Machaj: Bernanke o Bernankem – dzisiaj „Twist”, jutro „Shout”?

26 września 2011 Audio komentarze: 27

Autor: Mateusz Machaj
Wersja PDF

Posłuchaj komentarza w wersji audio (mp3, 8,98MB).

Prawdopodobnie ważniejszym argumentem na rzecz alternatywnej polityki monetarnej, zanim się obniży stopy overnight do zera, jest zapewnienie społeczeństwa, że osiągnięcie poziomu zero nie zostanie zinterpretowane jako sytuacja, w której bankowi centralnemu „skończyła się amunicja”. To znaczy, żeby niskie stopy nie sprzyjały wrażeniu, że polityka pieniężna jest nieefektywna.

Ben Bernanke, 2004[1]

BernankeObecny szef Rezerwy Federalnej, amerykańskiego banku centralnego, nieprzypadkowo został wybrany na to stanowisko. Przez całe lata swojej naukowej kariery zajmował się problematyką działania banków centralnych w poważnych warunkach kryzysowych. Wiele z jego opracowań dotyczy w istocie możliwości prowadzenia aktywnej polityki pieniężnej w sytuacji głębokiego zaburzenia gospodarczego. Można było wręcz pokusić się o sugestię, że skoro został wybrany następcą Alana Greenspana, to władze przygotowują się na prawdziwy finansowy sztorm, ponieważ zatrudniono jako szefa człowieka, który wskazuje, jak wielu narzędzi powinien używać bank centralny w sytuacji pieniężnego tsunami.

Obecny kryzys można próbować tłumaczyć na różne sposoby. Dotyczy to zarówno źródeł samego kryzysu, jak i sposobów jego zwalczania. Co do samej istoty, kryzys można łatwo zaobserwować, zaglądając do księgowości wielu firm, a jego istotę da się podsumować następującym stwierdzeniem: po prawej stronie nic nie jest prawe, a po lewej stronie wszystko jest lewe (luźne tłumaczenie: on the right side nothing is right, and on the left side there is nothing left). Krótko mówiąc, oznacza to, że aktywa banków (lewa strona) są przeszacowane, a ich inwestycje błędne. Kapitał banków (pasywa) jest za mały i nie składa się z dobrowolnych oszczędności, lecz jest w dużej mierze rezultatem obecnego systemu rezerw cząstkowych sterowanego przez bank centralny i jego papierową politykę pieniężną.

W celu zaradzenia kłopotom należałoby wobec tego coś zrobić z tymi zaśmieconymi bilansami, a przede wszystkim tak zmienić system pieniężny, aby do takiego zaśmiecania nie dopuścić kolejnym razem.

To nie interesuje jednak ani amerykańskiego, ani europejskiego banku centralnego. Kartele bankowe nie chcą słyszeć o jakichkolwiek stratach, likwidacjach czy drobnych korektach. W dodatku informują społeczeństwa, że przecież nie można dopuścić do upadku banków, ponieważ byłaby to kompletna katastrofa i koniec świata (jakby nie dało się na przykład uratować depozytów ludności przy jednoczesnym wyczyszczeniu skażonego sektora bankowego).

Dlatego w świetle założeń dotyczących konieczności ratowania banków za wszelką cenę władze państw kontynuują strategię, która ani nie przyspieszy wyjścia z kryzysu, ani nie uratuje nas przed kolejnymi. Zaangażowane w interwencje banki centralne i rządy dalej podtrzymują sytuację, w której prawa strona jest jeszcze mniej prawa, a lewa strona ani trochę nie przestała być lewa. Jednym z takich ważniejszych działań było paniczne pompowanie rezerw przez Rezerwę Federalną i obniżanie stóp procentowych do poziomu zerowego.

Dopóki jednak nie nastąpi nacjonalizacja całej gospodarki, dopóty resztki mechanizmu rynkowego będą wskazywać na to, że redystrybucja kosztów poniesionych strat nie zlikwiduje samych strat. Jedno, co udaje się osiągnąć taką polityką, to stworzenie wrażenia „pułapki płynności” — pieniądze zostają wykreowane i wtłoczone w chodzące finansowe zombie, upadające banki, które zamiast pożyczać i wpuszczać pieniądze na rynek, „siedzą” na tych rezerwach. Jak jednak można oczekiwać, by rozpoczęły aktywną politykę kredytową, skoro w systemie ciągle jest wiele aktywów, których wartość rynkowa wynika z tego, że bank centralny bez przerwy interweniuje na rynku? Nie ma się co dziwić, że pieniądze nie idą „na rynek”, skoro kreatorem rynku, obecnie ostatnią instancją rynku finansowego, jest sam bank centralny.

Ben Bernanke jako akademik doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Wiedział, że taka „pułapka płynności” nie stanowi rezultatu sił rynkowych, lecz jest konsekwencją przyjmowanej keynesistowskiej polityki. Dlatego w 2004 roku opublikował artykuł na temat narzędzi, które należy zacząć stosować w momencie zbliżania się do niebezpiecznej granicy zera procent na pożyczki udzielane przez bank centralny. Wśród tych narzędzi wymienił trzy:

(1)        Wpływanie na oczekiwania co do stóp procentowych

(2)        Zwiększanie bilansu banku centralnego

(3)        Zmianę kompozycji bilansu banku centralnego

Pierwsze z wymienionych narzędzi oznacza konieczność utrzymywania niskich stóp procentowych i gotowość udzielania nisko oprocentowanych pożyczek bankom. Co więcej, to utrzymywanie musi być zakomunikowane społeczeństwu. Nie można dopuścić do sytuacji, w której rynek oczekuje wzrostu stóp. Należy więc bez przerwy przekonywać ludzi i dawać im do zrozumienia, że bank centralny będzie utrzymywał krótkoterminowe stopy procentowe na niskim poziomie tak długo, jak długo będzie tego wymagała sytuacja.

Druga operacja polega na zwiększaniu ilości posiadanych aktywów przez bank centralny. Oznacza to zakupienie dodatkowych obligacji skarbowych przez amerykański bank centralny. Ta operacja nie musi jednak dotyczyć tylko rządowego długu. Może również polegać na skupowaniu długu korporacyjnego i prywatnych zobowiązań, a także wszelkich instrumentów pochodnych, na przykład powiązanych z rynkiem nieruchomości i kredytów hipotecznych. Konsekwencją tego typu działań jest podbijanie cen aktywów i zwiększanie podaży pieniądza w obiegu. Tę operację znamy jako „poluzowanie ilościowe” (quantitative easing).

Trzecie narzędzie jest powiązane z wcześniejszym, dotyczy bowiem polityki bilansowej banku. W tym wariancie bank centralny nie musi zwiększać ilości posiadanych aktywów, lecz może zmienić formę aktywów, które posiada (obydwie operacje da się przeprowadzać jednocześnie). Może na przykład zamienić posiadane obligacje skarbowe na rzecz długu prywatnego (tak jak to się działo zaraz na początku kryzysu pod koniec 2008 roku). Można się również zaangażować w oficjalnie ogłoszoną kilka dni temu operację „Twist”, w której bank centralny pozbywa się części posiadanych krótkoterminowych papierów rządowych na rzecz zakupienia papierów długoterminowych (na przykład zamiast dwuletnich przerzucenie się na trzydziestoletnie). To narzędzie ma służyć nie tylko do „obniżania stóp”, ale do obniżania stóp na wielu różnych rynkach. Na przykład nie tylko rentowności obligacji, lecz również prywatnego długu, nie tylko na krótkoterminowych obligacji, lecz także długoterminowych.

Co ciekawe, w swojej publikacji z 2004 Bernanke wskazał na niebezpieczeństwa operacji trzeciego kalibru:

 

Do przedyskutowania jest kwestia, czy polityka polegająca na manipulowaniu kompozycją bilansu banku centralnego jest efektywna […] bank centralny mógłby stać się właścicielem większości manipulowanych aktywów. Co więcej, nawet jeśli ogromne zakupy długoterminowych papierów rządowych mogą wpłynąć na ich rentowność, ta polityka może nie mieć znaczących gospodarczych efektów, jeśli te papiery zostaną „odłączone” od reszty struktury stóp procentowych i od stóp prywatnych, takich jak stopy kredytów hipotecznych[2].

Innymi słowy, nawet sam Bernanke, powołując się na badania empiryczne, miał wątpliwości, czy działania, które obecnie podejmuje, mogą prowadzić do pozytywnych efektów. Konsekwencją tych operacji może być stworzenie pewnego finansowego kokonu aktywów, które są kupowane. W istocie, tworzenie takich kokonów (na różnych wspieranych przez banki centralne rynkach — począwszy od amerykańskich instrumentów pochodnych, a skończywszy na greckich obligacjach) obserwujemy od początku pojawienia się kryzysu i rozpoczęcia masowych interwencji. Takie kokony sprawiają, że coraz bardziej oddalamy się od efektywności mechanizmu rynkowego i idziemy w stronę biurokratycznego planowania. Wydaje się, że istnieje jedna sensowna odpowiedź na pytanie, dlaczego tą nieefektywną drogą podążają władze: najwyraźniej niektórzy są gotowi utopić gospodarkę w długoletniej recesji typu japońskiego, aby tylko uratować bankowych bankrutów. W takim przypadku bankowi centralnemu będzie raczej bardziej zależało na ratowaniu banków i utrzymywaniu przy życiu wielu finansowych zombie.

Najważniejsze w artykule Bernankego z 2004 roku było jednak to, że stanowił on zapowiedź możliwej nieefektywności polityki pieniężnej przy stopach równych zero. Co należy wtedy zrobić? „Bez nerwów — zdawał się informować Bernanke — Możemy przecież przekonywać społeczeństwo, że stopy będą długo na niskim poziomie, możemy kupować więcej aktywów z rynku i drukować na to pieniądze, możemy wreszcie zmieniać rodzaj posiadanych aktywów”. A wszystko po to — jak zaznaczono w motcie niniejszego tekstu — aby zapewnić społeczeństwo, że bank centralny kontroluje sytuację i ma pełny magazynek.

Od trzech lat Bernanke podąża właśnie tą drogą — obniża stopy, przekonuje, że będą niskie, drukuje pieniądze, kupuje rozmaite papiery, zmienia kompozycję posiadanych aktywów. Niedawnym finałem tych działań jest operacja „Twist”. Nic dziwnego, że w internecie pojawiły się złośliwe komentarze, że teraz pozostaje już tylko „Shout”, skoro wszelkie argumenty na to, iż „nie kończy się amunicja”, zostały wyczerpane, czego Bernanke dowiódł w artykule z 2004 roku. Teraz pozostaje tylko strzelać ślepakami i iść dalej w stronę centralnego planowania oraz wyższej inflacji.

Na koniec

Opozycja przeciw działaniom banków centralnych zaczyna rosnąć w siłę nawet w „głównym nurcie” ekonomii. Trzech członków władz Rezerwy Federalnej nie poparło nowych interwencji. Wśród nich znalazł się Charles Plosser. W jednym z wywiadów dobrze oddał naturę obecnych problemów związanych z polityką pieniężną:

 

Myślę, że społeczeństwo i kreatorzy polityki w banku centralnym muszą zrozumieć i dostrzec pewne ograniczenia wiążące się z tym, co polityka pieniężna może, a czego nie. Musimy rozpoznać jej granice i nie oczekiwać od polityki pieniężnej zrobienia rzeczy, których nie potrafi. Sądzę, że rośnie przekonanie wewnątrz i poza bankiem centralnym, że kłopoty w gospodarce, z którymi mamy do czynienia, mają charakter strukturalny oraz że dostosowania, które muszą się pojawić w wyniku przeinwestowania w nieruchomości i inne rynki, są bolesne i realne.

 

 


[1] Bernanke, Ben S., i Vincent R. Reinhart 2004. „Conducting Monetary Policy at Very Low Short-Term Interest Rates”. American Economic Review, 94(2).

[2] Ibidem.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Mateusz Machaj

O Autorze:

Mateusz Machaj

dr hab. Mateusz Machaj - Instytut Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, założyciel oraz główny ekonomista Instytutu Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

27 Komentarze “Machaj: Bernanke o Bernankem – dzisiaj „Twist”, jutro „Shout”?

  1. Przyjmując domyślnie założenie, że cel działania p. Bernanke jest zgodny z celem deklarowanym, nie można, przynajmniej moim zdaniem, nic komentarzowi p. Machaja zarzucić.
    Inaczej jednak sprawa wygląda, gdy przyjmiemy, że Bernanke działa w interesie udziałowców prywatnego przedsiębiorstwa jakim jest FED.
    Wówczas cel jego działania jest prosty i oczywisty: umożliwić przejęcie przez właścicieli 20 największych prywatnych banków mających w FED 99% udziałów oraz rząd SZA mający 1% udziałów, jak największej części efektów pracy reszty świata.

  2. @cts

    na temat tego, czy Fed jest prywatny, przelano już mnóstwo atramentu. I odpowiedź jest jedna: Fed ma dziwaczną strukturę organizacyjną, ale jeżeli tzw. „udziałowcy” nie mogą zbyć udziału, ani ustalić jak dużo zysków sobie wypłacają, to ciężko to nazwać własnością prywatną. W rzeczywistości państwo pozwala za pewną daninę na swoją rzecz włączyć bank prywatny w pewną poplątaną strukturę decyzyjną i wypłacać temuż bankowi określony z góry procent od zysków…

    PS. Kiedyś też pisałem „FED”, bo faktycznie w wielu tekstach popularnych można taką pisownię zauważyć. Jednak to nie jest skrót, piszemy „Fed”, tylko pierwsza litera jest wielka.

  3. @ Stanisław Kwiatkowski

    A kto twierdzi, że Fed /niech będzie tak purytańsko/ nie ma skomplikowanej struktury własnościowej, jak i decyzyjnej?
    W każdym razie nie ja.
    Przypominam sobie, lecz niestety, nie mogę tego artykułu odnaleźć, że nawet FBI nie zdołało ustalić właścicieli tych 20 banków z powodu rozbudowanej struktury spółek, holdingów, funduszy inwestycyjnych i powierniczych itp. instytucji finansowych, powiązanych ze sobą poprzez wzajemną wymianę udziałów, akcji i wspólnego tworzenia holdingów itp. oraz ze względu na znaczny udział w nich przedsiębiorstw zarejestrowanych w „rajach podatkowych”, które nie udzielają odpowiedzi na pytania o udziałowców.

    Przypomnę jednak Panu, że w starożytnym Rzymie właściciele niewolników zapewniali plebejuszom „chleb i igrzyska”.
    Nie robili tego z powodu „dobrego serca”, ale z czystej kalkulacji: plebejusze byli potrzebni podczas tłumienia buntów niewolników lub w przypadku zagrożenia zewnętrznego.
    Nie sposób wykluczyć podobnego powodu również w tym przypadku. Po prostu właściciele Fed tymi zewnętrznymi znamionami władzy państwowej nad nim, zapewniają sobie ochronę swoich interesów przez rząd SZA.

  4. @ fender

    Dziękuję za linka, bo chociaż czasami odwiedzam blog p. Machaja, to ten jego komentarz umknął mojej uwadze.
    Chciałbym jednak wyraźnie i stanowczo zaprzeczyć, jakoby celem mojej wypowiedzi było pouczanie Szanownego Autora.
    Po prostu wyraziłem swoje zdanie. I nic poza tym.
    Każdy przecież ma prawo do swojego zdania na każdy temat.

    Rozwijając nieco temat polityki Fed uważam, że po 1971 roku, a więc ostatecznym odejściu od porozumienia z Bretton Woods, właśnie „produkcja” poprzez „wypłukiwanie z powietrza” dolarów stała się metodą przejmowania efektów pracy całego świata przez właścicieli Fed.
    Przecież te dolary nie mają żadnej wartości do czasu, aż jacyś naiwniacy, w rodzaju polskich rządów /nie dopuszczam myśli, że robią to świadomie/, nie sprzedadzą za nie realnego majątku.

  5. @cts

    napisałem w prosty sposób dlaczego nie należy uważać Fedu za prywatny, do czego się nie odnosisz.

    1. Udziałowcy nie decydują ile zysku sobie wypłacać.
    2. Nie mogą zbyć udziałów.

    można do tego dodać, że

    3. Fed został powołany przez kongres.
    4. Jaka część zysków operacyjnych Fedu jest wypłacana jest określone ustawą.
    5. Tzw. „udziałowcy” nie mogą usunąć swojego dyrektora, ani członków zarządu

    Przykłady odbiegania od rzymskiej triady własności można mnożyć.

    To, że Fed zajmuje się m. in. „ochroną interesów” udziałowców jest oczywiście prawdą. Jest to pasożytnicza instytucja. Ale jej umożliwione dzięki istnieniu państwowego monopolu przyznanego Fedowi, a nie jakiejkolwiek jego charakterystyce związanej z rzekomą „prywatnością”.

    PS. to nie jest „blog Pana Machaja”. To jest strona Instytutu Misesa, blog dr. Machaja dostępny jest tutaj, aczkolwiek pojawiające się tam treści wszystkie znajdują się też tutaj.

  6. Ad 7

    Dodajmy, ze „udzialowcy” Fedu nie wybieraja zarzadu Fedu. Nominuje ich prezydent USA, a zatwierdza senat.

    Czy tak wyglada wylanianie zarzadu w „prywatnej” spolce?

  7. @ Stanisław Kwiatkowski
    @ Remek

    Oczywiście, że wszystkie podmioty prywatne dążą do osiągnięcia maksymalnych zysków. Taka jest logika kapitalizmu.
    Sęk w tym, że metody stosowane w tym celu, szczególnie przez oligo-, czy monopolistów, z uczciwością mają tyle wspólnego, iż są nieuczciwe.
    Jedynie podmiot silniejszy od nich może zapobiec stosowaniu tych nieuczciwych praktyk.
    Takim podmiotem jest państwo.
    Jego siłę można zneutralizować albo przez likwidację państwa, albo poprzez symbiozę.
    Właśnie w przypadku Fedu mamy symbiozę, gdyż prezydent może mianować członków jego zarządu jedynie z listy przedstawionej mu przez udziałowców.

    Usilne udowadnianie rzekomo państwowego charakteru Fedu nie dziwi u Amerykanów, ponieważ system stypendiów, grantów, nagród itd. promuje takie postępowanie publicystów i ekonomistów, gdyż jest to korzystne całościowo dla Stanów Zjednoczonych, pomagając im utrzymywać poziom życia amerykańskiego plebsu, tak potrzebnego do tłumienia ewentualnego buntu.

    Natomiast inni zwolennicy tej tezy chętnie przyjmują najbardziej sofistyczne dowody na jej prawdziwość, bo istnienie Fedu jako instytucji prywatnej kompromituje założenie, że wszystko co prywatne jest uczciwe i lepsze od państwowego.

    W którym, nawiasem mówiąc, jest dużo racji.

  8. @cts – jak chcesz zmieniać znaczenie słów – droga wolna, ale nie licz, że spotkasz się ze zrozumieniem.

    Jeżeli natomiast chcesz się porozumieć, a nie tylko wygłaszać poglądy bez uargumentowania, to podaj mi definicję „własności prywatnej” (ze źródłem) którą spełnia Fed. Tradycyjnej w naszym języku i kulturze definicji z prawa rzymskiego nie spełnia.

    PS. Nikt rozsądny nie „zakłada”, że wszystko co prywatne jest „uczciwe i lepsze od państwowego”. Prawdą jest natomiast, że „wszystko co prywatne ma motywację i narzędzia do tego, by być uczciwym i lepszym od państwowego dzięki funkcjonowaniu w środowisku rynkowym”. Nadanie monopolu przez państwo (np. monopolu emisji pieniądza) wyłącza taki podmiot z funkcjonowania w środowisku rynkowym. To raczej środowisko feudalne, gdzie państwo swoim wybrańcom oferuje pewne przywileje.

    Jak linkowałem wcześniej, w IM nieraz zwracaliśmy uwagę na korupcjogenne powiązania prywatnych korporacji z państwem. Ale to pierwiastek państwowy jest korumpujący, bez niego Fed NIE MÓGŁBY ISTNIEĆ, a na pewno nie mógłby żerować na społeczeństwie tak jak robi to obecnie.

  9. „założenie, że wszystko co prywatne jest uczciwe i lepsze od państwowego” – zbudowałeś ogromny pomnik. Niestety, jest to chochoł.

  10. @ Stanisław Kwiatkowski

    Zgadzam się. Wymogów definicji własności zgodnej z tradycją prawa rzymskiego Fed nie spełnia.
    Jednak nie spełnia również wymogów definicji własności państwowej.
    Nie trafia do mnie założenie, że jeśli coś nie jest ściśle prywatne, to musi być państwowe.
    Uważam, że Fed to typowa symbioza podmiotu prywatnego i państwa powstała w celu osiągnięcia korzystnej sytuacji w stosunku do wszystkich innych podmiotów prywatnych i państwowych.

    @ panika2008

    Jeśli powstałby taki pomnik, to ja bym pod nim nie demonstrował.
    Ani ze zwolennikami, ani z przeciwnikami.

  11. Uf. Cieszę się, że wycofujesz się ze swojej wcześniejszej tezy, że Fed jest prywatny.

    Jeszcze tylko jak zauważysz, że Europejski Bank Centralny robi dokładnie to samo, co Fed, to zrozumiesz dlaczego zżymamy się na przypisywanie szkodliwości Fedu prywatnemu komponentowi.

    Bo w końcu chyba nie twierdzisz, że są wątpliwości czy EBC jest prywatny, czy publiczny?

  12. @ Stanisław Kwiatkowski

    Cóż! Niezbyt precyzyjnie napisałem.
    W dalszym ciągu uważam Fed za bank prywatny, gdyż celem jego istnienia jest interes jego prywatnych właścicieli.
    Te zewnętrzne znamiona niby to banku państwowego i 1% udziału rządu, to tylko forma „łapówki”.

    Nie uznasz chyba za państwowe przedsiębiorstwo, którego właściciel wręczył „dowód uznania” urzędnikowi państwowemu?

  13. Rzeczywiście ! Nie odniosłem się do tych Twoich ponumerowanych argumentów.
    Jakoś tak odruchowo uznałem, że przyznając, iż Fed nie spełnia kryteriów własności prywatnej już Ci odpowiedziałem. Mój duży błąd, ale na swoje wytłumaczenie podnoszę, że właściwie to co mogłem odpowiedzieć?
    To wszystko co napisałeś to prawda! ona broni się sama.
    Ja chciałem zwrócić uwagę na fakt, że mimo pozorów, to w tym całym interesie jest „drugie dno”.
    Bardzo byłbym zobowiązany, gdybyś zechciał podzielić się ze mną Swoim zdaniem na ten konkretny aspekt.

  14. Jeżeli chodzi Ci o to, że istnieję grupy, które mają interes w istnieniu Fedu, to oczywiście zgoda.

    Są to tego samego typu grupy, które mają interes w istnieniu EBC.

    A także Bank of England.

    I każdego innego banku centralnego, który dostarcza systemowi bankowemu taniego finansowania i od czasu do czasu ratuje go dokonując masowej redystrybucji od bogu ducha winnych ludzi do banków.

    Bardzo jestem ciekaw jak Banki Centralne dokonywałyby takie redystrybucji, gdyby nie państwowy przywilej emsji prawnego środka płatniczego. I czy jest to dla Ciebie dowód, że to w monopolu nadanym przez państwo tkwi problem z bankami centralnymi, a nie w rzekomej „prywatności” zaledwie jednego z nich.

  15. cts, wg Twojej definicji („prywatny, gdyż celem jego istnienia jest interes jego prywatnych właścicieli”) praktycznie wszystkie struktury, które tworzą ludzie, są prywatne, a już wszystkie struktury ekonomiczne – na pewno.

  16. Cts powtarza po prostu swoja teze, ktorej na chwile zaprzeczyl, zeby potem ja ponownie powtorzyc.

    „Zgadzam się. Wymogów definicji własności zgodnej z tradycją prawa rzymskiego Fed nie spełnia.
    Jednak nie spełnia również wymogów definicji własności państwowej.”

    Otóż to. Tylko, że nikt nie twierdzil, ze Fed jest WLASNOSCIA PANSTWA. Twierdzi sie, ze Fed jest panstwowa instytucja, ktora uzyskala monopol menniczy od Kongresu z tytulu monopolu prawnego panstwa. Ale wlasnoscia panstwa nie jest. A szkoda, bo wtedy mogliby go sprzedac i potem szybko system by sie rozwalil.

    „Właśnie w przypadku Fedu mamy symbiozę, gdyż prezydent może mianować członków jego zarządu jedynie z listy przedstawionej mu przez udziałowców.”

    Dowody prosimy. Ktorzy udzialowcy tworza obligatoryjna liste dla prezydenta?

    Prosimy rowniez o wyjasnienie, jakim cudem do FOMC trafil Plosser, o ktorym napisal M.Machaj w tekscie powyzej, skoro to Fed taki prywatny bank.

    Aha. No i prosze tez nam wyjasnic co to za prywatny bank, ktory 79 z 82 miliardow dolarow zysku wplacil do budzetu panstwa.

    Czy to na podstawie tych liczb Panu wyszlo, ze panstwo ma 1% udzialow w Fedzie?

  17. Chyba to moja wina, że niezbyt precyzyjnie się wyrażam.
    Ja nie przeczę, że Wasze argumenty są prawdziwe.
    Po prostu zastanawiam się nad sposobem takiego zorganizowania systemu finansowego, by nie pozostawić miejsca na „wypłukiwanie z powietrza” dowolnej, w gruncie rzeczy, ilości pieniędzy.
    Do tego niezbędne jest, moim zdaniem, precyzyjne ustalenie przyczyn takiego stanu rzeczy.
    Oczywiście Waszym zdaniem jest to odejście od standardu złota, ale uważam, że powrotu do niego raczej nie będzie.
    Mam pewną koncepcję, ale jak na pewno doskonale wiecie, często człowiek „zauroczony” swoim pomysłem nie widzi prostego błędu jaki popełnia w swoim rozumowaniu.
    Ponieważ od lat choruję i mam duże trudności z osobistymi kontaktami z ludźmi, właśnie od Was chciałbym otrzymać inne, rzeczowe spojrzenie na kilka problemów.
    Wykażecie mi, że źle na jakiś problem patrzę? Nie ma problemu! Zawsze będę miał z tego korzyść, bo poszerzę swoje spojrzenie.
    A chciałbym usłyszeć raczej od Was „opeer” niż od kogoś mniej zorientowanego pochwały nic nie wnoszące do rozstrzygnięcia problemu.

    Nie traktujcie tego jako podlizywanie się, ponieważ jest to zwykłe stwierdzenie faktu.

  18. Ad 24 cts
    „Wykażecie mi, że źle na jakiś problem patrzę”?
    Myślę, że jaśniej niż Panowie z forum mises.pl wytłumaczyli już się nie da. Dlatego kontynuowanie tego jest bezcelowe. Może sam się nad tym zastanowisz co jest tutaj napisane i po pewnym czasie wykrzykniesz „Eureka”? Jeżeli nie zrozumiesz to też się nic nie stanie, wielu noblistów też tego nie rozumie i żyją.

    „Mam pewną koncepcję …”.
    Podziel się nią z czytelnikami forum. Ja na pewno się z nią zapoznam.

    Życzę powodzenia w walce z chorobą i pozdrawiam
    Marcin

  19. @ grudge
    Dzięki!

    Podzielam Twoje zdanie, że wypowiedzi tutejszych userów były wyczerpujące oraz zawierały linki do materiałów naświetlających sprawę wielowątkowo.
    To zupełnie moja wina, że nie potrafiłem przedstawić w sposób jasny, czego od Was oczekiwałem.

    Bardzo bym chciał przedstawić swoją koncepcję pod Waszą ocenę, ale dawno temu „wypadłem z obiegu” i obawiam się, że poziom przedstawienia może mieć negatywny wpływ na jej ocenę. Jakby nie było, napisanie krótkiego komentarza, to coś innego niż szersza praca.
    Jednak chyba zdecyduję się poprosić Admina o opublikowanie jej w dziale Working Papers

    Również pozdrawiam
    Czesiek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *