Hoppe: Rewizja „Zysków płynących z trzymania pieniędzy”

19 października 2011 Pieniądz komentarze: 10

Autor: Hans-Hermann Hoppe
Źródło: mises.org
Tłumaczenie: Jakub Lewandowski
Wersja PDF

[Wykład dedykowany pamięci Franza Cuhela. Praga, 24 czerwca 2009 r.]

saldoFranz Cuhel zajmuje zaszczytne miejsce w historii myśli ekonomicznej, a w szczególności w wiedeńskiej i austriackiej szkole ekonomii W swojej książce Zur Lehre von den Bedürfnissen (1907) Cuhel jako pierwszy zaprezentował ściśle porządkową interpretację krańcowej użyteczności, przyczyniając się tym samym do systematycznego rozwoju teorii ekonomii. Skoro wykład będzie wygłoszony na cześć Cuhela, pomyślałem, że najlepiej będzie, jeśli i ja zajmę się w nim czysto teoretycznym problemem ekonomicznym. Mój temat nie dotyczy jednak ogólnej teorii wartości, ale teorii pieniądza.

Tytuł mojego wykładu nawiązuje do sławnego artykułu Williama H. Hutta „Zyski płynące z trzymania pieniędzy”[1]. I podobnie jak Hutt mam zamiar zaatakować w nim pogląd, według którego:

a) pieniądze trzymane w gotówce lub na rachunku w banku są w pewien sposób „nieproduktywne”, „jałowe” lub „sterylne” i nie oferują żadnego zysku;

b) tylko dobra konsumpcyjne i inwestycyjne decydują o dobrobycie;

c) jedynym produktywnym sposobem używania pieniędzy jest „cyrkulacja”, czyli przeznaczanie ich na produkcję lub konsumpcję;

d) utrzymywanie salda gotówkowego, a więc niewydawanie pieniędzy, zmniejsza przyszłą produkcję i konsumpcję.

Ten pogląd jest popularny nie tylko wśród ekonomistów, ale także wśród ludzi niezwiązanych z ekonomią. Hutt wymienia wielu zwolenników tej teorii. Przytoczę tutaj jedynie dwóch z nich. Pierwszy to John Maynard Keynes. Jedna z jego słynnych wypowiedzi pochodzi z Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza i dobrze odzwierciedla to, o czym mówię. Keynes rozumie „indywidualny akt oszczędzania” jako trzymanie lub „gromadzenie” pieniędzy, które ogranicza konsumpcję i wydatki inwestycyjne,

 

co oznacza mniej więcej tyle, co decyzja o niezjedzeniu dzisiaj obiadu. Lecz to nie musi oznaczać decyzji o zjedzeniu obiadu lub postanowieniu kupna pary butów za tydzień lub za rok, albo w ogóle decyzji o konsumpcji czegokolwiek w konkretnym czasie. Oznacza to zahamowanie rozwoju biznesu zajmującego się przygotowywaniem dzisiejszego obiadu bez jednoczesnego stymulowania biznesu, który może być potrzebny w przyszłej konsumpcji. Nie oznacza to więc zastąpienia przyszłym popytem konsumpcyjnym teraźniejszego popytu konsumpcyjnego. Oznacza to spadek netto popytu[2].

 

A zatem: trzymanie gotówki, czyli niewydawanie jej na konsumpcję lub inwestycje jest nieproduktywne, a właściwie nawet szkodliwe. Zgodnie z tym, co twierdzi Keynes, rząd lub jego bank centralny musi najpierw stworzyć, a następnie wydać pieniądze, które „oszczędzający” trzymają bezproduktywnie na kontach w bankach, zamiast używać ich do stymulowania konsumpcji i inwestycji. (Nie trzeba chyba dodawać, że dokładnie to robią dzisiaj rządy i banki centralne, aby — jak mniemam — uporać się z obecnym kryzysem.)

Drugi przykład pochodzi niejako z naszego własnego, austriackiego, podwórka i związany jest z takimi ekonomistami, jak: Lawrence White, George Selgin i Roger Garisson, którzy są zwolennikami „wolnej bankowości”. Zgodnie z ich myśleniem, (nieoczekiwany) wzrost popytu na pieniądz „popycha gospodarkę poniżej jej potencjału” (Garrison) i wymaga od systemu bankowego dodatkowych zastrzyków pieniędzy.

„Nadmierny popyt na pieniądz” (Selgin i White) nie niesie za sobą żadnych pozytywnych skutków i jest nawet szkodliwy. Oznacza to jedno: potrzebna jest pomoc. Dla wyznawców „wolnej bankowości” pomoc nie przyjdzie od rządu lub jego banku centralnego, ale od swobodnie konkurujących banków komercyjnych. Jednakże stojąca za tym idea jest taka sama: utrzymywanie (jakiegoś „nadmiernego”) salda gotówkowego jest nieproduktywne i wymaga lekarstwa[3].

Nie mam tutaj zamiaru wchodzić w dokładną polemikę z Keynesem czy zwolennikami „wolnej bankowości”. Wspomniałem o nich tylko po to, żeby w dalszej części wykładu wyjaśnić ideę, którą chcę zaatakować, i pokazać jednocześnie, jak powszechna i konsekwentna zgoda panuje wśród ekonomistów zarówno tych niezwiązanych z Keynesem, jak i związanych z nim bezpośrednio. W przeciwieństwie do Hutta, który w swoim artykule postępuje „krytycznie”, a więc poprzez analizę pism rozmaitych autorów dochodzi do swojej przeciwstawnej wizji (pozytywnych) efektów niewydawania pieniędzy, ja chcę podejść „apodyktycznie”, wyjaśniając na czym polega unikalna produktywność pieniądza[4].

Pierwszą naturalną reakcją na tezę, że utrzymywanie salda gotówkowego jest tak nieproduktywne i szkodliwe dla ludzkiego dobrobytu, jest pytanie, dlaczego wobec tego ludzie wciąż tak postępują? Jeśli utrzymywanie salda gotówkowego byłoby „do niczego”, nikt by nie trzymał gotówki ani w ogóle nie wpłacał jej na konto — a niemal wszyscy robią tak przez cały czas! I jeśli wszystkie pieniądze zawsze są przez kogoś trzymane lub gromadzone — pieniądz musi stale „czemuś służyć”, o ile jest przez kogoś posiadany (a tak jest zawsze).

Aby zrozumieć, co oznacza, że pieniądz „czemuś służy” najlepiej jest zapytać, kiedy i w jakich warunkach nie byłoby żadnego popytu na utrzymywanie sald gotówkowych? W odpowiedzi na to pytanie eksperci ekonomiczni są zadziwiająco zgodni. Najbardziej przejrzyście wyjaśnił to Ludwig von Mises. W sytuacji „ogólnej równowagi” lub w „gospodarce jednostajnie funkcjonującej” — teoretycznym konstrukcie Misesa — nie istniałyby żadne pieniądze i żadne salda gotówkowe. W takiej gospodarce, z założenia, znika z ludzkiego działania jakakolwiek niepewność. Wszyscy dokładnie znają warunki, czas i wystąpienie każdego przyszłego działania, w związku z czym każda wymiana może być ustalona wcześniej i przyjąć formę wymiany bezpośredniej.

Mises pisze:

 

W systemie pozbawionym zmiany, w którym nie ma niepewności co do przyszłości, nie trzeba wcale trzymać gotówki. Każdy dokładnie wie, jakiej ilości pieniądza będzie potrzebował w dowolnym momencie przyszłości. Dzięki temu może ulokować wszystkie utrzymywane fundusze w taki sposób, że termin ich płatności przypadnie w tym dniu, w którym będzie ich potrzebował[5].

 

Przy pomocy tego fundamentalnego spostrzeżenia dochodzimy do pierwszej roboczej konkluzji dotyczącej pozytywnej teorii pieniądza: pieniądz i salda gotówkowe zniknęłyby wraz ze zniknięciem niepewności (co jednak nigdy nie nastąpi), a inwestowanie w saldo gotówkowe musi być, mutatis mutandis, postrzegane jako inwestycja w pewność lub inwestycja w zmniejszenie subiektywnego niepokoju odczuwanego w związku z niepewnością.

W realnym świecie, w przeciwieństwie do wyłącznie teoretycznego konstruktu „gospodarki funkcjonującej jednostajnie”, niepewność jednak istnieje. Nie da się precyzyjnie (tj. z pewnością) przewidzieć warunków, czasu i rozmieszczenia wszystkich działań i transakcji, które odbędą się w przyszłości. Działanie podlega błędom i jest ze swej natury nieprzewidywalne. W pozornie prostej sytuacji mogą pojawić się niespodzianki. Kiedy nie występuje podwójna zbieżność potrzeb między kupującym a sprzedającym, np. gdy ktoś nie potrzebuje czegoś, co ktoś inny chce sprzedać, lub odwrotnie, jakakolwiek bezpośrednia wymiana staje się niemożliwa.

Biorąc pod uwagę tego rodzaju nieprzewidziane ewentualności, człowiek zaczyna wyceniać dobra na podstawie ich łatwości sprzedaży na rynku (zamiast oceniać je pod względem ich przydatności dla niego jako konsumenta lub producenta dóbr) i rozważa, które możliwe do zdobycia dobro będzie łatwiej zbywalne, a które mniej. Zastanawia się więc nad tym, jak obecny stan posiadania mógłby w przyszłości ułatwić zdobycie zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio użytecznych dóbr i usług. Właśnie dlatego może pojawić się popyt na środek wymiany, a więc popyt na dobra wyceniane pod względem łatwości, z jaką można je zbywać.

I jeśli jako środek wymiany to dobro, które jest łatwiej zbywalne, jest bardziej preferowane od tego, które zbywa się trudniej i w mniejszym zakresie, „wystąpi wówczas”, jak pisze Mises:

 

nieunikniona tendencja do pozbywania się jednego po drugim coraz mniej atrakcyjnych rynkowo dóbr używanych jako środek wymiany, aż do momentu, kiedy pozostanie tylko jeden, uniwersalnie stosowany środek wymiany, słowem: pieniądz[6].

 

Ta krótka rekonstrukcja pochodzenia pieniądza wydaje się znajoma. Jednak niewystarczająco dużo uwagi poświęca się kwestii, że pieniądz — oprócz faktu, iż jest najłatwiej i najbardziej dostępnym do sprzedaży dobrem — jest również najbardziej uniwersalnym dobrem teraźniejszym, czyli użytecznym w danym momencie (dlatego stopę procentową, rozumianą jako stopa dyskontowa przyszłych dóbr w zestawieniu z obecnymi, wyraża się w pieniądzu), a zatem jedynym umożliwiającym złagodzenie niepokoju odczuwanego w związku z niepewnością.

Pieniądz dostarcza swojemu właścicielowi najlepszej obrony przed niepewnością, ponieważ może być stosowany dla natychmiastowego zaspokojenia najszerszej gamy potencjalnych potrzeb. Właściciel pieniędzy czerpie satysfakcję z tego, że pozwalają mu one na najskuteczniejszą i najszybszą reakcję na najszersze spektrum zdarzeń. Inwestycja w posiadanie pieniędzy to inwestowanie przeciwko (subiektywnie odczuwanej) awersji do niepewności, a lepsze saldo gotówkowe to większe złagodzenie tej awersji.

Określenie awersja do niepewności rozumiane jest tutaj w swoim technicznym sensie, jako coś zgoła innego niż awersja do ryzyka. To kategoryczne rozróżnienie pomiędzy niepewnością z jednej strony, a ryzykiem z drugiej, wprowadził do ekonomii Frank H. Knight, a rozwinął Ludwig von Mises, odróżniając prawdopodobieństwo jednostkowe i prawdopodobieństwo klas[7].

Ryzyka (przykłady prawdopodobieństw klas) to przypadki, przed którymi można się ubezpieczyć, ponieważ obiektywny, długofalowy rozkład prawdopodobieństw bierze pod uwagę wszystkie znane i możliwe do przewidzenia rezultaty. Nie wiemy nic o jednostkowym rezultacie, ale wiemy wszystko o całej klasie zdarzeń i jesteśmy pewni co do przyszłości.

Jeśli kogoś czeka ryzykowna przyszłość, nie musi on koniecznie przechowywać pieniędzy. Aby czuć się zabezpieczonym przed ryzykiem, wystarczy stworzyć lub wykupić sobie polisę. Ilość pieniędzy, jaką wydaje się na ubezpieczenie, jest parametrem mówiącym o wysokości awersji do ryzyka. Premie ubezpieczeniowe to pieniądze wydane, nie przechowywane, i jako takie inwestowane są w fizyczną strukturę produkcji zarówno dóbr produkcyjnych, jak i konsumpcyjnych. Wysokość składki ubezpieczeniowej odzwierciedla subiektywnie odczuwaną przez kogoś pewność odnośnie (przewidywalnych) przyszłych wypadków (ryzyk).

Zupełnie inna sytuacja jest, gdy ktoś doświadcza niepewności. Mówiąc wprost, jest wtedy niepewny przyszłych wypadków, a więc kiedy i czego może chcieć lub potrzebować. Żeby ochronić się przed następstwem nieprzewidzianych okoliczności mogących wystąpić w nieprzewidzianym momencie, nie może on inwestować w dobra produkcyjne (jak w przypadku ubezpieczenia od ryzyka), gdyż takie inwestycje świadczyłyby o jego pewności odnośnie przyszłych potrzeb.

Jedyną rzeczą, która może uchronić przed nieprzewidzianymi wypadkami, są dobra teraźniejsze, użyteczne natychmiast. Inwestowanie w dobra konsumpcyjne, żeby zabezpieczyć się przed niepewnością, mija się z celem, gdyż wyraża ono pewność odnośnie chwilowej zachcianki lub potrzeby, która pojawia się od razu. Biorąc pod uwagę szybkość i łatwość, z jaką można go zbyć, pieniądz jest jedynym dobrem, które może obronić nas przed niepewnością. A zatem, jeśli premie ubezpieczeniowe są ceną, jaką płaci się za ochronę przed awersją do ryzyka, to salda gotówkowe są ceną, jaką płaci się za ochronę przed awersją do niepewności.

Człowiek będzie inwestować w dobra produkcyjne i konsumpcyjne tak długo, jak długo będzie pewny swoich przyszłych potrzeb. Inwestycja w saldo gotówkowe nie oznacza inwestycji w dobra konsumpcyjne lub produkcyjne. W przeciwieństwie do dóbr konsumpcyjnych i produkcyjnych, które zużywają się przy konsumpcji i produkcji, pieniądz nie traci swojej właściwości jako środek wymiany ani nie zostaje przekształcony w inne dobro, gdy jest wymieniany na towar podczas różnych transakcji. Ktoś, kto inwestuje w saldo gotówkowe, deklaruje: „Jestem niepewny moich obecnych i przyszłych potrzeb, ale wierzę, że ta ilość najłatwiej i najszerzej zbywalnego dobra, które mam pod ręką, najlepiej przygotuje mnie zarówno do nie znanych mi jeszcze czasów, jak i do potrzeb, których nie mogę na razie przewidzieć”.

Jeśli ktoś zwiększa swoje saldo gotówkowe, to oznacza, że znajduje się w sytuacji (subiektywnie odczuwanej) powiększającej się niepewności odnośnie do przyszłości. Gromadzenie pieniędzy to inwestycja, której dokonuje się w obecnej sytuacji po to, aby uchronić się przed tym, co może przynieść mniej pewna przyszłość. Żeby skutecznie zwiększyć saldo gotówkowe, należy albo ograniczyć kupowanie, albo sprzedawać więcej dóbr niepieniężnych (zarówno produkcyjnych, jak i konsumpcyjnych). W obu przypadkach rezultatem będzie spadek cen dóbr niepieniężnych. Efektem decyzji o ograniczeniu kupowania dóbr x, y lub z będzie spadek cen tych dóbr (w odróżnieniu od sytuacji, gdyby takiej decyzji nie podjęto). I podobnie: więcej sprzedanych dóbr a, b lub c doprowadzi do obniżki ich cen.

W ten sposób dana jednostka natychmiast uzyska dokładnie to, czego chce. Posiada więcej (nominalnie i realnie) gotówki, co oznacza lepsze przygotowanie do bardziej niepewnej przyszłości. Krańcowa użyteczność dodatkowych pieniędzy jest wyższa od krańcowej użyteczności sprzedanych lub niekupionych dóbr niepieniężnych. Dzięki temu, że posiada teraz więcej pieniędzy i mniej dóbr niepieniężnych, zwiększyła swój dobrobyt. Gdyby tak nie było, to nie podjęłaby opisanych powyżej działań. Woli jednak więcej inwestować w pozbycie się uczucia niepewności, a mniej w zaspokojenie obecnych lub przyszłych potrzeb uznanych za pewne.

Sytuacja nie zmienia się, gdy w obliczu zwiększonej niepewności mamy do czynienia z ogólnym wzrostem popytu na pieniądz. Dzieje się tak, gdy wszyscy lub większość ludzi stara się mieć jak najwięcej gotówki. Jeśli istnieje stała ilość pieniądza, średnia wysokość sald gotówkowych nie może oczywiście wzrosnąć. Niezmieniona pozostanie również całkowita ilość dóbr produkcyjnych i konsumpcyjnych, które stanowią o fizycznej strukturze produkcji.

Przy ogólnej walce o zwiększenie swoich sald gotówkowych ceny dóbr niepieniężnych spadną, a siła nabywcza jednostki pieniądza odpowiednio wzrośnie. A zatem, (zwiększony) popyt na (dane) rezerwy pieniądza zostanie ponownie zrównoważony — tym razem jednak przy większej wartości nabywczej pieniądza i niższych cenach dóbr niepieniężnych. I nawet jeśli w obliczu rosnącego popytu na pieniądz nominalna ilość pieniędzy nie może wzrosnąć, wzrasta jego wartość realna. Ta rosnąca realna wartość pieniędzy powoduje ściśle pożądany efekt: lepsze zabezpieczenie przed niepewną przyszłością.

Nikt nie troszczy się o nominalną liczbę jednostek pieniądza, które posiada. Ludzie troszczą się raczej o to, ile będą mogli kupić za określoną ilość pieniędzy, które mają przy sobie. Jeśli wskutek rosnącego popytu na pieniądz wzrasta jego wartość nabywcza, wówczas będzie on lepszym zabezpieczeniem przed niepewnością niż tracące na cenie dobra niepieniężne.

To powinno wystarczyć za pozytywną próbę udowodnienia unikalnej produktywności trzymania pieniędzy rozumianej jako „zyski z pewności” w naszym niepewnym świecie. Należałoby jeszcze dodać krótki komentarz odnośnie do obecnego, poważnego i niemającego jeszcze precedensu kryzysu gospodarczego, a także konsekwencji, jakie nasze rozważania wywierają na sąd o tym, co powinno być zrobione.

Nie powiem nic o źródłach obecnego kryzysu — może z wyjątkiem faktu, że stanowi on fascynujące potwierdzenie teorii cykli koniunkturalnych proponowanej przez Misesa i Hayeka. Kryzys doprowadził do wzrostu niepewności w każdej dziedzinie. Ludzie domagają się pewności, by nie obawiać się o swoją przyszłość. Z tego wynika wzrost popytu na pieniądz. Przy danej ilości pieniądza, wzrastający popyt na gotówkę może być zaspokojony jedynie spadającymi cenami dóbr niepieniężnych. W efekcie ogólny „poziom” cen spada, a wartość nabywcza pieniądza odpowiednio rośnie. Każda jednostka pieniężna staje się wtedy zabezpieczeniem przed większym zakresem niepewności, dzięki czemu można osiągnąć pożądany poziom ochrony przed niepewnością. Kryzys jest zakończony.

Rozwiązania kryzysu proponowane przez większość ekonomistów i „mędrców”, a następnie wprowadzane przez rządy na całym świecie są całkowicie inne. Są one zamiast tego motywowane krytykowaną tutaj i całkowicie błędną doktryną, że pieniądze trzymane na saldzie gotówkowym lub do niego dodane są bezproduktywnie wstrzymywane od produkcji i konsumpcji. Z tej teorii wynika również wniosek, jakoby zwiększenie sald gotówkowych było zwykłym redukowaniem ludzkiego dobrobytu. Nie dziwią więc wysiłki podejmowane w celu zwiększenia ilości wydatków.

Lecz to całkowicie kłóci się z potrzebami i żądaniami społeczeństwa — aby lepiej chronić przed rosnącym poczuciem niepewności, ceny muszą spaść, a siła nabywcza pieniądza wzrosnąć. Napływ dodatkowych, świeżo wydrukowanych pieniędzy spowoduje wzrost cen i obniżenie wartości nabywczej pieniądza. Także, efektem obecnej polityki pieniężnej będzie jedynie opóźnienie w przywróceniu pożądanego poziomu ochrony przed niepewnością, co niepotrzebnie tylko przedłuży kryzys.

 


[1] William H. Hutt, The Yield from Money Held, [W:] Freedom and Free Enterprise: Essays in Honor of Ludwig von Mises, ed. M. Sennholz, Chicago: Van Nostrand, 1956, s. 196-216.

[2] John Maynard Keynes, The General Theory of Employment, Interest, and Money, New York: Harcourt, Brace, and World, 1964, s. 210.

[3] Roger Garrison, Central Banking, Free Banking, and Financial Crises, „Review of Austrian Economics”, 9, no.2, 1996, s. 117; George Selgin i Lawrence White, In Defense of Fiduciary Media, „Review of Austrian Economics”, 9, no. 2, 1996, s. 100/01.

[4] Szczegółowa krytyka Keynesa w: Hans-Hermann Hoppe, Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza: Misesowskie argumenty przeciwko Keynesowi; szczegółowa krytyka doktryny wolnej bankowości w: Hoppe, Dlaczego pieniądz fiducjarny może istnieć — czyli degeneracja pieniądza i kredytuIdem, Against Fiduciary Media, „Quarterly Journal of Austrian Economics”, 1, no.1, 1998.

[5] Ludwig von Mises, Ludzkie działanie, tłum. W. Falkowski, Warszawa 2007, s. 215.

[6] Ludwig von Mises, Theory of Money and Credit, Irvington, N.Y.: Foundation for Economic Education, 1971, s. 32–33.

[7] Frank H. Knight, Risk, Uncertainty and Profit, Chicago: University of Chicago Press, 1971; Ludwig von Mises, Ludzkie działanie, rozdział VI.

Podobał Ci się artykuł?

Wesprzyj nas
Avatar

O Autorze:

Hans-Hermann Hoppe

Hans-Hermann Hoppe (ur. 1949 r.) jest filozofem i ekonomistą niemieckiego pochodzenia. Przez wiele lat był profesorem ekonomii University of Nevada w Las Vegas, obecnie na emeryturze. Po polsku ukazały się jego dwie książki: "Demokracja - Bóg, który zawiódł" oraz "Ekonomia i etyka własności prywatnej - studia z zakresu ekonomii politycznej i filozofii".

Pozostałe wpisy autora:

10 Komentarze “Hoppe: Rewizja „Zysków płynących z trzymania pieniędzy”

  1. „[w gospodarce jednostajnie funkcjonującej – ERE]Wszyscy dokładnie znają warunki, czas i wystąpienie każdego przyszłego działania, w związku z czym każda wymiana może być ustalona wcześniej i przyjąć formę wymiany bezpośredniej.”

    „Przy pomocy tego fundamentalnego spostrzeżenia dochodzimy do pierwszej roboczej konkluzji dotyczącej pozytywnej teorii pieniądza: pieniądz i salda gotówkowe zniknęłyby wraz ze zniknięciem niepewności (co jednak nigdy nie nastąpi), a inwestowanie w saldo gotówkowe musi być, mutatis mutandis, postrzegane jako inwestycja w pewność lub inwestycja w zmniejszenie subiektywnego niepokoju odczuwanego w związku z niepewnością.”

    W międzyczasie cytuje jeszcze Misesa i nie za bardzo rozumiem, jak z wniosku Misesa, że w ERE nie ma popytu na salda, wynika zdaniem HHH, że w ERE w ogóle nie istniałaby instytucja pieniądza. Czy też inaczej: usunięcie tezauryzacyjnej funkcji pieniądza nie usuwa pozostałych jego właściwości, jak np. usprawnienia wymiany.

    To tak na początek, bo są jeszcze inne niejasności.

  2. Istniałby wyłącznie jako numeraire, jak to ładnie pisał Mises „pieniądz cień”, którego jedyną funkcją jest bycie abstrakcyjną jednostką rozliczeniową w metaforycznym ostatecznym domu clearingowym; służyłby w takim domu do sprowadzenia heterogenicznych dóbr do wspólnego mianownika.

    Innymi słowy wszystkie transakcje są barterem rozłożonym w doskonale w czasie. Nie ma potrzeby usprawniać wymiany, bo ta już jest doskonała. Nie trzeba rozwiązywać problemu współwystępowania potrzeb stron wymiany, czy tam jak się tłumaczy „double coincidence of needs”.

  3. Przy czym oczywiście jest pełno różnych niespójności w takim modelu, w stylu czy to jest w ogóle możliwe na gruncie teorii obliczeń, jakie są interakcje z niemonetarną pseudo-stopą procentową itp.

    Ale ERE ma być tylko taką zabawką pedagogiczną, przegiętym scenariuszem kontrfaktycznym, w którym umawiamy się, że nie będziemy zadawać pytań o wszystkie logiczne konsekwencje, tylko o niektóre; bo jak zaczniemy pytać o wszystkie, to ERE się wywraca o własne nogi.

  4. Ja to postrzegam jeszcze inaczej. Pieniądz jest towarem jak wszystko inne. Gospodarka ma służyć ludziom, a nie wskaźnikom ekonomicznym. Jeden chce kupić wykwintny deser, drugi samochód, trzeci obraz, a czwarty będzie miał ochotę „kupić” sobie gotówkę.

    Nie jest prawdą, że gospodarka na tym w jakikolwiek sposób ucierpi, gdyż spadek podaży pieniądza spowoduje spadek cen (naliczanych w tym pieniądzu). Rynek zawsze ustawia się pod konsumentów, a nie producentów. Marginalizm się kłania.

  5. Stanisławie, ale czy przypadkiem rola pieniądza w ERE nie sprowadza się nie tylko do funkcji numeraire jeśli weźmie się pod uwagę niedoskonałą podzielność dóbr mających być przedmiotem barteru?

  6. … to zależy co jest przyczyną wzrostu sprzedaży. jeśli następuje wzrost popytu to ceny wzrosną, jeśli wzrost sprzedaży jest efektem wzrostu podąży (dobra są dostępne w większej ilości) to nastąpi spadek ich cen.

  7. @fender. Zawsze właśnie tak rozumiałem numeraire, tzn. że pozwala nam tak rozłożyć strukturę wymian pomiędzy ludźmi, żeby ostatecznie wymiany były takie, jakie byłyby gdyby pieniądz istniał. Możemy zamiast tego wystawiać weksle o różnych terminach zapadalności na konkretne dobra, wynik będzie taki sam.

    Numeraire w ERE to taki pieniądz, jak widzieli go klasycy spod znaku Johna Stuarta Mill: ceny pieniężne to tylko woal nałożony na barter, który nie ma wpływu na realną alokację.

  8. cytat:

    „Właśnie dlatego może pojawić się popyt na środek wymiany, a więc popyt na dobra wyceniane pod względem łatwości, z jaką można je zbywać.

    I jeśli jako środek wymiany to dobro, które jest łatwiej zbywalne, jest bardziej preferowane od tego, które zbywa się trudniej i w mniejszym zakresie, „wystąpi wówczas”, jak pisze Mises:

    nieunikniona tendencja do pozbywania się jednego po drugim coraz mniej atrakcyjnych rynkowo dóbr używanych jako środek wymiany, aż do momentu, kiedy pozostanie tylko jeden, uniwersalnie stosowany środek wymiany, słowem: pieniądz[6].”

    Nie rozumiem jednego – jak można tę teorię pieniądza, tożsamą zresztą z tym co pisze Rothbard w „Co rząd zrobił z naszym pieniądzem” przystawiać do współczeności w chwili gdy pieniądz nie jest żadnym realnym dobrem a tylko kawałkiem papierka umownie traktowanym jako środek wymiany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *