Hayek: Pozory wiedzy

11 lipca 2011 Metaekonomia komentarze: 37

Autor: Friedrich August von Hayek
Źródło: Nobel Lectures. Economics 1969-1980, red. Assar Lindbeck, World Scientific Publishing Co., Singapore, 1992
Tłumaczenie: Stanisław Kwiatkowski oraz Mateusz Benedyk
Wersja PDF

Tekst stanowi treść wykładu wygłoszonego przed Komitetem Noblowskim w 1974 r. Autor został uhonorowany m.in. za „pionierskie badania w dziedzinie teorii pieniądza i cyklów koniunkturalnych”.

Okoliczności, w jakich wygłaszany jest ten wykład — w połączeniu z głównym problemem, z jakim muszą zmierzyć się ekonomiści — sprawiły, że nie miałem wątpliwości, jaki temat dziś poruszyć. Z jednej strony, niedawne ustanowienie Nagrody Banku Szwecji im. Alfreda Nobla w dziedzinie ekonomii stanowiło znaczący krok w kierunku zdobycia przez ekonomię podobnego uznania i prestiżu, jakimi cieszą się w oczach opinii publicznej nauki przyrodnicze. Z drugiej strony, ekonomiści wzywani obecnie, by uwolnić świat od problemu przyspieszającej inflacji, to ci sami ludzie, którzy — trzeba to uczciwie przyznać — jeszcze niedawno rekomendowali działania, które tę inflację spowodowały. Nie mamy wielu powodów do dumy: nasza profesja doprowadziła do znacznego zamieszania.

Wydaje mi się, że rekomendacje ekonomistów zawiodły dlatego, że usilnie starali się oni naśladować metodę, dzięki której nauki przyrodnicze odniosły niesamowity sukces — jednak takie podejście w naszej dziedzinie może łatwo doprowadzić do błędnych wniosków. Podejście to nazywa się obecnie „scjentyzmem”, który przeszło 30 lat temu zdefiniowałem jako „zdecydowanie nienaukowy, i to w prawdziwym znaczeniu tego słowa, ponieważ zakłada mechaniczne i bezkrytyczne stosowanie nawyków myślowych na polach, na których nawyki te nie powstały”[1]. Chciałbym zacząć od wyjaśnienia, dlaczego uważam, że niektóre z największych pomyłek polityki gospodarczej są bezpośrednim następstwem błędu scjentyzmu.

Teoria, którą stosuje się w polityce pieniężnej i fiskalnej ostatnich trzydziestu lat, i którą uważam za owoc błędnego mniemania o właściwej metodzie naukowej, bazuje na twierdzeniu, że istnieje pozytywna korelacja pomiędzy zatrudnieniem a zagregowanym popytem na dobra i usługi; prowadzi ona do wniosku, że możemy zapewnić pełne zatrudnienie, utrzymując całkowity strumień wydatków na właściwym poziomie. Spośród wielu teorii tłumaczących wysokie bezrobocie, jest ona prawdopodobnie jedyną, na poparcie której da się przywołać dane ilościowe. Mimo to uważam ją za fundamentalnie błędną, a prowadzenie polityki gospodarczej na jej podstawie za szkodliwe.

Doprowadza nas to do głównego zagadnienia. Inaczej niż w naukach przyrodniczych, w ekonomii i innych dyscyplinach naukowych zajmujących się zjawiskami z natury złożonymi, dane ilościowe, które jesteśmy w stanie zebrać, są z konieczności ograniczone i mogą pomijać istotne czynniki. W naukach przyrodniczych zakłada się, nie bez przyczyny, że każdy ważny czynnik determinujący obserwowane zjawisko będzie również bezpośrednio obserwowalny i możliwy do zmierzenia. Z przyczyn, które zaraz wyjaśnię, w badaniu zjawisk tak złożonych jak rynek, zależnych od działań wielu jednostek, wszystkie okoliczności mające wpływ na wynik procesu rynkowego praktycznie nigdy nie będą w pełni znane i mierzalne. O ile w naukach przyrodniczych badacz będzie w stanie mierzyć wszystko, co na podstawie intuicyjnie pojmowanej teorii uzna za stosowne, o tyle w naukach społecznych często za stosowne do mierzenia uznaje się wyłącznie to, co w ogóle jest możliwe do zmierzenia. Czasem prowadzi to nawet do konkluzji, że teorie powinny być wyrażone jedynie w kategoriach o mierzalnych wielkościach.

Nie da się ukryć, że taki wymóg dość arbitralnie ogranicza ilość faktów, które mogą być uznane za potencjalne przyczyny poszczególnych zdarzeń w rzeczywistym świecie. Pogląd ten, który często jest naiwnie akceptowany jako wymóg metody naukowej, niesie za sobą dość paradoksalne konsekwencje. W temacie rynku i podobnych struktur społecznych znamy bardzo dużo faktów, których nie potrafimy mierzyć i o których potrafimy wypowiedzieć się jedynie w sposób ogólny i nieprecyzyjny. Ponieważ fakty te nie mogą być w żadnym konkretnym przypadku poparte dowodami ilościowymi, zostają odrzucone przez tych, którzy poprzysięgli dopuszczać jedynie te dowody, które uznają za naukowe. Z zadowoleniem uprawiają fikcję, twierdząc, że czynniki, których nie potrafią zmierzyć, są nieistotne.

Przykład stanowi korelacja pomiędzy zagregowanym popytem i wielkością zatrudnienia, która może być jedynie przybliżona, ale ponieważ dysponujemy danymi ilościowymi wyłącznie o niej, została uznana za jedyną istotną zależność przyczynowo-skutkową. Zgodnie z tymi zasadami, bardziej prawdopodobne jest to, że zostanie przyjęta fałszywa teoria, ale poparta bardziej „naukowymi” dowodami, niż prawdziwe wyjaśnienie, ale niepoparte danymi ilościowymi.

Pozwolę sobie wyjaśnić tę kwestię bardziej szczegółowo, prezentując pokrótce mój pogląd na główną przyczynę wysokiego bezrobocia — pogląd, który tłumaczy dodatkowo, dlaczego takie bezrobocie nie może zostać zlikwidowane poprzez inflacyjne zalecenia modnej obecnie teorii. Właściwym wyjaśnieniem bezrobocia wydaje się istnienie rozbieżności pomiędzy strukturą popytu na różne dobra i usługi, a alokacją pracy i innych środków produkcji pomiędzy różne procesy produkcji. Posiadamy dość solidną „jakościową” wiedzę na temat sił, które doprowadzają do zgodności pomiędzy popytem i podażą w różnych sektorach gospodarki, jak również o warunkach koniecznych dla osiągnięcia tej zgodności oraz o czynnikach, które mogą jej osiągnięcie powstrzymać. Poszczególne kroki, w jakich proces ten następuje, znamy z codziennego doświadczenia i większość zadających sobie trud prześledzenia naszego rozumowania nie podważa zasadności naszych założeń, ani poprawności wyciągniętych z nich wniosków. Mamy podstawy, by sądzić, że istnienie bezrobocia dowodzi tego, że struktura względnych cen i płac została zaburzona (zazwyczaj przez monopolistyczne lub rządowe ustalanie cen na niekonkurencyjnym poziomie) i że przywrócenie równowagi pomiędzy podażą i popytem na pracę we wszystkich sektorach będzie wymagało zmian we względnych cenach i przesunięć w alokacji siły roboczej.

Jednak zapytani o ilościowe dowody na poparcie tezy, że pewna konkretna struktura cen i płac doprowadzi do niezakłóconej sprzedaży oferowanych dóbr i usług, musimy przyznać, że nie mamy takich danych. Innymi słowy: znamy ogólne warunki czegoś, co czasem mylnie nazywa się stanem równowagi, jednak nigdy nie wiemy, jaka będzie wysokość cen i płac w sytuacji, kiedy rynek do równowagi dojdzie. Możemy jedynie wypowiedzieć się na temat oczekiwanych przez nas warunków, w jakich rynek zareaguje zrównaniem podaży i popytu. Nie jesteśmy jednak w stanie podać statystycznych danych na temat tego, w jakim stopniu obecne ceny i płace odbiegają od tych, które zapewniałyby niezakłóconą sprzedaż oferowanej siły roboczej. Pomimo że jest to teoria empiryczna — w tym sensie, że możliwe jest wykazanie jej fałszywości, jeżeli np. przy stałej podaży pieniądza, wzrost ogólnego poziomu płac nie spowodowałby bezrobocia — nie jest to jednak teoria, którą moglibyśmy użyć, by uzyskać ilościowe prognozy dotyczące poziomu płac czy też rozmieszczenia siły roboczej.

Dlaczego mamy jednak zgadzać się na to, że w ekonomii przyznajemy się do niewiedzy dotyczącej faktów, których precyzyjne przedstawienie byłoby standardem w przypadku fizyki? Nie jest zaskoczeniem, że ci, którym łatwo zaimponować przykładem fizyki, będą nieusatysfakcjonowani i będą domagać się, żeby stosować się do standardów dowodzenia zapożyczonych właśnie z niej. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, o którym już wspominałem: nauki społeczne, podobnie jak część biologii, a odwrotnie niż większość nauk przyrodniczych, zmagają się ze strukturami, które są z natury złożone, a więc takimi, których charakter może być opisany jedynie przy pomocy modelu o znacznej liczbie zmiennych. Przykładem jest konkurencja, która da określone wyniki tylko wtedy, jeżeli nastąpi przy określonej liczbie działających jednostek.

W niektórych dziedzinach, a zwłaszcza w naukach przyrodniczych, można uniknąć trudności z ustaleniem stanu poszczególnych obiektów poprzez wykorzystanie danych o względnych częstotliwościach lub prawdopodobieństwie wystąpienia różnych cech tych obiektów. Niestety, taka możliwość istnieje wyłącznie w przypadku występowania tego, co dr Warren Weaver (dawniej członek fundacji Rockefellera) nazywał „zjawiskiem niezorganizowanej złożoności” — w przeciwieństwie do „zjawisk zorganizowanej złożoności”, z którymi mamy do czynienia w naukach społecznych[2]. Z zorganizowaną złożonością mamy do czynienia wtedy, gdy charakter struktur zależy nie tylko od cech pojedynczych jej elementów oraz częstotliwości ich występowania, ale też od układu ich wzajemnych powiązań. Wyjaśniając sposób funkcjonowania takich struktur, nie możemy zastąpić precyzyjnej wiedzy o układzie elementów danymi statystycznymi — jeżeli nasza teoria ma służyć do dokonywania precyzyjnych prognoz, potrzebna jest pełna wiedza o elementach struktury w ich wzajemnym układzie. Bez takiego zasobu informacji jesteśmy ograniczeni do tego, co przy innej okazji nazwałem prognozami wzorów, czyli do przewidywań dotyczących pewnych ogólnych cech całej struktury, które nie dają nam wiedzy o przyszłych stanach poszczególnych elementów[3].

Jest to szczególnie prawdziwe w przypadku teorii determinacji układu względnych cen i płac, które ukształtują się na poprawnie funkcjonującym rynku.  W kształtowaniu się tych cen i płac w grę wchodzą wszystkie fragmentaryczne informacje posiadane przez każdego uczestnika procesu rynkowego; żaden naukowy obserwator ani pojedynczy umysł nie jest w stanie posiąść całości tej wiedzy. Źródłem wyższości porządku rynkowego oraz jego historycznej dominacji nad innymi porządkami społecznymi (która występowała zawsze, o ile państwo nie tłamsiło rynku) był właśnie fakt, że występująca na rynku alokacja zasobów wykorzystuje więcej rozproszonej pomiędzy niezliczonymi podmiotami wiedzy o poszczególnych faktach, niż mogłaby kiedykolwiek posiąść jedna osoba. Zatem my, naukowcy, nie jesteśmy w stanie poznać wszystkich determinantów badanego systemu i nie możemy wiedzieć, przy jakiej dokładnie strukturze cen i płac popyt będzie się wszędzie równał podaży. Dlatego też nie możemy badać odchyleń od owego stanu „równowagi”; nie możemy również testować statystycznie naszej teorii, że to owe odchylenia odpowiadają za niemożliwość sprzedaży określonych dóbr i usług po oferowanych cenach.

Przed dokonaniem analizy skutków powyższych problemów na obecną politykę zatrudnienia chciałbym jeszcze sprecyzować, jakim ograniczeniom poddana jest nasza wiedza numeryczna. Czynię to, by nie powstało wrażenie, że jestem przeciwnikiem jakichkolwiek zastosowań metod matematycznych w ekonomii. Uważam, że ważną zaletą metod matematycznych jest możliwość wykorzystania równań algebraicznych do opisu ogólnego stanu rzeczy, nawet jeśli nie znamy liczbowych wartości zmiennych, które ten konkretny stan determinują. Nie moglibyśmy stworzyć tak wyczerpującego obrazu współzależności zjawisk rynkowych bez użycia metod algebraicznych. Powstało jednak złudzenie, że możemy użyć tych metod do dokonywania numerycznych prognoz pewnych wielkości. Skończyło się ono próżnym poszukiwaniem ilościowych lub numerycznych stałych. Stało się tak, pomimo że twórcy ekonomii matematycznej takich iluzji nie mieli. Trzeba przyznać, że ich system równań opisujących funkcjonowanie rynku jest stworzony w taki sposób, że gdybyśmy mogli uzupełnić wszystkie luki abstrakcyjnych formuł, czyli gdybyśmy znali wszystkie parametry równań, to otrzymalibyśmy dokładne ceny i ilości sprzedawanych produktów. Ale, jak stwierdził wyraźnie Vilfredo Pareto, jeden z twórców ekonomii matematycznej, celem tworzenia równań nie może być „dojście do konkretnych cen”, ponieważ „absurdem” byłoby założyć, że możemy zebrać wszystkie potrzebne dane[4]. W zasadzie do tego samego wniosku doszli już intrygujący poprzednicy współczesnych ekonomistów, hiszpańscy scholastycy żyjący w XVI w., którzy podkreślali, że tzw. pretium mathematicum, cena matematyczna, zależy od tak wielkiej liczby zmiennych okoliczności, iż poznać może ją tylko Bóg[5]. Chciałbym, by ekonomiści matematyczni wzięli to sobie do serca. Muszę się przyznać, że ciągle powątpiewam, czy ich poszukiwania mierzalnych zmiennych dopomogły w poszerzeniu naszego teoretycznego zrozumienia zjawisk gospodarczych — w przeciwieństwie do niepodważalnego, pozytywnego wkładu w opis konkretnych sytuacji. Nie przekonuje mnie także wymówka, że jest to młoda gałąź badań. Przecież Sir William Petty, twórca ekonometrii, był zaledwie nieco starszym kolegą sir Isaaca Newtona w Royal Society!

Istnieje co najmniej kilka szkód, jakie uczyniło ekonomii zabobonne utrzymywanie, że tylko mierzalne wielkości są istotne, jednak przykłady obecnej inflacji i bezrobocia są szczególnie poważne. Przez ów zabobon prawdziwe przyczyny znacznego bezrobocia nie są przyjmowane do wiadomości przez scjentystycznie nastawionych ekonomistów, gdyż naszej teorii nie można potwierdzić, obserwując relacje między mierzalnymi wielkościami. Do tego koncentracja na łatwo obserwowalnych, mierzalnych zmiennych doprowadziła do implementacji takiej polityki gospodarczej, która tylko pogorszyła stan rzeczy.

Trzeba tutaj wyraźnie przyznać, że teoria, którą uznaję za właściwe wyjaśnienie bezrobocia, ma dość ograniczoną wartość prognostyczną — pozwala tylko na ogólne prognozy co do rodzaju zdarzeń, jakich możemy spodziewać się w danej sytuacji. Bardziej ambitne teorie prowadzą jednak do kiepskiej polityki i dlatego przyznaję, że wolę wiedzę prawdziwą, choć niedoskonałą, w której sporo miejsca zajmują zdarzenia nieprzewidziane i niezdeterminowane, od pozorów dokładnej wiedzy, kiedy wiadomo, że cała konstrukcja jest fałszywa. Chęć uzyskania poparcia w środowisku naukowym dzięki stosowaniu ogólnie przyjętych standardów do tworzenia eleganckich choć fałszywych teorii może mieć, jak pokazuje nasz przykład, poważne konsekwencje.

Dominująca teoria „makroekonomiczna” rekomenduje zwiększanie zagregowanego popytu w przypadku bezrobocia, co powoduje znacznych rozmiarów błędną alokację zasobów, co z kolei doprowadzi do nieuniknionego bezrobocia na jeszcze większą skalę w przyszłości. Ciągłe wtłaczanie pieniędzy do określonych miejsc gospodarki stwarza przejściowy wzrost popytu w tych miejscach. Dodatkowy popyt zniknie jednak, jak tylko zaprzestaniemy wtłaczania pieniędzy lub je po prostu spowolnimy. To wszystko, razem z oczekiwaniem wzrostu cen, przyciąga zasoby do linii produkcji, które można utrzymać jedynie tak długo, jak długo powiększamy podaż pieniądza w tym samym tempie — a być może nawet, jak długo wzrost podaży pieniądza przyśpiesza. Taka polityka nie doprowadziła do poziomu zatrudnienia niemożliwego do osiągnięcia innymi środkami. Doprowadziła raczej do takiej dystrybucji zatrudnienia, której nie da się utrzymać — chyba że za cenę inflacji tak wielkiej, iż upadnie całe życie gospodarcze. Z powodu błędnej teoretycznej konstrukcji znaleźliśmy się w sytuacji, w której nie jesteśmy w stanie powstrzymać powrotu znacznego bezrobocia. Nie chodzi o to, jak czasem przedstawia się to stanowisko, że wywołanie bezrobocia jest narzędziem do walki z inflacją; bezrobocie, choć niechciane jest jednak nieuniknione i pojawi się samo, jak tylko inflacja przestanie przyspieszać.

Zostawmy już praktyczne problemy dzisiejszej polityki gospodarczej. Przedstawiłem je głównie po to, by pokazać poważne konsekwencje, jakie mogą mieć błędne idee z dziedziny filozofii nauki. Teraz chciałbym zwrócić uwagę na ryzyko, jakie niesie ze sobą szersze zjawisko — bezkrytyczna akceptacja teorii, które wydają się naukowe, tak jak w omawianym powyżej przypadku. Używając przykładu, chciałem zwrócić uwagę na pewien problem, który dotyczy nie tylko mojej dziedziny, ale wszystkich nauk o człowieku. Otóż te metody, które wydają się w nich najbardziej naukowe, są zwykle najmniej naukowymi. Co więcej, to właśnie w naukach społecznych istnieją konkretne granice możliwości poznania. Jeśli zatem powierzymy nauce — lub celowej kontroli zgodnej z zasadami nauki   — zadania, których rozwiązanie wykracza poza możliwości metody naukowej, to skutki takiej sytuacji mogą być opłakane. Ogromny postęp w naukach przyrodniczych wyprzedził wszelkie oczekiwania tak bardzo, że wspominanie o granicach nauki wydaje się podejrzane. Szczególnie podejrzliwi będą ci, którzy mieli nadzieję, że rosnące zdolności kontrolowania i prognozowania — zjawiska uważane za typowe efekty rozwoju nauki — można zastosować w społeczeństwie, formując je zgodnie z własnymi upodobaniami. W przeciwieństwie jednak do nauk przyrodniczych, których odkrycia doprowadzają niektórych do euforii, wiedza, jaką osiągnęliśmy dzięki rozwojowi nauk społecznych, skłania raczej do poskromienia własnych zamierzeń. Nie dziwi też, że wielu młodym badaczom trudno się pogodzić z takim stanem rzeczy. Ufność pokładana w moce nauki bierze się często z fałszywego przeświadczenia, że metoda naukowa to po prostu powtarzanie gotowej już procedury. Badacze skupiają się na formie zamiast na istocie procedury naukowej, tak jakby przestrzeganie przepisu kulinarnego mogło rozwiązać wszystkie społeczne problemy. Czasami wydaje się wręcz, że techniki naukowe są dużo prostsze do przyswojenia, niż nauczenie się rozpoznawania problemów naukowych i sposobów ich rozwiązywania.

Istnieje poważny rozdźwięk między tym, czego od naukowców oczekuje opinia publiczna, a tym, co naukowcy naprawdę mogą zrobić. Nawet jeśli prawdziwi naukowcy zdadzą sobie sprawę z ograniczeń własnej wiedzy w zakresie ludzkich problemów, to — o ile opinia publiczna oczekuje czegoś więcej — zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie twierdził, zapewne szczerze, że jest w stanie sprostać wymaganiom społeczeństwa, choćby było to w rzeczywistości niemożliwe. Ekspert, nie mówiąc już o laiku, ma czasami spore trudności, by odróżnić poprawne i niepoprawne twierdzenia naukowe. Ogromny medialny rozgłos, z jakim spotkał się przedstawiany jako naukowy raport o granicach rozwoju (The Limits to Growth), i medialna cisza wokół druzgocącej krytyki, z jaką ów raport spotkał się w kręgach eksperckich[6], może budzić poważne zastrzeżenia co do wykorzystania prestiżu nauki. Daleko posunięte postulaty naukowego kierowania ludzkimi zachowaniami i pragnienia zastąpienia spontanicznych procesów „świadomą ludzką kontrolą” pojawiają się nie tylko w ekonomii. Wydaje mi się, że psychologia, psychiatria, niektóre gałęzie socjologii, by nie wspomnieć o tzw. filozofii historii, są jeszcze bardziej niż ekonomia skażone tym, co nazwałem przesądem naukowości i twierdzeniami o dalekosiężnych celach, jakie nauka może osiągnąć[7].

Jeśli chcemy obronić reputację nauki i nie dopuścić do panoszenia się aroganckiej wiedzy opartej na rzekomej zbieżności procedur nauk przyrodniczych i społecznych, musimy poświęcić wiele wysiłku w demaskowanie takiej arogancji, która stała się już racją bytu niektórych wydziałów uniwersyteckich. Trudno wyrazić naszą wdzięczność Karlowi Popperowi i innym współczesnym filozofom nauki, którzy dali nam wspaniały test na odróżnianie naukowego od nienaukowego — test, którego wiele doktryn uważanych za naukowe by nie przeszło. Szczególne problemy z tym związane istnieją w sferze zjawisk z natury złożonych, takich jak struktury społeczne. Dlatego też pozwolę sobie ponownie przypomnieć w bardziej ogólny sposób powody, dla których w tej sferze istnieją absolutne granice w prognozowaniu wydarzeń i dlaczego zapominanie o tych granicach może samo w sobie stać się przeszkodą w rozwoju ludzkiej wiedzy.

Przede wszystkim musimy pamiętać, że wielki postęp nauk przyrodniczych dokonał się tam, gdzie okazało się, że wyjaśnienie i prognozy opierają się na prawach, które ujmują obserwowane zjawiska jako funkcje relatywnie nielicznych zmiennych — konkretnych faktów lub względnej częstotliwości występowania określonych zdarzeń. Być może dlatego określone zjawiska nazywamy „fizycznymi” w odróżnieniu od bardziej zorganizowanych struktur, które nazywam tu zjawiskami z natury złożonymi. Nie ma powodów, by traktować oba rodzaje zjawisk identycznie. Problemem przy badaniu zjawisk drugiego rodzaju nie jest, jak mogłoby się wydawać, samo formułowanie teorii wyjaśniających obserwacje — chociaż kształt teorii powoduje określone trudności w testowaniu hipotez i eliminacji błędnych wyjaśnień. Głównym problemem są raczej trudności związane z zastosowaniem teorii do konkretnej sytuacji rzeczywistego świata. Teoria dotycząca złożonych zjawisk musi odnosić się do dużej liczby faktów. Aby przejść od teorii do prognozy musimy wziąć pod uwagę wszystkie te fakty. Jeśli zbierzemy wszystkie potrzebne dane, to nie powinniśmy mieć trudności ze stworzeniem prognoz, które można by testować — przy obecnych technikach komputerowych wprowadzenie danych do z góry określonej formuły i otrzymanie wyniku jest dość proste. Prawdziwą przeszkodą, przy pokonaniu której nauka niewiele może pomóc i która często jest nie do pokonania, jest ustalenie wszystkich potrzebnych danych.

Prosty przykład pomoże nam zrozumieć tę trudność. Wyobraźmy sobie grę w piłkę rozgrywaną przez kilku graczy o podobnych umiejętnościach. Jeśli oprócz ogólnych wiadomości o umiejętnościach poszczególnych graczy znalibyśmy konkretne fakty, takie jak poziom koncentracji graczy, ich wrażenia, stan ich serc, płuc, mięśni itp. w każdym momencie gry, zapewne przewidzielibyśmy wynik. Jeśli znamy zarówno zasady gry, jak i poziom drużyn, to powinniśmy wiedzieć, od czego będzie zależał wynik rozgrywki. Jednakże, nie będziemy, rzecz jasna, w stanie zebrać wszystkich faktów i dlatego też wynik meczu nie będzie naukowo przewidywalny — nawet jeśli wiemy, od czego ten wynik zależy. Nie znaczy to, że nie możemy w ogóle prognozować niczego o przebiegu danej rozgrywki. Jeśli znamy reguły różnych przyszłych gier, to, oglądając jedną z nich, szybko zorientujemy się, jaką grę obserwujemy i jakich zagrywek możemy się spodziewać, a jakich nie. Nasza zdolność prognozowania będzie ograniczona do ogólnych cech zdarzenia i nie będzie dotyczyć wyników poszczególnych sytuacji.

O tym właśnie mówiłem, wspominając o prognozach wzorów, do których jesteśmy zmuszeni się ograniczać, w miarę jak przechodzimy od zjawisk rządzonych przez dość proste prawa, do zjawisk o zorganizowanej złożoności. W trakcie rozwoju naszej wiedzy okazuje się, że coraz częściej spotykamy się z sytuacją, w której możemy zebrać tylko część niezbędnych faktów determinujących przebieg zjawiska. Dlatego też nie możemy prognozować wszystkich właściwości określonego zdarzenia, a jedynie ich część. Często możemy prognozować jedynie abstrakcyjne właściwości wzoru, jaki się pojawi, innymi słowy: relacje pomiędzy elementami, o których osobno niewiele możemy powiedzieć. Pragnę jednak powtórzyć, że ciągle mamy tu do czynienia z prognozami, które można falsyfikować i które mają z tego powodu empiryczne znaczenie.

Oczywiście, w porównaniu do dokładnych prognoz, jakich oczekujemy od nauk przyrodniczych, prognozy wzorów to mniej atrakcyjna opcja i trudno pogodzić się z faktem, że to wszystko, czego możemy wymagać. W związku z tym pragnę przestrzec przed zagrożeniem, że za naukowe będziemy uznawać wyłącznie właśnie takie stwierdzenia, które będą osiągały więcej. Takim poglądem otwieramy drogę szarlatanerii i jeszcze gorszym zjawiskom. Jeśli będziemy działać podług twierdzenia, że posiadamy wiedzę i władzę niezbędną do kształtowania procesów społecznych zgodnie z naszymi upodobaniami, a takiej wiedzy nie posiadamy, to wyrządzimy sobie krzywdę. W naukach przyrodniczych nie ma przeciwwskazań do prób robienia tego, co niemożliwe, bo nawet zbyt optymistyczny w swych założeniach eksperyment może wzbogacić naszą wiedzę. Błędne mniemanie o dobroczynnych skutkach jakiegoś zdarzenia w sferze społecznej doprowadzi z kolei prawdopodobnie do przyznania prawa stosowania przymusu określonym organom rządowym. Nawet jeśli taka władza nie jest sama w sobie zła, to jej wykonywanie powstrzyma działanie spontanicznych, porządkujących sił, dzięki którym człowiek może osiągać swoje cele (mimo że tych sił często nie rozumie). Dopiero zaczynamy rozumieć, jak subtelny jest system komunikacji rozwiniętych, industrialnych społeczeństw — zwany rynkiem — i o ile bardziej efektywnie od jakiegokolwiek zaprojektowanego przez ludzi systemu wykorzystuje on rozproszoną wiedzę.

Jeśli w naszych próbach poprawy ładu społecznego mamy czynić więcej pożytku niż szkód, musimy zapamiętać, że kiedykolwiek mamy do czynienia ze zjawiskami o zorganizowanej złożoności, nie możemy uzyskać całej wiedzy umożliwiającej nam pełną kontrolę wydarzeń. Musimy zatem użyć takiej wiedzy, jaką możemy zdobyć. Nie możemy być podobni do rzemieślnika, który rzeźbi dzieło sztuki za pomocą swoich rąk — musimy raczej dbać o rozwój poprzez zapewnianie odpowiedniego otoczenia, tak jak ogrodnik zapewnia odpowiednie warunki roślinom. Postęp w naukach przyrodniczych spowodował, że człowiek „pijany sukcesem” — by użyć popularnego komunistycznego zwrotu[8] — wystawiony jest na pokusę rozciągnięcia swojej władzy nie tylko na środowisko, ale i na ludzką wolę. Zdanie sobie sprawy z granic własnego poznania powinno stanowić dla badacza społeczeństwa lekcję pokory, która chroni przed żądzą kontrolowania społeczeństwa. Taka żądza czyni bowiem człowieka nie tylko tyranem, ale też niszczycielem cywilizacji — cywilizacji, której nie zaprojektował żaden umysł, ale która jest wynikiem wolnych przedsięwzięć milionów jednostek.

 


[1] „Scientism and the Study of Society”, Economica, vol. IX, no. 35, August 1942, przedrukowane w: The Counter-Revolution of Science, Glencoe, Ill., 1952, s. 15 przedruku.

[2] Warren Weaver, „A Quarter Century in the Natural Sciences”, The Rockefeller Foundation Annual Report 1958, rozdział I, „Science and Complexity”.

[3] Zob. mój esej: „The Theory of Complex Phenomena” w: The Critical Approach to Science and Philosophy. Essays in Honor of K.R. Popper, red. M. Bunge, New York 1964, i przedrukowany (z dodatkami) w moich Studies in Philosophy, Politics and Economics, London and Chicago 1967.

[4]V. Pareto, Manuel d’économie politique, 2. wyd., Paris 1927, s. 223-4.

[5] Zob. np. Luis Molina, De iustitia et iure, Cologne 1596-1600, tom. II, disp. 347, no. 3, oraz zwłaszcza Johannes de Lugo, Disputationum de iustitia et iure tomus secundus, Lyon 1642, disp. 26, sect. 4, no. 40.

[6] Zob. The Limits to Growth: A Report of the Club of Rome’s Project on the Predicament of Mankind, New York 1972; systematyczne przejrzenie tez zawartych w raporcie można znaleźć w pracy ekonomisty Wilfreda Beckermana, In Defence of Economic Growth, London 1974, a listę wcześniejszej, eksperckiej krytyki u Gottfrieda Haberlera, Economic Growth and Stability, Los Angeles 1974, który słusznie uważa krytykę za „druzgoczącą” dla raportu.

[7] Takie tendencje w niektórych dziedzinach nauki zilustrowałem przykładami podczas mojego wykładu inauguracyjnego na Uniwersytecie Salzburskim, Die Irrtümer des Konstruktivismus und die Grundlagen legitimer Kritik gesellschaftlicher Gebilde, Munich 1970, przedrukowane przez Walter Eucken Institute, Freiburg i.Brg. J.C.B. Mohr, Tübingen 1975.

[8] Chodzi o popularny tytuł artykułu Józefa Stalina z gazety „Prawda” z dnia 2. marca 1930, w oryginale brzmiący „Головокружение от успехов” (przyp. tłum.).

 

© The Nobel Foundation 1974

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Friedrich August von Hayek

Noblista z 1974 r.

Pozostałe wpisy autora:

37 Komentarze “Hayek: Pozory wiedzy

  1. Ech…ja już nie marzę, że za mojego życia coś się zmieni…Chciałbym aby w sferze publicznej chociaż na krótko zaistniały takie tematy. Dlatego głosuję na JKM i Kongres Nowej Prawicy.

  2. Jakie są kompetencje Hayeka które dają mu prawo wypowiadania się na temat nauk przyrodniczych?
    W jego życiorysie nie znalazłem nic co sugerowałoby chociaż, że posiada jakakolwiek wiedzę w tym obszarze.
    Czy ktoś wie jaka była wiedza Hayeka w zakresie nauk przyrodniczych?

    Co do bezrobocia, to przecież jest to banalne zagadnienie, wymiana międzyludzka ustaje gdy jest ona za droga. Dlaczego jest za droga? To może być kilka przyczyn.

  3. Balcerek, czytałem „Erę Zawirowań” Alana Greespana. Wiesz chociaż to co za książka?

  4. @5
    Takie, że potrafię obronić swoje stanowisko w przeciwieństwie do Ciebie.
    Gorzej z Hayekiem, zdanie;
    „O ile w naukach przyrodniczych badacz będzie w stanie mierzyć wszystko,”
    świadczy, że niewiele wie o naukach przyrodniczych

  5. @12
    Reszta zdania nic nie zmienia a zresztą jest ich więcej:

    „Inaczej niż w naukach przyrodniczych, w ekonomii i innych dyscyplinach naukowych zajmujących się zjawiskami z natury złożonymi,”

    „W naukach przyrodniczych zakłada się, nie bez przyczyny, że każdy ważny czynnik determinujący obserwowane zjawisko będzie również bezpośrednio obserwowalny i możliwy do zmierzenia”

    Żadne z nich nie jest prawdziwe.

  6. Zresztą Hayek może sobie wygłaszać tezy na temat nauk przyrodniczych. Proszę bardzo. Ja się tylko zastanawiałem czy ma jakieś przygotowanie, praktykę aby to robić. Wasze odpowiedzi interpretuję tak, że nie miał żadnego doświadczenia w tej branży i o to mi tylko chodziło.

  7. ad 13, 14
    Rozumiem, że pan napisał więcej książek z dziedziny nauk przyrodniczych niż Hayek i że zostały one przez specjalistów w danej dziedzinie przyjęte równie dobrze co Sensory Order. Można o ich tytuły prosić?

  8. „At his father’s suggestion as a teenager, Hayek read the genetic and evolutionary works of Hugo de Vries[…]Hayek studied in Constantin von Monakow’s Institute of Brain Anatomy, where Hayek spent much of his time staining brain cells. Hayek’s time in Monakow’s lab, and his deep interest in the work of Ernst Mach, inspired Hayek’s first intellectual project, eventually published as The Sensory Order (1952). It located connective learning at the physical and neurological levels, rejecting the „sense data” associationism of the empiricists and logical positivists. Hayek presented his work to the private seminar he had created with Herbert Furth called the Geistkreis.”

  9. Mechanika kwantowa również precyzyjnie ujmuje badane zjawiska ale na sposób probabilistyczny.
    Nauki ścisłe nie kończą się na fizyce kwantowej.

  10. ad 17
    Tak, napisał, Sensory Order.
    Z pana wypowiedzi wynika, że trzeba mieć przygotowanie, praktykę, doświadczenia w danej dziedzinie, by się wypowiadać na dany temat (przynajmniej sensownie, jest pan liberałem i mówi, że wypowiadać może się każdy, nawet Hayek). Pan również się w tej materii co Hayek wypowiadał, twierdząc, że część zdań Hayeka jest fałszywa. Zatem pomyślałem, że ma pan zapewne większe przygotowanie, praktykę, doświadczenie niż jakiś tam Hayek, dyletant co lubił mówić o tym, na czym się nie zna.

  11. @ 18 „Mechanika kwantowa również precyzyjnie ujmuje badane zjawiska ale na sposób probabilistyczny.”
    Np. zasadą nieoznaczoności lub nieokreśloności W. K. Heisenberga, którą zaadoptował do nauk społecznych Epstein:
    Tylko dwa z trzech istniejących parametrów mogą być zdefiniowane jednocześnie. Parametrami tymi są: zadanie, czas i zasoby.
    Jeśli wiadomo, na czym polega zadanie i istnieje jakiś limit czasowy przeznaczony na jego wykonanie, nie wiadomo wtedy jakie będą koszta.
    Jeśli jasno zdefiniowano czas i zasoby, nie można określić, jaką część zadania zostanie wykonana.
    Jeśli masz jasno określony cel oraz określoną ilość pieniędzy, jaka według obliczeń potrzebna będzie na wykonanie zadania, nie możesz przewidzieć czy i kiedy cel zostanie osiągnięty.

  12. @20
    Pan wybaczy ale zdania:
    „„Inaczej niż w naukach przyrodniczych, w ekonomii i innych dyscyplinach naukowych zajmujących się zjawiskami z natury złożonymi,””
    Nikt rozsądny nie uzna za prawdziwe.
    Czy Pan uważa, że nauki przyrodnicze nie zajmują się zjawiskami z natury złożonymi?

    Kiedyś funkcjonowało bardzo dobre pojęcie „nauki empiryczne” oznaczało ono, że za naukowe uznawano tylko to co można było potwierdzić eksperymentem.
    Nic dziwnego, że od tego sposobu myślenia „naukowcy” odeszli bo wtedy nauki społeczne do których jak rozumiem Hayek zalicza ekonomię nie mogły by zostać nawet uznane za naukowe …

  13. ad 22

    Skoro wyodrębniono specjalne pojęcie „nauki empiryczne”, to chyba jasne, że przyjmowano również istnienie „nauk nieempirycznych” – inaczej po co wprowadzać zamęt dodając zbędne przymiotniki.

    Jak zauważył MB, matematykę chyba uznawano za naukę, mimo że w żadnym stopniu nie jest „nauką empiryczną”.

  14. @4:
    „Co do bezrobocia, to przecież jest to banalne zagadnienie, wymiana międzyludzka ustaje gdy jest ona za droga. Dlaczego jest za droga? To może być kilka przyczyn.”

    Co Pan miał na myśli pisząc, że „wymiana międzyludzka ustaje gdy jest ona za droga”? Istnieje coś takiego, jak cena aktu wymiany?

  15. Hayek klasyfikuje niektóre zjawiska jako „z natury złożone”, czyli takie, których nie da się opisać przy użyciu niewielu zmiennych.

    Następnie dzieli je (za Warrenem Weaverem) na „niezorganizowanie złożone” – które można opisać przy pomocy rozkładów prawdopodobieństwa, „zorganizowanie złożone”.

    Być może nie jest to do końca jasne przez zamienne używanie pojęć „physical sciences” i „natural sciences”, które tłumaczyliśmy jako „nauki przyrodnicze”, a nie wiadomo, czy sam Hayek je rozróżniał, czy nie.

    Jednak z fragmentu „nauki społeczne, podobnie jak część biologii, a odwrotnie niż większość nauk przyrodniczych, zmagają się ze strukturami, które są z natury złożone” oraz przywołania postaci Weavera wynika, że Hayek dzielił zjawiska tak, jak opisałem powyżej.

  16. @17. Stanisław Chmielewski

    Nikt nie „sugeruje”, że Hayek napisał książkę w dziedzinie nauk przyrodniczych. To było STWIERDZENIE (trzykrotne) z podaniem tytułu: Sensory Order.

    W kwestii życiorysu Hayeka to do cytatu fendera dodałbym jeszcze, że w Chicago Hayek prowadził seminaria poświęcone właśnie Sensory Order i dualizmowi metodologicznemu (różnicom między metodą nauk przyrodniczych i nauk społecznych), na które uczęszczali tacy giganci nauk przyrodniczych jak Sewall Wright czy Enrico Fermi.

  17. @23
    Nie wiem, myśli Pan, że to ja wymyśliłem pojęcie nauki empiryczne?

    @24
    Dlaczego uważasz, że matematyka nie jest nauką empiryczną?

    @25
    VAT?

    @26
    Ja się tylko zastanawiam, czy Pan na prawdę uważa nauki przyrodnicze za z natury proste (niezłożone).

    @27
    Ależ ja się nie pytałem czy on napisał książkę z dziedziny nauk przyrodniczych. Zastanawiałem się tylko jakie jest jego doświadczenie w branży o której ma tak lekceważącą opinię.
    Moje doświadczenie podpowiada mi, że to wcale nie jest takie proste. Wręcz przeciwnie nauki przyrodnicze wydają się ciągle zbyt złożone jak na możliwości poznawcze człowieka.

  18. @28

    Matematyka jest nauką aksjomatyczną, w której wszystkie twierdzenia są na nich oparte. Twierdzenia matematyczne nie podlegają weryfikacji empirycznej – nie mogą być udowodnione lub obalone za pomocą eksperymentu.

  19. @28. stanisław chmielewski

    (@23) Logika i matematyka to tzw. nauki formalne. Nauki empiryczne współczesna filozofia nauki klasyfikuje za Popperem, tak jak przytacza Hayek: takie, których twierdzenia można falsyfikować. Polecam lekturę Poppera, konsekwentny popperyzm to na prawdę naprawdę (ups, dzięki fender) fascynujące narzędzie zrozumienia nauki jako takiej.

    (@24) Pewnie dlatego, że matematyka jest powszechnie klasyfikowana jako nauka formalna. Por. też wpis 29.

  20. @28. stanisław chmielewski

    (@26) Wyrwał Pan z kontekstu fragment ustnej wypowiedzi, być może niezbyt precyzyjnej, jednak jasnej w kontekście. Przedstawię Panu istotne dla kontekstu cytaty jako jedno zdanie, być może to ułatwi zrozumienie co miał na myśli Hayek:

    Wg Hayeka „złożone z natury” są zjawiska opisywalne wyłącznie „przy pomocy modelu o znacznej liczbie zmiennych”, o których dane „są z konieczności ograniczone”; należą do nich „nauki społeczne, podobnie jak część biologii”, a nie należy „większość nauk przyrodniczych”. Te zaś z nauk przyrodniczych, które cechuje jednak złożoność można analizować „poprzez wykorzystanie danych o względnych częstotliwościach lub prawdopodobieństwie wystąpienia różnych [ich] cech”, ponieważ są wśród nauk fizycznych takie, które zajmują się zjawiskami „niezorganizowanej złożoności”.

    Czyli Hayek sam doprecyzowuje, że istnieją części nauk przyrodniczych, które badaja zjawiska „z natury złożone” – „niezorganizowanie złożone”.

  21. Polecam kilka źródeł dot. „przyrodniczych” kwalifikacji Hayeka.

    O studiowaniu psychologii.

    O studiowaniu w Instytucie Anatomii Mózgu Constantina von Monakowa

    O statusie psychologii jako nauki także przyrodniczej

    O Sensory Order jako o książce z dziedziny „przyrodniczej” psychologii:

    „Friedrich Hayek’s theory of mind is shown to have anticipated Modern conceptualizations in neurology, psychology and artificial intelligence research.”

    G.R. Steel, „Hayeks Sensory Order”, Theory and Psychology, June 2002 vol. 12 no. 3, 387-409

    „The Sensory Order ought to be regarded as one of the most creative and innovative attempts to develop a biologically founded epistemology by means of establishing a direct link between a global brain theory and philosophy. More particularly Hayek provided the starting points for a fully-fledged evolutionary epistemology that simultaneously analyses phylogenetic and ontogenetic aspects of human cognition present in the development of neuronal structures.”

    C. Herrmann-Pillath, 1992, „The brain, its sensory order, and the evolutionary concept of mind: On Hayek’s contribution to evolutionary epistemology”, Journal of Social and Evolutionary Systems, 15(92), 145–186.

    O wykorzystanej przez Hayeka koncepcji złożoności nauk:

    Warren Weaver, „A Quarter Century in the Natural Sciences”, 1961, Public Health Reports

    O szacunku, jakim darzył Hayek nauki przyrodnicze i jej przedstawicieli:

    Wywiad, w którym Hayek opowiada o swoich kontaktach z Enrico Fermim, Sewallem Wrightem etc., i opisuje je jako jedne z „najbardziej ekscytujących chwil w życiu.” Spotykał ich w czasie prowadzonych przez siebie seminariów dot. metodologii nauk oraz Sensory Order.

    Komentarz został zmodyfikowany dnia 29 lipca 2011.

  22. Uwaga raczej techniczna.
    Może umożliwić umieszczanie postów w dwójnasób – tak jak teraz lub dodać możliwość jakiejś prostej rejestracji, tylko po to aby nikt inny nie miał takiego samego nicka/imienia i nazwiska.
    Strona zdaje się, że jest oparta o WordPress, więc jest tam opcja tworzenia kont z uprawnieniami subskrybenta, gdzie ten może jedynie ustawić informacje o sobie. Posty takiego wydaje mi się, że też automatycznie podlegają moderacji.
    Znalazłyby się pewnie odpowiednie wtyczki aby dopasować rejestrację do swoich wymagań, jak np po prostu przez zgodę moderatora – http://wordpress.org/extend/plugins/confirm-user-registration/

  23. Ad 33 piotrt
    Chyba autorzy strony żądają podania adresu e-mail aby wiedzieć, że ktoś się nie podszywa pod dany nik?
    Jedynie pozostali użytkownicy nie mają takiej wiedzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy