ministerstwo zdrowia, szczęścia pomyślności?

    Nie, nic z tego. Jedyne co zrobiono to otworzono granice. Zaczeliśmy współpracę i wymianę z rozwiniętą częścią świata. Prawo RP dawało gwarancje firmom zachodnim na jakąś ochronę.

    I z dnia na dzień PRL zmienił się w IIIRP.

  20. @21:
    Skąd kuriozalny pomysł aby wszyscy ujawniali co wiedzą?

    Po prostu jeśli ktoś komuś coś ujawni, bez zobowiązania do milczenia i wykorzystywania a co najwyżej na jakiś własny użytek, to niech nie ma pretensji, że ten tego nie robi.
    Chyba nikt nie ma nic przeciwko temu aby grupa patenciarzy, w swoim gronie za umową nie łamała swoich patentów. Tylko to nie wystarcza patenciarzom, swoje wpływy wolą przenosić na tych, których żadna umowa nie obowiązuje.

    “Nie wierzę w to co czytam. Przecież jak nie ma ochrony patentowej to wtedy ludzie nie będą się wymieniać informacjami i każdy sam będzie musiał wszystko odkryć na nowo.”

    Jak *JEST* ochrona patentowa, to każdy i tak „odkrywa” na nowo dany patent, jedynie nie wyraża tego wysiłkiem swoich rąk, wysiłkiem intelektualnym a odpowiednią opłatą.
    Jak *NIE MA* ochrony patentowej, to cenne sekrety zostają w zaufanym gronie. Te mniej cenne lub ujęte w dość ogólnym zarysie natomiast opłaca się ujawniać. Raz, że jest to zaspokojenie swojego ego – „patrzcie co wymyśliłem”, dwa – inni mogą do tego pomysłu dołożyć swoją cegiełkę i przyczyniać się ogólnemu rozwojowi projektu. W internecie jest mnóstwo technologii darmowej i nikt nikogo nie zmuszał aby ta była darmowa i dzięki tej właśnie technologii jest używana do celów komercyjnych. HTML, CSS, PHP, linux itd są ogólnie dostępne. Photoshopy, Windowsy, Office’y czy serwery World of Warcraft są komercyjne.

    Jeśli jakiś mistrz piekarnictwa wymyśli super przepis, to będzie on jego sekretem. Mimo to nie zatrzyma innych konkurentów do badania jego świetnych wypieków i dociekania jak on to zrobił. Być może któregoś dnia im się uda. Nie ma lepszej i uczciwszej ochrony swojego pomysłu. Bez potrzeby utrzymywania biur patentowych, utrzymywania danych, ścigania łamania tychże patentów… prościej i tańszej dla wszystkich.

    “Przecież wyjaśniłem, że dobrobyt i rozwój biorą się z tego, ze każdy robi to co potrafi najlepiej i następnie ludzie się wymieniają dobrami. Jak wyobrażasz sobie wymianę technologii?”

    Dogadują się ci co ją chcą między sobą wymienić. Firma A wie, że B potrafi realizować to, to i to, sama może zaoferować to, to i to. Dogadują się albo nie. Trzeba zauważyć, że takie zabiegi nie dotyczyły by patentu ma kliknięcie myszką, raczej spraw znacznie bardziej zaawansowanych, które mogą interesować wąskie grono ludzi. Nie każdy wybuduje elektrownię atomową czy skonstruuje łazik na Marsa. Utrzymywanie sekretów w tych dziedzinach niespecjalnie by miało wpływ na wszystko inne. A mimo to firmy te i tak chciałyby się jakoś pochwalić, rozreklamować i informować o tym co mogą oferować. Jeśli to będą bardzo specjalistyczne usługi, to zainteresowani i tak by o tym wiedzieli. Proste patenty oddane do użytku byłyby stosunkowo łatwe to odkrycia przez samą analizę produktu. Im bardziej zaawansowany pomysł, tym trudniejszy do odkrycia i tym dłużej przynosiłby zyski wyłącznie pierwszemu producentowi.
    Ponadto opłaty patentowe istnieją sobie w oderwaniu od rzeczywistości, ów patent będzie potrzebny jedynie temu kto będzie potrafił zrozumieć jego działanie. Zatem powtórne odkrywanie rzeczy i tak, i tak nastąpi. Przecież każdy z nas jeśli chce posiąść jakąś wiedzę, to musi się jej nauczyć — czyżby zatem to nie było marnotrawstwo czasu, że *KAŻDY* musi się jej nauczyć? Życie samo weryfikuje i reguluje te sprawy, bo nie jednak nie każdy uczy się inżynierii równego rodzaju, architektury, marketingu, uprawiania roli, itd… Życie to robi, nie patenty.

    Wracając do opłat za patenty, w jaki sposób miałyby być ustalane, jak nie rynkową ceną dla danego wynalazku. Wyliczeniem, że taniej będzie kupić patent, zamiast próbować go samemu wymyślić — tutaj o zgrozo, jak się wymyśli to i tak trzeba płacić, czy się mylę? Przecież od wieków istnieją takie jednostki jak… nauczyciele, którzy przekazują swoją wiedzę w zamian za jakiś grosz. Dlatego biura patentowe widziałbym jako dobrowolne organizację nauczycieli, instruktorów, szkoleniowców, ekspertów z różnych dziedzin, którzy dzielili by się wiedzą za jakaś opłatą. Nikomu jednak nie zabraniałoby się dochodzić do tej wiedzy samemu.

  21. Zresztą czasem się okazuje, że sam przepis potrafi być bezużyteczny w pewnych rękach. Do jego spożytkowania konieczne jeszcze są pewne manualne zdolności a także dokładne zrozumienie rzeczy. Jak ktoś opublikuje jakąś pracę o mechanice kwantowej, to o ile mam jako tako ogólne pojęcie to ni w ząb z tego nic nie skumam. Wysiłek potrzebny do zrozumienia będzie zawsze potrzebny. Czasem to będzie 5 min zastanowienia, innym razem kilka lat studiów.
    Zatem ten ktoś, kto skorzysta z patentu jako drugi, trzeci… to i tak wykona pracę potrzebną do zrozumienia istoty działania. Nie będę zaprzeczał, że ten pierwszy odwalił najcięższą pracę, najtrudniejszą. Jeśli tę pracę uznaje za bardzo wartościową, to po prostu chwali się swoim produktem, zdradzając z sekretu jedynie to co konieczne. To będzie zawsze indywidualna sprawa jak wiele chce pokazać światu. Jeśli jednak wymyśla ten produkt, który ma służyć innym, to absolutnie nie skorzysta na tym, jeśli go tym innym nie wyda w użytkowanie.

  22. @Balcerek
    „sam pisałeś że jak ktoś korzysta z patentów to wtedy musi ujawniać wszystko co wie.”
    Oni pisali, że patenty:
    „(Zabraniają) korzystać z czegoś co jest dane,”
    I myślą, że jak nie będzie patentów to wszystko będą potrafili zrobić to co potrafią inne firmy.

    Zupełnie nie rozumiem o co Wam chodzi. Chcecie się dorobić? Zobaczcie jakie zyski ma Coca-Cola. Tylko kształt butelki jest zastrzeżony. Sam napój już nie. Zróbcie taki sam napój jak Coca-Cola i sprzedawajcie w ciut innych butelkach tak jak zrobiła Pepsi. Zbijecie majątek. Co Was powstrzymuje?

  23. @stanisław
    „Firmy bardzo dokładnie strzegły by swoich rozwiązań a dziś się nimi chwalą”

    w pierwszym Twoim poście jest to zaleta

    ale potem stwierdzasz:
    „To już nie, że nie ma ochrony patentowej ale, że wszyscy muszą ujawniać wszystko co wiedzą”

    czyli nakaz publikowania jest już wadą? przecież przy patentach jest nakaz ujawniania rozwiązania a nie odwrotnie.

    „Chcecie się dorobić”

    Nie, to ty byś chciał się dorobić ograniczając konkurencję. Patrz wpis BR.

  24. „Po prostu jeśli ktoś komuś coś ujawni, bez zobowiązania do milczenia i wykorzystywania a co najwyżej na jakiś własny użytek, to niech nie ma pretensji, że ten tego nie robi.
    Chyba nikt nie ma nic przeciwko temu aby grupa patenciarzy, w swoim gronie za umową nie łamała swoich patentów. Tylko to nie wystarcza patenciarzom, swoje wpływy wolą przenosić na tych, których żadna umowa nie obowiązuje.”

    Pytanie czy w takim systemie w jakim żyjemy istniałby bez ochrony postęp techniczny w takiej skali lub w ogóle..
    Tylko mi nie piszcie o free linuxie..
    Dla jednych grup patent to pewne źródło finansowania danej działalności. Pewniejsze to niż kredyt..

  25. @Balcerek
    Nie bardzo zrozumiałeś, może dlatego, że nie zauważyłeś znaku zapytanie na końcu tego zdania.
    Odnosiłem się do tego zdania:
    „Zabrania się korzystać z czegoś co jest dane,”
    W systemie bez prawa patentowego technologie wcale nie są „dane”.

    „Nie, to ty byś chciał się dorobić ograniczając konkurencję.” Przecież możesz być pierwszy w opracowaniu technologi co Ci przeszkadza? W przypadku istnienia patentów ludzie się ścigają kto pierwszy opracuje technologię i dlatego daje to szybszy wzrost gospodarczy.

  26. @27:
    „sam pisałeś że jak ktoś korzysta z patentów to wtedy musi ujawniać wszystko co wie.”
    Oni pisali, że patenty:
    „(Zabraniają) korzystać z czegoś co jest dane,”
    I myślą, że jak nie będzie patentów to wszystko będą potrafili zrobić to co potrafią inne firmy.

    Zupełnie nie rozumiem o co Wam chodzi. Chcecie się dorobić? Zobaczcie jakie zyski ma Coca-Cola. Tylko kształt butelki jest zastrzeżony. Sam napój już nie. Zróbcie taki sam napój jak Coca-Cola i sprzedawajcie w ciut innych butelkach tak jak zrobiła Pepsi. Zbijecie majątek. Co Was powstrzymuje?

    ————————

    Zdaje mi się, że podałeś argument przeciwko patentom, że Coca-Cola zarabia krocie mając opatentowany jedynie kształt butelki.

    Biorąc to po uwagę, czego ma dowodzić “Co Was powstrzymuje”? Chyba można przyjąć, że Coca-Cola sobie po prostu radzi w starciu z konkurencją lub decydują jeszcze inne czynniki, które tutaj raczej nie są interesujące, bo jak pisałeś świetnie sobie radzą praktycznie bez patentów.

    Kwestia jest taka, że patentującemu daje się “prawo” do wybierania sobie palcem, kogo dana umowa ma dotyczyć. Jeżeli piekarz znajduje genialny przepis na przepyszny chleb i decyduje się powierzyć produkt swoim klientom, to niejako go publikuje. Nie jest to spisane na kartce, krok po kroku z dokładnymi proporcjami składników, czasem wypiekania i innymi sztuczkami. Nie jest spisane w języku polskim, angielskim, francuskim czy dowolnym innym.
    Jest jednak opublikowane o czym świadczy sprzedany wypiek. On jest przepisem, nie tak samo precyzyjnym, zwykły laik jedynie może się delektować smakiem. Jednak zawodowiec, konkurencja naszego piekarza, będzie w stanie mniej więcej ocenić składniki i czas wypiekania. Być może nie będzie w stanie dokładnie określić jak ów chleb naprawdę powstał, być może nawet uda mu się osiągnąć bardzo podobny rezultat, jednak nie będzie nigdy pewien, czy będzie to ten sam przepis. Zresztą nie jest to tak naprawę istotne, ważne czy zrobi to efektywniej, czy rezultat będzie lepszy.
    Dlatego jeżeli ktoś chce produkować na postawie swojego pomysłu, to jest zmuszony w jakiejś części go ujawnić. Nie musi to być pełna specyfikacja w kilku językach z darmową infolinią. Producent sam decyduje jak wiele chce ujawnić, będzie to kompromis między prawdopodobieństwem wykrycia przepisu a możliwym zyskiem. Poczynając od absolutnej pewności – czyli zatrzymaniu sekretu jedynie dla siebie, nie produkując ani jednego egzemplarza oraz opublikowanie pełnej specyfikacji w najdrobniejszych szczegółach, wtedy jednak trudno liczyć na jakieś zyski o ile nie dysponuje się odpowiednią technologią na wyłączność a przynajmniej chwilowo.
    Producent może sobie wybrać współpracowników i zobowiązać ich do utrzymania tajemnicy. Może nawet wymagać od klientów aby ci nikomu nie ujawniali tajemnicy, nie rozprowadzali na własną rękę. Jeżeli zajdzie taki przypadek, że ktoś uruchamia dystrybucję tego samego towaru i nie jest z zaufanego kręgu, to jakimże prawem ma jego pociągać do odpowiedzialności, za warunki umowy której z nikim nie zawierał? Winny jest ktoś z “zaufanego” kręgu. Ostatecznie winna może być rzeczywistość, że konkurent w podobny sposób ją “przeczytał” i doszedł do takich samych wniosków.

    W tym momencie bardzo wygodne staje się obejmowanie warunkami umowy, osób które nigdy takich nie zawierali. Okazuje się bowiem, że możliwość stosowania przemocy również można ujmować w kalkulację jakie działania podejmować a jakich nie. Takie działanie nie będzie niemoralne w świecie dzikich zwierząt, gdzie świat podzielony jest na drapieżników i ofiary. Nie można tam powiedzieć, że lew jest mniej moralny niż antylopa. Nie jest to świat oparty na współdziałaniu w społeczeństwie.
    Dzisiejsza ochrona własności intelektualnej jest nawrotem do dzikiego schematu myślenia, gdzie zasadne jest atakowanie osób trzecich, gdzie drapieżnik atakuje ofiarę. Obecny system jest oszustwem, a jego egzekwowanie – kradzieżą. Przestaje nim być jedynie gdy za właściwe uznamy starą, dziką zasadę, że silniejszy ma rację. Powrót do prawa dżungli.

  27. @piotrt
    napisałes referant a ja mam tylko proste pytanie co kupujesz: Coca-Cole czy Hop-Colę?

    Skład Coca-Coli jest trzymany w tajemnicy i dlatego nie ma żadnego rozwoju konkurencja produkuje jakies tandetne podróby których nikt nie chce kupować. Gdyby skład Coca-Coli był powszechnie znany i chroniony. Inni producenci mogliby eksperymentować idąc dalej. Dziś nie potrafią osiągnąć nawet poziomu Coca-Coli.

  28. @Stanislaw Chmielewski

    „ZSRR
    PRL
    ChRL
    Korea Pł
    Kuba
    Iran”

    I teraz proszę o uzasadnienie, że to brak ochrony patentowe przyczynił się do nieeksportowania do tych państw nowych technologii, a nie np. fakt, że rządzili tam psychopaci/dyktatorzy/masowi mordercy (w skrócie: komuniści), którzy nie dopuściliby, aby konsumencie korzystali z tych technologii.

    Poza tym odpowiedz sobie na pytanie: czy możliwy byłby tak błyskawiczny rozwój tzw. azjatyckich tygrysów, gdyby w początkowej fazie swojego rozwoju nie „olewały” sobie praw patentowych?

    „Ponadto mylisz dwa pojęcia monopol oraz patent”

    Patent – dokument wydawany przez urzędy patentowe; prawo wydane osobie fizycznej lub prawnej do zabronienia innym osobom fizycznym lub prawnym zarobkowego bądź zawodowego użytkowania danego wynalazku bądź wynalazków (będących przedmiotem patentu). [za wiki]

    Monopol – udzielenie przez państwo specjalnych przywilejów rezerwujących dany obszar produkcji dla jednej bądź kilku firm. Pomimo że monopolistyczna regulacja może otwarcie i bezpośrednio nadać przywileje i wykluczyć rywali, bardziej prawdopodobne będzie przyznanie jej pośrednio – w ukrytej formie – jako rodzaju kary dla konkurentów, przy czym publiczności zostanie ona zaprezentowana jako „chroniąca wolną konkurencję” i korzystna dla „ogólnego dobrobytu”. [Sir Edward Coke, 1552–1634]

  29. @35:
    Bo w tych krajach jest/był taki wolny rynek, że hej i ho:) Wyjątkowo nie fair jest zestawianie takich krajów bez patentów krajami z zachodnimi z patentami.

    Patent to właśnie monopol, nawet nie naturalny tylko rządowy, narzucony ustawami. Producent może palcem pokazać osobę, którą „można” skazać, pomimo, że żadnej umowy z nim (bezpośrednio ani pośrednio) nie zawierała.

  30. „a nie np. fakt, że rządzili tam psychopaci/dyktatorzy/masowi mordercy (w skrócie: komuniści), którzy nie dopuściliby, aby konsumencie korzystali z tych technologii. ”
    Teraz ja poproszę Ciebie o podanie przykładu psychopaty/dyktatora/masowego morderce którzy celowo rezygnowali z wykorzystywania nowoczesnych technologii.

    Różnica pomiędzy patentem a monopolem jest taka, że aby otrzymać paten musisz opracować nową technologię a żeby uzyskać monopol już nie, łapiesz?

  31. @37:
    “napisałes referant a ja mam tylko proste pytanie co kupujesz: Coca-Cole czy Hop-Colę?”
    Ani tego, ani tego.

    “Skład Coca-Coli jest trzymany w tajemnicy i dlatego nie ma żadnego rozwoju konkurencja produkuje jakies tandetne podróby których nikt nie chce kupować.”

    Dla mnie nie ma specjalnej różnicy między Pepsi a Colą, może jestem ignorantem. Nawiasem – czyli się da bez patentów chronić swoją “własność intelektualną”. Mnie jako jednego z potencjalnych klientów nie specjalnie to obchodzi jak wyprodukować najlepszych odrdzewiacz. Jak innych to kręci, ich sprawa. Mam za to hopla na punkcie soków pomarańczowych.

    “Gdyby skład Coca-Coli był powszechnie znany i chroniony. Inni producenci mogliby eksperymentować idąc dalej. Dziś nie potrafią osiągnąć nawet poziomu Coca-Coli.”

    Zatem albo Coca-Cola byłaby zmuszona ujawnić swoją recepturą, w co nie wierzę aby to dobrym rozwiązaniem. Albo uznano by, że taka ochrona jest bardziej opłacalna niż jej brak. Inaczej by się na nią nie zdecydowano. Musiałoby się to przekładać na wysokości opłat lub trudności proceduralne, które musiałyby być bardziej zaporowe niż dochodzenie receptury na własną rękę. Taki scenariusz nie powiększa dostępności – no chyba, że ktoś by zaczął na “lewo” produkować. Zatem monopolistyczny patent nic by nie poprawił.
    Ogółem jedynym problemem, jest to, że patent traktuje się właśnie jak monopol.
    Czymś zupełnie innymi byłoby, gdyby były dobrowolne. Wtedy Coca-Cola mogłaby zdradzić swoją recepturę określonym osobom, na określonych zasadach. Do odpowiedzialności pociągać jedynie te osoby, tylko te związane umową. A zdecydowaliby się ci, którzy uznaliby, że taka droga jest tańsza.

  32. @40

    „Teraz ja poproszę Ciebie o podanie przykładu psychopaty/dyktatora/masowego morderce którzy celowo rezygnowali z wykorzystywania nowoczesnych technologii.”

    Oni nigdy nie rezygnowali – zawsze mieli pod ręką bomby atomowe, miliony żołnierzy i setki rakiet ziemia-powietrze. Ja mówię o zwykłych ludziach, którzy z tego nie mieli nic. Konglomeraty militarne współpracują ze sobą globalnie, wymieniają się technologiami bez ogłaszania tego w gazetach czy obawy, że w danym kraju nie ma ochrony patentowej.

    http://www.youtube.com/watch?v=2gOFwCSi7ok

    „Różnica pomiędzy patentem a monopolem jest taka, że aby otrzymać paten musisz opracować nową technologię a żeby uzyskać monopol już nie, łapiesz?”

    W teorii to może być prawda. Ale i tak liczą się konsekwencje, jakie niesie ze sobą prawo patentowe/monopol/koncesja.Tą konsekwencją jest – uwaga – ulubione słowo kawiorowej lewicy – WYKLUCZENIE.

  33. “Różnica pomiędzy patentem a monopolem jest taka, że aby otrzymać paten musisz opracować nową technologię a żeby uzyskać monopol już nie, łapiesz?”

    To jest jedynie pretekst. Aby mieć inny monopol też jest potrzebny pretekst. Chyba nie wyobrażasz sobie aby takie rozwiązanie weszło w życie po jest beznadziejnym rozwiązaniem i szkodliwym.

    Proste pytanie, czy można oczekiwać warunków umowy od osób, które takich umów nie zawierały.
    Moim skromnym zdaniem jest to po prostu zezwoleniem na monopol, żeby utrzymać pozory prawości, daje się jakieś uzasadnienie. Tak przynajmniej się je określa. Patent to właśnie “uzasadnienie” w tej konkretniej sprawie.

  34. Ad 37 Stanisław Chmielewski

    „Gdyby skład Coca-Coli był powszechnie znany i chroniony. Inni producenci mogliby eksperymentować idąc dalej”.

    Nie jestem pewien czy byłoby co ulepszać. Bodajże w latach 80-tych XX wieku Coca-Cola zmieniła smak swojego sztandarowego produktu, coli. Niestety konsumentom nie przypadł on do gustu i musieli wrócić do starego smaku coli.

    Ponadto Pepsico produkuje swoją colę która też ma sporo fanów, kwestia gustu.

  35. „Proste pytanie, czy można oczekiwać warunków umowy od osób, które takich umów nie zawierały.”

    W przypadku gdy nie mialem bezposrednio stycznosci z tworem jakie niby chroni prawo patentowe (umowa).. mozna by go olac.. ale taka umowa jest jakby „cedowana” na resztę ktorzy godza sie na istnienie monopolowy rzad.Tylko ze korzystajac,np. z softów… itp.. zgadzasz sie na licencje umowe..

    Ale gdyby panstwo jako takie nie istnialo.. zjawisko monopolu pewnie by sie zachowywalo jeszcze bardziej.. a fakt demonopolizacji (vide teraz tpsa http://stooq.pl/n/?f=477415 ) to efekt korzystania z monopolu wladzy..

    Wg mnie strona majaca patent musialaby udowodnic, ze korzysta z jej inspiracji a nie wlasnej.

    Z pkt widzenia „organizowania” kapitalu w gospodarce wydaje sie to racjonalne.. choc moze niesprawiedliwe.

  36. „Moim skromnym zdaniem jest to po prostu zezwoleniem na monopol, żeby utrzymać pozory prawości, daje się jakieś uzasadnienie. Tak przynajmniej się je określa. Patent to właśnie “uzasadnienie” w tej konkretniej sprawie.”
    Czy mój monopol na mieszkanie tylko i wyłącznie mojej rodziny w moim domu też będziesz próbował zlikwidować?

  37. @46

    Darujmy sobie sofistykę, zapomnijmy na moment o teorii, popatrzmy na praktykę dnia codziennego.

    Patenty – o ile w ogóle kiedykolwiek służyły pobudzaniu wynalazczości i kreatywności – to już dawno przestały, stając się bronią masowego rażenia. W branży informatycznej większość patentów siedzi w rękach kilku mega korporacji. Od czasu do czasu odpalana jest salwa (pozew na kilkaset baniek), druga strona odpowiada salwą (też pozew na kilkaset baniek), zamieszane firmy szybko idą na ugodę i wymieniają się licencjami, wzbogacając tym samym własne portfolio patentowe, a cala reszta bez tysięcy patentów ma przerąbane. Powstaje kasta wybranych z dostępem do najnowszych patentów i reszta, która musi radzić sobie bez nich. W praktyce oznacza to, że mała firma nie jest w stanie napisać strony kodu, żeby nie naruszyć jakiegoś patentu, a w przypadku pozwu popłynie, bo nie ma budżetu na prawników jak behemoty branży. Krótko mówiąc, wojny patentowe = masy prawników na potrzeby ofensywne/defensywne = wysokie bariery wejścia = niekonkurencyjny rynek preferujący dużych graczy i miażdżący małych. Bo patenty są niczym innym jak tylko kolejną etatystyczną regulacją ze strony państwa, wykorzystywaną przez wielkich do wykreowania monopolistycznej pozycji i utrzymywania się na nich przez dekady. Realia są takie, że wielkie firmy płacą rządom za ochronę swojego biznesu przed konkurencją i to jedyny wymierny i namacalny „pożytek” z prawa patentowego.

  38. @46

    różnica jest zasadnicza. znosząc jak to nazwałeś „monopol” na twój dom powoduję konflikt, albo ja będę korzystać i dysponować domem albo ty. natomiast więcej niż jedna osoba może korzystać z pomysłu jednocześnie, co dobitnie wytłumaczone jest w powyższym filmie który podlinkowałem

  39. @47
    Sugerujesz, że nowoczesne technologie nie są dobrami rzadkimi?

    @48
    Z sofistyki zrezygnowałem już na początku naszej dyskusji, przeczytaj jeszcze raz komentarz 18 drugi akapit. To rozwiązuje Twój problem.

    W swojej krytyce posuwasz się za daleko. Ostatnio słyszałem jak studenci ekonomii po wykładzie na któymi profesor napisał im równanie różniczkowe tak się przejeli, że zaczeli krytykować równania różniczkowe jako takie. Najpierw postaraj się zrozumieć problem, będzie CI łatwiej znaleźć rozwiązanie. To nie patenty jako takie są problemem. Zgodzę się z tym co napisałeś, że prawo jest chore i należy je poprawić. Rozwiązanie które przedstawiłem w poście 18 wydaje się optymalne

  40. @46:
    “Czy mój monopol na mieszkanie tylko i wyłącznie mojej rodziny w moim domu też będziesz próbował zlikwidować?”

    Oczywiście, że nie.

    @45:
    Jeśli godzimy, się aby rządził nami opiekuńczy rząd, to rzeczywiście można chyba przyznać, że oddajemy się po części do dyspozycji rządowych planistów.
    Sama taka idea nie jest zła (choć sam bym na nią nie przystał), nie mam nic przeciwko istnieniu organizacji, które w zamian za pobieraną składkę świadczyłyby kompleksowe usługi ochrony, sądownicze, zdrowotne, emerytalne, ot full-socjal. Z jednym małym zastrzeżeniem, aby to było dobrowolne.

    Jeśli państwo by nie istniało, to zjawisko monopolu nie mogłoby narastać, bo nikt nie potrafiłby dać wystarczającej legitymacji do tego. Chyba, że monopolista sam siebie ustanowi państwem.

    “Wg mnie strona majaca patent musialaby udowodnic, ze korzysta z jej inspiracji a nie wlasnej.”

    Wg mnie nie wystarczy nawet, że się “inspirował”. Musiałaby istnieć umowa, która została złamana. Nie jest ani sprawiedliwe, ani racjonalne żeby ktokolwiek miał się podporządkowywać wykrzykiwanym przez kogoś słowom. Być karanym wyłącznie za to, że słyszało się to, co ktoś głośno krzyczał.
    Po za tym:
    Thomas Jefferson: “Jeśli miałbym wskazać na coś, co natura uczyniła najbardziej podatnym na wyłączne posiadanie, to wskazałbym właśnie idee, którą jednostka może posiadać na wyłączność tak długo, jak długo zatrzymuje ją dla siebie. Niemniej z chwilą, kiedy ją wyjawia, siłą rzeczy staje się własnością każdego, a odbiorca nie ma możliwości przestać jej posiadać.”

    Benjamin Tucker: “Niektórzy ludzie wychodzą ze swymi wynalazkami i paradują z nimi po ulicach, a nam się próbuje powiedzieć, że z tego powodu musimy albo zrzec się naszej wolności do chodzenia po ulicach, albo naszej wolności do wynalazczości (…) Nie tak szybko, drogi panie! (…) Czy ktoś pana zmusza do obnoszenia się z wynalazkami po ulicach? I dlaczego wymaga pan od nas obrony przed konsekwencjami tego czynu?”.

    … i polecam: http://mises.pl/blog/2010/12/28/mcelroy-prawa-autorskie-i-patentowe-w-periodyku-benjamina-tuckera/

  41. „Czy mój monopol na mieszkanie tylko i wyłącznie mojej rodziny w moim domu też będziesz próbował zlikwidować?”

    Twoj dom to Twoj.. Jesli Twoje idee sa Twoimi.. to je zachowaj swoimi i dla siebie.. 🙂
    Patent prubuje zawłaszczyc na rzecz petenta czesc wszechswiata.. ktora niekoniecznie do niego nalezy.. a pierwszenstwo publikacji ideii rozposciera sile wlasnosci na szeroka skale..

    Od jakiegos czasu czesto rozbijam sie o problem wagi danej strony w roznej perspektywy skali problemu 🙂

    Bo w kontekscie czesci wszechswaita moglbym uznac, ze pierwiastki z ktorych jest Twoj dom naleza do wszechswiata.. ktore w gruncie rzeczy z pkt widzenia mojej fizyko-filozofii są ideami 🙂
    Ktore istnieja samoistnie.. fakt przejscia ich przez mechanizm empiryczy i stwierdzenie ze inni czegos tam nie znaja lub nie wykorzystuja nie powinien niby stanowic faktu wlasnosci jakie daje pierwszenstwo patentu.Ale moze na tym wlasnie polega sila konkurowania w systemie? W kazdym badz razie bledy systemu widac.

    BR w @48 pokazal ze jednak wymiana idei jakos działa.. nie sadze ze trzeba byc mega korporacja by dokonac takiego aktu. Choc proces patentowy swoje koszt ma.

  42. Jeszcze ciekawe jest np. egzekowanie faktu np. lamania licencji.. lub piractwo.. określanego jako kradzież przez aparat państwowy. Z pkt widzenia usera mozna by stwierdzic.. to nie ja ukradlem to ktos udostepnil.. jako user nie czuje sie zobligowany do czytania licencji (ktora wg mnie nie jest prawem umowa)To nie ja dokonalem aktu kupna, nabycia bym mial respektowac jakies umowy.A jedank…

    Za ta egzekucje/ochrone wg mnie np. firmy informatyczne powinny ponosic koszty.. placa podatki jak reszta firm i obywateli. A w przypadku patentow widac legislacje bezposrednią po zatwierdzeniu patentu.

    Ja bym wlaczyl idee do czynnikow produkcji tak jak ziemie :>
    Taki sobie nowoczesny kapitalizm gdzie rzadza tylko idee :> hehe

  43. @50
    „Sugerujesz, że nowoczesne technologie nie są dobrami rzadkimi?”

    nie są, bo mogą byc powielane w nieskończoność

  44. @51
    „Z jednym małym zastrzeżeniem, aby to było dobrowolne. ”
    Nie bardzo rozumiem. Przecież zakładanie państw jest dobrowolne. Fakt, że próg wejścia na ten rynek jest taki, że musisz skopać tyłki wszystkim którym to się nie podoba no ale cóż tak to już ktoś ułożył ten świat. Czy ja dobrze rozumiem, że Ty byś chciał, żeby jakiś centralny planista dawał licencje na zakładanie nowych państw?

  45. To zdanie mnie zaintrygowało:
    „Za ta egzekucje/ochrone wg mnie np. firmy informatyczne powinny ponosic koszty.. placa podatki jak reszta firm i obywateli.”
    Rozumiem, że autor chce powiedzieć, że skoro firma płaci podatki to z tego wynika, że jak ma jakiś problem z swoim bezpieczeństwem to powinna zatrudnić sobie agencję ochrony.

    Taaaa …

  46. @50

    „rezygnacja z prawa patentowego skazała by nas na regres a nie rozwój.”

    No właśnie o to się wszystko rozbija – dla mnie to ściema. Taki „korporacyjny” wyciskacz łez. Coś w stylu: „jeśli zrezygnujemy z przymusu ubezpieczeń, starcy, dzieci i matki będą umierać pod płotem albo pod kościołem”.

    Wynalazki generalnie dzielą się na dwa rodzaje: (1) rewolucyjne – o tych nikt nie przypuszczał, że istnieją i odkrył je jako efekt uboczny prac nad czymś innym; większość krytycznych dla ludzkości wynalazków taka jest (prawo ciążenia, penicylina, półprzewodniki, helisa-dna i wiele innych); ciężko tu mówić o tym, że ktoś „zainwestował wiele wysiłku i czasu by je odkryć”.

    (2) rzemieślnicze – wiele osób wie, że można by je zrobić, ale potrzeba czasu i zasobów, żeby uzyskać określony efekt. Laser wydaje się wpadać w tę kategorię. Skonstruowano go, bo znano już prawa, dzięki którym mógłby działać i potrzeba było trochę pokombinować, jak to wszystko złożyć do kupy.

    Nad (1) nie ma żadnej kontroli, a nad (2) wystarczy pomyśleć o innym modelu biznesowym, a nie tylko monopolistyczno-etatystycznym, tj. wykluczającym innych.

    Patent jest monopolem nadanym przez państwo. Pierwotnie rzeczywiście jego celem (w odróżnieniu od tzw. praw autorskich) była (państwowa) pomoc małemu, startującemu przedsiębiorcy (pomoc potrzebna na np. wyuczenie czeladnika). Dzisiaj mały przedsiębiorca musi mieć kapitał rzędu milionów dolarów, żeby w ogóle dochodzić swoich praw w sądzie (średni koszt procesu o naruszenie patentów w informatyce to około 2 mln $$$). Na tym procederze zyskują tylko i wyłącznie urzędnicy, prawnicy i wypasione korporacje, które mogą swobodnie ignorować patenty małych, a nawet średnich firm, bo i tak nie będzie ich stać na dochodzenie swoich praw w sądzie. Za to te same korporacje nagminnie używają patentów do ochrony rynków, na których dominują, przed nowymi, bardziej innowacyjnymi przedsiębiorcami. Korporacje licencjonują wzajemnie swoje pateny (cross-licensing) i tworzą oligopole, sztucznie zawyżając koszty wejścia na rynki, w których siedzą, i eliminują innowację na tych rynkach. Często jest tak, że korporacje utajniają (i nie patentują, żeby nie ujawniać) technologie, nad którymi pracują, natomiast intensywnie patentują obszary, nad którymi pracuje konkurencja, lub obszary, w których węszą potencjał zagrażający im bezpośrednio. Oto chodzi w tym „wyścigu idei”. Nie ma to nic wspólnego z jakimkolwiek postępem czy rozwojem. Mój szwagier, chemik, pracował dla dużego koncernu chemicznego w Europie. Razem z kolegę odkryli innowacyjną metodą wytwarzania środka chemicznego szeroko stosowanego w przemyśle oraz farmacji. Firma, dla której pracowali, opatentowała ten wynalazek, ale nie dlatego, że chciała wdrożyć technologię. Tej firmie bardziej opłacało się zablokować innych, gdyż sama właśnie wydała kupę kasy na starą linię. To tylko jeden z zyliona scenariusz potencjalnego wykorzystania prawa patentowego. Być może intencje twórców tego prawa były szlachetne, ale efekty są tragiczne – zawsze tak jest, gdy ktoś chce robić światu „dobrze” i go „poprawiać”. Dziś dotyczy to praktycznie wszystkich dziedzin. Nie chce mi się szukać linków do konkretnych przykładów – ale np. na http://groklaw.net można sporo poczytać o patentach (głównie software-owych) i taktykach używanych przez korporacje do blokowania konkurencji, w szczególności open source-u i małych przedsiębiorców.

  47. “To nie patenty jako takie są problemem. Zgodzę się z tym co napisałeś, że prawo jest chore i należy je poprawić. Rozwiązanie które przedstawiłem w poście 18 wydaje się optymalne”

    @18:
    “Rozwój gospodarczy jest wtedy gdy każdy robi to co potrafi najlepiej a następnie wymienia się z innymi. Rozwój nie polega na tym, że wszyscy będą potrafili zrobić to samo, lecz na tym, że bierzesz od producenta jego narzędzia i przy ich pomocy wytwarzasz kolejne produkty. Dokłądasz jakąś wartość dodaną.”

    Tylko gdzie w tym miejscu znajdują się patenty? Na tym polega współpraca w społeczeństwie, na podziale pracy. To się dokonuje samoistnie, po prostu jedyni są lepszymi piekarzami, inni fryzjerami, inni kierowcami, itd.

    Idee są czynnikami produkcji. Piekarz nie wypiecze chleba bez odpowiedniego przepisu. Można uznać, że przepis w jego głowie jest jego własnością. Jednak ten sam przepis w czyjej innej głowie jest już cudzą własnością. Jej właściciel będzie decydował co zrobi z tym co wie. Każdy to co ma w swojej głowie na swój sposób to wykorzystuje.

  48. Wy myślicie, że nowe technologie się wymyśla siedząc w toalecie i czytając gazetę. To są na prawdę poważne inwestycje które możecie porównywać do stawiania fabryk.
    Idee o których pisał Jefferson to zupełnie co innego. W patentach nie chodzi o idee ale o zabezpieczenie wkładu pracy, kapitału i wszelkiego wysiłku. Gdybyś miał pewność, że ukradną Ci rower, kupiłbyś go w ogóle?

  49. „Gdybyś miał pewność, że ukradną Ci rower, kupiłbyś go w ogóle?”

    Nie.
    Ale gdybym miał pewność, że go tylko skopiują?

  50. @stanisław
    „Obawiam się, że ten koleś wszystko pomieszał”

    a co konkretnie?

    „patrzenie w gwiazdy o którym on mówił jest dobrem rzadkim czy nie”

    zrozumiałeś coś z tego czy nic? A już myślałem że jaśniej tego wytłumaczyć tego nie można.

    „To są na prawdę poważne inwestycje które możecie porównywać do stawiania fabryk”

    Naprawdę?

    „W patentach nie chodzi o idee ale o zabezpieczenie wkładu pracy, kapitału i wszelkiego wysiłku”

    W stawianiu fabryk nie chodzi o idee ale o zabezpieczenie wkładu pracy, kapitału i wszelkiego wysiłku. Dlatego należy dawać zezwolenia na nowe fabryki tak aby ten kto postawił pierwszy fabrykę miał zagwarantowany zwrot poniesionych nakładów.

    „Gdybyś miał pewność, że ukradną Ci rower, kupiłbyś go w ogóle”

    Czy wybudował byś fabrykę wiedząc że obok ktoś inny może wybudować dokładnie taką samą?

  51. @62 co skopiują? Rower który kupiłeś? A co Cię to obchodzi? W sklepie w którym go kupiłeś przecież były ich setki. Przecież nie kupiłeś prawa do marki!

    Obawiam się, że większość z komentujących tutaj zachowują się jak Kazik. Jak sam słuchał kaset w latach 80 a wszystkie były nieoryginalne to było ok a jak dziś ktoś mu piosenkę spiratuje to jest złodziej.
    Chętnie byście przejmowali (kradli?) technologie innych ale jakby ktoś podszywał się pod Waszą markę to by był złodziejem.
    Kali ukraść dobrze, Kalemu ukraść źle…

    Ochrona patentowa powinna być z wielu względów. Pytanie tylko ile powinna kosztować. Powtórzę najrozsądniejszym pomysłem jest progresywna stawka, tzn. Ochrona na pierwszy 8 lat np: 1mln, na kolejne 4lata też 1mln, na kolejne 2 lata też 1mln na kolejny rok też 1mln i tyle.

    Choć tru-kapitaliści by pewnie wymyślili jakiś system licytacyjny ale jak to zrobić jeszcze nie wymyśliłem …

  52. @57
    „Z jednym małym zastrzeżeniem, aby to było dobrowolne. ”
    Nie bardzo rozumiem. Przecież zakładanie państw jest dobrowolne. Fakt, że próg wejścia na ten rynek jest taki, że musisz skopać tyłki wszystkim którym to się nie podoba no ale cóż tak to już ktoś ułożył ten świat. Czy ja dobrze rozumiem, że Ty byś chciał, żeby jakiś centralny planista dawał licencje na zakładanie nowych państw?
    ————-

    Dobrowolne przyznawanie patentów, gdzie regulacje patentowe będą obowiązywały wyłącznie tych co podpiszą umowy. Organizacje i klienci podejmowaliby ryzyko czy dany patent będzie łatwy do “złamania” przez osoby trzecie.

    Części o dobrowolnie zakładanych państwach metodą kopania tyłków tym którzy się temu sprzeciwiają i za zgodą centralnego planisty wydającego odpowiednie licencje, przekracza moje możliwości zrozumienia o co Ci chodziło.

    @61:
    “Wy myślicie, że nowe technologie się wymyśla siedząc w toalecie i czytając gazetę. To są na prawdę poważne inwestycje które możecie porównywać do stawiania fabryk.
    Idee o których pisał Jefferson to zupełnie co innego. W patentach nie chodzi o idee ale o zabezpieczenie wkładu pracy, kapitału i wszelkiego wysiłku. Gdybyś miał pewność, że ukradną Ci rower, kupiłbyś go w ogóle?”

    I co z tego? To jak stawianie pytania, czy “zabiłbyś człowieka z kilka mln $”, że w pewnym momencie się zaczyna opłacać. Tak samo z patentami, w pewnym momencie stosowanie przymusu wobec osób trzecich zaczyna się opłacać, zyski jakie z tego płyną mogą skutecznie udobruchać sumienie.
    Ja stawiam sprawę jasno, patenty są agresją na osoby trzecie, coś nie do zaakceptowania w społeczeństwie.

    Nie chodzi o żadne zabezpieczenie pracy, kapitału i wszelkiego wysiłku. Chodzi kontrolę pracy, kapitału i wszelkiego wysiłku innych ludzi.

  53. @64

    „co skopiują? Rower który kupiłeś? A co Cię to obchodzi? W sklepie w którym go kupiłeś przecież były ich setki. Przecież nie kupiłeś prawa do marki!”

    Zadałeś pytanie, czy gdybym miał pewność, że ukradną mi rower, to bym go kupił. Odpowiedziałem, że nie. Natomiast gdybym miał pewność, że go skopiują, to bym oczywiście kupił.

    Przeczytaj raz jeszcze, co pisałem w poście [22]. Jeżeli jesteś zwolennikiem patentowania wynalazków, bo ktoś włożył w to kapitał i czas, to MUSISZ BYĆ także zwolennikiem koncesjonowania rynku i wydawania pozwoleń na budowanie fabryk\sklepów\warsztatów, bo w to też ktoś włożył kapitał i czas, a tu se przyjdzie jakiś „złodziej” i „ukradnie” pomysł, po czym bezczelnie postawi identyczną fabrykę, oferująca podobny asortyment 2 km dalej.

  54. @65
    „przekracza moje możliwości zrozumienia o co Ci chodziło.”
    Jak powstają państwa? Czy Ty mógłbyś stworzyć swoje własne królestwo? Co powinieneś zrobić aby zostać królem i wprowadzić w państwie prawa takie jak Ty uważasz.

    Czy zakaz zabijania ma też obowiązywać tylko tych którzy się dobrowolnie na niego zgodzą?

    „To jak stawianie pytania, czy “zabiłbyś człowieka z kilka mln $”, że w pewnym momencie się zaczyna opłacać.”
    Bardzo słuszna uwaga. Jestem pod wrażeniem. Czy zdajesz sobie sprawę, że jest to jeden z argumentów za karą śmierci? W warunkach kary śmierci nigdy Ci się nie będzie opłacać.
    A zyski z patentów oczywiście są w postaci szybszego rozwoju gospodarczego. Rozumiem, że Was to nie interesuje, macie prawo.

    „Ja stawiam sprawę jasno, patenty są agresją na osoby trzecie, coś nie do zaakceptowania w społeczeństwie.”
    Podobnie jak prawo własności nieruchomości, to dopiero jest agresja! Kto to widział, żebym nie mógł wejść na działkę sąsiada!

    „Natomiast gdybym miał pewność, że go skopiują, to bym oczywiście kupił. ”
    Cóż oznacza słowo „skopiują” gdy nie jesteś właścicielem tego designu?

    „to MUSISZ BYĆ także zwolennikiem koncesjonowania rynku i wydawania pozwoleń na budowanie fabryk\sklepów\warsztatów, bo w to też ktoś włożył kapitał i czas,”
    Coś Ci się chyba pomyliło. Musimy mieć jakieś różne definicje. Na prawdę nie wiem o co Ci chodzi. Może Ci się trochę pomyliło tak jak temu kolesiowi co go zalinkował Balcerek co to uważa, że patrzenie w gwiazdy to dobra rzadkie, albo co. Nie mam pojęcia.
    Powtórzę to co już napisałem. Mylisz pojęcie „monopolu” z pojęciem „patent”. Patent raczej możesz porównywać z prawem własności nieruchomości. Też jest tak, że to ktoś pierwszy był i ją zajął. Monopol to coś innego.

  55. @67
    „Może Ci się trochę pomyliło tak jak temu kolesiowi co go zalinkował Balcerek co to uważa, że patrzenie w gwiazdy to dobra rzadkie, albo co”

    w którym momencie on mówił że patrzenie w gwiazdy to dobro rzadkie? Kompletnie nic z tego nie zrozumiałeś.
    Sam stawiasz tezę iż wymyślanie technologii jest podobne do stawiania fabryki więc nie rozumiem czemu fabrykantowi nie można zagwarantować podobnej ochrony jak twórcy technologii?

  56. @67

    „A zyski z patentów oczywiście są w postaci szybszego rozwoju gospodarczego. ”

    Jak na razie nie udowodniłeś tego – a jedynie powtarzasz ten „korporacyjny” wyciskacz łez jak zaklęcie.

    Znasz angielski? Jeśli tak, to poczytaj: http://levine.sscnet.ucla.edu/general/intellectual/againstnew.htm – rozdział 8: Does Intellectual Monopoly Increase Innovation? Z resztą też się zapoznaj.

    Poniżej Kevin Carson:

    Patenty nie są nawet potrzebne jako motywacja. Inwencja jest nagradzana wzrostem konkurencyjności, jaki przypada pierwszemu wynalazcy. Tego dowodzi zeznanie F. M. Scherera przed Federalną Komisją Handlu w 1995 [Hearings on Global and Innovation-Based Competition]. Scherer odnosił się do badań w 91 firmach, według których tylko siedem „przyznawały ochronie patentowej duże znaczenie jako bodziec do inwestycji w badania i rozwój.” Większość opisała patenty jako „najmniej ważny z czynników.” Większość uważała za główną motywację decyzji dotyczących badań „konieczność bycia konkurencyjnym, chęć wydajnej produkcji oraz chęć poszerzania usług i różnicowania oferty.” W innym badaniu Scherer odkrył, że przymusowe udostępnianie patentów nie ma negatywnego wpływu na wydatki na badania i rozwój. Ankieta przeprowadzona wśród firm amerykańskich pokazała, że 86% wynalazków wynaleziono by bez patentów. W przemysłach motoryzacyjnym, artykułów biurowych, produktów gumowych oraz tekstyliów, ta liczba sięga 100%.

    Jedynym wyjątkiem były leki, których 60% rzekomo by nie wynaleziono. Podejrzewałbym jednak nieszczerość ze strony ankietowanych. W końcu niezwykle duża część wydatków na badania i rozwój firm farmaceutycznych jest finansowana przez państwo, a wiele z ich najbardziej dochodowych produktów było wynalezionych za państwowe pieniądze. Sam Scherer zresztą znalazł dowody świadczący przeciw tej konkluzji. Korzyści z bycia pierwszym na rynku są pokaźne. Na przykład w późnych latach 70. stwierdzono, że struktura inwestycji i sposoby wyceny były bardzo podobne wśród opatentowanych i nieopatentowanych leków. Bycie pierwszym na rynku z nieopatentowanym lekiem pozwalało przedsiębiorstwu na utrzymanie udziału w rynku na poziomie 30% i ustalania podwyższonych cen.

    (…)

    Akt Rządowej Polityki Patentowej (Government Patent Policy Act) z 1980, wraz z poprawkami z 1984 i 1986 pozwolił przedsiębiorstwom prywatnym na utrzymanie patentów na produkty stworzone przy pomocy państwowych pieniędzy – i kazać sobie płacić dziesięć, dwadzieścia, czterdzieści razy więcej, niż kosztuje produkcja. Przykładowo, azydotymidynę – AZT – stworzono za państwowe pieniądze i od 1964 utrzymywano w domenie publicznej. W 1987 prawa patentowe oddano Korporacji Burroughs Wellcome [Chris Lewis, „Public Assets, Private Profits”]

    (…)

    Patenty grały kluczową rolę w rozwoju przemysłów urządzeń elektronicznych, komunikacyjnym i chemicznym. To głównie dzięki patentom udało się General Electric i Westinghouse rozrosnąć się i zdominować rynek produktów elektrycznych na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku. W 1906 ograniczyły wzajemne pozywanie się dzieląc się patentami. Także AT&T rozrosło się „głównie dzięki strategii monopolu patentowego.” Amerykański przemysł chemiczny był niewielki do 1917, gdy Prokurator Generalny Mitchell Palmer przejął niemieckie patenty i rozdysponował je pomiędzy większe amerykańskie przedsiębiorstwa chemiczne. DuPont dostało licencje na 300 z 735 patentów. [America by Design, str. 10, 16]

    http://liberalis.pl/2007/04/04/kevin-carson-niewidzialna-reka-czy-zelazna-piesc/

  57. @67

    „Mylisz pojęcie „monopolu” z pojęciem „patent”. Patent raczej możesz porównywać z prawem własności nieruchomości. Też jest tak, że to ktoś pierwszy był i ją zajął. Monopol to coś innego.”

    Patent jest monopolem. Nie zaczarujesz rzeczywistości. A z faktu, że nieruchomość ktoś pierwszy nabył i zajął nie pociąga za sobą zakazu nabywania i mieszkania w identycznych nieruchomościach, identycznie zbudowanych, z tą samą ilością pokoi, a nawet tak samo pomalowanych i obstawionych tym samym gatunkiem drzewek.

  58. @67 + @70:
    “A z faktu, że nieruchomość ktoś pierwszy nabył i zajął nie pociąga za sobą zakazu nabywania i mieszkania w identycznych nieruchomościach, identycznie zbudowanych, z tą samą ilością pokoi, a nawet tak samo pomalowanych i obstawionych tym samym gatunkiem drzewek.”

    Dodatkiem, możesz wymyślić projekt architektoniczny na takie domki. Sprzedawać i budować go swoim klientom i wymagać od nich aby nigdy nikomu tych planów nie pokazywali, również aby nikomu z przyszłych gości nie pozwalano poznać planu domu. Ewentualni następni lokatorzy mieliby przystawać na dokładnie takie same warunki. Powodzenia życzę.
    Sekundę! Przecież można taki projekt opatentować w urzędzie, nie będzie potrzeby zawierania tych głupich umów! Jak ktoś będzie chciał wybudować budynek według tego planu lub bardzo podobnego to się go zaskarży o złamanie patentu 2312932C!
    W tym przypadku jest to przeniesienie odpowiedzialności za własną głupotę – na innych.

    @67:
    “Jak powstają państwa? Czy Ty mógłbyś stworzyć swoje własne królestwo? Co powinieneś zrobić aby zostać królem i wprowadzić w państwie prawa takie jak Ty uważasz.”

    Uzasadniasz racjonalność patentów, tym że absolutny monarcha może w swoim państwie wszystko, włącznie z brakiem poszanowania wolnej woli mieszkańców?

    @67:
    “„To jak stawianie pytania, czy “zabiłbyś człowieka z kilka mln $”, że w pewnym momencie się zaczyna opłacać.”
    Bardzo słuszna uwaga. Jestem pod wrażeniem. Czy zdajesz sobie sprawę, że jest to jeden z argumentów za karą śmierci? ”
    Nie uznaję tego argumentu za słuszny. W tym wypadku należy zapytać, czy ktoś kto odebrał komuś innemu życie sam zasługuje na własne. Czy nadal obowiązuje innych członków społeczeństwa zasada nieagresji wobec niego.
    Z argumentami bywa tak, że mogą być słuszne czy nie. Równie dobrze mógłbyś zapytać, czy w ogóle więźniów się opłaca utrzymywać, nie tylko morderców.

    “A zyski z patentów oczywiście są w postaci szybszego rozwoju gospodarczego. Rozumiem, że Was to nie interesuje, macie prawo.”

    Sęk w tym, że ten zysk jest dla klasy uprzywilejowanej, która jest zdolna do stosowania przymusu na osobach trzecich. Kompletnie pomijasz straty, których nie widać, wszystkich tych którym się zabrania korzystać z patentu.

    “Podobnie jak prawo własności nieruchomości, to dopiero jest agresja! Kto to widział, żebym nie mógł wejść na działkę sąsiada!”
    Bardziej adekwatne byłoby, że sąsiad zabrania innym przebywania na posesji sąsiada.

  59. @69
    Daruj sobie Carsona, już nie mam cierpliwości tłumaczyć jego pomyłki.
    Jesteście przeciwko ochronie patentowej bo sami żadnego patentu nie opracowaliście. Można to porównać do tych którzy są przeciwko własności nieruchomości bo sami takich nieruchomości nie mają.
    Już Was widzę jak siedzicie latami nad jakimś wynalazkiem a potem rozdajecie go na lewo i prawo. Darujcie sobie takie „argumenty”

    @70
    Patent nie jest monopolem. Nie rozumiesz znaczenia podstawowych słów. A zajęcie nieruchomości można porównać do patentu. Prawdziwi wolnorynkowcy rozumieją ten problem i proponują oparcie systemu podatkowego na podatku katastralnym to rozwiązuje ten problem. Gdyż nieruchomość zajmuje po prostu ten który najwięcej zapłaci. Coś podobnego można by robić z patentami. Np. pierwsze 15 lat dla tego co opracował patent a potem np. licytacja.

  60. @stanisław
    coś mi się wydaje że już się nie dowiem dlaczego twórca pomysłu może liczyć na ochronę a fabrykant już nie?

  61. @72:
    “(…) Gdyż nieruchomość zajmuje po prostu ten który najwięcej zapłaci. Coś podobnego można by robić z patentami. Np. pierwsze 15 lat dla tego co opracował patent a potem np. licytacja.”

    Tylko dlaczego te patentowe umowy mają dotyczyć też tych, którzy nie biorą w tym udziału? Jeśli twórcy się zorganizują aby w swoim gronie rozstrzygać to w ten sposób – droga wolna.

    “Jesteście przeciwko ochronie patentowej bo sami żadnego patentu nie opracowaliście.”

    Bardzie wiarygodne byłoby gdybyś powiedział, że sam jakiś wymyśliłeś?
    Nie jestem zdania, że byt kształtuje świadomość. To nie jest tak, że ktoś zabrania innym patentować. Chodzi jedynie o to aby wolność patentującego nie ograniczała wolności innych. Przyznanie komuś “wolności” ograniczania wolności innym, nie jest “wolnością”. Wolnym można być od czyjegoś działania.

    Z tego co czytam, to wnioskuję, że akceptujesz prawo patentowe, bo legitymizuje je rząd, na który my wszyscy się “zgadzamy”. Skoro akceptujemy rząd, to akceptujemy jego *KAŻDE* działanie. Nie nazywajmy jednak tego państwem praworządnym.

    Nie chcesz uznać patentu jako synonimu monopolu. Nie chcesz zauważyć, że egzekucja prawa patentowego opiera się na monopolu władzy. Bez tego cała magia ucieka. Monopol zawsze opiera się na wyłączności do agresji. Bez tego nic nie powstrzymywałoby konkurencji od działania, istniałby co najwyżej naturalny monopol.
    Uprzedzę, że ten monopol na agresję nie ma nic wspólnego z monopolem na prywatną własność. Władza monopolisty rozciąga się na cudzą własność, nie własną. Co innego gdyby uznać nas wszystkich za niewolników systemu a wszystkie prawa własności jedynie ułudą, którą władza może w każdej chwili odebrać.

  62. Przypominając, Benjamin Tucker: “Niektórzy ludzie wychodzą ze swymi wynalazkami i paradują z nimi po ulicach, a nam się próbuje powiedzieć, że z tego powodu musimy albo zrzec się naszej wolności do chodzenia po ulicach, albo naszej wolności do wynalazczości (…) Nie tak szybko, drogi panie! (…) Czy ktoś pana zmusza do obnoszenia się z wynalazkami po ulicach? I dlaczego wymaga pan od nas obrony przed konsekwencjami tego czynu?”.

    Tyle się mówi o dyskryminacji a wyklucza (inne ulubione słowo) się alternatywnych wynalazców, tylko dlatego, że patentujący się obnosi swoim wynalazkiem.
    Być może wybiera państwowy system patentów, bo ten daje mu więcej korzyści. Nie oznacza to jeszcze, że wszystko jest w porządku. Nie czepiałbym się samego patentującego, bo ten podejmuje racjonalną decyzję – wybiera to co dla niego jest po prostu lepsze. Nie wie lub ignoruje to, że druga strona z którą zawarł umowę – państwo – złożyło deklaracje z których nie może się wywiązać inaczej niż stosując agresję wobec swoich obywateli. Być może dla patentującego umowa jest czysta, obie strony odnoszą na niej korzyści.
    Mało kto jednak zauważa, że w tym momencie państwo “wybija szyby” w mieszkaniach wszystkich alternatywnych wynalazców. Ruch się kręci ale ucieka ogólnej kalkulacji to, że jest on sztuczny. Ten kto powinien być pozwany do sądu to państwo nie patentujący. Ja do nich nic nie mam, najprawdopodobniej są nieświadomi tego w czym uczestniczą.

  63. Właściwie to porównanie patentu i nieruchomości jest bardzo słuszne i należałoby potraktować je bardzo podobnie. Takie podejście rozwiązałoby wiele problemów.

    Jedynym sprawiedliwym podatkiem jest podatek katastralny i opłaty patentowe można zbudować bardzo podobnie.

    Jak by to miało wyglądać.
    Chcesz opatentować jakieś rozwiązanie, udajesz się do urzędu patentowego, składasz wniosek i wnosisz jakąś opłatę. Sam ustalasz jaka to jest kwota. Państwo gwarantuje Ci, że nikt bez Twojej zgody nie może korzystać z tego patentu przez jakiś okres, powiedzmy wspomniane 8 lat. Chyba, że zapłaci Ci 100 krotność opłaty patentowej i ten patent w ten sposób od Ciebie przejmie. Po upływie 8 lat, przez kolejne 4 wymagana by była kwota 50 razy większa, przez kolejne 2 lata 25 razy większa itd.

    W ten sposób prawa autora byłyby gwarantowane a interes społeczeństwa byłby również zachowany za pośrednictwem opłaty patentowej.
    Są przecież różne patenty, jedne są mało warte a inne więcej, równa opłata patentowa nie ma tu uzasadnienia.

    Czy takie rozwiązanie by Was usatysfakcjonowało?

  64. „Jesteście przeciwko ochronie patentowej bo sami żadnego patentu nie opracowaliście. Można to porównać do tych którzy są przeciwko własności nieruchomości bo sami takich nieruchomości nie mają.”

    Tak samo jestem przeciwko płacy minimalnej, choć sam zarabiam znacznie więcej. Drogi Stanisławie – rzymska zasada: nemo iudex in causa sua.

    Wolałbyś, żeby o patentach dyskutowali ci, którzy budują na nich fortuny? Jaki jest sens pytania o opinie w danej sprawie tych, którzy są bezpośrednio zainteresowani korzyściami wynikającymi z tej sprawy?

  65. @74
    Musisz rozróżnić pojecie monopolu od monopolu naturalnego. Każdy z nas ma monopol na swoje własne imię i nazwisko. I jest on nazywany monopolem naturalnym.
    Natomiast czym innym jest monopol. Aby mówić o monopolu musisz wyróżnić dwa rodzaje podmiotów. Pierwszy to podmiot nadrzędny (państwo) mający władzę nad innymi podmiotami czyli przedsiębiorcami. Na początku wszyscy przedsiębiorcy mają prawo dowolnie działać, następnie podmiot nadrzędny zabiera to prawo części przedsiębiorców (jak to państwo jest w stanie tylko zabierać). Przedsiębiorcy którym to prawo nie zostało zabrane (a robi się to za pomocą koncesji) nazywamy monopolistą. Dlatego gdy mówi się o monopolu państwa to jest to monopol naturalny a nie monopol.

    I teraz dalej państwo to prawo i wszyscy są równi wobec prawa (to już zasada republikańska) dlatego pomysł aby prawo dotyczyło tylko grupy obywateli jest raczej monarchistyczny niż republikański.

    Dlaczego bardziej wiarygodny byłoby że sam wymyśliłem jakiś patent? I co niby miałbym z nim zrobić? Ja uważam, że ochrona patentowa powinna być.
    A co wymyśliłem? hmmm Czy post o systemie opłat patentowych nie jest genialny?
    🙂

  66. @77

    „Czy takie rozwiązanie by Was usatysfakcjonowało?”

    Na pewno lepsze niż to, co jest dzisiaj. w ramach kompromisu mógłbym to zaakceptować, ALE – trzeba by wszystko wyzerować. Ile wynosiłaby taka opłata? Milion złotych? Którego ze startujących przedsiębiorców byłoby stać na uiszczenie miliona złotych celem ustanowienia dla siebie monopolu patentowego na okres 8 lat? Znowu dzisiejsze korporacje mają przewagę. A wykupienie takiego patentu to dla nich pikuś.

  67. “Jak by to miało wyglądać.
    Chcesz opatentować jakieś rozwiązanie, udajesz się do urzędu patentowego, składasz wniosek i wnosisz jakąś opłatę. Sam ustalasz jaka to jest kwota. Państwo gwarantuje Ci, że nikt bez Twojej zgody nie może korzystać z tego patentu przez jakiś okres, powiedzmy wspomniane 8 lat. Chyba, że zapłaci Ci 100 krotność opłaty patentowej i ten patent w ten sposób od Ciebie przejmie. Po upływie 8 lat, przez kolejne 4 wymagana by była kwota 50 razy większa, przez kolejne 2 lata 25 razy większa itd.”

    W ten sposób prawa autora byłyby gwarantowane a interes społeczeństwa byłby również zachowany za pośrednictwem opłaty patentowej.
    Są przecież różne patenty, jedne są mało warte a inne więcej, równa opłata patentowa nie ma tu uzasadnienia.

    Czy takie rozwiązanie by Was usatysfakcjonowało?”

    Co z tymi, którzy postanowiliby dojść do patentu własną drogą? Widzę jedynie, że mieliby jedynie możliwość opłacenia czegoś co ich zdaniem mniejszym kosztem doszliby na własną rękę. Na tym to polega, że każdy widzi swoje cele ze swojej subiektywnej perspektywy. Nie można ocenić, że dla każdego będzie lepiej gdy będzie istnieć jakiś centralny urząd patentowy i dla wszystkich będzie lepiej gdy będą od nich odkupywać zezwolenie na użytkowanie, rozwijanie i czerpanie z tego własnych korzyści.

    Cały czas dajemy wybór jedynie “uprzywilejowanej klasie”, która ustala warunki dla wszystkich. Nie projektuje się tutaj jakiegoś mechanizmu, który będzie działał na z góry wiadomych ludzkich decyzjach. Te ludzkie decyzje są nieprzewidywalne, każde rządzi się własnym unikalnym sposobem oceny rzeczywistości, na swój sposób zdeklarowanymi celami.

    Dlatego takie rozwiązanie mnie nie przekonuje.
    Co nie znaczy, że jestem przeciwny patentom jako takim. Przynajmniej takim, których nie można utożsamiać z działaniem monopolistycznym.
    Pisałem, że wyobrażam sobie istnienie wielu prywatnych urzędów patentowych, które dysponowaliby bazą przepisów, szczegółowych opisów różnych rozwiązań, itp. Na zewnątrz udostępniali by ogólny opis danego patentu i dopiero po podpisaniu umowy przez klienta udostępnialiby odpowiednią specyfikację, również specjalistyczną pomoc — wszystko za odpowiednią opłatą, taką jaką ustali autor, względnie urząd patentowy.
    Skorzystanie z takiego urzędu, gwarantowałoby poznanie wszelkich szczegółów jakie byłyby potrzebne do wdrożenia danego rozwiązania. Im bardziej skomplikowanego problemu by to dotyczyło, tym więcej szczegółów, tym większa opłata.
    Opatentowanie śmiesznych rzeczy jak kliknięcia myszką, czy koszyka do zakupów — po prostu nie miałoby miejsca. Rzecz jest na tyle banalna do samodzielnego wykonania, że trudno o zasadność jakiejkolwiek opłaty. Nie mówiąc już o całym oceanie innych bzdetowych patentów. Liczyłyby się jedynie poważne patenty, których sam opis jest bezużyteczny dla amatorów a czasem również dla specjalistów. Wtedy alternatywny wynalazca ma prawdziwy wybór — albo będzie nadal polegał na sile swojego intelektu, kreatywności swojego zespołu, albo uzna, że taniej będzie kupić już gotowy pomysł.
    Pierwsi wynalazcy (+ prywatne urzędy patentowe) zarabiałyby na udostępnianiu pomysłów, które są innym potrzebne, pozostali wynalazcy korzystaliby z tych rozwiązań, gdyż praca na własną rękę byłaby zbyt trudna.

    Takie prywatne urzędy byłby podobne kształtem do firm doradczych zrzeszających u siebie najlepszych możliwych specjalistów, bo samych odkrywców.

  68. Najbardziej na niekorzyść monopolu patentowego działa to, że jest on kompletnie nie do wyegzekwowani na wolnym rynku, co tylko pokazuje, jakim sztucznym jest wymysłem, w dodatku jak historia pokazuje, wymysłem narzucanym zazwyczaj przez jakąś kastę uprzywilejowanych całej reszcie. Mówienie, że jest on „sprawiedliwy” czy „normalny” stanowi zatem spore nadużycie.

  69. Ad PAN CHMIELEWSKI

    „Kiedy wprowadzono prawa patentowe a kiedy rozpoczął się burzliwy wzrost gospodarczy?”

    Znacznie przed burzliwym rozwojem, który zaczął się później.

    „Ale rezygnacja z prawa patentowego skazała by nas na regres a nie rozwój.”

    Proszę o jakiekolwiek rzetelne i naukowe dowody empiryczne dla tej hipotezy.

    „Czy mój monopol na mieszkanie tylko i wyłącznie mojej rodziny w moim domu też będziesz próbował zlikwidować?”

    Rozumie Pan różnicę między kopiowaniem a zabieraniem?
    Tu proste wyjaśnienie dla Pana na czym polega różnica między jednym a drugim:

    http://www.youtube.com/watch?v=IeTybKL1pM4

    „Patent nie jest monopolem. Nie rozumiesz znaczenia podstawowych słów.”

    Zdaje Pan sobie sprawę, że patenty w Anglii wprowadziło prawo, które się nazywa „Statute of Monopolies”?
    Patent jest monopolem na implementację „nowych” pomysłów przez pewien okres. Definicja „nowości” i „pewnego okresu” jest określana przez państowe instytucje.

    „Prawdziwi wolnorynkowcy (…)”

    Kto to są „prawdziwi wolnorynkowcy”? Są wśród nich jacyś ekonomiści? Jeśli tak, to proszę o skierowanie mnie do ich prac naukowych. Najlepiej, żeby to byli jacyś zagraniczni ekonomiści.

  70. „Wszystko czego nie da sie opatentować powinno być zabronione!”

    Tak jest z lekarstwem na raka.
    Ponieważ vitaminy i mikroelementy nie daja sie opatentować , więc metody najskuteczniejszego leczenia raka są przez lobby farmaceutyczne skutecznie zwalczane.
    podobnie jest z najstarszym lekiem konopiami indyjskimi -marihuana.
    Nie da sie opatentować, potencjalnie każdy może sobie na własne potrzeby hodować.
    Więc co ?
    -zabronić
    Sojusz mafii narkotykowej z mafią farmaceutyczną.
    Mafia farmaceutyczna to przekupne prawo i patenty, a mafia narkotykowa to ochrona przez ich lobby ulokowane rządach!

  71. @81 „Ile wynosiłaby taka opłata?”
    Przecież piszę, że wynalazca sam by określał ile chce zapłacić za ochronę swojego patentu. Jakiś nieznaczny wynalazek może by go kosztował 1 PLN a jakiś bardzo zyskowny to może nawet i 1mld.

    @82 „Co z tymi, którzy postanowiliby dojść do patentu własną drogą? ”
    Mogliby to zastosować tylko w swoim ogródku. Patenty nie zezwalają na działalność komercyjną.
    Tak dajemy uprzywilejowanie temu pierwszemu podobnie jak dajemy uprzywilejowanie Kowalskiemu, że zajmuje daną nieruchomość a nie Wiśniewskiemu.

    Co do reszty Pana wywodu to nic z tego nie rozumiem. Przecież dziś też można patent sprzedać. Za jaką kwotę? Musi się Pan dogadać z właścicielem patentu.

    @83 „Najbardziej na niekorzyść monopolu patentowego działa to, że jest on kompletnie nie do wyegzekwowani na wolnym rynku,”
    Nieprawda, z tym nie ma większych problemów.

    @84 „Znacznie przed burzliwym rozwojem, który zaczął się później.”
    Prawdą jest, że trzeba było jeszcze podkopać układy monarchistyczne, ale jak widać patenty nie przeszkodziły. Dziękuję za podpowiedź.

    „Proszę o jakiekolwiek rzetelne i naukowe dowody empiryczne dla tej hipotezy.”
    Rozwój następuje wtedy gdy każdy z nas robi coś innego i następnie się wymieniamy produktami. Gdy każdy z nas robi dokładnie to samo to mamy do czynienia z modelem konkurencji doskonałej.
    Przecież to już wykazałem

    „http://www.youtube.com/watch?v=IeTybKL1pM4”
    Skopiuj PKB IIIRP, żeby wynosiło 10 bln.

    „Kto to są „prawdziwi wolnorynkowcy”? Są wśród nich jacyś ekonomiści? Jeśli tak, to proszę o skierowanie mnie do ich prac naukowych. Najlepiej, żeby to byli jacyś zagraniczni ekonomiści.”
    Prawdziwi wolnorynkowcy żyją wokół Pana. Proponuję zamknąć na chwilę książki i wyjść na ulice. Menele wiedzą, że jak nie uzbierają 3.8 PLN na wino to się nie napiją.

  72. >> „Co z tymi, którzy postanowiliby dojść do patentu własną drogą? ”
    > Mogliby to zastosować tylko w swoim ogródku. Patenty nie zezwalają na działalność komercyjną.
    ——

    Kto miałby ustalać rozmiar tego ogródka? Jeśli ten ogródek rozpościerałby się na wszystkich tych co nie chcą się bawić w patenty, to ok. Co to urząd patentowy obchodzi, że na swoim ogródku będę sprzedawać coś co oni mają do zaoferowania.
    Urzędy patentowe mają swój ogródek i won z mojego!:)

    “Tak dajemy uprzywilejowanie temu pierwszemu podobnie jak dajemy uprzywilejowanie Kowalskiemu, że zajmuje daną nieruchomość a nie Wiśniewskiemu.”

    Cały czas nie przyjmujesz do wiadomości, że posiadanie określonej wiedzy aby coś wykonać, nie jest tym samym co posiadanie nieruchomości. Dom może posiadać jeden właściciel na raz. Przepis jak daną rzeczy wykonać – nie.
    Mogłaby istnieć umowy, że odkrywca zdradza tylko jeśli druga strona, zobowiąże się do tajemnicy. Jednak obwieszczanie całemu światu swojego odkrycia i oczekiwanie, że tym samym cały ten świat zaakceptuje umowę, jest głębokim nadużyciem.

    Jeśli przywoływać przykład nieruchomości, to tak jakby odkrywca, zapraszał wszystkich do swojego domu i potem miał pretensję, że się robi tłok.

  73. ad 86

    „Rozwój następuje wtedy gdy każdy z nas robi coś innego i następnie się wymieniamy produktami. Gdy każdy z nas robi dokładnie to samo to mamy do czynienia z modelem konkurencji doskonałej.”

    Rozwój wcale nie musi występować, gdy każdy robi inne rzeczy. Istniało wiele gospodarek z podziałem pracy, które stały gospodarczo w miejscu.

    Tak, czy inaczej, nie widzę w tym zdaniu dowodu na postawioną wcześniej hipotezę, na ktora oczekiwalem dowodu.

    Cieszy mnie rowniez przemilczenie przez Pana faktu, ze prawa patentowe zostaly wprowadzone „Ustawa Monopolowa”.

    Traktuje to jako przyznanie racji, ze patenty to monopole.

  74. ad 86 kontynuuacja

    „Prawdą jest, że trzeba było jeszcze podkopać układy monarchistyczne, ale jak widać patenty nie przeszkodziły. Dziękuję za podpowiedź.”

    Prawdą jest, że wcześniej isniały monopole na większość rzeczy. W pewnym momencie zaczęto monopole znosić i pojawił się rozwój gospodarczy. Zostawiono część tych monopoli i zostały one do dzisiaj: monopole na „nowe” odkrycia, które nazywamy patentami. Nikt ich nie wprowadzal, zeby zwiekszyc rozwoj, co falszuje Pana sugestie o tym, ze istnieje empiryczny zwiazek miedzy jednym i drugim.

    To, czy pomogły, czy przeszkodziły w rozwojowi, jest kwestią sporną. Nie mozna tego „zobaczyc”. Pan stawia tezę, że pomogły. Ja oczekuje rzetelnych dowodów na to, których Pan nie wskazał.

    A jestem otwarty na obydwa warianty. Sam osobiscie mam interes w korzystaniu z patentow. Nie osmielam sie jednak twierdzic, ze to sprzyja wszystkim, bo nie znalazlem na to nigdzie dowodu.

    „Skopiuj PKB IIIRP, żeby wynosiło 10 bln.”

    Ale roznice miedzy „kopiowaniem” i „zabieraniem” Pan juz rozumie? Nie wszystko da sie skopiowac i nie wszystko da sie zabrac. Ale zabieranie i kopiowanie to dwie zupelnie inne czynnosci. Widzi to Pan? Mozna zabrac komus CD albo mozna go skopiowac – to inne czynnosci.

  75. @87
    „Kto miałby ustalać rozmiar tego ogródka?”
    To już przecież zostało zrobione, jeżeli uprawia Pan pomidory w swoim ogródku, może je Pan sobie zjeść nic nikomu nie mówiąc. Jeżeli natomiast sprzedaje je Pan później na targu to powinien Pan odprowadzać ZUS, CIT, VAT, i takie tam…

    „Dom może posiadać jeden właściciel na raz. Przepis jak daną rzeczy wykonać – nie.”
    Patenty mówią o komercyjnym wykorzystaniu technologii. Na sprzedaży produktu zarabia sprzedający. Może to być osoba która wymyśliła patent a może to być osoba która go od niego „skopiowała” choć moim zdaniem słowo ukradła byłoby tu właściwsze. Podobnie jest z nieruchomością zysk z nieruchomości osiąga tylko jedna osoba ta która ją w danej chwili wykorzystuje.

    @88
    „Rozwój wcale nie musi …”
    Proponuję przez tydzień nie korzystać z wymiany z innymi ludźmi i samemu wszystko wykonywać (od jedzenia aż po środki transportu) za tydzień porozmawiamy.
    „Tak, czy inaczej…”
    Ów tydzień (powyżej) będzie świetnym dowodem.

    „Cieszy mnie rowniez przemilczenie przez Pana faktu, ze prawa patentowe zostaly wprowadzone „Ustawa Monopolowa”.”
    To nie ma żadnego znaczenia. Czy w IIIRP nie obowiązuje przypadkiem „Ustawa o swobodzie działalności gospodarczej”? Kto powiedział, że Brytyjczycy z rodziny królewskiej są nieomylni? Ja i tak mam bardzo złe zdanie o monarchistach …

    „Traktuje to jako przyznanie racji, ze patenty to monopole.”
    Gdyby patenty były monopolami to używalibyśmy jednego słowa a nie dwóch.

    „Prawdą jest, że wcześniej isniały monopole na większość rzeczy. ”
    To oczywiście prawda wszystkie monarchie raczej dążyły ku ograniczaniu wolnego rynku, to dla monarchii jest dość naturalne.

    „monopole na „nowe” odkrycia”
    Jest to bowiem m”monopol naturalny” taki sam jak monopol każdego z nas na owoce jego pracy. Monopol zaś oznacza zupełnie coś innego. Aby się ludziom nie pomyliło używamy słowa patent co oznacza coś innego niż monopol.

    „To, czy pomogły, czy przeszkodziły w rozwojowi, jest kwestią sporną. ”
    Z pewnością tak, można próbować się o to spierać, chyba właśnie to robimy. W poście do którego Pan się odnosi napisałem „nie przeszkodziły” wcześnie pisałem, że pewne gwarancje zysku z nowych technologii dla wynalazców zmotywują ich do pracy podobnie jak gwarancja wypłaty motywuje do pracy robotników.

    „Nie osmielam sie jednak twierdzic, ze to sprzyja wszystkim, ”
    Ja również tego nie twierdzę, oczywiście utrzymanie patentu na „elektryczność” byłby pewnym nonsensem dlatego przedstawiłem swoją propozycję jak prawo patentowe mogłoby wyglądać. Przedstawi Pan swoją?

    „Ale roznice miedzy „kopiowaniem” i „zabieraniem” Pan juz rozumie? Nie wszystko da sie skopiowac i nie wszystko da sie zabrac. Ale zabieranie i kopiowanie to dwie zupelnie inne czynnosci.”
    Oczywiście, że to dwie zupełnie inne czynności dlatego właśnie nie powinno się ich mylić. Wyeliminowanie producenta z rynku przez skopiowanie jego produktu wcale nie jest dla niego korzystne.

  76. stachu:
    „Gdyby patenty były monopolami to używalibyśmy jednego słowa a nie dwóch”
    Gdyby kury były ptakami, to używalibyśmy jednego słowa, a nie dwóch. 😀

  77. @Stanislaw Chmielewski

    „Gdyby patenty były monopolami to używalibyśmy jednego słowa a nie dwóch”

    Dawniej jak król chciał ustanowić monopol, to tworzył Statute of Monopolies. Dzisiaj to by się nazywało „Instytut Postępu i Innowacyjności” albo jakoś inaczej. I potem Stanisław by twierdził, że patenty to nie „monopol” tylko „działania na rzecz innowacyjności”.

    Tak się robi ludziom melasę z mózgów.

  78. @87 + @90
    „Kto miałby ustalać rozmiar tego ogródka?”
    To już przecież zostało zrobione, jeżeli uprawia Pan pomidory w swoim ogródku, może je Pan sobie zjeść nic nikomu nie mówiąc. Jeżeli natomiast sprzedaje je Pan później na targu to powinien Pan odprowadzać ZUS, CIT, VAT, i takie tam…
    ————
    Czyli ktoś o uniwersalnej i ponadczasowej wiedzy ten podział ustalił? Jeśli ten cały, wielki targ znajduje się na mojej prywatnej posesji, czyli w moim ogródku, to podatki i tak będą musiały być odprowadzane. Inaczej do spółki ze wszystkimi sprzedawcami byłbym reakcjonistą, co nie chce poświęcić grosza dla reszty społeczeństwa. Zwykłe brednie. Społeczeństwa istnieją nie dlatego, że musimy coś poświęcać, tylko dlatego, że dzięki współpracy i podziałowi pracy wszyscy zyskują.
    W moim hipotetycznym ogródku-targowisku, wszyscy zyskują – sprzedawcy bo mogą sprzedać co wyprodukowali i dostać należną im wartość w pieniądzach, kupujący bo mogą kupić coś co jest im bardziej potrzebna niż gotówka w portfelach. Jeśli ktoś się tutaj czegoś wyrzeka to wyłącznie dlatego, że sam widzi, że to na rzecz czego się “wyrzeka” jest dla niego więcej warte. Nie dlatego, że pan minister, urzędnik czy jakiś demagog powie, że dla współtworzenia społeczeństwa każdy musi się czegoś wyrzekać. Ku pomyślności kolektywu.
    W imię walki z wyzyskiem sami wprowadza się do życia jego prawdziwe znaczenie.

    „Dom może posiadać jeden właściciel na raz. Przepis jak daną rzeczy wykonać – nie.”
    Patenty mówią o komercyjnym wykorzystaniu technologii. Na sprzedaży produktu zarabia sprzedający. Może to być osoba która wymyśliła patent a może to być osoba która go od niego „skopiowała” choć moim zdaniem słowo ukradła byłoby tu właściwsze. Podobnie jest z nieruchomością zysk z nieruchomości osiąga tylko jedna osoba ta która ją w danej chwili wykorzystuje.
    ————

    Cały czas nie uznajesz – przykładowo – mojego prawa do dysponowania własną wiedzą i własnymi umiejętnościami. Kto – przykładowo – Tobie każe ogłaszać całemu światu jaki wspaniały patent wymyśliłeś, a następnie uważać, że zawarłeś jakąkolwiek umowę z resztą świata?
    Czy uznajesz, że takie “prawo” jakie przypisujesz – przykładowo – sobie jako wynalazcy, nie wymaga od państw władzy despotycznej nad swoimi obywatelami? Władzy zabraniającej im korzystania i zarobkowania na samemu posiadanych umiejętnościach i wiedzy. Czy nie sądzisz, że albo będą łamane prawa patentowe, na które się umówiłeś z państwem albo będą łamane prawa obywateli do ich wolnego dysponowania owocami swojej pracy?

    Porównania z nieruchomością są kompletnie oderwaną od rzeczywistości analogią.
    Idea na wynalazek, może być obecna w umysłach wielu ludzi na raz i każdy z nich może nią dowolnie rozporządzać. Nie ma czegoś takiego, że ta idea istniałaby tylko w jednym umyśle, albo jej używać mógłby tylko jeden wynalazca na raz.
    Co do nieruchomości, to po prostu widać, że jest tylko jeden właściciel i tylko on rozporządza tą własnością.

  79. ad Pan Chmielewski

    „Proponuję przez tydzień nie korzystać z wymiany z innymi ludźmi i samemu wszystko wykonywać (od jedzenia aż po środki transportu) za tydzień porozmawiamy.”

    Dowiodl Pan, ze czlowiek musi sie wymieniac, zeby przezyc. Nikt z tym nie polemizuje. Widze, ze bardzo lubi Pan wrzucac co jakis czas oczywiste zdania, ktore nie maja zwiazku z poruszanym problemem.

    Chyba nie zrozumial Pan tezy o „gospodarce stacjonarnej”. W gospodarce stacjonarnej jest wymiana, ale nie ma rozwoju. Tak sie moze dziac.

    „Gdyby patenty były monopolami to używalibyśmy jednego słowa a nie dwóch.”

    Trikster juz Panu niezwykle trafnie odpowiedzial.
    Od siebie dodam: „Gdyby kwadraty byly prostokatami, to uzywalibysmy jednego slowa a nie dwoch”.

    Moze Pan sobie definiowac slowa jak chce, ale prosze sie nie czepiac innych, gdy maja uwaznie stosowane definicje. Na przyklad definicje monopolu, ze monopol to wylaczny przywilej nadany przez prawo do produkcji okreslonego typu dobr.

    „W poście do którego Pan się odnosi napisałem „nie przeszkodziły” wcześnie pisałem, że pewne gwarancje zysku z nowych technologii dla wynalazców zmotywują ich do pracy podobnie jak gwarancja wypłaty motywuje do pracy robotników.”

    To prawda. Panstwowe dotacje firm tez je motywuja do robienia tych rzeczy, od ktorych uzalezniona jest dotacja. Ale coz tego?

    „Ja również tego nie twierdzę, oczywiście utrzymanie patentu na „elektryczność” byłby pewnym nonsensem dlatego przedstawiłem swoją propozycję jak prawo patentowe mogłoby wyglądać. Przedstawi Pan swoją?”

    Szczerze to nie mam swojej, bo nie znalazlem zadnego definitywnego dowodu, ze jakis system bylby „najlepszy”. Nie wiem, jak Pan chce stwierdzic, ktora dlugosc patentu jest „optymalna”? Dlaczego 15 lat, a nie jak przy kopyrajtach 70 lat? Dlaczego 17, a nie 4 lata?

    „Oczywiście, że to dwie zupełnie inne czynności dlatego właśnie nie powinno się ich mylić.”

    No to prosze nie pisac, ze jak ktos chce pozwolic na kopiowanie niematerialnych rzeczy, to bedzie chcial Pana wygonic z prywatnego mieszkania, ok?
    Bo jesli Pan tak pisze, to wyraznie miesza Pan te dwie czynnosci.

    „Wyeliminowanie producenta z rynku przez skopiowanie jego produktu wcale nie jest dla niego korzystne.”

    Z pewnoscia. Jakiekolwiek wyeliminowanie producenta z rynku, obojetnie, czy kopiowaniem, grozba, czy zrobieniem produktu lepszego, nie jest dla niego korzystne.

  80. @91
    Wielkie dzięki za post, co byśmy Trikster bez Ciebie zrobili.
    Kura jest wyjątkowym ptakiem to prawda. Podobnie, jak już pisaliśmy, patent jest wyjątkowym monopolem, tzw. monopolem naturalnym. Takim samym monopolem jak monopol każdego z nas na swoje nazwisko.

    @92
    „Tak się robi ludziom melasę z mózgów.”
    Wybacz BR ale wszystko pomieszałeś. To Ty twierdzisz, że patent jest monopolem bo tak nazywał się akt prawny który go wprowadzał. Także jeżeli z kogoś się w tym poście śmiejesz to jesteś nim Ty sam.

    @93
    „Jeśli ten cały, wielki targ znajduje się na mojej prywatnej posesji, czyli w moim ogródku, to podatki i tak będą musiały być odprowadzane.”
    Nie bardzo roumiem. Chcesz powiedzieć, że Ci się to nie podoba, to odprowadzanie podatków? Jeżeli tak podpowiem Ci co powinieneś zrobić. Chciałbym się tylko wcześniej upewnić, że tak jest.

    „Kto – przykładowo – Tobie każe ogłaszać całemu światu jaki wspaniały patent wymyśliłeś”
    Nikt nie każe. Jednak jeżeli tak robię to w ten sposób przyczyniam się do ogólenego rozwoju, inni wynalazcy nie muszą się już tym zajmować mogą wziąść moje rozwiązanie i dalej je udoskonalać.
    Patenty zachęcają ludzi do dzielenia się swoimi osiągnięciami dzięki czemu rozwój jest szybszy, brak patentów powoduje, że ludzie nie dzielą się swoimi osiągnięciami co spowoduje wolniejszy rozwój.

    „Czy uznajesz, że takie “prawo” jakie przypisujesz – przykładowo – sobie jako wynalazcy, nie wymaga od państw władzy despotycznej nad swoimi obywatelami?”
    Czy moje „prawo” do samodzielnego rozporządzania „swoją” nieruchomością nie wymaga od państwa despotycznej władzy nas swoimi obywatelami?

  81. @Stanisław Chmielewski

    „Wyeliminowanie producenta z rynku przez skopiowanie jego produktu wcale nie jest dla niego korzystne.”

    Ha! Najpierw wypadałoby DOWIEŚĆ, że producent wyleciał z rynku Z POWODU kopiowania jego rozwiązań, a nie z powodu tego, że był np. dupą wołową. A tego nie da się dowieść.

    „Mówi się wprawdzie często o „stratach” ponoszonych przez właścicieli praw autorskich wskutek piractwa, ale tak naprawdę owe „straty” polegają jedynie na braku spodziewanych, potencjalnych zysków – często zresztą spodziewanych niesłusznie, bo z faktu, że ktoś użytkuje darmową piracką kopię nie wynika wcale, że wydałby np. 100 albo 1000 złotych na kopię legalnie kupioną. A brak spodziewanych zysków nie oznacza, że ktoś traci pieniądze, a jedynie, że ich nie zyskuje. Jeśli kolega za darmo mnie ostrzyże, fryzjer nie zarobi na usłudze dla mnie – ale czy coś przez to faktycznie stracił? I czy można mówić tu o kradzieży jego pieniędzy?”

    http://sierp.libertarianizm.pl/?p=488

  82. Najpierw się roześmiałem na komentarz Trikstera, ale jak sc odpisał „Kura jest wyjątkowym ptakiem”, to się popłakałem ze śmiechu 😀

  83. “Nikt nie każe. Jednak jeżeli tak robię to w ten sposób przyczyniam się do ogólenego rozwoju, inni wynalazcy nie muszą się już tym zajmować mogą wziąść moje rozwiązanie i dalej je udoskonalać.
    Patenty zachęcają ludzi do dzielenia się swoimi osiągnięciami dzięki czemu rozwój jest szybszy, brak patentów powoduje, że ludzie nie dzielą się swoimi osiągnięciami co spowoduje wolniejszy rozwój.”

    Darczyńco i mleku z miodem na ten kraj płynący opisujesz tylko połowę sprawy. Chyba nikt nie zaprzecza, że dzięki wynalazcy, inni nie muszą już podejmować takiego samego trudu aby odgadnąć mechanizmy praw przyrody. Ludzie dzielą się i będą się dzielić swoimi osiągnięciami z dokładnie tego powodu jaki napisałeś.
    Kwestia patentów nie ma związku z wcześniejszym rozumowaniem. Poprzedzenie swojej tezy, prawdą nie czyli z tezy prawdy. Potrzebne jest jeszcze wynikanie.
    Można bowiem napisać coś przeciwnego, że monopol na wynalazek nie będzie sprzyjał jego rozpowszechnianiu. Nie będzie mogła powstać konkurencja, która by obniżała monopolistyczną cenę.

    Przecież nikt wynalazcy nie zabrania udostępniania jego produktu. Ten wynalazca nie może również innym tego zabraniać. Jeśli czekać na analogię do braku poszanowania własności nieruchomości, to mnie zdaje się najbardziej adekwatna – jeżeli A wymyślił, że można innym ludziom wynajmować swój dom, to czy można zabronić innym właścicielom wynajmować swoje domy? Jeśli A będzie chciał zyski zachować jedynie dla siebie, będzie to robił po cichu aby konkurencja w innych domach się tego nie domyśliła.

    „Czy uznajesz, że takie “prawo” jakie przypisujesz – przykładowo – sobie jako wynalazcy, nie wymaga od państw władzy despotycznej nad swoimi obywatelami?”
    Czy moje „prawo” do samodzielnego rozporządzania „swoją” nieruchomością nie wymaga od państwa despotycznej władzy nas swoimi obywatelami?

    Nie wymaga, swojego dobra możesz bronić sam. Jak przyjdą Cię złodzieje obrabować państwo, w osobie policjantów, przyjdzie na końcu, po fakcie, po kradzieży, po gwałcie, po morderstwie. Bandyci wybierają sobie cele, które nie są chronione, gdzie jest niskie prawdopodobieństwo, że ofiara będzie się bronić, gdzie nie będzie też innych co mogliby pomóc. Nie obrabują domu gdzie właściciel ma dwa duże psy obronne i kilka shotgunów, pójdą do tego co niema ani tego, ani tego.
    http://4.bp.blogspot.com/_hNQc9EkkJ70/SxFxmt0mjQI/AAAAAAAAA1E/vrQBvr7yDL0/s1600/Neighbor+with+guns.jpg

    „Jeśli ten cały, wielki targ znajduje się na mojej prywatnej posesji, czyli w moim ogródku, to podatki i tak będą musiały być odprowadzane.”
    Nie bardzo roumiem. Chcesz powiedzieć, że Ci się to nie podoba, to odprowadzanie podatków? Jeżeli tak podpowiem Ci co powinieneś zrobić. Chciałbym się tylko wcześniej upewnić, że tak jest.
    ————

    Nie podoba. Komu się ma podobać to, że do spraw związanych między dwiema osobami, przychodzi ktoś trzeci i chce “prowizji”.

  84. @96 BR
    „Ha! Najpierw wypadałoby DOWIEŚĆ, że …”
    Ja już przedstawiłem swój dowód, wystarczy. Albo go Pan rozumie albo nie, może Pan przedstawić swój.

    „„Mówi się wprawdzie …”
    ??Bardzo dziwna wypowiedz. Czy jeżeli strata kogokolwiek została powiększona przez media o 100 to z tego powodu przestaje według Pana być stratą. Powiedziałbym nowatorska koncepcja.

    „Jeśli kolega za darmo mnie ostrzyże, fryzjer nie zarobi na usłudze dla mnie”
    Zawsze bawili mnie ludzie którzy wierzą w „darmowe lunch’e”

    @98
    „Darczyńco i mleku z miodem na ten kraj płynący …”
    Gdybym ja tak rozpoczął wpis to by mnie administrator tej strony nie opublikował, dlatego dalej już nie czytałem.

  85. stachu:
    Uwaga, będą trudne słowa, więc trochę się o Ciebie boję. Otóż, patrząc wyłącznie z perspektywy zakresów znaczeniowych wyrazów „patent” i „monopol”, nie są one ani równoważne (tzn. nie odpowiadają im te same desygnaty) ani równoznaczne (różna jest ich treść). Nie można ich w związku z tym używać zamiennie. Idąc tym tropem: tak jak kura jest szczególny ptakiem, tak patent jest szczególnym monopolem. Nie znaczy to, że stosunek między zakresami słów „kura” i „ptak” to zamienność, bo żeby tak stwierdzić, trzeba by porównać zbiory desygnatów, do których te wyrazy się odnoszą (pomijam zasadność takiego podejścia). A skoro porównujemy, to dochodzimy do jakże oczywistego wniosku, że wyraz „kura” zawiera się w zakresie wyrazu „ptak”. Analogia z monopolem i patentem jest jak najbardziej zasadna. Stachu, zdawałeś matematykę na maturze? ;D

    A tak poważniej: czy tutaj ktoś jeszcze traktuje poważnie dyskusje (tak, liczba mnoga) ze stachem, a skoro nie, to po co ciągnąć je w nieskończoność? Ja rozumiem, gdyby one jeszcze były merytoryczne, ale, cóż, nie są i zakrawa to wyłącznie na sztuczne nabijanie komentów. Co kto lubi. 🙂

  86. @99
    “Gdybym ja tak rozpoczął wpis to by mnie administrator tej strony nie opublikował, dlatego dalej już nie czytałem.”

    Jeśli w Twoim subiektywnym odczuciu było to nieuprzejme, kajam się. Chciałem się tylko dowiedzieć, jak to jest, że współpracujemy, dzielimy się pracą i wszystko dobrowolnie realizujemy by następnie przejść do konkluzji, że gdyby jednak zastosować tę odrobinę przymusu gospodarka byłaby wydajniejsza. A patent to właśnie przymus.
    Usilnie się skupiasz na tym co **WIDAĆ**, że pierwszy wynalazca będzie chroniony, będzie mógł się rozwijać, będzie zbierał zyski. Interesy posiadających patenty będą kwitły.
    Jednak trzeba też spojrzeć na to czego **NIE-WIDAĆ**. Nie widać zysków wszystkich innych, którzy również wpadliby na ten sam pomysł – niezależnie oraz poprzez analizę produktów pierwszego wynalazcy. Im się zawsze “oferuje” opłatę, nie ważne czy sami by do tego samego doszli lub czegoś przybliżonego. Decyduje się za nich, że oni również by chcieli opłacać tego a tego wynalazcę, że chcieli by się z nim wiązać jakąkolwiek umową oprócz zakupu wyśmienitego produktu.

    To, że patent to monopol, że jest przymusem było powiedziane i wyjaśnione chyba z kilkanaście razy tutaj. Jeszcze dodam tyle w tej sprawie – faworyzowanie patentów nie ma nic wspólnego z tym jak się faworyzuje właściciela nieruchomości wobec “niewłaścicieli”. W przypadku idei, każdy na nie może wpaść, to mają do siebie prawa fizyki, chemii, biologii (wykorzystywane w wynalazkach), że dotyczą każdego – nie tylko ich odkrywcę. Niedorzeczne jest porównywanie rzeczy ograniczonych jak dom do “rzeczy”, które są treścią całej rzeczywistości. Te same prawa fizyki będą obowiązywały nie zależnie od ustaleń jakiegokolwiek rządu. Nie można być właścicielem równań różniczkowych, one mogą być nazwane od czyjegoś imienia, przez kogoś po raz pierwszy opisane i nic więcej. Odkrywca specjalnej formuły, która pozwala mu skonstruować określony wynalazek nie zagarnie sobie tej wiedzy wyłącznie dla siebie. Ta formuła leży i czeka na potencjalnie nieskończoną liczbę innych wynalazców.

    To co piszesz, to wszystko **WIDAĆ**, więc proszę, nie obrażaj się, bo czekam, aż weźmiesz pod uwagę to czego **NIE-WIDAĆ**.

  87. @101

    „Co prawda, sporo się u mnie zmieniło od tego czasu, ale część argumentów nadal do mnie przemawia.”

    Tzn. co się zmieniło? Jesteś teraz za, a nawet przeciw? 🙂

  88. Balcerek:
    Wystarczy wejść na mojego bloga, żeby zobaczyć. 🙂 Albo przeczytać art o monopolu u Rothbarda (którego nie chciano na IM umieścić, a figa). 🙂

    Zimno:
    Nie wiem czy jestem za, czy przeciw. Myślę, że to dosyć nieistotne. 🙂

  89. @105

    W takim razie skoro to takie „dosyć nieistotne”, to czekam na część drugą „dosyć nieistotnego” artu o IP twojego autorstwa.

  90. 99 ad Pan Chmielewski:

    „Ja już przedstawiłem swój dowód”

    Teza: Patenty sa dobre dla wzrostu.
    Dowod: dobrze jest, kiedy jest podzial pracy.
    Wniosek: „Dowiodlem”, ze patentny sa dobre dla rozwoju.

    No nic tylko bic poklony przed takimi dowodami.

  91. @100
    „(…), patrząc (…) z perspektywy zakresów znaczeniowych wyrazów „patent” i „monopol”, nie są one ani równoważne (…) ani równoznaczne …”
    Z jakiej perspektywy należy spojrzeć na te wyrazy aby zobaczyć, że można je zamiennie używać?

    „Stachu, zdawałeś matematykę na maturze? ;D”
    Tak, dostałem celujący na rozszerzonej mat-fiz a Ty?

    @102
    „Chciałem się tylko dowiedzieć, jak to jest, że współpracujemy, dzielimy się pracą i wszystko dobrowolnie realizujemy by następnie przejść do konkluzji, że gdyby jednak zastosować tę odrobinę przymusu gospodarka byłaby wydajniejsza. A patent to właśnie przymus.”
    Porównanie z własnością nieruchomości wszystko wyjaśnia.

    „W przypadku idei, każdy na nie może wpaść,”
    To wpadnij na lek na raka. Co Cię powstrzymuje? Kiedy to zrobisz? Tydzień CI wystarczy?

    „To co piszesz, to wszystko **WIDAĆ**, więc proszę, nie obrażaj się, bo czekam, aż weźmiesz pod uwagę to czego **NIE-WIDAĆ**”
    Obawiam się, że Ty nie bierzesz pod uwagę nawet tego co widać…

    Błyskawiczny rozwój po 89 roku polegał między innymi na tym, że zachodnie firmy dostały jako-takie gwarancje, że ich inwestycje w RP nie zostaną znacjonalizowanie, wstąpienie RP w szeregi państw swobodnie ze sobą współpracujących spowodowało błyskawiczny rozwój. Nie przestrzeganie prawa patentowego z tego szeregu by nas wykluczyło i spowodowało biedą a’la Białoruś. To „widać” ale dlaczego Ty nie chcesz tego zobaczyć to już nie wiem.

    Ja przedstawiłem bardzo konkretny projekt który zarówno zapewnia prawa twórców jak i interes ogółu obywateli.
    Twórca wymyśla jakieś nowe rozwiązanie. Idzie do urzędu patentowego zgłosić patent, następnie uiszcza opłatę patentową w wysokości jaką sam określi. Każdy może go wywłaszczyć z tego patentu wpłacając mu np. 100krotną wartość opłaty patentowej. W ten sposób opłata patentowa będzie zróżnicowana w zależności od stopnia przydatności patentu. Prawa twórców będą chronione. A ponieważ budżet ma stałą wartość więc skoro wpłaca coś twórca to inni będą płacić mniej podatków więc i pozostali odnoszą z tego jakąś korzyść.
    A jeżeli ktoś uważa, że opłata patentowa jest za niska i sam zarobiłby więcej to niech go wywłaszczy wpłaci wyższą opłatę patentową ku jeszcze większemu zadowoleniu wszystkich podatników.
    Do tego limit na ochronę 15-20 lat, i tyle.
    Nadal bylibyśmy cywilizowanym państwem w dodatku wolnorynkowym.

  92. I to co Stachu napisał jest idealnym rozwiązaniem dla dużych korporacji, które w ten sposób stworzą dużą barierę wejścia dla SME. Gratuluje. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zlikwidowanie Państwowego prawa własności intelektualnej ale to rzeczywiście byłoby podstawą do wyrzucenia nas z klubu emerging markets

  93. autor odnosi własność tylko i wyłącznie do dóbr fizycznych, a nie sposobu w jaki ich używamy. bardzo elegancko rozwiązuje to problem wolnościowców tak ceniących własność prywatną-myślę że to cenna korekta tego nurtu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *