Murphy: Czy delewarowanie ma negatywny wpływ na gospodarkę?

7 października 2011 Cykle koniunkturalne komentarze: 3

Autor: Robert Murphy
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Michał Żuławiński
Wersja PDF

delewarowanieKomentatorzy wielokrotnie podkreślali, że obecny kryzys jest szczególny ze względu na występowanie zjawiska „delewarowania”, w wyniku czego nie mamy do czynienia z pospolitą recesją. Skoro gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa starają się zmniejszyć swoje zadłużenie netto, to na barkach rządu spoczywa ciężar zwiększania deficytu budżetowego w celu podnoszenia zagregowanego poziomu wydatków.

Z punktu widzenia austriackiej szkoły ekonomii takie analizy są pozbawione sensu. Według austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego (która z łatwością potrafi wyjaśnić bańkę na rynku nieruchomości oraz obecny bałagan), w latach boomu ludzie rozpoczynają błędne inwestycje i żyją ponad stan. Właściwym rozwiązaniem jest więc ograniczenie konsumpcji w trakcie recesji — tak, aby zaoszczędzić i naprawić błędy popełnione w trakcie boomu. Zwiększając zadłużenie, które i tak spłacić będą musieli podatnicy, rządy hamują ten proces naprawczy i przedłużają recesję.

 

Mainstreamowa analiza delewarowania

Niedawny artykuł z Time/CNN, opierając się na pracy McKinsey, przedstawia standardową (keynesowską) analizę obecnej sytuacji:

 

Stany Zjednoczone wydają się jedynym rozwiniętym krajem, w którym całkowity poziom długu spada…

Oczywiście, powodem spadku naszego całkowitego poziomu długu są jednostki, a nie rząd. Dług rządowy ciągle rośnie. Zadłużenie gospodarstw domowych spada głównie przez to, że ludzie tracą domy oraz związany z nimi dług. Konsumenci ograniczyli także wydatki i oszczędzają teraz najwięcej od lat. To właśnie jest jeden z powodów wolniejszego niż przewidywano wychodzenia z recesji.

 

Przeklęte egoistyczne gospodarstwa domowe! Jeżeli ludzie po prostu pobiegliby do centrów handlowych i wydali wszystkie pieniądze, to nasza gospodarka stanęłaby na nogi.

Tego typu analizy są na tyle przeważające, że dziennikarze piszący na tematy finansowe prawdopodobnie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że w sporze keynesistów z austriakami opowiadają się po stronie tych pierwszych.

Postrzeganie wydatków konsumenckich jako kluczowego czynnika wzrostu gospodarczego jest powodem, dla którego progności cieszą się, gdy gospodarstwa domowe więcej wydają na konsumpcję i powiększają dług na kartach kredytowych, mimo że takie zachowanie w środku recesji może wydawać się mało odpowiedzialne. Keynesowski sposób myślenia jest również powodem tego, że w trakcie debat nad rządowym „pakietem stymulacyjnym” analitycy obawiają się, że efektem obniżenia podatków będzie zwiększenie oszczędności (co w ich mniemaniu byłoby dla gospodarki kompletną katastrofą).

Niestety, chociaż keynesiści wmawiają nam, że wszystko byłoby w porządku, gdyby tylko ludzie przestali tak dużo oszczędzać, to mimo wszystko nadal żyjemy w wolnym kraju. Dlatego też nikt nie wyszedł z propozycją zmuszania ludzi do kupowania nowych telewizorów plazmowych. Zamiast tego, eksperci wzywają rządy do wydawania pożyczonych pieniędzy celem podtrzymania zagregowanego popytu. Ich zdaniem rozwiązanie problemu sprowadza się do czystej arytmetyki: jeżeli sektor prywatny redukuje swoje zadłużenie netto, to jedynym sposobem na powstrzymanie spadku całkowitych dochodów jest zwiększenie długu rządowego.

 

Oszczędzanie w czasie recesji jest korzystne

Niewątpliwie prawdą jest, że od początku kryzysu gospodarstwa domowe zmniejszały swoje zadłużenie. Zjawisko to obrazuje poniższy wykres:


Widzimy, że stopa oszczędności osobistych (linia czerwona, prawa oś) stale malała — jeszcze w latach 80. przyjmowała wartości dwucyfrowe, podczas gdy w przededniu ostatniego kryzysu, spowodowanego pęknięciem bańki na rynku nieruchomości, wynosiła zaledwie 1%. Obecnie Amerykanie zdali sobie sprawę z tego, w jak nieodpowiedzialny sposób żyli przez ostatnie lata, dzięki czemu ich stopa oszczędności wzrosła do ponad 5%.

Innym sposobem zobrazowania zmiany zadłużenia jest przedstawienie zobowiązań gospodarstw domowych jako procentu dochodu do dyspozycji (niebieska linia, lewa oś). Wielkość ta rosła w trakcie narastania bańki nieruchomościowej, po czym gwałtownie spadła w chwili jej pęknięcia.

Mimo keynesowskich ostrzeżeń o błędzie złożenia, akurat w tej sytuacji to, co dobre dla jednego gospodarstwa domowego, jest również dobre dla całej gospodarki. Jeżeli rodzina przez lata żyła ponad stan, zadłużając się na rozmaite sposoby, to rozwiązaniem jej problemów jest ograniczenie wydatków i spłata długu (sprzedaż aktywów i szukanie innych form dochodu to również dobre pomysły).

Według austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego, okres boomu jest niemożliwy do utrzymania, ponieważ sztucznie niskie stopy procentowe (spowodowane inflacyjną polityką Fedu) skłaniają przedsiębiorców do inwestowania w długoterminowe procesy produkcyjne nawet wówczas, gdy nie istnieją potrzebne do ich ukończenia prawdziwe oszczędności. Innymi słowy: kiedy Alan Greenspan obniżył stopę funduszy federalnych z 6,5 % w 2000 r. do 1% w 2003 r., ludzie zareagowali tak, jak gdyby dostępnych było więcej oszczędności, z których można będzie pokryć budowę domów. To po części wyjaśnia powstanie bańki na rynku nieruchomości.

Jednakże, Greenspan, dopisując mnóstwo zer na rachunkach banków komercyjnych, nie stworzył więcej dachówek, drewna, paneli podłogowych itp. Wraz z dostosowaniem się gospodarki do sztucznie niskich stóp procentowych, struktura produkcji przyjęła kształt, którego nie dało się utrzymać. Z powodu konsumpcji kapitału, Amerykanie (i inne nacje) na kilka lat ulegli iluzji prosperity. W rzeczywistości jednak jedli ziarno przeznaczone na siew (w moim „artykule o sushi” opisałem ten proces za pomocą historyjki, natomiast Roger Garrison stworzył prezentację, która przedstawia nieco bardziej techniczne wyjaśnienie austriackiej teorii).

Gospodarstwa domowe mogą „uratować” część powstałych w czasie boomu inwestycji dzięki zwiększeniu oszczędności. Innymi słowy: jeżeli w 2000 r. ludzie faktycznie zaczęliby oszczędzać większy procent swoich dochodów, to w wyniku działania sił rynkowych stopy procentowe spadłyby (ceteris paribus). Nawet bez jakiejkolwiek interwencji Alana Greenspana, zasoby zostałyby zwolnione z produkcji dóbr konsumpcyjnych (telewizorów, gier komputerowych, obiadów w restauracji) i mogłyby być wykorzystane w produkcji dóbr kapitałowych (ciągników, narzędzi, maszyn). Wzrost wydatków inwestycyjnych w rozmaitych sektorach gospodarki można by było utrzymać dzięki (krótkoterminowemu) ograniczeniu konsumpcji.

Podsumowując, gospodarstwa domowe dzięki zwiększeniu oszczędności mogą przynajmniej zminimalizować skutki błędów inwestycyjnych popełnionych w czasie boomu. Gospodarka zbliżyłaby się wtedy do struktury, którą powinna była mieć, by usprawiedliwić niskie stopy procentowe ustanowione przez Fed (pod kierownictwem Greenspana i Bernankego).

Powyższa analiza nie implikuje, oczywiście, że gospodarstwa domowe powinny być zmuszone do działania w myśl zasady „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” i oszczędzania większego odsetka dochodów, niż uważają to za stosowne. Jeżeli przyjrzymy się austriackiej koncepcji długoterminowej struktury kapitałowej produkcji — znajdującej się w opozycji do keynesowskich agregatów, które gospodarkę sprowadzają do kilku wielkości, takich jak: C czy I — wówczas jasne będzie, że zwiększenie oszczędności pomaga gospodarce pogrążonej w kryzysie. Ta analiza to zwykłe przeniesienie na poziom makro korzystnych (długoterminowo) efektów zwiększenia oszczędności w przypadku gospodarstwa domowego (poziom mikro), które w pewnym momencie uświadamia sobie, że wydawało zbyt wiele i popadło w finansowe tarapaty.

 

Rząd jedynie spowalnia proces dostosowawczy

Jeżeli gospodarstwa domowe starają się oszczędzać i spłacać swoje zobowiązania — co, jak widzieliśmy, pomaga gospodarce wyjść z kryzysu — to deficytowe wydatki rządu jedynie przedłużają agonię. Dodatkowo każde gospodarstwo domowe uwzględnia konieczność zapłacenia przyszłych podatków na rzecz rządowego długu, przez co starania prywatnych osób są niweczone przez rząd. Innymi słowy: spłata 5 000 USD zadłużenia nie jest tak wielkim powodem do radości, gdy jednocześnie dług publiczny przypadający na obywatela wzrasta o 3 000 USD . Jeżeli keynesiści chcą, aby gospodarstwa domowe przestały oszczędzać tak wiele i utrzymały wydatki na dobra konsumpcyjne na „normalnym” poziomie, to powinni zalecić rządowi zaprzestanie obciążania podatników dodatkowym długiem.

Innym istotnym faktem jest to, że wydatki rządowe nie są tak produktywne jak wydatki prywatne. Deficytowe wydatki rządu powodują, że więcej zasobów jest wysysanych z sektora prywatnego i rozdzielanych zgodnie z wolą polityków. To zawsze oznacza coś niekorzystnego jednak w czasie recesji jest to szczególnie szkodliwe, ponieważ gospodarka już jest „chora”.

Co jednak z reprezentowanym przez Paula Krugmana poglądem mówiącym, że całkowite dochody w gospodarce spadną, jeżeli gospodarka jako całość (a więc sektor prywatny i rząd) zacznie więcej oszczędzać? Cóż, dlaczego miałoby nas to martwić? Nie ma niczego magicznego w nominalnym poziomie dochodu. Liczy się to, co ludzie mogą kupić za zarobione pieniądze. Jeżeli masowe delewarowanie oznaczać będzie, że dochód całkowity — mierzony w dolarach — spadnie, to równowaga osiągnięta zostanie jedynie wówczas, gdy ceny dóbr również spadną.

Rzeczywistym problemem nie jest proces dostosowawczy, lecz poprzedzający go okres boomu, w trakcie którego płace i ceny rosną w nienaturalny sposób. To prawda, że spadające dochody oznaczają trudności dla kredytobiorców, lecz nie oznacza to zanegowania konieczności spłaty długów. Czymś niezmiernie nierozważnym jest utrzymywanie nierealnych cen — czy to dóbr konsumpcyjnych, czy domów — przez lata, zamiast stawienia czoła koniecznym procesom dostosowawczym.

 

Wnioski

Jesienią 2008 r., kiedy rządy zaczęły na potęgę zwiększać swoje zadłużenie i wydatki, politycy straszyli opinię publiczną tym, w jakiej to koszmarnej sytuacji może znaleźć się gospodarka, gdyby oni sami „nic nie robili”. Biliony dolarów później gospodarka nadal jest w złej kondycji — szczególnie z punktu widzenia gospodarstw domowych o niskich i średnich dochodach.

Delewarowanie — wymyślne określenie na spłacanie długów — to proces bolesny, lecz konieczny, zważywszy na rozrzutny tryb życia w czasie boomu. Zamiast walczyć z procesem dostosowawczym, rząd powinien zejść mu z drogi. Z pewnością zaś nie powinien podejmować działań — takich jak obniżanie stóp procentowych do zera czy zwiększanie deficytu — które stworzą problem na nowo.


Podobał Ci się artykuł? Chcesz przeczytać ich więcej? Wesprzyj mises.pl!


Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Robert Murphy

Amerykański ekonomista i konsultant związany z austriacką szkołą ekonomii. Tytuł doktora uzyskał na New York University, obecnie jest adiunktem na Texas Tech University. Współpracuje z licznymi amerykańskimi think-tankami. W ramach działalności w Independent Institute i Ludwig von Mises Institute angażuje się w liczne inicjatywy edukacyjne – prowadzi wykłady, kursy e-learningowe, pisze książki. To właśnie w ramach współpracy z tymi instytucjami powstały jego przewodniki ułatwiające lekturę najważniejszych dzieł ekonomistów szkoły austriackiej: "Ludzkiego działania" i "Teorii pieniądza i kredytu" Ludwiga von Misesa oraz "Ekonomii wolnego rynku" Murraya N. Rothbarda. Murphy jest także autorem podręcznika z ekonomii dla licealistów "Lessons for the Young Economist" i książki "Choice: Cooperation, Enterprise, and Human Action".

Pozostałe wpisy autora:

3 Komentarze “Murphy: Czy delewarowanie ma negatywny wpływ na gospodarkę?

  1. Ale politycy wolą słuchać keynesistów, bo oni uzasadniają potrzebę istnienia polityki gospodarczej rządu. Austriacy mówią politykom ‚łapy precz od gospodarki, bo zepsujecie’, co oczywiście odbija się od polityków jak groch od ściany (czy raczej od kapusty lub wręcz – głąbów).

  2. „Wraz z dostosowaniem się gospodarki do sztucznie niskich stóp procentowych”

    A skąd wiadomo że te stopy procentowe są na „sztucznie” niskim poziomie ???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy