Konkurs na projekt najpilniejszej reformy liberalnej w Polsce – I nagroda

18 października 2011 Aktualności komentarze: 25

Autor: Jacek Wierzbicki
Wersja PDF

Synteza projektu

Pod pojęciem „najpilniejsza” uznałem reformę mającą najbardziej dalekosiężne skutki ekonomiczne i społeczne.  Za takową uznałem prywatyzację, a konkretnie szeroko pojętą reformę uwłaszczeniową i reprywatyzacyjną. Wyszczególniłem trzy niezależne jej obszary. Jest ona pilna również z tej przyczyny, że za jakiś czas może się po prostu okazać, że nie ma już wiele do sprywatyzowania, a większość społeczeństwa w żaden sposób z tego procesu nie skorzystała.

 

Opis projektu

Można stworzyć długą listę reform, które należałoby wprowadzić w naszym kraju. Każda z nich w jakimś stopniu poprawiłaby kondycję gospodarczą, a nasze życie uczyniła bardziej znośnym. Jednak za najpilniejsze uznałem  uregulowanie stosunków własnościowych.

Własność prywatna stanowi warunek sine qua non wolnego i sprawiedliwego społeczeństwa. Reforma taka jest bardzo trudna do przeprowadzenia, jednak w moim przekonaniu niezbędna, przy której inne reformy będą stanowić jedynie korektę istniejącego status quo.

Jest to również jedyna reforma o trwałym charakterze. Kolejne rządy mogą zmniejszać lub zwiększać podatki, likwidować lub stwarzać bariery. Natomiast ponowne wywłaszczenie będzie bardzo trudne, gdyż jest to proces który dokonywał się wyłącznie w warunkach obcej okupacji lub terroru państwowego.

Reformując Polskę po 1989 roku, prywatyzację potraktowano wyłącznie utylitarnie, traktując jako  dodatkowe źródło wpływów budżetowych i sposób na pozbycie się balastu firm państwowych. Udział byłych właścicieli oraz pracowników przedsiębiorstw był w tym procesie znikomy. Skutkiem ubocznym (choć całkowicie zamierzonym) było uwłaszczenie się nomenklatury. Taka prywatyzacja budziła często uzasadniony sprzeciw społeczny, wzmacniając jednocześnie siły przeciwne szeroko pojętej własności prywatnej i rozwiązaniom wolnorynkowym.

Należy przyjąć, że jedyną sprawiedliwą prywatyzacją jest reprywatyzacja i uwłaszczenie. Państwo nie ma moralnego prawa sprzedawać dowolnym podmiotom mienia, które formalnie jest własnością całego społeczeństwa. W projekcie uwzględniłem trzy zasadnicze obszary reformy, nie obejmują one jednak pełnego spektrum możliwej do sprywatyzowania własności państwowej.

Podstawowe trzy obszary prywatyzacji to:

1. Reprywatyzacja mienia zagrabionego przez państwo.

Należy przyjąć dwa założenia: reprywatyzacja odbywa się tylko w naturze i nie może odbyć się ze szkodą społeczną. Za niesprawiedliwe i niedopuszczalne należy uznać odszkodowania pieniężne — państwo nie oddaje własności, za to zmusza podatników do spłaty swoich długów. Niedopuszczalne jest również rugowanie obecnych użytkowników — w polskim prawie funkcjonuje przecież pojęcie zasiedzenia. Państwo powinno oddać wyłącznie majątek w postaci gruntów, nieużytkowanych nieruchomości lub udziałów. W stosunku do innych wierzycieli (np. osób poszkodowanych decyzjami administracyjnymi) mogą to być środki pochodzące ze sprzedaży udziałów w firmach.

2. Uwłaszczenie pracowników przedsiębiorstw

Należy przyjąć, że największe prawo do własności danego przedsiębiorstwa mają jego obecni i byli pracownicy — ponieważ swoją pracą w największym stopniu przyczynili się do wytworzenia jego majątku. Udział pracowników powinien być proporcjonalnie do poborów i stażu pracy. Drugim z kolei właścicielem powinien stać się ZUS, reprezentując resztę społeczeństwa. Będzie to stanowiło bazę do jego przyszłej reformy (która stanowi odrębną kwestię). Dopiero pozostałe akcje mogą stać się obiektem oferty publicznej. Uwłaszczenie przedsiębiorstw w specyficznych sektorach  — (np. energetyczny  czy zbrojeniowy) — może odbywać się według specjalnych zasad, jednak przy zachowaniu podstawowych, wymienionych przeze mnie reguł.

3. Uwłaszczenie użytkowników ogródków działkowych

Obecni  użytkownicy  staną się właścicielami działek. Biorąc pod uwagę, że są to tysiące hektarów ziemi w granicach miast, będzie to miało zasadnicze znaczenie w rozwiązaniu problemu mieszkaniowego.

Konsekwencje reformy:

– polskie przedsiębiorstwa będą lepiej zarządzane, a przez to  bardziej rentowne i konkurencyjne na rynkach zagranicznych

– akcjonariat pracowniczy pobudzi falę przedsiębiorczości, będzie też stanowił zabezpieczenie kapitałowe na przyszłość

– duża ilość gruntów w rękach prywatnych doprowadzi w stosunkowo krótkim czasie do rozwiązania problemu mieszkaniowego — prawdopodobnie najważniejszego trapiącego polskie rodziny

– inne grunty będą wykorzystane pod budowę nowych firm lub jako lokata kapitału na przyszłość

– zmniejszenie się roli związków zawodowych oraz postaw roszczeniowych i antyrynkowych

– zlikwidowanie dotacji do przedsiębiorstw państwowych

– zabezpieczenie obywateli przed możliwością wyprzedaży mienia przez państwo na wypadek jego niewypłacalności (vide Grecja)

–  ZUS stanie się właścicielem akcji wielu przedsiębiorstw — będzie to stanowiło podstawę do reformy systemu ubezpieczeń społecznych

– Polska będzie lepiej postrzegana przez inwestorów zagranicznych

– wzrośnie ilość płatników (i wpływy) podatków gruntowych i od nieruchomości — będzie to stanowiło podstawę do eliminacji podatków pośrednich na korzyść prostszych podatków bezpośrednich.

 

Potencjalni przeciwnicy i zagrożenia reformy:

– władze centralne i gminne, bo będzie to oznaczało zmniejszenie ich majątku i możliwych wpływów politycznych, społecznych i gospodarczych

– „uwłaszczona” nomenklatura i jej beneficjenci, która straci dominującą rolę w gospodarce i państwie

– rożne odłamy lewicy, kwestionujące własność prywatną jako taką, lub widzące w niej zagrożenie dla niezależności Polski , obawiając się wykupu przez obcy kapitał

– powolny przebieg legislacyjny i możliwe nadużycia władzy.

Pomimo tych zagrożeń, zakładam iż gros społeczeństwa, a nawet  naszej klasy politycznej jest w stanie zrozumieć, przyjąć i podjąć tę reformę oraz skutecznie ją przeprowadzić. Posiada ona atrybuty nie tylko reformy liberalnej, ale również konserwatywnej, narodowej oraz socjalnej.


Pomóż nam edukować społeczeństwo. Wesprzyj Lekcje ekonomii!


Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Instytut Misesa

O Autorze:

Instytut Misesa

Instytut Ludwiga von Misesa ufundowany we Wroclawiu w sierpniu 2003 r. jest niezależnym i nienastawionym na zysk ośrodkiem badawczo-edukacyjnym, odwołującym się do tradycji austriackiej szkoły ekonomii, dorobku klasycznego liberalizmu oraz libertariańskiej myśli politycznej. Instytut został nazwany na cześć – naszym zdaniem najwybitniejszego ekonomisty XX w. – Ludwiga von Misesa.

Pozostałe wpisy autora:

25 Komentarze “Konkurs na projekt najpilniejszej reformy liberalnej w Polsce – I nagroda

  1. Znowu – idea za****ta, lecz nie do zrealizowania. Nie wiem, która ubecka menda pozwoliłaby na coś takiego. Szczerze? Liczyłem, że wśród trzech najważniejszych – zdaniem IM – reform liberalnych pojawi się koncepcja likwidowania przywilejów spółek z o.o czy S.A. Na Frizonie toczy się teraz bardzo interesująca dyskusja na ten temat i generalnie bez zaorania przywilejów korporacyjnych czy szerzej wszelkich interwencji na korzyść biznesu NIE BĘDZIE LIBERALIZMU/WOLNEGO RYNKU, słowem, nie będzie niczego (pomału dochodzę do wniosku, że Kononowicz to największy wizjoner polskiej polityki po 89):

    http://www.frizona.pl/threads/8760-Osoba-prawna-ograniczona-odpowiedzialno%C5%9Bc-i-inne-cuda?p=157699&viewfull=1#post157699

  2. >> pojawi się koncepcja likwidowania przywilejów spółek z o.o czy S.A.

    Będzie off-topic, bo o przywilejach spółek, ale trudno. Pisałem o tym kiedyś na innym forum, więc tylko przekleję:

    Zacznę od dużych korporacji i spółek giełdowych. Czytając różne fora czy blogi liberalne, ze zdumieniem odkryłem pogląd, który można streścić mniej więcej tak: „prawdziwy kapitalizm to małe i średnie przedsiębiorstwa, w których właściciel sprawuje bezpośredni nadzór nad działalnością. Duże korporacje to właściwie nie jest kapitalizm, bo firmą nie zarządza właściciel, tylko wynajęty menedżer, właścicieli jest wiele i są rozproszeni, panuje bałagan, biurokracja i w ogóle bardziej to przypomina urząd państwowy, w którym najęty człowiek zarządza niedbale nie swoim majątkiem, niż prywatną spółkę.” Otóż tak: to wszystko święta prawda, tylko narzuca mi się od razu pytanie: i co z tego? Jeśli przyjąć, że taka duża korporacja nie robi żadnych interesów z państwem (żadnego lobbingu, koncesji, lewych przetargów itd.), tylko działa normalnie na wolnym rynku, to co kogo obchodzi, jak ona jest zorganizowana? Czy jednoosobowy właściciel spółki może w liberalnym, kapitalistycznym kraju podzielić kapitał na 100 udziałów i sprzedać je 100 nowym współwłaścicielom, czy nie? Jeśli obie strony umowy przystępują do niej dobrowolnie, to czyje prawa zostały naruszone? Jeśli później ci współwłaściciele (akcjonariusze/udziałowcy) decydują się na pasywne właścicielstwo, czyli na zatrudnienie menedżera, który będzie zarządzał spółką, nawet jeśli będzie robił to nieefektywnie i będzie przepłacany, to mają prawo to zrobić czy nie? Przecież tu nikt nikomu niczego nie narzuca, nikt nikogo do niczego nie zmusza. Jeśli wszystkie przekształcenia związane z organizacją działalności spółki, własnością, nadzorem właścicielskim następują w drodze dobrowolnej umowy stron, to nic nikomu do tego! Choćby powstał najbardziej nieefektywny moloch. Liberalizm to ustrój, w którym mogę dowolnie dysponować swoją własnością. Jeśli mam kaprys, żeby prężną firmę sprzedać 10 menelom spod budki z piwem, to powinienem mieć prawo to zrobić! Jeśli nie chce mi się doglądać spółki jako właściciel, tylko wolę zatrudnić menedżera, to powinienem mieć prawo to zrobić! Jeśli wymyślę sobie, że będę płacił menedżerowi 10 mln rocznie za dłubanie w nosie, to powinienem mieć prawo to zrobić! Jeśli tylko wszelkie decyzje zapadają w drodze dobrowolnej umowy stron, wszystko jest OK i jest to jak najbardziej kapitalizm i wolny rynek.

    A co do samej efektywności takich wielkich korporacji… Nie jest prawdą, że ostatecznym egzekutorem efektywnego zarządzania jest właściciel. Ostatecznie decyduje… konsument / klient. I to on wymusza na spółce efektywność, niezależnie od tego, czy zarządza nią jednoosobowy właściciel, czy wynajęty menedżer w korporacji, w której akcjonariusze są tak rozproszeni, że nie mają na bieżące zarządzanie żadnego wpływu. Niektórzy liberałowie (vide R. Gwiazdowski) porównują rozproszonych akcjonariuszy do wyborców, a menedżerów do urzędników, twierdząc, że tak w korporacji, jak i w państwie ci pierwsi (akcjonariusze – wyborcy) nie mają żadnego wpływu na tych drugich (menedżerów – urzędników). Otóż ci drobni akcjonariusze są jednak w sytuacji o niebo lepszej. O ile wyborcy, jeśli źle wybiorą, muszą czekać na zmianę kilka lat do kolejnych wyborów, o tyle akcjonariusze mogą „głosować” codziennie przez sprzedaż/kupno akcji spółki. Codziennie od poniedziałku do piątku, na każdej sesji giełdowej w przypadku spółek notowanych. To potężne narzędzie. Co może się stać z nieefektywną spółką? Akcjonariusze mogą masowo wyprzedać jej akcje. Te polecą na łeb, na szyję. To zaś będzie sygnałem dla innych uczestników wolnego rynku: „Oho, w tej spółce źle się dzieje. Kto wie, czy nie straci zaraz płynności. Może nie róbmy na razie z nią interesów, aż się poprawi”. Spółka zostaje zmuszona do restrukturyzacji / poprawy efektywności. Albo to uczyni, albo zostanie przejęta lub wyparta przez konkurencję. Ktoś zajmie jej miejsce i tyle. Wolny rynek sam ureguluje tę kwestię. Oczywiście cały czas zakładamy, że państwo się nie wtrąca i korporacja nie ma żadnych związków z państwem.
    Podsumowując – duża firma z rozproszonymi właścicielami, zarządzana przez wynajętego menedżera, nieefektywna i z dużą biurokracją jest jak najbardziej zgodna z zasadami kapitalizmu i wolnego rynku. Liczy się zasada „chcącemu nie dzieje się krzywda”, więc jeśli taka spółka powstaje w wyniku kolejnych dobrowolnych umów między rożnymi stronami, to nikomu nic do tego. Efektywność nie ma tu nic do rzeczy. Liczy się święta zasada swobodnego układania się stron. A efektywność reguluje rynek i robi to skutecznie.

    Wyszedł długi post, więc o ograniczonej odpowiedzialności krótko. Ograniczona odpowiedzialność nie jest żadnym przywilejem państwa, bo spółki z o.o. z całą pewnością istniałyby nawet wówczas, gdyby państwa w ogóle nie było, np. w anarcho-kapitalizmie. Znowu kłania się zasada dobrowolnych umów. Jeśli jedna strona zawiera w umowie warunek, że jej odpowiedzialność za działalność/produkt/usługę jest w jakiś sposób ograniczona, a druga strona przystępując do tej umowy dobrowolnie się na to zgadza, to znowuż – wszystko jest OK. W spółce z o.o. ograniczona odpowiedzialność jest jakby stałym dorozumianym warunkiem – nie podoba Ci się, nie musisz robić z tą spółką interesów, nie musisz w nią inwestować ani w niej pracować.
    A dlaczego ograniczona odpowiedzialność? Bo jest to praktyczne – odpowiedzialność jednej strony, to bezpieczeństwo drugiej. A bezpieczeństwo kosztuje.

    Przykład I: kupując notebooka, można dostać gwarancję na 2 lata. Ale można zapłacić ekstra, i zwiększyć odpowiedzialność producenta / swoje bezpieczeństwo. Osobiście zniósłbym w ogóle obowiązkowe gwarancje, to można by kupić dany produkt jeszcze taniej.

    Przykład II: standardowa umowa kupna-sprzedaży samochodu zawiera klauzulę, że kupujący poświadcza, iż znany jest mu stan techniczny pojazdu i po zakupie nie będzie rościł żadnych pretensji, obojętnie jaka usterka się pojawi. Czy to nie jest właśnie ograniczona odpowiedzialność, a jednocześnie bardzo praktyczny zapis? Chcielibyście tego zabronić spółkom? Jeśli odpowiedzialność spółki nie byłaby ograniczona do sumy jej majątku, ale obejmowałaby majątek własny właścicieli (a może jeszcze ich dzieci i wnuków), to zapewne średniej klasy notebook kosztowałby nie 2000 zł, jak obecnie, ale 20 000 zł. Dlaczego? Bo odpowiedzialność to ryzyko dla spółki i bezpieczeństwo dla konsumenta, a to kosztuje.

  3. Ad 1 kawador
    Mylisz się kawadorze. Najpierw trzeba przeprowadzić reformy instytucji, które stanowią największe obciążenie dla budżetu i powodują zwiększanie się długu państwa polskiego.

    Zarzut, że zaporponowana reforma jest nie do zrealizowania można równie dobrze postawić Twoim postulatom, bo który biznesmen mając „w kieszeni” polityków pozwoli na osłabienie swoich wpływów?

    Czy dyskusja na frizonie jest sensowna napiszę po zapoznaniu się z przedstawionymi tam poglądami.

  4. @grudge

    „Najpierw trzeba przeprowadzić reformy instytucji, które stanowią największe obciążenie dla budżetu i powodują zwiększanie się długu państwa polskiego.”

    Spoko. Tylko że ja twierdze, że taka reforma jest niemożliwa.

    „Zarzut, że zaporponowana reforma jest nie do zrealizowania można równie dobrze postawić Twoim postulatom, bo który biznesmen mając „w kieszeni” polityków pozwoli na osłabienie swoich wpływów?”

    Zgoda. Ja tylko pisałem, że szkoda, iż taki postulat się nie znalazł w pierwszej trójce. Nic nie wspominałem o możliwości przeprowadzenia takiej reformy.

    @TK

    „Otóż tak: to wszystko święta prawda, tylko narzuca mi się od razu pytanie: i co z tego?”

    To z tego, że coś jest chyba nie halo, prawda? Przecież te korporacje istnieją tylko i wyłącznie dzięki szeroko zakrojonej interwencji państwa (dodajmy – interwencji permanentnej) o raz całej masie różnych przywilejów prawnych. Co do tego zgadzają się zarówno „Austriacy”, jak i nie-Austriacy (Carson).

    Oto co z tego.

  5. „Podsumowując – duża firma z rozproszonymi właścicielami, zarządzana przez wynajętego menedżera, nieefektywna i z dużą biurokracją jest jak najbardziej zgodna z zasadami kapitalizmu i wolnego rynku.”

    Ok.

    Ale regulacje, które umożliwiają jej istnienie, już nie są zgodne. Spółki z oo, S.A czy inne fikcyjno-kolektywno-anonimowe byty to nie jest wolny rynek tylko sztuczny projekt spłodzony przez prawników i rozmaitych inżynierów. Co najważniejsze – nie sposób sobie wyobrazić działalności gospodarczej państwa czy samorządu w innej niż spółeczka z oo czy S.A. formie.

  6. @kawador

    Jakoś potrafię sobie wyobrazić istnienie spółek z o.o. i SA w anarcho-kapitalizmie. Spółka działa z ograniczoną odpowiedzialnością, a każdy podmiot, który robi z nią interesy, akceptuje to dobrowolnie. Jeśli nie akcpetuje, nie robi z nią interesów, tylko z jakimś innym podmiotem, np. takim, który przyjmuje odpowiedzialność nieograniczoną na 7 pokoleń.

    Natomiast nie mogę sobie wyobrazić zakazu ograniczonej odpowiedzialności lub rozproszonej własności na wolnym rynku. Taki zakaz może być tylko produktem państwa.

    Inaczej mówiąc – na prawdziwie wolnym rynku znalazłoby się miejsce dla firm każdego rodzaju i wszelkiej maści – zarówno o ograniczonej odpowiedzialności (i jej klientów), jak i o nieograniczonej odpowiedzialności (i jej klientów), dla spółek o jednym właścicielu i milionie właścicieli, dla firm sprzedających „malucha” za 1 mln zł z dożywotnią gwarancją i odszkodowaniami za wszystko, jak i dla firm sprzedających „malucha” za 1 tys. zł bez żadnych gwarancji i odpowiedzialności, nawet jak samochód wybuchnie na pierwszym zakręcie. Wszystko powinno być regulowane tylko na zasadzie dobrowolnej umowy między stronami.

  7. @7

    „Taki zakaz może być tylko produktem państwa.”

    Podobnie jak regulacje, które te spółki powołują do życia. Ja postuluję kasację regulacji. Bo gdyby rzeczywiście spółkii z o.o. i SA były takie „naturalne”, to nie trzeba by uchwalać 14 Poprawki i setek innych ustaw, sankcjonujących złodziejstwo i przekręty.

  8. Wróćmy może do projektu reformy.
    Nie rozumiem kilku rzeczy: dlaczego autor zakłada, że największe prawo do przedsiębiorstw państwowych mają jego pracownicy? Często takie przedsiębiorstwa były kiedyś prywatne, a wtedy największe – ba, jedyne! – prawo posiada dawny właściciel (jeśli istnieje).
    Poza tym nie rozumiem, dlaczego ZUS ma mieć prawo do czegokolwiek?
    No i dlaczego niedopuszczalne jest rugowanie obecnych użytkowników gruntów? Prawo do zasiedzenia jest niezgodne z prawem własności, o czym można przeczytać u Rothbarda w „Etyce wolności”.

  9. @kawador

    „Przecież te korporacje istnieją tylko i wyłącznie dzięki szeroko zakrojonej interwencji państwa (dodajmy – interwencji permanentnej) o raz całej masie różnych przywilejów prawnych.”

    Przesledzmy historie takich korporacji jak Apple, Google, czy Facebook. Czy one naprawde istnieja dzieki interwencji panstwa?

  10. Apple tak, Google nie. Od razu uprzedzam, że Nasza Klasa też nie. A Gadu-Gadu miało kiedyś monopol absolutny, ale już na szczęście upadł 🙂 A Facebook nie jest całkowitym monopolistą, bo ja nie ma i nigdy nie miałem tam konto, więc jego kontrola nad światem ogranicza się do 99,999% rynku 🙂

  11. @ kawador

    „Podobnie jak regulacje, które te spółki powołują do życia. Ja postuluję kasację regulacji. Bo gdyby rzeczywiście spółkii z o.o. i SA były takie „naturalne”, to nie trzeba by uchwalać 14 Poprawki i setek innych ustaw, sankcjonujących złodziejstwo i przekręty.”

    Uwazaj, bo sie jeszcze zapedzisz. Prawo wlasnosci i spolki cywilne tez sa gwarantowane prawem i uchwalone w ustawach oraz konstytucji. Nie wszystko co jest w kodeksie spolek handlowych jest zlodziejstwem, tylko dlatego ze tam jest.

  12. Nie rozumiem dlaczego w pierwszej kolejności uwłaszczać pracowników. To prawda że dzięki nim przedsiębiorstwo się rozwija ale za swoją pracę otrzymują wynagrodzenie.

  13. @ kawador

    nie zaoral, tylko pokazal pewne problemy spolek, ktorym nikt nie przeczy. Podobnie mozna wymienic problemy nieuczciwych umow, spolek cywilnych, kredytow, czy roznych dziwnych machlojek.

    Nie zmienia to faktu, ze spolki kapitalowe mozna tworzyc w oparciu o swobode umow i ze sa niezwykle pozyteczne. Jak z Googlem wlasnie. Kazdy, kto podpisuje z Google kontrakt jest wbiebowziety i nie ma wrazenia, ze uczestniczy w wielkim panstwowym przekrecie.

  14. Ad kawador
    Żebyś przypadkiem nie wylał dziecko z kąpielą. Boję się, że zabronisz najprężniejszym firmom konsolidacji rynku. Skoro największe na ogół korporacje mają akcjonariat rozproszony, to wykup udziały i zostań głównym udziałowcem. Wtedy zerwiesz kontakty korporacji z państwem.
    Zrozum, że to nie korporacje są winne same w sobie, tylko przywileje nadane przymusem państwowym dają im przewagę.
    To państwo jest problemem, nie korporacje.

  15. @16

    „Żebyś przypadkiem nie wylał dziecko z kąpielą.”

    Ja nie chce żadnej kontroli rynku. Ja chcę tylko kasacji WSZYSTKICH przywilejów, którymi cieszą się podmioty gospodarcze typu korporacje albo „rynki finansowe”. Kasacja przywilejów nie jest ingerencją w wolny rynek – jest aktem odrestaurowania wolnego rynku.

  16. @15

    „Kazdy, kto podpisuje z Google kontrakt jest wbiebowziety i nie ma wrazenia, ze uczestniczy w wielkim panstwowym przekrecie.”

    Na tej samej zasadzie to ja byłem „współwłaścicielem” Polski przez wiele lat. Szkopuł w tym, że podobnie ja teraz, nikt nie tylko się moim zdaniem nie przejmował, ale nawet nikt go nie chciał znać. No i niewiele z tego miałem, prócz „wrażenia” 😉

  17. @17 kawador
    w takim razie nie będziesz mieć nic przeciwko temu że jako właściciel firmy będę wybierał sobie zarząd który będzie sprawował bezpośrednią kontrolę nad moją firmą? nie będziesz mieć również nic przeciw temu abym do firmy wprowadził dowolną liczbę właścicieli i razem z nimi na zebraniach wyłaniał zarząd?
    Oraz nie będziesz się sprzeciwiał aby kooperanci/klienci którzy zawierają umowy z moją firmą wyrazili zgodę na to iż w przypadku bankructwa mogli uzyskać swoje wierzytelności tylko do wysokości majątku firmy?

  18. Ad 17 kawador
    Ja się całkowicie z Tobą zgadzam, tylko że:
    1) to co napisał np. balcerek w poście numer 19 to jest swoboda zawierania umów i żadnych pretensji do korporacji nie można mieć; potencjalny kontrahent sam musi oszacować ryzyko kontraktu i albo zrezygnować ze współpracy z tą firmą albo zażądać umowy na warunkach, które satysfakcjonują obydwie strony,

    2) to co pisałem (w tym przypadku chodziło o przypadek „too big to fail”, że to nie korporacje same nadają sobie przywileje, lecz czyni to państwo korzystając z aparatu przymusu.

  19. @19

    „w takim razie nie będziesz mieć nic przeciwko temu że jako właściciel firmy będę wybierał sobie zarząd który będzie sprawował bezpośrednią kontrolę nad moją firmą? nie będziesz mieć również nic przeciw temu abym do firmy wprowadził dowolną liczbę właścicieli i razem z nimi na zebraniach wyłaniał zarząd?
    Oraz nie będziesz się sprzeciwiał aby kooperanci/klienci którzy zawierają umowy z moją firmą wyrazili zgodę na to iż w przypadku bankructwa mogli uzyskać swoje wierzytelności tylko do wysokości majątku firmy?”

    Nie.
    Nie.
    Nie.
    Nie będę miał nic przeciwko.
    Ja bym tylko chciał wrócić do punktu „zero”m tj. wykasować wszystkie przywileje, którymi obwarowane są „rynki finansowe” i działające w jego ramach korporacje. A potem chciałbym zobaczyć minę pana Sorosa 😉

  20. Każdy powinien mieć prawo do używania i nadużywania swojej własności o ile nie szkodzi innym, a jesli szkodzi to odpowiada za wyrządzoną szkodę i powinien ją zrekompensować. To samo moim zdaniem powinno dotyczyć działalności gopodarczej, każdy właściciel/właściciele powinien odpowiadać za szkody wyrządzone przez swoją własność-firmę (Jeśli firma bankrutuje i nie może oddać długów a majątek firmy jest niewystarczający, licytuje się prywatny majątek właściciela a jesli nie ma prywatnego majątku jest przestępcą dopóki nie odda długu).
    Od szkód oczywiście można się ubezpieczyć. Takie prawo spowodowałoby mniejsze marnotrastwo pracy i kapitału w postaci błędnych inwestycji.

  21. ad 22

    Kawador, to po co mowisz o spolkach kapitalowych? To mow o przywilejach i ze jestes za wykasowaniem przywilejow. Pelno tych przywilejow w dzisiejszym systemie maja i osoby cywilne i spolki kapitalowe.

    Po co mieszac do tego korwinowskie krytykowanie spolek akcyjnych?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *