Hayek: Moralny nakaz rynku

21 sierpnia 2011 Etyka komentarze: 15

Autor: Friedrich A. Hayek
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Dawid Wtorek
Wersja PDF

rynekPodczas przygotowywania przemówienia dla London Economic Club — które odbyło się, zupełnie zresztą przypadkowo, w tym samym roku, w którym John Maynard Keynes opublikował książkę: Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza — zauważyłem, że moje poprzednie prace w różnych gałęziach ekonomii miały wspólny fundament. Chodzi mianowicie o spostrzeżenie, że system cen jest instrumentem, który umożliwia milionom ludzi dostosowywać swoje wysiłki do wydarzeń, potrzeb oraz warunków, o których najczęściej nie mają żadnej konkretnej, bezpośredniej wiedzy, oraz że cała koordynacja światowej gospodarki odbywa się w oparciu o pewne praktyki oraz zwyczaje, które powstały nieświadomie. Problem, który po raz pierwszy zidentyfikowałem w trakcie studiowania cykli koniunkturalnych, polegał na tym, że fałszywe sygnały cenowe prowadzą do błędnej alokacji wysiłku człowieka. Podążyłem za tą sugestią w innych gałęziach ekonomii.

 

Inspiracja Ludwigiem von Misesem

Inspirację czerpałem z przemyśleń Ludwiga von Misesa na temat gospodarki centralnie planowanej. Zrozumiałem to jeszcze lepiej podczas badań nad skutkami nałożenia ograniczeń na wysokość pobieranych czynszów — zrozumiałem dobitnie, że interwencja państwowa w system cen niszczy ludzki wysiłek gospodarczy.

Wiele czasu zajęło mi zrozumienie tej dość prostej koncepcji. Byłem zdumiony, że książka Misesa: Socjalizm[1],  która była tak przekonująca dla mnie i którą uważałem za ostateczny dowód na niemożliwość funkcjonowania centralnego planowania, nie przekonała reszty świata.

 

Ceny oraz ład ekonomiczny

Stopniowo zrozumiałem, że podstawową funkcją ekonomii jest wyjaśnienie, jak człowiek dostosowuje się do danych, których wcześniej nie posiadał. Cały ład ekonomiczny opiera się na fakcie, że posiadanie cen za przewodnika prowadzi do sytuacji, w której odpowiadamy na popyt oraz wykorzystujemy możliwości nieznanych nam ludzi. Polegaliśmy na systemie, którego nigdy nie zrozumieliśmy i którego nie zaprojektowaliśmy. Ten system umożliwił nam wytworzenie bogactwa potrzebnego do utrzymania rosnącej populacji i spowodował, że mogą istnieć inicjatywy, by to bogactwo dzielić bardziej sprawiedliwie. W zasadzie, pogląd, według którego ceny są sygnałami powodującymi niezaplanowaną koordynację działań tysięcy jednostek, był w pewnym sensie nowoczesną teorią cybernetyczną. Został główną ideą moich prac.

Zmusiło mnie to nieuchronnie do zbadania związku między obecnymi przekonaniami politycznymi oraz zachowaniem systemu, od którego zależy bogactwo, z którego jesteśmy tak dumni. Pomimo tego, że Adam Smith — tak samo jak Marshall 150 lat później — zrozumiał, że sukces naszego systemu ekonomicznego polega na niezamierzonym procesie koordynacji czynności całej masy jednostek, to nigdy nie zdołał on przekonać liderów opinii publicznej, że tak właśnie jest.

To stało się moim głównym zadaniem, i zajęło mi to około 50 lat, aby móc wyrazić to tak zwięźle, jak to przed chwilą starałem się uczynić. Nawet 10 lat temu nie byłem w stanie tego dokonać wystarczając jasno. Wydaje się oczywiste, że podstawą naszej cywilizacji i naszego bogactwa jest system sygnałów, który informuje nas — choć niekoniecznie w doskonały sposób — o efektach milionów wydarzeń, do których musimy się dostosować, i o których możemy nie mieć żadnych bezpośrednich informacji.

 

Ulepszanie systemu rynkowego

Gdy zaakceptujemy prawdziwość tego poglądu, to powstaje szereg konsekwencji. Trzeba się ograniczyć do stworzenia instytucjonalnych ram, wewnątrz których system cen będzie działał tak efektywnie jak to tylko możliwe. W innym wypadku jego funkcja zostaje wypaczona. Jeżeli więc jest prawdą, że ceny są sygnałami, które umożliwiają nam dostosowanie naszych działań do nieznanych wydarzeń oraz potrzeb, to bezsensowne jest przekonanie, że można kontrolować ceny. Nie można ulepszyć sygnału, jeżeli nie wiemy, co sygnalizuje.

Nawet w przypadku konkurencji doskonałej system cen nie bierze pod uwagę wszystkich rzeczy, które byśmy chcieli. Skoro jednak nie możemy ulepszyć tego systemu poprzez bezpośrednią ingerencję w ceny, to możemy spróbować nowych metod wprowadzania informacji na rynek.

W tym obszarze istnieje wciąż sporo miejsca do zagospodarowania. Co więcej, poza tym, co rynek już dostarcza, istnieje wiele możliwości dla celowych działań, aby wypełniły to, czego rynek nie może zapewnić. A zatem uzyskujemy najlepsze rezultaty z rynku tylko wtedy, gdy ulepszamy same ramy, w obrębie których on działa. Musimy wyjść poza rynek, by móc zaopiekować się — poprzez rząd oraz inne organizacje — tymi ludźmi, którzy nie są w stanie o siebie zadbać.

 

Socjalizm: intelektualny błąd

Powyższa linia argumentacji wiąże się z bardzo poważnymi intelektualnymi i moralnymi dylematami. Po pierwsze, w moim przekonaniu ambicje socjalizmu wynikają raczej z błędnego rozumowania aniżeli z odmiennych wartości. Socjalizm opiera się na braku zrozumienia tego, jak ważna jest wartość prywatna. Ten brak zrozumienia stwarza inne problemy, które zacząłem poruszać na wykładzie w 1978 r. na London School of Economics[2]. Wspomniałem tam przede wszystkim o konflikcie pomiędzy naszymi wrodzonymi emocjami nabytymi podczas życia w małych społecznościach, w których grupy ludzi służyły swoim współplemieńcom dla wspólnego dobra, oraz zmianą moralności, która była konieczna, aby dokonał się globalny podział pracy.

Ten nieznaczny rozwój, który zajął ludzkości ponad 3000 lat, polegał na powolnym ograniczeniu pewnych emocji, które wszyscy mamy głęboko zakorzenione i których nie możemy się do końca pozbyć. Zilustruję to pokrótce, odnosząc się do wciąż dominującego poglądu na temat solidarności. Porozumienie, które w małej grupie zawiera się dla osiągnięcia tego samego celu, nie jest możliwe do zawarcia w dużej społeczności składającej się z ludzi nieznających siebie nawzajem. Nowoczesne społeczeństwo i gospodarka dorosły to tego, by stwierdzić, że zasady, którymi kierowały się małe grupy ludzi, są nie do zaaplikowania w dużych grupach. Podstawą rozwoju nowoczesnej cywilizacji jest możliwość podążania przez każdego za własnymi celami i na podstawie własnej wiedzy, nie będąc jednocześnie skrępowanym przez innych ludzi.

 

Iluzja sprawiedliwości społecznej

Podobny dylemat dotyczy pragnienia socjalizmu, aby dystrybucja przebiegała zgodnie z zasadami sprawiedliwości. Jeżeli ceny służą nam jako przewodnik pokazujący, co ludzie powinni robić, to nie można nagradzać ludzi za to, jakie są lub były ich intencje. Trzeba pozwolić cenom, by wskazywały ludziom, jak mogą najlepiej przysłużyć się reszcie społeczeństwa — niestety proces ten nie działa w oparciu o zasady sprawiedliwości.

Ludzie mają zupełnie różne możliwości, aby odpowiadać na wymagania swoich towarzyszy, i każdy z nich może korzystać z rozmaitych szans. Aby umożliwić im adaptację do struktury, której nie znają, musimy pozwolić spontanicznym mechanizmom rynkowym mówić im, co mają robić.

To był smutny błąd w historii ekonomii, który nie pozwolił — przede wszystkim klasycznym ekonomistom — zauważyć, że podstawową funkcją cen jest wskazywanie ludziom, co powinni robić w przyszłości, oraz że cen nie można ustalić w oparciu o to, co miało miejsce w przeszłości. Uważamy, że ceny są sygnałami, które informują ludzi, co powinni robić, aby dopasować się do systemu.

Jestem teraz głęboko przekonany, że walka między zwolennikami wolnego społeczeństwa a zwolennikami systemu socjalistycznego nie ma podłoża moralnego, lecz intelektualne. Socjaliści pragną wskrzeszenia pewnych prymitywnych instynktów, które w przeciągu setek lat zostały stłumione przez biznesowe i kupieckie obyczaje, rządzące do połowy ostatniego stulecia światową gospodarką.

 

Upadek biznesowej etyki

Przed stu pięćdziesięcioma laty ludzie z uprzemysłowionej części zachodniego świata wyrastali oswojeni z zasadami oraz potrzebami kupieckiej mentalności, ponieważ każdy pracował w małym przedsiębiorstwie, gdzie musiał uwzględniać zachowania innych. Zarówno sługa, pan, jak i członek rodziny — słowem: każdy — akceptował tę niezaprzeczalną potrzebę dopasowania się do zmian popytu, podaży i cen na rynku. Zmiana zaczęła się dokonywać w połowie ubiegłego stulecia. Początkowo tylko arystokracji oraz jej służbie obce były zasady rynkowe. Wraz z rozwojem organizacji biznesowych, handlowych, finansowych oraz rządowych wzrosła liczba ludzi, którzy wychowali się bez nauki zasad rynkowych rozwijanych przez poprzednie 2000 lat.

Prawdopodobnie pierwszy raz od czasów starożytnych nieustannie zwiększająca się część populacji nowego przemysłowego państwa dorastała bez świadomości tego, że czymś niezbędnym jest dostosowywanie się — zarówno jako producent, jak i konsument — do wszystkich, czasem nieprzyjemnych, zmian na rynku. Ten trend zbiegł się w czasie z rozprzestrzenianiem nowej filozofii głoszącej, że ludzie nie powinni się podporządkowywać żadnej idei, której nie można by było racjonalnie wytłumaczyć.

Uważam, że przed połową XIX w. nikt — z wyjątkiem paru ludzi, takich jak Adam Smith (nawet on dokonał tego tylko w pewnym stopniu) — nie potrafił naprawdę odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego powinniśmy przestrzegać zasad, które nie zostały racjonalnie wytłumaczone? Zasady, które są podstawą systemu kapitalistycznego, nie trafiły do większej grupy ludzi, ponieważ nowy trend uczył ich, że te zasady nie mają żadnego racjonalnego wytłumaczenia.

 

Ideały kontra przetrwanie

Ta dychotomia wyjaśnia wzrastającą niechęć do systemu rynkowego.  Co więcej, na przestrzeni lat myślenie to rozprzestrzeniło się daleko poza szeregi partii socjalistycznych. Historia pokazuje, że każdy krok w kierunku wolnorynkowych idei był kwestionowany przez opozycję złożoną z filozofów i teologów.

Żyjemy  w nietypowych czasach. Podczas gdy ogromna oraz ciągle rosnąca  populacja światowa utrzymywana jest przy życiu dzięki panowaniu systemu rynkowego, większość ludzi (nie przesadzam) nie wierzy już w rynek. Jest to fakt, z którego ludzkość musi zdać sobie sprawę, zanim wprowadzimy prymitywny, socjalistyczny sposób myślenia. Musimy jeszcze raz stłumić wrodzone uczucia na rzecz twardej dyscypliny rynku, zanim zniszczą one nasze możliwości, aby wykarmić populację poprzez koordynujący się system rynkowy. Możemy być pewni, że upadek kapitalizmu sprawi, iż duża część światowej populacji umrze, ponieważ nie będzie można jej wykarmić.

To poważny problem, z którym nikt nie zmierzył się w przeszłości. Nie da się, używając teoretycznej argumentacji, przekonać ludzkości, czy choćby intelektualnych liderów jakiegoś kraju, że powinno się przyjąć określony standard moralności. Możemy mimo to pokazać, że jeżeli ludzie nie będą przestrzegali rynkowych praw, to wzrost populacji lub chociażby utrzymanie obecnej liczby ludności, poza krajami relatywnie bogatego Zachodu, będzie niemożliwe.

Nie mogę się jednak zgodzić z tezą, według której cała przewaga kapitalizmu opiera się na wspieraniu wzrostu populacji  Wielu ludzi byłoby pewnie bardziej zadowolonych, gdyby wzrost ludności nie został rozdmuchany do obecnego poziomu. Mimo to, populacja światowa jest już tak duża, że może być wykarmiona tylko poprzez stosowanie się do zasad systemu rynkowego. Próby zastąpienia rynku demonstrują — np. w Etiopii — nieskuteczność alternatywnych rozwiązań

Dobrobyt doprowadził do sytuacji, w której ludzie z bardziej rozwiniętych społeczności dobrowolnie ograniczają wzrost populacji. Ci, którzy dopiero zaczynają pojmować tę pilną lekcję, mogą zauważyć, że dalszy wzrost ludności nie leży w ich interesie. W tym krytycznym dla naszej cywilizacji momencie, najważniejszym wkładem, jaki ekonomista może wnieść, jest przekonywanie, że utrzymanie przy życiu naszej populacji jest możliwe tylko poprzez dalsze poleganie na systemie rynkowym, bez którego nasza populacja w ogóle nie byłaby w stanie tak się rozrosnąć.

 


[1] Zob. Ludwig von Mises, Socjalizm, przeł. Stefan Sękowski, Kraków 2009.

[2] „The Three Sources of Human Values”, wydane jako epilog do Law, Legislation and Liberty, Vol. 3: The Political Order of a Free People (London: Routledge and Kegan Paul, 1979), s. 153–76.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Friedrich August von Hayek

Noblista z 1974 r.

Pozostałe wpisy autora:

15 Komentarze “Hayek: Moralny nakaz rynku

  1. @”Jeżeli więc jest prawdą, że ceny są sygnałami, które umożliwiają nam dostosowanie naszych działań do nieznanych wydarzeń oraz potrzeb, to bezsensowne jest przekonanie, że można kontrolować ceny.[…]musimy pozwolić spontanicznym mechanizmom rynkowym MÓWIĆ IM (ludziom), co mają robić.”

    Oczywiście, że nie jest prawdą. Skoro ceny służą do komunikowania i są sygnałami to znaczy, że posiadają świadomego nadawcę, co wyklucza spontaniczne mechanizmy jako nadawców bo spontaniczność jest zaprzeczeniem intencjonalności, a sygnał jest znakiem intencjonalnym, więc cena żeby być sygnałem musiałyby być kontrolowana z definicji co znowu jest bezsensem wg. Hayek’a, a nie spontaniczna tak jak przedstawia ją teoria marginalna. Zapomniało mu się, jak większości Austriaków o: „Non sunt multiplicanda entia praeter necessitatem” („nie należy mnożyć bytów bez konieczności”) i zarzucając bezsensowność sam spłodził bezsens. Tradycyjnie kłania się „brzytwa Ockhama” panom niby logicznie dedykującym.
    W takim ujęciu ceny mogą być jedynie symptomami czyli oznakami nie posiadającymi intencjonalnego nadawcy, po których można rozpoznać obecność innych zjawisk tylko na mocy związku przyczynowego. Np. gorączka symptomem przeziębienia, dym ognia itp.
    @”Socjaliści pragną wskrzeszenia pewnych prymitywnych instynktów”.
    Zapewne tych stadnych jak np. opieka nad słabszymi członkami stada. No a kilka akapitów poniżej: „Zasady, które są podstawą systemu kapitalistycznego, nie trafiły do większej grupy ludzi, ponieważ nowy trend uczył ich, że te zasady nie mają żadnego racjonalnego wytłumaczenia.”
    Znaczy, że apologeci kapitalizmu mają problem ze zracjonalizowaniem tych nieprymitywnych instynktów, jak np. i walka o pozycję w hierarchii dającą dominację, czy co właściwie noblista chciał przez to powiedzieć?

  2. Wiem, że to może zabrzmi dziwnie, ale będąc informatykiem po przeczytaniu „Ludzkiego działania” i dwóch pierwszych tomów „Ekonomii Wolnego Rynku” doszedłem do tych samych wniosków: system gospodarczy (z naciskiem na słowo system) jest już tak rozbudowany, że zniszczenie go spowoduje powrót ludzkości do stanu, w którym zamiast współpracy rozpocznie się śmiertelna walka o zasoby. Których oczywiście nie starczy dla wszystkich. Po prostu ulegamy złudzeniu, że jesteśmy samowystarczalni, podczas gdy każdy z nas już dawno polega na pracy milionów nieznanych nam ludzi z odległych części świata. Społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy, jaką wielką wartością jest wypracowany przez stulecia system produkcji i dystrybucji kapitału poprzez strukturę cen.

    Dlatego nie ma większego barbarzyństwa niż niszczenie pieniądza. Bo pieniądz, poprzez cały wachlarz wyrażonych w nim cen towarów, usług i środków produkcji, zawiera bezcenną informację o rynku, optymalnych miejscach alokacji kapitału i potrzebach konsumentów. Informacja ta, po zniszczeniu pieniądza, będzie nie do odtworzenia! Zniszczyć pieniądz, to trochę tak, jakby zniszczyć DNA.

  3. @1:
    Z całym szacunkiem, ale od razu widzę, że jest Pan humanistą. Bawi się Pan definicjami, ale nie rozumie, że jeśli ludziom zabierze się możliwość polegania na systemie cen, to trzeba dać im jakieś inne szczegółowe (nie ogólne!) wskazówki, jak mają na co dzień działać: co i gdzie kupować, co produkować. Nie wystarczy powiedzieć, że trzeba być dobrym dla innych. To są pewne ogólne zalecenia, które są oczywiście bardzo ważne w relacjach międzyludzkich, ale nie są w stanie skoordynować wysiłku nieznających (!) siebie ludzi. Dlatego odejście od systemu cen rynkowych jest barbarzyństwem nie w sensie etycznym, ale w sensie praktycznym. Analogią mogło by być zrezygnowanie z komputera i powrót do narzędzi kamiennych.

  4. ad 2.

    Na wstepie zaznacze, ze nie zgadzam sie do konca Hayekiem. Czepie sie tylko pierwszych Pana slow:

    „Skoro ceny służą do komunikowania i są sygnałami to znaczy, że posiadają świadomego nadawcę, co wyklucza spontaniczne mechanizmy jako nadawców bo spontaniczność jest zaprzeczeniem intencjonalności, a sygnał jest znakiem intencjonalnym, więc cena żeby być sygnałem musiałyby być kontrolowana z definicji co znowu jest bezsensem”.

    Przydaloby sie troche przyjaznej interpretacji z Pana strony. Ceny sa zarowno intencjonalne jak i spontaniczne. Jedno nie wyklucza drugiego, wszystko zalezy od rozumienia pojecia spontanicznosci (ogladam sobie slowniki i widze rozne definicje).

    Ceny sa intencjonalne, poniewaz wynikaja z kontraktow i oswiadczen WOLI. Jednakze sa spontaniczne, poniewaz ksztaluje je swoista gra popytu i podazy. Jak to na licytacjach bywa. Cene ustalaja konkretni ludzie, ale efekt jest „niezaplanowany” i nieintencjonalny (mimo ze proces zaangazowania sie z punktu widzenia jednostek jest). I o to jak rozumiem chodzi Hayekowi w slowie „spontanicznosc”.

  5. @1:
    I jeszcze odnośnie intencjonalności sygnałów cenowych. Nie wiem, jak to pasuje do Pana definicji, ale czy nie może Pan przyjąć, że sygnał cenowy powstaje w wyniku nieskoordynowanych, ale świadomych działań ludzkich na rynku? Jeśli miliony osób świadomie kupują jakiś produkt, to jednocześnie powodują nieświadomie wygenerowanie sygnału cenowego, ale zgodnego z ich preferencjami. Tak więc świadome i celowe ludzkie działanie prowadzi w konsekwencji do powstania niezaplanowanych sytuacji na rynku, które jednak nie mogłyby bez niego zaistnieć. Myślę, że to jest najtrudniejszy moment do zrozumienia.

  6. @Dlatego odejście od systemu cen rynkowych jest barbarzyństwem nie w sensie etycznym, ale w sensie praktycznym.
    Zgadzam się. Nawet Lenin i Trocki byli tego samego zdania. Niestety nie mamy lepszego mechanizmu, chociaż ten jest bardzo wadliwy bo można przy nim manipulować, a bardzo groźny jeżeli przedstawia się go jako siłę wyższą.
    @ 4 „Ceny sa zarowno intencjonalne jak i spontaniczne.”
    Czyli mniej więcej tak jak kobieta trochę w ciąży.
    „Ceny sa intencjonalne, poniewaz wynikaja z kontraktow i oswiadczen WOLI”
    Ceny wynikają z intencjonalnych oświadczeń woli, ale są spontanicznym wyrazem styku krańcowych intencji: sprzedać drogo>cena>kupić tanio.
    „sa spontaniczne, poniewaz ksztaluje je swoista gra popytu i podazy”
    A ja przeczytałem, że użyteczność marginalna.
    @5
    „czy nie może Pan przyjąć, że sygnał cenowy powstaje w wyniku nieskoordynowanych, ale świadomych działań ludzkich na rynku?”
    Sygnały tym się różnią od symptomów, że nie powstają tylko są nadawane świadomie z intencją ich odbioru.
    Jeżeli świadome działanie ludzi na rynku ma za cel wysyłanie informacji o cenie a nie wymianę dóbr to wtedy cena może być sygnałem, ale tak nie jest.
    Wiem o co chodzi Hayek’owi, ale jego „mechanizmy rynkowe” to zupełnie zbędny byt, który nic nie wnosi, a tylko maskuje sieć milionów interakcji, których wyniki są i tak uśredniane i przedstawiane jako ceny rynkowe.
    W tradycji Zachodniej głównie dzięki chrześcijaństwu jesteśmy przyzwyczajeni do ingerencji siły nadprzyrodzonej i łykamy takie przeróżne wydumane byty jak młode pelikany, dlatego lepiej ich nie powoływać.

  7. Ad Smith
    Zboczę trochę z tematu ale dyskusja o spontaniczności cen przypomina mi dyskusję o genie samolubnym Dawkinsa. Zaznaczam, że nie przekonuje mnie teoria Dawkinsa ale ciekawa jest jej obrona:
    „Określenie „samolubny” nie oznacza przypisania genom jakiejś woli czy motywacji, a tylko opisanie sposobu działania”.
    Teraz tylko za słowo „samolubny” wstawmy „spontaniczny”.

  8. @ Smith.

    Gryps o ciazy nie sprawi, ze ucieknie Pan od postawionego problemu.

    Prosze nam zatem powiedziec, czy PIENIADZ jako powszechnie akceptowany srodek wymiany na rynku to projekt W PELNI intencjonalny czy W PELNI spontaniczny.

    Majac na wzgledzie, ze ciezko byc i nie byc w ciazy jednoczesnie.

  9. @Smith
    ” A ja przeczytałem, że użyteczność marginalna.”

    popyt jest wlasnie zobrazowaniem malejacej uzytecznosci krancowej, podaz odnosi sie do malejacej produktywnosci krancowej

  10. @ 8 A co ma pieniądz do sygnału?
    @ 9 Jeżeli w litrowej butelce masz pół litra płynu, to jest ona w połowie pełna czy pusta?

  11. Ad 10 Smith
    @ 8 A co ma pieniądz do sygnału?”
    Dzięki wymianie pieniądzowi można tworzą się ceny, które inicjują sygnały. Jak bez pieniądza utworzysz ceny? Pomijam centralne planowanie bo się nie sprawdziło.

    „@ 9 Jeżeli w litrowej butelce masz pół litra płynu, to jest ona w połowie pełna czy pusta?”
    Czyli przez analogię da się jednocześnie być i nie być w ciąży.

  12. @ 10
    „A co ma pieniądz do sygnału?”

    Pieniadz to przyklad projektu czesciowo intencjonalnego (ludzie go zaczeli sprzedawac i kupowac) i spontanicznego (nikt nie zaplanowal, ze obejmie swoim zasiegiem cala gospodarke). Podobnie jest na co dzien z wieloma rzeczami, ktore robia przedsiebiorcy w ramach kontraktow i spontaniczne wyksztalcaja miedzy soba na przyklad standardy umow. Cos w stylu ewolucji, kierowanej intencjonalnie, a nie zaplanowanej od poczatku do konca.

    Tak samo jest z cenami. Sa ksztaltowane intencjonalnie, bo ustalaja je ludzie w kontraktach, ale proces licytacji i cen finalnych wyksztalca sie przy udziele wielu osob jednoczesnie. Spontanicznie.

    ad 11

    „Czyli przez analogię da się jednocześnie być i nie być w ciąży.”

    xD

  13. Widocznie to wyrazy obce dla interlokutorów.
    Rzeczywiście jeden można znaleźć w słowniku Kopalińskiego: intencjonalny – zamierzony, umyślny.
    intencja – zamiar, zamysł; cel, motyw działania; myśl przewodnia, chęć, pragnienie.
    Etym. – łac. intentio ‚rozciągnięcie; natężenie; usiłowanie.
    A wg. PWN, intencjonalny to «mający coś na celu»
    natomiast spontaniczny to:
    1. «będący odruchową, nieprzemyślaną wcześniej reakcją na coś»
    2. «reagujący odruchowo i emocjonalnie»
    Zaś projekt to:
    1. «plan działania»
    2. «wstępna wersja czegoś»
    3. «dokument zawierający obliczenia, rysunki itp. dotyczące wykonania jakiegoś obiektu lub urządzenia».
    Czyli teza + antyteza = brak syntezy. No, no dialektyka prawie jak u Hegla. Co do ciąży to najlepiej spytajcie żon: czy potrafią tak tylko trochę zajść w ciążę? I czy może przez analogię potrafią. 😛
    EOT

  14. ad 13

    „Definition of SPONTANEOUS

    1: proceeding from natural feeling or native tendency without external constraint

    2: arising from a momentary impulse

    3: controlled and directed internally : self-acting

    4: produced without being planted or without human labor : indigenous

    5: developing or occurring without apparent external influence, force, cause, or treatment

    6: not apparently contrived or manipulated : natural”

    http://www.merriam-webster.com/dictionary/spontaneous

    Hayekowi zapewne chodzi o rodzaj 4. Gdy ktos tlumaczyl Hayeka wybral dobre znaczenie i przetlumaczyl „spontaneous” na „spontaniczny”. Jesli Kopalinski tego nie zawiera, to jego problem.

    Ceny sa „produced without being planted”, mimo ze sa intencjonalne w tym sensie, ze kazdy kontrakt wymaga swiadomego dzialania. Ale projekt finalny cen wynika z licytacji i nie jest swiadomym projektem.

    Oj, Smithie, Smithie. Stwierdzenia Hayeka mimo naszego zagladania do slownikow maja sens: ceny sa sygnalami, sa spontaniczne i intencjonalne jednoczesnie.

  15. ++

    Znaczy lepiej. 5 definicja nawet lepsza bez tej flory. Ceny ksztaltuja sie bez zewnetrznej ingerencji (panstwa, centralnego planu).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy