Higgs: To nie kwestia konsumpcji!

12 października 2011 Ekonomia sektora publicznego komentarze: 4

Autor: Robert Higgs
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Dominika Łysoniewska
Wersja PDF

konsupmcjaKomentatorzy i eksperci, z których część niezbyt zna się na rzeczy, powtarzają do znudzenia, że kryzys trwa nadal z powodu konsumentów, którzy nie chcą wydawać swoich pieniędzy. Wszyscy keynesiści wydają się wierzyć, że gdy konsumenci są w finansowym dołku, jedynie rządowe wydatki stymulujące mogą poprawić kondycję załamującej się gospodarki. Według nich będzie to prawdą zwłaszcza wtedy, gdy Fed, doprowadziwszy stopy procentowe do niezwykle niskich poziomów, nie może ich dalej obniżyć, co zachęciłoby inwestorów do większych wydatków inwestycyjnych.

Moi drodzy, spójrzcie na dane. Są one dostępne dla każdego na stronie internetowej Biura Analiz Gospodarczych Departamentu Handlu USA — instytucji, która prowadzi statystyki dochodu i produktu narodowego USA.

Według statystyk poziom realnych prywatnych wydatków konsumpcyjnych odbił się od kryzysowego dna w czwartym kwartale 2010 r. Wydatki stale wzrastają i osiągnęły obecnie poziom (według najnowszych danych z drugiego kwartału 2011 r.) przewyższający nawet szczytową wartość przed recesją.

Realne rządowe wydatki konsumpcyjne i inwestycyjne (to pojęcie nie uwzględnia rządowych wydatków transferowych, takich jak zasiłki dla bezrobotnych i emerytury) również znajdują się na wyższym poziomie niż przed recesją: w drugim kwartale 2011 r. były o 2% wyższe (pamiętajmy, że są to wydatki „realne”, czyli „z uwzględnieniem poziomu inflacji” — wydatki nominalne wzrosły znacznie bardziej).

Gospodarka jest w tak złej kondycji nie z powodu poziomu wydatków konsumpcyjnych, którego nie dało się poprawić, ani wydatków rządowych, które się nie zwiększyły, lecz z powodu braku inwestycji prywatnych — które są prawdziwym kołem napędowym wzrostu gospodarczego — znajdujących się obecnie w głębokim dołku. Poziom krajowych inwestycji stałych brutto znacznie spadł po drugim kwartale 2007 r., a w drugim kwartale 2011 r. pozostawał o 19% niższy niż wartość szczytowa przed recesją. Te dane jednak nie pokazują, jak w rzeczywistości beznadziejny jest stan inwestycji, ponieważ większa część obecnych wydatków inwestycyjnych przeznaczana jest na przeciwdziałanie tzw. zużyciu kapitału. Jest to kwota konieczna dla zrekompensowania zużycia i starzenia się istniejącego zasobu dóbr kapitałowych.

Kluczową zmienną jest wartość krajowych inwestycji stałych netto inwestycji, które tworzą prywatny zasób dóbr kapitałowych. Kwartalne dane z tego roku nie są aktualnie dostępne na stronie Biura Analiz Gospodarczych, ale dane roczne wykazują, że indeks realnych inwestycji osiągnął wartość szczytową w 2006 r., przez kolejne trzy lata znacznie się obniżał, a następnie zwyżkował nieznacznie w 2010 r. Wówczas krajowe inwestycje stałe netto znajdowały się według tego indeksu na poziomie ok. 78% niższym niż w latach 2005 i 2006. To właśnie tutaj tkwi prawdziwa przyczyna przedłużającej się recesji.

Mimo ogólnej poprawy stanu realnych wydatków konsumpcyjnych oraz wzrostu realnych wydatków rządowych na produkty i usługi finalne, prywatni inwestorzy są nadal pełni obaw co do przyszłości nowych inwestycji, szczególnie tych długoterminowych. Przez ostatnie trzy lata wielokrotnie starałem się dowieść, że istotnym powodem tych obaw i wynikającej z nich niechęci do podejmowania nowych inwestycji kapitałowych jest niepewność polityczna (ang. regime uncertainty). Obecny niepokój wynika z obawy, że polityka rządu dotycząca kluczowych sfer życia społeczno-gospodarczego — np. reforma zdrowia Obamy, reforma finansów, uregulowania prawne dotyczące ochrony środowiska i innych dziedzin — pozbawi inwestorów kontroli nad ich kapitałem lub ograniczy możliwość zatrzymania dochodu wygenerowanego przez niego. Fakt, że prezydent Obama wciąż dąży do tego, by „bogaci” wpłacali do budżetu swoją „sprawiedliwą część” (czyli więcej), by pokryć stale rosnące koszty rządu, dodatkowo wzmaga niepewność polityczną. Czołowi biznesmeni wciąż mówią o tym, że obecne otoczenie polityczne zniechęca do podejmowania ryzyka i przedsiębiorczości.

W każdym przypadku powinno być jasne, że problem nie polega na tym, iż nie odnotowano wzrostu poziomu wydatków konsumpcyjnych. Powinniśmy mieć więcej poszanowania dla faktów, zamiast wciąż powtarzać tę samą starą śpiewkę.

 


Chcesz, aby idee prezentowane w artykule znalazły zrozumienie wśród społeczeństwa? Wesprzyj Lekcje ekonomii!


Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Robert Higgs

Pozostałe wpisy autora:

4 Komentarze “Higgs: To nie kwestia konsumpcji!

  1. Regulacje wskazywane są przez 15% małych przedsiębiorstw przy pytaniu o pojedynczą przeszkodę w prowadzeniu firmy. Podatki – 20%, słaba sprzedaż 24%. Dane za: http://tinyurl.com/66pajsp, str. 1

    Owszem, nie można nie zauważyć wzrastającej „popularności” regulacji, ale sprzedaż wciąż jest dominującym problemem.

    Czyżby beneficjentami wskazywanego przez Higgsa wzrostu konsumpcji były większe przedsiębiorstwa? Należy także wziąć pod uwagę, iż większościowym aktorem na rynku nieruchomości są małe przedsiębiorstwa, co mogło wypaczyć wynik badań.

  2. @wicker: Wskazania małych przedsiębiorstw (przedsiębiorców?) (w badaniu, które przytoczyłeś) to subiektywne odczucia.

    Ankietowanie przedsiębiorców (małych, dużych, byłych, przyszłych, jakichkolwiek) nie zastąpi poważniejszej analizy ekonomicznej, może ją co najwyżej uzupełnić.

  3. @1: Wydaje mi się, że pisze Pan o tym, co widać, czyli o istniejących przedsiębiorstwach i ich sprzedaży. A to, czego nie widać, to przedsiębiorstwa, które nie powstaną i rozszerzenie działalności, które nie nastąpi. Konsumpcja ma natychmiastowy wpływ na handel i usługi, ale wcześniejsze stadia produkcji potrzebują kredytu i elementarnej przewidywalności przyszłości, żeby rozszerzać swoją działalność. Nie da się jednocześnie zwiększać konsumpcji i inwestycji. To jest kamień filozoficzny współczesnej ekonomii. A jak wiadomo, kamień filozoficzny nigdy nie istniał…

  4. Ojojoj! Może trochę nie na temat, ale dodam coś od siebie. Polski przedsiębiorca pływa w kisielu (regulacje i podatki) i się do tego przyzwyczaił, a ten z Zachodu pływał w wodzie, a teraz tylko mu trochę zmętniała. Na co ma więc psioczyć, jak z państwem nie wygra, a działać musi prowadzić. A to że przedsiębiorcy, dzięki państwu, częściej kombinują jak nie dać się obskubać i gdzie tu coś wydębić, niż prowadzić normalną (wolną) działaność gospodarczą – to temat na dłuższą rozprawę.

    Gospodarka (rynek) działa pomimo podatków i regulacji państwowych. O tym wiedzą politycy gospodarczy i doradcy ekonomiczni, którzy wciąż proponują kolejne tzw. udogodnienia. Ale jakie to ma konsekwencje (np. tzn. efektywność gospodarcza) to polityków i doradców mało obchodzi. No chyba, że im słupki nie rosną. Na margiesie wielu myli kapitalistyczną gospodarkę rynkową z modernizacją jako taką.

    Prawda jest taka, że ludzie potrafią przywyczaić się do wielu rzeczy, np. tandeciarstwa, jak za PRLu. Nie lubili tego, ale tym żyli. Teraz tak też jest, ale również państwową pomocną dłonią.

    Kończąc przypomnę, że o bogactwie narodów, jak zauważył Mancur Olson, decydują instytucje i polityka. Od siebie dodam instytucje gospodarki rynkowej (wolności gospodarcze) i polityka wolności (państwo minimum, brak fiskalizmu, zdrowy pieniądz itd.).

    Pozdrawiam,
    marcinach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nasi darczyńcy